.

.

niedziela, 29 lipca 2012

Chmury umazane - Grzegorz Tomczak



Chmury umazane

Chmury umazane,
chmury granatowe,
chmurowatość światu
która z was wypowie.
Który wiatr rozwieje
myśli zaplątanie
i ukoi,
uspokoi
serce skołatane.
Wadzić się nie będę
z Bogiem i z chmurami,
i z pokorą przyjmę
burzę z piorunami.
Niech uderzą razem,
aż zadudni ziemia,
kiedy ciebie,
kiedy ciebie,
kiedy ciebie nie ma

Może mnie usłyszą
drzewa skaleczone,
zaszeleszczą liściem
w litość odmienione
i przekażą łąkom
poprzez czarne pola,
że do ciebie,
że do ciebie,
że do ciebie wołam.

Grzegorz Tomczak

Miłość na odległość, miłość do głębi - Pavel Bunčák

Miłość na odległość, miłość do głębi

Zliczyć te wszystkie noce
Te wszystkie dni
Korzenie oblazłe białymi mrówkami
Taki kwiat zamiast róży
Z łodygą drzewa zamiast róży
Rozciętą jak nieoczekiwana rozłąka
Ja wazon
Bądź moja
Sepio co barwisz ten bezbarwny podmuch
Ponieważ dal jest nieznana
Dal to zasypianie
Będziemy wracać sami do siebie

Tam w głębi
Gdzie się spotykają wszystkie ścieżki
W węźle długich palców miłości
Jest mój dom
Ma przymknięte oczy
Żeby słońce widzieć różowo
To nie płatki z niego opadają
To tylko lata
Korzenie nocy korzenie kobiet
Splatacie się w smutek
Z waszej przędzy nosi się ubranie
Żeby ludzie nie mogli się widzieć
Żeby ludzie nie mogli się poznać

Bądź mój
Ogrodzenie z fontanną śmiechu
Nauczyciel śpiewu jaskółek
Kołysze się na długich stopniach ruin
Bądź moją
Sławna nocy
Bądź mój
Sławny śnie
Bądź moją
Wiosno schowana w głębi ziemi

Wolno nam
Spotykać się bez granic
Spotykać się do głębi
Wyznaczać sobie schadzki na słońcu
Całować się ustami każdej z gwiazd.

Pavel Bunčák
przełożył Marian Grześczak

Szczęśliwi którzy u końca drogi - Józef Baran

Andre Kohn
Szczęśliwi którzy u końca drogi
Czesławowi Miłoszowi i Wisławie Szymborskiej
niektórym zdało się
że ukradli księżyc z gwiazdami
a to były tyko lodowe okruszki spadającego meteoru

gorejące drogocennie skarby
stygną w czasie i przestrzeni
nie myśląc o tym dźwigamy
worki wyładowane gruzem
choć sezam świata złoto świecił

czasie który zmieniasz
przeinaczasz?

szczęśliwi
którzy u końca drogi
mogą rozwinąć węzełki losu
nie narażając się na śmiech oglądających
i milczącą drwinę kosmosu

Józef Baran

Do ciebie o mnie - Julian Przyboś

Do ciebie o mnie

Zapatrzony, że samymi rzęsami
zmiótłbym śnieg z twojej ścieżki,
chwytam w zachwyt ruch twój - i gubię:

Krokiem tak zalotnie lekkim,
jakbyś wiodła ptaszka na promieniu,
szłaś przede mną - przed sobą, przed wszystkim!
Poderwany spod nóg przez wróble
twój cień w krzewie się zazielenił,
pojaśniał w drobne listki.

I zniknęłaś - w swoim śpiewie. Zamilkliśmy.

Ale odtąd zasłuchany, gdy pytam o mnie,
od rośliny do słowa
każdy pąk się wyraża kwieciście;
kwiat rozkwita naglej, ogromniej
we wszechkwiat.
(Gałąź wiśniowa
przewinęła się do kwiatów od liści zwinniej,
niż wiewiórka zdążyłaby się domyślić.)

Julian Przyboś

Zapalałem światło gasiłem światło - Artur Międzyrzecki

Zapalałem światło gasiłem światło

Zapalałem światło gasiłem światło
Rozbierałem się ubierałem wychodziłem
Zapalałem silnik rzucałem palenie
Wracałem do palenia gasiłem silnik
Wracałem do siebie przewracałem się z boku na bok
Nie dosypiałem przesypiałem nie gap się
Nie garb się padnij powstań
Zapalałem światło zasuwałem zasłony
Pakowałem się przebierałem wyjeżdżałem
Przyjeżdżałem rozsuwałem zasłony gasiłem światło
Brałem proszki nasenne nastawiałem zegarek
Odstawiałem proszki liczyłem do stu
Nie doliczałem się wracałem do liczenia
Zapalałem papierosa zapalałem światło
Otwierałem gazetę natura się zbiesiła zamykałem oczy
Jednych gwiazd już nie było drugich jeszcze nie było

Artur Międzyrzecki

Miłość - Gottfried Benn

Venus Anadyomene - Paul Manship - 1924
Miłość

Miłość — nad pocałunkami
spojrzenia gwiezdnych wart,
Eros w dali morzami
szumi, noc szumi i wiatr,
na brzeg wstępując, na scenę,
zanim zabraknie słów,
Venus Anadiomene
z muszli wyłania się znów.

Miłość — w szlochaniu chwilka
pośród wieczności ścian,
księżyców zgasi kilka,
wielu nie zada ran,
wierzysz, że na Araracie
ląduje arka twa,
i płyniesz ku zatracie
oceanem bez dna.

Miłości — wracasz świadectwem
do tego, co je dał,
korowód prowadzisz miejscem,
przez które wicher wiał.
Odmiana — godziny biegaj,
pospołu z płomieniem krąż,
na przemian z drżeniem drugiego
oddajesz i bierzesz wciąż.

Gottfried Benn
przełożył Jerzy Litwiniuk

Nenufary - Zofia Szydzik

Claude Monet - Japoński mostek w Giverny - 1900
Nenufary

Na wodzie archipelagi wysp nenufarów,
taflę indygo liźniesz żółtocieniem, różem;
o zachodzie błękity czerwienią podpalisz
pędzlem, kilka maźnięć, plam, smug i wydłużeń.

W ulubionym motywie wciąż ścigasz się z cieniem,
co kroczy z porą dnia - magia twoich obrazów
- nostalgia, cisza, zdaje się płócienne omdlenie,
przełożony mostek w romantycznym wyrazie.

Barwy impresji zmieniasz zgodnie z porą roku,
turmalinom rzucisz akcent rubinu i wnet,
blade błękity ciemnieją w wieczoru mrokach.
Ja, stoję na mostku w Giverny - wciąż taki sam,
...Panie Monet.

Zofia Szydzik

Kwitnie mak - Agnieszka Osiecka

Kwitnie mak na znak, że lato

Idę z tobą w noc popielatą.
Słów nam brak, bo tak szczęśliwie
szepcą ptaki gadatliwe, że to znów pogoda
i w zagrodach kwitnie mak.

