Zlecenie
Drzwi które ktoś otworzył
Drzwi które ktoś zamknął za sobą,
Krzesło na którymś ktoś spoczął,
Kot którego ktoś przywitał,
Owoc który ktoś napoczął,
List który ktoś dostrzegł nagle.
List który ktoś długo czytał,
Krzesło które ktoś przewrócił,
Drzwi do których ktoś się rzucił,
Droga gdzie ktoś biegł z rozpaczą,
Droga gdzie ktoś dotąd biegnie,
Rzeka do której ktoś skacze,
Szpital gdzie ktoś chciał po cichu
Coś krzyknąć i zgasł bez okrzyku.
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prevert Jacques. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prevert Jacques. Pokaż wszystkie posty
…Cóż - Jacques Prévert
…Cóż
Marynarz rozstał się z morzem
statek rozstał się z portem
król opuścił królową
skąpiec rozstał się ze złotem
…cóż
Wdowa się z żałobą rozstała
wariatka wyszła ze szpitala
twój uśmiech moje wargi opuścił
…cóż
Opuścisz mnie
opuścisz mnie
opuścisz
i powrócisz
i poślubisz
poślubisz mnie
Rana poślubia nóż
tęcza poślubia deszcz
uśmiech poślubia łzy
pieszczota groźby – przecież wiesz
…cóż
Ogień zaślubia lody
miłość zaślubia życie
życie zaślubia śmierć
Poślubisz mnie
Poślubisz
Poślubisz.
Jacques Prévert
przełożyła Ewa Fiszer
Marynarz rozstał się z morzem
statek rozstał się z portem
król opuścił królową
skąpiec rozstał się ze złotem
…cóż
Wdowa się z żałobą rozstała
wariatka wyszła ze szpitala
twój uśmiech moje wargi opuścił
…cóż
Opuścisz mnie
opuścisz mnie
opuścisz
i powrócisz
i poślubisz
poślubisz mnie
Rana poślubia nóż
tęcza poślubia deszcz
uśmiech poślubia łzy
pieszczota groźby – przecież wiesz
…cóż
Ogień zaślubia lody
miłość zaślubia życie
życie zaślubia śmierć
Poślubisz mnie
Poślubisz
Poślubisz.
Jacques Prévert
przełożyła Ewa Fiszer
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Barbara - Jacques Prévert
Barbara
Barbaro czy pamiętasz
Tego dnia padał deszcz w Breście
A ty szłaś uśmiechnięta
Przemoczona uniesiona przejęta
W deszczu
Barbaro czy pamiętasz
Padał deszcz w Breście bez przerwy
Wyminąłem cię w uliczce Syjamu
Uśmiechnęłaś się
Jak ja, tak samo
Czy pamiętasz Barbaro
Ty której nie znam wcale
Ty która nic nie wiesz o mnie
Czy pamiętasz
Czy pamiętasz ten dzień
Nie zapomnij
Ktoś przed deszczem w bramie się schronił
I zawołał cię po imieniu
Barbaro
W strugach deszczu pobiegłaś ku niemu
I rzuciłaś mu się w ramiona
Czy pamiętasz Barbaro
Nie miej za złe że mówię ci ty
Mówię ty wszystkim których kocham
Choćbym raz tylko ich spotkał
Mówię ty tym co się kochają
Choćby nawet nie wiedział nic o nich
Barbaro czy pamiętasz
Nie zapomnij
O tym deszczu szczęśliwym łagodnym
Który zwilżył twoją twarz szczęśliwą
Który miasto szczęśliwie spowił
O tym deszczu na morzu
Na statku
Och Barbaro
Kurewska jest ta wojna
Jaki los ciebie spotkał
W deszczu stali i ognia
I żelaza i krwi
A ten kto cię trzymał w ramionach
Tak miłośnie i tkliwie
Żyje zginął czy znikł
Och Barbaro
Pada deszcz w Breście bez przerwy
Tak jak niegdyś
A przecież jest inaczej
I jest to deszcz żałobny rozpaczliwy i gniewny
To już nawet nie burza
Stali żelaza i krwi
To tylko chmury zdychają
Jak psy
Jak psy które znikają
W strugach deszczu nad Brestem
Gdzieś daleko by gnić
Daleko daleko od Brestu
Po którym nie zostało
Nic.
Jacques Prévert
przełożyła Ewa Fiszer
więcej twórczości:
audio,
Prevert Jacques
Całuj mnie! - Jacques Prévert
Całuj mnie!
W pewnej dzielnicy miasta zwanego miastem Świateł
gdzie stale panuje półmrok brakuje powietrza
Gdzie zimą tak jak latem stale panuje zima
Stała na schodach dziewczyna
Obok dziewczyny chłopak
Było to późnym wieczorem
Śmierdziało mocno siarką
Całe popołudnie tępiono w domu pchły
Mówiła mu
Że ciemno
Że brakuje powietrza
Że latem tak jak zimą panuje zima wieczna
Że na naszym podwórzu nie zobaczysz słoneczka
Ma za dużo roboty tam w bogatych dzielnicach
Weź mnie szybko w ramiona
Całuj z całego serca
Całuj
Później będzie za późno
Kto wie co będzie później
Tutaj zdycha się co dnia
Mróz nęka upał dusi
Nie wiadomo co lepsze
Nikt wybierać nie musi
Jak mnie z ramion wypuścisz
Umrę z braku powietrza
Mamy po lat piętnaście
Razem mamy trzydzieści
Nie jesteśmy już dziećmi
Już możemy pracować
Już możemy całować
Kto wie co będzie później
Do czego życie zmusi
Całuj mnie!
