.

.

czwartek, 30 czerwca 2011

Paź królowej - Agnieszka Osiecka

Paź królowej

Mówisz, gromadzę ładne chwile,
Motyle piękne kolorowe.

Rzucasz pajęczo wąskie dłonie.
W kolekcji nowej już trzepoce
Umierający paź królowej.
Razem z królową wpółomdlałą.
Kiedy ogarnie Cię niepokój,
Duszność nad ranem,
Brak powietrza,
Tak się motyle twoje męczą,
Jeśli powtarzasz jedno imię,
Jakbyś potrząsał powiekami,
Żeby usunąć z oczu obraz,
Co w żywy stale się zamienia.
Zatrzymać go w uścisku pragniesz,
Zaciskasz palce bezskutecznie.
Widać nie dosyć uważałaś,
Motylu barwny, wielkooki,
Niezwykle pięknie jaśniejący,
Paziu królowej
Wśród mych zbiorów.

Agnieszka Osiecka

Gwiaździsta noc - Gerard Manley Hopkins

Gwiaździsta noc

Spójrz, gwiazdy! Popatrz tylko, popatrz w mroku morze!
Spójrz, lud skrzących się skrzatów, co niebo ma za podnóżek!
Promiennych prowincji obroty, pałających pałaców podróże!
Szyb, gdzie sypkich diamentów bez liku! Chochlików oczy w borze!
Mrok łąk chłodnych, a pod nim żywego złota złoże!
Wiry iskier jak w wichrze liście! Fajerwerki topól podłużne!
Gołębi puch, w popłochu płynący ponad podwórzem!
Pomyśl – wszystko to zdobyć, wszystko to nabyć możesz.
Kupuj więc! Płać! – Czym? – Modłami, miłosierdziem i własnym potem.
Spójrz, spójrz: majowy rozgardiasz, jak w sadzie, pod kwiecia migotem!
Spójrz! Pęki pąków, bazi żółtym pyłkiem muśniętych!
Niebo jest gumnem, zaiste; a za wrotami złote
Snopy. To jego zagroda za drobin płonących płotem –
Chrystusa, Jego Matki i wszystkich Jego świętych.

Gerard Manley Hopkins
przekład Stanisław Barańczak

Dziewięć bram twego ciała - Guillaume Apollinarie

Dziewięć bram twego ciała

Ten wiersz jest tylko dla ciebie Madeleine
To jeden z pierwszych wierszy naszego pożądania
Pierwszy nasz tajemny wiersz ukochana
Dzień jest piękny i wojna taka piękna Gdyby przyszło na niej umrzeć
[w taki dzień

Ty nie wiesz dziewico moja że do twego ciała jest dziewięć bram
Znam już siedem a dwie są mi zakryte
Cztery z nich wziąłem szturmem wdarłem się nie licz na to że wyjdę
Bo przez twe gwiaździste oczy wdarłem się tam
W ciebie i przez uszy Słowami które mam na rozkaz i jako świtę

Prawe oko mej miłości jej pierwsza brama
Zasłona powieki była spuszczona
Twoje rzęsy przed nią w szeregu jak czarni żołnierze malowani na
[greckiej wazie powieka ciężka zasłona
Z aksamitu
Co skrywała twe spojrzenie jasne
I ciężkie
Nasza miłość taka sama

Lewe oko mej miłości jej druga brama
Jak tamto ciężkie od miłości i czyste tak samo
O bramo w serce twe wiodąca obraz mój i uśmiech co lśni
Jak gwiazda podobna do twych oczu miłych mi
Uwielbiam cię twego spojrzenia podwójna bramo

Prawe ucho bramo trzecia mej miłości
Dopiero ciebie zdobywszy tamte dwie rozewrzeć zdołałem na oścież
Ucho bramo głosu mego co przekonał cię
Kocham ciebie że nadałaś Obrazowi sens przez Pojęcie

I ciebie też lewe ucho będące mej miłości bramą czwartą
Uszy miłości mojej błogosławię was
O bramy które wtedy na mój glos otwarto
Jak róże otwierają się na pieszczotę wiosny
Przez was mój głos i rozkaz ten
Przenikają w całe ciało mojej Madeleine
Cały mężczyzną wdzieram się tam cały wierszem będący
Wierszem jej pożądania co sprawia że siebie też kocham

Lewe nozdrze mej miłości piąta mej miłości brama i naszych żądz
Tędy wejdę w ciało mej miłości
Wejdę tam subtelnie męską wonią tchnąć
Zapachem pożądania mego
Ostrą wonią mężczyzny która odurzy Madeleine

Prawe nozdrze szósta bramo mej miłości i pożądań naszych
Co jak twój sąsiad poczujesz woń mojej rozkoszy
I zmieszany zapach nasz silniejszy i wspanialszy od rozkwitłej wiosny
Podwójna bramo nozdrzy uwielbiam cię ty która obiecujesz tyle
[subtelnych uciech
Czerpanych z kunsztu aromatów i wonności

Usta Madeleine siódma bramo mej miłości
Widziałem was czerwona bramo pragnień moich otchłani
Gdzie krzyczeli że się poddają żołnierze oblegani a z miłości skonani
O bramo czerwona i tkliwa

O Madeleine są jeszcze dwie bramy
Których nie znam
Dwie bramy tajemnicze
Ciało twe ukrywa

Miłości mojej ósma brama niezwykłej piękności
O niewiedzo moja podobna do ślepych żołnierzy w agonii wśród
[zasieków kolczastych pod płynnym księżycem Flandrii
Albo raczej do odkrywcy który kona z głodu z pragnienia z miłości
[w dziewiczej puszczy
Mroczniejszej niż Ereb
Świętszej od lasu Dodony
A przeczuwa źródło bardziej rzeźwiące od Kastalijskiego
Ale moja miłość tam znajdzie świątynię
I plac przed nią zakrwawiwszy gdzie trwa na straży czarujący potwór
[niewinności
Otworzę i sprawię że tryśnie najgorętszy gejzer świata
O miłości moja Madeleine
Już teraz jestem panem ósmej bramy

A ty dziewiąta bramo jeszcze bardziej skryta
Rozwierająca się pośród dwojga perłowych wzgórz
Jeszcze bardziej tajemnicza niż tamte
Bramy guseł o których nawet mówić nie śmiem
Tak samo do mnie należysz
Ostateczna bramo
Do mnie który mam
Ostateczny klucz
Do dziewięciu bram
O bramy otwórzcie się na mój rozkaz
Jam jest pan Klucza

Guillaume Apollinarie
przełożył Robert Stiller

Nasze święte poezji rzemiosło... - Anna Achmatowa

Nasze święte poezji rzemiosło...

Nasze święte poezji rzemiosło
istniało przed epokami czterema...
Ono i w mroku światu blask przyniosło,
lecz jeszcze żaden nie mówił poemat,
że mądrości nie ma, starości nie ma,
a może i śmierci nie ma.

