.

.

środa, 30 maja 2012

Delikatnie - Michał Zabłocki



Delikatnie

czasem czuję cię na odległość ręki
te same rytmy te same dźwięki
delikatnie delikatnie poprzez wiatr
delikatnie poprzez wiatr
delikatnie poprzez szept dotknięciem dłoni
delikatnie poprzez sen kroplami deszczu
delikatnie delikatnie poprzez wiatr
bicie serca poprzez czas
delikatnie poprzez wiatr zapachem kwiatów
delikatnie poprzez cień drżeniem skroni
delikatnie przy mnie czuję spokój
co w Tobie płonie
delikatnie poprzez mgły nadejściem świtu
delikatnie poprzez blask
czasem czuję cię
delikatnie poprzez wiatr
delikatnie poprzez wiatr zapachem kwiatów
delikatnie poprzez cień drżeniem skroni
delikatnie przy mnie czuję spokój
co w Tobie płonie
delikatnie poprzez wiatr
delikatnie poprzez wiatr

Michał Zabłocki

Usiadłem tam, gdzie dawniej rosło drzewo - Diarmuid Johnson

***

Usiadłem tam, gdzie dawniej rosło drzewo
moje oczy stały się dwoma korzeniami
mój umysł rzeczą młodą i nienazwaną.

I przemówiła do mnie ziemia:
“Już dłużej nie będziesz bez piór
Od teraz Twoje gniazdo jest tutaj”

Być jak drzewo: tego pragnę
Dwa korzenie zamiast dwojga oczu
oczekiwać na cud,
który ponownie zagnieździ się w gałęziach

Diarmuid Johnson
tłum. Katarzyna Idec, Agnieszka
Lewandowska, Natalia Sarbinowska

Ptak (fragment) - Diarmuid Johnson

Marek Langowski - Pielgrzym
Ptak (fragment)

Który z tych dwóch wyborów jest nie do
zniesienia?
Które z tych dwóch okropieństw jest największe?

Osiąść na stałe w miejscu nie znając zdumienia
Czy wyruszyć bez wskazówek na poszukiwanie ptaka?

Będę podążał za cieniem ptaka
Będę podążał za jego cieniem aż po szpik kości.

Będę podążał za ptakiem aż do gałęzi księżyca
Będę podążał za ptakiem aż do gniazda tęsknoty.

Diarmuid Johnson
tłum. Katarzyna Idec, Agnieszka
Lewandowska, Natalia Sarbinowska

wtorek, 29 maja 2012

Na łące liścia - Agata Tuszyńska

na łące liścia

na łące liścia
pasie się
stado bożych krówek

nie szukają odpowiedzi
na pytania Spinozy czy Kanta
ledwie potrafią zliczyć
grochy na własnych fartuchach

prawdopodobnie nie odmawiają pacierza
nie rysują genealogicznych drzew
i nie odwiedzają cmentarzy

są tu tylko przelotem
jak my
na chwilę tęsknoty

Agata Tuszyńska

Mój student z New York City - Agata Tuszyńska

mój student z New York City

dziwny jest twój język
mówi Bob
przeszłość dzieli od przyszłości
tylko jedna
litera

Agata Tuszyńska

Pościg-ucieczka - Agata Tuszyńska

Wojciech Weiss - Strachy - 1905
pościg-ucieczka

biegnę
nie wiem które okrążenie
słońca
księżyca

gonię je

depczą mi po piętach

Agata Tuszyńska

Niebo, a nie duszę zamieniają ci - Agata Tuszyńska

fot. Paula Grenside
* * *

niebo, a nie duszę zamieniają ci,
co żeglują po morzach
pisał Horacy w liście

zamieszkałam
w ucieczce

ślimak w przebraniu motyla

Agata Tuszyńska

Samotność - Rainer Maria Rilke

fot. Josh Sim
Samotność

Samotność jest jak deszcz.
Z morza powstaje, aby spotkać zmierzch;
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wrasta.
Dopiero z nieba opada na miasta.

Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu,
kiedy ulice biegną witać ranek,
i kiedy ciała, nie znalazłszy nic,
od siebie odsuwają się rozczarowane;
i kiedy ludzie, co się nienawidzą,
spać muszą razem - bardziej jeszcze sami:

samotność płynie całymi rzekami.

Rainer Maria Rilke
tłum. Janina Brzostowska

O mej poezji - Konstanty Ildefons Gałczyński

O mej poezji

Moja poezja to jest noc księżycowa,
wielkie uspokojenie;
kiedy poziomki słodsze są w parowach
i słodsze cienie.

Gdy nie ma przy mnie kobiet ani dziewczyn,
gdy się uśpiło
wszystko i świerszczyk w szparze cegły trzeszczy,
że bardzo miło.

Moja poezja to są proste dziwy,
to kraj, gdzie w lecie
stary kot usnął pod lufcikiem krzywym
na parapecie.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Ale są jeszcze sprawy drobne - Konstanty Ildefons Gałczyński

Ale są jeszcze sprawy drobne

Ale są jeszcze sprawy drobne: loty ptasie,
chwianie się trzcin w jeziorach, blask gwiazdy wieczornej,
różne barwy owoców o porannym czasie
i wiatr przelatujący w sopranie i w basie,
i moja mała lampa, i stół niewytworny.
Ale nawet za wszystkie obrazy Tycjana
nie oddam tego stołu, bo pracuję przy nim,
to mój wierny przyjaciel od samego rana,
a kiedy noc...

Konstanty Ildefons Gałczyński

Módlmy się - Ryszard Krynicki

Módlmy się

za żywych umarłych,
za niezrodzonych i nienarodzonych,
za bratobójców i za samobójców,
za niewolników
i za ofiary przemocy,
za wywyższonych i za poniżonych,
za biednych i za ubogich,
za zapomnianych i za tych,
o których nie chcemy pamiętać.

Módlmy się
o ludzką śmierć.

