.

.

wtorek, 17 grudnia 2013

W gorlickie - Jerzy Harasymowicz

W gorlickie
fot. (?) Cerkiew w Powroźnikach
Panu Stanisławowi Pagaczewskiemu
Czajnik pędzi pod pełną parą
Zostawiając za oknem zimowe krajobrazy
Na stole żółknie stary wiersz
I stoją na podwórzu kubły pełne zdarzeń

A tam beze mnie las rośnie na pewno krzywo
I sypie śnieg wybrakowany bo kto tam napomni chmurę
I nikt się w pas nie kłania wronie siwej
I nikt świętym nie sypie pszenicy pod chórem

Więc może by tak pojechać w gorlickie
Wyjść cicho rano czynszu nie zbudzić
I zostawić to najbardziej w Polsce prywatne miasto
Tych wszystkich z ząbkami łasiczek ludzi

I pojechać tam gdzie kopuły cerkwi krwią nabiegłe
Dmą w wichrów zimowych długie trombity
Gdzie nieogolony świerk podrapie nas przy przywitaniu
Gdzie świat jest carskimi wrotami zabity

Jerzy Harasymowicz

W młodości - Tadeusz Różewicz

w młodości

dotykiem widziałem
lepiej niż wzrokiem
formy
i powierzchnię materii

wzrokiem dotykałem
kolorów w ciemności

Tadeusz Różewicz

Witkacy uważał dotyk... - Tadeusz Różewicz

* * *
Witkacy - Autoportret -ok.1912

Witkacy uważał dotyk za
najważniejszy ze zmysłów
według W. …
dotyk potwierdzał świat realny
i był wysuniętym w rzeczywistość
narzędziem (ramieniem)
jego „duszy”
(naszego ja)
ale to wszystko było
bardzo bardzo dawno
za siedmioma górami
za siedmioma rzekami
kiedy toczyły się spory
o istnienie świata
kiedy słodko i chwalebnie
było umierać za ojczyznę
nie za baryłkę
ropy za czarne złoto
za złotą cegłę
za złotego cielca który się wściekł
i zdycha z przeżarcia

Tadeusz Różewicz

Rachmistrz i wędrowiec - Piotr Matywiecki

Kurt Regschek
Rachmistrz i wędrowiec

Na liczydle obłoków
Ten Który Sprawdza
dodaje ciężary Ziemi do pustek Nieba.

Z satysfakcją przypatruje się wynikowi:
zero, nic!

I zaślepia się w sobie.
A ja, liczyć nienauczony,
między obłokami chodzę po Ziemi,
po lewej stronie równania
myślę jakby nigdy nic,
po prawej stronie równiny
żyję jakby nigdy nic.

Przed sobą widzę Boski Wynik,
słoneczną spaleniznę liczb –

oślepiające Coś!

Piotr Matywiecki

Życie, o, życie - Julia Hartwig

Życie, o, życie

Dlaczego je chwalę
i skwapliwie zbieram argumenty
na jego korzyść
choć wiem że mnie oszuka
że porzuci jak wyssaną do szpiku kość
jak wypalony papieros jak zgraną płytę
z której coraz trudnej odsłuchać słowa
Czy robię to z przymusu czy dla wygody
i uspokojenia
Czy chwalę jak się chwali dziecko
oczekując że pochwalone
odłoży trzymany w ręce nóż
Chwalę je wbrew wszystkiemu
wbrew jego zdradzieckiej naturze

Nie bojaźń to ale męstwo
które dalibóg nie jest moją zasługą
ale tej niewiadomej siły
która przeobraża nas w bojowników
w straconej sprawie

Miłości moja gdzie jesteś
za kim tęskniłaś i za czym tęsknisz jeszcze
jakiego pragniesz ukojenia

Julia Hartwig

Ten obraz - Julia Hartwig

Ten obraz

Nikomu nie ufać
Nikogo już nie mieć
bo już nie było komu wynagrodzić
ani komu karać za zaniechanie

Na tym co było
narastało życie
choć z żywą zawsze raną

Idzie przez świat ciosy zadając
które w niego samego godzą
Odkrywa po latach wszystko co zagubione
nagle tak żyje jak już żyć nie może
bo siebie już nie odgaduje
a światło co się przed nim odsłania
jest tak gęste że wszystko zataja
I tylko jest ten obraz gdy idzie ku wodzie
i chce zatopić swoją miłość i pamięć

Julia Hartwig

Strach - Bogdan Loebl

Strach

Kiedy nocą
zrywam się owinięty szorstkim kocem strachu
przez chwilę
podczas której strącam z powiek
ciężkie ziarno snu
chybocząca przed domem lampa
zdaje się być atomową eksplozją

długo nie mogę usnąć
myślę
co bym próbował ocalić

myślę
czy dla moich stóp
śnisz do ciebie wiodące ścieżki
czy dla mnie
układasz w uśmiech wargi

bo chociażbym uratował zieleń parków
barwę kwiatów i szelest strumieni
czym by były bez twego uśmiechu

konwalią bez woni
dzbanem bez dna
skrzypcami bez strun

Bogdan Loebl

Kołysanka nas ludzi śmiertelnych - Leszek Aleksander Moczulski

Kołysanka nas ludzi śmiertelnych

Chciałbym przytulić Cię do milczenia,
chciałbym przytulić Cię do ciszy,
bo cisza jest czuła i tkliwa
nie mówi lecz patrzy i słyszy.

