.

.

niedziela, 15 listopada 2015

Dans le Restaurant - T.S. Eliot

Dans le Restaurant 

         Zniszczony kelner, z braku innych zajęć
Drapiąc się, gdzie popadło, sterczy mi nad głową
"Deszczowa pora właśnie u nas się zaczyna,
Wiatr, słońce, deszcz zacina.
Święto prania żebraków, jak się u nas mówi."
(Zaśliniony gaduło, paplo krągłodupy,
Błagam, przynajmniej nie pluj mi do zupy)
"Wierzby nawilgłe i w pączkach jeżyna -
Tam przed ulewą się chowało,
Siedem lat miałem, a ona też mało.
Zmokło toto do nitki. Dałem jej pierwiosnki."
Trzydziesta ósma plama znaczy kamizelkę
"Żeby się śmiała, łaskotać zacząłem
Przez chwilę czułem w sobie potęgę i szał."

Lubieżny dziad! W tym wieku... A to cicha woda!
"I wie pan, straszna rzecz... skądś z boku
Psisko wypadło na nas wielkie.
Zląkłem się i przerwałem pieszczoty w pół kroku
Szkoda."
No, przeciez miałeś to, coś chciał!
Jazda, zmyj zmarszczki z twarzy, oskrob czaszkę z błota:
Masz tutaj mój widelec, to niewiele trudu
I jakim prawem płacisz za wtajemniczenia
Takie, jak moje?
Dziesięć sous na łazienkę weź, obmyj się z brudu!

Flebas z Fenicji, trup od dwóch tygodni.
Niepomny wrzasku mew i burz Kornwalii.
Zysku i straty. I ładunku cyny
Prądem podwodnym wciągnięty w głębiny.
Życia koleje powtarzał na fali
Wystaw więc sobie jego los żałosny.
I on przed laty z dumnym chadzał czołem.

T.S. Eliot
przełożył Adam Pomorski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz