.

.

niedziela, 31 lipca 2011

Schronienie - Erich Fried

Schronienie

Czasem szukam schronienia
u ciebie
przed tobą i przed sobą

przed gniewem na ciebie
przed zniecierpliwieniem
przed zmęczeniem
przed moim życiem
które pozbawia nadziei
jak śmierć

Szukam ochrony
u ciebie
przed zbyt spokojnym spokojem

Szukam u ciebie
mojej słabości
To ona powinna mi przyjść z pomocą

Przeciwko sile
której
nie chcę mieć

Erich Fried
tłum. Jacek Ziobrowski

Ekskursja letnia - Jacek Dehnel

Ekskursja letnia

Z lilii na lilię – motyle różowe.
Trąbki i flety, pająk na dnie kwiatu.
Panna Marianna lekko skłania głowę
i, nucąc Vivaldiego, przygląda się latu.

Drewniana kładka, a za kładką obój
i klarnet. Struga wije się śród mięty.
Uczep zaczepia suknię, dłoń owija powój.
Marianna idzie dalej, pomiędzy drzew rzędy.

A w lesie Mahler dudni po wąwozach
i suknię nieba łachocą gałęzie.
W górze – jak motyl, upity eterem,

pod szkłem rozpięty – stoi czarna brzoza.
I znowu Mahler. Stopa w bagnie grzęźnie,
i w zimne torfy zstępuje. Z Mahlerem.

Jacek Dehnel

Midgarthorm* - Jorge Luis Borges

Midgarthorm*

Bezkresne morze. Rybi stwór zielony.
Kosmogoniczny wąż, który oplata
- wąż zielony, morze zielone - tarczę
ziemi, jak on kolistej. Paszcza chłonie
ogon, który przybywa gdzieś z daleka,
z drugiego końca świata. Pierścień ciasny,
co nas otacza, jest burzą i blaskiem,
cieniem i wrzawą, refleksem refleksów.
Jest także amfisbeną**. I wieczyście
patrzy w siebie bez lęku wiele oczu.
A każda głowa sunie wciąż oślizgłe,
węsząc żelazo wojen, łupy smocze.
Wyśniono go w Islandii. I otwarte
morza na jego widok w zgrozie drżały.
Powróci wraz z okrętem przeklinanym,
zbudowanym z paznokci wielu zmarłych.
Z wysoka padnie niepojętym cieniem
na ziemię pobladłą i oniemiałą,
w dniu wilków wzniosłych, agonii wspaniałej
tamtego zmierzchu bez śladu imienia.
Jego obraz urojony poraża.
Nad ranem mi się zwidział w koszmarach.

Jorge Luis Borges
przełożyła Krystyna Rodowska

* wąż świata, który opasuje morze i sam jest morzem - fantastyczny stwór z mitologu staro-skandynawskiej, o którym opowiada się w pieśniach bohaterskich „Eddy poetyckiej” (przyp. tłum.)

** baśniowy wąż o dwóch głowach (przyp. tłum.)

Jesienne liście - Jacques Prévert


Jesienne liście

Wiesz, byłam tam i widziałam ten dom
Naszą uliczkę i drzewa we mgle
Kształty wydarte marzeniom i snom
Z marzeń odarte, zastygłe w złym śnie

Liście jesienne jesienny gnał wiatr
Liściem mi przylgnął do ust
Tym pocałunkiem jesieni z mych warg
Wziął moją gorycz i uniósł

Wspomnienia i liście unosił
W noc, w zapomnienie i chłód
Mój Boże... Znów słyszeć jak prosisz:
"Zaśpiewaj, zaśpiewaj mi znów..."

To tak jak my
To tak jak oni
Z tych samych słów
Z tych samych łez

Ktoś śmiał się z kimś
I płakał po nim
I o tym ta piosenka jest
Bezszelestny los gdy znudzony
Znienacka tnie jak zimna stal
Ślady stóp kochanków rozłączonych
Co dzień ściera z plaż praca fal

Jacques Prévert
tłum. Jeremi Przybora

Anioł poezji - Jolanta Chrostowska-Sufa

Anioł poezji

z Twoich skrzydeł sypią się wiersze
i spadają na anielskie ramiona
nie otula ich welon piór
lecz ze słów i milczenia zasłona
Twoje skrzydła chowają się w ciszy
a Ty stoisz z naręczem wierszy
słyszę — milkną kartki z poezją —
już na skrzydłach nie chcą się zmieścić
Twoje oczy spowiadają się wierszem
nic nie mówisz — tylko patrzysz z oddali
w takiej ciszy na granicy światów
całą wieczność będziemy tak stali
z Twoich skrzydeł sypią się wiersze
i wtulają się w moje ramiona
Twoje usta pochylone nad mym czołem
kim Ty jesteś? jesteś moim aniołem?

Jolanta Chrostowska-Sufa

Wspomnienia innych - Nancy Burke

Wspomnienia innych

Wspomnienia innych ludzi
opływają mnie jak deszcz
każde życie zawiera
swoje tajemne strony
gdy je otwierasz
głębokie wrażenia
jak igiełki gradu
uderzają cię
prosto w twarz.

Nancy Burke
przeł. Ludmiła Marjańska

Na brzegu - Anna Janko

Na brzegu

Lato wczesnej młodości. Nuda niewinności.
Czytanie książki nad wodą.
Słodkie chaosy obłoków.
Już nie nicość
a jeszcze nie los.
Morze wydycha szeptem całe zdania
i cofa wszystko.

Niechaj przypłyną statki z ludźmi.
Niech się zbuduje miasto mojego życia.
Niech wleje się światło do wnętrza widoku
i sięgnie istoty rzeczy

z pominięciem rzeczy.

