.

.

wtorek, 28 lutego 2012

Nie odchodź - Jeremi Przybora



Nie odchodź

Lampy dziś nie zgaszę
Będzie świecić ci przez mgły
Wiatr szeleści czasem,
A ja wtedy myślę ty
Błądzisz pośród nocy,
Chcesz dom ominąć mój.
Otwieram drzwi i wołam: Stój!

Nie odchodź! Nie odchodź!
Z mych tęsknot ciebie znam
Nie odchodź! Nie odchodź!
Tak długo byłeś sam
Przychodzisz późno, tak wcześnie chcesz iść
Dlaczego dziś? Dlaczego jeszcze dziś?
Nie odchodź! Patrz: zaczął padać deszcz
Nie odchodź. Tak ciężko czekać, wiesz
Za bramą został czas
Niech sam dziś odejdzie, zostawi nas.
Nie odchodź. Pada deszcz.

Jeremi Przybora

Turyści słów - Ewa Lipska

Jack Vettriano
Turyści słów

Turyści słów. W linowej kolejce.
Mówimy coraz bardziej stromo.

Malujesz usta nad przepaściami.
Skąd ci przyszła do głowy ta aluzja?

Przed nami droga. Szeptem w dół.
Coraz krótszy oddech znaczeń.

Życzliwy kamień potyka się o nas
kiedy wracamy do miasta.

Tak bardzo sobie bliskoznaczni.
Niektórzy nazywają to miłością.

Ewa Lipska

Koniec roku - Leszek Elektorowicz

Leonardo da Vinci - Człowiek witruwiański - 1490
Koniec roku

bowiem wszystko się kończy
lecz to co się kończy jest najmniej skończone
nic nie jest całe
nic pełne
nic zamknięte
dzieło człowieka nie jest skończone
słowo urywa się w połowie
nikt już nie pozna jego ciemnej treści
ręka zawisa nad białą przepaścią
w otwartej książce odwracają się karty
i struna zadrga nie wydając dźwięku
krajobraz rozwiera się w przestrzeni
i dzieło Boże nie jest skończone:
staje się bezustannie

i człowiek — na podobieństwo
bowiem wszystko się kończy lecz kończy się nieskończenie

Leszek Elektorowicz

Listy - Karel Kryl

Avtandil Makharoblidze
Listy

Mijają lata i przybywa grobów,
na twarzy liczę każdy zmarszczki znak.
Za tramwajami biegną gęstwy torów
w dal, która ma przekleństwa słodki smak.

Ma pamięć – szary wieszak na wspomnienia.
Pokryje wszystko niepamięci szron.
Wpadnę do Maksa szukać zapomnienia
i czytać listy, stosy białych stron.

A tam muzyka na tę samą modłę
i piołun z winem po stole się pnie,
a w kiepskich książkach wiersze bardzo podłe,
rzadkie jak bagno na Wełtawy dnie.

Bzy po ogrodach, świat bajecznie biały,
na bladym niebie nagle ciemny ton,
czarna już wieża, róże poczerniały.
Zostały listy, stosy białych stron.

Miłości moje już wnukom piosenki
śpiewają, a ich skronie wieńczy szron.
Cierpliwy czas – pianista jednoręki -
liczy wciąż listy, stosy białych stron.
Śmiech został plaster - na stargane rysy,
a z uczuć wściekłość, ma jedyna broń.
Cóż pozostaje? Czekanie na listy,
gdy dotknięć brak, gdy dłoni szuka dłoń.

Karel Kryl
przekład Renata Putzlacher

Oczy nim dosięgły... - Edward Stachura

Amadeo Modigliani - Akt - 1917
Oczy nim dosięgły...

Oczy nim dosięgły
hinduskiej pełni owali
powierzałem kolejnym kaprysom
twoich gestów
na których ryby i kwiaty bogatych jezior
Ale ty byłaś
jak Sara piękna i mądra
i jeszcze usta moje
w linię łagodnego stworzenia świata
Tylko dusza
odeszła mi na wyspy smutne
i kamieniała tam w posąg zazdrosny

Edward Stachura

Druga połowa - Marcin Świetlicki

Banksy

Druga połowa

Człowiek, który wydrapał słowo HUJ na ścianie,
przecież jest lepszym poetą od ciebie
- w rozpiętej i rozdartej aż do krwi koszuli,
pali wietnamskie papierosy, z braku innych w kiosku,
śmierdzi tym samym potem, co i ty, ukryty
za swoim biurkiem, ty - pielęgnujący
drobnomieszczańskie cnoty, idealny wzorku,
wkomponowany we wszechświat, ty symetrio, ty...
Człowiek, który wydrapał słowo HUJ na ścianie,
gwiżdże - i w jednej chwili należy do niego
wszystko, o co zabiegasz w swych krągłych petycjach.

Marcin Świetlicki

Białe przepaście - Marcin Świetlicki

Jarosław Jaśnikowski - Spotkanie po latach
Białe przepaście

Białe przepaście
Gdybyś coś
naprawdę kochał
lub był przywiązany
- naprawdę: nie byłoby ich

Ręce i stopy są pełne spadania
- co trzyma mnie za język?

Marcin Świetlicki

Miasto (fragment) - Bruno Jasieński

Miasto
Henri de Toulouse-Lautrec - Divian Japonais - 1893


2
Na dole w dużej, oświetlonej sali
Z pluszowych bordo mebli pokrowce zdjęte.
Dwaj młodzieńcy, jeden starszy
Czekali.
Wszystkie panienki zajęte.
Siedzą mroczni. Milczą.
Noc ciemna. Dżdżysta.
Pali się elektryczny żyrandol.
Na pianinie student jurysta
Gra powolnie, rozmarzające
Farandolle...
I pada deszcz...
Eh, życie!...

3
Jak grywałem ja ci. Stasiu, Griega,
Musorgskiego, Powiedziałaś ty mi.
Stasiu, - Nie klej naiwnego.
O, Stasiu, Stasiu,
Nie klej naiwnego.
Jak czytałem ja ci. Stasiu,
Błoka z Tetmajerem,
Powiedziałaś: - Kup mi lepiej
Kapelusz z rajerem.
O, Stasiu, Stasiu,
Kapelusz z rajerem.
Jak uczyłem ja cię. Stasiu,
Składni, geografii,
Powiedziałaś: - Chciałbyś darmo.
Każdy tak potrafi. -
Oj, Stasiu, Stasiu,
Każdy tak potrafi...

Bruno Jasieński

Co wieczór widzę twoje oczy - Krzysztof Kamil Baczyński

Javier Gonzalez Pacheco
...

Więc nie poszukasz mnie w oberżach kwiatów
i nie wyślesz mi zamiast listu - szklarki.
Co wieczór widzę twoje oczy dalekie
jak skurczone od mrozu poczwarki.
Za czym ty tęsknisz? za gromem,
który krąży po stanie przeczuć?
na co czekasz, pogrzebana domem
zamkniętym na klucz wiolinowy, na wieczór?
Co ty śpiewasz błądząc wśród domków
jak pielgrzymów na własnym pogrzebie:
"Mój kochanek utopii się w studni
wykopanej w wiosennym niebie".

Krzysztof Kamil Baczyński

poniedziałek, 27 lutego 2012

Życie to nie teatr - Edward Stachura



Życie to nie teatr

Życie to jest teatr, mówisz ciągle, opowiadasz;
Maski coraz inne, coraz mylne się zakłada;
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra
Przy otwartych i zamkniętych drzwiach.
To jest gra!

Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam;
Życie to nie tylko kolorowa maskarada;
Życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest;
Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć!
Ty i ja - teatry to są dwa!
Ty i ja!

Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy.
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi.
Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle.
Bo ty grasz!

Ja - duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz kaleką nie ja jestem, tylko ty!

Dzisiaj bankiet u artystów, ty się tam wybierasz;
Gości będzie dużo, nieodstępna tyraliera;
Flirt i alkohole, może tańce będą też,
Drzwi otwarte zamkną potem się.
No i cześć!

Wpadnę tam na chwilę, zanim spuchnie atmosfera;
Wódki dwie wypiję, potem cicho się pozbieram;
Wyjdę na ulicę, przy fontannie zmoczę łeb;
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz.
Ty i ja - teatry to są dwa.
Ty i ja!

Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy.
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi.
I niezaraźliwy wcale jest twój śmiech.
Bo ty grasz!

Ja - duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz gdy śmieję się, to w krąg się śmieje świat!

Edward Stachura

Musée des Beaux Arts - Wystan Hugh Auden

Pieter Bruegel (Starszy) - Pejzaż z upadkiem Ikara - ok.1558
Musée des Beaux Arts

Co do cierpienia ci Starzy Mistrzowie
Nie mylili się nigdy. Jak dobrze poznali
Jego miejsce w życiu człowieka: to, że się zdarza,
Gdy ktoś inny je lub otwiera okno lub idzie przed siebie ospale;
To, że kiedy starsi czekają w żarliwej obawie
Na cudowne narodziny, zawsze muszą być
Dzieci, które nie chcą, by się wydarzyło, i jeżdżą na łyżwach
Gdzieś pod lasem, na stawie.
Nie zapomnieli nigdy,
Że nawet przerażające męczeństwo, by się spełnić, musi
Mieć kąt jakikolwiek, zaśmieconą dziurę,
Gdzie psy wiodą psie życie i koń kata
Ociera o drzewo swą niewinną skórę.

Na przykład w "Ikarze" Breughla: jak wszystko spokojne
Odwraca się od nieszczęścia; może tylko rolnik
Usłyszał plusk i krzyk zapomniany,
Lecz dla niego nie był to wypadek ważny i słońce
Oświetlało, jak oświetlać winno, białe nogi znikające
W zielonej wodzie; delikatny i kosztowny okręt, z którego na pewno widziano
Rzecz zdumiewającą, chłopca lecącego z nieba,
Musiał żeglować i płyną, gdzie trzeba.

Wystan Hugh Auden
przełożył Jarosław Marek Rymkiewicz

Księżycowe piękno - Wystan Hugh Auden

Jeff Rowland
Księżycowe piękno

Księżycowe to piękno
Żadnych nie ma dziejów
Pełne jest i wczesne.
Jeśli piękność późniejszą
Rysy jakieś określą,
to od kochania
Jest w niej odmiana.

W nim jakby w snach
Odrębny trwa czas,
A w dnia godzinie
Ono zawsze ginie,
Bo czas cale odmierza
A odmiany serca
Duchem nawiedzone
Stracone i upragnione.

Lecz nie zabiegał
Duch wokół tego
Ni po całym znoju
Nie zaznał spokoju.
A zanim przeminie,
Miłość nie przyniesie
Łagodności w świecie
Ani smutek odejmie
Oczy swe bezmierne.

Wystan Hugh Auden
przełożył Leszek Elektorowicz

Krzyk - Elizaweta Bagriana

Arthur Brahinskiy - Wiatr
Krzyk

W tym pokoju ciemnym i niskim
umieram z śmiertelnej rany,
że nie jestem nikomu bliska,
że nie jestem przez nikogo kochana.
A chcę wielkiego kochania,
chcę pić radość i wino jasne;
smutek od serca odganiam,
na wroga bez gniewu patrzę.
Chcę ludziom dawać ochoczo
jasność i śpiew, co są we mnie,
jak nowożeńcom, gdy kroczą
przez cerkiew w światła ulewie.
Bo moja płomienna młodość
i moja dusza skrzydlata,
i serce, co bije tak mocno,
jak wicher mnie niosą nad światem.

Elizaweta Bagriana
przekład Anna Świrszczyńska

Żywioły - Elizaweta Bagriana

Andrew Atroshenko
Żywioły

Czy możesz zatrzymać wiatr, który wieje od mogił
Wzbija pył nad saniami i przez wąwozy leci,
Zrywa płócienne daszki z wozów i strzechy pobił,
Przewraca bramy i mury, wywraca na placach dzieci –
W rodzinnym mieście?
Czy czasu wiosny szalonej możesz zatrzymać Bystrzycę,
Która obala filary mostów i kruszy lody,
I występując z brzegów, złośliwie zalewa ulice
I cały dobytek ludzki, i domy, i ogrody –
W rodzinnym mieście?
Czy możesz zatrzymać wino, co raz już sfermentowało
W ogromnych ciężkich kadziach, wilgocią przepojonych,
Na których cyrylicą piszą „ czerwone” i „białe”
W zimnych kamiennych piwnicach po ojcach odziedziczonych –
W rodzinnym mieście?
Jakże ty mnie zatrzymasz, polną, niesforną pątnicę,
Rodzoną siostrę wichury, wina i wody,
Którą wabią bezmiary poza wszelkie granice,
Której śnią się na szlakach nieprzebytych przygody –
Jakże ty mnie zatrzymasz?

Elizaweta Bagriana
przekład Włodzimierz Słobodnik

Zagadka Antygony - Derek Mahon

Charles Francois Jalabert - Edyp i Antygona - 1842
Zagadka Antygony

Krasomówstwo, logika, nauki polityczne,
Antybiotyki, zrób-to-sam,
I siewka trzepoce w jego plamie oleju.

Nieśmiałe minerały kurczą się na dźwięk jego głosu,
Dorsze trwają w ciszy, gdy przelatują jego bombowce,
I owoce czekają cicho
Na jego odejście
Nim spadną w
Ciszy w długą trawę.

Derek Mahon
tłum. Piotr Sommer

Kukułka - Elizaweta Bagriana

Frida Kahlo - Autoportret w aksamitnej sukni - 1926
Kukułka

Chodzisz i patrzysz, niczym porażony,
Na próżno trwonisz dnie i noce, miły.
Mówisz, że świat stał ci się ciasny.
Czy nie rozumiesz prawdy niezawiłej?
Nieraz mówiłam tobie i powtarzam.
Na nic nie zdadzą się czary i zioła.
Niech sobie mówią, co chcą, dobrzy ludzie,
Wierzaj, że uwić gniazda ja nie zdołam,
Żeby rumiane wychować ci dzieci,
Żeby się krzątać przy piecu domowym.
Mnie chyba nimfa niedobra zrodziła
I wywróżyła niegdyś los surowy.
Wolę wędrować po szerokim świecie,
Wolę zapusty pełne roztańczenia
Zaczepki, rzesze ludzi rozgadanych,
Którym wtórować będę bez znużenia.
Oczy me nigdy nie są nasycone
Ani nasłuchać się nigdy nie mogę,
Będę bez przerwy prząść jedwabną przędzę,
Nie wypalony zgaszę w mroku ogień.
I tak przeżyję całe moje życie,
Nie nasycone żadnym życia mgnieniem,
A kiedy umrę sama na obczyźnie,
W kukułkę albo w strzygę się przemienię.

Elizaweta Bagriana
tłum. Włodzimierz Słobodnik

Kaplica - R. S. Thomas

Julian Fałat - Kapliczka w Osieku - 1913
Kaplica

Na uboczu, opodal głównej drogi, wtopiona
w cichą, dziewiętnastowieczną szarość,
stoi kaplica, co swoją szpetotą nie zwabi
przejeżdżających tu
wycieczkowiczów. Samochody płyną
i rzeka płynie, i wartkie cienie
chmur, a kaplica coraz głębiej
zanurza się w trawie.

