.

.

sobota, 29 listopada 2014

Czas życia - Paul Valéry

Czas życia

Już się życie gorące ku zmierzchowi skłania,
To młodość - miłości pora,
Krótki czas dzieli wino od dni winobrania,
Świt od wieczora.

Spraw, iżby kwietnej woni z dniem każdym przybyło
Śród roztańczonej fali,
Kochaj nadzieję, dumę, wysiłek – więc miłość –
To cię ocali.

Ileż już serc w pochodzie uszło nieustannym
Tam, gdzie wieczna samotność,
Nie wiedząc, co to znaczy miód i wiatr poranny
W chwilę ulotną.

Ileż tam istot ludzkich, drzewu są podobne,
Kiedy usycha,
One nie smakowały życia, kiedy zdobne
I w krzyk, i w cichość.

Nie rozsiały po świecie istnień swych, jak złota,
Choć miały pełne ręce,
Teraz zasnęły smutne, a wieczna tęsknota
Tam, i nic więcej.

Ty żyj i twe pragnienia rozrzuć niezliczone
W dreszczu ekstazy,
Kochaj, chętny miłościom, niechaj z ciebie one
Czerpią jak z wazy.

Gorycz upojeń dzikich z życiem toczy bój,
Spraw, by, co martwe, ożyło,
Niech na twych ustach śpiewa niby pszczeli rój
Radość i miłość.

A potem patrz bez żalu, jak zdradza cię wszystko
Śnione w marzeniach,
Rzucając serce twe, jak na urągowisko,
Gdzieś w stronę cienia.

Paul Valéry
przełożyła Jadwiga Dackiewicz

Miłość szczególna mieszanina - Paul Valéry

***

Miłość - szczególna mieszanina,
zawiera szczyptę czegoś nowonarodzonego.
Jest w niej
coś z zaciekawienia wstydliwego dziecka
coś ze zwierzęcia
coś z hominis hamletici
coś ze zdobywcy
coś z głupca
coś z rzeźbiarza
coś ze spojrzenia i splotu węża
coś z hipnotycznego medium
coś z bałwochwalcy.

Paul Valéry
tłum. ? (red. Opera Nova Bydgoszcz 2009)

Jutrzenka - Paul Valéry

Jutrzenka

Zaplątanie ponure,
Co za sen mi służyło,
W blasku omdlewa chmurę,
Różaną i zawiłą.
Duszy zdzieram zasłony,
Ufnością uskrzydlony:
Pierwszy hejnał odwagi!
Przez wydmy krocząc białe,
Stawiam stopy wspaniałe
W ślady mojej rozwagi.

Chwała! uśpione jeszcze
Wy, bliźniaczym uśmiechem,
Czułe podobieństw dreszcze,
Słów błyskające echem!
Jak pszczoły w brzęku płoszę,
I zbiorę całe kosze,
Na szczebel wielokrotny
Drabiny mojej złotej,
Dygocący z ochoty,
Już stawiam sandał lotny!

Zorzy poblask przez grzbiety,
Alfons Mucha
Które nagle dygocą!
Już ocknione kobiety
W przeciąganiach się złocą;
Ta ziewa, lśniąca w cieniu;
Po łyskliwym grzebieniu
Palcami burzy włosy,
A tamta, snowi bliska,
Splotem ospale błyska,
Plotąc jego pogłosy.

Zbudzone wpół, gdy dnieje,
Wy to, w nocy drzemiące,
Władczynie dnia? Ideje,
Tak z nudów schlebiające?
- Mądre, mówią, niezłomne,
Wieczyste i przytomne,
Nie ustąpimy kroku!
We wnętrzu, prządki ciemne,
Pajęczyce tajemne,
Wokoło, w twoim mroku!

Czyż nie będziesz z radości
Pijany, widząc, jak płynie
Tysiąc słońc wspaniałości
Po jedwabnej tkaninie?
Oglądaj, co się stanie:
Ponad skryte otchłanie
W napięte przez nas nici,
Sieć misterna, osnowa:
W niej natura odnowa,
Naga, w dygot się chwyci.

Zdzieram przędzę domysłów
W postrzępione powrósła,
Stąpam przez knieję zmysłów,
Łowiąc śpiewne me gusła.
Bycie! O, kręgu ucha,
Wszystkość okolna ducha
Trwa u krańca pragnienia...
Słucha w dygocie siebie,
Ma warga się kolebie,
Drga w chwianiu jego cienia.

Cieniste to winnice,
Trafów kolebki czyste!
By ujrzały źrenice
Obrazy wiekuiste...
Zlatuje liście polne,
Źródło oku powolne
Wabi wątłym szelestem...
Moszczem wszystko i miazgą,
Skąd chciwą piję wargą
Ów owoc, którym jestem.

Nie zatrwożą mnie ciernie,
Dobre srogie ocknienie!
Porywaczki misterne
Snują podmuch i cienie:
Gdy kto świata wydzierca,
Rana pośrodku serca
Dla grabieżcy jest celem,
I ta głęboka rana
Upewnia go, zadana,
Iż jest ujarzmicielem.

Zbliżam się ku przeźroczy
Niedostrzegalnej toni,
Widzą Nadzieję oczy,
Jak ku tafli się kłoni.
Krtań potok pruje czasu,
Wzmaga falę z atłasu,
Co drga nad krtanie wszelkie...
I pod nurtu powłoką
Czuje otchłań głęboką,
Z stóp strącając kropelkę.

Paul Valéry
przełożył Stefan Napierski

W ukryciu zabrzmi ta piosenka - Francois Villon

W ukryciu zabrzmi ta piosenka

W ukryciu zabrzmi ta piosenka,
Lecz lepiej mi wypłakać oczy,
Niźliby śmiał kto kiedy zoczyć
Tę łzę, w niej cała moja męka.

Mój żal jam winna żywić skrycie,
W niczyich piersiach nie oddźwięczy,
Tym mniej przyjaźni niesie życie,
Im więcej bólu serce dręczy.

