Miron Białoszewski - Swoboda tajemna

Swoboda tajemna

Przekazywali sobie ściany

jak plazmę życia.

Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024

Hodowali w rodzinie
     pra-szafy
     pra-klamki.

Gdy rozkręciły się zwoje schodów
gdy poszedł dom
                         na dno,
czuli: szafa została w ich małej wątrobie,
myśleli prawie: kredens istnieje
                                             poprzez powiedzenie.
      wystarczy zskrzyczeć ustami -
      śmieją się drzwi...

Krajobraz rozłupanym na syntezy
szli do podłogi obiecanej,
którą obiecywał
każdy sam sobie.

Nie zaśpiewali Eklezjasty.

Marność jest dla wybranych.

Wybranych jest mało.

    Albowiem - wybiera
           każdy -
                 sam siebie

Miron Białoszewski z tomu Obroty rzeczy, 1956

Zbigniew Herbert - Epizod z Saint-benoît

Epizod z Saint-benoît

w starym opactwie nad Loarą
Stefan Gierowski – CC


(wszystkie soki z drzew spłynęły tą rzeką)
przed wejściem do bazyliki
(nie jest to nartex ale kamienna alegoria)
na jednym z kapitelów
nagi Max Jacob
którego wydzierają sobie
szatan i czteroskrzydły archangelus

wynik tych zapasów
nie został ogłoszony
jeśli nie wziąć pod uwagę
sąsiedniego kapitelu

szatan trzyma mocno
oderwaną rękę Jacoba
pozwalając reszcie
wykrwawić się między
czterema niewidocznymi skrzydłami

Zbigniew Herbert z tomu Napis, 1962

Zbigniew Herbert - Wariatka

Wariatka

Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024
Jej pałające spojrzenie trzyma mnie mocno jak w objęciach. Mówi słowa pomieszane ze snami. Zaprasza. Będziesz szczęśliwy, jeśli uwierzysz i zaczepisz swój wózek o gwiazdę. Jest łagodna, kiedy karmi piersią obłoki, ale gdy opuści ją spokój, biegnie nad morze i wyrzuca ramiona w niebo.

W jej oczach widzę, jak u moich ramion stoją dwaj aniołowie: blady, złośliwy anioł Ironii i potężny, miłujący anioł Schizofrenii.

Zbigniew Herbert z tomu Hermes pies i gwiazda, 1957

Tadeusz Różewicz - Głosy niepotrzebnych ludzi

Głosy niepotrzebnych ludzi 

I


JEDEN Z WIELU
Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024



Ja jeden z wielu
ukryty wśród miliarda
Wstydzę się że jestem

Uczeni panowie
profesorowie Vogt Burch i inni
mówią że miliard ludzi
jest na świecie niepotrzebny
Za dużo jest ludzi
więc człowiekowi wstyd że żyje

Tyle tego
biali żółci czarni czerwoni
wszyscy chcą jeść
ubierać się oddychać kochać

Ach oni mają sny marzenia
oni mają pragnienia
oni walczą powstają
Więc co zrobimy z tym miliardem
martwią się panowie
Vogt Burch i inni
Co zrobimy z tym i z tymi

Co zrobicie
z tym chłopcem
który wkleja do szarego zeszytu
czerwony liść dębu
z tym który trzyma w dłoni jabłko
i z tym który biegnie przez łąkę
który leci przez gwiazdę śniegu
Co zrobicie z moim ojcem i matką
co zrobicie
co zrobicie z tym miliardem
niepotrzebnym.

II

KRÓL

Król Faruk wieprz
nadziany brylantami ananasami
dolarami krabami rajskimi ptakami
i innymi dziwami
których nie poznałem
nawet we śnie

Tarza się w błocie
kapitalistycznego świata
darmozjad od urodzenia do śmierci
jadający na złotych półmiskach
Król Faruk właściciel
tysiąca złotych łyżek
miliona głodnych fellachów
były właściciel piramid i Nilu
właściciel dziesięciu pałaców marmurowych
trzech jachtów itd.
Wydzielina waszego świata
obwieszona gwiazdami
i tęczami orderów


Ten jest potrzebny
ten jest bardzo potrzebny
niezastąpiony
brylant w koronie
waszego świata
jego nie przeznaczycie na śmierć
nie udusicie
nie spalicie
dobrzy panowie
uczeni panowie
pełni troski o przyszłość
miliarda robaków
on jest potrzebny i wy jesteście potrzebni
martwicie się co zrobić z nami

a wiecie co my zrobimy z wami
a wiecie co my zrobimy
a wiecie co my...