Matczyne ręce Cię uniosą,
wspomoże Ojca ręka,
aniołowie Cię hojnie obstąpią
i dotknie Cię zdrój piękna.

Leszek Aleksander Moczulski

Przyczynek do codzienności - Leszek A. Moczulski

Zofia i Andrzej Tylek
Przyczynek do codzienności

Krzywdy nie są ukojone,
pustka obnosi swoje zwycięstwo,
wrze cisza, krzyczy milczenie,
nic zabiega o wszystko,

tolerancja uciekając przed sobą wyzbyła się siebie i jest tylko
neutralna,
nie zgadzają się różnice na równość,
nie zgadzają się realia z duszą, a duch ustał na widok realiów,
nie zgadzają się narodowości na naród,
tylko czas straszliwy jest nadal czasem straszliwym.

Nadzieja nie spodziewa się za wiele,
ale tam gdzie jest miłość, tam kocha,
a wiara nie wiadomo skąd jest, a nie ustaje i wierzy.

Leszek Aleksander Moczulski

Pompeje i Atlantydy - Włodzimierz Słobodnik

Pompeja - fresk
Pompeje i Atlantydy

To, co umarło
lecz żyje w nas.
To, o czym szepcze
powietrze i proch.
Te puste, martwe ulice,
te studnie pamiętające
wodę zamierzchłą
i dzbany zamierzchłe.
Malowidła, pokryte czasem,
Malowidła, kradnące pamięci
barwy i kształty.
Na dnie oceanu
miasta nieżywe,
jak wielkie ryby,
lewiatany zamierzchłego prażycie.
Pompeje i Atlantydy.
Ptaki śpiewające nad Pompeją
to potomkowie
zamierzchłych ptaków.
Drzewa pompejańskie
to potomkowie
dawno umarłych drzew.
Kształt psa,
który pozostał
tu odciśnięty,
szczeka na własną śmierć,
jak na czarnego łachmaniarza.

Włodzimierz Słobodnik

niedziela, 15 grudnia 2013

Na święto Fauna (I,4) - Horacy

Na święto Fauna (I,4)

Rad i łaskawy wstąp na moje niwy
i przychówkowi odejdź miłościwy,
Faunie, co nimfy pierzchliwe i hoże
miłujesz w borze.

Rok w rok koziołka biję ci ofiarą,
wina pobożnym nie skąpię pucharom
i na ołtarzu starym ku twej chwale
kadzidło palę.

Igra po łąkach statek ucieszony,
gdy twe grudniowe powracają nony.
Z wołem, co jarzma zabył i lemiesza,
świętuje rzesza.

Wilk między owce wstępuje i skopy,
tobie się lasy ciskają pod stopy,
kopacze kopyść rzucili poddańczą,
grają i tańczą.

Horacy
przełożył Tadeusz Bocheński

Skarga - Katullus

Alma-Tadema - Skarga Katullusa
Skarga

Lesbia, Celiuszu, Lesbia owa,
Lesbia ta sama, com jedyną
nad siebie i nad wszystkich swoich
niby niebiankę ją miłował,
dziś po zaułkach i rozdrożach
Remusa wielkoduszne wnuki
ograbia, kusząc błotem łoża.

Katullus
przełożył Tadeusz Bocheński

Nienasyceniec - Katullus

Nienasyceniec

Miodne twe oczy gdyby wolno
całować i całować było,
trzysta tysięcy pocałunków
jeszcze by wargom nie starczyło.

Nie nasyciłyby mi serca,
choćby nad kłosów toń brzękliwą
gęstsze się stało i obfitsze
miodowych pocałunków żniwo.

Katullus
przełożył Tadeusz Bocheński

Modlitwa - Katullus

Modlitwa

Obiecujesz, o miła, że miodem opłynie,
że nigdy to kochanie nasze nie przeminie.
Zwólcież, wielcy bogowie, obiecywać szczerze
i sercem, nie ustami ślubować przymierze.
Zwólcież obojgu, póki tchu żywego stanie,
jedyne i najświętsze chować miłowanie.

Katullus
przełożył Tadeusz Bocheński

Nieufność - Katullus

Nieufność

Mówi moja niewiasta, że nawet Kronida
milszym się jej nade mnie małżonkiem nie wyda.
Mówi, lecz co niewiasta mówi kochankowi,
na wietrze pisz i wody powierzaj prądowi.

Katullus
przełożył Tadeusz Bocheński

Szlachectwo - Marcjalis

Alma-Tadema
Szlachectwo

Wolę szlachciankę, lecz jeśli zbraknie,
wyzwolenicy bez obaw łaknę,
W końcu i służki: ta w mig przeważy
obie, szlachectwo gdy nosi w twarzy.

