Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Swirszczyńska Anna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Swirszczyńska Anna. Pokaż wszystkie posty

Dwieście osiemdziesiąt stopni mrozu - Anna Świrszczyńska

Dwieście osiemdziesiąt stopni mrozu

Kiedy jestem sama,
robi się we mnie więcej miejsca.
Rozsiadam się wygodnie
w samej sobie, po turecku,
i zabieram się do myślenia
o tym i owym.

Kiedy jestem sama,
rozkwitają we mnie raje
wszystkich religii świata.
Blaski, skrzydła, lecenie
w górę.

Kiedy jestem sama,
wchodzi we mnie przez skórę
mróz
przestrzeni kosmicznej.
Dwieście osiemdziesiąt stopni
poniżej zera.

Anna Świrszczyńska

Jak język dzikiego kota - Anna Świrszczyńska

Jak język dzikiego kota

Nasza miłość jest ostra
jak język dzikiego kota.
Kochamy się
w hamaku ognia,
w słonecznych wnętrznościach
słońca.
Kochamy się
jak dwa drapieżne ptaki
w gnieździe chwili
elektrycznej.
Kochamy się
milcząc.

Anna Świrszczyńska

Biegam po plaży - Anna Świrszczyńska

Biegam po plaży

Biegam po plaży.
Ludzie się dziwią.
- Siwa baba i biega.

Biegam po plaży
z bezczelną miną.
Ludzie się śmieją.
- Siwa i bezczelna.
Aprobują.

Anna Świrszczyńska

Sielanka - Anna Świrszczyńska

Sielanka

Nad tropikalną plażą
na chmurach wodewile.
Kupcy bawełny szukając Eldorado
nowy ląd czarny odkryli.
Ląd to forsownie korzenny i parny.
Kipi w pniach drzewnych spirytus; wszystko dziewicze.
Kupcy palą płowe cygara pod palmą
pełni goryczy.
Z widnokręgu zwilżanego wiecznie
idą ludy suche, o mocnej czaszce.
To są narody flegmatyczne bajecznie
i mężne. Proszą o łaskę.
Kupcy bawełny są wzruszeni.
Rzucają w morze ładunek luksusowych likierów,
wyjmują biblię z kieszeni.
Mówi się o założeniu republiki. Gorąca sfera.
Ach, zanurzyć się w cywilizacjach wymierających. Dość nienawiści.
I płacząc głaszczą małpy duże, mniejsze
i lwy najserdeczniejsze,
co skrzypią paszczęką wśród kauczukowych liści.

Anna Świrszczyńska

Jak głupi pies - Anna Świrszczyńska

fot. Richard Avedon
Jak głupi pies

Szczęśliwa jak pies włóczęga
co dzień i noc nosi w kudłach
wiatr i mróz.

Jak pies, co się nie da uwiązać
na łańcuchu żadnej miłości.
I z nim są tylko
jego cztery kudłate
łapy.

Szczęśliwa jak pies,
co się nie boi biegać
dalej niż inne. Jak jego
psia bezczelność.

Szczęśliwa jak młody głupi pies.
Jak stary głupi pies.

Anna Świrszczyńska

Otwórz drzwi snu - Anna Świrszczyńska

Damian Kłaczkiewicz - Senne marzenie
Otwórz drzwi snu

Przyjdź do mnie
we śnie.
Umarły, przyjdź do umarłej
na ostatnią noc miłosną
dwojga istot, których już nie ma.

To nic, że cię nienawidzę,
to nic, że mnie nienawidzisz.
Że inny jest już ze mną.
Zmyl czujność
swoich myśli, które są mi wrogie.
Zmyl czujność

mego serca, które cię już nie kocha.
Otwórz cicho
drzwi snu.
Umarły, przyjdź do umarłej.

W moim śnie
jeszcze nie stało się, co się stało.
Więc pocałujesz mnie
ustami naszego młodego szczęścia,
więc powiem ci słowa czulsze,
niż mówiłam za życia.
To nic, że mnie nienawidzisz,
to nic, że cię nienawidzę.
Umarły,
przyjdź do umarłej.

Anna Świrszczyńska

Rozpacz - Anna Świrszczyńska

Rozpacz

Ręka bez broni
podnosi się do nieba
chwyta niebo palcami za gardło
i opada.

Anna Świrszczyńska

Bardzo smutna rozmowa nocą - Anna Świrszczyńska

Bardzo smutna rozmowa nocą

- Powinnaś mieć wielu kochanków.
- Wiem, miły.
- Miałem dużo kobiet.
- Miałam mężczyzn, miły.
- Jestem człowiek skończony.
- Tak, miły.
- Nie ufaj mi.
- Nie ufam, miły.
- Boję się śmierci.
- Ja też, miły.
- Nie odejdziesz ode mnie.
- Nie wiem, miły.
- Jestem sam.
- Jak ja, miły.
- Przytul się do mnie.
- Dobranoc, miły.