Nieznana światu ta udręka,
Przez którą dni me rozpacz toczy,
Łzom chętne, śmieją się me oczy,
Rwie się melodia, struna pęka,

W ukryciu zabrzmi ta piosenka.
Na twarzy mej smutku odbicie
Cnotą mi życia nie uwieńczy,
Wy mnie o obłęd pomówicie,
O wy, do których los się wdzięczy.

Gdy oto się ukazać lękam
Bólu, co kirem mnie otoczy,
Trza mi schronienia próg przekroczyć,
Zataić czarną myśl, co nęka,
W ukryciu zabrzmi ta piosenka.

Francois Villon
przełożyła Jadwiga Dackiewicz

Utrapienia miłosne - Voltaire

Jean Antoine Watteau
Utrapienia miłosne

Waszmoście, ależ z was bałwany!
Za sprawą miłosnego licha,
Z początku każdy zestrachany,
Potrafi jeno łzawo wzdychać.

Wyznaje wreszcie, co go nęka,
Ona się dąsa, on wciąż swoje,
Jakaż to nuda, co za męka,
Owe sercowe niepokoje!

Wreszcie wzajemność - i tym gorzej,
Teraz dopiero ambarasy,
Bo pani często nie w humorze,
Z rodzinką też niejakie kwasy...

Aha, wszak pozostaje honor,
Honor - radości przeciwieństwo,
I spory - kogo zwyciężono,
Kto komu przyznać ma zwycięstwo!

Zjawia się rywal - znowu bieda,
Wnet popłoch w sercu załomoce,
I zazdrość kąsa, zasnąć nie da,
I niespokojne dni i noce.

Zmoże oboje gra i zwada,
Chcą pocałunku, w nim ucieczki,
Lecz żar zgasł, niesmak się zakrada –
Czyliż gra cała warta świeczki?

Voltaire
przełożyła Jadwiga Dackiewicz

Zimą - Sully Prudhomme

Zimą

Zimą, kiedy dni płyną w monotonnym smutku,
Biedne gniazdka ptaszęce giną powolutku,
Wiatr pod niebem z ołowiu puste je kołysze,
Zimne, mroźnie zaklęte w skamieniałą ciszę.

A potem, gdy wiosenne zawieją podmuchy,
Nie znajdziemy na trawie szkielecików kruchych,
Choćbyśmy chcieli szukać i wszystkie pozbierać.
Czy ptaszęta się kryją, kiedy chcą umierać?

Czy miłość nasza, krucha tak w ogromie świata,
Stanie się w oczach Boga nicością po latach?
Niechże zalśni błękitem, nim we mgłach utonie
Łzą, bo przecież choć jedna łza zostanie po niej.

Sully Prudhomme
przełożyła Jadwiga Dackiewicz

Kołysanka kozacza (2-gi przekład) - Michaił Lermontow

Kołysanka kozacza

Śpij prześliczny mój chłopaczku,
Dziej się bajko, dziej.
Księżyc zasiadł w pełnym blasku
u kolebki twej,
a ja bajki mam dla ciebie
i piosneczkę mam;
a ty śpij zmrużywszy oczka
dziej się, bajko, nam.

Wśród kamieni rwący Terek
wzbija mglisty kurz,
a na brzegu groźny Czeczen
ostrzy kindżał już;
Ojciec twój to hardy wojak
zna rzemiosło swe.
Śpij malenki, śpij spokojnie
Bajka dzieje się.

Sam zobaczysz, ciężkie brzemię,
zły los pewny, lecz
śmiało włożysz nogę w strzemię
i pochwycisz miecz.
Ja jedwabiem wyścieloną
kulbakę ci dam;
śpij synaczku mój kochany
dziej się bajko nam.

Będziesz śmiałkiem jak się patrzy
duszą kozak-chwat,
wyjdę z tobą, dasz znak ręką
I wyruszysz w świat
Ileż gorzkich łez wyleję
skrycie nocy tej.
Cicho, słodko śpij, aniele,
dziej się, bajko, dziej.

Będę dręczyć się tęsknotą
w beznadziei czas,
modlić się całymi dniami,
nocą wróżyć z kart
i rozmyślać o twej biedzie
w obcym kraju gdzieś;
śpij, dopóki nie znasz smutku,
bajka dzieje się.

A na drogę matka święty
obrazek ci da.
Módl się przed nim,
niech cię zawsze Bóg w opiece ma,
i do boju się szykując
myśl o matce swej…
Śpij, prześliczny mój chłopczyku,
dziej się bajko, dziej.

Michaił Lermontow
przełożył Wiktor Wrzos
PS. Dziękuję:)

Miło być od swojego czasu zrozumianym - Cyprian Kamil Norwid

Miło być od swojego czasu zrozumianym

„Miło być od swojego czasu zrozumianym,
Przyjętym od epoki; stąd tak czytywanym,
Iż żaden odcień słowa nie tonie w papierze,
Lecz wszystkie drżą w powietrzu namiętnie i szczerze.
To zaś nie tylko, że jest obcowaniem myśli,
Lecz i onej wyrobu warunkiem istotnym;
Tak dalece, że będąc sam, i sam najściślej,
Odkąd myślisz, nie jesteś już przeto samotnym.
Już ty się pytasz, już ty odpowiadasz - wcale
Nie mówisz, lecz   r o z m a w i a s z ... jakkolwiek
                                                                    niedbale.

Bądźmyż więc przystępnymi i od innych bytów
Żądajmy spół-uczucia!"
                                           _ _ tak Wachlarz ulotny.
Gładki, chwiejny, lubownik gaz i aksamitów,
Dumał - - a jak ów gołąb, co grucha samotny,
Przeciągał skrzydła swoje wdzięcznie, acz leniwo,
I zatęsknił...