Jacques Prévert
przełożyła Ewa Fiszer
| Avtandil Makharoblidze |
W pewnej dzielnicy miasta zwanego miastem Świateł
gdzie stale panuje półmrok brakuje powietrza
Gdzie zimą tak jak latem stale panuje zima
Stała na schodach dziewczyna
Obok dziewczyny chłopak
Było to późnym wieczorem
Śmierdziało mocno siarką
Całe popołudnie tępiono w domu pchły
Mówiła mu
Że ciemno
Że brakuje powietrza
Że latem tak jak zimą panuje zima wieczna
Że na naszym podwórzu nie zobaczysz słoneczka
Ma za dużo roboty tam w bogatych dzielnicach
Weź mnie szybko w ramiona
Całuj z całego serca
Całuj
Później będzie za późno
Kto wie co będzie później
Tutaj zdycha się co dnia
Mróz nęka upał dusi
Nie wiadomo co lepsze
Nikt wybierać nie musi
Jak mnie z ramion wypuścisz
Umrę z braku powietrza
Mamy po lat piętnaście
Razem mamy trzydzieści
Nie jesteśmy już dziećmi
Już możemy pracować
Już możemy całować
Kto wie co będzie później
Do czego życie zmusi
Całuj mnie!
Jacques Prévert
przełożyła Ewa Fiszer
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Śniadanie - Jacques Prévert
![]() |
| Teodor Axentowicz - Portret kobiety - 1907 |
Do filiżanki nalał kawy.
Do filiżanki z kawą
dodał parę kropel mleka.
Dosypał cukru
do kawy z mlekiem
małą łyżeczką zamieszał
i wypił
odstawił filiżankę
Nie mówiąc słowa.
Zapalił papierosa
zrobił parę kółek z dymu
strzepnął popiół do popielniczki
nie patrząc na mnie
nic do mnie nie mówiąc.
Wstał
włożył kapelusz na głowę
potem płaszcz od deszczu
ponieważ padało
i wyszedł w deszcz
bez jednego słowa
bez jednego spojrzenia
A ja objęłam twarz rękami
i płakałam.
Jacques Prévert
przełożyła Ewa Fiszer
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Rozpacz siedzi na ławce - Jacques Prévert
![]() |
| Henri Rousseau |
Na skwerze na ławce
Siedzi człowiek w binoklach
I woła nas gdy przechodzimy.
W ubraniu zżartym od śniedzi
Ćmi papierosa siedzi
I woła nas gdy przechodzimy
Albo po prostu daje znak.
Nie trzeba na niego patrzeć
Nie trzeba słuchać co mówi
Trzeba przejść szybko ot tak
Jakby się go nie słyszało
I nie czuło jego wzroku
Trzeba przyspieszyć kroku.
Bo jeśli spojrzeć na niego
Jeśli posłuchać co mówi
Da zaraz znak jak czujny widz
I już nie wstrzyma nas nikt nic
By nie siąść przy nim. A wtedy on
Zaczyna urzekać nas uśmiechem.
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Katarynka - Jacques Prévert
Katarynka
Ja gram na pianinie
mówił jeden
ja na okarynie
mówił drugi
ja na skrzypcach ja na cytrze
ja na saksofonie
ja na kobzie ja na flecie
a ja na harmonii
I tak jeden przez drugiego mówili mówili
mówili na czym kto gra.
Nie słyszało się muzyki
przepadł wątek rytm
wszyscy mówili mówili
mówili mówili
nie grał nikt.
Tylko jeden człowiek milczał niby widz.
„A pan na czym grasz mój panie który śnisz
i nie powiedziałeś dotąd jeszcze nic?”
spytali go muzykanci.
"Na czym gram? Na katarynce,
a i w noże gram, jak nikt"
powiedział człowiek co dotąd
nie powiedział jeszcze nic.
Po czym wstał i nóż nastawił
wszystkich muzykantów zabił
i jął grać na katarynce.
A jego muzyka była
taka skoczna taka miła
że mała córeczka gospodarza domu
wypełzła zza gramofonu
gdzie z nudów we śnie zaskrzepła
i rzekła:
"A ja grałam w serso
i w piłkę siatkówkę
grałam w ślepą babkę
grałam w łamigłówkę
grałam w chowanego
grałam w mamę i tatusia
grałam w czarnego Piotrusia
grałam w kotka grałam w myszkę
grałam w loterię z fantami
grałam z moim braciszkiem
i z młodszymi siostrami
grałam w cztery kąty
i piec piąty
Lecz mam tego dosyć dosyć
cały świat ten zbrzydł dziewczynce
i chcę teraz grać w mordercę
i chcę grać na katarynce”.
Więc człowiek wziął dziewczynkę za rękę i śmiało
ruszyli przed siebie do miast
gdzie zabijali ludzi ile tylko się dało
po domach i parkach wśród gwiazd.
Po czym się pobrali
mieli dużo dzieci
ale
najstarszy w rodzinie
zaczął grać na pianinie
drugi na flecie
trzeci na harmonii
czwarty na klarnecie
piąty na saksofonie
a potem zaczęli mówić
mówić mówić mówić
nie słyszało się muzyki
ani rytmu ani wątku
i znów trzeba było wszystko
zacząć od początku.