Anna Janko

Godzina Piotrowa - Ludmiła Marjańska

Godzina Piotrowa

Piej, kogucie, w godzinie Piotrowej:
zapieram się swojej przeszłości,
swoich zmarszczek i kurzych łapek
przebrania, w które mnie ustrojono
(Stary Yeats wiedział, że to łach niewarty
funta kłaków.)
Zapieram się siebie
serca, które dokucza niewczesnym porywem,
oparzelizn miłości,
zadawnionych blizn.
Zapieram się młodości,
która tkwi jak cierń
w zdeformowanej stopie
i każe utykać.

A przede wszystkim zapieram się strachu,
lat uległości, przemilczenia, zgody.
Zapieram się po trzykroć:
nie znam tej osoby,
której ciało już noszę
siedemdziesiąt lat.

Piej, kogucie.

Ludmiła Marjańska

Skamieniały anioł... - Nelly Sachs

* * *

Skamieniały anioł
jeszcze ociekający wspomnieniami
wcześniejszego wszechświata
bez czasu
błądzący po oddziale kobiecym
z odwiedzinami pewnego głosu
zamknięty w świetle bursztynu
sprzed potopu sprzed ugryzienia jabłka
śpiewający o świcie
przed prawdą –

A inne czeszą włosy z nieszczęścia
i płaczą
kiedy kruki na dworze
rozpościerają swoją czerń o północy.

Nelly Sachs
tłum. Ryszard Krynicki

Być i nie mieć - Wisława Szymborska

Być i nie mieć

Przewrotne słówko „nie mam”
na jarmarku cudów.
Dziw gramatyczny,
łaska opaczności.

Nie ma ktoś kogoś czegoś. Albo kogoś nie ma.
Nie ma go tu lub ówdzie.
Znaczy że gdzieś jest.
Gdziekolwiek.
Skoro nie tu, więc jest prawie wszędzie.

Czegoś tam jednak wciąż mu nie dostaje,
brak jakiś mu doskwiera:
nie ma słów, nie ma racji,
pojęcia, pięciu złotych, czasu, psa lub kota,
tego żuczka, tej szklanki, strzykwy, tykwy, zdrowia,
szalika w kratkę, babci w Zabierzowie.

Ale to właśnie znaczy, że ma coś innego.
Lub mieć może.
Cokolwiek z drugiej strony Nic.

- Nie ma ich już, niestety!
- Więc byli na pewno.
Kiedyś, gdzieś, raz na zawsze, nie odżałowani,
zawieruszeni w nadmiarze istności.

- Jeszcze ich nie ma?
- Cóż, nie są przedwcześni!
Płocha pochopność nie jest w ich zwyczaju.
W swoim czasie i miejscu pewnie się wydarzą.
Warto poczekać na wszelki wypadek.

Bo kiedy mówię:
„W ogóle Nic nie ma” -
chcąc nie chcąc wywołuję
zatrzęsienie Czegoś.
I nie ma już mowy
o żadnym niebycie.

Wisława Szymborska

sobota, 30 lipca 2011

Zostanę babką klozetową - Anna Świrszczyńska

Zostanę babką klozetową

Zostanę na starość
babką klozetową.
Będę pisać wiersze
przychylne cielesności
jak dwa zera.

Nauczę się pokory
wobec ludzkiego pęcherza i jelit,
co są o tyle mądrzejsze
ode mnie.

Może pewnego dnia
do dwóch zer przyjdzie
cynik Diogenes.
Może pogada ze mną
o siostrze pęcherza i jelit -
o duszy.

Anna Świrszczyńska

Upadek - Ana Blandiana

Upadek

Prorocy pomarli na puszczy,
Aniołów z opadłymi skrzydłami
Prowadzą na rynek,
Gdzie będą nad nimi sprawować sąd,
Pytać: za jaki grzech
Strącono ich z nieba?
Za jaką winę? Wykroczenie? Zdradę?
A oni, w ostatnim akcie miłości,
Popatrzą na nas zamglonym z niewyspania wzrokiem
I nie starczy im szatańskiej odwagi,
By wyznać, że aniołowie upadają
Nie dlatego, że grzeszą, nie dlatego,
Tylko z wielkiego znużenia.

Ana Blandiana
przekład Irena Harasimowicz-Zarzecka

Aniołowie (fragment) - Bolesław Leśmian

Aniołowie (fragment)

Bywają ognie - podobne do ciszy,
Co na przechodnia w zaroślach czatuje...
Takich się ogniów nie widzi, lecz słyszy -
Nawet nie słyszy, lecz raczej zgaduje.
Serca im w piersi wonieją, jak róż -
Lecz mi nie wolno korzystać z róż mocy,
Ni czarów własnych nadużyć po nocy,
Ni łkać, ni wątpić, ni konać w lazurze!
Nie wolno modlitw gałązki jedynej,
Niesionej Bogu ku czoła ozdobie,
Przyłamać stopą - lub przyśnić się tobie
W postaci nagiej, zuchwałej dziewczynie!...
Więc próżno patrzą w słoneczność dokolną,
Bo im ni kochać, ni szaleć nie wolno.

A oni właśnie najtrwalej, najdzielniej
Mogliby kochać od nocy do świtu -
Podobni mewom w zatokach błękitu,
Tym od nich różni, że tak nieśmiertelni.
Oni to właśnie zmyśliliby krocie
Pieszczot zawiłych, nieznanych na ziemi,
I niestrudzeni byliby w pieszczocie,
I niestrudzeni - i wielcy - i niemi!
Bo dla nich tylko, zaprawdę, że dla nich
Przyjdzie ta miłość, co światy ogarnie!
Jam śledził w niebie poloty ich sarnie
I lęk błękitny w ich źrenicach łanich!
Jam słyszał nieraz, że szemrzą jak płomień,
Skrzydłem, utkanym z tęcz i oszołomień!