Cyprian Kamil Norwid

Powrót - Jacek Kaczmarski



Powrót

Ścichł wrzask szczęk i śpiew
Z ust wypluwam lepki piach
Przez bezludny step
Wieje zimny wiatr
Tu i ówdzie strzęp
Lub stopy ślad
Przysypany

Dokąd teraz pójdę kiedy nie istnieją już narody
Zapomniany przez anioły porzucony w środku drogi
Nie ma w kogo wierzyć nie ma kochać nienawidzić kogo
I nie dbają o mnie światy martwy zmierzch nad moją drogą
Gdzie mój ongiś raj
Chcę wrócić tam
Jak najprościej

- Szukasz raju!
Szukasz raju!
Na rozstajach wypatrując śladu gór?!
Szukasz raju!
Szukasz raju!
Opasuje ziemię tropów twoich sznur...

Sam też mogę żyć
Żyć dopiero mogę sam
Niepokorna myśl
Zyska wolny kształt
Tu i ówdzie błysk
Lub słowa ślad
Odkrywany

Wszystkie drogi teraz moje kiedy wiem jak dojść do zgody
Żadna burza cisza susza nie zakłóci mojej drogi
Nie horyzont coraz nowy nowa wciąż fatamorgana
Ale obraz świata sponad szczytu duszy oglądany

Tam dziś wspiąłem się
Znalazłem raj
Raj bez granic

- Jesteś w raju
Jesteś w raju
Żaden tłum nie dotarł nigdy na twój szczyt
Jesteś w raju
Jesteś w raju
Gdzie spokojny słyszysz krwi i myśli rytm...

- Jestem w raju
Jestem w raju
Żaden tłum nie dotarł nigdy na mój szczyt
Jestem w raju
Jestem w raju
Gdzie spokojny słyszę krwi i myśli rytm...

Jacek Kaczmarski

środa, 12 listopada 2014

Do Marianny Buttrich - Ewa Lipska

Do Marianny Buttrich

Już od roku usiłuję
napisać do Ciebie list.

Ale
szarańcza moich myśli
jest nieprzetłumaczalna.

Nieprzetłumaczalni są dyżurni
pilnujący moich słów i gramatyki.

Nieprzetłumaczalne są moje godziny
na Twoje godziny.

Czarny bez za oknem.
Porozpinane bramy. Pożółkłe niedopałki dnia.
Martwe oko w wizjerze
o szóstej nad ranem.

Nieprzetłumaczalny jest Rilke.
Die Blatter fallen, fallen...
Wir alle fallen...


Mam Ci tyle do powiedzenia
ale
tunel nadciąga
na mój spóźniony pociąg.

Słychać przeciągły gwizd.

Jestem zmęczona, Marianno,
wyjeżdżam na wypoczynek
w trójkąt bermudzki.


Ewa Lipska

Na progu - Anna Frajlich

Na progu

Ty będziesz jeszcze czekał - ja
już nie wybiegnę
miejsca pod zmarszczki zliczę
na mej gładkiej skórze
i pomyślę
że nie ma sadu z jabłoniami
i pomyślę
że nie mam błękitnej sukienki
Ty jeszcze będziesz czekał
Pan Bóg dał mi ciało
nakazał włóknem każdym poznawać znużenie
może jeszcze pamiętam
hojność twoich dłoni a może ból
pamiętam
źródło
i pragnienie

Anna Frajlich

Popołudnie z faunem grającym na fletni - Janusz A. Ihnatowicz

Joan Miró - The Garden (1925)
Popołudnie z faunem grającym na fletni

nie wołaj do mnie przez ciemne brzegi
nie wołaj
ale się zachłyśnij jak rzeka wodą
ptakiem przez krzaki pobiegnij
jabłkiem ku ziemi

jak bomba zakwitnie lata urodą
rękę mi podaj rękę mi podaj
jak chmura chmurze
w dzień się zazieleń
pęczniejący dzień
wtedy wołaj

ptak rozkrzyczany w gałęziach
niebo echem głębokim
sad bębnem po bokach
i trawa rośnie w głos

a potem dzień się zawęża
w czerwień ku brzegowi
nocą nie wołaj do fali
ale smutkowi się oddaj
gdy i zagubiony księżyc się żali
na niebo czarne jak księga
i jak oczy zaśniętego Satyra.

ks. Janusz A. Ihnatowicz

Dante u brzegu Styksu - Janusz A. Ihnatowicz

Gustave Doré
Dante u brzegu Styksu

wczoraj gwiazdy wpadły w jezioro
dziś ogonami migając pływają
niedobrze oj niedobrze gdy wysoko
niebo jest puste a światła ciągną wodą

rozpostarte powietrze jak namiot
ukrywa pustkę opuszczonych niebiosów
pęcznieje sowa co pożarła światło
i złoci rękę skórę wód pieszczącą

popod falami korytarze z nocy
suną korytarzami za-uśpione ryby
opadłe liście nieba wolno toną

aż nagle jezioro w niebo wyskoczy
jak sztylet noc rozpruje i wtedy
wtedy ja w słońcu rozkosznie konam

ks. Janusz A. Ihnatowicz

Pejzaż Stanisławskiego - Beata Obertyńska

Jan Stanisławski, Step, 1900
Pejzaż Stanisławskiego

Nic - tylko niebo barwinkowo sine,
nic - tylko badyl na miedzy tuż obok
i wsparty o karą oraninę
bułany obłok...

Beata Obertyńska

Gwiazda Polarna - Beata Obertyńska

Gwiazda Polarna

Nieruchoma wśród mroźnych światów osypiska
ty - o karku stężałym samico wychudła!
Lód w pazurach ci brzęczał i para szła z pyska
i zamróz ci kosmiczny szronem bielał w kudłach…

Ani czując, że żywą tykam cię źrenicą,
z zaspy gwiazd, gdzie ugrzęzłaś w roziskrzonych pyłach,
sierścią w przetwór wmarznięta, Polarna Wilczyco.
ku wieczności łeb smutny zadarłaś - i wyłaś…

Beata Obertyńska

A ja już nie chcę - Beata Obertyńska

A ja już nie chcę

A ja już nie chcę! Nie mogę!
Do płaczu mam już dość
eukaliptusu – błękitu – pomarańcz
– fig –
Psia kość!