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
Ja gram na pianinie
mówił jeden
ja na okarynie
mówił drugi
ja na skrzypcach ja na cytrze
ja na saksofonie
ja na kobzie ja na flecie
a ja na harmonii
I tak jeden przez drugiego mówili mówili
mówili na czym kto gra.
Nie słyszało się muzyki
przepadł wątek rytm
wszyscy mówili mówili
mówili mówili
![]() |
| Franciszek Kurzeja - Kataryniarz |
Tylko jeden człowiek milczał niby widz.
„A pan na czym grasz mój panie który śnisz
i nie powiedziałeś dotąd jeszcze nic?”
spytali go muzykanci.
"Na czym gram? Na katarynce,
a i w noże gram, jak nikt"
powiedział człowiek co dotąd
nie powiedział jeszcze nic.
Po czym wstał i nóż nastawił
wszystkich muzykantów zabił
i jął grać na katarynce.
A jego muzyka była
taka skoczna taka miła
że mała córeczka gospodarza domu
wypełzła zza gramofonu
gdzie z nudów we śnie zaskrzepła
i rzekła:
"A ja grałam w serso
i w piłkę siatkówkę
grałam w ślepą babkę
grałam w łamigłówkę
grałam w chowanego
grałam w mamę i tatusia
grałam w czarnego Piotrusia
grałam w kotka grałam w myszkę
grałam w loterię z fantami
grałam z moim braciszkiem
i z młodszymi siostrami
grałam w cztery kąty
i piec piąty
Lecz mam tego dosyć dosyć
cały świat ten zbrzydł dziewczynce
i chcę teraz grać w mordercę
i chcę grać na katarynce”.
Więc człowiek wziął dziewczynkę za rękę i śmiało
ruszyli przed siebie do miast
gdzie zabijali ludzi ile tylko się dało
po domach i parkach wśród gwiazd.
Po czym się pobrali
mieli dużo dzieci
ale
najstarszy w rodzinie
zaczął grać na pianinie
drugi na flecie
trzeci na harmonii
czwarty na klarnecie
piąty na saksofonie
a potem zaczęli mówić
mówić mówić mówić
nie słyszało się muzyki
ani rytmu ani wątku
i znów trzeba było wszystko
zacząć od początku.
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Dla ciebie moja miłości (2-gi przekład) - Jacques Prévert
![]() |
| Andrei Krioutchenko |
(2-gi przekład)
Poszedłem na targ z ptakami
Kupiłem kilka ptaków
Dla ciebie
moja miłości
Poszedłem na targ z kwiatami
Kupiłem kilka kwiatów
Dla ciebie
moja miłości
Poszedłem na targ z żelazem
Kupiłem złoty łańcuch
Najcięższy łańcuch
Dla ciebie
moja miłości
I poszedłem na targ niewolników
Gdziem ciebie szukał i szukał
Ale cię znaleźć nie mogłem
moja miłości
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Spacer Picassa - Jacques Prévert
Spacer Picassa
Na okrągłym talerzu z realnej porcelany
jabłko pozuje
a przed nim siedzi stroskany
malarz rzeczywistości
i próżno odtworzyć próbuje
jabłko tak jak je widzi
samo w sobie jako rzecz
lecz nie daje się odtworzyć tak łatwo
jabłko
i do wtrącenia ma proszę
swoje trzy grosze
jabłko.
I oto zaczyna się kręcić
choć nieruchomo leży
z grymasem przekornej niechęci
na swym realnym talerzu
i tak jak hrabia Paryża przebiera się w mgły Paryża
bo nic chce by go co rano wbrew woli portretowano
jabłko przebiera się gładko w owoc przebrany za jabłko
i wtedy wtedy dopiero
malarz rzeczywistości
dochodzi do świadomości
że wszystkie pozory jabłka są przeciw niemu na wspak
i tak
jak nędzarz bezdomny
jak biedak ułomny który znajduje się naraz
na łasce pierwszego lepszego stowarzyszenia
dobroczynności wspierającego i niepewnego
od nadmiaru dobroczynności wspierania i
niepewności
biedny malarz rzeczywistości
znajduje się naraz w zawiei
nie kończących się skojarzeń idei.
A jabłko obraca się dalej i wywołuje jak w transie
jabłoń kuszącą w raju i jabłoń kwitnącą w romansie
konewkę drabinę szpaler "pommes Parmentier" i szarlotkę
Kanadę i Hesperydy Normandię renety słodkie
jabłecznik zbity na rzadko i zbicie na kwaśne jabłko
grzech pierworodny wciąż żywy
i… sztukę i prymitywy
Wilhelma Tella wśród skał
z łukiem napiętym u łona
i nawet Izaaka Newtona
nagrodzonego kilkakrotnie na Wystawie Powszechnego Ciążenia Ciał
aż osłupiały malarz gubi w modelu oko
i usypia głęboko.
Wtedy Picasso
który przechodził tędy jak przechodzi wszędzie
bo tak mu się tak co dzień wydarza
widzi jabłko i talerz i uśpionego malarza.
"Co za pomysł żeby malować jabłko"
mówi Picasso
i Picasso jabłko zjada
a jabłko mu „Dziękuję” powiada
i Picasso tłucze talerz
i śmiejąc się odchodzi w głąb.