Bolesław Leśmian

Teraz - Julia Hartwig

Teraz

W cierpieniu ale może z ulgą i bez żalu
rozstaje się z tym światem gdzie ani dostojeństwo
ani cienka ironia ani żart
nie rodzi się
bo odeszło zbyt wielu
którzy odróżniali trwałe od nietrwałego

Jeśli żałował
to nie tego co jest
ale co było

Julia Hartwig

Czarne anioły - Wiesław Dymny



Czarne anioły

Czarne anioły choć białoskrzydłe
A na ich twarzach miny obrzydłe
Na sinym niebie jak fajerwerki
Ale przeklęte raz i na wieki
To są anioły z mojej stodoły
Pouciekały przez dziury w dachu
Anioły śmierci z głowami węża
Latają w górze i czas tam mitrężą

Trzeba by wszystkie razem połapać
W pęczki powiązać wapnem ochlapać
I wsadzić do nieba czy trzeba
nie trzeba czy trzeba nie trzeba

Moja stodoła jest cała drewniana
Na cztery strony jest pomyślana
Na czarno-biało jest malowana
A cała święcona i wykadzona
Tam produkuję te czarne anioły
Jeden we fraku a drugi goły
Trzeci ponury czwarty wesoły
Piąty jak trumna a szósty umarł

Przez sine niebo czarny ptak leci
Nie to nie ptak jest to anioł śmierci
Ma białe skrzydła z gęsiego pierza
A pysk ma taki jak pysk u zwierza
Siedem guzików ma u surduta
A dusza jego jadem zatruta
Rąk czternaścioro ma u tułowia
Na jednej głowie ma dwa wodogłowia
Ma uszu szesnaście ma czterdzieści nosów
A skrzydła jego potwornie łopocą potwornie łopocą

A skrzydła jego wielce szatańskie
Lecz choć on czarny toć anioł pański

Wiesław Dymny

Umrzeć trzeba... - Jarosław Iwaszkiewicz

Tamara Łempicka
Umrzeć trzeba...

Umrzeć trzeba - lecz lepiej i trudniej
Jest żyć, dla innych istnieć i dla siebie,
I patrzeć w górskie pogodne południe,
Jak wielkie białe kępy topnieją na niebie.

Patrzeć w siebie? A po co? Tam zrównoważone
Wszystkie noce i dzionki śpią jak owce w stajni.
Siąść przy drodze pod kopą świeżo ustawioną
I patrzeć, jak mijają mnie ludzie zwyczajni -

To wszystko. To jest życie, ni mniej ani więcej.
Nie trzeba gór ogarniać wzrokiem pożegnalnym.
Jeżeli można jeszcze - to kochać goręcej:
Czasami dzień pod wieczór staje się upalny.

Jarosław Iwaszkiewicz

Psalm anielski - Tadeusz Nowak

Psalm anielski

Spił się mój anioł leży obok
I trawa milczkiem go zarasta
Z pszennego pola rośnie obłok
Na drożdżach makowego ciasta

Spił się i anielskością całą
W wiosenną łąkę runął nagle
Teraz podnoście mgielne ciało
Wiatraczne śmigi leśne żagle

Podnoście kładźcie w dzwon łąkowy
I pójcie mlekiem z ziół scedzonym
Gdy anyż bije mu do głowy
I biją pokłon nieboskłony

Spił się wytarzał w końskim łajnie
Że tylko kłaść go psio pod skibę
Wpiły się drogi weń rozstajne
Na jego oczy gawron dybie

Spił się i nie chce wejść na powrót
W anielskość we mnie nie zgojoną
Zaniosłem go na plecach do wrót
Wrzuciłem w gnojne wozu dzwono

I zaprzysięgając chabecinę
Wywiozłem w pola nieobeszłe
Gdzie go wydziobią ptaki inne
I inne go dojedzą deszcze

Tadeusz Nowak

Żeby tylko nie anioł - Zbigniew Herbert


Żeby tylko nie anioł

Jeśli po śmierci zechcą nas przemienić w zeschły płomyczek,
który chodzi po ścieżkach wiatrów - należy zbuntować się.
Na nic wiekuisty wypoczynek na łonie powietrza, w cieniu żółtej glorii, wśród mamrotania dwuwymiarowych chórów.
Trzeba wstąpić w kamień, w drzewo, w wodę, w szpary furty.
Lepiej być skrzypieniem podłogi niż przeraźliwie przeźroczystą doskonałością.

Zbigniew Herbert

Cud w winiarni - Konstanty Ildefons Gałczyński

Cud w winiarni

Dwóch kiprów z londyńskich doków
znalazło w którymś tam roku
zapomnianą beczkę od wina
odbili wieko i obaj
struchleli; z beczki osoba
sześcioskrzydłego Serafina!
Szedł Serafin po schodkach
jakoby lampa słodka
i pachniał, lecz się zmniejszał.
A biedni kiperkowie
skrobali się po głowie,
że postać nietutejsza.

Właśnie wiatr z burzą wściekłą
targał Londyn jak drzewko -
dopust Boży widomy;
król się schował w kredensie,
pod łóżkami się trzęśli
golibrody i astronomy.
Więc przez ten smutny Londyn
wędruje nasz Serafin,
bezdomny, deszcz go polał.
Policjant huknie z mostu:
"Ktoś ty?" - A on po prostu.
"I am the Pole, jam Polak".
"To ślicznie, mój skrzydlaty,
proszę do ambasady,
tam wszystko dla Polaka".
Dobry angielski "glina"
objaśnił Serafina:
strona taka a taka.