Anna Achmatowa
przekład Anna Kamieńska

Dialog antyfilozoficzny - Ewa Sonnenberg

Dialog antyfilozoficzny

"Możliwe jest tylko to co zaistniało"?
Pewność dla której porzuca się inną pewność?

"Komponenty świata nie są trwałe"?
Pewność porzucona dla kolejnej niepewności?

W każdym zdarzeniu wiedza innych zdarzeń?
Kiedy znikną ulice na których nie dogoniłam istoty istnienia?


"To co istnieje naprawdę jest niewiadomą do rozwiązania"?
Radość o którą można pytać tylko milczeniem?

"Milczenie: początek i kres"?
"Tym czy jest i nie jest"?

"Byt staje się stosownie do swojej substancji"?
"Stan oczywistości: pojawił się pojawiła się"?

Uśmiechamy się do tego co nas zawstydza?
"Quia parvus error in principio magnus est in fine"?

"Poznanie budzi chęć posiadania"?
Nie ma niczego ponad to czego pragnę?

"Jeśli czemuś nie można zaprzeczyć to jest takie z konieczności"?
"Koniecznym nazywamy to bez czego nie można istnieć"?

"Ideał powinien mieć pierwszeństwo przed rzeczywistością"?
"Im dłużej się przyglądam tym mniej rozumiem"?

"Piękne jest tylko to co dane bezpośrednio"?
Piękno jest pewną odmianą smutku?

Tak jak podziw: leczenie zranionego tygrysa? "Maksimum tożsame z minimum"?

"Pozornie to sprzeczność"?
Każdy centymetr nieoswojonego wiedzie do celu?

"Prawd intuicyjnych jest nieskończenie wiele"?
Prawda zawarła przymierze z drzewami o bardziej czujny szelest?

"Tolle lege tolle lege"?
Za każdym razem czytam te same zdania?

"Co było pierwsze czas czy pamięć"?
Co było pierwsze ty czy świat?

"Wiedza następuje po fakcie"?
Wiedza jest spisem treści do książki której nikt nie potrafi przeczytać?

"Mnóstwo to skończoność nie ograniczona liczbą"?
Czy nie za dużo pojawia się rzeczy które zdarzają się raz na sto lat?

"Przyczyna przyczyn"?
"Coś naśladujące Boga i naśladowane przez wszechświat"?

"Aspekt pełni"?
Ta tak jakby być na szalach wagi?

"To co jednostkowe jest lepsze od tego co ogólne"?
A co z dowodem na istnienie kogoś jedynego?

Najbardziej efektownie brzmią dowody nie wprost?
"Najpiękniejszy jest byt którego nie ma"?

"Nic jest prostsze i łatwiejsze niż coś"?
"Marność litery odsyła nas do duchowej interpretacji"?

"O czym nie można mówić o tym trzeba milczeć"?
"Jeśli istnieje pytanie to jest odpowiedź"?

Ewa Sonnenberg

środa, 29 czerwca 2011

Zaproszenie do miłości - Stanisław Grochowiak

Zaproszenie do miłości

Masz być półsenna Teraz masz być siwa
Przy młodej twarzy to będzie jak gołąb
Masz być napięta Tylko z twarzą gołą
Którą blask wznieca to znów cień obmywa
Masz być o świcie Teraz masz być bosa
Przez szron biegnąca jak przez niski ogień
Masz być zabłąkana Wciąż myląca drogę
Jak dym przyziemny lub sarna w zakosach

Masz być zgoniona Teraz masz być stara
Drepcząca w kółko z różańcem przy ustach
Chuda - zjadliwa
Niezdarna - już tłusta
W peruce
W chórze
W gniewie
W okularach

Idę do ciebie przez zbutwiałe sny
W ciżmach z ołowiu - w koronie ze rdzy

Stanisław Grochowiak

Stałość kobieca - John Donne

Stałość kobieca

Już cały dzień mnie kochasz; jutro o tej porze,
Gdy odejdziesz ode mnie, co mi powiesz? Może
Antydatujesz jakieś nowe przyrzeczenia?
Lub powiesz, że w tej chwili
Nie jesteśmy już ludźmi, którymiśmy byli?
Że przysięgę, składaną w stanie zagrożenia
Gniewem Miłości mściwej, każdy sąd uchyli?
Że, jak prawdziwy mariaż śmierć prawdziwa przetnie,
Tak i śluby kochanków, choć czynione szczerze,
Ważne są, póki sen im mocy nie odbierze?
Lub też mi udowodnisz świetnie,
Że, fałszywa i zmienna z natury, dopiero
Zdradzając mnie i kłamiąc, okażesz się szczerą?
O, mógłbym znaleźć tuzin argumentów
Przeciw każdemu z twych wykrętów,
Lecz nie uczynię tak, albowiem
Jutro być może to samo ci powiem.

John Donne
przekład Stanisław Barańczak

Wszędzie tam jesteś - Lőrinc Szabó

Wszędzie tam jesteś

Wszędzie tam jesteś, gdzie kiedyś cię znałem,
gdzie cię widziałem, gdzie kochałem: w łące,
na wsi i w mieście; las, słońce wschodzące
i księżyc ciebie przywołują stale,
jesienne wzgórze, droga, śniegi białe
i gwizd pociągu, a we wszystkim drżące
pierwsze pragnienie i wiosny płonące,
dwudziestu pięciu lat tamto wspaniałe
szaleństwo. Jesteś: tak hojnie, miłości,
rzucasz mi kwiaty, ma świeża radości,
moja wspaniała, ożywcza młodości:
wszystko mnie tobą zasypuje wszędzie,
lecz zawsze, zawsze cichy jęk się wprzędzie:
są wszędzie Nigdzie owe wszystkie Wszędzie!

Lőrinc Szabó
przełożył Bohdan Zadura

Porwanie - Rainer Maria Rilke

Porwanie

Wymykała się często służącym,
dzieckiem będąc, by noc i wiatr
(że tak inny jest wewnątrz ich świat)
ujrzeć z zewnątrz w ich w ich źródle szumiącym.

Ale żadna noc nie rozszarpała
na takie cienie olbrzymiego parku
jak sumienie jej dzisiaj w tę noc,

gdy z drabiny jedwabnej w głąb alej
zniósł ją i dalej niósł, dalej,

aż wszystko zakrył wóz.

Chłonąc czarną powozu woń,
wokół którego skrycie pogoń stała
i groza,
poczuła: mróz
wyściela wnętrze powozu.
I czerń i chłód przyjęła dreszczem ciała.
I wtuliła w kołnierz płaszcza skroń,
i do włosów wzniosła ręce obie,
jakby tu było to...I w jej uchu
głos Nieznajomego brzmiał głucho:
Jestem przy tobie.