A malarz ze snu wyrwany
jak ząb
budzi się znów przed swoim płótnem nieskończonym
sam jeden obok groźnie błyszczących pośrodku
pestek rzeczywistości na rozbitym spodku.
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
Na okrągłym talerzu z realnej porcelany
jabłko pozuje
a przed nim siedzi stroskany
malarz rzeczywistości
i próżno odtworzyć próbuje
jabłko tak jak je widzi
samo w sobie jako rzecz
lecz nie daje się odtworzyć tak łatwo
jabłko
i do wtrącenia ma proszę
swoje trzy grosze
jabłko.
![]() |
| Pablo Picasso - Still-Life with a Pitcher and Apples - 1919 |
I oto zaczyna się kręcić
choć nieruchomo leży
z grymasem przekornej niechęci
na swym realnym talerzu
i tak jak hrabia Paryża przebiera się w mgły Paryża
bo nic chce by go co rano wbrew woli portretowano
jabłko przebiera się gładko w owoc przebrany za jabłko
i wtedy wtedy dopiero
malarz rzeczywistości
dochodzi do świadomości
że wszystkie pozory jabłka są przeciw niemu na wspak
i tak
jak nędzarz bezdomny
jak biedak ułomny który znajduje się naraz
na łasce pierwszego lepszego stowarzyszenia
dobroczynności wspierającego i niepewnego
od nadmiaru dobroczynności wspierania i
niepewności
biedny malarz rzeczywistości
znajduje się naraz w zawiei
nie kończących się skojarzeń idei.
A jabłko obraca się dalej i wywołuje jak w transie
jabłoń kuszącą w raju i jabłoń kwitnącą w romansie
konewkę drabinę szpaler "pommes Parmentier" i szarlotkę
Kanadę i Hesperydy Normandię renety słodkie
jabłecznik zbity na rzadko i zbicie na kwaśne jabłko
grzech pierworodny wciąż żywy
i… sztukę i prymitywy
Wilhelma Tella wśród skał
z łukiem napiętym u łona
i nawet Izaaka Newtona
nagrodzonego kilkakrotnie na Wystawie Powszechnego Ciążenia Ciał
aż osłupiały malarz gubi w modelu oko
i usypia głęboko.
Wtedy Picasso
który przechodził tędy jak przechodzi wszędzie
bo tak mu się tak co dzień wydarza
widzi jabłko i talerz i uśpionego malarza.
"Co za pomysł żeby malować jabłko"
mówi Picasso
i Picasso jabłko zjada
a jabłko mu „Dziękuję” powiada
i Picasso tłucze talerz
i śmiejąc się odchodzi w głąb.
A malarz ze snu wyrwany
jak ząb
budzi się znów przed swoim płótnem nieskończonym
sam jeden obok groźnie błyszczących pośrodku
pestek rzeczywistości na rozbitym spodku.
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Ptak - Jacques Prévert
Ptak
Dwa i trzy to pięć,
trzy i trzy to sześć,
powtarzajcie: sześć,
mówi nauczyciel.
Dwa i trzy to pięć,
trzy i trzy to sześć,
teraz wstawcie znak,
mówi nauczyciel.
Ale właśnie ptak
przelatuje niebem.
Dziecko widzi lot,
dziecko słyszy trel,
dziecko woła: "Ach,
zbaw mnie ptaku, zbaw,
od liczby i znaku,
baw się ze mną, baw, ptaku!"
Więc ptak nadlatuje
i z dzieckiem się bawi.
Dwa i trzy to pięć,
nauczyciel prawi,
ale ptak już jest
i z dzieckiem się bawi.
Dwa i trzy to pięć,
trzy i trzy to sześć,
sześć a sześć… A właśnie,
sześć i sześć to błąd,
sześć i sześć to wszystko,
tylko nie dwanaście,
więc odchodzą stąd.
Dziecko gładzi ptaka
po lśniącym atłasie,
a już dzieci w klasie
słyszą śpiew w pulpicie,
wszystkie dzieci w klasie
słyszą śpiew... Słyszycie?
A tu dwa i dwa
bieleją jak mgła,
a tu trzy i trzy
pierzchają jak sny,
a jeden i jeden
nie łączą się w pary
lecz jeden za drugim
znikają jak czary.
A ptak wiedzie prym,
a dzieci są z nim,
a profesor grzmi w hałasie:
"Zapłaczecie po niewczasie!"
Lecz już wszystkie dzieci w klasie
zasłuchane są pogodnie
w tamten świat, zaczarowany,
i powoli szkolne ściany
rozpadają się łagodnie.
Szyby znów się stają piaskiem,
ławki znów się stają drzewem,
kreda znów jest skalną górą,
gąbka znów jest złotym znakiem
na tle sinych mórz - a pióro
znów jest piórkiem, skrzydłem, ptakiem!...
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
Dwa i trzy to pięć,
trzy i trzy to sześć,
powtarzajcie: sześć,
mówi nauczyciel.
Dwa i trzy to pięć,
trzy i trzy to sześć,
teraz wstawcie znak,
mówi nauczyciel.
Ale właśnie ptak
przelatuje niebem.
Dziecko widzi lot,
dziecko słyszy trel,
dziecko woła: "Ach,
zbaw mnie ptaku, zbaw,
od liczby i znaku,
baw się ze mną, baw, ptaku!"