O zniesienie kary śmierci.

Nie módlmy się o zwycięstwo:
módlmy się o wytrwanie.

O Twe ośmielamy się modlić
nad nami czuwanie.

Ciebie prosimy:
bądź,

usłysz nas

i wysłuchaj

Ryszard Krynicki

Po co piszę? - Kazimierz Brakoniecki

Victor Bregeda
Po co piszę?

Tyle lat pisałem wiersze
o Jedni i Jedynym
że zapomniałem na jakim świecie
żyję

Mógłbym tak leżeć
w warmińskim rowie koło roweru
i czekać aż odleci ważka
mógłbym tak leżeć
w zadowolonym ciele
i czekać aż śmierć przyleci
zwabiona odorem słowa

Tyle lat pisałem
o Jedni i Jedynym
że zapomniałem
w jakim ciele żyję

Pisałem tak jakbym kopał
w śmierci
a trzeba pisać tak
jakbym kopał
w języku
źródło

Kazimierz Brakoniecki

Sonet - Juliusz Słowacki

Fabian Perez
Sonet

Już północ - cień ponury pół świata okrywa,
A jeszcze serce zmysłom spoczynku nie daje,
Myśl za minionym szczęściem gonić nie przestaje,
Westchnienie po westchnieniu z piersi się wyrywa.

A choć znużone ciało we śnie odpoczywa,
To myśl znów ulatuje w snów i marzeń kraje,
Goni za marą, której szczęściu niedostaje,
A dusza przez sen nawet drugiej duszy wzywa.

Jest kwiat, co się otwiera pośród nocy cienia
I spogląda na księżyc, i miłe tchnie wonie,
Aż póki nie obaczy jutrzenki promienia.

Jest serce, co się kryjąc w zakrwawionym łonie,
W nocy tylko oddycha, w nocy we łzach tonie,
A w dzień pilnie ukrywa głębokie cierpienia.

Juliusz Słowacki

Miłość - Marianna Bocian

Joel Rougie
Miłość

nie jesteś mi dany do pocałunku
opasuję twoje życie wzrokiem
— to czysta miłość
zrodzona z bólu olśnienia

jestem obok ciebie jak anioł
z odrzuconym ciałem kobiety

możesz obdarzyć mnie swoją męką
bo dojrzała miłość ma siłę
ten stan
przyjąć darem

jest spełniona
bez pustoszenia ciał pocałunkami

jest taka bezkresna miłość
która ciała wyklucza
nie rani
nie oślepia
jest jak jaskółka
która czas rozwesela

Marianna Bocian

Zakochani - Marianna Bocian

Alex Alemany
Zakochani

dwoje odgrodzonych od reszty świata
w potrzasku jak więźniowie w celi
najwspanialej okradają Boga z miłości
— to wszystko będzie im wybaczone —
jeszcze więcej będzie im przydane
ucztowały wiecznością ciała
nie może tu być żadnej mowy
o grzechu!
o reszcie mówić
wieczność zabrania

nad kochankami zaciąga wartę
sześcioskrzydły cherub
z opaską na oczach

Marianna Bocian

Pytania - Tadeusz Różewicz

Max Beckmann - Dancing Bar in Baden-Baden - 1923
pytania

nie byłem na wieczorku roz-poznawczym (i za-)
więc poznawaliśmy się
z dnia na dzień
czasem zadawano mi pytanie
- czy może pan Różewicz?
- tak ale ja
- nie to niemożliwe mistrzu dlaczego?
to jakiś cud! jestem wzruszona
- tak owszem ja też
- nigdy nie wierzyłam
ale czy pan jest osobą oryginalną
czy zbieżność nazwiska
z nazwiskiem poety nie jest przypadkowa?
- niestety być może nie wyglądam tak jak on powinien wyglądać
- dzisiaj zidentyfikowałam postać z okładek czasopism
- jestem oryginalny nie jestem z okładek
- jeszcze nie wierzę
bo zdawałam maturę z kartoteki
przeziębiłam się dzisiaj
po zabiegu (kichnięcie)
do zobaczenia przy obiedzie (kichnięcie)

wiesz ta pani no wiesz
powiedziała że mam sympatycznego męża
że jesteś miły

Tadeusz Różewicz

Zmęczenie - Halina Birenbaum

Pier Toffoletti
zmęczenie

nie chcę teraz wspomnień
ani dalekich ani bliskich
ani łez ani zagadkowych uśmiechów
ani zwycięstw które
nikogo nie zadowalają
posuwam się w nieznane strony
mimo woli
sprzeciwiam się, poddaję
rezygnuję i znów zapalam
drepczę w miejscu
wszędzie
obca

Halina Birenbaum

Co jest we mnie? - Halina Birenbaum

co jest we mnie?

co jest we mnie
gdy kreślę słowa
patrzę w głąb niewidzialnego
w kłąb
zmieniających się wciąż
uczuć myśli obrazów
rysowanych literami
moją ręką
na pustym irytującym papierze
- co jest wtedy we mnie
przeszłość
przyszłość
a może wieczność?

Halina Birenbaum

Zauroczenie - Halina Birenbaum

Jarek Kubicki
Zauroczenie

zauroczył mnie internet
upoił złudą
wirtualną bajką mylną
nadzieją
przyjaciółmi wirtualnymi
nieznanymi z oczu z głosu
twarzy
wirtualne chwilowe
przystanie
w kliknięciu myszki
znalezione
i jak kliknięcie myszki
stracone -

Halina Birenbaum

Miłość - Helena Raszka

Miłość

Dojrzeli siebie w świetle krwi
barwiąc obraz tak przejrzystym ciepłem,
że nie zostało w nim nic z preparatu
bezwolnie podległego dociekliwym myślom.

A może raczej — dojrzeli do siebie,
do spojrzeń,
w których analiza kończy się syntezą nagłego błysku,
nie ma w nich pytań,
bo niepotrzebne są już odpowiedzi,
kiedy przychylny traf kołysze nimi w takt pragnień
i to,
co było odległe,
podchodzi do ich oczu wielobarwnym zdziwieniem.
Jakby ich dotąd nie było na ziemi brukowanej
znużeniem i snem,

jakby zdarzyli się sobie mimo woli
z materii tylko
prześwietlonej krwią.

Helena Raszka

Głośniej radio - Helena Raszka

Shena King
Głośniej radio
córeczce
Szept zegara
przebiega ciszy klawisze,
przestrzeń dnia
wypełnia muzykę sekund.
Głośniej, radio —
żeby nie słyszeć
jak melodia mrze
wpół oddechu.
Głośniej radio —
żeby zagłuszyć
akordy lęku
— szmery w twym sercu —
moja maleńka,
moja maleńka —
moje źródełko
wśród suszy.

Helena Raszka

Tyle Gwiazd - Paul Celan

Vladimir Kush
Tyle Gwiazd

Tyle Gwiazd
nam się podtyka. Byłem,
gdy spojrzałem na ciebie - kiedy? -,
daleko, przy
innych światach.

O te drogi galaktyczne,
o ta godzina, która
odważała nam noce
w ciężar naszych imion. Ja
wiem, to nieprawda,
że żyliśmy, to tylko
oddech krążył ślepo między
Tam i Nie-tu i Niekiedy,
oko niczym kometa śmignęło
ku Wygasłemu, w wąwozach,
gdzie się dożarzyło, stała
piersiasta Historia,
po której w górę i w dół,
i w poprzek pięło się już, co
jest albo było albo będzie -,

wiem,
wiem i ty wiesz, wiedzieliśmy,
nie wiedzieliśmy, przecież
byliśmy tu a nie tam,
i niekiedy, gdy
stała między nami tylko nicość, odnajdywaliśmy
w pełni drogę do siebie.

Paul Celan
przekład Jacek Buras

Słowo o zstępowaniu do głębi - Paul Celan

Tomasz Sętowski - Pragnienie miłości
Słowo o zstępowaniu do głębi

Słowo o zstępowaniu do głębi,
któreśmy czytali.
Lata, słowa odtamtąd.
Wciąż jeszcze jesteśmy.

Wiesz, przestrzeń jest nieskończona,
wiesz, nie musisz latać,
wiesz, to co wpisało ci się w oko,
pogłębia nam głębię.

Paul Celan
przekład Jacek Buras

poniedziałek, 28 maja 2012

Mandalay - Rudyard Kipling

Mandalay

Przed pagodą starą w Moulmein, tam, gdzie morza senny brzeg,
Burmańska siedzi dziewczyna i wiem, że wspomina mnie;
Bo świątynny dzwon przyzywa, gdy wiatr w palm korony dmie:
"Wróć tu, wróć, żołnierzu z Anglii, wróć tu, wróć do Mandalay!"
Wróć tu, wróć do Mandalay,
Gdzie flotylli dawnej cień:
Czy nie słyszysz szmeru wioseł, od Rangun po Mandalay?
Na szlaku do Mandalay
Latająca ryba mknie,
A świt wybucha jak burza sponad Chin i niebo tnie!

Jej spódnica była żółta i zielony czepek jej,
Imię miała Supi jo-lat, jak królowa Tihibei.
Pierwszy raz ją zobaczyłem, gdy kurzyła faję białą,
Chrześcijańskie pocałunki marnując na bożka ciało:
Plugawe, gliniane cudo,
Zwane wielkim bogiem Buddą.
Dużo dbała o te bogi, gdy całowałem jej nogi!
Na szlaku do Mandalay...

Gdy mgła wstała z pól ryżowych, a słońce schodziło wolno,
Wyjmowała swoje banjo i śpiewała "Kulla-lo-lo!"
Z policzkiem na mym policzku i ręką na mym ramieniu
Spoglądała na parowce i hathis z pniami w strumieniu.
Słonie ciągną pnie na złoże
W śliskim, szlamistym bajorze.
Gdzie cisza wisi tak ciężko, że człowiek mówić nie może.
Na szlaku do Mandalay...

Ale to już odpłynęło, dawno minął już ten dzień;
Nie kursują autobusy z banku aż do Mandalay.
Tu w Londynie wiem, co znaczy tam przesłużyć dziesięć lat:
"Kiedy raz cię Wschód zawoła, na nicpotem cały świat."
Na nic potem cały świat;
Czosnek pachnie tam jak kwiat,
Jest słońce, palmy, a w górze głos świątynnych dzwonów gra.
Na szlaku do Mandalay...

Chory jestem od zdzierania zelówek o twardy bruk,
A przeklęta słota Anglii budzi febrę, zwala z nóg.
Choć od Chelsea aż do Strandu kucht tuziny za mną gnają
I gadają o miłości, ale o czym to gadają?
Sine, krowie pyski mają.
Boże, o czym to gadają?
Mam smuklejszą, słodszą pannę w piękniejszym, zieleńszym kraju!
Na szlaku do Mandalay...

Płynąć chcę na wschód, za Suez, gdzie jest dobrem każde zło,
Gdzie przykazań brak dziesięciu i pić można aż po dno.
Bo świątynny dzwon przyzywa i tam tylko być już chcę -
Przed pagodą starą w Moulmein, tam, gdzie morza senny brzeg,
Na szlaku do Mandalay,
Gdzie flotylii dawnej cień;
Nasi chorzy tam leżeli, gdyśmy szli na Mandalay!
Na szlaku do Mandalay
Latająca ryba mknie,
A świt wybucha jak burza sponad Chin i niebo tnie!

Rudyard Kipling
przełożył Maciej Słomczyński

Zmierzch z ametystu przemieniony - James Joyce

Bernard Charoy
* * *

Zmierzch, z ametystu przemieniony,
Niebieski jest, ciemnieje;
Latarni blask bladozielony
Rośnie wśród drzew alei.

