.

.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Pieśń od ziemi naszej - Cyprian Kamil Norwid

Pieśń od ziemi naszej
                           Et aux horions,
                                  l'on verra qui a meilleur droit --
                                  Jeanne d'Arc
I
Tam, gdzie ostatnia świeci szubienica,
Tam jest mój środek dziś - tam ma stolica,
       Tam jest mój gród.

Od wschodu: mądrość-kłamstwa i ciemnota,
Karności harap lub samotrzask z złota,
       Trąd, jad i brud.

Na zachód: kłamstwo-wiedzy i błyskotność,
Formalizm prawdy - wnętrzna bez-istotność,
       A pycha pych!

Na północ: Zachód z Wschodem w zespoleniu,
A na południe: nadzieja w zwątpieniu
       O złości złych!

II
Więc - mamże oczy zakryć i paść twarzą,
Wołając: "Kopyt niech mię grady zmażą,
         Jak pierwo-traw!"

Lub - mamże barki wyrzucać do góry
Za lada gwiazdką ze złotymi pióry -
         Za sny nieść jaw?

Więc mamże nie czuć, jaką na wulkanie
Stałem się wyspą, gdzie łez winobranie
         I czarnej krwi!...

Lub znać, co ogień z łona mi wypali?
Gdzie spełznie? - odkąd nie postąpi daléj? -
         I - zmarszczyć brwi...

III
Gdy ducha z mózgu nie wywikłasz tkanin
Wtedy cię czekam - ja, głupi Słowianin,
         Zachodzie - ty!...

A tobie, Wschodzie, znaczę dzień-widzenia,
Gdy już jednego nie będzie sumienia
         W ogromni twéj.

Południe! - klaśniesz mi, bo klaszczesz mocy;
A ciebie minę, o głucha Północy,
         I wstanę sam.

Braterstwo ludom dam, gdy łzę osuszę,
Bo wiem, co własność ma - co ścierpieć muszę -
         Bo już się znam.

Cyprian Kamil Norwid

Płomień - Adam Zagajewski

Płomień

Boże, daj nam długą zimę
i cichą muzykę i usta cierpliwe,
i trochę dumy zanim
skończy się nasz wiek.
Daj nam zdziwienie
i płomień, wysoki, jasny.

Adam Zagajewski

Metamorfoza - Edward Stachura

Metamorfoza

Góra
chmury pękały czarne
coraz czarniejsze
jakby koni frygijskich groźne tabuny
aż grom
przeszył obraz nie dokończony jeszcze
a model spadał
głową w dół
w płótno
i wrósł
w ciepłe jeszcze kontury
nagłego olśnienia

To był już ranek
a ty się śmiałaś do mnie z portretu

Edward Stachura

Miejsce muzyki - Jerzy Ficowski

za Wikipedią - Wnętrze Katedry w Reims
Miejsce muzyki
     Leszkowi Duninowi
Wnętrze katedry
domorośl wysokopienna

Poziome rytuały
na dnie
srebrne świerszczyki
ministrantury

Tylko kolumny
wstępują na szczyty
w sprzeczne symetrie
i pokłony pionów
pnie się
w stromych procesjach
cegła obnażona
z szat
złotolitych liturgii
w podniebie
zamykane na klucze
gotyku

Tam musi być
wysokość
i miejsce strzeliste
na wielki dyskurs
Jana Sebastiana
z Bogiem

Jerzy Ficowski

niedziela, 30 sierpnia 2015

Prośba o deszcz - Anna Frajlich

Prośba o deszcz

A deszcz nie pada
deszcz nie pada
i gdzie cię spotkam
jak nie w deszczu
pobladły bzy wzdłuż autostrady
i zgasła zieleń w całym mieście
sam pójdziesz
- nawet parasola
ja?
- jak ugaszę sen bolesny
niech nam Pan
ześle wielką burzę
tak
jak nam dar pragnienia zesłał.

Anna Frajlich

Cykl - Anna Frajlich

Cykl

Znowu się w sobie zamkną drzewa
na tajemnicę
jak na kłódkę
ptak pożegnalną pieśń odśpiewa
i minie lato
znów
za krótkie.

Anna Frajlich

Ziarno - Wacław Iwaniuk

Ziarno

Nie ma go!
Jest słonecznik,
Okrągły namacalny,
a w słoneczniku
wieczność owalna.
Nie ma go!
Są kroki -
to przez powietrze
słoneczniki owalne idą.
A każdy wie
jak ustrzec mądrym okiem
i wybrać ziarno lepsze,
które jeszcze może się przydać.