Więc ptak nadlatuje
i z dzieckiem się bawi.
Dwa i trzy to pięć,
nauczyciel prawi,
ale ptak już jest
i z dzieckiem się bawi.
Dwa i trzy to pięć,
trzy i trzy to sześć,
sześć a sześć… A właśnie,
sześć i sześć to błąd,
sześć i sześć to wszystko,
tylko nie dwanaście,
więc odchodzą stąd.
Dziecko gładzi ptaka
po lśniącym atłasie,
a już dzieci w klasie
słyszą śpiew w pulpicie,
wszystkie dzieci w klasie
słyszą śpiew... Słyszycie?
A tu dwa i dwa
bieleją jak mgła,
a tu trzy i trzy
pierzchają jak sny,
a jeden i jeden
nie łączą się w pary
lecz jeden za drugim
znikają jak czary.
A ptak wiedzie prym,
a dzieci są z nim,
a profesor grzmi w hałasie:
"Zapłaczecie po niewczasie!"
Lecz już wszystkie dzieci w klasie
zasłuchane są pogodnie
w tamten świat, zaczarowany,
i powoli szkolne ściany
rozpadają się łagodnie.
Szyby znów się stają piaskiem,
ławki znów się stają drzewem,
kreda znów jest skalną górą,
gąbka znów jest złotym znakiem
na tle sinych mórz - a pióro
znów jest piórkiem, skrzydłem, ptakiem!...
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Piosenka o ślimakach które idą na pogrzeb - Jacques Prévert
Piosenka o ślimakach które idą na pogrzeb
Na pogrzeb zmarłego liścia
Dwa ślimaki idą drogą
Przystroiły w czerń skorupy,
Opasały krepą głowę
I tak idą w noc jesienną
Bardzo piękną, chociaż ciemną.
Lecz niestety, gdy dochodzą,
Do cmentarza, jest już wiosna
I wszystkie umarłe liście
Zmartwychwstały i znów rosną.
Więc dwa ślimaki przystają,
Ogromnie rozczarowane.
Gdy wtem słońce roześmiane,
Odsłaniając świat po trosze,
Mówi do nich: "Proszę, proszę,
Bardzo, bardzo, siądźcie prędko,
Napijcie się kufel piwa,
Jeśli tylko macie chętkę;
Niedługo się wieczór zbliża,
Więc jednym susem
Wrócić sobie do Paryża
Wieczornym autobusem;
Tylko zrzućcie tę żałobę,
Ja to wam powiadam, słońce,
Bo gotowa smutku strzałka
Zamazać wam w oczach białka,
A żałosny ciemny polor
Wygląda niesamowicie
Więc przywróćcie sobie kolor,
Kolor wiosny, kolor życia”.
Po tych słowach wszystkie liście,
Kwiaty, drzewa i zwierzęta
Zaczynają śpiewać, śpiewać,
Jak nikt dawno nie pamięta,
Pieśń prawdziwą, bujną, żywą,
Pieśń musującego lata,
Cały świat pije do świata,
Wiwatując w swym narzeczu.
Piękny to naprawdę wieczór,
Bardzo piękny wieczór lata.
I powoli dwa ślimaki
Zabierają się do domu,
Zabierają się wzruszone,
Zabierają się szczęśliwe,
A że trochę się upiły,
Zataczają się po ziemi,
Lecz na szczęście księżyc miły
Wstał już i czuwa nad nimi.
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
Na pogrzeb zmarłego liścia
Dwa ślimaki idą drogą
Przystroiły w czerń skorupy,
Opasały krepą głowę
I tak idą w noc jesienną
Bardzo piękną, chociaż ciemną.
Lecz niestety, gdy dochodzą,
Do cmentarza, jest już wiosna
I wszystkie umarłe liście
Zmartwychwstały i znów rosną.
Więc dwa ślimaki przystają,
Ogromnie rozczarowane.
Gdy wtem słońce roześmiane,
Odsłaniając świat po trosze,
Mówi do nich: "Proszę, proszę,
Bardzo, bardzo, siądźcie prędko,
Napijcie się kufel piwa,
Jeśli tylko macie chętkę;
Niedługo się wieczór zbliża,
Więc jednym susem
Wrócić sobie do Paryża
Wieczornym autobusem;
Tylko zrzućcie tę żałobę,
Ja to wam powiadam, słońce,
Bo gotowa smutku strzałka
Zamazać wam w oczach białka,
A żałosny ciemny polor
Wygląda niesamowicie
Więc przywróćcie sobie kolor,
Kolor wiosny, kolor życia”.
Po tych słowach wszystkie liście,
Kwiaty, drzewa i zwierzęta
Zaczynają śpiewać, śpiewać,
Jak nikt dawno nie pamięta,
Pieśń prawdziwą, bujną, żywą,
Pieśń musującego lata,
Cały świat pije do świata,
Wiwatując w swym narzeczu.
Piękny to naprawdę wieczór,
Bardzo piękny wieczór lata.
I powoli dwa ślimaki
Zabierają się do domu,
Zabierają się wzruszone,
Zabierają się szczęśliwe,
A że trochę się upiły,
Zataczają się po ziemi,
Lecz na szczęście księżyc miły
Wstał już i czuwa nad nimi.
