.

.

sobota, 30 czerwca 2012

Tylko dwie rzeczy - Gottfried Benn

fot. Vance Hernandez
Tylko dwie rzeczy

Już tyle form wypróbowano:
i Ja i My i Ty,
lecz „po co?” - to jedno pytanie
wciąż rodzi cierpienie i łzy.

Pytanie dziecinne jest dosyć.
Zbyt późno dostrzegłeś ów fakt,
że ważne jest tylko, byś znosił
w logice, legendzie, rozkoszy -
swój los, zawsze mówił mu: tak.

Przeminął śnieg, morze i róże,
bo wszystko ma koniec, co trwa;
dwie rzeczy już tylko są; próżnia
i przez los naznaczone Ja.

Gottfried Benn
tłum. Tomasz Ososiński

piątek, 29 czerwca 2012

Synteza - Gottfried Benn

Zdzisław Beksiński - Pejzaż surrealistyczny
Synteza

Milcząca noc. Milczący dom.
Jam jednak z tych najcichszych gwiazd,
Ja nawet jeszcze własny blask
wypędzam w własnej nocy głąb.

Wróciłem mózgiem znów ku sobie
z jaskini, z nieba, z gnoju stajni.
To nawet, co wciąż lgnie do kobiet.
to tylko mrok onanii.

Ja toczę świat. Ja rzężę łup.
I w nagim szczęściu brodzę potem:
nie wtłoczy śmierć, nie wgnije trup
mnie, mego Ja, w ten świat z powrotem.

Gottfried Benn
przekład: Jacek St. Buras

Trzy studia na temat realizmu - Zbigniew Herbert

Trzy studia na temat realizmu

1
Ci którzy malują małe lusterka jezior
obłoki i łabędzie sceny przy strumieniu
ci którzy jak nikt potrafią oddać słodycz snu
nagie ramię pod głową otwarty liść i niebo
a jeśli już odważą się opowiadać morze
łatwo mieszczą to słowo w ustach o brzegach różowych

oni noszą nas w małych koszykach z wikliny
i składają na piersi z której piliśmy ongi
nie krzyczmy na nich że świat ich bez burzy
zwiędnie jak kwiat zerwany o zachodzie słońca
ich mała krągła ciepła rzeczywistość
jak policzek pasterza kiedy gra na flecie
oni myśleli że znajdziemy szczęście
w zacisznym sercu krajobrazu z tęczą

2
ci którzy malują wnętrza golarni
niechlujne staruszki osły i warzywa
sceny pijackie brutalnych żołdaków
wszystko to ciężkim i brązowym ugrem
a promień światła który się przedziera
między belkami okopconej izby
na stół upada na nim porzucone
soczyste żółcie omglone błękity
promień jest na to aby na nim ostrzyć
surowy pędzel zgarbionego mistrza

więc przenikają wnętrza czynszowych kamienic
i zaglądają w serce jak w mieszek srebrników
i tylko widzą ślepca który liczy perły
dziewczynę pohańbioną bitych oszukanych
ciemny płacz nisko i sznury na strychu

o jasną wodę potopów
uprasza pędzel

3
na koniec oni
autorzy płócien podzielonych na prawą stroną i lewą stronę
którzy znają tylko dwa kolory
kolor tak i kolor nie
wynalazcy prostych symbolów

otwartych dłoni i zaciśniętych pięści
śpiewu i płaczu
ptaków i pocisków
uśmiechów i szczerzenia zębów

którzy mówią
potem kiedy zamieszkamy w owocach
będziemy używali subtelnego koloru "może"
i "pod pewnym warunkiem" o perłowym połysku
ale teraz ćwiczymy dwa chóry
i na pustą scenę
pod oślepiające światło
rzucamy ciebie
z okrzykiem: wybieraj póki czas
wybieraj na co czekasz
wybieraj

I aby ci pomoc nieznacznie popychamy języczek wagi

Zbigniew Herbert

Nokturn schematyczny - Federico García Lorca

Nokturn schematyczny

Koper, żmija i półcień.
Ślad, aromat i trzcina.
Ziemia, wiatr i samotność.

O księżyc wsparta drabina.

Federico García Lorca
tłum. Irena Kuran-Bogucka

Westchnienie - Julia Hartwig

Pier Toffoletti
Westchnienie

O, jakże was kochałam, wy, rzeczy zbyteczne,
przyjaźń, miłość bez granic, poświęcenie, cnoty
spotykane tak rzadko, opłacane drogo,
i jak opłakiwałam każdą zdradę, każde
sprzeniewierzenie, każde nadużycie.

O, jakże was kochałam, rzeczy niekonieczne,
obrazy, słowa, kwiaty, urodziwe twarze,
każdą łąkę kwitnącą, zachody i świty,
o jakże was kochałam, ponad siły prawie,
i jakże mnie gniewało to, że tak zbyteczne.

Julia Hartwig

Piosenka bohaterów VII - Rafał Wojaczek

Piosenka bohaterów VII

Żadnej nie żywiąc nadziei zapłaty,
Melancholijne szczęście odnalazłszy
W zaplutym barze, gdzie nam w kufel patrzy
Śmierć, wartę przy nas odprawiając czujną,

Której my z kufla naszego zarówno
Pić pozwalamy, nie dbając o koszty,
Choć, że brakuje nam dziesięciu groszy,
Już się z nas śmieje ten naród pobożny,

Dobrze ubrany oraz odżywiony,
Który z kościoła wyszedł i na obiad
Zdążając piwem apetyt podostrza;

Więc, choć nie wierząc, że ktoś kupić zechce,
Zapisujemy ten wiersz na serwetce
Ołówkiem od kelnerki pożyczonym.

Rafał Wojaczek

Alba - Samuel Beckett

Alba

przed świtem tu będziesz
i Dante i Logos i wszystkie warstwy i misteria
i wypalony Księżyc
za białą równiną muzyki
ustalisz to wszystko przed świtem
grobowy łagodny śpiewający jedwab
nachylony ku czarnemu firmamentowi z palmy
deszcz na kwiecie bambusa wierzbowa aleja
kto jednak cię skłoni palcami współczucia
by popiół żyrować
nic nie dołoży do twej szczodrości
której piękno to prześcieradło na oczach
oświadczenie w sobie przewleczone poprzez burzę herbów
tak więc tu nie ma słońca ani odsłonięcia
ani gospodarza
tylko ja potem prześcieradło
i martwe cielsko

Samuel Beckett
przeł. Adam Komorowski

Zmierzch - Bolesław Leśmian

Witold Pruszkowski - Zmierzch
Zmierzch

Pierwsza zmierzchu fala
Spływa ponad dach.
W szybach – mrok, a z dala
Słońce się dopala
W nasturcjach i mgłach.