Anna Świrszczyńska

W wiosennym strumieniu - Anna Świrszczyńska

W wiosennym strumieniu
Michał Anioł - Bachus - 1497

W wiosennym strumieniu
niesłychanych syren pochody.
Wiatr łamie mokre spódnice,
pełne nóg i powietrza.
Jaskrawe dęte niebo porywa się.
Jasnowidzenia wielkich rozmiarów
suną do góry.

Z głośnego gaju wynika Dionizos.
Idzie ostrożnie
poprzez umieranie i nieustawność,
menady płowieją od śpiewu
trochę dalej.

Syreny:
Boże dojrzały
o kosztownych ruchach
postaw nogę
w gwałt wód ciekących

Dionizos:
Na niebie wyleniałym
drogocennieją gwiazdy.
Olbrzymie przebudzenia
szumią na wysokościach.
Lekkość z bark mi ociekła.
O, módlcie się wszyscy.

W strumień osurowiały
wstępuje Dionizos.
Wstępuje pochylając się
w wodę zimną i jędrną
jak w ostateczne uniesienie,
jak w śmierć.

Anna Świrszczyńska

Groteska - Anna Świrszczyńska

Zofia Stryjeńska – Pory Roku, Korowód Miesięcy – Światowa Wystawa w Paryżu 1925 (fragment)
Groteska

Jedzie ogrodem na wozie
Wenus w apoteozie.
Blondyna soczysta jak marchew,
Z rąk wyskakuje jej szarfa.

Jedzie w bobkowym wieńcu
W krąg primadonny klęczą,
wiozą ją po szpalerze
Dwa seraficzne zwierze.

Z bursztynowych obłoków
kapią charty szerokie.
Do góry nogami na rzepę,
charyty obfite i ciepłe.

Rżą drogocenne zwierzęta
i stają się wielorakie.
Po przeraźliwych miętach
amorki sadzą okrakiem.

Trzech bohaterskich tenorów
rozpacza u jaworu.
Trzy panny stoją z rumieńcem.
Gołąbek, lilia i wieńce.

Słońce w włoszczyźnie wesołej.
Drżą z egzaltacji anioły
i z pysków zwierząt pociekły
peany zdrowe jak mleko.

Anna Świrszczyńska

Historia - Anna Świrszczyńska

Aleksander Gierymski - Ulica w Rzymie - 1850
Historia
Urszuli Kozioł
Chodziłam po wiecznym Rzymie,
mówiłam do wiecznych kamieni: cierpię.
Cierpienie dawało mi prawo
mówić z kamieniami.

W rzymskim zoo
zobaczyłam za kratą lamparta,
który oszalał.
Leżąc na grzbiecie udawał, że się bawi,
to było straszne,
zrozumiałam go.
Wzięłam w siebie jego płową rozpacz,
ale on nie zabrał mojej.

Chodziłam po wiecznym Rzymie,
cierpienie czasów mówiło do mnie,
czytałam biegle jego pismo
na posągach i twarzach pałaców,
na bruku pod tryumfalnymi łukami
wytartym nogą milionów.

Każda grudka ziemi była tu męką,
z męki była jasna rzeka i jasne powietrze,
zamek Świętego Anioła
wył na torturach,
Giordano Bruno i cesarz Hadrian
konali na moich oczach
zbyt długo.

Chodziłam po wspaniałym Rzymie,
pasłam swą małą mękę
na ogromnym pastwisku męki świata.

Anna Świrszczyńska

Południe - Anna Świrszczyńska

Południe

Gotowały się góry
drzewa oliwne śpiewały bardzo cudnie.
Człowiek boży
przyszedł ku dziewkom u studniej.
Klaskały w ręce pagórki,
szklane gaje pieniły się w wietrze.
Dziewce z kanarkowych włosów
kapie i brzęczy gęste powietrze.
Zielona ryba
patrzy okiem z fryzowanej strugi.
Wykluwają się w niebie
esencjonalne papugi.
Osłowie wołali się dzicy
po górach, u oliwnego drzewa.
Ulicą idzie Widzący. Śpiewa.
Szczeniec Iwowy przypadł mu do pięty
z różową gębą, ziejąc wielki i śliczny.
Wziął w łapę krzyż i stał się w talii wcięty.
Wziął tarczę i stał się heraldyczny.
Rzekł Widzący ku dziewkom – bardzo ścisły:
– Co jest wieczność albo prawda jest czyja?
Nagle słowa mu prysły,
a góry zaśmiały się: – Mijam.
Więc angieły stanęły wkoło
i zaczęły po rajsku krzyczeć.
Posadziła się z nogami na obłok
w zielonej suknie Teologia – Beatrycze.
A on podniósł mocen palec i wołał:
"Wieczność. Wieczność. Oto chwilę przygwożdżę."
Alić świat jak u van Gogha,
był niby Przemienienie i drożdże.