A dzień, co dzień, odmierza coraz krótszy szlak,
a noc - co noc trwa dłużej niżby pragnął polny mak.
Ta noc - mój miły, chce znów nieba nam przychylić,
ale o tym nie wie, że ty w niebie nie chcesz być...

A dzień, co dzień przemierza coraz krótszy szlak,
a noc, co noc trwa dłużej niżby pragnął polny mak.
Słów brak, bo tak bezradnie milczą raki w rzece na dnie,
chociaż znów pogoda i w zagrodach kwitnie mak.

Więcej w makach jesieni, któż nas, miły, odmienił,
czy to ptaki są winne, czy ten mak?

Agnieszka Osiecka

Idą błękitne, ciche, zamyślone - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Idą błękitne, ciche, zamyślone

Idą błękitne, ciche, zamyślone
przez sfer milczące skrysztalone tonie,
lotne jak blaski, powiewne jak wonie,
idą błękitne, ciche, zamyślone -

idą błękitne, ciche, zamyślone,
gdy śnieg w miesięcznym seledynie płonie
i góry błyszczą w szafirów oponie,
idą błękitne, ciche, zamyślone...

idą błękitne, ciche, zamyślone,
jak przez wikliny ponadbrzeżne wiotkie
światła słoneczne z wody, jasne, słodkie,

jak z dali fletów dwa dźwięki pastusze:
ku sobie nasze rozkochane dusze
idą błękitne, ciche, zamyślone.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Wymyślę dla ciebie różę - Louis Aragon

Wymyślę dla ciebie różę

Dla ciebie która jesteś różą nie do opisania
Przynajmniej słowami z modlitewnika twoich procesji
Różą którą ukazać mogą słowa obce róży
Podobnie jak wyrywający się krzyk oznacza cierpienie
Gwiazdy pożądań nad otchłanią miłość
Wymyślę dla ciebie różę z palców uwielbienia
Tworzących nawę krzyżujących się i obnażonych
Wymyślę dla ciebie różę z portyku
Kochanków których jedynym łóżkiem są ich ramiona

Różę w sercu kamiennych umarłych konających bez spowiednika
Różę rolnika rozerwanego przez minę na własnym polu
Karmazynowy zapach znalezionego listu
Gdzie nic się do mnie nie odnosi ani miłosne napomknienie ani zniewaga
Spotkanie na które nikt się nie zjawił
Wojsko w ucieczce podczas gwałtownego wiatru
Kroki matki przed więzieniem
Śpiew mężczyzny w godzinę sjesty pod oliwkami

Walkę kogutów w kraju mgły
Różę żołnierza oddalonego od kraju

Wymyślę dla ciebie moją różę tyle róż
Ile jest diamentowych błysków w morskiej wodzie
Tyle róż ile wieków wiruje w pyle nieba
Ile marzeń krąży w umyśle dziecka

Ile świateł pomieścić może jedna łza

Louis Aragon
przeł. Artur Międzyrzecki

Dove sta amore - Lawrence Ferlinghetti

Dove sta amore

Dove sta amore
Gdzie spoczywa miłość
Tu spoczywa miłość
Miłość synogarlicy
W lirycznej radości
Słuchaj pieśni wzgórz
Miłosnej pieśni pragnień
Cichej pieśni równin
Zbyt słodkiej pieśni cierpienia
W pasażach ciemności
Dove sta amore
Tu spoczywa miłość
Miłość synogarlicy
Dove sta amore
Tu spoczywa miłość

Lawrence Ferlinghetti
przełożyła Teresa Truszkowska

Quietness - Rumi

Quietness [spokój, spokojność]

Wewnątrz tej nowej miłości wygaśnij
Twoja droga rozpoczyna się po drugiej stronie.
Stań się niebem.
Rozbij młotem więzienny mur.
Wymknij się.
Wyjdź jak ktoś, kto nagle się narodził wewnątrz koloru.
Zrób to teraz.
Jesteś zasłonięty gęstą chmurą.
Przesuń się na tamtą stronę.
Wygaśnij.
I bądź cichy.
Spokój jest najpewniejszą oznaką, że wygasłeś.
Twoje stare życie będące zagorzałym pędem przyszło z milczenia.

Księżyc w pełni.
Wschodzi teraz bezgłośnie.

Rumi
tł. Nuria Zacharewicz

Miłość - Rumi

Miłość

Miłość
mistrz brawurowej jazdy a nie logicznego uzasadnienia
Uzasadnienie szuka korzyści

Miłość
nie daje się zbić z tropu
przychodzi na silnych samozjadających się nogach
zainteresowanie sobą umiera

Miłość
ryzykuje wszystko nie prosi o nic
przegrywa boskie dary w kasynie

Bez przyczyny Bóg obdarzył cię życiem
bez powodu oddaj je z powrotem
Przegrywanie siebie przekracza wszystkie religie
Religia szuka łaski i przychylności
Ale Ci
którzy zgrywają się w kasynie życia
są ulubieńcami Boga
ponieważ ani nie wystawiają Pana na próbę
ani nie pukają w drzwi zysków i strat

Rumi
tł. Janusz Wielobób

Mogłem być z tobą… - Zygmunt Krasiński

Mogłem być z tobą…

Mogłem być z tobą na ziemi szczęśliwy,
Mogłem uwierzyć, że tu czasem wiosna,
Spływając z niebios na śmiertelne niwy,
Bywa, jak w niebie, świeża i radosna.

Lecz teraz konam w próżniach ducha mego,
Teraz sam jestem wśród nieskończonego
Okręgu cieniów - i stróża anioła
Śpiew, co mnie dawniej obwiewał dokoła,
Choć dotąd jeszcze gdzieś w górze ulata,
Zda mi się ginąć na kończynach świata.

Niegdyś świat duchów zdawał się otworem
Stać duszy mojej i zstępować ku mnie;
Wśród cieniów nocą, wśród zmierzchów wieczorem
Z braćmi na chmurach witałem się dumnie,

Wlepiałem oczy w jasne ich źrenice.
Tam błękitniała spokojność wieczności,
I, zagubiony w tchnieniach ich miłości,
Kładłem me dłonie w ich rąk błyskawice,

Aż, ogniem zewsząd i światłem oblany,
Rąk nieśmiertelnych spalony uściskiem,
Znów opadałem na podniebne łany
Z sercem szczęśliwem, bo skonania bliskiem.