A rozchodniki
są drobne i nikłe,
bez szafranowych złoceń.
Mogłyby żyć
pod słonecznikiem -
ale nie mają po co.

Wacław Iwaniuk

Kiedy Cię moje oplotą sny... - Tadeusz Miciński

* * *

Kiedy Cię moje oplotą sny -
jak białe róże -
nie bój się kochać - ja - i ty
w nieba lazurze.
Ziemia, jak echo minionych dni,
grające w borze,
a nasze duchy wśród martwych pni
wieszają zorze.

Serce mi splatasz koroną gwiazd,
hymnem warkoczy -
pode mną góry, wieżyce miast -
nade mną - oczy.
Dziwnie się srebrzysz, aniele mój,
w tęczowym piórze -
fontanny szemrzą, gwiazd iskrzy rój
wonieją róże...

Tadeusz Miciński

Urojona kantyna - Konstanty Ildefons Gałczyński

Urojona kantyna

Czekolada i chałwa, i małpki,
takie z pluszu, brązowe, dla dzieci,
oczywiście: jest noc i śpią ptaki,
i naturalnie: księżyc świeci,

no i sunie kantyna na kółkach,
i jest Wiosna z Gracjami trzema,
i kakao, i z szynką bułka,
tylko właśnie, że tego nie ma:

Urojona kantyna,
urojona dziewczyna,
jeden księżyc jest tylko realny,
jeden wiatr, bo z południa, upalny,
jeden lok, bo zalotny, ze złota,
i tęsknota, i trochę noc.

Jeśli nawet, powiedzmy, bomba —
i świat cały zwali się w gruzy,
to drobnostka, bo wszystko od nowa
będzie kwitnąć, no i ten muzyk

się odnajdzie ukryty w organach
w tym ostatnim zburzonym kościele,
a na drodze S-18
będzie dużo, choć tak niewiele:

Ta piosenka o tej kantynie
zaplątana w liściach jak lotnik
i ten lok, po tej dziewczynie,
taki złoty, taki zalotny —
i z piosenki znów życie powstanie:
jak dwa kwiaty — dwa cienie na ścianie,
z kwiatów rzęsy, a potem oczy,
żeby lotnik miał czym się zamroczyć —

by kantyna się stała realna,
a księżyc nie, a noc upalna,
żeby dzieci szumiały jak trawki
i zabawki śpiewały im:

Urojona kantyna,
urojona dziewczyna,
jeden księżyc jest tylko realny,
jeden wiatr, bo z południa, upalny,
jeden lok, bo zalotny, ze złota,
i tęsknota, i trochę noc.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Lato - Kazimierz Wierzyński

Lato

Leżę na łące.
Nikogo nie ma: ja i słońce.

Ciszą nabrzmiałą i wezbraną
Napływa myśl:
To pachnie siano.

Wiatr ciągnie po trawach z szelestem,
A u góry
Siostry moje, białe chmury,
Wędrują na wschód,

Czy nie za wiele mi, że jestem?

Kazimierz Wierzyński

sobota, 29 sierpnia 2015

O słowach - Anna Frajlich

O słowach

Ty słowa znasz
jak szumią dzwonią
jak uderzają w ciszę grzmotem
jak płyną dźwiękiem zagubionym
jak uciekają i z powrotem
ciepłe wślizgują się do ręki
niby posłuszne
a niechętne
ty w słowach robisz jak w kamieniu
młotem i dłutem
i przestrzenią
przestrzeń najtrwalej kamień rzeźbi
a w słowach żyły są i ziarna
i tajemnica siedmiobarwna
zamknięta w ciszy jest jak w bieli
i tylko trzeba ją rozdzielić
rozszczepić odkryć
rozwibrować. . .