III

ZŁY DUCH

Straszono ludzi
złym duchem demonem
o imionach tak licznych
jak gwiazdy na niebie

Występował w stu maskach
ukrywał się w osobach zwierzętach i rzeczach
wodził na pokuszenie
i znikł

Widziałem go
bez maski
szedł obok mnie
dobrze ubrany i wypasiony
i mówił mówił mówił
mówił tak aż ślina
zbierała się w kącikach warg:
„Miliard ludzi jest na świecie niepotrzebny
Kiedy oni wreszcie użyją
bomby atomowej
czarni wydają podobno woń niemiłą
dla białego człowieka
Azjaci mnożą się jak króliki
W Indiach ludzie umierają jak muchy”
Na widok dzieci które przechodziły
z białymi gołąbkami na kijkach
wybuchnął śmiechem zaśmiewał się
aż z oczu wytrysła, mu krew

Szedł przez tłum
jak przez powietrze
potrącony
mruknął „bydło”
i była w tym słowie
nienawiść zimna i szczera jak złoto.

IV

WYZNANIE

Małemu chłopcu w białym ubranku
dano poznać
smak Boga
którego nie ma
I zostałem sam

Ja głupiec chciałem
połknąć świat
Ja mięso kości włosy
Ciemny podłużny kształt
Ja który wypowiedziałem
wiele słów

Mówiłem że niosę
a byłem niesiony
Mówiłem że żyję
a to była śmierć
mówiłem mówiłem.

V

KARMIĄCA ZYCIE

Jasna piękna
jak wydarzony bochen białego chleba
ma małe stopy i ręce
i włosy pachnące ziołami
i usta
ciepłe ukryte
pod wielkim czarnym liściem
nocy
cierpkie o świcie
Siedzi ze światłem w oczach
z mleczną piersią
w dłoni
siedzi w środku ciszy
w środku pokoju narodów
jest ziarnem owocu
jabłka ziemi
jabłka którym władali
królowie
jabłka które obejmuje
które obejmie doskonale
ręka ludów

Karmi nowonarodzonego
Patrzcie jak on ssie
jak ssie życie
wzrusza rączkami milczącą rzekę powietrza
niedługo otworzą się jego oczy
a potem otworzy się myśl
zamknięta jeszcze
pod pulsującą kością czaszki

Ziemio ziemio
jaka ukażesz się człowiekowi
dzisiaj urodzonemu.

1954


Tadeusz Różewicz z tomu Równina, wiersze z lat 1953-1954
 
 
 

Zygmunt Krasiński - Chciałbym anioła widzieć na tym grobie

*** (Chciałbym anioła widzieć na tym grobie)

Chciałbym anioła widzieć na tym grobie,
Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024

Kędy sny nasze leżą pogrzebane,
Co by mi czasem zaśpiewał o tobie,
Jak śpiewa tułacz pamiątki kochane;
Co by na chwilę pochodnią schyloną
W tę noc okropną i nierozgarnianą
Rzucił skier kilka na przyszłości fale
I blaskiem chwały ozłocił me żale.
Ach, głos twój gdyby ponad twoim czołem
Ozwał się, lecąc od dalekiej strony,
Choć raz się ozwał, wiatrami niesiony,
Ten głos twój byłby mi takim aniołem!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Przed nocą wieczną niech głos twój usłyszę,
Jak pieśń nadziei w godzinie konania,
A może wtedy ponad grobu ciszę
Wejdzie mi blady księżyc zmartwychwstania!
A jeśli, płacząc, na zgasłych źrenicach
Złożysz, jak kwiaty, twoje ciche ręce,
Grób spłonie ogniem i w stu błyskawicach
Słońc nieśmiertelnych obleją mnie wieńce...

                                                                Zygmunt Krasiński


Rafał Wojaczek - Ballada o lęku

Ballada o lęku

    Zbliża się do nas
Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024

    lęk: ma twarz
ze śniegu zielonego jak fosfor lub kość
    spróchniałego drzewa.

    Wkłada nam do ust
    dłoń i już
jemy ją wysysając jakby z sopla sok
    idący do serca.

    Daje nam swej pić
    krwi i szpik
mózgu wyjeść musimy mu z czaszki, aż dno
    o zęby zazgrzyta.

    Wiemy, że to jest
    krew, co nie
przyjmie się w naszych żyłach, żeby mogły nią
    do woli oddychać.

    Wiemy, że to jest
    szpik jak krew
trujący: po nim nasze trzewia będą w głos
    zawodziły: zdrada!

    Ale lęk jak ból
    nie być już
nie może: nas bez niego nie ma, a i on
    bez nas nie przeraża.

Rafał Wojaczek z tomu Nie skończona krucjata 1972

Robert Frost - Potrzeba znania się na wiejskich sprawach

Potrzeba znania się na wiejskich sprawach

Dom musiał wtedy płonąć, jakby chciał przypomnieć
Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024

Nocnemu niebu jego łunę o zachodzie.
Jak słupek kwiatu o opadłych płatkach,
Sam komin został w zdziczałym ogrodzie.