Rainer Maria Rilke
przekład Mieczysław Jastrun

Melodia - Konstanty Ildefons Gałczyński

Melodia

Wskazała na piersi palcem,
swoim palcem, królem w pierścieniu,
i prosiła, żeby wierszem, żeby walcem
umuzycznić ją, rzewnie znieśmiertelnić.

Więc dotknąłem klawiszów palcami
dla tych rzęs, dla tych ust, dla tej ręki;
pod oknami i za oknami
zadźwięczały tony piosenki.

I pół świata stało się moim,
kiedym takty strof doskonalił --
o tych palcach pachnących powojem,
o wieczornych rzęsach Natalii.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Oczy, które ostatnio ujrzałem we łzach - Thomas Stearns Eliot

Oczy, które ostatnio ujrzałem we łzach
Oczy, które ostatnio ujrzałem we łzach
Przez rozłąkę
Tutaj w śmierci sennym królestwie
Złota wizja powraca
Widzę oczy i nie widzę łez
I to cierpienie moje.

I to cierpienie moje
Że już nie ujrzę oczu
Oczu rozstrzygnięcia
Oczu których nie ujrzę aż
W drzwiach innego królestwa
Gdzie jak w tym
Oczy trwają mgnienie
Mgnienie trwają oczy
I wystawiają nas na szyderstwo

Thomas Stearns Eliot
tłumaczenie Michał Sprusiński

Pstre piękno - Gerard Manley Hopkins

Vincent van Gogh
Pstre piękno

Za wszystko, co pstrokate, chwała niech będzie Panu -
Za niebo wielobarwne jak łaciate cielę;
Za grzbiety pstrągów, różem nakrapiane w cętki;

Za skrzydła zięb; żar szkarłatny rozłupanych kasztanów;
Za ziemię w działkach, w kawałkach - za ugór i za zieleń;
I za rzemiosło wszelkie, jego narzędzia i sprzęty.

Wszystkiemu, co nadmierne, osobliwe, sprzeczne,
Wartkim i wolnym, słodkim i słonym, mocnym i miękkim,
On wciąż początek daje, Ten, czyje piękno jest wieczne:
Jemu niech będą dzięki.

Gerard Manley Hopkins
przekład Stanisław Barańczak

W swojej samotności sam - Wiesław Dymny

W swojej samotności sam

W swojej samotności sam
Dookoła pustkę dźgam
To dźgnę tu, to dźgnę tam
No i co ja z tego mam

pustka to jest milion dziur
Lubo niewidzialny mur
Którą z dziur ślepy szczur
Może uciec stąd na dwór

gdybym złapał pustkę wpół
gdybym ją jak górnik kuł
może wół, może stół
by wypełnił pustki dół

W dźganiu tym mi nic nie sprzyja
I tak życie wartko mija
Dźgnę tu ci ja, dźgnę tam ci ja
trzeba by dłuższego kija

W swojej samotności sam
Dookoła pustkę dźgam
To dźgnę tu, to dźgnę tam
No i co ja z tego mam
To dźgnę tu, to dźgnę tam
No i gówno z tego mam

Wiesław Dymny

wtorek, 28 czerwca 2011

Przyjaciółko która jesteś innym mną... - Jean-Pierre Faye

Marc Chagall
***

przyjaciółko która jesteś innym mną
szeptem bądź imię twoje
przyjdź oddech twój
niech się spełni pożądanie twoich warg i ud
twoje ciało nocne i dzienne
daj mi dzisiaj
przyjmij zaklęcia moje tak jak twoje własne
są przeze mnie zaklinane
i wtrąć nas jedno w drugie
lecz dzięki tęsknocie
wybaw nas od tęsknoty
niech tak się stanie

Jean-Pierre Faye
przekład Krystyna Rodowska

Śmierć kochanków - Charles Baudelaire

Frank Dicksee - Romeo i Julia
Śmierć kochanków

Zapachów lekkich pełne będą nasze łoża,
Łoża jak grób głębokie - a w środku komnaty
Będą dla nas w wazonach kwitły dziwne kwiaty,
Rozkwitłe pod jaśniejszym błękitem przestworza.

Wśród mdlejących upałów ich woni ostatnich
Dwa nasze serca będą jako dwie pochodnie,
Co odbiją swe blaski szeroko i zgodnie
W duchach naszych złączonych, tych zwierciadłach bratnich.

W mistyczny zmierzch, przez róże i błękity senne,
Niby łkanie przeciągłe, żegnaniem brzemienne,
Zamienimy jedynej błyskawicy lśnienie...

A potem drzwi otworzy lekka dłoń anioła,
Co radosny i wierny do życia powoła
Zamącone zwierciadła i martwe płomienie.

Charles Baudelaire
przełożyła Bronisława Ostrowska

Miłość z plecakiem - Anna Świrszczyńska

Miłość z plecakiem

Dwa plecaki,
dwie siwe głowy
I drogi całego świata
do wędrowania

Anna Świrszczyńska

Śnieg I - Stanisław Barańczak

Śnieg I
Z ust mi wyjąłeś, śniegu,
ten język, który wziąłem pomyłkowo
sobie na własność i który trzymałem
tak długo za zębami; wyrwało
mi się to z ust, ta czerwień bolesna i ciepła,
gdyś mnie, śniegu, za język ciągnął, kiedyś łamał
sobie mój język na mnie, chcąc mi rozwiązać ten supeł
śliski od krwi i śliny, który, między nami
mówiąc, strzępił się niepotrzebnie o
pękniętą szybę jawy, która nas rozdziela;

od ust mi odjąłeś, języku,
ten śnieg, co między ustami a brzegiem
horyzontu tak jarzył się dla mnie, że stałem
z otwartymi ustami; nie mam do nich co
włożyć teraz, ta biel lodowata i czysta
nie jest w stanie przemówić do mnie bez ogródek
zębów i mam ją tylko na końcu języka,
szorstką od mrozu i szronu, nawet nie na końcu
mam tylko język, kaleczony o
pękniętą szybę jawy, która nas rodziela

Stanisław Barańczak

Sonet XV (z Alchemii) - Adam Kawa

Maria Zeldis
Sonet XV (z Alchemii)
Do Sary
skazanej na emigrację
Jesień w jesionach jesiennieje żółto,
w dębach październik rozżagwił pożogę,
Saro, przeprowadź mnie przez nocy obłęd
i pomóż usnąć

pod rozgwieżdżonym niebem, które łuną
gwiazd cicho smuży jakby noc grał Szopen.
Lęk zasłuchany przycupnął nad oknem
w gnieździe jaskółką.

Tyle mi dałaś siebie, choć tak krótko,
a sześćdziesiąty ósmy był złym rokiem,
jeszcze na stacji twój szloch zdusił Szopen
nokturnu nutą.

Jak list jaskółką jesień ci wysyłam.
We mnie od twego wyjazdu wciąż zima.