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Scena w kwiaciarni - Jacques Prévert
Scena w kwiaciarni
Jakiś człowiek wchodzi do kwiaciarni
i kupuje bukiet złocieni,
kwiaciarka pakuje kwiaty,
sklep pełen jest aromatów,
człowiek kładzie rękę do kieszeni
żeby wyjąć pieniądze,
pieniądze na zapłacenie kwiatów,
lecz w tejże chwili gwałtownie
rękę przykłada
do serca
i pada.
A kiedy pada na ziemię
pieniądze sypią się za nim
a za pieniędzmi złocienie
razem z człowiekiem co pada,
razem z pieniędzmi co błyszczą,
kwiaciarka nie wierzy oczom,
a tu pieniądze się toczą,
a tutaj kwiaty się niszczą,
i rozsypują się liście,
a na nich człowiek umiera,
to wszystko jest oczywiście
ogromnie smutne i trzeba
zaradzić w takiej potrzebie,
ale kwiaciarka nie wie
na jaki krok ma się zdobyć,
stoi i nie wie
od czego zacząć, co robić.
A do zrobienia jest tyle
z człowiekiem który umiera,
z kwiatami które się niszczą
i z tą nawałą pieniędzy,
pieniędzy które się toczą
i nie przestają się toczyć
coraz groźniej, coraz prędzej, coraz prędzej…
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
Jakiś człowiek wchodzi do kwiaciarni
i kupuje bukiet złocieni,
kwiaciarka pakuje kwiaty,
sklep pełen jest aromatów,
człowiek kładzie rękę do kieszeni
żeby wyjąć pieniądze,
pieniądze na zapłacenie kwiatów,
lecz w tejże chwili gwałtownie
rękę przykłada
do serca
i pada.
A kiedy pada na ziemię
pieniądze sypią się za nim
a za pieniędzmi złocienie
razem z człowiekiem co pada,
razem z pieniędzmi co błyszczą,
kwiaciarka nie wierzy oczom,
a tu pieniądze się toczą,
a tutaj kwiaty się niszczą,
i rozsypują się liście,
a na nich człowiek umiera,
to wszystko jest oczywiście
ogromnie smutne i trzeba
zaradzić w takiej potrzebie,
ale kwiaciarka nie wie
na jaki krok ma się zdobyć,
stoi i nie wie
od czego zacząć, co robić.
A do zrobienia jest tyle
z człowiekiem który umiera,
z kwiatami które się niszczą
i z tą nawałą pieniędzy,
pieniędzy które się toczą
i nie przestają się toczyć
coraz groźniej, coraz prędzej, coraz prędzej…
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Na połów wieloryba - Jacques Prévert
Na połów wieloryba
"Na połów wieloryba! Na połów wieloryba!
Wołał chrapliwie ojciec do syna Prospera,
Który leżał przy szafie i w podłodze szperał
Na połów wieloryba! Na połów wieloryba!
A dlaczego, mój synu, dlaczego
Nie chcesz popłynąć ze mną?"
"A dlaczego, mój ojcze, miałbym pójść, dlaczego?
Wszak wieloryb nie zrobił mi nigdy nic złego,
Płyń sam, choć niepewna pogoda,
Jeśli ci się tak podoba.
Ja wolę zostać w domu i siedzieć przed domem
Z moją mamą i z moim kuzynem Gastonem".
Więc ojciec sam popłynął w uniesieniu chwackim
Na swym rozkołysanym okręcie rybackim.
Oto ojciec na morzu,
Oto syn przy kominie.
Oto wieloryb w gniewie,
I oto kuzyn Gaston, siedzący za stołem,
Wywraca wazę z rosołem.
Niedobre było morze,
Ale rosół był dobry,
I oto na swym krześle Prosper się zamartwia:
„Na połów wieloryba, na połów wieloryba,
Czemużem nie pojechał, jakiż ze mnie śmiałek?
A nuż miałbym łut szczęścia i złowiłbym rybę
I uszczknąłbym porządny kawałek”.
Lecz oto drzwi trzasnęły, wiatr zahuczał w piecach,
I ojciec się zjawia zdyszany
Dźwigając zwierzę na plecach.
Rzuca na stół wieloryba, wieloryba o niebieskich oczach,
Takie twory śnią się tylko po nocach,
I woła: "Nie mam sił dalej nieść,
Oporządźcie mi to zwierzę co prędzej,
Jestem głodny, chcę pić i chcę jeść”.
Lecz oto Prosper powstaje,
I patrzy ojcu w białka, same białka oczu,
Oczy ojca o takich przezroczach
Niebieskich, jak niebieskie oczy wieloryba,
Wieloryba o niebieskich oczach:
„A dlaczego mam krajać to zwierzę, dlaczego?
Wszak wieloryb nie zrobił mi nigdy nic złego,
Ja palców w tym maczać nie mogę".
To mówiąc rzuca nóż na podłogę.
Lecz wieloryb się zerwał i nóż chwycił w pięści
I wbija nóż w pierś ojca i szarpie na części.
"Ach, mój Boże, mój Boże – mówi kuzyn Gaston –
To wszystko przypomina mi młodości chwile,
Gdy wybiegałem za miasto
Łowić motyle”.
I oto
Oto Prosper nekrolog ojcowski układa,
Oto matka po mężu żałobę nakłada,
A wieloryb nad nimi pochyla się nisko,
Popłakując, że rozbił domowe ognisko.