Anna Frajlich

Zgaszony - Tomasz Jastrun

Zgaszony

Zapalił się

Zgasiła go
Jednym spojrzeniem
Zielonych oczu

I odeszła
Z jego twarzą na plecach
Rozciętą pogardą warkocza

Tomasz Jastrun

Samuel Zborowski/Akt II (fragment) - Juliusz Słowacki

W.A. Bouguereau - Orestes i Furie/Skrucha Orestesa - 1862
Samuel Zborowski/Akt II
(fragment)

Gdy wyrośniesz na człowieka,
Staną ci sny... jak liczny wróg,
I stworzysz świat... jak tworzy Bóg...
Ale nie świat realnych scen,
Lecz nikły świat — jak ze snu — sen..
I złamiesz świat... i pójdziesz wbrew
Wojskami mar... przeciwko ciał,
I będziesz myśl... przemieniał w krew...
Nam dawał moc — i od nas brał,
I będziesz król... lecz będziesz sam...
Albo więc idź... albo się złam...
Lecz jeśli duch przełamiesz twój,
Jeśli ty nas... odgonisz w mgłę,
To wtenczas drżyj... a twardo stój,
Bo my jak psy... jesteśmy złe...
Z pękniętych serc... z serdecznych cisz
Drwimy jak grom... co bije w krzyż.

Juliusz Słowacki

Ciągłość - Krystyna Rodowska

Wojciech Siudmak
Ciągłość

Pocieszamy się, że jest miłosierny.
Nazywamy go Panem
z (doprawioną) siwą brodą patriarchy
i ręką karzącą dla swoich stworzeń

Jego eksmisja z wysokości
nie dochodzi do skutku bo ciągle
nie umiemy się oswoić z pustostanem

Krystyna Rodowska

Bez wydruku - Krystyna Rodowska

Bez wydruku

Mężczyźni którzy wynieśli mnie kiedyś na orbitę
moich kilku biografii w jednej,
zapadli się teraz tak głęboko,
że nie mogłabym nawet po nich deptać

Mężczyźni którzy opuszczają
nawet moją pamięć,
ukrywają się przede mną w chaosie
niezrozumiałych fotografii

podczas gdy niedawni wirtualni
przyjaciele z odcieniem amoroso
zawieruszyli się na drodze do zapisania
w kopii roboczej

I wydruku nie będzie

Krystyna Rodowska

piątek, 28 sierpnia 2015

O, kapitanie! - Walt Whitman



O, kapitanie!

O Kapitanie! mój Kapitanie! nasza pełna strachu podróż skończona,
Okręt przetrwał każdą nawałnicę, zdobyta i nagroda upragniona,
Port jest blisko, słyszę dzwony i lud w radości swej wytrwały,
Choć oczy jego na kil zwrócone, na okręt groźny i śmiały;
Lecz o serce! serce! serce!
Tam się czerwieni krople wydarły,
Gdzie na pokładzie mój Kapitan leży,
Zimny i umarły.

O Kapitanie! mój Kapitanie! powstań i posłysz te dzwony;
Powstań - dla ciebie flaga powiewa - dla ciebie tryl trąbiony,
Dla ciebie bukiety i wstążką przewiązane wieńce, dla ciebie na brzegu zgromadzeni,
Ciebie wołają, rozkołysani tłumnie, ku tobie w gorliwości zwróceni;
Usłysz Kapitanie! drogi ojcze!
Ma ręka pod twą głową!
To jest ten sen którego podążałeś drogą!
To jest ten sen na którego pokład koszmarny upadłeś,
Zimny i umarły.

Mój Kapitan nie odpowiada, wargi jego pobladłe i złączone,
Mój ojciec nie czuje mej ręki, serce i wola już jego ściszone,
Okręt bezpiecznie jest zakotwiczony, podróż już jego skończona,
Ze strasznej podróży powrócił zwycięski, zdobyta i nagroda upragniona;
O raduj się nabrzeże, o i dzwońcie dzwony!
Lecz ja w żałobnym marszu zamarły,
Przechadzał się będę po pokładzie, gdzie Kapitan mój leży,
Zimny i umarły.

Walt Whitman
przełożył Andrzej Szuba
PS. Dziękuję:)

Epifanie - James Joyce

James Joyce
Epifanie
("Muzyka kameralna")

W czapce ze wstęgami
         Pieśń w dolinie snuje:
         Wtóruje, wtóruje
                  Każdy z was kto kocha.
Śpioch został ze snami:
          Niechaj życie prześni,
          Dźwięk śmiechu i pieśni
                   Nie poruszy śpiocha.

Śpiewa wciąż zuchwałej,
          Pośród wstąg strumienia.
          Chór pszczół u ramienia
                   Dzikich mu przygrywa.
Nie można śnić dalej,
          Sny się już prześniły...
          Jak do miłej miły,
                   Serce me, przybywam.