Adam Kawa
Dziękuję:)

Przy okrągłym stole (Tomaszów) - Julian Tuwim

Przy okrągłym stole
Du holde Kunst,
in wieviel grauen Stunden
pieśń Szuberta
Max Ginsburg
A może byśmy tak, jedyna,
Wpadli na dzień do Tomaszowa?
Może tam jeszcze zmierzchem złotym
Ta sama cisza trwa wrześniowa...

W tym białym domu, w tym pokoju,
Gdzie cudze meble postawiono,
Musimy skończyć naszą dawną
Rozmowę smutnie nie skończoną.

Do dzisiaj przy okrągłym stole
Siedzimy martwo jak zaklęci!
Kto odczaruje nas? Kto wyrwie
Z nieubłaganej niepamięci?

Jeszcze mi ciągle z jasnych oczu
Spływa do warg kropelka słona,
A ty mi nic nie odpowiadasz
I jesz zielone winogrona.

Jeszcze ci wciąż spojrzeniem śpiewam:
"Du holde Kunst"... i serce pęka!
I muszę jechać... więc mnie żegnasz,
Lecz nie drży w dłoni mej twa ręka.

I wyjechałem, zostawiłem,
Jak sen urwała się rozmowa,
Błogosławiłem, przeklinałem:
"Du holde Kunst! Więc tak bez słowa?"

Ten biały dom, ten pokój martwy
Do dziś się dziwi, nie rozumie...
Wstawili ludzie cudze meble
I wychodzili stąd w zadumie...

A przecież wszystko - tam zostało!
Nawet ta cisza trwa wrześniowa...
Więc może byśmy tak, najmilsza,
Wpadli na dzień do Tomaszowa?...

Julian Tuwim

Taca - Józef Baran

Taca

w końcu
tak mało mam do stracenia!

tak lekką ręką
rzucę kiedyś
na tacę wieczności
tych parę miedziaków
istnienia

Józef Baran

Los - Anna Kamieńska

Los

Nic więcej nie mów
nawet zwierzęta wiedzą mądrymi oczami
że coś takiego istnieje jak los
i chylą głowy przed spadającym ciosem

Anna Kamieńska

Confiteor - Edward Stachura

Pablo Picasso
Confiteor

Bosi na ulicach świata
Nadzy na ulicach świata
Głodni na ulicach świata
Moja wina
Moja wina
Moja bardzo
wielka wina!
Zgroza i nie widać końca zgrozy
Zbrodnia i nie widać końca zbrodni
Wojna i nie widać końca wojny
Moja wina
Moja wina
Moja bardzo
wielka wina!
Zagubieni w dżungli miasta - moja wina
Obojętność objęć straszna - moja wina
Bez miłości bez czułości - moja wina
Bez sumienia i bez drżenia - moja wina
Bez pardonu wśród betonu - moja wina
Na kamieniu rośnie kamień - moja wina
Manna manna narkomanna - moja wina
Dokąd idziesz po omacku - moja wina
I nie słychać końca płaczu - moja wina
Jedni cicho upadają - moja wina
Drudzy ręce umywają - moja wina
Coraz więcej wkoło ludzi - moja wina
O człowieka coraz trudniej - moja wina
- moja wina
- moja bardzo wielka wina!

Edward Stachura

Maść przeciw poezji - Jiří Kolář

Maść przeciw poezji

Wziąć
pięć gramów ślepoty duchowej
piętnaście gramów tępoty
dwadzieścia gramów łajdactwa
i dwadzieścia pięć gramów bezczelności
Wszystko dokładnie rozetrzeć w moździerzu pustki
tłuczkiem impotencji
Potem dolać ósmą część tchórzostwa
i podsmażyć na patelni kłamstwa
wysmarowanej podstępem
podlewając sprzedajną nienawiścią
Na końcu wymieszać
nowym szlagierem i hymnem
żeby nie było zarazków rzeczywistości
albo prawdy życia
Ten kto posmaruje się tą maścią
nie potrzebuje się bać
że kiedykolwiek dotknie go poezja

Jiří Kolář
przekład Leszek Engelking

Miłość zmilczana - Joseph von Eichendorff

Miłość zmilczana

Z migotu, z wróżby
Kwitnących traw -
Dopytał któż by,
Dociekł jej spraw?
Myśl się kołysze
I w nocną ciszę
Wiedzie ją traf.

Niechaj się dowie,
Kto o niej śni,
Z szmeru w dąbrowie,
Gdy wszystko śpi
Prócz chmur, co biegną,
I czucie jedno
Jak gwiazda lśni.

Joseph von Eichendorff
przełożył Jerzy Litwiniuk

Obok tego domu - Konstandinos Kawafis

Leonid Afremov
Obok tego domu

Wczoraj, przechadzając się w pewnej dzielnicy,
jak niosły kroki, przeszedłem obok tego domu,
do którego tak często wchodziłem, gdy byłem młody.
Tam ciało moje ogarnęła miłość
potęgą swą niepojętą.
I oto wczoraj,
kiedy szedłem przez ową starą ulicę,
od zaklęcia miłości niezmiernie wypiękniały
sklepy, trotuary, kamienie bruku,
mury, balkony i okna;
nic pospolitego nie ostało się tam.
Gdy stanąłem i patrzyłem na bramę,
gdy stanąłem i nie mogłem odejść od tego domu,
z całej istoty mojej wyłaniało się, przechowane,
dotąd przechowane, wspomnienie tamtej rozkoszy.

Konstandinos Kawafis
przekład Zygmunt Kubiak

Iaculatio tardiva - Michel Deguy

Janice Darr Cua


Iaculatio tardiva

I nie wystarczy mówić takim
Rób tak jakbyś mnie kochała Pokaż się pokaż mi
Twoje delty twój Ren twe Sekwany twą Sienę
Jak Ronsard który wyśpiewał swe canto z szantażu
Za pieniądze pierś nad piersiami
Runo cieniste centrum ziemi
Gdy nie ma ciebie słowa się nie kleją
Spraw bym wezbrał Musisz być z ciała inaczej plaża nie będzie zdobyta
Bez twego kręgosłupa bez twych czułków nie potrafię
Wypowiedzieć czasu bez zegara piaskowego twojej krwi
Tak jak mówimy Zapal światło
Ja im powiem Daj mi zapamiętać
Twoje pośladki piersi twoją krew i cień
Jest co zebrać oczami także z powiek

Michel Deguy
przełożyła Krystyna Rodowska

Dusza - Jean-Michel Maulpoix

Dusza

Dusza. Tego się nie da powiedzieć inaczej. Ot, słówko ulotne. Tyle, co otworzyć i zamknąć usta. Złapać w powietrzu strzępek błękitu. Z niewiadomego powodu. Nic, tylko bezgłośne pytanie. Uparta prośba o coś. Myśl, że milczeniu o tym należy się także jakieś słowo. Temu czekaniu na coś, trosce. Już raczej zaznaczyć prowizorycznym konturem zmartwienie, niż dać imię nadziei. Nic do zyskania, nic do stracenia. Zwyczajnie, jeszcze jedna dziura w języku. Czuje się tutaj przeciąg. Czyjś drżący oddech. Ten sam, który nas trzyma przy życiu i który zostanie nam odjęty, gdy tylko nauczy się od nas paru zdań. Gdy wyczerpiemy już całe słownictwo miłości. Wkrótce już zostaniemy sam na sam z tym słowem. Zdyszanym, szybkim. Na wskroś sierocym. Słowem-korytarzem. Nie wymawiamy go nawet szeptem, ono nie śmie pojawić się na naszych wargach. Boi się języka, jak dziennego światła. Nie ma powiek. Nie zna łez, ale cierpienie, jakie z sobą niesie, trafia w samo sedno. To cierpienie pyta, chce wiedzieć. Wyczerpuje się w twarzach. Szuka sobie miejsca.