Nagle ocknął się z żalu, uderzył hołubca:
„Czemu, czemu zabiłem nieszczęsnego głupca,
Teraz gonić mnie będą żandarmi, gotowi
Całą moją rodzinę przez zemstę wyłowić”.
I wybuchając śmiechem, co krew ścina w żyłach,
Sunie do drzwi, a po drodze do wdowy
Odzywa się tymi słowy:
„Proszę pani, jeśliby się o mnie
Dopytywał ktoś nadto ciekawie,
Niech mu pani odpowie łaskawie
Z miną przyjazną i rzewną:
„Proszę usiąść
I proszę poczekać,
Wieloryba w domu nie ma właśnie,
Ale za jakieś lat... piętnaście
Wróci na pewno".
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
"Na połów wieloryba! Na połów wieloryba!
Wołał chrapliwie ojciec do syna Prospera,
Który leżał przy szafie i w podłodze szperał
Na połów wieloryba! Na połów wieloryba!
A dlaczego, mój synu, dlaczego
Nie chcesz popłynąć ze mną?"
"A dlaczego, mój ojcze, miałbym pójść, dlaczego?
Wszak wieloryb nie zrobił mi nigdy nic złego,
Płyń sam, choć niepewna pogoda,
Jeśli ci się tak podoba.
Ja wolę zostać w domu i siedzieć przed domem
Z moją mamą i z moim kuzynem Gastonem".
Więc ojciec sam popłynął w uniesieniu chwackim
![]() |
| Wojtek Siudmak - Phantom Sailing Ship (fragment obrazu) |
Oto ojciec na morzu,
Oto syn przy kominie.
Oto wieloryb w gniewie,
I oto kuzyn Gaston, siedzący za stołem,
Wywraca wazę z rosołem.
Niedobre było morze,
Ale rosół był dobry,
I oto na swym krześle Prosper się zamartwia:
„Na połów wieloryba, na połów wieloryba,
Czemużem nie pojechał, jakiż ze mnie śmiałek?
A nuż miałbym łut szczęścia i złowiłbym rybę
I uszczknąłbym porządny kawałek”.
Lecz oto drzwi trzasnęły, wiatr zahuczał w piecach,
I ojciec się zjawia zdyszany
Dźwigając zwierzę na plecach.
Rzuca na stół wieloryba, wieloryba o niebieskich oczach,
Takie twory śnią się tylko po nocach,
I woła: "Nie mam sił dalej nieść,
Oporządźcie mi to zwierzę co prędzej,
Jestem głodny, chcę pić i chcę jeść”.
Lecz oto Prosper powstaje,
I patrzy ojcu w białka, same białka oczu,
Oczy ojca o takich przezroczach
Niebieskich, jak niebieskie oczy wieloryba,
Wieloryba o niebieskich oczach:
„A dlaczego mam krajać to zwierzę, dlaczego?
Wszak wieloryb nie zrobił mi nigdy nic złego,
Ja palców w tym maczać nie mogę".
To mówiąc rzuca nóż na podłogę.
Lecz wieloryb się zerwał i nóż chwycił w pięści
I wbija nóż w pierś ojca i szarpie na części.
"Ach, mój Boże, mój Boże – mówi kuzyn Gaston –
To wszystko przypomina mi młodości chwile,
Gdy wybiegałem za miasto
Łowić motyle”.
I oto
Oto Prosper nekrolog ojcowski układa,
Oto matka po mężu żałobę nakłada,
A wieloryb nad nimi pochyla się nisko,
Popłakując, że rozbił domowe ognisko.
Nagle ocknął się z żalu, uderzył hołubca:
„Czemu, czemu zabiłem nieszczęsnego głupca,
Teraz gonić mnie będą żandarmi, gotowi
Całą moją rodzinę przez zemstę wyłowić”.
I wybuchając śmiechem, co krew ścina w żyłach,
Sunie do drzwi, a po drodze do wdowy
Odzywa się tymi słowy:
„Proszę pani, jeśliby się o mnie
Dopytywał ktoś nadto ciekawie,
Niech mu pani odpowie łaskawie
Z miną przyjazną i rzewną:
„Proszę usiąść
I proszę poczekać,
Wieloryba w domu nie ma właśnie,
Ale za jakieś lat... piętnaście
Wróci na pewno".
Jacques Prévert
przełożył Stanisław Baliński
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Jesienne liście - Jeremi Przybora
Jesienne liście
Wiesz, byłam tam i widziałam ten dom
Naszą uliczkę i drzewa we mgle
Kształty wydarte marzeniom i snom
Z marzeń odarte, zastygłe w złym śnie
Liście jesienne jesienny gnał wiatr
Liściem mi przylgnął do ust
Tym pocałunkiem jesieni z mych warg
Wziął moją gorycz i niósł
Wspomnienia i liście unosił
W mrok, w zapomnienie i chłód
Mój Boże... Znów słyszeć jak prosisz:
"Zaśpiewaj, zaśpiewaj mi znów..."