Zygmunt Krasiński

Może usłyszysz wołanie o pomoc - Ryszard Krynicki



Może usłyszysz wołanie o pomoc

Może odnajdziesz w wyludnionym domu
bukiecik włosów na ściętej pościeli
i białą jabłoń kwitnącego szronu
Może usłyszysz wołanie o pomoc
Może usłyszysz wołanie o pomoc

Okrutne piękno żelaznego świata
oświecać będzie naszych snów podziemia
ziemia zapłonie jak zamierzchła lampa
i nasze ciała będzie w tła przemieniać
Może usłyszysz wołanie o pomoc
Może usłyszysz wołanie o pomoc

Łagodne piętno współczesnego świata
osłaniać będzie nasze jasne czoła
do starej Ziemi wciąż będziemy wracać
jeżeli nawet tylko cisza nas zawoła
Może usłyszysz wołanie o pomoc
Może usłyszysz wołanie o pomoc

O kruche światlo przemiennego świata
o ziemio, nasze wspólne ciężkie serce
Jeżeli nawet zabłądzimy w gwiazdach
to tylko twoje serce nas uśmierci
Może zdążymy ci jeszcze dopomóc
może zdążymy ci jeszcze dopomóc

I w dobijaniu śmiertelnie raniony
do gwiazd, o których żywi nie słyszeli
I w ocaleniu kruchej łzy z ogromu
Może zdążymy ci jeszcze dopomóc
może zdążymy ci jeszcze dopomóc
może zdążymy ci jeszcze dopomóc

Ryszard Krynicki

sobota, 28 lipca 2012

Ten srebrzysty świat... - Jaan Kaplinski

Morgan Weistling
***

Ten srebrzysty świat po tamtej stronie lustra
spoglądający na ciebie twymi oczyma
z nieważkiej ciszy twego podobieństwa
na twoje próby raz jeszcze uchwycić nieuchwytne
dosięgnąć tajemnicy skrzydeł i śnieżynek
pojąć jak z próżni mogą powstać cząsteczki
myśli i motyle budować się zamki powietrzne
hipotezy i teorie - czyżby nie tam między prawym i lewym
między tym i owym czymś i niczym ciszą i dźwiękiem
nie pozostało otwartych zapomnianych przez twórcę drzwi
tam skąd być może jeszcze powrócisz
do swojej rodziny do pierwotnej pustki do pierwotnych mórz
do ryb i ziemnowodnych pełzających i wdrapujących się
do niebywałych snów w pierwotnym milczeniu
do nienarodzonych myśli nienapisanych wierszy

Jaan Kaplinski
przekład Anatol Roitman

Jest tak wielu Platonów - Robert Bly

Jest tak wielu Platonów

Wojtek Siudmak - Pegaz
Gołąb żałobny upiera się, że jest tylko jeden poranek.
Paznokieć pozostaje wierny swojej pierwszej blaszce.
Zachrypnięta wrona krzyczy do tysiąca planet.

Słońce zachodzi poprzez getta chmur.
Jeden jest Płonący Umysł, a tak wielu Platonów.
Gwiazda Poranna wstaje ponad trzepot skrzydeł.

Do tych, którzy tworzą muzykę i piszą wiersze,
Mówię: naszym zadaniem jest stać się wilgotnym językiem,
Który subtelnymi ideami wślizguje się w świat.

Możliwe, że urodziliśmy się zbyt blisko ziemniaczanych worków.
I jak ziemniaki mamy wiele zamkniętych oczu.
Ranka na udzie wypiera wszystkie nieba.

Jest o wiele więcej planet, niż ich kiedykolwiek odkryto.
Wstają i ponownie zachodzą. Ludzie mówią,
Że malarstwo jest dzbanem pełnym niewidzialności.

Robercie, kilka obrazów w tym wierszu jest prawdziwych.
Jest on chyba tak samo dobry jak ten, który każdy mógłby stworzyć,
Kto mieszka wciąż w starej gospodzie pożądania.

Robert Bly
tłum. Ryszard Mierzejewski

Potykałem się - Grzegorz Walczak

Louis-François Roubiliac - Händel - 1738
Potykałem się

Przemierzyłem starą Europę,
przetrawiłem księgi opasłe,
z coraz mniejszym zdumieniem
oglądałem wschody i zachody
tej pyzatej kuli,
potykałem się o Najwyższego,
Jego oko trójkątne
chciałem złowić,
by się dowiedzieć,
po co się trudziłem.
A kiedym już dotknął
nabłonka ucha wewnętrznego
ogłuchłego Bacha
i wydawało mi się, że tylko
muzyka miała sens, bo nic
nie nazywała,
zrozumiałem,
że nie trzeba rozumieć.

Grzegorz Walczak

Nocna inwokacja - Marian Piechal

Elżbieta Mozyro
Nocna inwokacja

Odstąp mnie, czarny przyjacielu,
przynęty twoje wszystkie na nic —
dla żądz i pragnień moich wielu
nie ma już żadnych granic.

Cóż z tego, że na mojej drodze
kamienie polne zmienisz w chleby,
gdy inny, głód mnie pali srodze
i inne mam potrzeby.

Cóż mi imperia i obszary,
cóż ziemskie władztwa i monarchie,
gdy inne wagi znam i miary
i inne znam hierarchie.

Za cóż mi laur, co skroń oplata,
gdy mnie owiewa wśród ogromu
tchnienie przedwieczne, co przelata
od gwiazdy do atomu.

Gąbkę podaje mi cykuty
anioł nie Światła, lecz Ciemności,
gdy do skał grzechów mych przykuty
pragnę Nieskończoności.

Sól ziemska w żyłach moich płynie,
nurt zdarzeń dzieje swoje toczy,
ale pod spodem na głębinie
nie twoje widzę oczy.

Więc odstąp, czarny przyjacielu,
na nic zasadzki wszystkie twoje:
wśród niebezpieczeństw groźnych wielu
na wyspie łaski stoję.

Marian Piechal

Zagubieni w pędzącym życiu - Zbigniew Barteczka

fot. Juan Genoves
Zagubieni w pędzącym życiu

Zagubieni w pędzącym życiu
Odnajdujemy czasem wspomnienia
Odarci z godności cicho umykamy
W światy odległe niedostępne
Wirtualne metafizyczne wzloty

W niepamięci szarym koszu
Pozostały ciepłe iskierki sensu

Zbigniew Barteczka

Podróż cisz - Paul Éluard

Joanna Sierko-Filipowska
Podróż cisz

Od moich dłoni ku twoim oczom

I we włosach twoich
Gdzie dziewczęta z łoziny
Opierają się plecami o słońce
Poruszają wargami
I pozwalają czterolistnemu cieniowi
Zająć swe serce ciepłe od snu

Paul Éluard
przekład Zbigniew Bieńkowski

Ciężkie walizki - Hans Magnus Enzensberger

Lucia Coghetto
Ciężkie walizki

Skąd się wzięły te wszystkie walizki na podwórzu,
do kogo należą? Kto je tutaj przytaszczył,
odstawił, pozostawił, poukładał jedną na drugiej,
kto o nich zapomniał? Staromodne walizki
obdrapane, spękane,
obwiązane sznurkami.
Chociaż skóra jest jeszcze dobra, niegdyś
pewnie aż lśniła, a połamany zamek
błyszczał się złoto na wystawie.

