Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Montale Eugenio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Montale Eugenio. Pokaż wszystkie posty

Eugenio Montale - O zagubionym kocie

AI '25

 

O zagubionym kocie

Biedna sierotka
jeszcze nie zdziczał
jeśli wypędzili go z kamienicy
żeby nie darł pazurkami wykładzin.
Wspominam go wciąż idąc tą ulicą
gdzie doszło do wydarzeń godnych historii
ale niegodnych pamięci. Może jest tak że okruchy
fruwają na własny rachunek.

Eugenio Montale (z tomu Zapiski z czterech lat, 1975) 

 

Eugenio Montale - Zwierzęta

AI 2024
Zwierzęta

Zwierzęta rzadszego gatunku
bliskie wymarcia
budzą zakłopotanie
tych co podejrzewają że Ojciec zgubił
ich szablon.

To nie tak że wszystkie były ofiarami
ludzi i klimatów
albo jakiegoś boskiego majstra.
Kto je stworzył uznał że są zbyteczne
najbardziej nieszczęśliwemu ze swoich wytworów: nam.

Eugenio Montale (z tomu Zapiski z czterech lat, 1975)

Ora sia il tuo passo... - Eugenio Montale

Ora sia il tuo passo...

Teraz będzie twój krok
ostrożniejszy: o rzut kamieniem
stąd szykuje się dla ciebie
najrzadsza scena.
Skorodowane drzwi świątyńki
zamknęły się na zawsze.
Wielkie światło rozproszyło się
na trawiastym progu.
A tu gdzie stąpnięcia ludzkie
nie zadźwięczą, i zmyślona boleść,
czuwa często na ziemi chudy pies.
Nigdy więcej się nie poruszy
w tej godzinie co zapowiada się duszna.
Ponad dachem pokazuje się
okazała chmura.

Eugenio Montale
przełożył Andrzej Niemiec
PS. Dziękuję:)

Rożek angielski - Eugenio Montale

Rożek angielski

Wiatr który ostrożnie gra wieczorem
- przypomina silne potrząśnięcie lamą -
na instrumentach gęstwy drzew i zamiata
miedziany horyzont
gdzie pasy światła się wydłużają
jak latawce na niebie co się wszerz rozciąga
(chmury w podróży, jasne
królestwa tam w górze! Wysokich Eldorad
niedomknięte drzwi!)
i morze co ciska łuskami,
sine, zmienia kolor,
rzuca na ziemię trąbę
wirującej piany;
wiatr co się rodzi i umiera
porą gdy wolno się zaczernia
gra też na tobie wieczorem
zapomniany instrumencie,
serce.

Eugenio Montale
przełożył Andrzej Niemiec
PS. Dziękuję:)

Często ból życia spotykałem - Eugenio Montale

Andre Martin de Barros
* * *

Często ból życia spotykałem: był to potok,
co się burzy wciśnięty pomiędzy kamienie,
był to w kłębek zwinięty słoneczną spiekotą
liść żółty, był to koń zwalony na ziemię.

Żadnego dobra nie ujrzałem wokół
oprócz cudu, który jest darem boskiej obojętności:
był to posąg w senności południa, chmura, sokół,
co jak strzała prosto w górę się wznosi.

Eugenio Montale
tłum. Zygmunt Kubiak

Śmierci nie ma - Eugenio Montale

Diego Rivera - Day of the Dead
Śmierci nie ma

Powiedziane jest, że nie da się żyć bez pancerza
jakiejś mitologii.
Nie byłoby nieszczęścia, gdyby nie to, że zawsze
ostatnia jest najgorsza.

Dawniejsze bóstwa bywały przydatne,
cóż, że były wrogie.
Nowe karmią nas tanim
pocieszeniem, ale nie znają naszego losu.

Nie mają zielonego pojęcia o ludziach,
ale nie wiedzą także nic o sobie.
Choć ukazują twarz przyjazną, nawet kiedy zabijają
to śmierci nie ma, gdzie nigdy nie było narodzin.

Eugenio Montale
tłum. Anna Kamieńska

Twój lot - Eugenio Montale

Twój lot

Jeśli w ogniu przybywasz (nad twoją grzywą
pochylają się amulety i okrywają cię
gwiazdami),
dwa światła walczą o ciebie
w głębi parowu, co rozchyla się pod
sklepieniem ciernistego gąszczu.

Szaty są w strzępach, zdeptane krzewy
znów podejmują rozmowę,
a wypukła sadzawka z ludzkim
skrzekiem otwiera się w bruzdach ciszy.

Och, nie mąć nieczystych wód
przybrzeżnych, pozostaw dokoła
płonące stosy, gęsty dym
ponad przesądami!

Jeśli ugasisz (włosy
jak jasny popiół ponad zmarszczką,
którą łagodnie opuściło niebo),
jakże wtedy dłoń od jedwabi i klejnotów
potrafi odnaleźć wśród umarłych
swojego wyznawcę?

Eugenio Montale
tłum. Marek Baterowicz

Geniusz - Eugenio Montale

Geniusz

Geniusz - niestety - nie przemawia
własnymi ustami.

Geniusz - tu tam - zostawia ślady,
coś jak skoki zająca na śniegu.

Jest w naturze geniusza, że kiedy
przestanie chodzić, wszystką pomysłowość
zamraża natychmiast paraliż.

Wówczas świat cały na palcach nadstawia ucha,
czy przypadkiem jakiś zając nie pognał gdzieś
przez nieprawdopodobne łąki śniegu.

Niewzruszony i prędki na swojej orbicie
nie potrafi odczytać śladów
zatartych upływem czasu
nie-do-od-cyfrowania.

Eugenio Montale
tłum. Zygmunt Ławrynowicz

Motywy - Eugenio Montale

Motywy

Być może nie był daremny
cały ten trud,
cały ten ból.

I być może myśli
tak o nas i o sobie
ten kos,
co gwiżdże w klatce
i naśladuje nasz głos.

Jeden gwiżdże więcej,
drugi gwiżdże mniej
i to także jest ludzkie

Eugenio Montale
przeł. Joanna Ugniewska

Czas i czasy - Eugenio Montale

Czas i czasy

Jedyny czas nie istnieje: jego liczne pasma
prześlizgują się równolegle
często w przeciwne strony i rzadko
przecinają się. Zdarza się to wówczas,
gdy objawi się jedna prawda, ale wtedy
natychmiast wymazuje ją ten, kto czuwa
nad mechanizmem przemian. I znów się zapada
w jedyny czas. Lecz w owej chwili
tylko nieliczni żywi rozpoznali się wzajem,
mówiąc sobie żegnaj, a nie do widzenia.

Eugenio Montale
tłum. Urszula Kozioł

Drzewa cytrynowe - Eugenio Montale

Drzewa cytrynowe

Posłuchaj mnie, poeci uwieńczeni
poruszają się tylko pośród krzewów
o nawach rzadko używanych, jak bukszpany, ligustry, akanty

Ja jednak lubię drogi, które wychodzą na rowy
porosłe trawą, gdzie chłopcy
w kałużach pół wyschłych mogą czasem
złapać wychudłego węgorza:
ścieki wytyczone obok traktu,
zstępujące między kitami trzcin,
zapadające w ogródki, pośród drzew cytrynowych.

Lepiej, jeśli świergoty ptasie
gasną wchłonięte w błękit:
wyraźniej słychać szept
gałęzi przyjaznych w powietrzu nieruchomym prawie,
zmysły chłoną tę woń, która nie umie
oderwać się od ziemi
i sączy się w sercu słodyczą niespokojną.
Tu namiętności zbłąkanych
milknie cudem wojna,
tu i u nas biednych nawiedza udział nasz w bogactwie,
a jest to cytryn woń.

Widzisz w tych zamilknięciach, gdy rzeczy
oddają się nam w ręce, i rzekłbyś, że niebawem
zdradzą swoją ostateczną tajemnicę,
nieraz czeka się na to,
że odkryjemy nagle pomyłkę Natury,
martwy punkt świata, ogniwo, które nie trzyma,
nić, którą trzeba rozwikłać, aby nas wreszcie powiodła
w jakiejś prawdy krąg.
Oczy szperają dokoła,
myśl bada, łączy, rozdziela,
wśród woni, która się tym szerzej rozlewa,
im bardziej dzień znużony omdlewa.
Są pory ciszy, w których dostrzec można
w każdym oddalającym się cieniu człowieczym
jakiegoś Bóstwa spłoszonego krok.

Ale złudy nie staje, czas niesie nas powrotnych
w te hałaśliwe miasta, gdzie błękit się jawi
tylko po kawałku, w górze, między gzymsami.
Deszcz potem ziemię nuży; zimy
gnuśność gęstnieje nad domami,
światło robi się skąpe, dusza – gorzka.
Aż jakiegoś dnia, zza nie domkniętej bramy
ukazują się nam między drzewami na podwórzu
żółte kule cytryn:
wtedy topnieje serca lód
i w nasze piersi strącają ulewę kropli,
rosę pieśni
te złote trąby słonecznego blasku.

Eugenio Montale
tłum. Zygmunt Kubiak