To ma być jesień? Kpiny!
… Jesień jest szara i niska…
Ja pytam: gdzie jarzębiny?!

Beata Obertyńska

Ostatnia jesień - Beata Obertyńska

Ostatnia jesień

…Noc narasta od wschodu wielka
i kosmata.
Noc zadławi niebawem precz,
u krańców świata
łun ostatek, co w drzew się nagiej
czerni żarzy.

Usnął park, w chłód przyziemny
grążąc się pomału,
w sen, nad którym wieczornie
osiadł już na straży
wron okrężnie w gałęzie naniesiony
namuł…

Usnął park, jak znużony
po wyroku więzień,
co śmierci się na jawie rozważać
nie waży,
za to snem się zawczasu
z jej bezwładem brata…

…Kiedy żar łun ostatnich między pnie
się wgniata,
Noc narasta od wschodu…

Beata Obertyńska

W popłochu - Kazimierz Nowosielski

W popłochu

Nagle wpadli w popłoch
- bo byli wolni

nie związani z niczym

Pomiatał nimi
zimny wiatr historii

Kazimierz Nowosielski

niedziela, 9 listopada 2014

Rozmowa - Jacek Kaczmarski



Rozmowa

Pan śpiewak, świat widzi ponuro:
Wciąż tylko o stosach i grobach;
Pan wiesza, poddaje torturom,
Głos pana to wieczna żałoba,
Że trwają - pan za złe ma murom,
A mnie się to życie podoba!

- Proszę pani, ja życie lubię
W jego prawdzie i w jego złudzie;
Ale człowiek dąży ku zgubie,
Wiedzieć o tym nie chcą ludzie.

- Właśnie, ludzie. Niech pan pomyśli
Starczy im prawdziwych przepaści,
A najgorsze - jeszcze się przyśni;
W cierpieniu - wszyscy są właśni.
Pan mówi, że życie to czyściec,
A oni pragnęliby baśni.

- Proszę pani, przecież to robię.
Opowiadam baśnie, choć smutne -
Kim by był niepojęty człowiek
Bez braci Grimm prawdy okrutnej?

- Właśnie, prawda. O co pan pyta?
Obcy panu brak wątpliwości.
To pan śpiewa, co pan przeczytał:
Po prostu świat w książkę uprościł.
Pan gra, kiedy wszechświat zazgrzyta.
Pan przeczy człowieczej miłości!

- Proszę pani, cierpieć się staram.
Starczy spytać żony i dzieci.
Kocham. Miłość - księga stara,
Którą warto Bogu polecić.

- Właśnie, Bóg. Pan Boga nie lubi,
Ale mówi, że wciąż Go szuka.
W pańskich trwogach można się zgubić.
Pojąć sztukę pańską to sztuka
Pan publicznie z losem się czubi:
Jaka z tego dla nas nauka?

- Proszę pani, proszę nie czekać
Na nauki, tezy i wnioski -
Jestem egzemplarz człowieka,
A to znaczy - diabli, czyśćcowy i boski.

Jacek Kaczmarski

Don’t touch me, I’m full of snakes! - Wacław Iwaniuk

Don’t touch me, I’m full of snakes!

Don’t touch me, I’m full of snakes!
Jestem jak martwa gleba bez kropli powietrza
Jak zestrzelony wiatrem obłok
Jak rzeka która była i której już nie ma
O skamieniałych brzegach. Jak bezsilne słowo.
Don’t touch me! Wolę nosić w sobie
To, co wypełnia moje sny po brzegi
Lata których żadne słowa nie omodlą.
Chowam w sobie trujące wspomnienia
Żmije płomieni i jad gazu –
Żyję jak lustro, z twarzą ku przeszłości

Wacław Iwaniuk

Wiersz dla samego siebie - Wacław Iwaniuk

Monika Dolata
Wiersz dla samego siebie

Szukałem szczęścia po świecie, które było we mnie.
Podróżowałem z kraju do kraju zamiast mieszkać w domu.

Wacław Iwaniuk

Moment - Wacław Iwaniuk

Moment

Jest cisza ziemi i szept
spadających liści
gdy żegnają się z drzewem.
Słucham mowy wiatru
bo może ostatnia to już jesień
przeorana krzykiem
odlatujących ptaków
ich lakoniczną mową.
Wiatru nikt nie uwięzi
jego wolność jest inna od mojej
wciąż na bezdrożach
obcych sumień.
Gdy słucham mowy wiatru
słucham własnych słów
a te kryją zasadzkę
bo w każdej sylabie wiersza
jest moja prywatna prawda
o której nic nie wiesz.

Jak blisko jesteśmy boskich praw
i jak daleko od samych siebie.

Wacław Iwaniuk

Z wczoraj na wczoraj - Wacław Iwaniuk

Z wczoraj na wczoraj

Czym jest lustro
Którego nie ma
choć wmawiamy w siebie
że będzie –

Jaki jest dzień
Który minął
zanim nastał
przeszedł obok nas
wczorajszym krokiem
i tyleśmy go widzieli –

Czym jest miejsce
którego nie ma
choć mówimy:
Było
więc jest.

Wacław Iwaniuk

Rekolekcje - Wacław Iwaniuk

Giorgio de Chirico
Rekolekcje

Siłą zamknięci, nie możemy wyjść
Szukamy klucza by otworzyć drzwi
Szukamy siebie w bezradnej podróży
Która rani nam ciało i kości obnaża.

Czas nas otacza niewidzialnym ruchem
Wypełnia słowa, więzi zdania
A niebo tym błogosławi którym piekło sprzyja
I bierze ludzkie życie jak wygrany fant.

W słowach rośnie i ginie uroda natury
Łączy się z ziemią sklepione powietrze
Głosy, kamienie rzucone pod nogi
Zamknąłem w sobie w szczelną obojętność.

Bałem się kiedyś własnego obrazu
Chciałem być kroplą ukrytą pod brwią
Zanim się stoczy z obolałej rzęsy
W niebyt, jak w ciemne dziurawe naczynie.

Po drodze pokutują zapomniane źdźbła
Jałowym kłosem raczą pola
Tak jak je pozostawił i ominął czas
Mokry od rosy o zimnych pazurach.

Wacław Iwaniuk

Chciałbym uciec bo trwoga niszczy - Wacław Iwaniuk

Chciałbym uciec bo trwoga niszczy

Chciałbym uciec bo trwoga niszczy
Ale nie ma dla mnie ucieczki
Chciałbym usiąść na jakimś brzegu
Chciałbym oprzeć głowę o kamień
Przyjąć w oczy łagodny promień
Zamknąć w sobie czas przed odejściem.
Ale nie mam już dawnych źrenic
Ale nie mam już dawnych stóp
Moje ciało mnie opuściło
Odszedł mnie mój własny czas

Wacław Iwaniuk

List do Zbigniewa Herberta - Wacław Iwaniuk

Zbigniew Herbert - fot. Langda - 1963
List do Zbigniewa Herberta

Chciałem ci jeszcze przypomnieć
byś pamiętał o sobie;
zapisuj każde słowo
bo może być dla nas łabędzim śpiewem
lub doliną bez wyjścia.

Staraj się mimo agonii
dać życiu pełny kształt.

Nikt dziś nie czyta głośnych Deklaracji

Nikt nie dotrzymuje jałowych Traktatów

W ciemności płomień świecy wydaje się słońcem
Ciało w którym mieszkasz jest konfesjonałem
jego ciszę wypełnia szept tak zwanej wieczności

Wiem -
po obu stronach czekają ukryte pułapki
na pogodzonych z Losem

Masz jeszcze pod dostatkiem pamięci dla Żywych
purpury dla Zmarłych
żyj jak dżdżownica
przeżuwając ból Ziemi

Nasz obłęd
musi być czytelny.

Wacław Iwaniuk

Bajka ruska - Zbigniew Herbert

Bajka ruska

          Postarzał się car ojczulek, postarzał. Już nawet gołąbka własnymi rękami nie mógł zadusić. Siedział na tronie zloty i zimny. Tylko broda mu rosła do podłogi i niżej.
          Rządził wtedy kto inny, nie wiadomo kto. Ciekawy lud zaglądał do pałacu przez okno, ale Kriwonosow zasłonił okna szubienicami. Więc tylko wisielcy widzieli co nieco. W końcu umarł car ojczulek na dobre. Dzwony biły, ale ciała nie wynoszono. Przyrósł car do tronu. Nogi tronowe pomieszały się z nogami carskimi. Ręka wrosła w poręcz.
Nie można go było oderwać. A zakopać cara ze złotym tronem - żal.

Zbigniew Herbert

sobota, 8 listopada 2014

Modlitwa końca mojego wieku - Adam Ziemianin



Modlitwa końca mojego wieku

Ty który śmieszne kawki
nauczyłeś latać
Ty który jesteś z tego
i nie z tego świata

Uchowaj dzisiaj od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty który stworzyłeś
jaśminu gałązkę
Ty który orzech włoski
zawiązujesz w piąstkę

Zachowaj dzisiaj od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty który ciepłym słońcem
napełniasz mieszkania
Ty który dałeś nam
trudne przykazania

Uratuj dzisiaj od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty który kaczeńce
wymyśliłeś dla nas
A żaby nauczyłeś
nocnego kumkania

Odwróć dziś - proszę - od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty któremu nawet
posłuszne są rzeki
Ty który zmęczonym
zamykasz powieki

Nachyl dziś - proszę - w stronę miłości
Moje serce moje myśli moje oczy

Adam Ziemianin

piątek, 7 listopada 2014

Rekonstrukcja poety (fragmenty) - Zbigniew Herbert

Rekonstrukcja poety
(fragmenty)

między krzykiem narodzin
a krzykiem śmierci
obserwujcie swoje paznokcie
zachód słońca
ogon ryby
a tego co zobaczycie
nie wynoście na rynek
nie sprzedawajcie po cenach okazyjnych
nie krzyczcie

bogowie tak jak zakochani
lubią ogromne milczenie

między wrzaskiem początku
a wrzaskiem końca
bądźcie jak niedotknięta lira
która nie ma głosu
ma wszystkie

to jest dopiero początek
początek zawsze jest śmieszny

siedzę na najniższym stopniu świątyni Zeusa Cudotwórcy
i zachwalam mały palec tamaryszek kamyki
nie mam ani uczniów ani słuchaczy

wszyscy stoją jeszcze zapatrzeni w wielki pożar Epopei

ale to już dogasa
niedługo zostaną tylko osmalone ruiny które zdobędzie trawa

Ja jestem trawa.

Zbigniew Herbert

Serce - Zbigniew Herbert

Serce

Wszystkie narządy wewnętrzne człowieka są łyse i gładkie. Łysa jest wątroba, kiszki, płuca. Tylko serce ma włosy - rude, gęste, niekiedy bardzo długie. To nie jest dobrze. Włosy serca przeszkadzają płynąć krwi, jak wodorosty. Często gnieżdżą się w nich robaki. Trzeba bardzo kochać, aby wyciągnąć bliźniemu z serdecznych włosów te małe i ruchliwe pasożyty.

Zbigniew Herbert

Linia - Kazimierz Sowiński

Linia

Zarys - muszli?
W oku zalśnienie - nieba?
A zarys policzka
przyobleczony w różowość płatków.

Czoło w ześlizgu wiolinu.
Na wodzeniu smyczka
tak niewiele - zaledwie zarys:
linia, zapach,
w echach rozpostartych na mchu
muzyka.

I oto jest nagły wiatr:
podmuch kolorów
na stromej ścianie życia.
oto jest geometria melodii:
linia warg, zarys policzków,
czoło w ześlizgu wiolinu.