Marcjalis
przełożył Tadeusz Bocheński

Epigramy 6.19 - Marcjalis

Epigramy 6.19

Nie o morderstwo ani o gwałt żaden,
Lecz o trzy kozy mam proces z sąsiadem.
Ukradł je, mówię, bo jak kamień w wodę –
Znikły. Więc sędzia pyta o dowody.
A ty nas bitwą pod Kannami raczysz,
Wspominasz wściekłość punickich krętaczy,
Wyciągasz z grobu Sulle i Mariuszów,
Mitrydatesa i sławnych Mucjuszów,
Grzmisz i przybierasz bohaterskie pozy.
Ale, Postumie, pamiętaj – trzy kozy!

Marcjalis
przełożył Stanisław Kołodziejczyk

Samotność - Marcjalis

fresk pompejański
Samotność

Trzystu na obiad prosisz gości
i dziwisz się, że nie przybywam,
narzekasz na mnie, spory wszczynasz.
A przecież prosta jest przyczyna:
nie lubię jadać w samotności.

Marcjalis
przełożył Tadeusz Bocheński

Sprzeczność - Marcjalis

Alma-Tadema
Sprzeczność

Ramiona gdy podziwiam, golenie i czoło,
mówisz, Galio, że cudniej oglądać cię gołą.
Lecz o wspólnej kąpieli nie chcesz ani słyszeć:
strach ci może, że moja piękność nie dopisze?

Marcjalis
przełożył Tadeusz Bocheński

Do Priapa - Marcjalis

Mercurius Priapus
Do Priapa

Nie ogrodu, nie winnicy stróżu,
lecz rzadkiego lasu, o Priapie!
Z lasuś powstał i znów powstać możesz,
Pędź złodziei, dzielnie pełniąc urząd,
by kominkom nie zabrakło szczapy:
gdy zabraknie, ciebie w ogień włożę.

Marcjalis
przełożył Tadeusz Bocheński

sobota, 14 grudnia 2013

Powrotność - Julian Przyboś

Powrotność

    Ścieżką z Juraty po zachodzie słońca.
    Kiedy wyszedłem z lasu, kiedy – jakbym omył oczy z nitek
pajęczyny – roztoczyła się na lewo jaśnista zatoka,
    na czyste potąd niebo podbiegły ku mnie niziutko
nieduże obłoki
    – nigdy tak niskich obłoków nie widziałem –
    jakby poufnie chciały mi dać znak,
    jaki?
    A dalej – na wielostopniowymi obłokami uformowaną
stronę
    tak nachyliło się gorącymi kolorami – od bliskiej żółci
do najdalszej perłowej szarości i do ciepłych fioletów
przy mnie –
    tak rozłożyło się i skłoniło się światło,
    że…
    Wrócił czas, tamten czas nad Lemanem, gdy gnał poruszony moim
uczuciem miłości bezlitosnej, niemożliwej, nadosobistej,
    i widziałem je – światło? uczucie? – zagubione
i skrycie przemieszczane w chmurach.
    Wiem, że jest on tylko – że czas jest powrotny.
    Wraca po przestrzeni, nie tej, co mierzona nieruchomą
miarą zastygłej pamięci, ale owej, nagłym biciem
serca odwróconej na nice.
    W dwujedni: w świetle-spojrzeniu tak oto dzisiaj
spostrzegłem i rozpoznałem czas jako:
    przestrzeń wewnętrzno-zewnętrzną,
    przewrotną, utajoną we krwiobiegu stronę odległości
    (a więc: przerwistą nieskończoność? przeciwwieczność?)
    Temu doznaniu towarzyszy nie radość, nie smutek, nie…
ale lęk i uśmiech.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

    Nie wzniosłość – humor wysoki. Jeśli patos
jest uczuciem nieosiągalnej dali, humor – to
doświadczenie niezatrzymania najbliższości: czuła wiedza
mijania-nie-mijania: pewnego wiecznego – na chwilę
najkrótszą – powrotu.

Julian Przyboś

Wyznanie - Kazimiera Iłłakowiczówna

Edwin Austin Abbey - Goneril i Regan
Wyznanie

Szukać mnie?... Więc raczej w Termopilach,
w zmyślonych krajach u Szekspira,
na Lermontowskim Krymie i Kaukazie.
A zawsze – w obrazie
owej Krystyny księżnej Mediolanu,
w Emaus Rembrandta,
w skałach Leonarda…
W balladzie starego Uhlanda.

Uszłam od Bertranda de Born w jego bitwie, z jego tarczą:
nie ma mnie pośród Greków poległych czy rannych;
nie w Kordelię - w Regan i Goneril wierzyłam uparcie;
podsłuchiwałam w Emaus – ale wśród sługusów! –
słów Chrystusa
nie rozumiejąc; a u stóp Dziewicy Skał
to ja spłoszyłam pawia, co tak kornie stał.
Z krzykiem uleciał
i nie ma go na obrazie, jak wiecie.

Księżnej Mediolanu - pierścień drogi zginął;
zginął młody poeta w głupim pojedynku…
To wszystko - moja wina!
Szukać mnie? Chyba tam, bo tu się nie zaczynam.

Kazimiera Iłłakowiczówna

Baśń - Tadeusz Nowak

Baśń

W kominku syczą mokre drwa,
za oknem drzewa z siwą brodą.
W lesie wrzeciono wiatru gra,
nad lasem kozły chmur się bodą.

