Ballada o stajence - Tadeusz Gajcy

Ballada o stajence

Matka pełna uśmiechu i chemii
dłonie zamyślała w balii
co wieczór...
a nad dłońmi tymi
trzej królowie spóźnieni płakali.

Nawet aniołki. Gipsowe i krągłe
na kolędach jak wielbłądach fruwające,
krótkie szatki haftowane ogniem
na jej ręce rzucały w locie.

Woda nie była zwykła. Ze źródeł,
gdzie kadzidło rośnie i mirra,
palma także. I w liściastej urnie
Bóg się mały w piosence obmywa.

Przychodziły do niej z pustyni lwy płowe
gasić czerwone języki,
po głosie ich, po tęsknocie ich - człowiek
zjawiał się śpiewny i zwykły.

Na sianie szemrzącym, na szmerze
obok róży i bydła
leżał. Lecz róża z cierniem
była.

Trzej królowie chłostali zwierzęta,
ramionami ku gwieździe śpiewali,
zamyśliła dłonie matka uśmiechnięta
wonne płótno na zły całun kołysała w balii.

Tadeusz Gajcy

4 komentarze:

  1. Witaj,
    dziekuję za życzenia świąteczne. Rieu rzeczywiście ładny, tylko trocha, jak dla mnie komercyjny. Smutny ten wiersz Gajcego. Może dlatego tak mi się podoba. Może najbardziej podoba mi się w nim to, jak został ukryty w nim dramat. Forma jako kontrapunkt treści - tak to wiersz o Bożym Narodzeniu i niezwykłym jego znaczeniu dla nas.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj,
      Rieu, wg mnie, to czysta komercja, a nie tylko trochę - zbyt ładniusi - skrzyżowanie operetki z Las Vegas... Podobnie jak te święta... landrynkowo-cukierkowe. Tylko Boga w nich nie ma. Sam handel i polityka. Brrr. To nie mój świat. I nie mój Bóg. Mój jest ten od Jeszui Ha-Nocri i Wolanda.
      Dlatego Gajcy nie wydaje mi się smutny, tylko szczery.
      Pozdrawiam


      Usuń
  2. "wonne płutno na zły całun kołysała w balii."
    Jest taka scena o ile sobie dobrze z Mistrza przypominam jak odprowadzają Jeszuę na golotę. Padał wtedy deszcz. I jak skradają się obok przestraszeni i tacy też odchodzą. Jego bliscy.
    Święta są dla mnie spotkaniem z bliskimi. To w nich jest najważniejsze i dlatego te święta są dla mnie ważne. Lecz kiedy ich zabraknie... będą to smutne święta: tak jak dla starej kobiety jedzącej w wigilię wieczorem dwa lata temu kurczaka na przystanku autobusowym i złorzeczącej innym, lub w tym roku dla w średnim wieku mężczyzny, dopakowującemu puszki po piwie w wielki worek i jedzącemu zimne uszka z tacki z supermarketu, zjadł tylko połowę.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On u Bułhakowa nie miał bliskich - był sierotą. A odprowadzał go tylko Mateusz Lewita, i to po kryjomu.
      Zresztą, nie o to chodzi...
      Bez obaw:) Nie jest ze mną aż tak źle! Mam najbliższą rodzinę (nie mówiąc o dalszej:)) W tym roku zabrakło tylko taty.
      Zaczęłam wklejać inne wiersze, bo to one mi w duszy grają - a doprowadziłam się już do takiej sytuacji, że bałam się wchodzić na swój blog, żeby nie ranić uczuć innych.
      Pfff.
      Toż to chore i nienormalne! Jak innych razi, to niech omijają mój blog w czasie tych świąt. Mało to blogów z poezją?!
      Pozdrawiam

      Usuń