James Joyce
przełożył Maciej Słomczyński

Czas, Przestrzeń... - Charles Leconte de Lisle

***
(villanella)

Czas, Przestrzeń oraz Liczba
Z czarnego spadły firmamentu
W morze, co mroczne i bez ruchu.

Całun z ciszy i cienia,
Noc całkiem wymazuje
Czas, Przestrzeń oraz Liczbę.

Jak ciężki i milczący gruz,
Duch wpada w śpiącą pustkę,
W morze, co mroczne i bez ruchu.

W nim, z nim, wszystko tonie,
Pamięć, marzenie, uczucie,
Czas, Przestrzeń oraz Liczba
W morzu, co mroczne i bez ruchu.

Charles Leconte de Lisle
tłum. Krystyna Wojtynek-Musik

Z motywów astralnych - Anna Frajlich

Dariusz Twardoch
Z motywów astralnych

Czy ja ciebie odnalazłam
czy ty mnie
- postrzępione gwiazdy astrów na straganie -
wczesna jesień
czystsze noce
krótsze dnie
i to samo rozstawanie rozstawanie
i ten lęk odwieczny
cudzy chociaż nasz
gdy od astry się do astry świt przechyla
ile dni
pytamy nieraz
ile lat
a to tylko była chwila jedna chwila...

Anna Frajlich

O książce (fragment) - Czesław Miłosz

O książce
(fragment)

Gdzież jest miejsce dla ciebie
w tym wieku zamętu,
książko mądra, spokojna, stopie elementów
pogodzonych na wieki spojrzeniem artysty?
Już nam z twoich kart nigdy nie zaświeci mglisty
wieczór na cichych wodach,
jak w prozie Conrada,
ani chórem Faustowskim niebo nie zagada
i czoła zapomniany dawno wiersz Hafisa
chłodem swoim nie dotknie, głów nie ukołysze,
ani Norwid surowe nam odkryje prawa
dziejów, które czerwona przesłania kurzawa.
...

Wawrzyn jest niedostępny nam,
                                        świadomym kary,
jaką czas tym wyznacza, którzy pokochali
doczesność, ogłuszoną hałasem metali.
Więc sławę nam znaczono stworzyć
                                           - bezimienną,
jak okrzyk pożegnalny odchodzących
                                           - w ciemność.

Czesław Miłosz

środa, 26 sierpnia 2015

Kostka domina (9) - Janusz Kryszak

Kostka domina (9)

Tyle ludzkich spojrzeń, tyle zachwytów,
tyle składnie lub nieskładnie
wyrażanego podziwu.

Głośno i w milczeniu.

A przecież to tylko
połyskująca kruchym światłem woda jeziora,
kilka odcieni zieleni
i gonitwy perkozów o świcie.

Jakby w chmurze odbity obraz tego, co
prawdziwie dotknąć można dopiero
na tamtej drugiej ziemi.

Janusz Kryszak

Kuszony jestem urodą śmierci - Bogdan Czaykowski

Kuszony jestem urodą śmierci

Kuszony jestem urodą śmierci
nie żałuję umarłych
wchodzą cicho w głębsze związki
z nieludzką materią

ich światło
zbiega się w jeden punkt
ciemności
i nieskończenie rozprasza

ich modus bytu
jest naturalny

żałuję żyjących zmordowanych
tak trudno im się przemieszczać
w wyobraźni
nie znają socjologii śmierci
ani biochemii nieostatecznej przemiany

gdy wszystko jest do odkrycia
nie żałujmy umarłych
idźmy w ziemię
z otwartymi oczami

niech nam nie kładą monet
na powiekach

Bogdan Czaykowski

Zmierzch zimą - William S. Merwin

Zmierzch zimą

Słońce zachodzi w zimnie bez przyjaciół,
Bez wyrzutów, po tym co dla nas zrobiło.
Zachodzi nie wierząc w nic.
Kiedy zaszło, słyszę, jak biegnie za nim strumyk,
Wziął ze sobą swój flecik, bo droga daleka.