Mąci nam rozmowę
Pustych murów biel…
Dłonie swe różowe
Ściel pod moją głowę -
Nic nie mówiąc, ściel!

Kto swe serce zbada
W taki zmierzch jak ten?
Łza śmiertelnie blada
W snu głębinę spada,
Choć nie wierzy w sen!…

Bolesław Leśmian

Mistyczka - Sylvia Plath

Mistyczka
Alex Alemany


Powietrze, to wytwórnia haczyków -
Pytań bez odpowiedzi,
Lśniących i pijanych jak muchy,
Których pocałunek kłuje nieznośnie
W cuchnących łonach ciemności, latem pod sosnami.

Pamiętam,
Śmiertelną woń słońca w drewnianych szałasach,
Sztywność żagli i długie słone całuny.
Jeśli ujrzało się raz Boga, jak to uleczyć?
Jeśli zostało się zawładniętym,

Bez pominięcia czegokolwiek,
Nawet palca u ręki lub nogi i zużytym,
Zużytym do szczętu w pożarze słońca, w barwach
Rzucanych przez dawne katedry,
Jak to uleczyć?

Pastylką opłatka komunii,
Przechadzką nad stojącą wodą? Wspomnieniem?
Lub zbieraniem błyszczących części
Chrystusa na oczach gryzoni,
Nieśmiałych zjadaczy chleba, tych

Których nadzieje są tak nikłe, że zapewniają im spokój -
Jak grubasce w małym, czystym domku
Pod pnącym się powojem.
Czyż wielka miłość nie istnieje, tylko tkliwość?
Czyż morze

Wspomina tego, co po nim chodził?
Znaczenie wycieka z molekuł.
Kominy miasta oddychają, okno poci się.
Dzieci rzucają się w łóżeczkach.
Słońce rozkwita jak pelargonia.

Serce jeszcze nie ustało.

Sylvia Plath
tłum. Teresa Truszkowska

wtorek, 26 czerwca 2012

Astronomia - Zbigniew Herbert

Vincent Van Gogh - The Starry Night - 1889
Astronomia

Mówisz: „czekam pod gwiazdami” – jakże spotkać
pod gwiazdami wszyscy błądzą moja droga

My musimy sobie wybrać jedną gwiazdę
na tej gwieździe dom zbudować bez odjazdów

Do tej gwiazdy razem dążyć razem patrzeć
gwiazdę pewną co na ziemię już nie spadnie

Może to być Andromeda albo Syriusz
Ty tam będziesz gospodynią sama wybierz

Nieba dziwnie – moja miła – oczy mącą
Jasnych oczu wstrzymaj gwiazdę spadającą

Zbigniew Herbert

Trącimy ziemię - Zbigniew Herbert

Renata Domagalska - Wtuleni w zapomnienie
Trącimy ziemię

Z oddechów przyspieszonych
z rąk podniesionych nad głową
przystań przyjaznych mroków

Wznosimy szałas szeptów
pod nocą puszystą od gwiazd

Trącimy ziemię
wysoką wieżą
milczenia

Białymi rękami
zbudujemy noc
wysoką i czystą

W studni zapachów
na dnie czerni
rozkwita jak kwiat podwójny
jak piersi

Zbigniew Herbert

Wiersze - Tobie i tęsknota - Zbigniew Herbert

fot. Martin Marcisovsky
***

Wiersze - Tobie i tęsknota
i kochanie

Tylko jemu nie możemy
nic poradzić

Więc się plącze żal po strunach
niepoważny

- Nie mam komu kołysanek
składać

Zbigniew Herbert

Nieśmiałość - Małgorzata Hillar

Nieśmiałość

Na dźwięk
zimnego głosu
oczy
przestraszone świerszcze
chowają się
w szparach podłogi
albo w pudełeczkach
powiek

Dłonie
latają w powietrzu
jak płochliwe jemiołuszki

Wśród obcych spojrzeń
słowa
nieporadne gołe
szczeniaki

I żadne antybiotyki
tylko ciepły klimat
głosu miękkiego
jak żółty puch
małych kurcząt

Małgorzata Hillar

Znów widzę twoje powolne usta - Giuseppe Ungaretti

Rafał Olbiński
***

Znów widzę twoje powolne usta
Nocą morze wychodzi im naprzeciw
Nogi twych koni
W agonii zapadają się
W moje ramiona śpiewające
Widzę sen znów przynosi
Nowe kwitnienie i nowych umarłych

Zła samotność
Którą każdy kochający w sobie odkrywa
Jak grób rozległy
Oddziela mnie na zawsze od ciebie

Kochana w dalekich utopiona lustrach.

Giuseppe Ungaretti
przekład Zbigniew Herbert

Coraz więcej pustki - Marianna Bocian

* * *

coraz więcej pustki w pustych choć przytomnych
wygwizdanych przez milczenie tych co milczą zacięcie
Jan Lebenstein - Kobieta w oknie - 1956
w 72 językach Babel z gębami bandytów ulicznych
wśród mgły gdzie gaz dusi do łez (wzruszenia)
wiem że to niczego nie dowodzi. Grypsuje wzorem schizofrenii
kto nie ma siły kochać temu potrzebna jest władza!
kto nie chce stwarzać chce zżerać życie drugiego w korycie!
to jeszcze dalej dzielony włos na czworo ale nie przyszliśmy tu tylko
odpocząć wśród dymiących żarciem koryt. Świat przez koryta dymi
jak para z otwartych trzewi. Więc nie przyszliśmy tu tylko odpocząć!
Przestań udawać pracę zacznij żyć pracą! Na co nie szkoda mi sił?
Na życie i na umieranie!
być może kiedyś faktycznie ześlą nas
na odpoczynek z gwiazdami w oczach i strugą posoki chlustającej
z nozdrzy tak jak się zsyła byka do rzeźni na szynkę befsztyk
i konserwy

patrzę na ziemię której piękno aż boli
patrzę na kolebiący się glob na stada
nic odstąpiono od zbrodni od tortur
zmienił się tylko system wymiany zbrodni
nie zmienili się zabijający i zabijani
coraz więcej pustki w pustych
tylko gdzie ci pełni z pełnią
jeśli
bezowocnie śni nam się słowo z ksiąg
wymarłych zwierząt myślących - człowiek

pomyślałam - uczono że celem człowieka
jest bezgraniczna miłość — fanatyzm serca
z którego się nie leczę na inną wiarę

niewspółczesne ze mnie bydle i oporne
nie idę za stadnym pędem do żłobu
odyniec

Marianna Bocian

A lubią jeszcze powikłaną zgrają - Bolesław Leśmian

A lubią jeszcze powikłaną zgrają...