To tak jak my
To tak jak oni
Z tych samych słów
Z tych samych łez
Ktoś śmiał się z kimś
I płakał po nim
I o tym ta piosenka jest
Bezszelestny los gdy znudzony
Znienacka tnie jak zimna stal
Ślady stóp kochanków rozłączonych
Co dzień ściera z plaż praca fal
Jacques Prévert
wersja polska: Jeremi Przybora
więcej twórczości:
audio,
Prevert Jacques,
Przybora Jeremi
Tym gorzej - Jacques Prévert
Tym gorzej
Pozwólcie wejść zabłoconemu psu
Tym gorzej dla tych co psów ani błota nie lubią
Pozwólcie wejść unurzanemu w błocie psu
Tym gorzej dla tych którzy błota nie lubią
Którzy nie rozumieją
Nie wiedzą co to pies
Co to błoto
Pozwólcie więc wejść psu
Po to by kudły otrząsnął
Bo można umyć psa
Można zmyć każde błoto
Bo można zmyć i wodę
Ale nie można umyć tych
Którzy mówią że kochają psy
Pod warunkiem że...
Czysty jest unurzany w błocie pies
Czyste jest błoto
Woda także bywa czysta czasem
Ale ci którzy mówią: pod warunkiem że...
Ci nie są czyści
O nie.
Jacques Prévert
przekład Ewa Fiszer
Pozwólcie wejść zabłoconemu psu
Tym gorzej dla tych co psów ani błota nie lubią
Pozwólcie wejść unurzanemu w błocie psu
Tym gorzej dla tych którzy błota nie lubią
Którzy nie rozumieją
Nie wiedzą co to pies
Co to błoto
Pozwólcie więc wejść psu
Po to by kudły otrząsnął
Bo można umyć psa
Można zmyć każde błoto
Bo można zmyć i wodę
Ale nie można umyć tych
Którzy mówią że kochają psy
Pod warunkiem że...
Czysty jest unurzany w błocie pies
Czyste jest błoto
Woda także bywa czysta czasem
Ale ci którzy mówią: pod warunkiem że...
Ci nie są czyści
O nie.
Jacques Prévert
przekład Ewa Fiszer
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Ogród - Jacques Prevert
![]() |
| Montsouris Park |
Miliony miliony lat
To jeszcze nie dosyć
Aby wyrazić w słowach
Małą sekundę wieczności
Gdyś ty mnie całowała
Gdym ja ciebie całował
Poranek w zimowym świetle
Park Moutsouris w Paryżu
W Paryżu
Na tym świecie
Na świecie który jest gwiazdą.
Jacques Prevert
tłum. Józef Waczków
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Jesienne liście - Jacques Prévert
Jesienne liście
Wiesz, byłam tam i widziałam ten dom
Naszą uliczkę i drzewa we mgle
Kształty wydarte marzeniom i snom
Z marzeń odarte, zastygłe w złym śnie
Liście jesienne jesienny gnał wiatr
Liściem mi przylgnął do ust
Tym pocałunkiem jesieni z mych warg
Wziął moją gorycz i uniósł
Wspomnienia i liście unosił
W noc, w zapomnienie i chłód
Mój Boże... Znów słyszeć jak prosisz:
"Zaśpiewaj, zaśpiewaj mi znów..."
To tak jak my
To tak jak oni
Z tych samych słów
Z tych samych łez
Ktoś śmiał się z kimś
I płakał po nim
I o tym ta piosenka jest
Bezszelestny los gdy znudzony
Znienacka tnie jak zimna stal
Ślady stóp kochanków rozłączonych
Co dzień ściera z plaż praca fal
Jacques Prévert
tłum. Jeremi Przybora
więcej twórczości:
audio,
Prevert Jacques,
Yves Montand
Trzy zapałki - Jacques Prévert
Trzy zapałki
Trzy zapałki kolejno zapalone nocą
Pierwsza by zobaczyć twoje oczy
Druga by zobaczyć twoje usta
Trzecia by zobaczyć całą twoją twarz
I całkowity spokój
Aby wszystkiego nauczyć się na pamięć
Gdy obejmę cię swymi ramionami
Jacques Prévert
tłum. Konstanty Ildefons Gałczyński
Trzy zapałki kolejno zapalone nocą
Pierwsza by zobaczyć twoje oczy
Druga by zobaczyć twoje usta
Trzecia by zobaczyć całą twoją twarz
I całkowity spokój
Aby wszystkiego nauczyć się na pamięć
Gdy obejmę cię swymi ramionami
Jacques Prévert
tłum. Konstanty Ildefons Gałczyński
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Dla ciebie, moja miłości - Jacques Prévert
Dla ciebie, moja miłości
Poszedłem na targ z ptakami
i kupiłem ptaków
Dla ciebie
moja miłości
Poszedłem na targ z kwiatami
i kupiłem kwiatów
Dla ciebie
moja miłości
Poszedłem na targ żelastwa
i kupiłem kajdany
ciężkie kajdany
Dla ciebie
moja miłości
I poszedłem na targ niewolników
I szukałem ciebie
Ale nie mogłem ciebie znaleźć
moja miłości
Jacques Prévert
przekład Józef Waczków
Poszedłem na targ z ptakami
i kupiłem ptaków
Dla ciebie
moja miłości
Poszedłem na targ z kwiatami
i kupiłem kwiatów
Dla ciebie
moja miłości
Poszedłem na targ żelastwa
i kupiłem kajdany
ciężkie kajdany
Dla ciebie
moja miłości
I poszedłem na targ niewolników
I szukałem ciebie
Ale nie mogłem ciebie znaleźć
moja miłości
Jacques Prévert
przekład Józef Waczków
więcej twórczości:
Prevert Jacques
Subskrybuj:
Posty (Atom)