Jean-Michel Maulpoix
przełożyła Krystyna Rodowska

Do poety T.R. - Ewa Lipska

Do poety T.R.

Nie pytaj drewna
co sądzi o ogniu.
Poezja ma na to kilka odpowiedzi.

Twój Niepokój zmężniał.
Wytrzymały na ból.
Hartuje poetów.

Pytasz mnie przez telefon:
"Co u ciebie słychać?"

Drobne usterki: nieszczelność oddechu
turbulencja czasu.


Majsterkowicze wiedzą o co chodzi
kiedy na filiżance uporczywa rysa.

Ewa Lipska

Jestem kobietą - Maria Wine


Jestem kobietą

Jestem kobietą i czeszę swe włosy
na sposób kobiecy
czeszę je dla mojej miłości do siebie samej
czeszę je dla mojej miłości do miłości
czeszę je dla mojej miłości do mojego ukochanego
a włosy trzeszczą i sypią iskry z radości
rosną i gęstnieją pod deszczem miłości
wiją się i ciemnieją w nocnych snach
zwisają jak ochronny płaszcz
nad moim ślepym postrzelonym karkiem

Ale teraz czas zacząć czesać moje włosy
na sposób czasu
czas nie ma czasu na żadne sny
nie ma względów dla moich włosów
czesze je w pasy i strąki
czesze je na brudnożółto i czarno
czesze je na szaro z przebłyskiem srebra
i zanim się opamiętasz
przychodzi czas by czesać je do tyłu
w ciasno zwiniętą srebrną kulkę na karku

Muszę sobie zrobić na drutach ciepły płaszcz
By osłonić mój ślepy postrzelony kark

Maria Wine
przekład Zygmunt Łanowski

Bez latarni - Josif Brodski

Bez latarni

Gdy w nocy wyjrzysz przez okno - od razu
wiesz, jak daleko może być do wiosny;
zwykłym sylwetkom narzutowych głazów
nie będzie bliżej do rosnącej sosny.
Z niedostrzegalnym uśmiechem spryciarza
przeciągasz nitkę przez zęby w skupieniu,
ażeby palce (albo mięśnie twarzy)
łatwiej przekonać o swoim istnieniu.

A serce w piersi skacze i szaleje
z obawy przed tym ponurym milczeniem
przestrzeni, która przed tobą czernieje
tak jak ciągnące się za tobą cienie.

Josif Brodski
przekład Katarzyna Krzyżewska

Gallant Château - Wallace Stevens

Gallant Château

Czy to coś złego, gdy wchodzi się do pokoju
I zastaje puste łóżko?

Mogło być gorzej: rozpaczliwe włosy,
Gorzkie oczy, zimne i obce dłonie.

Mogła być książka i światło
Padające na bezlitosny wers lub dwa.

Mogła być bezkresna samotność
Wiatru w firankach.

Bezlitosny wers? To te kilka słów.
Niech sobie brzmią i brzmią.

Tak jest dobrze. Puste łóżko,
Firanki sztywne, eleganckie, nieruchome.

Wallace Stevens
przełożył Jacek Gutorow

Utracone - Jorge Luis Borges

Utracone

Gdzie jest moje życie, które mogło być,
Ale nie było, tumultem bitewnym,
Walecznością albo trwogą przed gniewnym
Mieczem gotowym znienacka uderzyć?
Nie tak było. Dokąd odeszły cienie
Persów, czemu Norwegów pochłonął mrok,
Gdzie przypadek, który przywróci mi wzrok,
Gdzie kotwice, morza? Gdzie zapomnienie
O tym, kim jestem? Gdzie cicha noc, która
Oraczom prostym powierzyła niwy,
Plony, dzień znojny i żywot poczciwy,
Jak opisała to literatura?
O tej przyjaciółce rozmyślam nieraz:
Oczekiwała mnie i czeka teraz.

Jorge Luis Borges
przekład Dorota i Adam Elbanowscy

Bogini - Vicente Aleixandre

Michael Satarov
Bogini

Uśpiona na tygrysie,
jej lekki warkocz spoczywa.
Spójrzcie na jej sylwetkę. Oddycha
na pięknej skórze,
spokojna, świetna.
Kto się ośmieli, któż sam
jej wargi dziś by wystawił
na światło szczęśliwe
które, ludzka nieledwie, śni?
Spójrzcie na nią tam. Jaka samotna!
Jaka nietknięta! Dotykalna?
Prawie boska, lekko
pierś się unosi, zatrzymuje,
prostuje, opada; jęczy
jak miłość. A tygrys
wyniosły ją podtrzymuje
jak Morze Hyrkańskie,
na którym unosiła się rozciągnięta,
szczęśliwa, nigdy ofiarowana.

Ach, śmiertelni! Nie, nigdy;
naga, nigdy wasza.
Na skórę dziś ognistą
jej patrzcie, uwolniona: jest boginią.

Vicente Aleixandre
przełożył Piotr Sobolczyk

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Nie zostawia śladów tak jak mgła - Leonard Cohen

Nie zostawia śladów tak jak mgła
(As the Mist Leaves No Scar)

Na wzgórzu ciemnym i zielonym
Blizn żadnych nie zostawia mgła,
Więc i na tobie po mym ciele
Nie pozostanie żaden ślad.

Gdy wiatr spotka jastrzębia,
Cóż pozostaje - przy czym trwać?
Więc spotykamy się ze sobą,
Po to by pójść natychmiast spać.

Bez gwiazd lub bez księżyca
Niejedna cierpi noc,
I my będziemy cierpieć,
Gdy nas rozdzieli los.

Leonard Cohen
tłumaczenie Maciej Zembaty

Słynny niebieski prochowiec - Leonard Cohen



Słynny niebieski prochowiec

Jest czwarta nad ranem, już kończy się grudzień.
List piszę do Ciebie: Czy dobrze się czujesz?
W New Yorku jest zimno, poza tym w porządku-
Muzyka na Clinton Street gra na okrągło.