A w izbie matka pochylona
plecie z konopi taką nić,
jak gdyby chciała na wrzeciona
weselne płótno zimy wić.

A zima dla niej wciąż jest baśnią,
toteż wrzeciono zwija baśń,
póki w kominku drwa nie zgasną
i koło domu stąpa las.

Jeśli się czasem w sen pochyli,
wrzeciono samo we śnie gra,
dopóki zorzy zad kobyli
nad kłusującą drogą trwa.

Budzi się, słucha, w baśni mąż
pod sowią sosną stoi z bronią.
Za nim się czai rysi gąszcz,
na trwogę leśne dzwonki dzwonią.

Matka zasłania ręką oczy.
W lesie wrzeciono wiatru gra,
przez zaspy Wielki Wóz się toczy,
w kominku gasną mokre drwa.

Tadeusz Nowak

Ach, Jarosławie... (Ciemne ścieżki) - Jarosław Iwaszkiewicz

Ach, Jarosławie...
(Ciemne ścieżki)

Ach, Jarosławie, myśl o żywych, proszę,
I nie słuchaj umarłych muzyki w gęstwinie.
Wśród czerwonych gałęzi owocowe kosze
Mówią o szczęściu, prawdzie, rozkoszy i winie.
Widzisz je? Szczęście? Prawdę? Jak złociste ptaki
Unoszą się i lot ich taki doskonały
Och, uwierz! I podniebnym przeżegnaj je znakiem,
Och, uwierz im, i wróci do ciebie świat cały!

Wszystko stanie się nowe, żywe, oczywiste,
Bo śmierć umierająca to są narodziny.
Nie odwracaj się w nikąd. Zmarły dusze czyste.
Dawne godziny.

Jarosław Iwaszkiewicz

Po co tyle świec nade mną... - Bolesław Leśmian



Po co tyle świec nade mną, tyle twarzy?...

Po co tyle świec nade mną, tyle twarzy?
Ciału memu nic już złego się nie zdarzy.

Wszyscy stoją, a ja jeden tylko leżę -
Żal nieszczery, a umierać trzeba szczerze.

Leżę właśnie, zapatrzony w wieńców liście,
Uroczyście - wiekuiście - osobiście.

Śmierć, co ścichła, znów zaczyna w głowie szumieć,
Lecz rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć…

Tak mi ciężko zaznajamiać się z mogiłą,
Tak się nie chce być czymś innym, niż się było!

Bolesław Leśmian

Groteska - Krzysztof Kamil Baczyński

Groteska

Grom się nagle stoczył.
Dym zanim frunął, złamany trzasnął jak patyk.
Drgnął nieboskłon jak przerażone oczy,
zanim się rozpadł w szklane, niebieskie kwiaty.

On był już martwy. Nagle wyjęty spod strachu,
uśmiechnięty sztywno i głuchy.
w głębi nieruchomych źrenic
miał rozstawioną partię szachów
obmacywaną przez zdziwione muchy.

Krzysztof Kamil Baczyński

Rozmowa - Seweryn Pollak

Rozmowa

Ten wieczór zapadł cichy niby echo dnia
i miękko się położył na gzymsach i dachach.
Z otwartych okien światło przełamane łukiem
spłynęło koncertem Dworzaka.
Lecz to tylko sceneria, która gra
liryką malarskiego miasteczka –
ja
na co innego tu czekam.
Chodzę tu zagubiony w czasie i w białości,
nade mną pełne niebo z listowiem się miesza,
i straszno mi, i radość, że znowu z młodości
jakaś wieść zapomniana pośpiesza.
No i cóż, bogonośco, cóż, Nepomucenie,
dawne przypomniałeś mi lata.
Tobie krzyż połamali, łuskami ci spada odzienie,
nic już nie chcesz od tego świata.
Ty stoisz tutaj, od samego początku,
w zgodzie ze sobą i z niebem twoim –
czekaj na łaskę niebios, najcierpliwszy świątku,
jeszcze kilka wieków tu postoisz.
A ja zniebazstąpiłem. Mieszkaniec tej ziemi,
pełnej światła, powietrza i dźwięków –
niepogodzony – póki myślami żywemi
wdzieram się w rytmy koncertu.

Seweryn Pollak

Przez turnie, pustki... - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Stanisław Witkiewicz - Czarny Staw kurniawa
Przez turnie, pustki...

Przez turnie, pustki wiatr ściga mgły,
Ściga niechwytne nad wodną toń — —
O serce ludzkie, ścigaj swe sny,
Przez turnie, pustki je goń.

Ścigaj niechwytne twoje sny-mgły,
Aż cię ból zdejmie i żal i gniew,
Goń je, aż z ciebie wytrysną łzy,
Wytrysną łzy, wytryśnie krew...