William S. Merwin
przełożył Czesław Miłosz

Noc, kiedy na południu nad nim czuwali - Jorge Luis Borges

Noc, kiedy na południu nad nim czuwali

W wyniku czyjejś śmierci
- tajemnicy, której brakującej imię posiadam, której realności
nie obejmujemy -
jest aż do świtu otwarty dom na Południu,
nieznajomy dom, który nie jest mi przeznaczone
po raz drugi zobaczyć, lecz który oczekuje mnie tej nocy
z rozbudzającym światłem w szczytowych godzinach snu,
dom zmizerowany od nieszczęśliwych wieczorów, inny,
drobiazgowy w swej rzeczywistości.

Ku temu domowi, ku jego czuwaniu grawitującemu do śmierci podążam
ulicami elementarnymi jak wspomnienia,
poprzez obfity nocny czas,
bez innych słyszalnych śladów życia
poza włóczącymi się mężczyznami z dzielnicy obok
nie oświetlonego sklepu
i czyjegoś samotnego w świecie gwizdania.

Będąc posiadaczem oczekiwania, powolnym marszem
docieram do tej ulicy i tego domu, i tych realnych drzwi
przeze mnie poszukiwanych
i przyjmują mnie ludzie zmuszeni do powagi,
którzy dzielili te same lata, co moi dziadkowie,
i zrównujemy nasze losy w izbie do tego celu podatnej,
spoglądającej na patio
- patio, będące pod władzą i nienaruszalnością nocy -
i mówimy, bo rzeczywistość jest ponad, o sprawach obojętnych,
i jesteśmy zdegustowani, i srebrzyści-argentyńscy w lustrzanym odbiciu,
i rozdzielana mate mierzy daremne godziny.
Wzruszają mnie drobne mądrości,
które przepadają wraz ze śmiercią człowieka
- nawyk jakichś książek, jakiegoś klucza, jakiegoś ciała pośród innych ciał -
rytm nie do odzyskania, którym świat darzył go
z konieczności i przyjaźni.
Ja wiem, że każdy przywilej, choćby mroczny, wywodzi się z cudu,
a niemałym przywilejem jest uczestnictwo w tym czuwaniu
odbywającym się wokół tego, czego się nie wie: Zmarłego,
odbywającym się, żeby odseparować lub zachować jego pierwszą w śmierci noc.

(Czuwanie niszczy twarze;
oczy umierają nam na wysokości jak Jezus)
A umarły, ten niewiarygodny?
Jego realność jest pod kwiatami, które od niego różnią się,
a jego śmiertelna gościnność da nam
jedno wspomnienie więcej dla czasu
i dla sentencjonalnych ulic Południa, aby zasłużyć na powolne po nich kroczenie,
i dla powracającego ciemnego powiewu przez czoło,
i dla nocy, która od największego niepokoju nas wyzwala:
rozwlekłości tego, co rzeczywiste.

Jorge Luis Borges
przełożył Edward Stachura

Co z tego? - William Butler Yeats

Co z tego?

Że będzie sławny, o tym wiedziano już w szkole:
Dla współuczniów był więcej niż zwykłym kolegą;
Więc cel sobie wytyczył i wytężał wolę,
Młodzieńcze lata spędził w znoju i mozole;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"

Książki, które napisał, znikały spod lady,
Po iluś latach zdobył bez trudu większego
Dość pieniędzy, by co dzień móc jadać obiady,
I przyjaciół w potrzebie nie skąpiących rady;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"

Spełnił mu się nareszcie każdy sen szczęśliwy -
Miał żonę, córkę, syna, dom i ptaków świergot
W ogródku, gdzie mógł sadzić kapustę i śliwy,
Wokół siebie - poetów orszak hałaśliwy;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"

"Spełniłem swe zadanie - pomyślał na starość. -
Zgodnie z dziecinnym planem całe życie zbiegło;
Choć głupcy się wściekali, wykazałem stałość
I w czymś tam osiągnąłem przecież doskonałość";
Ale duch jeszcze głośniej zaśpiewał: "Co z tego?"

William Butler Yeats
przekład: Stanisław Barańczak

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Kwiat nocy - Joseph von Eichendorff

Kwiat nocy

Noc jest jak spokojne morze,
Radość, miłość, smutek, żal
Pomieszane się zjawiają
W cichych uderzeniach fal.

A pragnienia są jak chmury,
Żeglujące niebem mgły.
Któż rozpozna w cichym wietrze,
Czy to myśli są, czy sny?

Nawet gdy zamykam usta
I nie sięga skarga gwiazd,
Lekko biją w głębi serca
Ciche uderzenia fal.