W starym pianinie pieśń rozbrzmiewa
Powolna; godna, miła;
W klawisze żółte zapatrzona
Głowę ku nim skłoniła.

Myśl błądzi, dłonie zasłuchane,
Oczy wielkie i czyste...
W zmierzchu niebieskim, ciemniejącym
Światełka ametystu.

James Joyce
tłum. Maciej Słomczyński

Że jest ma dusza uwięziona - James Joyce

Gustav Adolf Mossa
* * *

Że jest ma dusza uwięziona,
Cieszę się całą duszą...
Każą mi ulec twe ramiona,
Do pozostania kuszą.
Ach, gdyby uścisk był wiecznością,
Więźniem pozostałbym z radością!

Najdroższa, splotła nam ramiona
Rozedrgane rozkoszą
Ta noc i wabi, wiedzie ona,
Gdzie troski nie zagoszczą,
Lecz senną z sennym zaślubiono
I dusze we śnie uwięziono.

James Joyce
tłum. Maciej Słomczyński

Modlitwa - James Joyce

Modlitwa

Znowu!
Przyjdź, daj, przekaż mi wszystkie moce twoje!
Z dala, w mózg pękający nisko tchnie jej słowo
Nędzą poddania, okrutnym spokojem,
Grozę jej łagodząc jak wobec duszy wybranej.
Dość już, cicha miłości! Zgubo moja!

Oślep mnie twą ciemną bliskością,
O miej litość, ukochany wrogu mej woli!
Trwoży mnie zimne dotknięcie, którego znieść nie mogę.
Sącz ze mnie do woli
Życie me powolne! Pochyl nade mną niżej groźną głowę,
Dumną z mojego upadku, pamiętającą, żałującą
Tego, który jest, który był!

Znowu!
Razem, otuleni nocą, leżeli na ziemi. Słyszę,
Jak z dala w mój mózg pękający nisko tchnie jej słowo.
Przyjdź! Ulegam. Jestem tu. Pochyl się nade mną niżej
Ujarzmicielko, nie odchodź! Jedyna radości, jedyna udręko,
Weź mnie, zbaw mnie, ukój mnie,
O, oszczędź mnie!

James Joyce
tłum. Maciej Słomczyński

Osobliwe dni - Jim Morrison



Osobliwe dni

Dopadły nas osobliwe dni
Osobliwe dni wytropiły nas
Zniszczyć chcą nasze doraźne radości
Będziemy grać dalej lub też zmienimy miasto

Osobliwe oczy śledzą w osobliwych komnatach
Głosy oznajmiają swój ciężki zgon
Hostessa krzywi się w uśmiechu
Jej klienci śpią zmęczeni grzechem
Posłuchaj, opowiem ci o grzechu
Już wiesz - to jest to!

Osobliwe dni dopadły nas
Samotnie spędzamy osobliwe godziny
Pomieszane ciała, wykorzystane wspomnienia
A my uciekamy przed dniem
W osobliwą kamienną noc

Jim Morrison
tłum.Tomasz Beksiński

Zapamiętać - Julian Kornhauser

Krystyna Jasińska
Zapamiętać

Masz oczy, więc patrz.
Nie uroń ani listeczka z tego okrągłego świata,
ani jednej żyłki z jego delikatnego naskórka,

patrz i zapamiętaj:
to jest dąb, który nigdy nie opuści ziemi,
to jest gwiazda trzymająca twe sny na sznurku,

to jest dom, napuszony jak mądra sowa,
a to mama, wyjmująca gorące ziemniaki z garnka.