Lecz kiedyś, w podobny wieczór,
w mroku spowijającym audytorium,
pewien kaznodzieja zajął się ogniem
i płonął przed swymi słuchaczami
mocnym, dziwnym światłem, aż ujrzeli
świetność jałowych gór
wokół i odśpiewali swoje amen
z pasją ludzi tępych, lecz
podatniejszych na zbawienie.

R. S. Thomas
przełożył Andrzej Szuba

niedziela, 26 lutego 2012

Wielki Testament - Edward Stachura

Henri Rousseau - Śpiąca Cyganka - 1897
Wielki Testament
…mały zostawiam sobie na ukojenie
Wszystkie ryby rzek moich, jezior i mórz ofiarowuję rybakom słonecznych wybrzeży Atlantydy. Łuski ryb należy przedtem oddać dzieciom indiańskich wodzów Peru i Meksyku. Z jednej części mają zrobić sobie pióropusze, a z pozostałej niech szyją suknie dla mojej biednej siostry Racheli. Oczy ryb niechaj podrzucą wysoko w niebo. Na pewno zastygną w gwiazdy. Będą przyświecać mojej najwyższej włóczędze.
Jeśli o rybach, to o wyspach najwyższą wolą moją jest niepewność. Moja tęsknota za nimi była zawsze uzasadniona.
Pragnę, by smukłość moich uliczek, których nie poskąpił mi Utrillo, nie rozsuwał zbyt mocno smyczek wirtuoza albo cienie pijanych żołnierzy. Przytulności brakowało mi zawsze.
Srebrnych lisów nie hodowałem nigdy. Zresztą można sprawdzić moje płuca. Są całe zajęte przez świętojańskie robaczki gruźlicy. Więc smutek szyi mojej żony jest niewątpliwy. Chyba że fala wyobraźni, którą nigdy nie grzeszyła – i wtedy futro z moich płuc.
Dachom trójkątnym, łagodnym i płaskim powierzam moje stopy lunatyka. Czasy są takie niepewne. A na dachy nikt nie rzuca skórek od bananów.
Jeśli można, to trochę piasku w dłonie. Będę bawił się przesypywaniem go z ręki do ręki. Nie wiedziałem nigdy co począć z palcami. Dlatego tak bardzo podniecały mnie giętkie szyjki tulipanów.
Wysokie chwile mojego wzruszenia jak również rzadkie klejnoty paranoi zostawiam:
e) zachodowi słońca w Prowansji
p) pewnej  n o r z e, gdzie nocą brakowało tylko fletu dla harmonii ze szczurami
i) czystej pościeli u państwa Ogrodnik
l) wysokim stołkom barowym i kontemplacji równo ułożonych butelek na półkach za kontuarem
e) „Pieśni nad pieśniami” Salomona
p) „Śpiącej Cygance” celnika Rousseau
s) „Głosom bożenarodzeniowym”
j) nocom wszystkim z brzuchami lśniącymi jak pudełka wonnej tabaki
i) Tobie
z włosów moich niech będzie ciepły, letni pogodny deszcz dla dłoni twoich szorstkich, o matko moja.
To nic, mamusiu, że nie zostałem inżynierem.

Edward Stachura

Piosenka dla Potęgowej - Edward Stachura



Piosenka dla Potęgowej

Gdzie nas powiedzie skrajem dróg
Gzygzakowaty życia sznur...

Do wsi Zagubin, na Kujawy Białe,
Gdzie ziemia licha, piachy niebywałe,
Kozy, dziewanna, sosny i rozstaje
I Potęgowa samotna jak palec.

U Potęgowej zatem zagościlim;
Kwaterę tam czasowo ustalilim;
W polu robilim, z boru drwa nosilim;
Jak stara matka i dwóch synów żylim.

Blade słoneczko grzało nas z ukosa,
Bo jesień późna była - rano rosa;
Mgła zaś wieczorem: zjawa białowłosa
Przyszłego losu mąciła nam postać.

Jak stara matka i dwóch synów żylim;
My z Potęgową tak się polubilim!
Wisiał na ścianie we pstre wzory kilim
I nikt nie zgadnie, czemu w dal ruszylim.

Gdzie nas powiedzie skrajem dróg
Gzygzakowaty życia sznur...

Tam nas powiedzie, gdy nadejdzie czas,
Gdzie Potęgowa teraz jest - to raj!
Tam urządzimy wtedy wielki bal.
Hej, Potęgowa! Hej Witek i ja!

I inni, co pomarli i co zginą z nami;
Bracia, kamraci, kumple i kompani,
Spotka tam w raju nas się kupa luda!
Hej, od tupania zadudni niebieska tancbuda!

Edward Stachura

Piosenka dla każdej prawdziwej Guliwerki - Edward Stachura



Piosenka dla każdej prawdziwej Guliwerki
(Najmniejsza wśród najmniejszych - ta oczywiście jest największą Guliwerką)
Jak ten wiatr, co lata
- i z pasją i spokojnie
Wszechstronnie a bezstronnie
Polećże, maleńka
Poleć samiuteńka
Aż na koniec świata:
W głębiny własne i przepastne.

Znajdziesz się nieraz w okrutnej biedzie
Droga jest ciemna, potrzasków pełna
Znikąd donikąd pozornie wiedzie
Nieraz potopem zaleją cię łzy
Będziesz rwać włosy z głowy niemocy, rwij
Będziesz z rozpaczy wyć wniebogłosy, wyj.

Lecz spróbuj ponad tym
Ponad obłędną kolistą ramą
Uważną być prawdziwą damą
Wszystkie cię rodzą cnoty
Z nieba uwagi lotnej
Uważną ponad każdy stan
Uważną poprzez każdą z ran
od ciosów otrzymanych
A także zadawanych
Zobacz siebie nie w lustrach upiększonych
Oczu partnerów w ciebie jak w obraz zapatrzonych
Lecz w oczach czystych
Lazuru, co go ni wymaluj ni wypisz
Taki przejrzysty

Ujrzawszy siebie, ujrzysz pole
Nieskończenie wolne
Nieskończenie schludne
Nieskończenie cudne
Ujrzawszy pole ujrzysz siewcę przecudnego
Słońcem pierwszodziennym i rosą drugonocną
Twe piersi zapłoną
Nigdy nie uwierzysz

Wiecznie młodonarzeczonego
Wiecznie młodą będziesz narzeczoną.

Edward Stachura

Skąd we mnie pies - Ryszard Milczewski - Bruno

Maria Mihaela Sarbu
* * *

Skąd we mnie pies
spłoszony, lasem słonym
przybiegłem, brzegiem słońca
stróżem, kochaniem Twoim

Do nóg się łaszę szyi
czerwonym zmierzchem. Twoje
dłonie - noce przyjeziorne –
pełne skomleń jeszcze

Tu siekacz błyskawicą, pazur
przebudzeniem Twoim, o gwiazdo
która zachodzisz łzą w sierść ostrą –
wyszczekałem jesień

Ryszard Milczewski - Bruno

Hymn rozpustników - Edward Stachura

fot. Patrick Desmet
Hymn rozpustników

Chodź, muśniemy sobie usta!
Jak rozpusta, to rozpusta!
Używajmy póki czas,
Bo za 100 lat nie będzie nas.

Przeczytajmy dzieła Prousta!
Jak rozpusta, to rozpusta!
Używajmy póki czas,
Bo za 100 lat nie będzie nas.

Przez pół dnia patrzmy w lustra!
Jak rozpusta, to rozpusta!
Używajmy póki czas,
Bo za 100 lat nie będzie nas.