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

piątek, 13 grudnia 2013

Z głową uciętą podniesioną - Tadeusz Nowak

Z głową uciętą podniesioną

Z głową uciętą najweselej
w tragedii greckiej
w ewangelii
w misterium średniowiecznym
w dwudziestoletnim lesie
na odziomku
z którego jeszcze kapie smoła
z głową uciętą najweselej
tańczą współcześni chrześcijanie
republikanie
anarchiści
i mały chłopiec tańczy też
bo to zabawa wciągająca
z głową uciętą najweselej

Z głową najsmutniej podniesioną
w czerwcowym polu
w deszczu w lesie
z głową najsmutniej podniesioną
w rękach
gałęziach
całowaną
w usta w źrenice
w dziurki w nosie
z głową najsmutniej podniesioną
patrzę na głowę najweselej
uciętą gładko zasadzoną
w tragedii greckiej
w ewangelii

Tadeusz Nowak

Pierwszy hipotyk - Tomasz Różycki

Luigi Russolo
Pierwszy hipotyk

Jeżeli to jest kara, wiem, kiedy to się stało.
Rankiem, ponieważ ranki są złowrogie. Rano,
ponieważ ranem dzieje się najwięcej pomiędzy
Panem Bogiem a podłogą.

Jeżeli to jest kara, to wiem, skąd przychodzi.
Chciałem powiedzieć coś, otworzyłem usta
i wtedy mała część tej pustki, której pełna była
rankiem ulica i sąsiednie domy, weszła we mnie.

Jeżeli to jest kara, ja od tamtej pory próbuję
ją wypełnić, małą pustą bańkę. I wrzucam
w siebie napotkane sprawy, ludzi, samochody,
domy i całe miasta, biorę to do siebie.

Jeżeli jest to darem, ja chciałbym go zwrócić.
Wypluć już tę pastylkę, w której mieszka nicość,
ale jej nie ma wśród słów, które codziennie,
i stąd te krzyki nocne, i stąd te polucje.

Jeżeli to jest dar, ja chciałem go wyjąć,
na razie jednak tchawica i płuca, żołądek
i wątroba, powłoki oraz serce, serce, serce.

Tomasz Różycki

Sen II (Nie było lata) - Stanisław Grochowiak

Sen II
(Nie było lata)

"Śniła się zima..." A był to - pamiętasz,
Matko? - nasz salon
Z kanapą ze skóry,
Z biczami mrozu na świątecznych szybach,
Z kaflowym ciepłem.

Ojciec od rana już pachniał koniakiem,
Podłogi pastą,
Rodzeństwo komunią.

Pies gdzieś się zaszył i ćwiczył kolędy,
Wszak o północy miał do nas zagadać.
(Potem go Niemcy
Nauczyli wycia.)

"Śniła się zima.." Więc pierwszy wszedł Anioł
O jakże pięknie łączył w swej postaci
Ideę śniegu z wąsami stolarza -

Herod od progu roztaczał swą władzę
Ponad kieliszkiem, piernikiem, kapustą,
Plebejusz z rzeźni -
I wreszcie Diabeł. W kożuchu baranim,
W pasie związany stajennym łańcuchem,

Otwierał Piekło z wyziewami mąki -
Ten był ci piekarz z najbliższej piekarni.
..............................
..............................

Stół.
Wokół stołu
Toczyła się straszna
Gonitwa Ojca ze Śmiercią i Diabłem;
Za nimi Herod
Przed Herodem Dziadek,
A wszyscy w gniewie, popłochu i śmiechu.
Na twych kolanach - jak na szklanym wzgórzu -
Okrutnie Mały uczyłem się lęku -

"Śniła się zima..." Zbiegłem z twoich kolan,
By cały w płaczu dopaść wprost do Diabła,
Zatopić płacz swój w przepoconych kudłach.
Uniósł mnie w łapach piekarskich - nad rogi -
Ja, podniesiony, ujrzałem świat inny,
I Was inaczej - i lęk swój inaczej.
Anioł jest w niebie, Diabeł zszedł do piekieł,
A Herod - pijak - nie da się wyprosić.

Stanisław Grochowiak

W uśpieniu - Wisława Szymborska

Sylwia Kalinowska
W uśpieniu

Przyśniło mi się, że czegoś szukałam,
gdzieś chyba schowanego albo zgubionego
pod łóżkiem, pod schodami,
pod starym adresem.

Grzebałam w szafach, pudłach i szufladach
pełnych na próżno rzeczy nie do rzeczy.

Wyciągałam z walizek
poodbywane lata i podróże.

Wytrząsałam z kieszeni
uschnięte listy i nie do mnie liście.

Przebiegałam zdyszana
przez swoje, nieswoje
niepokoje, pokoje.

Grzęzłam w tunelach śniegu
i niepamiętaniu.

Wikłałam się w kolczastych krzakach
i domysłach.

Rozgarniałam powietrze
i dziecinną trawę.

Usiłowałam zdążyć
zanim zapadnie zeszłowieczny zmierzch,
klamka i cisza.

W końcu przestałam wiedzieć
czego szukałam tak długo.

Zbudziłam się.
Spojrzałam na zegarek.
Sen trwał niecałe dwie i pół minuty.

Oto do jakich sztuczek zmuszony jest czas,
odkąd zaczął natrafiać
na uśpione głowy.

Wisława Szymborska

Wiek żelazny - Mieczysław Jastrun

Piotr Naliwajko
Wiek żelazny

Ciężką przyłbicę dnia podnoszą z krzykiem.
Dekalog zbrodni i mimika małpia
Pychy stulecia. Hełmy karnych kadr,
Ogniste stosy, piszczele muzyki.
Młodzieńcy wietrzą dziki stepu wiatr,
Potworni starcy śliniąc śnią o skalpach.