Co mają znaczyć te wszystkie walizki na naszym podwórzu?
Cóż to jest, w środku? Owe skarpetki, owe peruki,
ów pamiętnik, ten w poduszeczce do igieł ukryty diament –
żeby mi nikt się nie ważył dotykać tych rzeczy!
Tu nie ma co liczyć na znaleźne.
Spody uchwytów są giętkie.
Tak wiele rąk, przez które przeszły.
Tutaj nikogo. Tylko walizki.

Hans Magnus Enzensberger
przełożył Ryszard Krynicki

Francjo - Jules Supervielle

Francjo
Paryż - Łuk Triumfalny - Marsylianka


Lękam się, że twe imię róży, Francjo moja,
z wierszy mych się wyrywa ku otwartym brzegom
jak ptak, co lotem szuka w zamkniętym pokoju
czaru nieba żywego.

Zawsze groźny niepokój przejmuje mnie dreszczem
przed wymówieniem ciebie, o imię miłości,
tak samo noc odwleka zdławienie jasności
i zawisa nad ziemią rozedrganym zmierzchem.

Lecz niekiedy znęcony czułym upojeniem
pod tajemniczym tchnieniem oszukańczej mocy
czuję się przesiąknięty ojczyzny imieniem,
jak pociąg sanitarny krwawiący wśród nocy.

Potem pojmując nagle ogrom mego błędu,
powiadam, że tym tylko wargi bez bluźnierstwa
imieniem twoim kwitną i nigdy nie więdną,
którzy mrą broniąc twego świętego jestestwa.

Jules Supervielle
przełożył Zbigniew Bieńkowski

Uchwycić - Jules Supervielle

Uchwycić

Uchwycić wieczór, jabłko, z marmuru boginię,
uchwycić cień i ścianę i ulicy linię.
Chwycić nogę kobiecą, kark w włosów zamieci.
Potem ręce rozewrzeć. Ileż ptaków leci!
Ileż ptaków znów staje się ulicy linią,
Cieniem, ścianą, wieczorem, jabłkiem i boginią.

Jules Supervielle
przełożył K. A. Jaworski

Pełne morze - Jules Supervielle

Pełne morze

Między ptakami, między księżycami,
co przebywają w głębokościach morza
i które tylko odgadywać można
po wściekłej pianie, co powierzchnię plami;
między tym ślepym oceanu znakiem
i dawnym szlakiem podwodnym okrętu
a ryb bezmyślnym tłumem wielorakim,
które kierują tędy dróg swych skręty,
topielec szuka piosnki, którą składał
w dni swych młodzieńczych lotów i zapałów,
słucha na próżno małży i ukwiałów
i z nimi w głębię ciemności zapada.

Jules Supervielle
przełożył K. A. Jaworski

piątek, 27 lipca 2012

Nocne widowisko - Paul Verlaine

Nocne widowisko

Noc. Deszcz. W oddali mglisty kształt wyryty
w deszczowym niebie — stare miasto szczyty
zębatych wieżyc i dachów przemyca
głuche pustkowie. Na nim szubienica
z trupami, które tańczą wciąż chaconnę,
gdy kruki dziobią ciała ich bezbronne,
a wilki szarpią ich przegniłe pięty.
Gdzieniegdzie rośnie krzak cierniowy zgięty,
albo na czarnym bezbrzeżu ulewy
bodą kolcami chmury ostrokrzewy —
i orszak: trzej więźniowie, a straż piesza
nad nimi dwieście halabard zawiesza,
kojarząc w mroku wilgotnym złowieszczo
żelaza pik z żelazną siecią deszczu.

Paul Verlaine
przełożył Włodzimierz Słobodnik

Wezwanie - Tadeusz Gajcy

Wezwanie

Już noc lub dzień jak wody ziarno
wydzielasz mi z uśmiechem patrząc,
gdy ciała mego smutny barok
zawile trwa pod Twoją gwiazdą.

Nie świecisz we mnie i nie śpiewasz,
mym ustom ogień zamiast kwiatu,
a dłoni ostrze dajesz teraz
jak obiecałeś sen i światło.

Prowadzisz mnie, czy tylko stoję
jak stoi drzewo pod przelotem
czystego nieba, albo płomień
nad krajem niebu niepodobnym?

Przemawiasz do mnie czy szyderczy
pociskiem godzisz, by zakrakał
nad nierozumnym moim sercem
jak kiedyś liść lufo jak fujarka?

Zstępujesz Ty czy ja wyrastam
ponad swój głos i niemy pejzaż
i czyja dłoń ma kształt żelaza
i czyje słowo jest jak z serca?

Nie powiesz mi, a ja nie zgadnę,
ni jagnię Tobie, ani pasterz
i tylko nad milczeniem naszym
to samo słońce chmury kładzie.

Tadeusz Gajcy

Kołysanka uzbecka - Włodzimierz Słobodnik

Kołysanka uzbecka

Uśnij, mały, zaśnij, mały.
Ojciec twój na wojnie,
A noc niesie dzban na głowie:
Księżyc.

Śpij! Osiołek ryczy w dali,
Noc zawiewa chłodem,
Ale masz dwadzieścia kołder!
Uśnij.

Matka chyli się nad tobą.
Jak nad złotem skąpiec,
świecą gwiazdy. To słowicze
Nuty.

W piecu róże ognia płoną,
By ci było ciepło,
Lecz nie chwytaj róż tych, synku —
Parzą!

Ja upiekłam - ci placuszek
Z najsrebrzystszej mąki,
Abyś nie był głodny, synku.
Zaśnij.

Jak wielbłądy, moje słowa
Cię kołyszą.
Sen to podróż. Uśnij, synku.
Dojedziemy!

Świt otworzy bramę złotą
Memu dziecku.
Uśnij. Wróci ojciec z wojny
Cały.

Włodzimierz Słobodnik

Mój szlak - Sergiusz Jesienin

Mój szlak

Życie ustala się.
Mieszkaniec dawnej wioski,
wspominam czule to,
co mieści chat jej treść.
Ach, wiersze me,
niech o mnie wasze głoski
przekażą wieść.

Wieśniaczej izby mrok.
Dziegciowa woń do pował.
Ołtarzyk stary.
Oliwnej lampki blask.
Jak dobrze to,
żem dziś zachował
bogactwo tych dziecięcych łask.

Biel za oknami,
stos zamieci śnieżnej.
Mam dziewięć lat.
Babunia, tapczan, kot...
I babki taka smutna pieśń
jak step bezbrzeżny.
Staruszka żegna się
wpatrzona w płatków lot.

Za oknem zamieć.
To się gonią
tańczące, rzekłbyś, trupy w taki czas
Cesarstwo wtedy
zmagało się z Japonią
i wszystkim w oczach drżał
dalekich krzyży las.

Nie znałem wówczas
spraw ponurych Rosji
i nie wiedziałem,
skąd ten wojny czad.
Riazańskich smugi pól,
trud chłopów, śpiewny głos ich,
gdy siali zboże swe —
to wtedy był mój świat.