Kazimierz Sowiński

Sobowtór - Kazimierz Sowiński

Sobowtór

Ta sama zmarszczka u brwi,
to samo trochę sępie spojrzenie,
a czasami oczy niewidzące
jak u zbudzonej sowy w środku dnia.

I krok nawet podobny,
gdy nadchodzi ku -
podczas gdy ja
odchodzę od -

Zdarzyło się - wczoraj
czy jutro?
A może w chwili przekreślenia czasu
gdy nie wiadomo,
czy to jeszcze zorza wieczoru
Czy już może świt?
Czy ta cienista miedza
wiedzie z -
czy do -

Tylko zakos jaskółki jest pewny:
z lewa na prawo,
ku gniazdku pod strzechą.

Kazimierz Sowiński

Ozimina - Kazimierz Sowiński

Ozimina

Spoglądam w stronę ostatnich wrót.
A ile już przekroczyłem
nie wiedząc nawet że zapadam się
w drugą, siódmą i dwunastą śmierć
co rok, co dzień, co godzina.

Ale ta co przyjdzie - śmierć pierwsza
Czy ta okaże się prawdziwsza?
A przecież to tylko noc tysiączna i druga
ostatnia? wieczna?

Gdy w pełni lata umierały skowronki
to przecież byłem ja,
gdy w dzień lipcowy umierały jaśminy
to przecież więzło moje serce.

A jak pięknie czerwieniły się jagody
umarłej jarzębiny,
choć nie widziały tego oczy
zamarzniętego dzięcioła.

Pięknie było, gdy żyła wiosna,
gdy lato pękało żywicą.
I pięknie było,
gdy murawy zachodziły mgłami jesieni,
gdy ozimina zasypiała
pod białą pościelą śniegu
na sen zimowy? wieczny?

Ozimina wytryśnie znów
pod uderzeniem promienia
i z jarzenia gwiazd spadnie rosa.

Kazimierz Sowiński

Anioły - Kazimierz Wierzyński

Bouguereau - Pieśń Aniołów (1881)
Anioły

Kto nas zaczarował?
ścienne malowidła.

Po cośmy tu przyszli?
Zmienić stare skrzydła.

Dokąd powrócimy?
Na te same ściany,
W mrok zaczarowany,
Mszał podawać złoty,
Trzymać świętą biblię,
Pozaleczać blizny,
Pozasklepiać rysy,
Służyć do modlitwy,
Wzlatywać nad lilie
I amarylisy.

Kazimierz Wierzyński

Pijaństwo - Kazimierz Wierzyński

Caravaggio - Bachus
Pijaństwo

Sina moja, sina
Poza miastem przestrzeni,
Jak czerwonego wina
Zachciało mi się jesieni.

Zachciało mi się ognistych buków,
Powojów, szałwii, sumaków,
Więdnących lasów, gdy pachną
Czerwono-zieloną tabaką.

I krzepkiego wiatru z chmurami
I karczmy z cynowym dzbanem
I przydrożnego pijaństwa
Z byle jakim kompanem.

Kazimierz Wierzyński

Haiku - Jack Kerouac

Louisa Boyd
Haiku

Przemywam twarz
śniegiem
pod Małą Niedźwiedzicą.

W słońcu
skrzydła motyli
jak witraże w kościele.

Kot: małe
ciałko, którym posługuje się
malutka osoba.

Niebo jest nadal czyste,
rosa rozsiadła się
na maszynie do pisania.

Krople deszczu są pełne
osobowości –
wszystkie.

Nie ma Buddy,
ponieważ
nie ma i mnie.

Smak
deszczu –
dlaczego mam klęczeć?

Księżyc w pełni, biały śnieg –
moja butelka
z zamrożoną na fioletowo cieczą.

Biedne, słodkie ciało –
nie ma, nie ma
odpowiedzi.

Przyjaciel pojawił się
w mojej sypialni –
wiosenny deszcz.

Książka
sama stoi
na półce.

Żadnych gałęzi na drzewie,
aby schwycić szklankę
wody.

Ach, ptaki
o świcie.
Moja matka, mój ojciec.

Mężczyźni i kobiety
jazgoczący pod
wieczną Pustką.

Jack Kerouac
przełożył Kazimierz Brakoniecki

Obłudniku - Niels Hav

Obłudniku

Ktoś, kto twierdzi, lub w to
spokojnie
wierzy, że jest medium
Allaha, Boga
lub Buddy,
jest, jeśli to możliwe jeszcze gorszym obłudnikiem
niż ja,
który żąda akcji w wieczności;
tylko dlatego, że ja znam cenę jednej sztuki
na pieluchy.

Niels Hav
przeł. Leonarda Petersen

Epigram - Niels Hav

Epigram

Możesz spędzić całe życie
w towarzystwie słów
i nigdy nie znaleźć
tego właściwego.

Zupełnie jak ta nieszczęsna ryba
zawinięta w węgierską gazetę:
po pierwsze jest martwa,
a po drugie nie rozumie
węgierskiego.

Niels Hav
przeł. Elżbieta Wójcik-Leese

Fragment - Adam Czerniawski

Siudmak - Energia
Fragment

Dobrze jest być pierwiastkiem sprawdzalnego świata
zmysłowo przeczuwać kształty i przestrzenie
one stale zmienne, barwy ciągle kłamią
twarz uchwycona w spojrzeniu, zmyślona nad ranem,
stąd smutek, żal gestu, tonacji czy woni
które przebrzmiały.

Czymże jest więc nieśmiertelna dusza?
Jeśli - powiada Augustyn - ponadzmysłowa trwa wiecznie
jak rdzeń trójkąta, cóż o niej wiemy?
Boć nie tylko zapach desek w tartaku i krzyk mew na skałach
ale też prawa fizyki, wzory geometrii, ale treść logiczna
zdań kojarzy się z nocą letnią nagle na wsi:
Jak wyobrazić rozum bez ręki, bez oczu,
któż myśląc o przekątniach nie zauważy
łuku twych włosów, nie usłyszy znajomych głosów
płynących z tarasu o zmierzchu w asymetrii gwiazd?