W ambasadzie aniołek
Opłakał cały stołek,
druczek, znaczek i bloczek.
Pożyczył ze zgryzoty
340 złotych
i zniknął jak obłoczek.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Muszę walczyć z aniołem - Anna Świrszczyńska

Muszę walczyć z aniołem

Muszę walczyć z moim aniołem,
którego odziedziczyłam
po ojcu i matce.

Pasł się
na ich łzach, jadł trawę
ich dwu nieszczęść,
pił wodę z czystych źródeł
ich cierpienia.
Wyrósł piękny i bardzo anielski,
jego skóra
jest niewidzialna, on
nie ma skóry.
On zjada moją skórę, moją sierść,
moje pazury i kły,
czym mam się bronić
przed światem.

Chyba zabiję mojego anioła.
Chyba on mnie zabije.

Anna Świrszczyńska

Wiecznie samotni - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Wiecznie samotni

Wiecznie samotni!... Pośród tłumu ludzi,
gdy serce nasze wstrząśnie ich sercami,
gdy dusza nasza ich dusze obudzi
i tłum ten cały koło nas się toczy,
dłoń wyciągając ku nam, wznosząc oczy:
jesteśmy sami.

Wiecznie samotni!... Gdy w najbliższym kole
twarze gorzkimi zraszają się łzami,
wspólne pragnienie zaświeci na czole
albo wybuchną ludzie szczerym śmiechem:
my, łzom i szczęściu wtórujący echem,
jesteśmy sami.

Wiecznie samotni!... Nawet w takiej chwili,
gdyśmy spleceni wzajem ramionami
z kobietą dusze i ciała złączyli,
gdy z nią przeniknąć pragniemy się wzajem,
jej serce bierzem i jej serce dajem:
jesteśmy sami.

Wiecznie samotni, wiecznie szukający
z wiecznej nadziei wiecznymi złudami,
pełni tęsknoty gorzkiej i palącej,
błądzim po świecie, dziwne, obce cienie -
wreszcie ostatnie wydając westchnienie,
jesteśmy sami.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Nad wodami - Ludmiła Marjańska

Nad wodami

Wodospady huczące, gwałtowne
i jeziora ciche, spokojne,
i zielone, stojące stawy,
i górskie spienione siklawy,
i rzeki bez przerwy w podróży,
i morze, które nigdy nie znuży,
i najczystsze wody źródlane
są wieczności Wielkim Oceanem.

Ludmiła Marjańska

Śmierć anioła - Jeremi Przybora

Śmierć anioła

Nad grobem szlachetnego pana
ni wdowa po nim zapłakana,
ni przyjaciele nie bywają już.
Lecz jakaś nieznajoma postać
nie może się z tym grobem rozstać
od zórz porannych do wieczornych zórz.
Czemu tak płacze, łka dlaczego?
Kim był ten obcy dla zmarłego?
Któż na pytanie to odpowie, któż...
Aż nagle z worka wyszło szydło -
wiatr targnął płaszczem, odkrył skrzydło.
Ach, to po zmarłym płacze Anioł Stróż.

W odwiecznych księgach i rocznikach
nie notowano nieboszczyka,
po którym by tak płakał Anioł Stróż,
po którym czuwałby przy grobie
i ciągle we łzach, i w żałobie -
już mu bez niego istnieć ani rusz.
Nawet odrzucił nowy przydział -
czegoś takiego Bóg nie widział,
więc Go ogarnia na Anioła gniew.
Stróż Anioł Boga się nie boi -
nad przyjaciela grobem stoi,
choć na niebiosach Stwórca marszczy brew.

Nad grobem jasna twarz Anioła,
a czarne chmury dookoła,
zza chmur wygląda gniewna Pana twarz.
Z odkrytą głową Anioł boso -
rozpaczy po człowieku posąg -
wciąż przy mogile jego pełni straż.
I poty w żalu trwa serdecznym,
aż ulitował się Przedwieczny
i z czoła Jego gniewu obłok znikł.
I nieśmiertelność mu odbiera,
i pada Anioł, i umiera...
A nad Aniołem już nie płacze nikt.

Jeremi Przybora

piątek, 29 lipca 2011

Żyję dla grzechu, przeżywam swe zgony... - Michał Anioł

Michał Anioł - Pietà watykańska, ok.1498

Żyję dla grzechu, przeżywam swe zgony...

Żyję dla grzechu, przeżywam swe zgony,
Życie mrze we mnie, a wina ma żywa.
Dobro me z nieba, zło ze mnie wypływa,
Z woli mej, której władztwa-m pozbawiony

Niewoląc wolność jak bóstwu, pokłony
Składam ziemskości! Dolo nieszczęśliwa!
Dla jakiejż nędzy na świat się przybywa!