W trawie piszczeć, w grzechu pluskać,
Porno-grafić i groch łuskać!
Używajmy póki czas,
Bo za 100 lat nie będzie nas.

Tako rzecze Zaratustra!
Jak rozpusta, to rozpusta!

Edward Stachura

Fragment „Wilka stepowego” - Hermann Hesse

Krzysztof Łozowski - Tajemnica
fragment „Wilka stepowego”

Hej, hej, młodzieńcze,
nie pław się w męce,
język cię swędzi czy w płucach rzęzi?
A może myślisz o czytelnikach,
molach książkowych i złych krytykach?
O swych drukarzach,
ścierwach, kacerzach,
przeklętych szczwaczach i podżegaczach?

Psiakrew, do czarta,
rzecz śmiechu warta,
śmiech do rozpuku
ulży ci w brzuchu...

O ty, serce w poniewierce,
druk, czernidło to mamidło,
czujesz wieczny żal do świata,
gdzie człek człekiem wciąż pomiata,
na pociechę dam ci świecę,
zapal sobie, tak na hecę.

Plotłeś bzdury i michałki,
banialuki, fidrygałki,
wywijałeś wciąż ogonem,
ale koniec z tym fasonem.

Życzę ci szczęśliwej drogi,
diabeł weźmie cię na rogi,
a żeś piórem moc napsocił,
dobrze kijem cię wygrzmoci.
Za bezczelne plagiaty
bies ci porachuje gnaty.

Hermann Hesse
przekład Gabriela Mycielska

Nieśmiertelni (2 przekład) - Hermann Hesse

Joseph Christian Leyendecker
Nieśmiertelni
(fragment „Wilka stepowego”)


Wciąż i wciąż na nowo z dolin ziemi
Wznosi ku nam się do życia pęd,
Dziki głód, upajający nadmiar,
Z setek uczt katowskich bije swąd.
Spazm rozkoszy, żądza nieustanna,
Ręce dziadów, zbirów i lichwiarzy,
Trzoda ludzka popędzana lękiem,
Dyszy chucią i o szczęściu marzy.
Mdły jej odór wokół się wyczuwa,
Sama zżera się i znowu się wypluwa.
Knuje wojny, tworzy sztuki piękne,
Dom rozpusty przyozdabia złudą,
Grzęźnie w blichtrze dziecięcego świata,
Tłoczy się i ginie przed jarmarczną budą.
Dla każdego z fal się wznosi kształt żywota,
By się rozpaść znów na bryły błota.

Ale myśmy odnaleźli siebie
W sferze lodu prześwietlonej gwiezdnie,
Obce są nam lata, dni, godziny,
Obca młodość, starość i różnica płci.
Wasze grzechy, lęki, wasze cnoty,
Mordy, zbrodnie, bóle i radości
Widowiskiem są wam jak słońca obroty,
Każdy dzień tu długość ma wieczności.
Na wasz żywot patrząc pobłażliwym okiem,
Na krążące gwiazdy cicho spoglądając,
Przyjaźnimy się z niebieskim smokiem,
Oddychamy tu kosmicznym mrozem.
Chłodny, nieruchomy jest nasz wieczny byt,
Chłodny i promienny jest nasz wieczny śmiech.

Hermann Hesse
przekład Gabriela Mycielska

sobota, 25 lutego 2012

Bal u Pana Boga (2 przekład) - Aleksander Wertyński



Bal u Pana Boga

Do zapadłej mieściny, gdzie mieszkałaś od dziecka
Pewnej wiosny z Paryża Ci przysłano ten wzór
W sukni tej powłóczystej byłaś taka nieziemska
Jak daleka księżniczka z kraju baśni i złud
W tej mieścinie półsennej wiecznie śniłaś o balu
O karetach, o salach, gdzie muzyka i blask
I jak często nocami w rozjarzonym Wersalu
Piękny książę w ramionach oszałamiał Cię walc

Ta przeludna mieścina żadnych balów nie znała
Żadnych karet, salonów, gdzie Twych stóp krążył rój
Biegły lata i zwiędła Twoja suknia wspaniała
Ten wyśniony, wymarzony, paryski ten strój
Lecz się wreszcie ziściły Twoje sny o tym niebie
Miałaś suknię na sobie, w rękach fiołki i bez
I dwaj czarni panowie, którzy przyszli po Ciebie
W wielkiej czarnej karecie powieźli Cię gdzieś

Wiały się pióropusze ślepym koniom na głowę
Dym kadzidła nad Tobą unosił się w dal
Tak wiosną tą w karecie rządowej
Pojechałaś do Boga, do Boga na bal

Aleksander Wertyński
tłum. Olena Leonenko i Janusz Głowacki

Piosenka hotelowa - Marian Ośniałowski

Piosenka hotelowa
Leonid Afremov - Kiss After The Rains


Piosenka nieważna,
ostatni deszczu takt,
z ceratowego płaszcza
na południowy wiatr.

Nieważna, krótka, lekka,
zdmuchnięty włosów lok,
płochych nutek piosenka,
spotkanie dwojga rąk.

Z żółtego tulipana
strząśnięty w piasek pył.
W niebieskiej szklanej lufce
papieros, srebrny dym...

W hotelu ciemne okno,
gałązek cienkich brąz,
i księżyc, który spłynął
w wieczór różową łzą.

Marian Ośniałowski

Jeżeli miłość - Ryszard Krynicki

André Martins de Barros
Jeżeli miłość

Jeżeli miłość nas przerasta,
rozłąka bywa jak język ojczysty
usłyszany nagle na nieznanych stacjach.
Tylko zdziwienie, co ogarnia z nagła
nas czytających szczątki miłosnego listu,

tylko rozłąka, która nas przeraża:
nie z miłości się rodzi ale z nienawiści,
dla której odchodzić – to znaczy powracać.

Ryszard Krynicki

Lusterko - Zbigniew Herbert

Lusterko
Jacek Lipowczan - Showtime

sufit powtarza lusterko
białą łąkę marzeń
a także
róg pokoju
zaschniętego jastrzębia
bibliotekę aptekę
z ampułkami od smutku
pół starej reprodukcji
pełnej czerwonych hałasów
pod niebem bardzo cieniutkim
co powtarza lusterko
grzebień
i kępkę włosów
rozgniecioną stalówkę
i nakrapiane piórko
gdyby lusterko było gwiazdą
powtarzałoby czujny sen planet
jasną twarz słońca powtarzałoby lusterko
promieniowanie przestrzeni
eter i srebro
rachunek odległej mądrości
gdyby lusterko było gwiazdą
powtarzałoby
piękną okrągłą ziemię
w siwych włosach ekliptyk
ale nie ma nad czym rozpaczać
nie ma czego żałować

Zbigniew Herbert

Mam ręce stopy usta - Halina Poświatowska

Wojtek Siudmak
***

mam ręce stopy usta i całą tę resztę
balast który przez chwilę trzyma mnie w okolicy życia
poza tym jest nieskończoność
którą potrafię tylko nazwać

moje serce jest zwierzęciem krwiożerczym
jego głodny krzyk towarzyszy mi wszędzie
w każdym miejscu i w każdym śnie
ciepłym mięsem karmię moje serce

nieskończoność przepływa przeze mnie

Halina Poświatowska

Skala wrażliwości - Ewa Sonnenberg

Brian Viveros

Skala wrażliwości

po tym co się stało
nie umiem rozmawiać z umarłymi
a co dopiero z żywymi
nie potrafię dzielić życia na dzień i noc
a co dopiero na godziny
nie wychodzi mi modlitwa szeptem
a co dopiero na głos
nie chcę patrzeć w lustro
a co dopiero na ludzi

po tym
z wiary zostało parę ziarenek różańca
z marzeń kilka białych tabletek
z wierszy jeden skompromitowany tytuł
z rozmów rzucanie mięsem
z przyjaźni dreszcz po usłyszeniu pierwszych liter imion
z wiedzy smród lakierowanych okładek
z uczuć ciągle świeże skrzepy

oduczyłam się prawdziwego życia
zapomniałam do czego służy ciało
boję się być kochaną
a co dopiero uprawiać miłość
po tym co się stało nie używam dotyku

