Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piwkowska Anna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piwkowska Anna. Pokaż wszystkie posty

Po – etyka - Anna Piwkowska

fot. Marina Stenko
Po – etyka

A może jednak poetyka jest po etyce
a nie odwrotnie?
Może kiedy moknie
manuskrypt i rozpuszcza litery atrament
żaden bezsens i bezdech i zamęt
nie wprawia niebieskich sfer w prostrację?
A może każdy poeta
wierząc w sens swoich fraz i we frazę
tę ostatnią, dantejską, ma rację,
że każdy wiersz ma sens
symboliczny i etyczny zarazem?
Piękne charty przez park i zające przez gazon
i pałac, trochę mniej jednak wart niż życie
wywiezionych i zabitych o świcie
właścicieli. I już nie ma tu komu zazdrościć.
Ucichł zgiełk, wygasł szept i trą kości o kości,
jakby wracał tu chłód wschodnich lotnisk,
i pieprz z wódką, turkmeńskie słodkości,
i ten lęk o przeżycie?

Anna Piwkowska

Jesień - Anna Piwkowska

fot. Katja Faith
Jesień

Zardzewiały krzew róży, oszroniony zapach
bladoróżowych płatków, pierwszy dźwięk jesieni.
W starej drewutni rower, mokre płaszcze w sieni
i psy jak na obrazach starych mistrzów. Jabłka
na parapetach, szczury moszczą się w piwnicach
i czerwienieją liście w niedoszłych winnicach.
Wszystko jakieś pomarzłe, pomarłe, nieskore
by kwiat przemieniać w owoc, by dojrzewać w porę
i utrwalać ład świata. Chaos się wyplenia
nawet w szkarłatnych liściach, w splątanych korzeniach
klonów i oleandrów, zmarzniętych bukszpanów
i w zwiędłych liściach suchych, brunatnych dywanów.
Diana rusza na łowy, jeleń w linię strzału
wbiega dysząc ze strachu i my także na łów
wyruszamy. Jest jesień, pora winobrania.
Zdejmujemy uśmiechy, przebrania, ubrania,
i patrząc wskroś przez siebie, obrani ze skóry,
to nic, że całkiem nadzy, że grzeszni z natury,
łowimy pocałunki, karmimy się gliną
tłustą, gęstą, czerwoną, by zdążyć przed zimą,
gdy będziemy jak krety niewidzący, niemi,
barbarzyńcy jesieni unurzani w ziemi.

Anna Piwkowska

Wieczór - Anna Piwkowska

Dariusz Ślusarski - Ukryte pragnienia
Wieczór

Kiedy już to wszystko zobaczyli:
zarys grabowych alei na chwilę przed brzaskiem,
szare wiewiórki w parku wzbijające mgły oranżowych liści,
październikowe słońce świecące ostro i nisko,
ulice Manhattanu i kawiarnie Orleanu,
babie lato w Chinach gdy jedno z nich
patrzyło na dziecko bawiące się starym sznurkiem,
a drugie na innym kontynencie karmiło szarego wróbla,
kiedy przestudiowali historię i filozofię,
napisali pieśni i reportaże piękne jak pieśni,
umierali, podnosili się, widzieli śmierć innych,
pracowali ciężko nad frazami i słowami,
wątpili, czekali na znak, znaku nie było,
i gdy dopadała ich radość, że już na pewno nie ma odpowiedzi
więc można usnąć, odpocząć, przestać pytać,
gdy znowu pytali, powtarzali chwilo trwaj
bo popielate są kostiumy i rękawiczki,
przykurzone sandały, kolorowe ołówki,
a także wino i wieczorne zmęczenie,
zatrzymali się i zrozumieli, że nadeszła starość.
Wtedy stanęli przed nami w wielkiej sali
trzymając w rękach miękkie mikrofony: zielony i szafirowy.
Sala milczała w oczekiwaniu na słowa, które mieli powiedzieć.
Powiedzieli, że lato minęło, minęła jesień,
szron pokrył różane ogrody. Białe wilki odeszły na północ,
ptaki na południe. Wszyscy klaskali.
A potem ona uśmiechnęła się do niego i coś szepnęła,
odkładając na dębowy stół swój szafirowy mikrofon.

Anna Piwkowska