Michał Anioł Buonarotti
przełożył Leopold Staff

Głupie szczęście - Henri Michaux

Głupie szczęście

Kiedyż wreszcie będę mógł mówić o swoim szczęściu? Nie ma na moim szczęściu żadnej skazy, żadnej blizny, żadnego piasku.
Nie daje się porównać z moim nieszczęściem (niegdyś, jakoby w Przeszłości, kiedy?)
Nie zna granic, nie zna... nie zna, licho wie czego. Nie zmierza nigdzie. Nie jest zakotwiczone, jest tak niezawodne, że wpędza mnie w rozpacz. Odbiera mi możność wszelkich zrywów, nie pozostawia mi ani wzroku, ani słuchu, im bardziej zaś ono...
tym mniej ja...
Nie zna granic, nie zna... licho wie czego.
A przecież to tylko bagatelka. Moje nieszczęście było znacznie ważniejsze, miało właściwości, miało wspomnienia, odrośle, balast.
Było mną.
Ale to szczęście! Przypuszczalnie, no tak, kiedyś wyrobi sobie jakąś osobowość,
ale czasu mieć nie będzie. Powróci nieszczęście. Jego potężna oś powinna być już niedaleko. Zbliża się.

Henri Michaux
przekład Julian Rogoziński

Chmury - Jorge Luis Borges

Chmury

Nie ma na świecie ani jednej rzeczy
co nie byłaby chmurą. Katedry - chmurami,
choć wzniesione są z głazów. Biblijne kryształy
czas także spłaszczy. Chmurą - „Odysea”,
zmienna jak morze; ilekroć ją czytasz,
co innego znajdujesz. I odbicie
twojej twarzy już odkształca się w szybie,
a dzień staje się mrocznym labiryntem.
Z dnia na dzień odchodzimy. W jakiej chmurze
spiętrzonej, co niknie o wschodzie słońca,
odnajdujemy siebie. I bez końca
kształty róży przechodzą w inną różę.
Jesteś chmurą i morzem, jesteś zapomnieniem.
Jesteś wszystkim, co oddałeś na stracenie.

Jorge Luis Borges
przełożyła Krystyna Rodowska

Starzy pustelnicy - Ana Blandiana

Starzy pustelnicy

Postarzeli się leśni pustelnicy,
Wilcze skóry przyrosły im do ciała,
Włosy zasnuły pajęczyną oczy,
Zatkały kokonem uszy,
W splątanych brodach zagnieździły się osy.
Nie pamiętają, po co tutaj są,
Dawno zapomnieli słowa,
Które mieli głosić światu.
Niebiosa przypominają im czasami swoją wolę
Objawieniem orła,
Ale starcy trawią czas
Na wplataniu kwiatów w jego pióra,
A Bóg, zagniewany, nie może pojąć,
Że zapomnieli już nienawidzić.

Ana Blandiana
przekład Irena Harasimowicz-Zarzecka

Moje szczęście głupiutkie!... - Sergiusz Jesienin

* * *

Moje szczęście głupiutkie! To ono
Z białymi oknami w ogrodzie!
Zachód łabędziem czerwonym
Cicho przepływa po wodzie.

Witaj mi, złote zacisze
Z cieniem brzozowym na stawie!
Stado kawek skrzydłami kołysze
I gwiazda nieszpór odprawia.

Gdzieś za ogrodem nieśmiało,
Tam, gdzie zakwita kalina,
Dzieweczka ubrana biało
Piosenkę śpiewać zaczyna.

Od pola niebieską rzęsą
Chłód nocny ściele się nisko...
Głupiutkie, milutkie szczęście,
Świeża różowość policzków.

Sergiusz Jesienin
przełożył Władysław Broniewski

A na środku raju - Anna Kamieńska


A na środku raju

A na środku raju
zasadzone jest drzewo tęsknoty
aby godzić się na wszystkie utraty
a w końcu na utratę siebie
trzeba było zacząć od tego
wtedy życie bolałoby tylko
jak bezbolesny poród

Anna Kamieńska

Obłoki - Krzysztof Karasek

Obłoki

Obłoki, banki mydlane wieczności
dlaczego nie chmury, bo w chmurach jest deszcz i burza,
groźba nieba, które pochyla czoło nad brzegiem przepaści dnia
to u, które ściąga nas w dół
o wznosi ku górze,
u jest jakby z piekła ,
o z nieba
bańki mydlane, purchawki, dmuchawce
lotne, wolne, jak żaden z niewymownych bytów
Nawet ptaki są uwięzione w swoich gniazdach
wolne jak żaden z bytów niewidzialnych
rozpadające się i powstające w sposób nieobliczalny,
jak morska piana, gdy nie zrodziła jeszcze afrodyty
Jak słowo, gdy nie wyłoniło się jeszcze z głowy nocy
Głowa jest łonem, gdy nie stało się jeszcze wierszem
Obłoki a nie chmury, to o które wymawiasz
i które sprawia ci radość przechodząc przez usta,
gdy przywiera do podniebienia jest w tym wiara i niebo
szczelnie jak skóra obłoki wznoszą nas ku niebu,
chmury wyściełają piekło

Krzysztof Karasek

Podróż do Arabii Szczęśliwej - Konstanty Ildefons Gałczyński

Podróż do Arabii Szczęśliwej

Pąsowe wstążki bicza wiatr rozwiał przelotny
i niebo jest gwiazd pełne jak Afryka ptaków,
konie noga za nogą, koła - jako-tako,
a woźnica pijany i bardzo samotny.

Kareta to muzyka, to pudło muzyki,
noc naokół karety to jest szczęścia dużo;
zaraz księżyc przeleci wielką srebrną burzą
i w rowach zakołują świetliki, ogniki.

Jadą w karecie piękni, ramiona oparli
na poduszkach pachnących - o, nocy jedyna!
Śpiewa szafir i droga, i każda godzina...
A oni nic nie wiedzą, bo oni umarli.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Fragment - Milan Rúfus

Fragment

Kości rzucone już.
Żegnaj na włosku wisi.
Niech więc odejdzie to,
na co tu miejsca nie ma.
Twarze przekreśla nam
ten żal
wspaniałomyślny
i jakieś piękno,
co jest śmierci równe niemal.
I już podcina słowa,
tchnie mrozem z ciemnych rogów.
Przyjdź, chwilo zła, surowa,
i nie bądź nazbyt srogą.