Joseph von Eichendorff
przełożył Andrzej Lam
PS. Dziękuję:)

Zobacz - Zbigniew Herbert

Kaarol Bąk
Zobacz

Błękit zimny jak kamień, o który ostrzą skrzydła
Aniołowie wyniośli i bardzo nieziemscy
Idąc po szczeblach blasku i po głazach cienia
Zapadają się z wolna w urojone niebo
Lecz po chwili wychodzą jeszcze bardziej bladzi
Po tamtej stronie nieba po tamtej stronie oczu
Nie mów że to nieprawda że nie ma aniołów
Pogrążona w sadzawce leniwego ciała
Ty która widzisz wszystko w kolorze swych oczu
I stajesz syta świata - na granicy rzęs

Zbigniew Herbert

Dusza - Jules Supervielle

Dusza

Skoro trwa ponad morza wrzawą, piany pasmem.
Albo przez szparę igły swobodnie przenika,
Podobnie, jak nakrywa wierzchołki najwyższe
Tumanem jasnym;

Skoro jak chłopiec młody, jak dziewczyna śpiewa.
Lśni z dala albo z bliska, gdy wyrazy kreślę,
Świeca lub gwiazda w mroczne zaplątana drzewa,
Nienaumyślnie;

Skoro płynie od ciebie do mnie, tak niczyja,
Na wietrze, niewidzialna, gniazdo lotne ściele,
Bez drgnienia jej szukajmy w tę noc, przyjaciele,
Skoro szmer najdrobniejszy, póki trwa, zabija.

Jules Supervielle
przełożył Stefan Napierski

Chwiejna istnienia - Helena Raszka

Laura Sava
Chwiejna istnienia

Chwalę prostotę,
chociaż sny moje
szalejące barwami w galopie
przewalają się tłumem
przez noce.
Biorę rekompensatę
za chudy portfel
dziennych zdarzeń.
W podsumowaniu
dana mi jest
przewrotna równowaga.
Może dlatego
uporczywie wierzę
w
złoty środek.
Wyprowadzam go z początku,
z końca
i z każdego punktu
chwiejnej istnienia.

Helena Raszka

Historia białopiennego źródła - Tymoteusz Karpowicz

Wojciech Siudmak
Historia białopiennego źródła
(fragment poematu)

Joanna d arc dziewica la pucelle wbrew voltairowi białostopa
szła by gołębia napoić co znosił chrust w dzień upalny na
trzydziesty pierwszy maja i przez ceglaną powiekę rouen
                                                                                   widzi
nie widzi w jej wiosce domremy druga joanna d arc całuje
piwowara i kładzie się w pokrzywy wtedy szmelcowany
                                                                                   pancerz
miecz chromowany jest jak zbawienie i trzeba wojny trzeba
śmierci by pancerzowi nie było samotnie z gorącym ciałem
łaskotaniem włosów i zanim schiller jungfrau von orleans to
przecież patrząc na zabiegi kata miłość Joanny istniała w
pokrzywach nie tylko pszczoły nabijały żądła lecz poparzone
dziewczęta swe uda dawały lizać pienistemu słońcu i stojąc w
środku gryzącego stosu joanna nie wie czy to pierwsza
                                                                                     miłość
czy tylko przyszła po prostu śmierć pierwsza

Tymoteusz Karpowicz

Internet - Włodzimierz Holsztyński

internet

z transu potok lawy wierszy o maryśce
zakończył się oświadczeniem narzeczonego
o samobójstwie autorki dostał wyrazy współczucia
od wielu uczestników listy

a gdy padły pytania o miejscowość adres ogłoszenie
w gazecie narzeczony wciąż z konta dziewczyny
ogłosił że też kończy z życiem

konto zostało zablokowane jeszcze zanim
lista szalonych poetów przestała funkcjonować
ucichły płacze dzieci porady pociechy śmiech
zaginął ślad po poezji
o maryśce

Włodzimierz Holsztyński

Zieleń Pełna Ech - William Blake

Zieleń Pełna Ech

Naszą radość w zieleni
Pełnej ech, pełnej pieśni.

Jan od swej głowy siwej
Śmiechem troskę odgoni.
Gwarzą starcy pod dębem.
„Tak bawiono się ongi —
Powiadają — w tych naszych
Pięknych latach minionych,
Gdyśmy chłopcami byli.
Igraliśmy jak oni!
Wtedy wszyscy widzieli
Naszą radość w zieleni
Pełnej ech, pełnej pieśni."