Podobno budujesz swój własny dom
W głębi pustyni.
Od życia nie chcesz już nic,
Lecz musiałeś zachować wspomnienia.

A Jane do dziś kosmyk włosów ma Twych
Wiem, że gdy dawałeś go jej
Myślałeś o tym by zwiać,
Lecz niełatwo jest zwiać...

Gdy tu byłeś ostatnio, wyglądałeś jak starzec:
Podniszczyłeś swój słynny niebieski prochowiec.
Do każdego pociągu wychodziłeś na dworzec-
Bez swej Lili Marlen pojechałeś do domu.

Dałeś mojej kobiecie
Swego życia ledwie strzęp;
Nie jest już moją żoną
I Twoją też nie...

Ciągle widzę Cię z tą różą w zębach, choć wiem,
Ze to tani był greps,
Lecz spodobał się Jane...
Jane pozdrawia Cię też.

Cóż mam Ci powiedzieć, mój bracie, mój kacie?
Sam nie wiem, czy pisać, czy nie?
Brakuje mi Ciebie, przebaczam od siebie -
To dobrze żeś w drogę mi wszedł...

A może byś tak tutaj wpadł
Do mnie lub do Jane
Pomyśl, Twój wróg sypia twardo
A żona nudzi się

Więc dziękuję Ci, że
Wypędziłeś jej z oczu ten żal
Ja myślałem, że musi być tak
Nie starałem się więc

A Jane do dziś kosmyk włosów ma Twych
Wiem, że gdy dawałeś go jej
Myślałeś już o tym by zwiać

Z poważaniem
Leonard Cohen
przekład Maciej Zembaty

Wiersz - Leonard Cohen


Wiersz

Słyszałem o mężczyźnie
który słowa wymawia tak pięknie
że może mieć każdą kobietę
ledwie tylko wypowie jej imię

Jeżeli milczę obok twego ciała
i cisza kwitnie na ustach jak obrzęk
to dlatego że słyszę jego kroki
i chrząkanie pod naszymi drzwiami

Leonard Cohen
tłumaczenie Maciej Zembaty

Rozmowa - Gianna Nannini

Rozmowa
Jack Vettriano

Ty, chłopie, ty, Boże,
Ojcze i mój Mały Książę,
Do mej piersi uwiązany,
Tak, widzę twoje rany.

Baba to nie znaczy głupia,
Poświęcenie? Kto w ogóle to doceni?
Jesteś silny, gdy mówisz: „skarbie mój”,
Gdy zwijasz żagle - ostatni z ciebie gnój.

Otwórzmy się,
Wykrzycz nienawiść do tych chwil miłości,
Choć raz otwórzmy się,
Wykrzycz nienawiść do tych chwil miłości,
Raz poczujmy się szczęśliwsi,
Prawdziwsi i prostsi.

A ty, kobieto, ty,
Chcesz więcej mieć, cóż mogę dać ci jeszcze?
W baśniach królów udziałem był mi los, wojowników -

Sprzedając ogień, sprzedając wojnę,
Zniszczyłem dom, w którym moglibyśmy mieszkać,
Przestałem pisać, pozostał tylko ból,
I gram mężczyznę, tę najtrudniejszą z ról.

Obejmij mnie,
Wykrzycz nienawiść do tych chwil miłości,
No, dalej, obejmij mnie,
Wykrzycz nienawiść do tych chwil miłości,
Raz poczujmy się szczęśliwsi,
Prawdziwsi i prostsi.

Gianna Nannini
przełożył Maciej Froński

Zdumiewa się mądrością… - Rafał Wojaczek

Zdumiewa się mądrością…
Stanisławowi "Stanleyowi" Ścierskiemu
z Teatru 13 Rzędów,
właśnie na Nowym Świecie
Zdumiewa się mądrością małej człowieczej rzeczy
Gość, co gospodę sobie obrał dziś na tej Ziemi,
Iż mu w zmierzchłym przestworze zamajaczyła gwiazdą
Łaskawie swojską, rzekłby: krwi jego tkliwie bratnią,
Bez ironii wróżącą, jak jaki pewny dom, .
Przychylność jego nędzy ~ zrozumienie snom. -
Bowiem gdy osiągnąwszy zsiadł z uprzejmej mgławicy
Przygodnego obłoku, zaraz spod szubienicy
Krzyża ustawionego na wyniosłym pagórze
Dwaj znani ze snu, który śnił się w dzieciństwie, stróże
Nie legitymujący się i milczący wyszli,
Schwycili, młotków, gwoździ dobyli i przybili.

Rafał Wojaczek

Wino ciemnych zaułków - Jack Kerouac

Wino ciemnych zaułków

Mogłem skończyć dużo gorzej niż
siedząc w Ciemnym Zaułku pijąc wino

Wiedzieć że wszystko jest i tak nieistotne
Wiedzieć że nie ma tak naprawdę różnicy
pomiędzy bogatym a biednym
Wiedzieć że wieczność nie jest ani pijana
ani trzeźwa, wiedzieć to za młodu
i być poetą

Mogłem pójść w biznesy i puszyć się
I wierzyć że Boga to obchodziło

Zamiast tego kucam w samotnych alejkach
I nikt mnie nie widzi, tylko mą pustą butelkę
a widzą to że jest pusta

Robiłem to na polach kukurydzy i cmentarzach

Wiedzieć że śmierć nie wydaje żadnego dźwięku
Wiedzieć że kolby kukurydzy rozmawiają (pomiędzy
sobą zgrzytając starymi ramionami)

Siedząc w alejkach czając neony
I obserwując sprzątaczy z katedry
Wyżymających swe szmaty pod schodami kościoła

Siedząc i pijąc wino
A na trakcie kolejowym będąc błogosławionym

Być milionerem i wtedy woleć
Kręcić się z butelczyną tokaju
W drzwiach hurtowni, kierując twarz ku długim zachodom słońca
Na kolejowych polach traw

Wiedzieć ze śpiący na rzece
śnią próżne sny, kucnąć
w nocy i dobrze o tym wiedzieć

Być mrocznym samotnym nerwowo-wzrocznym obserwatorem
Wirującego diamentu świata

Jack Kerouac
przekład Marcin Walkowiak

Morze i człowiek - Anna Świrszczyńska

Morze i człowiek

Nie oswoisz tego morza
ani pokorą, ani zachwytem.
Ale możesz mu się zaśmiać
w twarz.

Śmiech
to wynalazek tych, którzy
żyją krótko
jak wybuch śmiechu.

Wieczyste morze
śmiać się nie umie.