Pamiętam tylko to,
że chłopi wciąż szemrali,
diabłami klęli,
że Bóg i że car.
Lecz tylko im się
uśmiechały dale
i cytrynowej
naszej zorzy czar.

I wtedy właśnie
rymowi-m nie uszedł.
Od wiru uczuć
kotłował się mózg.
I rzekłem tak:
wypluszczę w słowach duszę,
gdym poznał tej świerzbiączki mus.

Za mgłą was widzę dziś,
o lata wy umarłe.
Pamiętam, dziad mi
z smutkiem kiedyś rzekł:
„To wszystko brednie
lecz gdy się uparłeś —
o życie pisz
i sław kobyli bieg."

I już do muzy
zapał rósł skrzydlaty
i w ciszy płynął
tajnych marzeń rój,
że będę kiedyś
sławny i bogaty
i że w Riazani wtedy
stanie pomnik mój.

Szesnasty rok,
już kocham się po uszy
i słodko marzę:
oto lata mkną
i tę najlepszą z wszystkich dziewczyn muszę
poślubić, choćby nie wiem co.
Za rokiem rok.

Zmieniają się oblicza —
i promień inny
na nie padł.
Marzyciel wiejski
tam w stolicy
poetą, sławnym jest od lat.

W pisarskiej nudy
pochwycony sploty
po różnych stronach
włóczyłem się tam,
nie pragnąc spotkań,
nie wierząc w tęsknotę
i mając cały świat za kłam.

Wtedy-m zrozumiał,
co to znaczy Ruś,
i zrozumiałem, co to sława.
Tęsknocie-m próżno
wołał: puść!
i gorzką stała mi się strawą.

Po diabła każdy
mnie poetą zwie!
I tak bez tego śmiecia dosyć.
I choćbym zdechnął,
tylko. . .
nie,
pomnika mi nie trzeba wznosić.

Car... Ucisk... Rosja
Smutku twarz....
I pobłażliwa wielkopańskość.
Więc cóż!
Gdy tak, to, Moskwo, masz
me rozpaczliwe chuligaństwo.

Zobaczym —
kogo kto pokona!
I oto w wierszach mych
ochoczo
po lśniących zgrai tej
salonach
kobyła już chlusnęła moczem.

Co, nie podoba się?
No, racja —
wolicie l'Origan,
mimozy...
Lecz wszak ten chleb,
co go tak ćpacie,
myśmy go tego... też
nawozem....

Znów minął szereg lat,
a w latach tych coś było,
co nie da się
prostymi słowy rzec:
roboczy powstał lud
z majestatyczną siłą
i carat przed nim musiał lec.

Wytarłszy kątów
obczyzny niemało,
witałem znów
rodzinny dom.
Zielonokosa,
w sukieneczce białej
spogląda brzózka w stawu dno.

Ależ to brzózka!
Pierś jej zachwyt budzi,
bo takich piersi
nie ma z kobiet nikt.
Wracają z pól zbryzgani słońcem
ludzie
i w kłębach kurzu wóz
z pszenicą znikł.

Nie poznał żaden z nich.
Ot — ktoś tam nowy.
Lecz oto mija
baba jakaś mnie.
I nagła myśl
uderza mi do głowy
i plecy dreszcz ku ziemi gnie. Ach, czyżby tak?

To ona... nie poznała?
Więc niech tam, cóż
nie zbije wieść jej z nóg...
I tak beze mnie
wszak ma trosk niemało —-
nie darmo ust
boleśnie zwisa łuk.

W wieczorny czas
zsunąwszy czapki daszek,
aby nie zdradzić,
co ukrywa wzrok,
popatrzeć chodzę
na te stepy nasze
i słuchać,
co mi szepce mrok.
Cóż począć,
minął maj mych lat!

Czas wielki zabrać się
do pracy,
by w owoc dojrzał duszy kwiat,
by śpiewać już inaczej.
I niechaj inna, nowa wieś
napełni nową
znów mnie siłą,
jak przedtem
sławę chciała nieść
rosyjska swojska mi kobyła.

Sergiusz Jesienin
tłum. Kazimierz Andrzej Jaworski

Zostaw mi podziemie, labirynt - Pablo Neruda

Rudolf Hausner - Labirynt - 1991
* * *

Zostaw mi podziemie, labirynt,
gdzie bym odszedł później, kiedy bez oczu,
bez dotyku, w próżni
zechcę stać się znów bądź niemym kamieniem,
bądź ręka cienia.

Wiem, ty nie możesz, i nikt, i nic,
przyznać mi tego miejsca, tej drogi,
ale co zrobić z moimi biednymi namiętnościami
jeżeli nie przydawały mi się na powierzchni
widocznego życia
i jeżeli ja nie staram się przeżyć
w metalicznej i śpiącej porze,
w płomiennych początkach.

Pablo Neruda
przełożył Jan Zych

czwartek, 26 lipca 2012

Koniec święta - fragment XII - Pablo Neruda

Koniec święta - fragment XII - z tomu Cantos Ceremoniales

Biała piana. W marcu na Isla patrzę
jak pracuje fala za falą, jak biel się rozłamuje
i ocean przelewa przez brzegi niesytego wilgoci pucharu
i wciąż to samo niebo przecinają
dostojnym długim lotem skrzydlaci kapłani
i zjawia się kolor żółty,
zjawia się barwa miesiąca, rośnie broda
nadmorskiej jesieni
i ja nazywam się Pablo,
jak dotąd jestem wciąż ten sam,
mam w sobie miłość i zwątpienie,
mam długi,
mam ocean ogromny wraz z robotnikami,
co w ruch wprawiają fale,
mam w sobie tyle niepogody, że odwiedzam
narody nienarodzone,
przychodzę od morza i jego krain,
znam
języki ościste,
zęby srogiej ryby,
dreszcz przestrzeni,
krew koralu, milczącą
noc wieloryba,
albowiem wędrowałem od ziemi do ziemi,
przez ujścia rzek, przez obszary nie do pokonania,
i zawsze powracałem, nieukojony:
cóż mógłbym powiedzieć bez moich korzeni?

Pablo Neruda
przełożyła Krystyna Rodowska

Koniec święta - fragment VIII - Pablo Neruda

Chile - Przylądek Horn
Koniec święta
(fragment VIII z tomu Cantos Ceremoniales)

Koniec święta... To jest czas wody,
przepływają podziemne rzeki Chile
i przedzierają się w czyste podłoże wulkanu,
przez kwarc i złoto, sprowadzając ciszę.
Wielkie i święte wody, o których zaledwie słyszał człowiek.
Mówi się „morze”, mówi się „Przylądek Horn”,
lecz to jest królestwo niesplamione ludźmi,
gatunkiem, który tutaj nie przeniósł swych sklepów,
swych kopalni, motorów, nie zatknął sztandarów;
swobodna jest tutaj woda, otrząsa się sama,
porusza sama i obmywa, myje,
myje kamienie, piasek, narzędzia i rany,
nie spełnia się w postaci krwawego ognia,
nie zamienia się w proch strzelniczy ani w popiół.