Już się dzieci zmęczyły.
Słońce za bór zapada.
Skończyły się zabawy,
Skończyła się i radość.
Do kolan matek biegną
Siostrzyczki braciszkowie
Jak te ptaki do gniazda,
Jak te ptaki w dąbrowie.
Już nikt się nie weseli
Już nie ma tej zieleni
Pełnej ech, pełnej pieśni.

William Blake
przełożył Zygmunt Kubiak

Marzenie miłosne - Stanisław Czycz

Francis Bacon
Marzenie miłosne

Zabawy których nie znacie

Bo mimo wszystko
czasem
na moment
nagle jakby brak mi powodów
do mojej nieustającej radości

Wtedy w smutku jak w zaćmieniu
pozwalam przychodzić jaśniejącej
Gdy już nie mogę inaczej wyjść z nagłych przygasań
pozwalam ci przychodzić Inka

I wstaje słońce

Jego gorące fale
stulasz w złote objęcia rąk
w całujące usta

powoli

uśmiechasz się

nagle
uśmiechasz się
W i d z ę c z e r w o n e z ę b y

jakieś miękkie zęby poruszające się w oddechach

widzę

To jest nawet dość ładne
walę pięścią w twarz w zęby
kopię

i
krztuszę się w tych kopnięciach pluję krwią

i szczerzę wyłamywane oddechami zęby
śmieję się

I pozwalam ci przychodzić Inka

Stanisław Czycz

Białe południe - Stanisław Czycz

Białe południe

Błyszczenie śniegu
Młoda kobieta idzie ze swym dzieckiem
na moście
pod słońce
Uśmiech kobiety

Siedzę przy stole pod oknem
Przy piecu gdzie śpiewa sagan
matka obiera ziemniaki

Jak łatwo
szybko
natychmiast może buchnąć rozpacz
obłęd

Wystarczy żeby teraz dziecko spadło w huczącą przerębel
Wystarczy żebym poderżnął sobie gardło nożem
który wbiłem w stół i nóż drży jak lśniąca kropla
w jego drganiach zbliżonej twarzy odbity blask
czerwonawo ścieka po ostrzu
i drgania mierzą czas

lęk
i matka nagle się odwraca drżą jej ręce
i na moście spod nóg dziecka
wielki nawis śniegu obrywa się spada
chwila

Więc cóż macie
cóż wy macie kochający
Miłość to lęk

Lęk
Więc kocham ogromnie
świat
który świeci jak kropla

kropla jak wbity nóż odbijająca miliony twarzy
blaski twarzy ściekające w drganiach
kropla cieknąca przez czas jak po ostrzu
pełna barwnych świateł w których zasypiam w których wstaję

patrzę
(to jest ta gorąca miłość świata)
patrzę
spadnie czy nie spadnie

Świeci w mrozach wiatrach
w nagłych słońcach
błysk Ktoś jaskrawy nóż wzniósł
i gwałtowna para
gaz parzący czerwono smaga wzrok i mózg

Białe południe Popatrz
Dziecko już za mostem schyla się
podnosi dużą kulę śniegu jak jasną lampę
Popatrz Białe południe

Stanisław Czycz

niedziela, 23 sierpnia 2015

Zaproście mnie do stołu - Włodzimierz Szymanowicz



Zaproście mnie do stołu

Zaproście mnie do stołu
zróbcie mi miejsce między wami.
Wspominajcie sobie trudne lata,
powiedzcie otwarcie co serdecznie boli,
może znajdzie się między wami wojażer
opowie zadziwiająco o barwnych egzotycznych krajach.
Ileż to razy będziemy wstawać
wznosząc uroczyste toasty,
po ilekroć zadrży stół od śmiesznych powiedzonek.
Zaśpiewamy wspólnie stare bliskie pieśni
a potem usadowieni wygodnie w skórzanych fotelach
zasłuchamy się w fortepianowe pasaże.
Tu za drzwiami podle i samotnie
zaproście mnie do stołu.