A lubią jeszcze powikłaną zgrają
Spłoszyć się nagle o samej północy
Albo udawać, że tylko udają
Uległość niebu i hołd swej niemocy...
I lubią szukać wskroś nieba opary,
I nie znajdować błękitnej przyczyny
Narodzin, którym słoneczne zegary
Nie dały jednej, śmiertelnej godziny.
Lubią się jeszcze nie skarżyć, nie żalić
Na kwiatów wonność, na słońca uduszność
I na ten ogień, co nie chce ich spalić,
I na istnienia całego niesłuszność!

A potem na wznak kłaść się na niebiosy,
Splatać ramiona i rozplatać włosy.

Bolesław Leśmian

Chopin - Jarosław Iwaszkiewicz



Chopin

Nachylony nad ziemią, schowany w krzak bzu,
Słucha jak śpiewa słowik, jak dziewczyna nuci,
Zbiera z listka bzowego, krople zimnej rosy,
By ją na ziemię zrzucić, gdy ziemię porzuci –

W salonie osłabiony ręce jak łabędzie
Opuszcza na klawisze, jak Bojan Igora,
I zdziwione damy bledną niby kwiaty,
A ich mężowie mówią: ta muzyka chora

I dusząc się o sercu myśli: by umarłe
Wróciło w tamte strony, gdzie burza za burzą
Niszczy drzewa, katedry, serca, poematy.
I wróciło to serce, i płonie – niby wieczór róża

Jarosław Iwaszkiewicz

Skośny deszczyk w połowie czerwca - Jarosław Marek Rymkiewicz

Skośny deszczyk w połowie czerwca

Od rana deszczyk pada skośnie
Na białe kwiatki (to jaśminy)
Na bluszcz co tam przy płocie rośnie
Na te kosmiczne wydzieliny

Na kocie uszy i ogony
Mokre są nawet wąsy kocie
Mokną niecierpki mojej żony
Nawet zamokły dziury w płocie

Kosmiczna piana z rynny ciecze
Jak wybuch kosmicznego gniewu
Mokną kwitnące żółto mlecze
I to nastraja mnie do śpiewu

Ja widzę w płocie wielką dziurę
O tam w istnienia samym środku
Coś przez nią wchodzi - szarobure
Podejdź tu do mnie miły kotku

Jarosław Marek Rymkiewicz

Ugryź się w język - Stanisław Barańczak

Julien Chaves
Ugryź się w język

Nie pluj od razu wszystkim, co ci myśl
na język przyniesie; zanim otworzysz usta,
przełknij tę gorzką ślinę, zanim co powiesz, trzy razy
się zastanów nad losem a) posady, b)
posad świata, c) wszystkich
posadzonych; bity w twarz pięścią
pieśni masowej, ugryź się czym prędzej w język,
tak, mocno, jeszcze mocniej, nie rozwieraj szczęk,
zaciśnij zęby, nie bój się, najwyżej
język ci spuchnie tak korzystnie, że
nie będziesz mógł już wybełkotać ani słowa
i bez żadnych problemów uzyskasz czasowe
zwolnienie z prawdy; a jeśli poczujesz
na podniebieniu słony smak, nie przejmuj się:
ten czerwony atrament gniewu i tak nie przejdzie ci przez usta.

Stanisław Barańczak

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Zaprosić Szekspira do burdelu - Krzysztof Karasek

Zaprosić Szekspira do burdelu

Był cieniem swojego cienia.
Ten drugi stał niedaleko
i dyktował pismo.
Henri de Toulouse-Lautrec
Jeśli nawet był Marlowe'em
- w co należy wątpić, ten ostatni
nie mógł napisać, żyjąc po śmierci
we Włoszech,
że Padwa leży w Lombardii
a Czechy nad morzem,
Delfy są rosyjską wyspą
a mieszkańcy Efezu mówią o Ameryce -

jeśli nawet, to

nie ta sama ręka myślała
i pisała, nie ta sama
trzymała pióro
i nóż.
Tak więc bez znaczenia jest
czy był nim sam autor
czy ten drugi
stojący na skraju cienia,
kryjący twarz w połach płaszcza.

Wymyślił czas bez istnienia czasu.
Nadchodzi koniec świata
a oni wciąż poprawiają zegarki
na ręku. Ten sam dzień
a oni wciąż zmieniają czas w nocy.
Zamiast przeszukiwać dno rzeki
przeszukują umysł
oczyszczając go ze słów
i znajdują na jego dnie jedno słowo,
tylko jedno słowo.
A jedno słowo to już cisza.

A on tam stoi i mówi:
Pamiętaj żeś synem ciemnej gwiazdy, Ziemi.