Pablo Neruda
przełożyła Krystyna Rodowska

Tristesse - Gottfried Benn



Tristesse

Cienie się snują nie tylko w ogrodach,
na łąkach pełnych asfodeli kładą,
snują się pod nogami i w pieszczocie,
w której nawiedza cię sen, całują po twarzy.

Czym zatem ciało – co z róż jest i z cierni,
czym pierś – czyż nie jest fałdą z aksamitu,
i czym są włosy, ramiona, ukryte
zagłębienia, płomienne spojrzenie zachwytu:

Żyje się raz w młodzieńczych uniesieniach,
i jeszcze raz, gdy nie całujesz więcej,
więc nie nasłuchuj: ciche czy też głośne
przysięgi mają też swój termin.

A potem listopad, samotność, tristesse,
grób albo kij, który starca podeprze –
niebo nie powie nic, tylko cyprysy,
drzewa żałoby – nieporuszona wielkość.

Gottfried Benn
przekład Krzysztof Karasek

Ananke - Tadeusz Miciński

Ananke

Gwiazdy wydały nade mną sąd:
- wieczną ciemność, wiecznym jest błąd.
- Ty, budowniku nadgwiezdnych wież,
- będziesz się tułał jak dziki zwierz,
- zapadnie każdy pod tobą ląd -
- wśród ognia zmarzniesz - stlisz się jak lont.

A gwiazdom odparł królewski duch:
wam przeznaczono okrężny ruch,
mojej wolności dowodem błąd,
serce me dźwiga w głębinach ląd.
Poszumy płaczą mogilnych drzew,
lecz w barce życia płynie mój śpiew.
Ja, budowniczy nadgwiezdnych miast,
szydzę z rozpaczy gasnących gwiazd.

Tadeusz Miciński

Nie wierzę w żadnych bogów - Antoni Lange

Francisco Goya - Kolos - 1812
Nie wierzę w żadnych bogów

Nie wierzę w żadnych bogów na niebie i ziemi
Których oko zazdrośnie ludzkich jęków strzeże;
Którzy nigdy nie wyjdą na złote rubieże
Swych rajów i na męki nasze patrzą niemi!
Bezlitośni! Kochają gwałty i grabieże -
I duchów, w których moc się buntownicza pleni,
Nienawidzą, gromami bijąc śmiertelnymi
W ich sercach kochające! Nie wierzę - nie wierzę!
A gdybym miał uwierzyć w to złowrogie księstwo,
To nie ugiąłbym kolan, ale bym przekleństwo
Rzucił tym niewolniczym Jowiszów chimerom,
Dzieciom grozy tyrańskiej i pijanej sagi,
Co przemieniają mózgi w głuche sarkofagi
I nie dają przystępu słonecznym eterom.

Antoni Lange

Gwiazda wieczorna - Edgar Allan Poe

Gwiazda wieczorna

Lato było w pełni,
Noc w pełni. Plejadą
Gwiazdy przez poświatę
Migotały blado,
Gdy księżyc lśniąc zimno
Wśród planet - wasali
Smugę blasku z niebios
Kładł na morskiej fali.

W uśmiech na licach
Zimnych księżyca
- Zbyt zimnych! - patrzyłem chwilę.
Skrył go pomału
Obłok jak całun.
Ku tobie oczy zwróciłem,
Gwiazdo wieczorna
W chwale dalekiej
Mojemu sercu tak miłej!
Z radością zawsze
Na ciebie patrzę,
Gdy w górze dumną masz wartę.
Wolę twe błyski
W dali niż bliskie
To światło - zimne i martwe.

Edgar Allan Poe
przekład Zofia Kierszys

Do wiedzy - Edgar Allan Poe

Do wiedzy

O wiedzo, prawa córko dni dawno minionych,
Która bystrym spojrzeniem zmieniasz wszelką istność!
Czemu w serce poety zatapiasz swe szpony
Jak sęp, którego skrzydłem twarda rzeczywistość?

Jakże cię ma pokochać, jak twą mądrość cenić,
Skoro w jego wędrówkach jesteś mu wędzidłem
I bronisz skarbów nieba, co w blaskach się mieni,
Choć już uniósł się w górę nieulękłym skrzydłem?

Tyś wszak Dianę wstrzymała w jej zuchwałej jeździe,
Tyś Dyrjady wygnała z ich leśnej ochłody
Każąc szukać schronienia na szczęśliwszej gwieździe!

Toś ty wdzięczne Najady wypłoszyła z wody,
Elfy z łąki zielonej, a mnie, niby pliszkę,
Z rozmarzenia w lipcowy dzień pod tamaryszkiem.

Edgar Allan Poe
przekład Włodzimierz Lewik

Szmer wioseł - Bolesław Leśmian

Szmer wioseł
Salvador Dali - The Ship - 1942

Szmer wioseł dwojga w gęstwinie fal, -
I szmer - i słońce - i śpiew - i dal!

Tak właśnie trzeba i tylko tak:
Płynąć wbrew ziemi - niebu na wspak!

Perły, korale skradzione dnu
Rzucać w głębinę własnego snu -

I nasłuchiwać - o, złudo złud! -
Czyliż uderzą z jękiem o spód?...

Łódź się odbija w fali na wznak, -
Tak właśnie trzeba i tylko tak!

Dwoistą łodzią i tu i tam
Płyń jednocześnie, podwakroć sam!

Dwoistą łodzią w bezmiary płyń,
Podwójnie kochaj, podwójnie giń!

Czworo masz wioseł, dwa stery masz,
Ku własnej twarzy schyloną twarz -

Jakbyś wypłyną z dwu różnych snów,
Aby w tym jednym spotkać się znów!...

Jakbyś zaprzysięgał noce i dnie
Temu jednemu! Mój śnie, mój śnie!...

Bolesław Leśmian

Na swoją twarz odbitą w lustrze - Ezra Pound

Krzysztof Izdebski-Cruz - Szkic 33 - 2003
Na swoją twarz odbitą w lustrze

O dziwna twarzy w tafli lustra!
Sprośny kompanie, święty zastępie,
Smutkami gnany błaźnie;
Jaka odpowiedź? O wielkie mnóstwa,
Co za czymś gonią, bawią się, mkną raźnie,
Kpią, ślą wyzwania, kłamstwem kłamstwo tępią!
Ja? Ja? Ja?

I ty?

Ezra Pound
przełożył Leszek Engelking

Bezludna wyspa - Ewa Lipska

Bezludna wyspa

Bezludna wyspa
rozstaje się z samotnością.

Uczy się języków obcych.
Mówi powoli człowiekiem.
Zaczyna rozumieć tłum.

Robinson Crusoe
sprzedał się na giełdzie.

Papuga Polly
w rządzie.

Na twardym dysku trawy
zapisuje się
pozostała przy życiu
martwa natura.