Włodzimierz Szymanowicz

Obrazek z Watteau - Włodzimierz Szymanowicz

Jean Antoine Watteau
Obrazek z Watteau

Klawesyn przypomniał chwilkę z Watteau
gdzie bachanalia dworskie wśród klonów
Damom aż zmarzły paluszki bo chłód
W konwersacyjej nie brak urzeczeń

Nad złotą łąką w pierwszym słońcu co
zatopiona w stawie wśród łabędzi
Nad złotą łąką w pierwszym słońcu co
zatopione w stawie wśród łabędzi

Miedzią migoce w wyobraźni mej
klonowy liść w kamiennym pucharze
klonowy liść w kamiennym pucharze
w parku szelestach obrazek z Watteau

Włodzimierz Szymanowicz

Mów mi ty - Włodzimierz Szymanowicz

Mów mi ty

I tak słyszałem już
że urlop nudny jest
i wiem że wpadasz w trans
gdy Elvis wznosi brew
lecz mam do Ciebie prośbę
spełnij moje sny
no chodź i mów mi ty

Mów proszę o księżycu
jak jasno teraz lśni
i mów co o mnie wiesz
choć znamy się dwa dni
spójrz jak w srebrze gwiazd
toń jeziora śpi
lecz błagam mów mi ty

O, bądź łaskawsza dla mnie miła
spełnij moje sny
znajdź się więc bo pójdę stąd
zostawię gorzkie łzy
Bo to to to to to jest do mnie klucz
jak rybka bądź płotka lub leszcz
na haczyk ten się złów
ach kiedy podasz dłoń
spełnisz moje sny
no chodź i mów mi ty

Włodzimierz Szymanowicz
PS. Dziękuję:)

Nad Jesieninem - Włodzimierz Szymanowicz

fot. BE&W "Gazeta wyborcza" - Isadora Duncan
Nad Jesieninem

Ta alpejska wódka powiała fiołkiem
smagnęło przełyk górskim powietrzem
bo rozcieńczona alpejskim potokiem
co mroźną pianą pryska na wietrze

Pijmy, najmilszy, jeszcze jedną duszkiem
a ja popatrzę przez zielone szkło
zieloną murawą przemokną spodnie
rozsłoneczni się nostalgia jak dzwon

Ech, Jesienin, Jesienin, mój brzozowy Jesienin
przynieś jabłka w malowanej skrzyni
nam za mało złotej matki-jesieni
plujem życiem jak pestką od dyni

Włodzimierz Szymanowicz

Rozplatam - Izabela Joanna Bożek

Maja Berezowska
Rozplatam

rozplatam warkocz
i zanurzam się bez wahania
w burzliwe morze twojej pościeli

oddalam się od brzegu
i pozwalam falom skoczyć mi
do gardła

zachłystuję się nagle ostrym powietrzem
i ginę pochłonięta
przez wszystkie żywioły świata

tylko mnie nie ratuj
nie ratuj

Izabela Joanna Bożek

sobota, 22 sierpnia 2015

15 sierpnia w Mani - Izabela Joanna Bożek

Leonid Afremov
15 sierpnia w Mani

baran na rożnie
wyścigi osiołków
kantor zawodzi psalmy
tysiącletnia świątynia zapada się w ziemię
duchowny czarnymi od zeszłorocznych zbiorów oliwek
rękami
dzieli chleb
Matkę Boską
jak co roku
anieli biorą do nieba

potem
zasypiamy na plaży
odrzucając spod głów kamienie niewiary

Izabela Joanna Bożek

Lekcja tanga - Izabela Joanna Bożek

Nathan Brutsky
lekcja tanga

lekcja prostego chodzenia
lekcja trzymania wysoko głowy
i rytmu
i zgodnych kroków

chrapliwego dźwięku
ustnej harmonijki
poszarpanego oddechu
i powietrza

gonitwy w niespełnieniu
chłodnej ulewy
nagłego smutku

zapachu czerni
i muzyki

i
mimo wszystko
wygięcia karku
w geście przyzwolenia

lekcja
pokory

lekcja

Izabela Joanna Bożek

Jestem a nie ma mnie... - Izabela Joanna Bożek

* * *

jestem
a nie ma mnie
przechadzam się między malwami
spotykam cienie dziadków
mam warkocze
i niebieską spódniczkę
bukszpan wyjedzony przez kurę
której nie umiała zabić moja matka
nie wolno mi huśtać się na zielonej
furtce od ogrodu
zdradzają mnie skrzypiące zawiasy
to moja pierwsza podróż w świat
pół metra nad ziemią
i kąt czterdziestu stopni

jak daleko uniosły mnie
rozhuśtane furtki mojego życia

Izabela Joanna Bożek