Ewa Sonnenberg

Podziel się ze mną - Halina Poświatowska

Włodzimierz Kukliński - Zaćmienie
***

podziel się ze mną
mojej samotności chlebem powszednim
obecnością zapełń
nieobecne ściany
pozłoć
nie istniejące okno
bądź mi drzwiami
nade wszystko drzwiami
które można otworzyć
na oścież

Halina Poświatowska

Melodia Moora - Juliusz Słowacki

Melodia Moora

Franciszek Kulon - Przyjaźń - 2011
1
Ach nie myśl, że mą duszę, zawsze tak wesołą,
Nigdy ponura smutków chmura nie okryje,
Nie myśl, że uśmiech, któren dziś krasi me czoło,
Jutro na moich licach i ustach ożyje.
2
Życie jest kilka godzin zatrute cierpieniem,
Na które rzadko z nieba rosa szczęścia spływa.
Serce, co chętniej kwiatów upaja się tchnieniem,
Najprędzej tychże kwiatów srogi cierń rozrywa.
3
Ale bądźmy szczęśliwi; niech czara zaszumi!
Obyśmy nie widzieli, na świata przestrzeni,
Jak smutki, które radość uśmiechem przytłumi,
Jak radość, którą litość w słodkie łzy zamieni.
4
Bóg wie, jak smutnym życie byłoby człowieka,
Gdyby je przyjaźń, miłość poprzestały krasić!
Niech ma dusza tej chwili nigdy nie doczeka,
W której wiek te uczucia ma w mym sercu zgasić.
5
Ten, któren kochał szczerze duszą czułą, tkliwą,
Często swe przywiązanie opłakał w ukryciu,
To serce, które miłość poznało prawdziwą,
Szczęśliwe, jeśli zdrady nie doznało w życiu.
6
Ale napełńmy czarę, użyjmy radości!
Jeżeli reszta prawdy w sercu człeka tleje,
Niech naszą młodość słońce oświeca miłości,
A przy zachodzie światło przyjaźni jaśnieje.

Juliusz Słowacki

Wyspa na jeziorze - Ezra Pound

Ezra Pound
Wyspa na jeziorze

O Boże, o Wenus, o Merkury, patronie złodziei!
Spraw, abym we właściwym czasie posiadł sklep
z tabaką:
Małe jasne pudełka
schludnie na półkach
poustawiane.
I rozpylony zapach tureckiej machorki
i prasowany tytoń
jasny Virginia
rozsypany w oszklonych
gablotkach
I małą wagę o szalach niezbyt tłustych,
I żeby, przechodząc, prostytutki wpadały na słowo
Na błyskotliwe słówko, albo przypiąć włosy.

O Boże, o Wenus, o Merkury, patronie złodziei!
Użycz mi mały sklep z tabaką,
lub jakikolwiek daj zawód,
Byle nie tę przeklętą profesję pisarza,
który musi się ciągle z własnym
mózgiem porać.

Ezra Pound
przekład Halina Poświatowska

Spacerowały pawie - Lawrence Ferlinghetti

Józef Czajkowski - Zima. Paw w ogrodzie - 1901
***

Spacerowały pawie
pod drzewami nocy
w księżycu bez światła
gdy wyszedłem
miłości szukający
w tę noc
Wianek gołębi gruchał w zatoce
Dwa razy uderzył dzwon
raz na urodziny
i raz na śmierć
miłości
w tę noc

Lawrence Ferlinghetti
przekład Halina Poświatowska

Nie daj koniowi - Lawrence Ferlinghetti

Marc Chagall - Equestrienne - 1931
***

Nie daj koniowi
zjeść tych skrzypiec
krzyczała matka
lecz
Chagall malował
I stał się sławny
I malował
"Konia ze skrzypcami w pysku"
A kiedy wreszcie skończył obraz
wskoczył na konia i w dal pognał
wiejąc skrzypcami
I potem dał je z niskim ukłonem
pierwszej nagiej dziewczynie znajomej
Nie pragnąc zysku

Lawrence Ferlinghetti
przekład Halina Poświatowska

Godziny wznoszą się... - Edward Estlin Cummings

***

godziny wznoszą się zrzucając z siebie gwiazdy i to jest
brzask
na ulicę nieba wkracza światło siejąc wokół wiersze

Jarosław Jaśnikowski - Między niebem a piekłem - 2006
na ziemi zgaszono
świecę miasto
budzi się
z piosenką na
ustach ze śmiercią w oczach

i to jest brzask
świat
idzie przed siebie i morduje sny...

na ulicy gdzie mocni
ludzie harują na chleb
widzę brutalne twarze
zadowolonych odrażających zrozpaczonych okrutnych
szczęśliwych
i to jet dzień,

w lustrze
widzę wątłego
człowieka
który śni
sny
sny odbite w lustrze

i to
jest zmierzch na ziemi

zapalono świecę
i to jest zmrok.
ludzie siedzą w domach
wątły człowiek leży w łóżku
miasto

śpi ze śmiercią na ustach z piosenką w oczach
godziny się zniżają,
odziewając się w gwiazdy...
po ulicy nieba kroczy noc siejąc wokół wiersze.

Edward Estlin Cummings
przełożył Stanisław Barańczak

Wenus - Halina Poświatowska

Sandro Boticelli - Venus - ok. 1480 r.
Wenus

była piękna jak kamień
alabaster
z zielonymi żyłkami
tętniącymi uśpioną krwią

pół setki bogów
na obłoku
klaskało w ręce
gdy szła
chwiejąc się w biodrach

i nawet nie głowa
nie
i nie usta
nabrzmiały południa owoc
piersi - właśnie
piersi miała takie
że tylko stać
i wyć z zachwytu do chmur

były jak bratnie księżyce
odkradzione niebu Saturna
owalne - uniesione w górę

a Hefajstos który w kuźni koniom
kopyta kuł
skarżył się że go zdradza
dureń

Halina Poświatowska

Zwiastowanie - Tadeusz Różewicz

Zwiastowanie

zwiastowanie poezji
budzi w człowieku
pełnym życia
popłoch

odblask słowa
wyzłoconego w ciemności
język ognia
nad milczącą głową

głowy rówieśników
potoczyły się dalej
bilardowe kule
na zielonej łące

Krzysztof Koniczek - Fregata zagubionych poetów
młody człowiek
odpycha skrzydlate słowo
uśmiecha się
wzrusza ramionami

nie lubię poezji mówi
nie wiem co z nią zrobić
jest zagubiony opuszcza
dom rodzinny

zmęczony wędrówką
klęka nad zwierciadłem
przestraszony ucieka
i nagle staje się poetą

zakochuje się
w sobie
połyka go horror vacui
poeta napełnia
pustkę słowami
tak długo czerpie
ze źródła aż dotknie
kamienia
po drodze gubi słowa
ślepnie zapala żółtą
małą świecę
w obliczu ogromnego słońca

źródło z którego płynie
poezja żywa
jest obok

ciemne postacie
myją w nim ręce
z których spływa krew

bezpański pies
chłepce w ciszy
wodę

Tadeusz Różewicz

Pierrot - Krystyna Kunigiel-Jabłońska

Józef Wodziński - Pierrot w świetle księżyca (1915)
Pierrot

Smutny Pierrot, biedny Pierrot,
sługa wyśmiany, biało odziany,
mówić nie może, gra w pantomimie,
pajac komedii dell'arte.
Pod komedianta szatą kołacze
serce co żyje, czuje i płacze,
oczy wykrzyczeć chcą ból ukryty,
ręce rozwarte niemym skowytem.
Woła swym gestem i drgnieniem ciała
jak ciężka dola w życiu mu dana
on tak jak inni chce być kochany
- głupiec, niemowa wyśmiany
Idziesz ulicą, spojrzyj dokoła
ilu Pierrotów o pomoc woła,
nim obojętnie miniesz ich w tłumie,
- przystań i pomóż jak umiesz.
Groteska życia - częściej dramatem,
stań się bliźniemu w potrzebie bratem,
zrzuć obojętność jak białą szatę
widzu - komedii dell'arte.