Adam Czerniawski

Nieskończenie - Adam Czerniawski

Paula Grenside
Nieskończenie

Człowiek zastanawia się
czy jego życie przypomina
ogród angielski porą jesienną
mozaikę miłości i lęku
tkaninę w której przewija się nić błękitna
mapę w odwzorowaniu Merkatora
pokreśloną grubymi kredkami
gruzy jakiegoś osiedla
zamazany portret rodzinny
prześwietloną mgławicową kliszę
potarganą rybacką sieć

w lustrze widzi twarz której nie poznaje

i nie wie który wizerunek jest trafny
żyje jeszcze i żyć może długo

Adam Czerniawski

Babilon V - Adam Czerniawski

Babilon V

Przerażał mnie pascalowy wszechświat
niezmierzonych pustek i przestrzeni
Teraz pod koniec wieku XX
widzę wreszcie, że Kopernik i Galileusz
niepotrzebnie ryzykowali życiem

Chcę spać w spokoju
na tej małej planecie
wokół której obraca się
słońce

Adam Czerniawski

Zabliźnić się trzeba... - Roman Maciejewski-Varga

***

zabliźnić się trzeba mówisz do mnie
choć więcej w nas bełkotu niż sensu
wieczorem zdobywamy zamki i twierdze
rano kac kalesony żony marudzące dzieci
nasza powiatowa bezsilność

byliśmy tak blisko spełnienia
w tym smutnym czasie krzyży
uwierzyłem przez chwilę
że w tej tancbudzie
dla niektórych wybranych

zakwitło szczęście

Roman Maciejewski-Varga

Ziarno - Tomasz Jastrun

Ziarno

Nie lubię długich wierszy

Krótki wiersz jest jak kamień
Można nim cisnąć
Podrzucić jak piłkę
Lub połknąć przed zaśnięciem

Długie wiersze są jak ulice
Gdzie na poboczach stoją samochody
A leniwy tłum ogląda wystawy

Krótki wiersz zmieści się w jednym oddechu
W jednej otwartej lub zaciśniętej dłoni
W jednym westchnieniu i jęku
Długie wiersze są dzisiaj niepraktyczne
Trudno skupić się przy nich

W nieustającym bełkocie zdarzeń

Krótki wiersz jest znakiem naszych czasów
Ziarnem które czeka na swą porę

Tomasz Jastrun

środa, 5 listopada 2014

Cacka - Cyprian Kamil Norwid

Cacka

Myśliłem ja - że  L i r a  i że  S t y l,
Choć fala je nosi, jak łabędzia,
Nieobliczającego dróg i chwil.
Choć cel mają w sobie, są – n a r z ę d z i a.

Myśliłem - że, gdy lud nie ma bytu,
Że słowu jeżeli brak powietrza,
Dotyka wieszcz kluczem u zenitu,
Skąd aura na świat płynie letsza.

Ja - myśliłem, że każda ze strun wie,
W jaką porę? wydzwonić? co i gdzie?...
I myśliłem - że przez ich balsamy
upowinowacone różności
Czynią - iż  s p ó ź n i o n y c h  p r a w d  nie mamy -
Spóźnionych dla miękkiej drażliwości.

Myśliłem! - że wieszczów było tyle,
Ile jest blizn dotkliwych? - a które
Przez  f o r m - c z a r y - przez  s t o s o w n ą  c h w i l ę -
Opatrują się i leczą w porę - - -

Och!... ja byłem błędny i sam chory:
Ponętniejsze jest lir przeznaczenie -
Są one dla prawd, czem w oknach  s t o r y,
Na których wstrzymują się promienie,
Wyświecając płótno malowane
Z malachitowemi krajobrazy,
Ze źródłami ametystowemi,
Pasterkami, owianemi w gazy…
Z ziemią tą… co nie dotknęła ziemi!

One śnią: że szyba?... to - posadzka!
One nucą: «Stąpaj bez poręczy
W objęcia Fantazji, co się wdzięczy...»
— — — — — — — Cacka — cacka!!

Cyprian Kamil Norwid

Socjalizm - Cyprian Kamil Norwid

Socjalizm

Ludzie, choć kształtem   r a s  napiętnowani,
Z wykrzywianymi  r ó ż n ą  m o w ą  wargi,
Głoszą: że oto   ź l i  już i  w y b r a n i,
Że już  h o s a n n a  tylko, albo skargi
- Że Pyton - stary zrzucon do otchłani:
Grosz? - że symbolem już; harmonią?... - targi!

Och! nie skończona jeszcze Dziejów praca -
Jak bryły w górę ciągnięcie ramieniem;
Umknij - a już ci znów na piersi wraca,
Przysiądź - a głowę zetrze ci brzemieniem
- O! nie skończona jeszcze Dziejów praca,
Nie-prze-palony jeszcze glob, Sumieniem!

Cyprian Kamil Norwid

Cóż bo mózg? rozum co? - Cyprian Kamil Norwid

Cyprian Kamil Norwid - Wawel
***

Cóż bo mózg? rozum co? słynny z polemik,
Wysuszający żywota istotę -
Planów rysownik i potęg alchemik:
Czy kiedy przezeń ukochał kto cnotę? -

Serce - istotnym jest prawdy ogniskiem:
Gdy rozum zbłądzi w najmniejszej usterce,
Serce i z błędów nieraz wraca z zyskiem...
Życia i wiedzy więc treścią cóż?... serce!

Przezeń nieszczęsny śród fortunnych gości
I utwierdzenie śród silnych ma słaby;
Ludzkość, raz gdyby w istotnej miłości
Ruszyła w Niebo, jak do domu szłaby!...

Przez dziwną serca magię i czarowność
Zaniemawiają zawistni oszczerce,
A mądrość cicha odzyskiwa mowność.
Wszystko, co wielkie, jest wielkie przez serce!