Anna Świrszczyńska

Bywają ognie... - Bolesław Leśmian

***

Bywają ognie - podobne do ciszy,
Co na przechodnia w zaroślach czatuje...
Takich się ogniów nie widzi, lecz słyszy -
Nawet nie słyszy, lecz raczej zgaduje.
Serca im w piersi wonieją, jak róże -
Lecz im nie wolno korzystać z róż mocy,
Ni czarów własnych nadużyć po nocy,
Ni łkać, ni wątpić, ni konać w lazurze!
Nie wolno modlitw gałązki jednej,
Niesionej Bogu ku czoła ozdobie,
Przełamać stopą - lub przyśnić się tobie
W postaci nagiej, zuchwałej dziewczyny!...
Więc próżno patrzą w słoneczność dokolną,
Bo im ni kochać, ni szaleć nie wolno.

Bolesław Leśmian

III - Sonety polskie - Adam Kawa

Henryk Siemiradzki - Noc świętojańska
III 
(Sonety polskie)

Klucz ptaków w chmurach deszcze rozkołysał.
Pachnie dziewczyną sonetu gorzałka.
Pieśnią nabrzmiewa - jurność świętojańska -
zdyszana cisza.

Ciemną jurnością wzbiera nieba miska,
kipi Sobótka w dziewczynach, w chłopakach,
pachnie chutliwie grzechem w maliniakach
spocona cisza.

Raj w piekło zmienia co noc mnich kopista,
drzewo poznania inicjał oplata,
blask w inicjale wąż grzechu wyzłaca -
zdumiona cisza.

Ten ból gromadzi, kto gromadzi wiedzę.
Zjadł Adam jabłko; w mit zmienił się Eden.

Adam Kawa

Osiko... - Paul Celan

***

Osiko, twoje liście lśnią biało w ciemności.
Włosy mojej matki nigdy nie były białe.

Mleczu polny, zieleni się Ukraina.
Moja jasnowłosa matka nie wróciła.

Deszczowa chmuro, zwlekasz u studni?
Moja cicha matka płacze nad wszystkimi.

Krągła gwiazdo, zaciskasz swoją złotą pętlę.
Serce mojej matki zranił ołów.

Dębowe drzwi, kto was wyważył z zawiasów?
Moja łagodna matka nie może przyjść.

Paul Celan
przekład Ryszard Krynicki

Starość Owidiusza - Jacek Kaczmarski



Starość Owidiusza

- Cóż, że pięknie, gdy obco - kiedyś tu będzie Rumunia
Obmywana przez fale morza, co stanie się Czarne.
Barbarzyńcy w kożuchach zmienią się w naród ambitny
Pod Kolumną Trajana zajmując się drobnym handlem.

Umrę, patrząc z tęsknotą na niedostrzegalne szczyty
Siedmiu wzgórz, które człowiek zamienił w Wieczne Miasto,
Skąd przez kraje podbite, z rąk do rąk - niepiśmiennych
Iść będzie i nie dojdzie pismo Augusta z łaską.

Nie ma tu z kim rozmawiać, zwój wierszy wart każdej ceny.
Ciała kobiet ciekawych brane pośpiesznie, bez kunsztu
I bez szeptów bezwiednych - chłoną nie dając nic w zamian
Białe nasienie Imperium w owcą pachnącym łóżku.

Z dala od dworu i tłumu - cóż to za cena wygnania?
Mówiłem wszak sam - nad poezją władza nie może mieć władzy.
Cyrku w pustelnię zamiana spokój jednak odbiera,
Bo pyszniej drażnić Cesarza, niż kupcom za opał kadzić.

Rzymu mego kolumny! Wróg z murów was powydziera
I tylko we mnie zostanie czysty wasz grecki rodowód!
Na nim jednym się wspieram tu, gdzie nie wiedzą - co Grecja,
Z szacunkiem śmiejąc się z czci, jaką oddaję słowu.

Sen, jedzenie, gra w kości do bólu w schylonych plecach,
Wiersz od ręki pisany dla tych, którym starczy - co mają.
Piękna tu nikt nie obieca, za piękno płaci się złotem.
Pojąłem, tworząc tu, jak z Ariadny powstaje pająk:

Na pajęczynie wyrazów - barwy, zapachy i dotyk,
Łąki, pałace i ludzie - drżący Rzym mojej duszy -
Geometria pamięci przodków wyzbyta brzydoty,
Zwierciadło żywej harmonii diamentowych okruszyn.

Stoją nade mną tubylcy pachnący czosnkiem i czuję
Jak zmieniam się w list do Stolicy, który nikogo nie wzrusza.
Kiedyś tu będzie Rumunia, Morze - już Czarne - faluje
I glebą pieśni się staje ciało i świat Owidiusza.

Jacek Kaczmarski

Pożegnanie - Joseph von Eichendorff

Pożegnanie

Wąwozy i kotliny, zielono-mgławy bór,
O, rdzawe jarzębiny, jak zamyślony chór!
Świat, wiecznie zadurzony, miele wśród wartkich kół.
Obym twój strop zielony nad senną skronią czuł.

Gdy szaro wokół dnieje, gleba paruje w krąg,
Ptak nuci poprzez knieję i rosa lśni wśród łąk:
Niech pierzcha w błędne kraje pradawny, ziemski żal,
Rusałka zmartwychwstaje, jak blask porannych fal!

Porzucę wkrótce ciebie, tam, gdzie się kończy jar,
Na obcym śledzić niebie widowisk mętnych czar.
O, żegnaj mi, dolino, twój liść i mrok i mech,
Samotne dni popłyną, gdy leśny zamrze dech.

Joseph von Eichendorff
przekład Stefan Napierski

Lament - Julia Hartwig

Junko Kitano
Lament

rodzą się
byle jak
przyjaźnią się
byle jak
kochają się
byle jak
rozmawiają
byle jak
umierają byle jak
o o
nie mów tego
tak

Julia Hartwig

Choroba - Charles Bukowski

Choroba

owszem, romantyk ze mnie, przesadnie sentymentalny,
uprawiam coś w rodzaju kultu bohaterów
i nie będę się za to
kajał.
ale wielbię Hemingwaya
gdy u kresu wytrzymałości
wtyka sobie
lufę strzelby w drżące
usta;
i myślę,
jak Van Gogh odciął sobie kawałek ucha
dla kurwy
a potem wykończył się
w szczerym polu;
a znów Chatterton wypił truciznę
na szczury (nadzwyczaj bolesna śmierć
nawet dla
plagiatora);
Ezrę Pounda wleczono
zakurzonymi ulicami Włoch w klatce
a później zamknięto w
domu wariatów;
Celine'a okradali, wygwizdywali, dręczyli
Francuzi;
albo Fitzgerald: kiedy wreszcie przestał pić, zaraz
padł martwy;
Mozart skończył w zbiorowej mogile;
Beethoven ogłuchł;
Bierce znikł wśród meksykańskich pustkowi;
Hart Crane skoczył przez reling prosto w
śrubę napędową;
Tołstoj uznał Chrystusa i rozdał
majątek
biedakom;
T. Lautrec
z tym swoim niekształtnym ciałem
karła
i doskonale rozwiniętym
duchem
rysował wszystko, co
widział
i jeszcze dużo więcej;
D.H. Lawrence
umarł na gruźlicę
i sam sobie zbudował Statek Śmierci
pisząc swoje
ostatnie
wspaniale wiersze;
Li Po
swoje wiersze
podpalał
i puszczał z prądem
rzeki