Krystyna Kunigiel-Jabłońska

Bal u Pana Boga (1 przekład) - Aleksander Wertyński

Giovanni Boldini - Portrait of Princess Marthe Lucile Bibesco (1911)
Bal u Pana Boga

Do miasteczka małego gdzieś od dziecka mieszkała
Piękną suknię moderne nowej mody journal
Wprost z Paryża samego znana firma przysłała
Byś w niej mogła na pierwszy swój wielki iść bal

W tym miasteczku malutkim tyś marzyła wciąż nocą
O tym balu en grande co we krwi budzi żar
Pędzą pyszne karety, wokół światła migocą
Ty zaś wkoło roztaczasz urody swej czar

W tym miasteczku malutkim balów nigdy nie było
Ani karet nie ciągnął żaden koński grzbiet
Lata szły - znikła młodość, suknię kurzem pokryło
Piękną suknię z Paryża Maison la Vallée

Aż się ziścił na koniec szalonych twych marzeń rój
W suknię ciebie ubrali jak gdyby na bal
Jacyś ludzie nieznani ponieśli katafalk twój
jedziesz w dziwnej karecie w nieznaną gdzieś dal

Czarny wóz, konie dwa wiozą ciebie na wieczny sen
Stary ksiądz budzi w duszy śpiewaniem swym żal
Pachnie bez - ty zaś sama jak cichy żałobny tren
Pojechałaś do Boga na bal

Aleksander Wertyński
w tłumaczeniu Tadeusza Polanowskiego

piątek, 24 lutego 2012

Kiedy umrę kochanie - Halina Poświatowska



Kiedy umrę kochanie

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym

czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny

często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy — w nich miłość i uśmiech

potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie

patrząc w płomień kochanie
myślę — co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym

a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który jest chłodny

Halina Poświatowska

Jestem z upływającej wody - Halina Poświatowska

Valentin Rekunenko - Melodie deszczu
***

Jestem z upływającej wody
z liści które drżą
trącane dźwiękiem wiatru
przelatującego pośpiesznie

jestem z wieczoru
który nie chce usnąć
patrzy uparcie
głodnymi oczyma gwiazd

noc - poprzez niebieskie żyły
w każdym włóknie ciała
w końcach palców pulsuje
namiętnym niespełnionym

jestem ochrypłym głosem
milczącym głucho
nade mną dni
o wielkich pustych
skrzydłach mijają...

Halina Poświatowska

Miasto (fragment) 10 - Bruno Jasieński

Józef Pankiewicz - Rynek Starego Miasta (1892)
Miasto
(fragment)


10
A deszcz pada.
Deszcz pada.
Drobniutki.
Aksamitny.
Błękitny.
Powietrzny.
Nad rynsztokiem siadły w szereg smutki.
Płaczą płacz swój odwieczny...
Ulicami chodzi cisza, chodzi.
W czarne okna przez szyby zagląda.
W czarne okna, zamknięte jak groby.
Wspina się na palców koniuszkach.
Twarz do szyb zapotniałych przyciska
I patrzy... -
Białe rozczochrane łóżko.
Rozrzucone części garderoby.
Pod łóżkiem nieodzownie zwykły sprzęt złowonny,
Na spoconym czole prostytutki
Spoczęły w ciszy tingl-tanglu
Palące usta Madonny.

Bruno Jasieński

I nawet nikt nie wyszedł - Anna Achmatowa

Marina Bychkova - Cinderella-9 (lalka)
***

I nawet nikt nie wyszedł
Z latarnią mi naprzeciw.
I weszłam w domu ciszę,
Gdy blady księżyc świecił.
Pod zielonym kloszem,
Z uśmiechem wymuszonym
Rzekł mi: "Kopciuszku, proszę,
Czemu masz głos zmieniony?"

W kominie gaśnie płomień,
Świerszcz ćwierka smętne trele.
Ktoś na pamiątkę po mnie
Wziął biały pantofelek.

I trzy goździki podał,
W bok odwracając oczy.
O, miłe mi dowody,
Gdzież schowam was tej nocy?

A sercu trudno wierzyć:
Nie minie czasu wiele -
On wszystkim zacznie mierzyć
Mój biały pantofelek.

Anna Achmatowa
przełożyła Wanda Grodzieńska

Fryne - Halina Poświatowska

Jean-Léon Gérôme - Fryne przed Areopagiem (1861)
Fryne

Z czerwonego piekła na zielonym płomieniu uniosła się i nie wróciła. Płakali diabli skuleni w kątach a Belzebub gryzł ze złości napięstki. Mefisto w filozoficznej zadumie podpierał brodę kostyczną ręką wzruszał ramieniem. Zgrzytnął Belzebub - dym zasnuł czerwone łóżka - chichocząc dziewczyny zniknęły w płomiennych oparach. Diabli szlochali w głos. Mefisto wzruszył ramieniem. Kiedy Belzebub wstał z pluszowego krzesła i tupnął racicą - znieruchomiały dziewczyny na tapczanach. Cóż - rzekł Mefisto - zbyt piękna - zbyt piękna aby ją potępić.

Halina Poświatowska

Czarownica - Halina Poświatowska

Karol Bąk
Czarownica

Hexe - ciemna czerwień skrzepłej krwi czerń włosów rozsypanych wiatrem piersi białe i drobne. Plecie włosy chmur w długie ciężkie warkocze rozsnuwa łodygi deszczu. Na złotym promieniu słońca jak na miotle wjeżdża w bramę siedmioskrzydłej tęczy. Zamykają się usta kolorów wokół zwiniętych bioder. Wąską piętą szalona z miłości kopie słońce i poprzez niebo odchodzi w świat inny i bliższy.
Jej spękanym wargom i włosom.
Hexe.

Halina Poświatowska

Aleksander Siergiejewicz Puszkin - Bułat Okudżawa



Aleksander Siergiejewicz Puszkin

Co było — nie wróci, i szaty rozdzierać by próżno.
Cóż, każda epoka ma własny porządek i ład...
A przecież mi żal, że tu, w drzwiach, nie pojawi się Puszkin —
tak chętnie bym dziś choć na kwadrans na koniak z nim wpadł.

Dziś już nie musimy piechotą się wlec na spotkanie
i tyle jest aut, i rakiety unoszą nas w dal...
A przecież mi żal, że po Moskwie nie suną już sanie,
i nie ma już sań, i nie będzie już nigdy, a żal!

Przyjmuję pojętny mój wiek, mego stwórcę i mistrza,
ten trzeźwy wiek mój, doświadczony mój wiek pragnę czcić.
A przecież mi żal, że jak dawniej śnią nam się bożyszcza
i jakoś tak jest, że gotowiśmy czołem im bić.