Milan Rúfus
przełożył Andrzej Piotrowski

Niebo ludowych bajd - Harry Martinson

Niebo ludowych bajd

Nocny wiatr zgarnia do kupy nieba ludowych bajd,
wysrebrzone księżycem chmury,
pierzaste i tysiącmilowe.
wiele starych ksiąg otwiera teraz swoje puzdra.
wszystko jest niedorzeczne i swojskie.
Powędruj do zagubionej w lasach góry
i póki czas po temu: wczytaj się w te chmury!

Harry Martinson
tłum. Janusz B. Roszkowski

Pocałunek-krajobraz - Stanisław Grochowiak

Pocałunek-krajobraz

Błądziłem lasem twoich włosów — zioła
I płacz odkryłem. I schodziłem niżej
Na białe śniegi zimowego czoła,
Gdzie płacz już umilkł, a był cień lichtarzy.

Potem zwiedzałem pamiątki twej twarzy,
Coraz to bliżej — i coraz to bliżej
Ust twoich dobrych uśpionego sioła:
W nim co się zdarzy — raz tylko się zdarzy.

I wszedłem w sioło. A była pogoda
Pod całym niebem twego podniebienia.
Gdzieś w cichym kątku umierała młoda
Wstydliwość sielska w zapachu tymianku.

Nagle wróciłem — i stałem na ganku.
Patrząc jak wokół krajobraz się zmienia,
Jak wschodzi pierwsza gałąź bzu w ogrodach,
I gną się rzęsy pod rosą poranku.

Stanisław Grochowiak

Pieśń III - Edward Stachura

Pieśń III

Lato dłużej by żyło
w falujących żaglach
złotych słoneczników
Mgła by nie dusiła czy śnieg
Smutek nawet
zdjąłby palce z czarnych klawiszy
i zamilkł...
Ej zaszumi kiedyś zaszumi
świtu różowa muzyka
Noc się spłoszy z czarnych dziupli
Stare wierzby wschód podpali
A teraz
czuwajmy
Cyt
Jeszcze zegar nie usnął

Edward Stachura

Labirynt (2 przekład) - Jorge Luis Borges

Labirynt (2 przekład)

Nigdy nie będzie drzwi. Jesteś we wnętrzu
I twierdza obejmuje wszechświat,
I nie ma awersu ani rewersu,
Ni ostatecznej ściany, ni sekretnego centrum.
Nie spodziewaj się, że twa nieubłagana droga,
Która uparcie rozwidla się w inne,
Będzie mieć kres. Twe przeznaczenie jest 
Tak jak twój sędzia. Nie oczekuj
Byka, który jest człowiekiem i którego dziwny
Mnogi kształt trwoży splątane słoje
Nie kończącego się kamienia.
Nie istnieje. Nie spodziewaj się niczego.
Nawet drapieżnika w czarnym zmierzchu.

Jorge Luis Borges
tłum. Andrzej-Sobol-Jurczykowski

Muzyka pod lodem - Milan Rúfus

Muzyka pod lodem

To jednak kiedyś każdego dosięgnie.
Zjawi się u nas i was też dogoni.
Ta chwila, kiedy w nagłej samotności
człowiek tę swoją głowę chce zważyć na dłoni.

A wierne rzeczy milczą. Ziemia, bory
- to wszystko ciebie wśród ciszy wspomina.
I ty w tej ciszy wiesz, że od tej pory
jesteś – głębina.

Milan Rúfus
przekład Andrzej Piotrowski

Proroctwo - Allen Ginsberg

Proroctwo

O bardowie Przyszłości
niech wasz śpiew się wznosi
od czaszko do serca do dupy
dopóki język trwa
Poruszcie wszelkie struny
zabijcie świadomość
Ja śpiewam tu z więzienia umysłu
w stanie Nowy Jork
bez elektryczności
deszcz rosi wzgórze
myśl napełnia miasta
opuszczę swoje ciało
w nędznym motelu
moje ja uchodzi
przez nie narodzone uszy
Nie moja mowa
lecz głos
odśpiewujący modlitwy
przetrwa na Ziemi
nie kości historii
lecz śpiew
Drogie oddechy i oczy
jaśnieją na niebiosach
gdzie rakiety mkną by
zabrać mnie do domu

Allen Ginsberg
przełożył Bogdan Baran

Lęk - Józef Baran

Lęk

nocą ociemniałą
w podróż kosmiczną
po omacku wyruszyć

bez biletu
bez ciała
na laserowej śnieżynce
duszy

Józef Baran

Książki tylko... - Osip Mandelsztam

* * *

Książki tylko dziecinne czytywać,
Myśli tylko dziecinne hołubić,
Wszystko wielkie gdzieś w dali pogubić,
Z głębin smutku się wciąż wydobywać.

Jestem życiem śmiertelnie zmęczony,
Ja od życia już nic nie przyjmuję,
Ale biedną tę ziemię miłuję,
Przecież na niej zostałem zrodzony.

Ja huśtałem się w parku przy stawie
Na zwyczajnej huśtawce drewnianej
I rozrosłe wyniosłe kasztany
Widzę – nie wiem czy w śnie, czy na jawie.

Osip Mandelsztam
tłum. Maria Leśniewska

Strach - Charles Simic

Strach

Strach przechodzi z człowieka na człowieka
Bezwiednie,
Jak dreszcz, co udziela się liściom
Od innych liści.

I naraz całe drzewo drży,
A nie ma ani śladu wiatru.