Drzewa — oszczepy wparte w noc, gdy obok
Już w rzece zorzy, co nabiegła krwią,
Pastuchy poją złe, bojowe konie.
Konie kąsają, kopią ciemność, rżą.
Po wzgórzach dudniąc biegnie deszcz jak dobosz.
W mroku błyskają mokre, zimne bronie.

Próżno z pochodnią w ręku szukasz ludzi.
Wodzowie — trumny, wodzowie — stulecia,
Wodzowie, — pożar, modlitwa i miecz.
Przechodzą w mgłę od tarcz świecących rudzi
Bez oczu i bez warg. Na zgiętych plecach
Dźwigają garby ze skóry. O, zbudź się,
Już łąka pachnie, w puchu stoi mlecz.

Wróć do oddechu pierwszych traw wiosennych,
Puch ostromlecza, sen na dłoni zważ.
Uciekaj w głuche samotnych jaskinie.
Ujrzysz na nowo odzyskaną twarz,
Gdy ślad ostatni bóstw i imion ciemnych
Jak zodiak gwiazd wygasłych skrzydła zwinie.

Mieczysław Jastrun

Nicowanie - Marcin Świetlicki

Nicowanie

Nie idź do pracy.
Nie idź do pracy.
To szatan puszcza imejle.
To szatan daje dyplomy.
*
Nie idź do pracy.
Nie idź do pracy.
To szatan daje ci urlop.
Tam czeka na ciebie nic.
*
Nic.
*
W dużej czapce,
Czapce niewidce.
To nic.
*
Nie idź na schody.
Nie idź na zewnątrz.
Tam czeka na ciebie nic.
*
Bo to nic.
*
Nie idź do pracy
Ukryj twarz w poduszce,
Nie idź do pracy.
Tam czai się nic.
*
To nic tam rządzi.
Nic nienawidzi.
Nic.
Nic.
*
Nie idź.
Bo to nic.
To nic.
Nic.

Marcin Świetlicki

Słońce idzie po niebie - Krystyna Miłobędzka

fot. Ravi Vora
[słońce idzie po niebie]

słońce idzie po niebie.
i zaszło.
słowom robi się zimno, ciemno
i nijako.
słowom robi się zimno, ciemno
i do domu daleko.

czy mi idzie o słońce?

czy szło ci, dziecino, o słońce?
czy o blask słowa słońce?

o co ci idzie, dziecino?
o blask słowa słońce?
o słońce?
o które?

Krystyna Miłobędzka

Chciałabym tylko biec - Krystyna Miłobędzka

Joanna Zjawińska
[chciałabym tylko biec]

chciałabym tylko biec
biec po nic
biec do nic
samo biec
żeby biec

biec

Krystyna Miłobędzka

piątek, 6 grudnia 2013

Zwątpienie - Stanisław Grochowiak

Zdzisław Beksiński
Zwątpienie

Powiedz mi, Jerzy, przeżywałeś
Moment, gdy patrzysz i truchlejesz:
Oto się Bóg twój w mgłę rozlewa,
I nic - i tylko mgła się chwieje?...

A ty jak piorun walisz czoło,
A wszystko tracisz. Nawet łzy.
Na oknie krzywo siedzi gołąb,
Trzymając w dziobie pasmo mgły.

Stanisław Grochowiak

Śpiące zimno... - Miron Białoszewski

śpiące zimno...

śpiące zimno
bełtanie mowy i tchu
zbliża się świat

Miron Białoszewski

Symbol - Piotr Matywiecki

Symbol

Ćma wlatuje w przeszłość
i kiedy tam dawno, coraz głębiej szybuje,
ja widzę ją tutaj, poszarzałą od trzepotu,
od przemęczonej trwogi.
I od mojego lęku
o zniknięcie, o zapomnienie.

Ale tylko dzisiejsza histeria
utrzymuje ją w locie tam,
w spokojnym zaniku czasów.

Niepotrzebnie boję się ćmy…
Ona będzie ostatnim ze zwierząt oswojonym przez człowieka,
jej obły, wyobcowany byt
na koniec będzie miękko leciał
do czasów, w które patrzymy
oddzieleni od swojej przeszłości.
I próżnię między dzisiaj a wczoraj
będą ufnie zaczerniały
skrzydła ćmy.

Piotr Matywiecki

Miejsce na ziemi - Bogdan Loebl

Wojtek Siudmak
Miejsce na ziemi

Często próbuję zajrzeć przez ramię losu
ale nie po to by policzyć linijki
w kartotece mojego przeznaczenia. Nie chcę wiedzieć
ile jeszcze wersetów dzieli mnie od kropki
która niech spadnie niczym kropla deszczu
po zbyt długo trwającym upale

patrząc przez ramię losu pragnę tylko
znaleźć właściwy kierunek. To miejsce na ziemi
w którym ukryty spoczywa skarb mojego ukojenia
miejsce z którego czerpie soki drzewo spokoju

patrząc przez ramię losu pragnę znaleźć
miejsce w którym już byłem albo może będę
kiedy odrzucony ciągle nie pasujący do krajobrazu
przestanę błąkać się niczym woda
która wymknęła się lekkomyślnie ze swojego źródła
i nie może znaleźć do niego powrotnej drogi

Bogdan Loebl

Muzyka - Charles Baudelaire

Muzyka

Muzyka mnie niekiedy ogarnia jak morze!
Ku mojej gwieździe bladej
Pod stropem mgły lub w puste eteru przestworze
Rozpinam żagiel.