Krzysztof Karasek

niedziela, 24 czerwca 2012

Palec na ustach - Tadeusz Różewicz

Antonio Canova - Magdalena
Palec na ustach

usta prawdy
są zamknięte
palec na wargach
mówi nam
że przyszedł czas

na milczenie

nikt nie odpowie
na pytanie
co to jest prawda

ten co wiedział
ten co był prawdą
odszedł

Tadeusz Różewicz

Każda miłość to miejsce zupełnie osobne - Janusz St. Pasierb

Jarosław Jaśnikowski - Źródło
* * *

każda miłość to miejsce zupełnie osobne
pokój ulica miasto lub kontynent
osobne niebo pora roku chwila
światło w liściach na ukos i odcień powietrza

to miejsce gdzie czeka dokąd ciągle idzie
miejsce skąd przychodzą dokąd spieszą listy
oddzielone od siebie i wyjęte z świata
który był wcześniej który później będzie

którego nie wytrzymasz taki będzie zwykły

Janusz St. Pasierb

Horoskop - Helena Raszka

Mariusz Lewandowski -Drzewo Życia
Horoskop

Ważony w kościach nieśmiertelny osad,
pulsem mierzony wieczny krwiobieg,
góry snu roślinnego
przetrząsane
zwierzęcym głodem.
Zwłoki katedry przysłaniające
ołtarze łowców wyryte w skale
na pył wieżowców roztratowane
pastwiska ziemi powypasane.
Krzepnący w rzecz ludzki horoskop,
ślad wolnych gestów
skuty słowem.
Patrzę,
jak myśl
- śmiertelny anioł -
na horyzoncie ciemno płonie.

Helena Raszka

Zamyślenia - VI - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Edward Munch - Madonna - 1894-95
Zamyślenia - VI

Czasem gdy marzę w późną noc, z oddali
Muzyka jakaś cicha ku mnie płynie,
Nieziemska jakaś, dziwna i mistyczna,
Kędyś w bezkresu poczęta głębinie.

I zdaje mi się, żem ją niegdyś słyszał,
Gdzieś przed wiekami, wśród głuchych przestrzeni —
Dziwne wspomnienia błądzą w mojej duszy
Dziwne mgławice ledwo widnych cieni.

I jakieś widzę, jakby w mgłach pamięci
Zgubione światła, podobne do sennych
Gwiazd, co mdlejąco majaczą w pomroczu,
W czas zadumanych wieczorów jesiennych.

I myśl ma wpływa, cicha, zadumana,
W jakąś głąb pustą, milczącą, tajemną —
I zdaje mi się że tajny Duch świata
W mistycznych echach mówi wówczas ze mną.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Zamyślenia - XVII - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Francisn Bacon - Ukrzyżowanie
Zamyślenia - XVII

Czasem zda mi się, że to wszystko sen,
przestrzeń mej myśli i cały świat ten,
ziemia i błękit, i światła w błękicie,
i bóstw idea władających skrycie.

Snem mi się zdaje Chrystusowy cień,
snem noc zwątpienia, snem nadziei dzień,
snem zło i dobro, snem śmierć i tworzenie,
snem byt, snem nawet własne me istnienie.

A kędyś ocknąć się mam z tego snu,
gdzie? kiedy?.. Nie wiem, li wiem, że nie tu;
a tak się ocknąć mam, jak dziecko po śnie
strasznym, co przez łzy śmieje się radośnie.

Gdzie? kiedy?... nie wiem ni wiem, co jest tam,
kędy się ocknąć ze snu życia mam...
Zda mi się - - jasność wielka, nieprzejrzana,
w jasności jedność w jedno z nią współzlana.

Ach! gdybyż nigdy nie rzucała mnie
z myśli najlepsza, że ja tylko śnię,
że cała nędza życia jest zwodniczym
widzeniem tylko, że wszystko jest niczym...

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Zamyślenia - XVIII - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Zdzisław Beksiński
Zamyślenia - XVIII

Dla kogo my żyjemy? Te żałoby,
cierpienia nasze i smutki dla kogo?
Dla kogo głuche, zimne, ciasne groby,
zionące ku nam ohydą i trwogą?

Czy - może ciebie, słońce na błękicie,
czy was, wy gwiazdy z oczyma złotemi,
cieszy to nędzne nieskończone życie,
to zło bezbrzeżne, władnące na ziemi?

I żadne słowo nic mi nie tłomaczy,
i nie pojmuję nic na drodze mylnej,
prócz rezygnacji martwej lub rozpaczy
tym okropniejszej, że do dna bezsilnej!

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Zamyślenia - XXIII - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Zamyślenia - XXIII

Jest dal nieznana w umyśle człowieka,
ale granicę ma uświadomienie,
i spod harpunu pojęcia ucieka
niejedno próżno chwytane wrażenie.

Wieluż zagadek, tajni by nie było,
gdybyśmy mogli odczuć to świadomie,
co zmysły nasze, zbyt subtelną siłą
dla pojęć naszych, wchłaniają kryjomie.

I te odczucia, o które się kruszy
wiedza, jak pocisk o kamienne mury,
są tylko z tajną siłą naszej duszy
rozmową tajnych dla nas sił natury.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Korale - Tadeusz Gajcy

Korale

Pokrusz wątłe gałązki,
w których się wikłasz -

Z pejzażu małego jak okno
świergotem karmiąc dwie wąskie
stopy gołębie
wyjdzie starzec barwny jak witraż.

W brodzie wysnutej z wilgotnej głębi
ociekającej puszystym brzaskiem
przyniesie trzepot ruchliwy
ważek nadrzecznych i aster.

U warg zdziwionych i miękkich
zawiśnie dziecinny szczebiot,
kiedy ze ścieżek zaczerpie
oczu odjętych drzewom;

kiedy z powietrza dłonią omszałą
zerwie tę chwilę, w której się wikłasz,
usłyszysz znowu: za oknem gałąź
szumi mozolnie jak morska muszla.

- I będzie dłużej i będzie smutniej -
Starzec jak płatek z łatwej bibułki
sfrunie z pejzażu pod westchnieniem szybkim
i żal okrągło fioletem sukni
spłynie po rękach wiotszych od wiklin.
I sny wiązane na senną nić
będą opadać ku skroniom prędkim -
iść - żal,
żal iść -
Senne są stopy giętkie jak pręty,
przebyć nie mogą szeptu gałęzi - - -
źle iść,
żal.

Zamknij pejzaż jak okno ruchem uśpionej ręki,
do szeptu nachyl się czule - tak poznasz tę chwilę soczystą
i rozerwiesz korali sznurek, i odnajdziesz się w własnym uśmiechu
podwojona przez sen jak przez lustro.
Lecz się nie zjawi barwny starzec,
by zerwać dłonią omszałą
jeszcze raz, tę chwilę, w której się wikłasz.
Zostaw szumiącą gałąź
- najważniejsze dopiero się zdarzy -

pogubiły się korale lub zmieniły w witraż.