Warczy
różowy pudel reklamy.
Rasowy ogon marketingu.

Nasz adres świeci w ciemności.
Brylant na palcu wyspy.

Ewa Lipska

Dwa milczenia - Włodzimierz Słobodnik

Ferdynand Ruszczyc - Ziemia - 1898
Dwa milczenia
Julianowi Przybosiowi
Było obłoków wieczornych różowe wniebowstąpienie.
Ty słyszałeś inne, ja inne milczenie.
Ty słyszałeś milczenie drzew i trawy,
Milczenie siana,
A ja milczenie bólu
I stłuczonego dzbana.

I nasze dwa milczenia
Szły w oborską dal,
Dwa pługi zamiast ziemi
Orzące żal.

Włodzimierz Słobodnik

Metamorfozy - Włodzimierz Słobodnik

Vincent Van Gogh - Stary młyn - 1888
Metamorfozy

Jestem van Goghiem.
Wszystkie barwy
i wszystkie kształty
są moje.
Maluję miasteczka francuskie,
maluję wozy z dyszlami zadartymi
w niebo, pełne rudych aniołów.
Wygnano mnie z raju.
Jestem nie uznanym artystą,
głoduję i choruję.
Szukam kluczy,
jeden ma otworzyć mi niebo,
drugi piekło,
a klucz wiolinowy otworzy mi muzykę
ciemną jak tabun wronych koni.
Jestem małym chłopcem,
który na dnie studni
szuka własnego odbicia.
Jestem więźniem, który
wyszedł z więzienia
i nie wie, co ze mną robić,
wiesza się więc na tęczy,
żeby jego śmierć była siedmiobarwna.

Włodzimierz Słobodnik

Oczekiwanie - Ela Galoch

Jean-Claude Desplanques
Oczekiwanie

To nic nie znaczy
że znajomi odwrócili się do mnie plecami
by nie życzyć mi powodzenia
Pomyliłam się
zbyt kolorowo wymyśliłam sobie ludzi
jak stół z obrusem w kratę

Gdy zaczęłam uczyć się wychodzić ponad miejsce
przyznane mi w miasteczkowej społeczności
gdy wzgardziłam stanowiskiem sprzedawczyni w rybnym sklepie
nikt nie ucieszył się

Obudziłam się
na pustym tle fałszywych przyjaciół widzi się wyraźnie

I na tym kończy się miasteczko?
Przecież coś jeszcze musi być
choćby na przedmieściu koper w zagonie ziemniaków

Teraz przynajmniej szarość świtu jest dotykalna
sufit patrzy znajomo i bezpiecznie
nic nie zagłusza wróbli za szybą

Trzeba żyć dalej
głębiej
choćby dla siebie i zwierząt

Ela Galoch

Kiedyś wreszcie uciekniemy do Wenecji - Ela Galoch

* * *
Georges Corominas

Kiedyś wreszcie uciekniemy do Wenecji
z tych wszystkich blokowisk,
prześwietlających do żywej kości jak karnawał w Rio
– by wreszcie otworzyć się - nawet w maskach Dell’arte.
Tam trzeba się będzie odgadnąć za szpetnym nosem
lekarza zadżumionych, rozognionym spojrzeniem Arlekina
albo w pięknym kostiumie Kolombiny
z twarzą Catherine Deneuve.
Przez wodę, gdzieniegdzie migającą w rokokowych bruzdach,
wszyscy spełnimy się. Głupcy staną się mędrcami,
urzędnicy - rycerzami.

Bo jeśli życie jest snem – tu, wraz z tobą – nawet po omacku
dojdę do jego brzegu i będziesz mi drzewem laurowym,
które na zawsze będzie rodzić tylko wieńce,
a ja zerwę dla ciebie jaśmin, który jest jaśminem.
Choćby okazało się, że plaża przy Lido
przeobraziła się w kolejną parabolę. To edeńska miara,
fatamorgana w przerwie na cappuccino.
Niech się zdaje wszystko, zaistniejemy w przezroczystości
tła ogólnego i ożywionej w słońcu mauretańskiej galerii,
rozciągając w czasie wyobraźnię po kolana w miejscu,
gdzie nie obowiązuje codzienna trywialność.

Poczuć się jak odaliska, uciekająca od świtu
pod osłoną haremu, bo rzeczywistość istniejąca
tylko w jednej wersji, jest zesłaniem.
Przecież od początku mężczyźni kradli welony,
by między labiryntem menuetów
wślizgiwać się do żeńskich klasztorów:
Kruszyć nieśmiertelność, doznając siebie
nawet w grozie upadającego miecza.
Bycie kimś innym, polega na byciu sobą.
Właśnie się stało i wciąż staje…

Ela Galoch

Mieszczańskiego pokoju szablonowe firanki - Bronisława Ostrowska

Joanna Zjawińska
Mieszczańskiego pokoju szablonowe firanki

Mieszczańskiego pokoju szablonowe firanki
Dziwne baśnie mi prawią w księżycowe wieczory,
Kiedy jasność miesięczna poprześwietla ich tkanki
I niezgrabne postacie, wirydarze i wianki
Stroi z snów zapomnianych bezpowrotne kolory.

Romantyczna królewna kwietne plecie równianki,
Smutny giermek sokoła rozkapturza w lot skory –
I tak patrzą ku sobie dwa tęskniące upiory
Mieszczańskiego pokoju.

Lecz gdy księżyc wypłynie na obłoczne krużganki,
Sokół wolny ulata na łów dziki w przestwory,
Z rąk spadają królewnie macierzanki, sasanki,
I łka giermek stęskniony u nóg srebrnej kochanki...
Cicho. Chłodny wiatr nocy rozkołysał dwie story
Mieszczańskiego pokoju...

Bronisława Ostrowska

wtorek, 24 lipca 2012

Nocne czuwanie - Adam Ziemianin

Nocne czuwanie

Marek Langowski
Wybrałeś mnie Panie na nocne czuwanie
Bym gwiazd w lot łapał każde spojrzenie
I bym prowadził nocny dzienniczek ucznia
w zgodzie na zawsze z własnym sumieniem

Ja taki mały na progu Ziemi
A jeszcze tak dużo nocy wszędzie
Wypatruję wciąż znaków od Ciebie
I w dzienniczku ucznia coś kreślę

Daj mi pogodzić się ze światem
Pogodą co niesie chłód letniej nocy
I żebym zawsze trafnie strzelał
Słowem co celne - z mej uczniowskiej procy

I dalej wciąż tyle pytań po nocnym czuwaniu
Choć już świt przecina nieba pergamin
Lecz tylko jedno wiem mój Panie
Że byliśmy w tej rozmowie tacy całkiem sami

Adam Ziemianin

Sen(s) - Leszek Szaruga

Witkacy - Kompozycja ze śpiącą kobietą i potworem (Samobójstwo)
Sen(s)

wystaw język
na próbę na
świat co jest
na końcu
języka mów
mowami zmów
modlitwę i
powiedz to
słowo i
śpij oczka
zmruż

Leszek Szaruga

Kakao i papugi - Tomasz Różycki

Kakao i papugi

I tylko mój syn mówi prawdę? a to nie jest
podobne do niczego? co dotąd słyszałem?
co mówił telewizor? co mówią w Warszawie
i co syczy w gazecie. W ten sposób istnieje

świat? ponieważ to wszystko? co się na nim dzieje?
dzieje się tylko dziecku? nic więcej nie mamy
ponad własne dzieciństwo - pozostałe sprawy
to noc i dzień? dzień i noc? adresy? koleje?

telefony i łóżka. Na dole jest wiosna?
mój syn się uczy mówić? powtarza wyrazy
zupełnie niewyraźnie? później z nich wyrosną
zeszyty i słowniki? cała mitologia?

i choć powtarza po mnie? to jest niepodobne
do żadnego języka. Mój syn mówi prawdę.