Charles Simic
tłum. Stanisław Barańczak

Moja samotność - Ewa Lipska

Moja samotność

Moja samotność ukończyła Szkołę Prymusów.
Jest punktualna i pilna.
Przyznano jej ordery i odznaczenia.

Moja samotność
jest uczęszczana.
Przechodzi przez nią parę tysięcy czytelników.
Jest zapisywana.
Skreślana.

Jest zmęczona rządzeniem
jak Fryderyk Wielki.

Zaczyna mieć już swoich wychowanków.
Nieśmiałych niewolników.
Moja samotność jest publiczna.
Leży na dnie klatki
z wyrwanymi lotkami ciszy.

Ewa Lipska

czwartek, 28 lipca 2011

Nie mogę się doliczyć... - Henri Meschonnic

* * *

nie mogę się doliczyć swoich twarzy
pozuję dla jutra
jestem nieskończenie jutrzejszy
cała rodzina spojrzeń
tłoczy się w moich oczach

Henri Meschonnic
tłum. Krystyna Rodowska

Otchłań - Charles Baudelaire

Otchłań

Pascal miał otchłań, która wciąż płynęła za nim.
Ach, wszystko jest otchłanią! Żądza - mara - słowo -
Czyn! Nieraz włos mi wstaje, gdy czuję lodową
Bojaźń, co mię przenika wskroś z wiatru powitaniem.

Na dole - w górze - wszędzie - tylko głębie ciemne -
Milcząca czarna otchłań, co mą duszę trwoży!
Na dnie mych ciemnych nocy mądry palec boży
Maluje mi bez końca mary stuforemne.

Lękam się snu jak dziecko wielkiej ciemnej dziury,
Pełnej grozy - wiodącej w świat nie wiedzieć który;
Z okien wciąż patrzy na mnie - twarz Nieskończoności.

Duch mój nad przepastnymi drżąc głowy zawroty,
Głuchej nieświadomości Nicestwa zazdrości!
O, nigdy nie wyjść poza Liczby i Istoty!

Charles Baudelaire
tłum. Antoni Lange

Trzy zapałki - Jacques Prévert

Trzy zapałki

Trzy zapałki kolejno zapalone nocą
Pierwsza by zobaczyć twoje oczy
Druga by zobaczyć twoje usta
Trzecia by zobaczyć całą twoją twarz
I całkowity spokój
Aby wszystkiego nauczyć się na pamięć
Gdy obejmę cię swymi ramionami

Jacques Prévert
tłum. Konstanty Ildefons Gałczyński

Cień - Jane Hirshfield

Cień

Tego ranka usiadłam w ciszy
i przez moment poczułam
uchylony lufcik ciała:
przęsła żeber stworzyły most nad przejrzystym jeziorem
które trwało wewnątrz nich i na zewnątrz;
z nadgarstków rozlewało się surowe niedobudzenie
nieba, gdy świerszcze już od paru godzin
milczą, a niskie gwizdy strzyżyków
i zgrzytliwe języki sójek jeszcze się nie zaczęły.
Po drugiej stronie kontynentu było już całkiem jasno,
a mężczyzna, którego kocham, pochylał się nad ciałem swojej matki.
Nie nad tym, które już było prochem, ale nad tym papierowym,
wsuniętym w szuflady, upchanym w kufry, pozostawionym.
Palcami odwracał wygładzone płaskie strony,
przedzierał się przez atramentową gęstwę ich środków,
jak przedzieramy się przez czarną bazgraninę atramentu
narodzin i śmierci, i przez białe brzegi, bo ciało
ma granice, są rzeczy niewypowiedziane pomiędzy matką
i synem, i kiedy później próbował mi powiedzieć
jak to było, pomiędzy nami i w nas
także były sfery ciszy. Posłuchaj, powiedział,
i słuchałam, a on podniósł otwarty telefon komórkowy
ku wschodowi. W każdym z naszych ciał morze
kołysało się raz bliżej, raz dalej na swojej wodnej łodydze.
Dla obojga nas była już noc, kolejny dzień wypłacał się nam
kuponami sukna. „Pamięć – napisała kiedyś – jest jak cień
domu: najdłuższy, kiedy ma już zniknąć...”
Wciąż byliśmy na linii słuchając
tłuczonych, łamanych, skrobanych kurantów szorujących fal –
przestrzenie między nimi diamentowe i czarne, puste i ogromne,
niemalże widoczne – i przez długą chwilę ciszy wspominaliśmy ją.

Jane Hirshfield
przekład Czesław Miłosz

Żarliwe pstrągi - Adam Zagajewski

Żarliwe pstrągi

Rzeka płynęła wolno jak modlitwa starego mnicha.
Zanurzyłem się w jej monotonny nurt,
Czując, że każde imię staje się tak przejrzyste.
"Wszystko już było - szepnąłem do siebie - wszystko już się wydarzyło,
Dlatego nie można przerwać wiecznej pielgrzymki".
Delirium tremens zachwytu przeszywało moją ostrożną duszyczkę.
I nagle usłyszałem chór żarliwych pstrągów,
Które radośnie podążały do obcych krain,
Pozdrawiając góry, źródła, błękity.

Adam Zagajewski

Przepędzić czas - Rainer Maria Rilke

Przepędzić czas

Dziwaczne słowo: przepędzić czas!
Zatrzymać go, to byłoby zadanie.
Bo kogóż to nie trwoży: gdzie jest trwanie,
gdzie w końcu byt w tym wszystkim wszystkich nas? –

Spojrzyj, dzień zwalnia kroku przed przestrzenią,
która ku wieczorowi go porywa:
wstanie zmieniło się w stanie, stanie w leżenie,
i wszystko z własnej woli leżące upływa –

Góry śpią w świetności gwiazd ogromnej; -
lecz w nich także czas jest pełen błysków.
Ach, w moim dzikim sercu bezdomnie
nocuje wiekuistość.