No cóż, nie na darmo zwycięstwem nasz szlak się uświetnił,
i wszystko już jest — cicha przystań, nonajron i wikt...
A przecież mi żal, że nad naszym zwycięstwem niejednym
górują cokoły, na których nie stoi już nikt.

Co było — nie wróci; wychodzę wieczorem na spacer
i nagle spojrzałem na Arbat i — ach, co za gość! —
rżą konie u sań, Aleksander Siergiejewicz przechadza się,
ach, głowę bym dał, że jutro wydarzy się coś!

Bułat Okudżawa
przekład Witold Dąbrowski

Do widzenia gawrony - Jarosław Marek Rymkiewicz

Krzysztof Kiwerski - Wrony
Do widzenia gawrony

Do widzenia sikorki i wam też gawrony
Nicość to będzie rodzaj jakiejś drugiej strony

Drugiej strony karmnika śniegu i sosenek
I rodzaj – drugiej strony tych moich piosenek

Do widzenia sikorki z orszaku dzięcioła
To co jest to ma wszędzie kolisty kształt koła

To co tu krąży tak jak wy krążycie
I nie ma na to nazwy ale to jest – życie

I ta ścieżka gdzie szedłeś z szablą i w galonach
Też z tobą do nicości będzie przeniesiona

Ta ścieżka od Sils-Maria nad brzegiem Silvaplana
Ta twoja druga strona – wtedy rozpoznana

Do widzenia gawrony – nicość wam się kłania
Czarne skrzydła jak czarna godzina rozstania

Wszystko wraca jak kiedyś mówił rotmistrz Nietzsche
Ja jego Zaratustra- ja też na to liczę

Z nicości do nicości to są ze trzy skoki
Dwa przez ogród a trzeci to już przez obłoki

I jeszcze skok gawroni z góry do karmnika
A tam już do widzenia wszystko nagle znika

Sosenki karmnik w śniegu oraz dziury w płocie
Jeszcze to widzę – chwilę zatrzymany w locie.

Jarosław Marek Rymkiewicz

Pokój samobójcy - Wisława Szymborska

M.C. Escher
Pokój samobójcy

Myślicie pewnie, że pokój był pusty.
A tam trzy krzesła z mocnym oparciem.
Tam lampa dobra przeciw ciemności.
Biurko, na biurku portfel, gazety.
Budda niefrasobliwy, Jezus frasobliwy.
Siedem słoni na szczęście, a w szufladzie notes.
Myślicie, że tam naszych adresów nie było?

Brakło, myślicie, książek, obrazów i płyt?
A tam pocieszająca trąbka w czarnych rękach.
Saskia z serdecznym kwiatkiem.
Radość iskra bogów.
Odys na półce w życiodajnym śnie
po trudach pieśni piątej.
Moraliści,
nazwiska wypisane złotymi zgłoskami
na pięknie garbowanych grzbietach.
Politycy tuż obok trzymali się prosto.

I nie bez wyjścia, chociażby przez drzwi,
nie bez widoków, chociażby przez okno,
wydawał się ten pokój.
Okulary do spoglądania w dal leżały na parapecie.
Brzęczała jedna mucha, czyli żyła jeszcze.

Myślicie, że przynajmniej list wyjaśniał coś.
A jeżeli wam powiem, że listu nie było -
i tylu nas - przyjaciół, a wszyscy się pomieścili
W pustej kopercie opartej o szklankę.

Wisława Szymborska

W środku życia - Tadeusz Różewicz

W środku życia

Po końcu świata
po śmierci
znalazłem się w środku życia
stwarzałem siebie
budowałem życie
ludzi zwierzęta krajobrazy

to jest stół mówiłem
to jest stół
Max Ernst - Autoportret - 1909
na stole leży chleb nóż
nóż służy do krojenia chleba
chlebem karmią się ludzie

człowieka trzeba kochać
uczyłem się w nocy w dzień
co trzeba kochać
odpowiadałem człowieka

to jest okno mówiłem
to jest okno
za oknem jest ogród
w ogrodzie widzę jabłonkę
jabłonka kwitnie
kwiaty opadają
zawiązują się owoce
dojrzewają

mój ojciec zrywa jabłko
ten człowiek który zrywa jabłko
to mój ojciec

siedziałem na progu domu
ta staruszka która
ciągnie na powrozie kozę
jest potrzebniejsza
i cenniejsza
niż siedem cudów świata
kto myśli i czuje
że ona jest niepotrzebna
ten jest ludobójcą

to jest człowiek
to jest drzewo to jest chleb

ludzie karmią się aby żyć
powtarzałem sobie
życie ludzkie jest ważne
życie ludzkie ma wielką wagę
wartość życia
przewyższa wartość wszystkich przedmiotów
które stworzył człowiek
człowiek jest wielkim skarbem
powtarzałem uparcie

to jest woda mówiłem
gładziłem ręką fale
i rozmawiałem z rzeką
wodo mówiłem
dobra wodo
to ja jestem

człowiek mówił do wody
mówił do księżyca
do kwiatów deszczu
mówił do ziemi
do ptaków
do nieba

milczało niebo
milczała ziemia
jeśli usłyszał głos
który płynął
z ziemi wody i nieba
to był głos drugiego człowieka

Tadeusz Różewicz

Na tych strunach - Stanisław Wyspiański

Stanisław Wyspiański - Fragment witraża
Na tych strunach
(fragment "Wyzwolenia" Akt I)


Na tych strunach nanizanych
serce moje gram;
śmiej się do mych lic rumianych,
duszę twoją znam.
[...]
Hej, wy struny moje złote,
grajcie szumny gaj;
włosy moje w harfę splotę...
Harfo, duszę graj.
[...]
Zagram waszą skrytą myśl,
zagram waszej duszy sen
i tamten świat, i światek ten.
Przelotem lećcie hen.
Kłońcie się do moich lic,
[...]
Zakołyszę tęskny żal,
jak się czepia szumnych brzóz,
jak się czepia szumnych fal
i zbóż, i traw, i łóz.
Zasłuchani w śpiewek mój,
patrzcie do różanych lic.
Lotny sen... pszczelny rój...

Stanisław Wyspiański

Nie bój się nic nie robić - Michał Zabłocki

Nie bój się nic nie robić
Jarek Kubicki

Od rana do wieczora,
gdy przyjdzie na to pora,
pokonuj strach,
co drzemie i
który w tobie tkwi.

Nie bój się nic nie robić.
Nie bój się tracić czas.
Nie bój się leżeć,
nie bój się marzyć,
nie bój się długo spać.

Z okna wyglądać godzinami,
snuć się bez sensu ulicami,
zagapiać się na własny cień,
spędzać w ten sposób cały dzień.

Możesz być tym, co umie.
Możesz być tym, co wie.
Lecz zanim zaczniesz
już coś rozumieć,
pomyśl, czy ci się chce.

Powiedz sobie: nie mogę.
Powiedz sobie: stój!
Przyrzeknij sobie:
Już nic nie zrobię,
to będzie wieczór mój.

Wyłącz dziki telefon,
zamknij okna i drzwi.
Pokonaj strach,
co drzemie w tobie
i który w tobie tkwi.

Michał Zabłocki

czwartek, 23 lutego 2012

Wywiad psychiatryczny - Anne Sexton

Krzysztof Izdebski-Cruz - Violet - 2010
Wywiad psychiatryczny -
- Państwowy Szpital w Bostonie 1964

DR: Czy ktoś Pani kiedyś powiedział, na czym polega Pani choroba, Pani Sexton ?
JA: Tak. Jestem histeryczką.
DR: A co to oznacza?
JA: Cóż,to oznacza, że nie jestem psychotyczką.
DR: Jest Pani pewna?