Tadeusz Gajcy

Czy wiesz co to tęsknota? - Andrzej Babiński

Jarek Kubicki
* * *

Czy wiesz co to tęsknota?
Nawoływany ptak krzyczy
Chmary ptaków krzyczące upośledzają
Ja krocząc zwracam wzrok ptakom
to imię swoje znać, to kupić zegarek na rękę
to znać swój chód kroków
to wziąć łabędzia na ręce jak to czyni woda,
która niesie go w ramionach
to cofnąć czas złamany, tęsknota złamanymi
skrzydłami ubóstwa
wulkan wód drga łabędziem
jak Hamlet co z zakłamania widowni opuszcza ręce
Zasłania oczy, Hamlet jest ślepcem
to mieć siebie w porównaniach
to przeżyć wszystkie wykopaliska
(przeżycia są wykopaliskami)
i z nich wynieść talizman ten co na szyi
to jeszcze iść naprzód
to to, że wszystkim naraz mówisz na ty i że ty
niedotykalny
pozwolisz się dotykać
i to chwila kiedy noc się rozwidnia...

Andrzej Babiński

Jestem zmęczony - Jonasz Kofta

Jestem zmęczony

Śnię, usycha we mnie wiara
Instynkt ludzkości nieomylny
Tyle słów niepotrzebnych naraz
Złości i trwogi zgiełk bezsilny
Chcę uciec, wiem, to brzmi naiwnie
Chcę uciec choćby na pustynię
Jesteś zmęczony?
To minie...

Czy ktoś zatrzyma młyny słowa
Nim w proch ostatnią prawdę zmielą
Bełkot i zbrodnia, król, królowa
Władzą nad nami się podzielą
Pogodzi nas niepogodzonych
Słońce, gdy pierwszy raz nie wzejdzie
Jesteś zmęczony?
Tak, to przejdzie...

Czasu już nie ma, nie ma na nic
Myśl ginie ogłuszona gwarem
Głupota tuczy się słowami
Wystarczy mane, tekel, fares

Czy świat jest łodzią dla szalonych
Rozbitków, co ratunkiem gardzą
Jesteś zmęczony?
Bardzo...

Jonasz Kofta

Lato - Kazimiera Iłłakowiczówna

Lato

Rowy poziomkowe, ukwiecone rowy,
zapach błotny, miodny, zapach malinowy,
żuczki, muszki, puszki, słomki,
olbrzymie ukryte poziomki.
Warczą głośniej, głębiej, słabiej
na dnie dźwięczne głosy żabie.
Coś kwitnie biało, obficie.
Trochę wyżej, dalej, w życie,
ozywa się coś, wabi, wabi,
coś szeleści - jak w atłasie,
mówi słowa - jakby ptasie,
kroki stawia - jakieś inne,
nie człowiecze, nie dziecinne...
niby że się tam, we zbożu,
do snu nie może ułożyć...
Niby, że się tam nie mieści!...
Wabi, świergocze, szeleści...
A jesienią - wzięto zboże,
Nic nie było na ugorze.

Kazimiera Iłłakowiczówna

Trzy sny - W. H. Auden

Trzy sny

I
Jak cicho, konie nasze
W cień uszły, matki nasze
Za wędrownymi swymi śpieszą ogrodami.

Kuliki w morenowych kotlinach
Wieszczą koniec czasu
Zgubę paradoksu.

Lecz stęsknione westchnienia się wznoszą
Z nędznych sfer chciwości
Które nie mogą starczyć same sobie.

A piegowata sierota puszczając
Kaczki i kaczory do stawu
Nie szuka już kamieni

I pragnie być okrętem
Lub Lugalzaggisi, krzykliwym
Tyranem z Erechu i Ummy.

II
Poruszają się światła
Na kopułach wzgórz
Gdzie mali mnisi
Powstają w ciemności.

Choć wulkany dzikie
Burkoczą przez sen
Na zielony świat
Wewnątrz swych klasztorów

Siedzą i tłumaczą
Wizję na żargon
Wulgarny
Warownych miast,

Gdzie panny młode
Przez wielkie drzwi nadchodzą
A kości grabieżców
Zwisają z szubienic.

III

Do przodu się chyląc
Z surowymi twarzami
Sapią pielgrzymi
Stromo idąc pod górę
W ogromnych kapeluszach.

Ja krzycząc biegnę
W przeciwną stronę,
Radosny, nieczysty
Z otwartą koszulą
I z brzękiem gitary.

W. H. Auden
przełożył Leszek Elektorowicz

Francis Bacon czyli Diego Velázquez na fotelu dentystycznym - Tadeusz Różewicz

Francis Bacon - Ukrzyżowanie III
Francis Bacon czyli Diego Velázquez
na fotelu dentystycznym

(fragmenty)


Bacon osiągnął transformację
ukrzyżowanej osoby
w wiszące martwe mięso
wstał od stolika i powiedział cicho
tak oczywiście jesteśmy mięsem
jesteśmy potencjalną padliną
[...]
Rembrandt Velázquez
no tak oni wierzyli w zmartwychwstanie
ciała oni się modlili przed malowaniem
a my gramy
sztuka współczesna stała się grą
od czasów Picassa wszyscy gramy
lepiej gorzej
[...]
czy widziałeś rysunek Dűrera
dłonie złożone do modlitwy
oczywiście pili jedli mordowali
gwałcili i torturowali
ale wierzyli w ciała zmartwychwstanie
w żywot wieczny

Tadeusz Różewicz

Stary poeta - Tadeusz Różewicz

Witold Pruszkowski - Zmierzch - ok. 1881
Stary poeta

siada na ławce
zdejmuje okulary
zamyka oczy

przeciera okulary
otwiera gazetę rozgląda się po świecie
składa gazetę wstaje

traci równowagę
podpiera się laską
czyta napisy
na oparciu ławki
idzie mówi do siebie

rozmawia z umarłymi
poetami

podchodzą do niego
dwie kobiety
pytają czy czyta biblię
czy wierzy w piekło
koniec świata na ziemi

uśmiecha się kiwa głową
na stare lata woli
rozmawiać z ludźmi
którzy milczą

odchodzi
siada na ławce
patrzy na chmury

wtedy przelatuje
kruk
przeciąga czarnym piórem
po jego ustach
zamyka je
i odlatuje

Tadeusz Różewicz

Ówdzie - Marcin Świetlicki

Vincent van Gogh - Para butów
Ówdzie

Z białymi wiąże mi się wiele przykrych historii,
innych ras nie spotykam, mieszkam w raczej białym
kraju, przyjezdni nie mają znaczenia.