Julian Kornhauser

W Zagubinowie - Wincenty Różański

W Zagubinowie
Pamięci E. Stachury
kamień toczy się z wiatrem
po drumlinowych ścieżkach
noc oddycha na plecach planet jak księga
kielich dolin pasących niebo
czystych jak rosa przed nożami dni
furmankowymi dniami żywi się robak
tablice śmierci na białych drzewach
wnętrze wiatru odkrywa strony
bezdomne echo gwiazdy
w polnym źdźbłu zielenią
prowadzi rosa do nieba
urywa się muzyka
nie świat nie lasy
posterunkowe oczy sosen w ogniu
ciemna już dyszy godzina
bezdomna lessu drobina na elementarzu gwiazd
spokojnie było w południe
bezdomna kalina
w trującym obłoku południa
tropi nas włócznia
śniegiem otwarte stronice
ręce słabną
tynk nieba opada na wieczoru dnie
świt już
świt już rozwarty jak koniec
tropi nas ulic blond bestia
syrokomlowe dzieci wracają z jarów
pierwszych przyjaciół otwarte stronice
na białych drzewach białej kaliny
już ręce słabną ciemna woda błyska
blisko ulicy strażnik
odejść w port z brzegiem
świt już rozwarty jak brzoza
w rozwiniętym płatku śniegu
na posterunkach słońce wypis i spokój
bezdomne echo gwiazdy
odlatujące cienie z lotniska
prowadzi ścieżka do nic
bezdomna lessu drobina
snów moich trzymających echo
pieści storczyka
bronią się jeszcze słoneczne rozruchy
z transkontynentalnych pasów i ciemnych dłoni
przyrody odlatuje ptak
pasy dolin rozpięte na słońcu
w przestrzeniach godzin automat dni
na ścieżkach głowy
pół głowy nad tasakiem świtu
wśród taczek wieczór
rozbite księżyce w szeregach nocy
jak emblemat
wśród taczek wieczoru rozbite figury
chowam to wszystko w kieszeń bajek świata
jeszcze nie północ
w pejzażu bieg
rzeźby przy brzegu wielkanocnej wyspy
w dzielnicach tablice
podkowy kruszą się
bieli się trumna dni
kobiałki lat wiosenne
w bluzach kolor
popalone biało obłoki
nad łańcuchem metafor niebo
w drodze do wiewiórczych śladów
zamknięte dłonie piszą jesień
robak jak dziecko odgryza wiatr
odświętność od rosy do księgi nocy
kamień toczy się z wiatrem
w hotelach dolin pasących niebo stygnie już kamień
w śmierci studni
ciemne już ścierniska
od wzgórz słowiańskich
cykad nieznane ogniki
ciemność wśród wierzb posterunków
w białej palecie wieczoru noc czerwona
pisze w krajobrazie nieznane czerwieniejące smugi
zegarów rośliny
w światłach zachodu wiewa bluza przyjaciela
od cichej strzały pędzącego słońca na antypodach
wśród brzóz posterunków
salut do drumlin
na pól białe transkontynenty
niebo osłania dłonie
róż muzyka w potach uszu
herby ciskają witrażami pojęć
echo jak bach błonie las
od zbóż gdzie wschodzi gwiazda
stopy czasu
noc wybiera stację wiatru
ciemne już płótno bram słonecznych
nocne jaskółki przy stole
podrażnieni poeci w spokoju
za górami talenty pasą się jak stada
o bohemio
nie gwiazdy lecz elementarne słowa
zbierają się na sygnaturach stron
trzęsą się przęsła łowiska mostów
przęsła wiatru
bielą się chaty zwierzęta rozmawiają
z promiennymi sadami
w ciemnicy świta włócznia
z dolin kamienieją
figury ze światła stoją słupem przed cmentarzami
trujących korzeni
ciemne już sienie lat
rozmawiam z drugim ja które mieszka w drugim
człowieku
otwieram salę wiatru
jest w niej pusta drobina przyjaciela
bez niej nie mogę iść dalej
moja mowa jest czysta dlatego nie odbija się od
muru
daleko od nas pojęcie wiatru
w dłoniach wiatru myśl
składam je w pudełko jesiennych ksiąg
czeka na słońce szpak
mysz podłogi ucieka przed chórem wiatru
tamburynem tańcami o zachodzie
noc jasna jak kotwica pod szarymi gwiazd płaszczami
rak chmury wieku toczy zgłoski przestrzeni
kluczy po równinie automat śmierci
młyńskie koło w próżni pożary na polach
od wiewiórczej błyskawicy
echo erigeli pole w razowcach
kobiałek zagaśnij błyskawico
lato obmyte przez rzeki
wysoko dłonie odlatujące w studnie nieba
hieroglify ptaków irysy koła ornamenty
banki historii w świątyniach Beocji
ćwiczy modlitwę kat świata z lin powoju
w świątyniach zachodu rysuje się rzeki biel
rysuje się wiatr słupnik na palu pisze noc
ciemne już wieko w skazańca sali na ptasim
drzewie ptaki dziobią ptaki
urodziłem się jasny jak kropla
bieli się gwiazda
przewodnik odszedł
chciałem jeszcze coś opisać zacząłem pisać
dookoła wiatrów
a pejzaż bez przyjaciela zaczął wirować
po przebudzeniu zapisałem to co śniłem
i zapłonąłem czymś w rodzaju reportażu ze snu
i wrócił do mnie ten co mnie usynowił
i poszedł przodem do Zagubinowa

Wincenty Różański

Pieśń beduińska - Giuseppe Ungaretti

Gustav Klimt - Muzyka - 1895
Pieśń beduińska

Kobieta wstaje i śpiewa
Wiatr ją swym czarem owiewa
I na ziemię ją składa
A ona w sen zapada.

Ta ziemia naga skała
Ta kobieta kochała
Ten wiatr dmie nieprzerwanie
Ten sen to umieranie.

Giuseppe Ungaretti
przełożył Władysław Lark

Może dzwoniono, a ja nie słyszałem... - Wincenty Korab-Brzozowski

M. K. Cziurlonis - Pochód żałobny
Może dzwoniono, a ja nie słyszałem...

Może dzwoniono, a ja nie słyszałem?
Może wołano, a ja byłem we śnie?
A na żywota tle opustoszałem
Widnieje napis, płonący boleśnie:
Może dzwoniono? lecz nie usłyszałem
Może wołano? a ja byłem we śnie...

Wincenty Korab-Brzozowski

Symbole XV - Wincenty Korab-Brzozowski

M. K. Cziurlonis - Pochód żałobny V - 1903
Symbole XV

Zaiste, bracie, dziwnie gdy mówią Proroki:
Nie wiedzieć, czy ich słowo żywi, czy zabija?
Czasem w granatu kwiecie ukrywa się żmija,
Czasem w szczelinach ruin rosy lśnią uroki.

Umysł ludzki jest jako ocean głęboki,
Tym głębszy, iż się niebo w nim chmurne odbija...
A duszy naszej narcyz, biały jak lilija,
Tym bielszy, iż schylony nad głębią, gdzie mroki.

I tak wszystko! Płomiennych ogni stos - spowija
Ziemny, nieunikniony dym w głuche obłoki -
A z gór patrzący, widzi: człowiek idzie - mija...
A tylko puste słychać w uszach kroki, kroki...

Wincenty Korab-Brzozowski

niedziela, 27 maja 2012

Zadanie domowe - Tadeusz Różewicz

Francis Bacon - Autoportret - 1932
Zadanie domowe

zadanie domowe
dla młodego poety

nie opisuj Paryża
Lwowa i Krakowa

opisz swoją twarz
z pamięci
nie z lustra

w lustrze możesz pomylić
prawdę z jej odbiciem

nie opisuj anioła
opisz człowieka
którego minąłeś wczoraj

opisz swoją twarz
i podziel się ze mną
jej zmiennym wyrazem

nie czytałem
w poezji polskiej
dobrego autoportretu

Tadeusz Różewicz

A jeśli wyjdzie śmiesznie? - Tadeusz Różewicz

***

A jeśli wyjdzie śmiesznie?
Ludzie pośmieją się
i koniec. Wielkość
nie boi się śmieszności.