Pierś ma naprzód podana, wzdymają się płuca
Niby płótno żaglowe,
Na grzbiety fal się wdzieram, noc zasłonę rzuca
Na moją głowę.

I czuję jak namiętnie tętnią w moim pulsie
Wszystkie tortury okrętu,
Przychylny wiatr i nawałnice, i konwulsje

Wśród niezmiernego odmętu
Kołyszą mnie. Lub cisza płaska w morzu pustem
Jest mej rozpaczy lustrem!

Charles Baudelaire
przełożył Mieczysław Jastrun

Chaos w tobie - Janina Brzostowska

Chaos w tobie

Wszystkie ciała komórki i kwiatów
płatki śniegu w strun białych szeleście
zamykają małą kroplę ładu -
a ty chaos widzisz
w całym
świecie.

Gwiazd ramiona dotykają ziemi
z oddalenia bez brzegów bez granic
a ty gwiazdy i ziemię
i siebie
który jesteś człowiekiem
masz za nic.

Wiesz tak mało.
I mniej jeszcze żądasz -
chociaż kosmos włączył się w twój krwiobieg.
Nie pojmujesz że w rysach wszechświata
ład jest wielki.
Chaos tylko w tobie.

Janina Brzostowska

Świat sen - Krzysztof Kamil Baczyński

Luigi Russolo - 1911
Świat sen

Smutny, jaki smutny człowiek uśpiony w zdarzeniach,
w zdarzeniach prawdziwych.
Jakbyś kreślił kółko na piasku, a w dębów cienie
jak w rzeczywiste zamki kolorowe powprawiał szyby.
Tak sobie nieroztropnie - niby przypominasz
dziecięce twierdze z piasku.
Uwierzyć łatwo: żyjesz tam,
a teraz śnisz tylko
oślepiający sen piorunów, krzywdy i blasku.
Jakże spokojnie,
choć upłynął dwudziesty rok,
nie wierzyć w rzeki ognia, przez wiatr unoszonych ludzi,
tonąc po brzegi spojrzenia w rzeczywistość.
Ale ja się obudzę, ale ja się obudzę.

Krzysztof Kamil Baczyński

Czart - Krzysztof Kamil Baczyński

Jan Fris - 1627
Czart

Melancholijne damy o rękach z żółtego wosku,
kukły z oczami z fałszywych obłoków,
pobladłe wargi zanurzają w spokój
jak w białe futro troski.
Łuki wygięte trąby i skrzypiec zerwane struny
wiszą na ścianach, na ukos na stłuczonych oknach.
Widma zmierzchliwe biorą znużenie w słomiane palce
i jak soczewkę pomniejszającą wznoszą do oka.
A sale puste; ktoś echo rozlał i zmroził.
Rozlane wino, czy krew rozlana, czy światło?
Tylko postaci, co już odeszły, wklejone ciągle jeszcze w zwierciadło.
I ptak zabity ciągle śmiertelnie jęczy w ogrodzie.
Już ta kareta nigdy nie wróci, a słychać tętent.
Tylko te stoły poprzewracane, rzucone karty.
Twarze przy świecach, twarze z zwierciadeł, twarze przeklęte,
czy nie widzicie? ta zgasła świeca jest czartem.

Krzysztof Kamil Baczyński

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Posłańcy - Stanisław Grochowiak

Posłańcy

Gdzie są posłańcy moi promieniści
Ten lewy -- z bielmem
Tamten prawy -- z lampą
Ciężką od brązu?

Przez jakie ogrody
Biegną --
Języki wywiesiwszy złote?

Wołam
Skurczony
Czoło tocząc w palcach,
Zrywam się
Krążę
Od piwnic po dach

Gdzie są posłańcy moi promieniści
Po jakich falach
Idą
Stopą
Suchą?

Lewy prawuje się z białym bawołem
Prawy trzepoce w jedwabistych sidłach
Lewy pośpiesza uczepiony orła
Prawy
Przebiega
Podziemne
Pokoje

William Blake
Ach ich podeszwy
Stopy elastyczne
Całują ziemię brodzą w soku malin
Nagle wzlatują na chmury
Jest dźwięk
Szklanych posadzek rozsuwanych kotar

Tu
Nagłe światło rozżarzonej kuźni
Tam
Fiolet cienia
Wiatr piwniczny w nozdrza
Tu
Krajobrazy jak rzeźby na bramach
Tam
Targowiska z ćwiartowaniem wołu

Do kogo biegną posłańcy półnadzy
W jakich klimatach ich języki schną
Jacy siepacze ostrzą na nich miecze
Król
Jaki
Kona
Z nadziei
I lęku?