Tomasz Różycki

Spalone mapy - Tomasz Różycki

Leon Wyczółkowski - Jaremcze - 1910
Spalone mapy
Dla J.B.
Pojechałem na Ukrainę, to był czerwiec
i szedłem po kolana w trawach, zioła i pyłki
krążyły w powietrzu. Szukałem, lecz bliscy
schowali się pod ziemią, zamieszkali głębiej

niż pokolenia mrówek. Pytałem się wszędzie
o ślady po nich, ale rosły trawy, liście,
i pszczoły wirowały. Kładłem się więc blisko,
twarzą do ziemi i mówiłem to zaklęcie -

możecie wyjść, już jest po wszystkim. I ruszała
się ziemia, a w niej krety i dżdżownice, i drżała
ziemia i państwa mrówek roiły się, pszczoły
latały ponad wszystkim, mówiłem wychodźcie,

mówiłem tak do ziemi i czułem, jak rośnie
trawa ogromna, dzika wokół mojej głowy.

Tomasz Różycki

Barcaccia - Tomasz Gerszberg

Fontana della Barcaccia
della Barcaccia - Giovanni Lorenzo Bernini - 1627
Barcaccia

Czemu woda rozstępuje się przed sprawnymi pływakami,
by zapieczętować za nimi wodne znaki? Lukrecjusz powiada:
lepkość leży w naturze wszelkiej rzeczy.
Bernoulli, zignorowawszy, sprowadził wszelko żywot
do przekroju strugi i prędkości cieczki,
ale jemu pewnie chodziło o przyrosty energii.
Może miał rację Puchatek twierdząc, że wraz z lepkością
więcej miodu kładziemy do pyska?
Lecz prędkość wkładania miodu ograniczona jest prędkością światła,
czy nas to martwi? Czy nas to zbawi?
Kartezjusz odpowie, że na każdej białej karcie da się posiać
Nasiona umysłu. Ale gdzie miody składają nasiona?

Pytania, które da się zadać! Za którymi zamykają
Się ramiona silnych pływaków, gdy hiszpańskimi schodami

Schodzimy do łupiniej krypki.

Tomasz Gerszberg

Gdzie jest pies pogrzebany? - Tadeusz Różewicz

Gdzie jest pies pogrzebany?

poczytaj sobie życie na zimno
albo na niskich obcasach
idź spać
a rano wstań idź
albo siedź
i nie zawracaj ludziom gitary

tak tylko odnajdziesz
sens życia sens śmierci
sens seksu znośną lekkość
bytu odbytu i zbytu

Tadeusz Różewicz

Mam 25 lat - Józef Baran

Mam 25 lat
Tadeuszowi Różewiczowi
mam dwadzieścia pięć lat
a moje życie zamyka się w siedmiu dniach
jeden z tych siedmiu dni
jest dniem moich urodzin
jeden z tych siedmiu dni
będzie dniem mojej śmierci

żyłem a właściwie spałem
w poniedziałek wtorek środę
czwartek piątek sobotę niedzielę
był to bardzo dyskretny sen
z zachowaniem wszelkich niezbędnych pozorów życia

obudziłem się nagle na widok pięknej lalki
obudziłem się na pogrzebie brata
na biodrach dziewczyny
na własnym weselu

mam dwadzieścia pięć lat
i jeszcze kilkanaście może kilkadziesiąt razy
budziły mnie wstrząsy zgrzyty przenosiny
z jednego łóżka domu do drugiego

obecnie coraz rzadziej się budzę
tutejsze powietrze górskie sprzyja moim snom
prowincja porusza się koło mnie na palcach
a siedem nianiek tygodnia kołysze mnie
i zawodzi wciąż jedną i tę samą kołysankę

Józef Baran

Piosenka - Bolesław Leśmian



Piosenka

Między mną a tobą - czarna gródź -
Między mną a tobą - martwa łódź.
Takim piersiom za karę - zgon biały.
Że w pobliżu miłosnym nie trwały.

Między mną a tobą - obcy los -
Między mną a tobą - cudzy głos -
Usta w mgłach się bez pieszczot zatracą,
Boże, Boże - dlaczego i za co?

Między mną a tobą - drętwy czar,
Między mną a tobą - ciemny jar-
Zanim ścieżkę upatrzymy własną,
Wpierw się oczy dowiedzą, że gasną...

Bolesław Leśmian

Ballada - François Villon

Eugeniusz Zak - Tancerz (Pierrot) - 1921
Ballada

W czerwoney siarce, arszeniku żrącem,
W orypimencie, w saletry rozczynie,
Toż w wapnie żywem i w ołowiu wrzącem,
W smole y łoiu, rozrobionych w szczynie
Żydówki starey, y pocie cuchnącem,
Y nóg toczonych trądem popłuczynie,
W gnoiu, co mości zdeptane trzewiki,
W ziołach śmiertelnych, w iadzie bazyliszki,
W żółci krogulca, nietoperza liszki,
Niechay się smażą zawistne ięzyki!
W mózgu kocura, co iuż ryb nie chwyta,
Bo mu iuż zęby i szczęki wygniły,
W ślinie starego kundla, co do syta
Nakarmion życiem, w końcu legł bez siły,
W dychawicznego muła rzadkiej pianie
Drobno kraianey do króliczey bździny,
W wodzie, gdzie czynią nadobne figliki
Szczury, ropuchy, żaby y ich panie,
Węże, padalce y inne ptaszyny,
Niechay się smażą zawistne ięzyki!

W odwarze ziadłey, trującey bruśnicy,
W pępku wpółzdechłey jaszczurki, w posoce,
Co ią na misie suszą cyrulicy,
Gdy xiężyc pełny idzie w letnie noce -
Ta czarna, owa jak czosnek zielony -
We wrzodzie raczym, w miednicy skażoney,
Gdzie mamki krwawe wyciskają śluzy;
W kąpiółce trzykroć rozgrzaney podwiki
(Zna, co to, każdy, kto zwiedzał zamtuzy)
Niechay się smażą zawistne ięzyki!

François Villon
przekład Tadeusz Boy-Żeleński