Miałem wyłącznie białe kobiety, białych pracodawców,
to się zawsze kończyło tak samo - z mniejszym albo większym
hukiem, tak samo zawsze zaczynało się:

nerw piekła wystający
z asfaltu.

Był wypadek, ja ocalałem, teraz żyję ówdzie.

Marcin Świetlicki

Ofelia - Jalu Kurek

Ofelia
Arthur Hughes - Ophelia - 1863/64

Jest wielki wiatr, który włosy me ku tobie ciągnie
Hamlecie, książę. Nie mogę płakać. Jestem jak chorągiew.

Ktoś mnie uchwycił w ręce i długo mną trzepotał.
Kto szumiał? Czy ty? czy moja tęsknota?

Naprawdę nie mogę płakać. Muszę szumieć, o książę.
Słyszysz, jak pięknie szumi las moich pachnących wstążek?

Źle jest być chorągwią i źle jest łopotać na zimnie.
Czemu się smucisz, książę? Przy mnie jest miłość i Dania jest przy mnie.

Nie bój się. Nie ośmielę się rękę twą całować.
Jak woń dojrzałych jabłek pachnie noc wrześniowa.

A ty jesteś smutny jak noc. O, każ, panie,
niechaj powioną mną na wschód dworzanie.

Będę drgała jak ptak z bólu i z miłości.
Aż wstanie i przyjdzie świt. On mnie pomści.

Oto na drzewcu drgam, rosnę i czuję na wietrze,
jak idzie ku mnie ten, co mnie przeszyje mieczem.

Jak misa jestem pełna ciebie i pragnąca,
od cyfr sławniejszy, piękniejszy od słońca,

Hamlecie, książę Danii, wspaniały kochanku!
Jakie chorągwie z tobą porównam i jaką słodycz ranków?

Jak do lamp dojrzałych do oczu mych głowę schylisz,
w rytmicznym łopocie Danii upoi cię Wergili.

Ktoś mnie chwyta za drzewce jak świecę płonącą w lesie.
Kim jesteś ty, który mnie niesiesz i gdzie mnie niesiesz?

Czuję wodę. Gzie jesteś? Płonię się. Jestem blada.
Rozwiń mnie ostrożnie. Jest zimno i deszcz na mnie pada.

Jalu Kurek

Koniec wieków - Tomasz Różycki

Koniec wieków

Ach, mówię wam, tyle znaków, tyle cudów,
w każdej chwili: mgła rano, mgła wieczorem
i całe miasto w kałuży. Zardzewiała
furtka zostawia wzór na dłoni, o świcie gawrony

czeszą siwą trawę. Na wszelki wypadek nie
wysyłam listów, nie dopalam papierosów, liczę
kreski w lustrze, ręce chowam za siebie. Za oknem
pociąg zwalnia na spotkanie deszczu. Zgubiłem

dowód i nie roszczę praw. Co to wszystko może
znaczyć, powiedzcie mi, próbowałem z nim o tym
porozmawiać, nocą jest taniej, ale zajęte,
zajęte. Rano otwieram drzwi, otwieram gazetę,

otwieram oczy, ani słowa. O, mówię wam, ile
znaków, ile pustych miejsc

Tomasz Różycki

czwartek, 21 czerwca 2012

Łeb róży - Jan Wołek



Łeb róży

W głębokim cieniu, w szeptów toni,
W tych knajpkach gdzie się z fusów wróży,
Podawał jej zamkniętą w dłoni
Pod blatem stołu główkę róży.
Nie różę, ale główkę samą,
Płonący pąk co parzył dłonie,
Jakby ogrodów przyszłych anons
I niby żartem mówił do niej:
Łeb róży

Musiałem róży urwać łeb,
Niech go nie nosi zbyt wysoko.
By nas omijał spojrzeń lep,
Złe oko.

Albowiem tak im się zdarzyło,
Że pośród codzienności zgrzytu
Zapadli na spóźnioną miłość,
Z tych co nie mają prawa bytu.
I chociaż była jak aksamit,
Nosiła w sobie śmierci znamię.
Choć odmawiały pod stołami
Łebki od róży swój różaniec.

Bo trzeba róży urwać łeb,
Niech go nie nosi zbyt wysoko.
By nas omijał spojrzeń lep,
Złe oko.

Lecz już wiedzieli, że to chwila,
Że się nad nimi niebo chmurzy.
Bo w tym rozumu było tyle,
Ile się mieści w łebku róży.
W końcu w banalnej kawiarence
Padło banalnie, ale dzielne:
Wybacz Kochany, nigdy więcej.
Ta róża to są same ciernie.

Więc trzeba róży urwać łeb,
Niech się z nim nie pcha gdzieś do nieba.
Wbrew sobie, sercom naszym wbrew,
Bo tak trzeba...

Jan Wołek

Ogień, ogień - Adam Zagajewski

Ogień, ogień

Ogień Kartezjusza, ogień Pascala,
popiół iskra.
W nocy płonie niewidzialne ognisko,
ogień, który paląc się nie niszczy
tylko tworzy, jakby chciał oddać
w jednej chwili to, co zabrały
płomienie na różnych kontynentach,
bibliotekę w Aleksandrii, wiarę
Rzymian i lęk małej dziewczynki
z Nowej Zelandii.
Ogień jak armie
Mongołów pustoszy i pali drewniane
i kamienne miasta, a potem wznosi
lekkie domy i niewidoczne pałace,
nakazuje Kartezjuszowi
obalić filozofię i zbudować nową,
przemienia się w krzew gorejący,
budzi Pascala, uderza w dzwony
i topi je z nadmiaru gorliwości.
Czy widzieliście, jak on czyta
książki? Kartkę po kartce, powoli,
jak ktoś, kto dopiero nauczył się
sylabizować.
Ogień, ogień, wieczny
ogień Heraklita, chciwy posłaniec,
chłopiec o czarnych od jagód ustach.