Doszli
Już idą
Wstępują
Zawiśli
Na moment stygną wpatrzeni w Jej twarz
Ten prawy lampą omiata Jej łoże
Ten lewy wolno wyłuskuje nóż
Ten prawy w popiół
Rozpada się
W rdzawość
Ten lewy w ścianę
Rozcieka się
W grzyb

Ona została
Bez włosów
Bez bólu
Z raną na ustach
Naciętą na krzyż

Gdzie są posłańcy moi nieudolni?

Stanisław Grochowiak

Testament Jennifer - Diane Wakoski

Testament Jennifer

Nie było na świecie niczego czego bym się nie bała.
Wszystko co żywe
pożerało mnie.
Cienie rzeczywistych przedmiotów są niszczące
jak same przedmioty.
Nienawidzę ich.
Zarówno samych przedmiotów jak i udawanych przez cienie.
Pragnęłam tylko jednej rzeczy:
pięknego konia
i nie mogłam go mieć.
W kartach jest odpowiedź na wszystko,
ale odpowiedź znajdziesz wszędzie, gdzie zasięgasz rady.
Odpowiedź zawarta jest w pytaniu.
Nikt naprawdę nie chce odpowiedzi.
Jedyne o co chciałabym zapytać: czy jest na świecie ktoś taki,
kto boi się mniej ode mnie.
Jeśli jest,
dlaczego ja bałam się tak bardzo?

Diane Wakoski
tłum. Julia Hartwig

Daleko został... - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Daleko został...

Daleko został cały świat,
wiatr tylko po uboczy
nagiej, pożółkłej, o szarych mchach,
jęczące skrzydła włóczy

Nie przyszła tutaj ze mną wraz
pamięć ni myśl niczyja,
tylko tęsknota, co dusze rwie,
tęsknota, co zabija.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Książę - Andrzej Bursa

Książę

Chłopięcy książę mocą przeczucia Luizy
W gorączce się przemyka poprzez chłodne sale
Ściskając krótki mieczyk do cieni się zbliża
Płosząc je spod stóp kolumn wyrżniętych w krysztale

Waleczność księcia duchy zwycięża rogate
Lecz najmężniejsze serce pojąć nie jest w stanie
Dzwonów ciszy w pomrukach elektrycznych świateł
Wież i baszt fatalizmu w bałamuctwie planet

Książę... Królestwo twoje obraca się w popiół
Istotne jest to czego nie osiągniesz nigdy
Osamotnienie spojrzeń bezcelowość kroków
Krew wina puls kryształu konstrukcja obłoków
Rozgrzeszy bieg planety i krater wystygły

Andrzej Bursa

Cagliostro - Andrzej Bursa

Cagliostro

Cagliostro - bękart dziwki z Neapolu
Dziś z markizami gra w durnia przy winie
Szczęście się toczy jak dukat po stole
Peruki chylą się przed łotrem z gminu.

Kiedy niejeden drżał o swoją głowę
I przed Bastylią podwojono warty
On w szklanej kuli pokazał królowej
Zmyślną maszynę do ścinania karków.

Zbladła królowa, bo pod gilotyną
W szkle rozpoznała rysy swojej twarzy
A mistrz nazajutrz nad dachami płynął
Pośród zachwytów szewców i mularzy.

Więc kiedy ścinać zaczęto naprawdę
I gniew kołysał jak chorągwią ludem
Wołano: Mistrzu dziś - w kościele dawnym
Mszę odpraw czarną papiestwu na zgubę!

Ale Cagliostro swój worek kramarski
Ściskając mocno ścigany księżycem
Przynaglał sługę by konie gnał wartko
Poprzez błotnistą flandryjską granicę.

Andrzej Bursa

Pejzaż - Aleksander Wat

Pejzaż

W czerni
wyglądałaby z daleka jak ptak jaki złowrogi
z przetrąconymi skrzydłami,
gdyby nie kapelusz przekrzywiony na bakier.
Przed nią na wózku przewiązana sznurami
sosnowa trumienka.
"Wio!, krzyczy kobieta ze złością, gdy szkapa zagapiona staje.
I pusta równina wkoło. Nic więcej, nic więcej, nic więcej.
Tylko wiatr chwilami skamle i śnieżek pada na bakier
z ciemnej chmury.

Aleksander Wat

Sonet nr 15 (O używaniu brzydkich wyrazów) - Bertolt Brecht

Francis Bacon
Sonet nr 15
(O używaniu brzydkich wyrazów)

Mnie, co żyję w umiarze, nieumiarkowany
Pozwólcie, abym wytknął to wam, przyjaciele
Że mocnych słów na oślep rzucacie tak wiele
Jakby ich brak był wam nieznany!

Rozkosz jebania od słów się wzbogaca
Jebiącym się uciechę sprawia słowo: jebać.
A kto nim gotów, ot tak, siepać
Ten dziurawego niech zażywa materaca.

To czystojebców trzeba na kaźń wysłać.
Dobrze zaś bywa zamęczać kochanki.
Ten pień choć w morzu płucz, a czystym stać się

Nie może. Lecz duchowi nie róbcie płukanki!
Bo męska sztuka to: jebać i myśleć.
(Natomiast męski luksus: śmiać się.)

Bertolt Brecht
przełożył Robert Stiller