(Tutaj Anne Sexton wstawia didaskalia: "Lęk przed psychozą, lęk przed utratą samokontroli. Lęk".
Na następnym spotkaniu lekarz powrócił do kwestii diagnozy.)

DR: A jeśli nawet jest Pani psychotyczką. Nie ma przecież oczywistej bariery czy różnicy między psychozą a neurozą.
JA: Lęk. Lęk przed utratą samokontroli. Lęk. Mój dziadek umarł w kaftanie bezpieczeństwa. Ciotka umierała jako wariatka. Lęk przed psychozą. Neuroza wydaje mi się czymś całkiem normalnym.
DR: A te Pani wierszyki?
JA: Wiem, że to głupie. I śmieję się.
Wygląda na to,
że nie potrafię czuć się inaczej niż głupio.
Ciągle mówię JĘZYKIEM

Anne Sexton
przełożyła Maria Korusiewicz

Księżyc i Cis - Sylvia Plath

Stella Im Hultberg - Memories Of
Księżyc i Cis

Oto jest światło myśli, zimne, planetarne.
Drzewa myśli są czarne, a światło niebieskie.
Trawy smutki swe składają u stóp Bogu,
kłując mnie w kostki szepczą o pokorze.
Kłębiące się i zwiewne mgly tutaj mieszkają,
rząd nagrobków oddziela mnie od mego domu,
tak, że nie wiem poprostu, jak się stąd wydostać.

Księżyc to nie drzwi przecież. Tylko twarz własna,
blada jak pięść człowiecza gniewnie zaciśnięta.
Wlecze za sobą morze niby zbrodnię ciemną. Cichy,
spogląda na mnie w rozpaczy. Mieszkam tutaj.
Dwa razy tu w niedzielę dzwony budzą niebo
i osiem serc ogromnych zmartwychwstanie głosi.
Na koniec skrupulatnie wydzwaniając siebie.

Cis wystrzela ku niebu. Kształt ma wręcz gotycki.
Oczy biegną ku górze i znajdują księżyc.
Księżyc jest moją matką. Nie słodką jak Maria.
Niebieska suknia sieje sowy, nietoperze.
Och jak bardzo chciałabym uwierzyć ja w tkliwość -
w tę twarz posągu bladą w świec świetle łagodnym,
co tylko ku mnie zwraca swoje słodkie oczy.

Jak daleko odeszłam. Chmury zakwitają
niebieskie i mistyczne ponad gwiazd twarzami.
Gdzieś w kościele ci święci staną się niebiescy,
płynąc na delikatnych stopach ponad zimną ławką,
twarze ich i ręce sztywne od świętości.
Księżyc tego nie widzi. Łysy jest i dziki.
Cis przesyła mi ciemność - ciemność i milczenie.

Sylwia Plath
przełożyła Teresa Truszkowska

Gorączka 40° - Sylvia Plath

Damian Kłaczkiewicz - Bursztynowa jesień
Gorączka 40°

Czysta? Cóż to znaczy?
Języki piekła
Są tępe jak potrójny
Język tępego, tłustego Cerbera
Sapiącego u bram. Niezdolnego
Wylizać do czysta

Drżące ścięgno, grzech, grzech.
Suche drewno krzyczy.
Niezniszczalny zapach
Zdmuchniętej świeczki!
Kochanie, dymy wysnuwają się
Ze mnie jak szale Isadory. Boję się,

Że któryś z nich zaczepi się i utkwi w kole.
Te żółte posępne dymy
Tworzą swój własny żywioł. Nie wzlecą,
Lecz będą krążyć wokół globu
Dusząc starców i pokornych,
Słabe
Wychuchane niemowlę w łóżeczku,
Przerażający storczyk,
Co zawiesza swój wiszący ogród w powietrzu,
Diabelski lampart!
Promieniowanie wybieliło go
I zabiło w ciągu godziny.

Namaszcza ciała cudzołożników
Jak popiół Hiroszimy i przeżera je.
Grzech. Grzech.

Kochanie, przez całą noc
Wciąż migotałam i gasłam.
Pościel ciąży jak pocałunek rozpustnika.
Trzy dni. Trzy noce.
Woda z cytryną, rosół
Z kury, wymiotowałam po nim.

Zbyt czysta jestem dla ciebie lub innych.
Twoje ciało
Rani mnie jak świat rani Boga. Jestem latarnią -

Moja głowa księżycem
Z welinowego papieru, ma wykuta jak złoto skóra
Niezwykle delikatna, niezwykle cenna.

Czyż nie zdumiewa cię mój żar i jasność.
W samotności jestem olbrzymią kamelią,
Która rumieniąc się przybliża i oddala.
Zdaje mi się, że wzlatuję.
Zdaje mi się, że mogłabym wstać —
Kulki rozżarzonego metalu unoszą się, a ja kochanie,

Jestem czystym acetylenem,
Dziewicą
W asyście róż,
Pocałunków, cherubinów,
Cokolwiek te różowości oznaczają.
Nie ciebie ani jego.
Nie jego ani kogoś innego.
(Moje ja, te halki starej nierządnicy, topnieją) —
W drodze do raju.

Sylvia Plath
przełożyła Teresa Truszkowska

środa, 22 lutego 2012

Szczęśliwy mędrzec Epikur - Dorota Chróścielewska

Hans Makart - Pięć zmysłów - 1884
* * *

Szczęśliwy mędrzec Epikur na ramię
piękną głowę zwiesiwszy myślał nadaremnie:
I dlaczego mam bać się. Gdy przede mną stanie
śmierć moja i dłoń wzniesie – wtedy mnie nie będzie
I szczęśliwy do wargi wzniósł falerna szklanę
piękną głowę zwiesiwszy szeptał nadaremnie:
I dlaczego mam bać się - Gdy przede mną stanie
śmierć moja i dłoń wzniesie – wtedy mnie nie będzie
i zaskowyczał Epikur na ramię
piękną głowę zwiesiwszy Ryczał nadaremnie:
ja się wcale nie boję gdy przede mną stanie
śmierć moja i dłoń wzniesie – lecz że mnie nie będzie
I szczęśliwy do wargi wzniósł falerna szklanę
I zębami Epikur w słodką szklanę dzwonił
I załamali ręce tłuści purytanie
i ze zgrozą szeptali: hedonizm.

Dorota Chróścielewska

1971 - Jorge Luis Borges

Anne Lan - Selene i Endymion
1971

Wędrowało po księżycu dwóch ludzi.
Po nich byli inni. Bezradne są słowa
I sztuka, jej zmyślonych tworów mowa,
Wobec obrazu, co nam oczy łudzi.
Upojeni boską trwogą, zuchwali
Idą księżycem synowie Whitmana,
Przed nimi pustka dziewicza, nieznana,
Co przed Adamem była i trwa w dali.
Nie była ułudą miłość Endymiona,
Hipogryf, Wellsa osobliwy świat,
Który w pamięci przechowuję od lat.
Tych śmiałków teraz nosimy imiona.
Żyją chwilami szczęścia i odwagi
Wszyscy bez wyjątku ludzie na tej ziemi,
Dniem jak inne pospolitym zadziwieni,
Dniem pamiętnej Odysei i magii.
Luna - której szuka miłość odwieczna
Gdzieś na niebie, z obliczem zasępionym,
Wiedziona snem, pragnieniem niespełnionym -
Będzie ich pomnikiem: jedyna i wieczna.

Jorge Luis Borges
przekład Dorota i Adam Elbanowscy