Adam Zagajewski

Starszemu bratu - Adam Zagajewski

Starszemu bratu

Z jakim spokojem idziemy
przez dni i miesiące,
jak cicho śpiewamy czarną kołysankę,
jak łatwo wilki porywają naszych braci,
jak lekko oddycha śmierć,
jak szybko
płyną okręty
w tętnicach.

Adam Zagajewski

Muszelka - Ewa Sonnenberg

Muszelka

Mówiłeś: teraz tylko deszcz umie płakać

Jakbyś zapomniał o dziewczynie która płakała każdym milimetrem ciała
Przeglądając się w okaleczonym pięknie łzami zawstydzała grozę niebezpieczeństwa

Ukrywałeś przerażenie w chłodzie stóp i biegłeś wcielając się w kaskaderstwo odwagi

Jakbyś nie zauważył że ta dziewczyna całując twoje stopy całowała swoje rany
Otwierały się drzwi do pokoju gdzie śmierć śmiała się z samej siebie

W palcach hodowałeś delikatność z wyczuciem uczyłeś ją przypływów i odpływów

Jakbyś nie dostrzegł że ta dziewczyna mieszkała na dnie oceanu
Nie umiała mówić bo zamiast języka w jej ustach błyszczała perła

Za każdym razem budziłeś się w kimś innym

Jakbyś tańczył na jednym promieniu słońca nie rozumiejąc że ta dziewczyna
Ona na rękach przynosiła światło

Układałeś jakiś wers nieistniejącego w kosmosie wiersza

Jakbyś nie potrafił odczuć że ta dziewczyna znała język gwiazd
Gdy patrzyła na ciebie w jej spojrzeniu była podpowiedź jednej z nich

I były w tobie niezliczone życiorysy z których próbowałeś wybrać ten właściwy

Jakbyś bał się przyznać że ta dziewczyna jest jedna jedyna we wszechświecie
Lustrzane odbicia w ciałach obcych ci ludzi dotyczyły tego czego się obawiałeś

I milczałeś bo chciałeś zapomnieć imię tej dziewczyny

Jakbyś nie wiedział że
Ta dziewczyna nie ma imienia

Ewa Sonnenberg

Witaj smutku - Eugeniusz Kurzawa

Witaj smutku

to zwierzę udomowiło się
już dawno
nachodzi nas niespodziewanie
osnuwa swym czarem
jest w domu częściej
i coraz bardziej
jest
jakby już nie było
gdzie indziej
miejsca
to łagodna obecność
nie narzucająca się cicha
jak pajęczyna jak pielgrzym
jak włosy które idą zawsze
gdziekolwiek

Eugeniusz Kurzawa

Mój posępny kunszt, mój wiersz - Dylan Thomas

Mój posępny kunszt, mój wiersz

Spełniony w spokojnej nocy,
Gdy tylko księżyc w ciemności
Burzy się, a kochankowie
Leżą w łóżku ze smutkami w ramionach
Trudząc w śpiewnym świetle oczy
Tworzę nie gwoli handlowi
Lub dla pysznych spojrzeń sponad
Scen z słoniowej kości,
Lecz dla zapłaty najprostszej
Ich najtajemniejszych serc.

Nie tym, co w wyniosłą śmierć
Z psalmem i słowikiem kroczą,
Ani tym, co są w hardości
Obcy księżyca buntowi,
Zapisuję pył wodny tych stronic,
Lecz kochankom, ich ramionom
Naokół smutków stuleci,
Tym, którzy się nie zatroszczą
O zapłatę za mój wiersz.

Dylan Thomas
przełożył Stanisław Barańczak

Ale my, przyjacielu, przychodzimy za późno (Chleb i Wino) - Friedrich Hölderlin

fot. Eric Zelinski
Chleb i Wino
(fragment)

7
Ale my, przyjacielu, przychodzimy za późno.
Bogowie niby wciąż żyją, ale gdzie indziej: tam, w górze;
Działają w innym świecie i tak nas chcą oszczędzić,
Że zgoła nie zważają, czy w ogóle żyjemy.
Nieczęsto kruche naczynie zdolne jest ich pomieścić;
Człowiek tylko chwilami znosi pełnię boskości,
A resztę życia śni o niej. Niemniej błądzenie, jak sen,
Pomaga; noc i niedola hartuje nas i wzmacnia,
Nim w tej kolebce ze spiżu dorosną bohaterowie
O sercach, co siłą, jak dawniej, dorównają Niebianom.
Gdy przyjdą, będzie grzmiało. Tymczasem jednak dość często
Myślę, że lepiej już spać, niż żyć tak w osamotnieniu
I wiecznie czekać; i nie wiem, co robić ani co mówić,
I w ogóle na co komu w tym marnym czasie poeci?
Lecz mówisz, że są to jakby — kapłani boga wina,
Którzy w tę świętą Noc wędrują z kraju do kraju.

Friedrich Hölderlin
w przekładzie Antoniego Libery

Będzie żył w jasności - Tadeusz Różewicz

Będzie żył w jasności
(fragment z "Gałązki oliwnej")
Gustav Klimt - Pocałunek - 1908

A jak nam się urodzi ten chłopiec
to mu powiem
że ten świat jest dobry i piękny
nauczę go słów
które są dla nas takie dziwaczne
jak nerineje turitelle amonity
opowiem mu o miłości nadziei
i braterstwie

opowiem mu o Mahatmie człowieku
który został wniebowzięty
jako kosmyk wonnego dymu
o naszych tkaczach górnikach
i drobnych urzędnikach
którzy budowali dom
wbrew ciemności
błyskającej złotymi kłami
wbrew burzy która pożerała
ściany i fundamenty tak
że poeci zaczynali budowę
"od dymu z komina"

a jak nam się urodzi
ten chłopiec to mu powiem:
tu jest światło tu ciemność
tu jest prawda tu fałsz
tu strona lewa tu prawa

I będzie żył w jasności.