Tadeusz Różewicz

Klucz Żurawi - Stefan Grass

Klucz Żurawi

Kto zrozumie smutek żurawi
Józef Chełmoński - Odlot żurawi - 1870
Zanim ruszą w podróż daleką?
Kto potrafi śpiewać ich treny
Gdy lecą swym tajemnym kluczem
Do dawno obiecanej ziemi
Ich wysp szczęśliwych i bezpiecznych?

Nie umiem czytać szyfrowanych
Podszeptów i gestów Charona
W jego łodzi na ciemnej rzece
Styksu, skąd widać ten świat inny,
Ląd odlatujących żurawi
Gdzie kwitną łzy i mandragora.

Znam tylko smutek zgubionego
Włóczęgi, który błędnie czytał
Gwiezdnych hieroglifów wskazówki
I teraz czeka na niczyjej
Ziemi, aż usłyszy śpiewanie
Żurawi, by z nimi odlecieć…

Wiem, że dadzą mi klucz ich lotu
Abym jak Ikar szukał słońca
I spłonął w miłości pożodze
Szukając diamentów na drodze
Do kraju, gdzie wiecznie panuje
Bezsłowna cisza i rytm serca

Stefan Grass

Leszczyny - Marian Ośniałowski

Justyna Kopania - Wschód Księżyca
Leszczyny

Spłynął miękko mrok
granatową kołdrą
Niepokoi liście z chmur kapiący blask.
Szorstki czarny świerk.
W stajni chrzęści obrok.
To noc gdy leszczyny czują trwogę gwiazd.
Już słowików nie ma. Lato jest jak sok
z nadepniętej śliwki, trwoni słodką treść.
Uszy czujnie wzniósł pies mój żółty w mrok.
Mgła znad łąk wpełza komuś w pieśń.

Marian Ośniałowski

Spotkania - Marian Ośniałowski

Edward Hopper - Automat - 1927
Spotkania

W dzień jesteśmy zupełnie sami
pod klonami, olszynami, pod akacjami.
Wiolonczeli nutą wieczór się zniżył,
ustom do ust, rękom do rąk bliżej.
Pod drzewami, pod wysokimi
ktoś chce zagrać na skrzypcach - nie umie.
Pod lipami, pod kwitnącymi
ktoś nie może kogoś zrozumieć.
W dzień jesteśmy zupełnie sami.
Słońce kwitnie, deszcze szepczą nad nami.

Marian Ośniałowski

Jeruzalem - William Blake



Jeruzalem

A czy te stopy w dawnych czasach
Znaczyły Anglii górskie drogi?
I czy Baranek Boży hasał
Po naszej Anglii łąkach błogich?
Czy Pańskie Lico rozjaśniało
Nasze spowite mgłą wyżyny?
A Jeruzalem, czy tu stało,
Gdzie Szatan sklecił swoje młyny?
Mój łuk złocisty niech przyniosą:
I moje strzały pożądania:
I moją włócznię: O niebiosa!
Mój rydwan ognia niech tu stanie.
W bitewnym niech nie padnę szale
I niech w mym ręku miecz nie zaśnie,
Aż zbudujemy Jeruzalem
Tu, na angielskiej ziemi właśnie.

William Blake
przekład Maciej Froński

Amerykańska kuzyneczka - Bohdan Zadura

Hayley Brown
Amerykańska kuzyneczka

Gdybyś pisał
na chwałę Boga
a nie swoją

miałbyś też
sukces finansowy

mówi
nie przeczytawszy
żadnego
mojego wiersza

Bohdan Zadura

Tygrys - William Blake

Tygrys

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
Czyje w tym moce? kunszty czyje?

Jakim to młotem kuł zajadle
Twój mózg, na jakim kładł kowadle
Z jakich palenisk go wyjmował
Cęgami wszechpotężny kowal?

Gdy rój gwiazd ciskał swe włócznie
Na ziemię, łzami wilżąc jutrznię,
Czy się swym dziełem Ten nie strwożył,
Kto Jagnię lecz i ciebie stworzył

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
W jakim to nieśmiertelnym oku
Śmiał wszcząć się sen, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

William Blake
tłum. Stanisław Barańczak

Chora róża - William Blake

fot. Janusz Taras
Chora róża

Różo, tyś chora:
Czerw niewidoczny,
Niesiony nocą
Przez wicher mroczny,

Znalazł łoże w szczęśliwym
Szkarłacie twego serca
I ciemną, potajemną
Miłością cię uśmierca.

William Blake
przełożył Stanisław Barańczak

piątek, 25 maja 2012

Cień Chopina - Kazimierz Przerwa-Tetmajer



Cień Chopina

Na wiejskie gaje, na kwietne sady,
na pola hen,
idzie nocami cień jego blady,
cichy, jak sen.

Słucha, jak szumią nad rzeką lasy
owite w mgły;
jak brzęczą skrzypce, jak huczą basy
z odległej wsi.

Słucha, jak szepcą drżące osiny,
malwy i bez;
i rozpłakanej słucha dziewczyny,
jej skarg, jej łez.

W wodnych wiklinach, w blasku księżyca,
w północny chłód,
rusałka patrzy nań bladolica
z przepastnych wód.

Słucha jęczących dzwonów pogrzebnych
i wielkich łkań,
i rozpłyniętych kędyś, podniebnych,
gwiazd błędnych drgań...

Słucha, jak serca w bólu się kruszą
i rwą bez sił - -
słucha wszystkiego, co jego duszą
było, gdy żył...

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Oswajanie - Aleksander Jurewicz

Oswajanie

Nie oswajaj mnie
proszę, nie oswajaj
ze sobą.
Już dzisiaj myślę
o dniu
kiedy któreś z nas
odejdzie.
Dlatego nie
oswajaj mnie.
Wystarczy,
że jesteś.