Anna Świrszczyńska

Dojrzewanie do prawdy - Anna Świrszczyńska

Dojrzewanie do prawdy

Moja dusza
rozszerza się powoli
jak oczy, które
wychodzą z orbit.

Anna Świrszczyńska

Zgrzebło z żelaza - Anna Świrszczyńska

Jarek Kubicki
Zgrzebło z żelaza

Dziś nie przychodź do mnie.
Gdybym uchyliła drzwi,
nie poznałbyś mojej twarzy.
Bo dziś u mnie remanent i kapitalny remont,
bilans doroczny,
wielkie pranie.
Generalna próba końca świata
w mikrokosmosie.

Zgrzebłem z żelaza
szoruję ciało aż do kości.
Zdjęłam z kości skórę, wisi obok,
gołe wnętrzności dymią,
drgają gołe żebra,
a tu sąd,
wysoce wysoki trybunał
idzie sądzić w trybie doraźnym.
Wszystkie wyroki
skazujące.

Sądzi mózg i oczy wyjęte z czaszki,
grzeszną nagość miednicy
i zębów bez dziąseł,
płuca nieczyste, leniwe golenie.

O, ciężko się dzisiaj trudzę,
zgrzebłem z żelaza
szoruję ciało aż do kości,
kość aż do szpiku.
Chcę być czystsza niż kość.
Chcę być czysta
jak nicość.

Sądzę, wykonuję wyroki,
dygocę z przerażenia,
skazanka i upracowany kat.
Robię bilans, pocę się
krwawym potem.

Więc nie przychodź dziś do mnie.
Nie kupuj kwiatów. Szkoda forsy.

Anna Świrszczyńska

Miłość Stefanii - Anna Świrszczyńska

Miłość Stefanii

Twoja miłość zabija moją,
kochasz mnie
zbyt gwałtownie.

Po co mam się trudzić,
ty za nas oboje płaczesz po nocach
z zazdrości i tęsknoty.

Twoja miłość pięknieje,
jesteś krzakiem mistycznym w raju Dantego,
fontanną ekstatycznego płomienia,
co wystrzela z każdym dniem dzielniej
nade mnie.

W cierpieniu
rozrastasz się. A ja zanikam
jak narząd ciała,
którego się nie używa.

Zapomniałam już, co znaczy cierpieć,
będę miała niedługo
duchowe życie oseska.

Anna Świrszczyńska

Nie płacz - Anna Świrszczyńska

Manuel Nuñez
Nie płacz

Nie płacz.
Ja ci scałuję łzy.
Twoje cierpienie
zlepia mnie z tobą
mocniej niż szczęście.

Nie opuszczę cię, dopóki
będziesz cierpiał.

Anna Świrszczyńska

Podręczne słońce - Anna Świrszczyńska

Podręczne słońce

Lubię się wygrzewać
w słońcu, które jest we mnie.
Wyciągam powoli
cztery łapy i ogon,
zamykam ślepia
i mruczę.

Jak dobrze mieć na własność
podręczne słońce.

Anna Świrszczyńska

Szukając sensu - Anna Świrszczyńska

Szukając sensu

Szukając sensu
skrócę miłość
w pierwsze i ostatnie spojrzenie.

Skrócę cierpienie
w lęk i ulgę.

Skrócę szczęście
w nadzieję i echo.

Skrócę życie
w przedtem i potem.

Anna Świrszczyńska

Otworzę okno - Anna Świrszczyńska

Otworzę okno

Za długi był nasz uścisk.
Dokochaliśmy się
do kości.
Słyszę zgrzyt kości, widzę
dwa nasze szkielety.

Teraz czekam,
aż odejdziesz, aż
zgaśnie na schodach
stuk butów.
Już cisza.

Dziś w nocy będę spać sama
na pościeli czystości.
Samotność
to pierwszy zabieg higieniczny.
Samotność rozszerzy ściany pokoju,
otworzę okno
i wejdzie szerokie, mroźne powietrze,
zdrowe jak tragedia.
Wejdą myśli człowiecze
i człowiecze sprawy,
cudze nieszczęścia i cudza świętość.
Będą rozmawiać cicho i surowo.
Nie przychodź więcej.
Zwierzęciem bywam
bardzo rzadko.

Anna Świrszczyńska