Sherwood Anderson umarł
na zapalenie otrzewnej
połknąwszy
wykałaczkę
(na przyjęciu
pił
martini
kiedy nagle
wpadła mu w gardło oliwka
razem z wykałaczką);
Wilfred Owen zginął
na pierwszej Wielkiej Wojnie
próbując
ocalić świat dla Demokracji;
Sokrates z uśmiechem
wypił
cykutę;
Nietzsche oszalał;
De Quincey wciągnął się w opium;
Dostojewski stanął z zawiązanymi oczami przed
plutonem egzekucyjnym;
Hamsun zjadł kawałek własnego
ciała;
Harry Crosby i jego kurwa
popełnili samobójstwo
trzymając się za ręce
Czajkowski próbował
uciec przed własnym homoseksualizmem
żeniąc się z prima-
donną;
Henry Miller na starość
opętany był
młodymi
Azjatkami;
John Dos Passos z
zajadłego lewicowca
stał się ultrakonserwatywnym
republikaninem;
Aldous Huxley po
narkotykach miewał
wizje i
zgarniał
urojone bogactwa;
Brahms za młodu
pracował nad swoim ciałem
żeby było
potężne
bo uważał
że sam umysł
to nie
dość;
Villonowi zakazano wstępu do Paryża
nie za to, co myślał
tylko za to, że był
złodziejem;
Thomas Wolfe uważał, że nie może
wrócić do domu
póki nie
zdobędzie
sławy;
albo Faulkner:
kiedy rano odbierał pocztę
oglądał kopertę pod
światło
i jeżeli nie widział
czeku
to ją
wyrzucał;
William Burroughs
zastrzelił
własną
żonę
(nie trafił w
jabłko
na jej
głowie);
Norman Mailer swoją
dźgnął nożem; obeszło
się bez jabłka;
Salinger nie wierzył
że dla świata warto
pisać;

Jean Julius Christian Sibelius
dumny i piękny Człowiek
kompozytor potężnej muzyki
po czterdziestych urodzinach
ukrył się i odtąd
rzadko go
widywano;
nikt nie wie na pewno
kim był
Szekspir;
życie nocne zabiło Trumana
Capote;
Allen Ginsberg
poszedł w profesor;
William Saroyan ożenił się 2 razy
z tą samą kobietą
(ale wtedy już i tak
zmierzał
donikąd);
z Johna Fante nóż
chirurga odkrawał
plasterki
na moich
oczach;
Robinson Jeffers
(najnudniejszy z poetów)
pisał
błagalne listy do wpływowych osobistości.

oczywiście można by tak dalej
wyliczać
mógłbym mnożyć
przykłady
lecz nawet ja
(chociaż romantyk)
pomału zaczynam się
męczyć.

ale wszyscy ci ludzie
- dawniej i teraz – tworzyli i tworzą
nowe światy dla
reszty z nas
mimo ognia i mimo lodu
mimo
wrogości rządów
mimo wrodzonej nieufności mas
tylko po to, żeby umierać
pojedynczo
i zazwyczaj
w osamotnieniu.
należy ich podziwiać
za odwagę
za cały ten trud
za to, co w nich najlepsze i
najgorsze.
niezła banda!
to z nich bije światło!
to z nich bije radość!

wszystko to są
bohaterowie
za których możesz dziękować losowi
i podziwiać ich z daleka
budząc się co rano
ze swoich zwyczajnych snów.

Charles Bukowski
przekład: Michał Kłobukowski

niedziela, 26 czerwca 2011

Wcielenia - Laura Riding

Wcielenia

Nie wypieraj się,
Nie wypieraj: rzecz bierze się z rzeczy.
Nie wypieraj się w nowej próżności
Starego, pierwotnego prochu.

Jaki grób, jaka przeszłość krwi i kości
Tkwi we mnie, kiedy leżę śniąc i śniąc
Szczęśliwie przeklęta,
Zaklęta, żywa, w zapomnieniu pierwszych spraw...
Śmierć nie daje nawet jednej chwili by pamiętać

Bym nie mogła, jak kamień jakiejś rzeźby zbyt przeobrażony,
Przypomnieć sobie, ziarnko do ziarnka, o pierwotnym prochu
I patrząc w dół schodów pamięci powtarzać:
To nie byłam ja.

Laura Riding
przekład Julia Fiedorczuk

Metamorfozy - Mieczysław Jastrun

Metamorfozy

Niewidzialnie-niezauważalnie dzieje się w ciemności
ścinają się w kryształy ciekłe substancje kwiaty
zawiązują się w urok pędy wypchnięte siłą
nagle po dniach po nocach spłacanych na raty

Metamorfozy tajne ludzi zwierząt owadów
w laboratoriach natury w piwnicach stworzenia
narodzin i odrodzin w spichrzach w podziemiach składów
ziarna nim kłosy w słońcu zachwieją się na swych cieniach

Tak schodzą cywilizacje pod ziemię tak zmartwychwstają
w oczywistości dnia trzeciego tak się wznoszą
i upadają rody plemiona narody kraje
a kwiaty różnego rodzaju i barwy sypią się z koszów

Mieczysław Jastrun

Motywy średniowieczne - Tomas Tranströmer

Christophe Vacher
Motywy średniowieczne

Za czarującą grą min ukrywa się
zawsze ta czaszka, ta twarz pokerzysty.
Słońce spokojnie toczy się po niebie.
Grają szachiści.

Strzygą nożyczki fryzjerskie z zarośli.
Słońce spokojnie toczy się po niebie.
nierozstrzygnięta rozgrywka zamiera.
W ciszy tęczowej.

Tomas Tranströmer
przekład Leonard Neuger

Sprawiedliwość - Jan Twardowski

Sprawiedliwość

Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny

Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłodło
list przybliża bo inny oddala
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość

Jan Twardowski

Wzgórze - Mark Strand

Wzgórze

Zaszedłem tak daleko o własnych siłach
spóźniając się na autobusy, taksówki,
wciąż idąc pod górę. Stawiając stopę za stopą,
tak robię.

Nie dbam jaki stromy jest stok.
Trawa rośnie wzdłuż drogi, drzewo otrząsa
czarne liście. Co z tego?
Im dłużej idę, tym dalej jestem od wszystkiego.

Stopa za stopą. Mijają godziny.
Stopa za stopą. Mijają lata.
Barwy z początku drogi bledną.
Tak to robię.

Mark Strand
przekład Grzegorz Musiał