Przezeń ułomność obliczem wypięknia,
Jakby światło życie nad mogiłą -
Trwożliwość przezeń się unieprzelęknia,
Blizny bywają wdziękiem, wdzięki - siłą.

Potężnym przezeń, co tkliwe i rzewne,
A rozrzewnionym, co harde i chrobre -
Przezeń jest wszystkość i całość..
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
...zapewne.

Serce jest dobra rzecz, dopóki... dobre!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Cyprian Kamil Norwid

Mgła - Jan Brzechwa

Mgła

Kiedy burza, kiedy klęska w progi życia mego szła,
Na powiekach mych się kładła dobroczynna, ciemna mgła.

Tak się stało niewidzenie rzeczywistych moich dni:
Co się nie śni – zamglonemu niech się zdaje, że się śni.

Nie dostrzegłem lat minionych ani nawet innych lat,
Świat mój kłębił się poza mną i to wcale nie był świat.

Dobrze było na obłokach załamanym dłoniom dwóm,
Szum był we mnie i nade mną – spadających liści szum.

Dłońmi niebem pachnącymi odpędzałem cienie z lic
I w tych dłoniach załamanych nie zostało więcej nic.

Nie kochałem cię za dobro, nie kochałem cię za zło,
Ale za to, żeś się kładła na mych oczach ciemną mgłą.

Jan Brzechwa

Owce we mgle - Sylvia Plath

Owce we mgle
Stanisław Witkiewicz,"Owce we mgle", 1899-1900

Wzgórza zstępują w mglistą biel.
Ludzie lub gwiazdy
Patrzą na mnie ze smutkiem, zawiodłam je.

Pociąg zostawia smugę pary.
Opieszały
Koń rdzawej maści,

Kopyta, smętne dzwonki -
Od samego rana
dzień ciemniał.

Jak więdnący kwiat.
Cisza przenika me kości, serce
Topnieje pośród dalekich pól.

Grożą,
Że powiodą mnie w sieroce
Bezgwiezdne niebo, w jego mroczną toń.

Sylvia Plath
tłum. Teresa Truszkowska

Dumna muzyko burzy - Walt Whitman

Dorian Vallejo
Dumna muzyko burzy

Dumna muzyko burzy,
Podmuchu, co niesiesz się wolny, gwiżdżąc poprzez prerie,
Mężny pomruku leśnych wierzchołków – górski wietrze,
Uosobienie mglistych zarysów – tyś orkiestry ukryte,
Ty serenady przywidzeń, gdy instrumenty wzniesione,
Mieszając z rytmem Natury wszystkie języki narodów;
Tyś akordy pozostawione przez legion kompozytorów – tyś chóry,
Ty nieokreślone, swobodne, religijne tańce – tyś ze Wschodu,
Półszeptem rzek, grzmotem spadających katarakt,
Tyś dźwiękiem odległych strzelb i galopem kawalerii,
Echem obozów z wszystkimi sygnałami trąbki,
Formując zgiełk, wypełniając sobą późną noc, przytłaczając mnie bezsilnego,
Wchodząc do mojej odludnej sypialni, czemuś mnie zniewoliła?

Walt Whitman
przeł. Krzysztof D. Szatrawski

Księżyc w rynku - Józef Czechowicz

Księżyc w rynku

Kamienie, kamienice,
ściany ciemne, pochyłe.
Księżyc po stromym dachu toczy się, jest nisko.
Zaczekaj. Zaczekajmy chwilę –
jak perła
wypadnie w rynku miskę –
miska zabrzęknie.

W płowej nocy,
po kątach nisz głębokich
po bram futrynach i okien
załamany,
bez mocy,
cień fiołkowy uklęknie.

Gwiazdy żółte, które lipcowy żar ściął,
lecą – kurzawą – lecą,
firmament w złote smugi marszczą,
za Trybunałem
na ślepych szybach świecą
cichym wystrzałem.

Noc letnia czeka cierpliwie,
czy księżyc spłynie, zabrzęknie,
czy zejdzie ulicą Grodzką w dół.
On się srebrliwie rozpływa
w rosie porannej, w zapachu ziół.

Jak pięknie!

Józef Czechowicz

Czekanie na nikogo - Krzysztof Kamil Baczyński

Czekanie na nikogo

Pod obojętną czernią alej
myśli wieczorem granatowe,
zakute w gwiazd ćwiekowej stali
płyną przez noc kopanym rowem.
Ścieżki księżycem wylęknione
biegają w starych drzew zacieniu
i noce cierpną gorzko-słone,
skute w parkowych krat więzieniu.
A niebo piersi chce prostować
ugięte pod ciężarem ciszy,
wysoko w czerni płyną słowa
w nie wymówiony głosem wiszar.
Oczy przestrzenią zapłakane,
wbite w głąb nieba nadaremnie,
gwiazdy w tłum liści zaplątane
drżą coraz ciemniej, ciemniej, ciemniej...

Krzysztof Kamil Baczyński

niedziela, 2 listopada 2014

Przerażają mnie mędrcy… - Janina Brzostowska

Przerażają mnie mędrcy…

Przerażają mnie mędrcy
chytrzy, pełni pychy,
biorący życie według: jak wiatr wieje,
i szkiełka sprzedający
drogo
jak diamenty.

Uciekam od nich.
Idę
do naiwnych ludzi
wierzących:
to jest białe
a tamto jest czarne
i diamenty
prawdziwe diamenty
prawości
rozdających beztrosko
jak zwyczajne szkiełka.

Janina Brzostowska

Bez tytułu - Tadeusz Różewicz

Mariusz Zawadzki
Bez tytułu

mordowali się
mordują
i mordować będą
kainowe plemię
zaludnili ziemię
skazili wody
zaśmiecili kosmos
kaci dla wszystkich
stworzeń
urządzają bez przerwy
rzeź niewiniątek
piją ropę
modlą się do
złotego cielca
którego padlina
zatruwa miłość
wiarę i nadzieję

Tadeusz Różewicz