Aleksander Jurewicz

Miłość Stefanii - Anna Świrszczyńska

Miłość Stefanii

Twoja miłość zabija moją,
kochasz mnie
zbyt gwałtownie.

Po co mam się trudzić,
ty za nas oboje płaczesz po nocach
z zazdrości i tęsknoty.

Twoja miłość pięknieje,
jesteś krzakiem mistycznym w raju Dantego,
fontanną ekstatycznego płomienia,
co wystrzela z każdym dniem dzielniej
nade mnie.

W cierpieniu
rozrastasz się. A ja zanikam
jak narząd ciała,
którego się nie używa.

Zapomniałam już, co znaczy cierpieć,
będę miała niedługo
duchowe życie oseska.

Anna Świrszczyńska

Hiacynty - Dorota Kiersztejn Pakulska

Władysław Ślewiński - Czerwony hiacynt i jabłka - ok. 1905
Hiacynty

W raju
Babcia Eleonora i dziadek Maksymilian
Trzymają się za ręce
Są i są choć dawno ich nie ma

Co rok
Przez pięćdziesiąt lat
W lutym
Maksymilian dawał Eleonorze kwitnące hiacynty

Przed wojną hodował je w kryształowej oranżerii
W czasie wojny pod łóżkiem
Pod przybranym nazwiskiem
Pod strachem Boga

W cieniu zagłady
One jedne wydawały się wieczne

A ja
Jestem jak zadeptana trawa
Podnoszę się
I dziwię
Jak można być niezmiennie kochanym do śmierci

Ale to było dawno temu kiedy wszystko było niespieszne
Pachną kruche hiacynty
Oni wciąż trzymają się za ręce

Boli tylko ten czas przeszły

Dorota Kiersztejn Pakulska

Krajobraz rośnie, rozpada się - Lőrinc Szabó

Józef Gielniak
Krajobraz rośnie, rozpada się

Krajobraz rośnie, rozpada się, wali
i w noc świerszczaną wdziera się świst pary,
pąki z woalu dym rozchyla, księżyc,
kwiat srebrny, strzała wśród chmur, i już pędzi
twarz, a już druga, już nie tu, nie tam,
wir lasów kręci mną i miast, ja sam
obrazem jestem i ramą, powiewa
czterdzieści pięć lat i wszystko tam śpiewa,
ćwierka tam wszystko to, co było kiedyś
moje, pragnienie, chwila szczęścia, biedy,
nieosiągalna każda moja dal,
po każdej stracie rozpaczliwy żal,
pieniądze, miłość to wszystko, czym żyłem,
pragnienie śmierci i to, czym nie byłem,
i wyobraźnia, rozterka, zabawy,
ten chaos, który porządkuję, aby
zrozumieć siebie, sensu odkryć wątek:
ten wieczny koniec i wieczny początek.

Lőrinc Szabó
przełożył Bohdan Zadura

Wykład na Sorbonie - Josif Brodski

Wykład na Sorbonie

Studiować filozofię można, w najlepszym wypadku
po pięćdziesiątce. A konstruować model
społeczeństwa - tym bardziej. Na wstępie należy
nauczyć się ugotować zupę, usmażyć - jeśli nie złowić -
rybę, zaparzyć wyśmienitą kawę.
W przeciwnym wypadku prawa moralne
pachną ojcowskim pasem, albo po prostu przekładem
z niemieckiego. Wcześniej niż zdobywać
trzeba nauczyć się gubić,
nienawidzić siebie bardziej niż tyrana,
latami usuwać z mieszkania połowę
Marek Aureliusz
nędznych dochodów - wcześniej niż wyrokować
o triumfie sprawiedliwości. Który zresztą następuje
zawsze z opóźnieniem o co najmniej ćwierć wieku.

Studiować dzieło filozofa wypada przez pryzmat
doświadczenia, albo w okularach co na jedno wychodzi,
kiedy litery się zlewają i kiedy
naga kobieta na zmiętej pościeli znów
jest dla was fotografią, albo reprodukcją
obrazu artysty. Prawdziwa miłość
od mądrości nie domaga się wzajemności
i przeradza się nie w związek
w rodzaju wydanej w Getyndze cegły,
ale w obojętność w stosunku do samego siebie,
w rumieniec wstydu, a niekiedy w elegię.
(Gdzieś dzwoni tramwaj, oczy się kleją,
żołnierze ze śpiewem wracają z burdelu,
deszcz - to jedyne co przypomina Hegla).

Prawdą jest, że prawdy
nie ma. Co nie zwalnia od
odpowiedzialności, ale wręcz przeciwnie:
etyka, to właśnie próżnia wypełniana ludzkim
postępowaniem praktycznie stale;
tak samo -jak kto woli - kosmos.
Nawet bogowie lubią dobro nie na piękne oczy,
ale dlatego, że bez dobra by nie istnieli.
I oni z kolei zapełniają próżnię.
Być może nawet bardziej systematycznie,
niż my; na nas bowiem nie można
liczyć. Chociaż nas jest znacznie więcej,
niż kiedykolwiek było, my nie jesteśmy w Grecji:
nas gubi niski pułap chmur i jak wyżej wspomniano - deszcz.

Studiować filozofię trzeba wtedy, kiedy ona
nie jest wam potrzebna. Kiedy pomyślicie,
że krzesła w waszym salonie i Droga Mleczna
są ze sobą związane ściślej,
niż przyczyny i skutki, niż wy sami
z waszymi krewnymi. To, co mają wspólnego
gwiazdozbiory z krzesłami, to jest bezduszność i nieludzkość.
A to zbliża mocniej niż kopulacja,
czy więzy krwi. Oczywiście nie trzeba
dążyć do upodobnienia się do przedmiotów. Z drugiej strony
kiedy chorujecie nie macie obowiązku zdrowieć
i denerwować się swym wyglądem. Ale to wiedzą
ludzie po pięćdziesiątce. Właśnie dlatego oni czasem
patrząc w lustro mylą estetykę z metafizyką.