Tadeusz Różewicz

Witraż - Jerzy Ficowski

Witraż

Na stare lata mam widoki na przeszłość
bezpiecznie ominęły śpieszne pory lat
wrosły w okno witrażem

tam matko, ojcze, wszystko po staremu
i już żaden wiatr
nie zerwie nam ptaków z gałęzi

Jerzy Ficowski

Na tej czereśni czerwień - Stanisław Barańczak

***

Na tej czereśni czerwień, na jej krwawe włókna
kładą się oto w oczach mięśnie ćwiartowanym
pasmem, smugi bandaży rozwinięte, na nich
wyschnięte sieci ran, już gęstniejące w płótna

gobelinów utkanych grubym zmartwychwstaniem
purpury w nadpalonych policzkami kłótniach,
ostrzach, pogoniach, ciętych nitkach tego sukna,
gdzie strumyk krwi jak w żyłach rdzawych liści zanikł

i splątał się; w czerwieni, w tych włóknach mięsistych
za cichą kartką skóry wrą wyrwane trawy
w płonącej plątaninie, rosną w oczach iskry

ruchu i słychać szkarłat ścieranych bezprawi
w tych gałkach żyłkowanych, kiedy patrzą, bliskie,
na tej czereśni czerwień, na jej włókna krwawe.

Stanisław Barańczak

Nie stąd - Samuel Beckett

nie stąd

tam i z powrotem w cieniu z wewnętrznego do zewnętrznego cienia

z nieprzeniknionego siebie do nieprzeniknionego nie-siebie
drogą nie stąd

jak między dwoma schronieniami gdzie pali się światło
lecz drzwi zamykają się cicho, gdy tylko się do nich zbliżyć
a gdy się tylko oddalić, znów cicho się uchylają

kuszony raz przez to, raz przez tamto, i oddalany z niczym

nie poznając drogi, zaślepiony jednym
to znowu drugim blaskiem

i tylko odgłos niesłyszalnych kroków

aż wreszcie stop, na zawsze
na zawsze poza sobą i tamtym

i wtedy nic nie słychać

i wtedy łagodnie niegasnące światło na to nie poznane
nie stąd

niewysławialny dom

Samuel Beckett
przekład Antoni Libera

Downs - Samuel Beckett

downs

letnie dni w downs
idą złączeni rękami
ktoś kto kocha i drugi
ten który jest kochany
i wieczorem wracają
fot. Steve Hanks (fragment)
do szałasu
i noc

nie myślą
idą beztrosko
w słońcu złączeni rękami
ktoś kto kocha i drugi
ten który jest kochany
i beztrosko wracają
do szałasu
i noc

idą złączeni rękami
aż skraj przepaści
i brzeg
i tam spoglądają w dół
wpatrują się w pianę
nie dalej
w pianę
w pianę i brzeg

nie mówią
idą w milczeniu
w słońcu
złączeni rękami
aż brzeg
i w milczeniu wracają
do szałasu
i noc

na moście
noc zimowa
wiatr
śnieg
tam teraz patrzy w dół
wpatruje się w strumień spieniony
czarny spieniony strumień
rwący naprzód co sił

nie myśli
wpatruje się w strumień
nic nie znaczący w dole
spieniony rwący co sił
noc zimowa
wiatr
śnieg
i nic co by miało znaczenie

piana i śnieg
jaśnieją
w świetle
latarni z nabrzeża
jaśnieją
ledwo widnieją
piana
piana i śnieg

Samuel Beckett
przekład Antoni Libera

W moim niebie będą moje psy - Dorota Chróścielewska

***

W moim niebie będą moje psy
puch akacji
cierpka jarzębina
i łoziny przez które mnie niósł
on
którego już dziś nie wspominam

Gwiazdy będą na wyciągnięcie ręki
I po Wenus nie będę się wspinać
Co pamiętam dziś – tam zapomnę
Zapomniane – tam będę wspominać

Dorota Chróścielewska

Kontynuacja - Giennadij Ajgi

Carrie Vielle
Kontynuacja

a życia mrok wciąż w duszy podobieństwa
mnoży
ofiary słabsze migotanie
i trzeba czasu: aby znowu drgnęła
dusza która odeszła

może w pamięci miejsca dawnych cierpień
i innym porządku odnajdują życie
i trwa wysiłek: oczyszczą cię bóle
tej samej wciąż - ofiary

i tak - jakby walczyła do tej pory
przeistoczeniem męki (cała we krwi)
aż to dziecinne czyste i dziewicze
w tobie - zapłacze

Giennadij Ajgi
przekład Wiktor Woroszylski

Astronomia - Krzysztof Kamil Baczyński

Astronomia

Stojąc pod niebem bez góry i dołu
tętnię dojrzały do wielkości gwiazd.
Własnych zaklęć ogromne koło
krążę po niebie płynącym w czas.
W sklepieniu cichym jak śmierć słowików
nagle porywa mosiężny cyklon
i tylko ludzie zostają - podobni
rozdartym nad śmiercią cyrklom.
A tu dzwonią światy obojętne,
maczek gwiazd zamieniony w kosmos,
rosną groźnie światy obojętne,
przybliżone planety rosną.
Oto droga bez góry i dołu.
Kto widział nieba zamknięty strop?
Oto przestrzeń trójkątów i punktów,
linie dłoni przedłużone w głąb.
Wtedy w sen pierwotniejszy od planet
płyną masy coraz dalszych kół.
O, rozrąbać cień meteorów ciosem
snu jak toporem: na pół!

Krzysztof Kamil Baczyński

Dryfowanie - Tomasz Różycki

Dryfowanie
Jacek Yerka

Nocne pociągi, Polska. Papieros skręcony
z postrzępionej ciemności wolno się rozżarza.
Jak. Błędny. Ognik. Oto na jaw wyprowadza
z miękkiego ciała duszę i bardzo powoli

każe jej tańczyć. Gdzieś tu. Gdzieś tam. To boli
troszkę. To zawsze boli tak za pierwszym razem.
Więc jest nic, nic ma kolor, nic sprawuje władzę
nad fizyką, to boli. Będziemy się bronić

dymem i ogniem, będziemy się wywoływać
i mnożyć, zjawiać, być tak mocno, żeby widać
było z kosmosu. Ognik. Będziemy dryfować,
bo straciliśmy kontakt z bazą, z ziemią,

a z czasem także z czasem. Polska. Nocny pociąg
jedzie z miasta A do B. Oblicz opóźnienie.

Tomasz Różycki