Rainer Maria Rilke
tłum. Mieczysław Jastrun

C-dur - Tomas Tranströmer

C-dur

Kiedy po spotkaniu z nią wyszedł na ulicę
wirował w powietrzu śnieg.
Zima nadeszła
gdy leżeli u siebie.
Noc świeciła biało.
Szedł szybko z radości.
Całe miasto łagodnie opadało w dół.
Uśmiechy przechodniów -
wszyscy uśmiechali się za postawionymi kołnierzami.
Ale swoboda!
I wszystkie znaki zapytania poczęły śpiewać o istnieniu Boga.
Tak sądził.
Muzyka zrzuciła pęta
i szła w wirujących śnieżkach
długimi krokami.
Wszystko w wędrówce ku dźwiękowi C.
Drżący kompas wskazujący C.
Godzina ponad męczarniami.
Ale lekkość!
Wszyscy uśmiechali się za postawionymi kołnierzami.

Tomas Tranströmer
przełożył Leonard Neuger

Dziewczyna - Octavio Paz

Dziewczyna
Dla Laury Eleny
Nazywasz drzewo, dziewczyno.
I drzewo, powoli, rośnie,
wysokie olśnienie,
póki nie zazieleni się nasze spojrzenie.

Nazywasz niebo, dziewczyno.
I chmury walczą z wiatrem
i staje się przestrzeń
przezroczystym polem bitewnym.

Nazywasz wodę, dziewczyno.
I woda bije, nie wiem gdzie,
lśni na liściach, mówi pośród kamieni
i w wilgotne opary nas przemienia.

Nie mówisz nic, dziewczyno.
I żółta fala,
przypływ słońca,
na swojej grzywie nas unosi,
po czterech widnokresach nas rozprasza
i zwraca nas, nietkniętych,
w środek dnia, do nas samych.

Octavio Paz
przełożył Carlos Marrodán

Licho - Kazimiera Iłłakowiczówna

Alfons Mucha
Licho

Nie trzeba mnie wyganiać, nie trzeba mnie odpychać!
Obejmę jabłoń za szyję, zacznę z jabłonią usychać,
zapłaczę nad agrestem, przejdę się malinami,
będą skurczone liście, jagody z czarnymi plamami.

Nie trzeba mnie wyganiać! Szparagi wyginą suche,
do grząd cienistych truskawek namówię ciotkę ropuchę.
W stajni rozplotę włosy, zakręcę znów do góry,
i przyjdą z ziem indyjskich olbrzymie rogate szczury.

Trzeba mnie wziąć do domu, przy stole dębowym posadzić,
trzeba mnie długo pieścić, po zimnych stopach gładzić,
a kiedy sen mnie zmoże albo zaleję się łzami
- długo po czole miedzianym ciepłymi wodzić ustami.

Kazimiera Iłłakowiczówna

Skrzypek Hercowicz - Osip Mandelsztam



Skrzypek Hercowicz

Był sobie skrzypek Hercowicz,
Co grał z pamięci jak z nut.
Z Schuberta on umiał zrobić -
No brylant, no istny cud.

Dzień w dzień, od świtu po wieczór,
Zgraną jak talia kart,
Tę samą sonatę wieczną
Wciąż pieścił jak jaki skarb.

I cóż pan, panie Hercowicz?
Za oknem ciemność i śnieg...
Dałbyś pan spokój, Sercowicz!
Takie jest życie, nie?...

Niech harmonijka - Cyganka,
Jak długo ściska mróz,
W krok za Schubertem na sankach
Zawija kreskami płóz.

Nam z muzyką tak bliską,
Niestraszny i nagły zgon.
A potem z wieszaka zwisnąć
Jak płaszcz z oskubanych wron.

Dawno już, panie Sercowicz,
Wszystko skołował śnieg...
Dałbyś pan spokój, Scherzowicz.
Takie jest życie, nie?

Osip Mandelsztam
tłum. Wiktor Woroszylski

Przeprosiny - Friedrich Hölderlin

Przeprosiny

Jasna istoto! Nieraz zmąciłem
Twój boski spokój i niejednego
Nauczyłaś się ode mnie z tajemniczych
Głębokich cierpień życia.

Zapomnij, przebacz! Podobny chmurom
W łagodnym blasku księżyca, odchodzę,
A ty zostajesz i jaśniejesz
W piękności twojej, słodkie światło!

Friedrich Hölderlin
przełożył Mieczysław Jastrun

Lubię barwy - Kazimiera Zawistowska


Lubię barwy

Lubię barwy przymglone, miękkie i spłowiałe,
Blade tęcze, rzucone w gotyckie arkady -
I przesiany przez liście lubię promień blady,
Którym słonce ozłaca tumy spustoszałe.

Lubię mroki w marmury otulone białe,
Rozwleczonych kadzideł błękitnawe ślady
I rzewne, średniowieczne, naiwne ballady -
W dźwięk gitary zaklęte idylle nieśmiałe.

I lubię w starych freskach prześnione gawoty,
I spłowiałych jedwabi romantyczne wonie,
Miłosnych talizmanów sczerniałe pozłoty

I tęskną pieśń truwerów na taras balkonie -
Pieśń miłosną, co lecąc w omszone krużganki
Nad krosnami samotnej drżała kasztelanki.

Kazimiera Zawistowska