Josif Brodski
przekład Stanisław Barańczak

Exeter po latach - Josif Brodski

fot. Benoit Courti
Exeter po latach

Partia szachów na jednej ze stołowych cerat
kawiarni „Sparky's”, w południe; mój partner
to ty w postaci zjawy, a lokal to parter
względem piętra, gdzie niegdyś leżał ów materac,
siedem lat temu. Żaden w tym gambit drastyczny,
nic z tych rzeczy. Pokryta kurzem koniczynka —
wentylator w twym oknie — bez chwili spoczynku
szumi: nikt nie wyciągnął z kontaktu jej wtyczki,
choć tyle pod mostami upłynęło spermy.
Start kolejnej biografii, oceanu, wiary —
czegóż od nas wymaga? Niewinności pary
gołąbków? Wizji końca odległej jak termin
wygaśnięcia Umowy Indiańskiej? Łomotu
fal pod Salisbury, tej ich samobójczej armii?
Lub kopuły ratusza, której pierś wciąż karmi
Lux, bladego oseska w pieluszkach obłoków?

Josif Brodski
przełożył Stanisław Barańczak

Szli tedy ludzie - Bolesław Leśmian



Szli tedy ludzie

Szli tędy ludzie biedni, prości -
Bez przeznaczenia, bez przyszłości,
Widziałem ich, słyszałem ich!...

Szli niepotrzebni, nieprzytomni -
Kto ich zobaczy - ten zapomni.
Widziałem ich, słyszałem ich!...

Szli ubogiego brzegiem cienia -
I nikt nie stwierdził ich istnienia.
Widziałem ich, słyszałem ich!...

Śpiewali skargę byle jaką
I umierali jako tako...
Widziałem ich, słyszałem ich!...

Już ich nie widzę i nie słyszę -
Lubię trwającą po nich ciszę.
Widziałem ją, słyszałem ją!...

Bolesław Leśmian

Widzę szalonych - Tadeusz Różewicz

Widzę szalonych

Widzę szalonych którzy
chodzili po morzu
wierzyli do końca
i poszli na dno

teraz jeszcze przechylają
moją łódź niepewną

odtrącam te sztywne
dłonie okrutnie żywy

odtrącam rok za rokiem.

Tadeusz Różewicz

Przenikanie - Tadeusz Różewicz

Jan Theodoor Topor - Nowa generacja - 1892
Przenikanie

śmierć
przenika przez życie
jak światło
przez pajęczynę
wiszącą w drzwiach
otwartego pokoju

konający wyprowadził się
długo krzycząc szukając
wybiegów układał się

śmierć zjadała rysy
kolejnych twarzy nałożone
na kość

Tadeusz Różewicz

Modlitwa o prostytutkę - Tadeusz Borowski

Modlitwa o prostytutkę

Max Ernst - Scena uliczna, kokota w czerwieni - 1914
Dałeś mi Boże miłość we mnie
tak prosto
jak dajesz ziarno zbożom
owoce drzewom
jak dajesz rzece brzeg
a niebu horyzont,
który okrąża Ziemię
Kazałeś mi Boże
miłości we mnie rosnąć
jak każesz rosnąć ziarnu
dojrzewać drzewu
jak każesz płynąć rzece
i niebu opierać się o horyzont,
który okrąża Ziemię
jak więzienna cela
I zabrałeś Boże ode mnie miłość,
tak prosto
jak zbożom zabierasz ziarno
owoce drzewom,
niebu widnokrąg
w czasie burzy
jak każdej rzece
każesz trwać i mijać
ku twojej chwale
Błąkam się Boże
pośród ruin nocą
jak szczur
zamknięty w wielkiej celi świata
nie mam,
nie mam wiary w ciebie
nie wierzę
nawet w to co widzę
Tylko rośnie we mnie
ślepe pożądanie drzewa,
które chce wydać owoce...

Tadeusz Borowski

Jest - Anna Frajlich

Justyna Kopania
Jest

To miasto jest moje
i ja jestem jego
w kryształowym powietrzu
płyniemy wzdłuż brzegów
czy jest piękne? - to mało istotne pytanie
ważne że łodzią jest
i jest przystanią.

Anna Frajlich

Realizm - Czesław Miłosz

Anton Mauve - 1886
Realizm

Nie jest całkiem źle z nami, jeżeli możemy
Podziwiać holenderskie malarstwo. To znaczy,
Że co nam opowiadają od stu, dwustu lat,
Zbywamy wzruszeniem ramion. Choć straciliśmy
Dużo z dawnej pewności. Godzimy się,
Że te drzewa za oknem, które chyba są,
Udają tylko drzewiastość i zieleń,
I że język przegrywa z wiązkami molekuł.
A jednak to tutaj, chleb, talerz cynowy,
Półobrana cytryna, orzechy i chleb
Trwają i to tak mocno, że trudno nie wierzyć.
I zawstydzona jest abstrakcyjna sztuka,
Choć żadnej innej nie jesteśmy godni.
Więc wchodzę między tamte krajobrazy,
Pod niebo chmurne, skąd wystrzela promień
I w środku ciemnych równin jarzy się plama blasku.
Albo nad brzeg zatoki, gdzie chaty, czółna,
I na żółtawym lodzie maleńkie postacie.
To wiecznie jest, dlatego że raz było,
Przez jedną chwilę istniejąc i niknąć.
Splendor (i najzupełniej niepojęty)
Okrywa popękany mur, śmietnisko,
Podłogę karczmy, kaftany biedaków,
Miotłę i ryby skrwawione na desce.
Raduj się, dziękuj! Więc dobyłem głosu
I złączyłem się z nimi w chóralnym śpiewaniu
Pośrodku kryz, koletów, spódnic atłasowych,
Już jeden z nich, przemienionych dawno.
I wzbija się pieśń, jak dym z kadzielnicy.

Czesław Miłosz