Stodoła naprzeciwko - która razem z domem
Byłaby znikła w kłębach jednego płomienia.
Gdyby taki był kaprys wiatru - ocalała,
Dając bezludziu prawo do imienia.

Dziś już nie otwiera wrót na przywitanie
Fur, które - w kurzu i dudnieniu kopyt
Wjeżdżając z kamienistej drogi na klepisko - 
Zwalały świeżo z pola przywiezione snopy.

Gnieżdżąc się w stodole ptaki w obie strony
Przefruwały swobodnie przez wybite szyby,
A szum ich skrzydeł brzmiał jak to westchnienie,
Gdy się zbyt długo duma, co by było, gdyby.

A jednak dla nich bez wypuszczał liście
I, chociaż osmalony, stary wiąz zieleniał,
I wyschła pompa krzywo wyrzucała ramię,
I rdzewiał drut łączący słupki ogrodzenia.

Dla nich - nic w tym nie było smutnego. Lecz nawet
Widząc tę całą ptasią wokół gniazda pracę,
Trzeba się było znać na wiejskich sprawach,
Aby nie wierzyć w to, że lelek płacze.

Robert Frost
przełożył Stanisław Barańczak

Wisława Szymborska - Z limeryków (przepraszam za określenie) lozańskich

Z limeryków (przepraszam za określenie) lozańskich


Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024
Pewien młody wikary w Lozannie
lubił chodzić w rozpiętej sutannie.
Lecz na widok kardynała
gasła w nim fantazja cała
i zapinał się starannie.

Wisława Szymborska z tomu Rymowanki dla dużych dzieci, 2003

Adam Mickiewicz - Do —, w sztambuch (Ku różnym stronom...)

Do —, w sztambuch (Ku różnym stronom...)

Ku różnym stronom ściągnęliśmy dłonie,
Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024

W różnych mieszkały światach nasze myśli,
Oczy ku różnej wyglądały stronie,
Jakże, o luba, ku sobieśmy przyszli?

Jak gwiazdy, równe wielkością i kształtem,
Do przeciwnego wyrzucone biegu,
Kiedy je niebo jednostajnym gwałtem
Wiecznie odtrąca od każdego brzegu,

Wieczni wygnańcy z powszechnego świata,
Jestże to dla nich szkodą czy korzyścią,
Że wstręt ku wszystkim znowu je pobrata
I że się muszą kochać... nienawiścią?...

Adam Mickiewicz Ballady i romanse / okres wileńsko-kowieński (1817-1824)

Adam Mickiewicz - Sonet VIII. Do Niemna

Sonet VIII. Do Niemna

Niemnie, domowa rzeko moja! gdzie są wody,
Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024

Do których przez kwieciste skakaliśmy błonie
I któreśmy czerpali w młodociane dłonie
Za napój lub za kąpiel spoconej jagody?

Gdzie Laura, z chlubą patrząc na cień swej urody,
Lubiła włos zaplatać lub zakwiecać skronie,
Gdzie lica jej malowne w srebrnej fali łonie
Nieraz mąciłem łzami, zapaleniec młody.

Niemnie, domowa rzeko! Gdzie są tamte zdroje,
A z nimi tyle szczęścia, nadziei tak wiele?
Gdzie jest spokojne latek dziecinnych wesele?

Gdzie słodsze burzliwego wieku niepokoje?
Kędy jest moja Laura, gdzie są przyjaciele?
Wszystko przeszło — a czemuż nie przejdą łzy moje?

Adam Mickiewicz Sonety Odeskie / okres rosyjski (1824-1829)

*Do Niemna — sonet ten został napisany w Szczorsach, jak dowodzi dopisek własnoręczny poety w autografie. Nie rozstrzyga to jednak dokładnie daty napisania, gdyż Mickiewicz bawił w Szczorsach kilkakrotnie, po raz pierwszy w drugiej połowie lipca 1819 roku. Dajemy tu pierwotne brzmienie sonetu tego, odmienne od tekstu w zbiorowym wydaniu Sonetów (Moskwa, 1826 r.). Odyniec miał tekst nadesłany mu z Moskwy z dopisem u dołu W Odessie. [przypis redakcyjny WolneLektury.pl]

Adam Mickiewicz - Nad wodą wielką i czystą…

Nad wodą wielką i czystą…

Nad wodą wielką i czystą
Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024

Stały rzędami opoki;
I woda tonią przejrzystą
Odbiła twarze ich czarne.

Nad wodą wielką i czystą
Przebiegły czarne obłoki;
I woda tonią przejrzystą
Odbiła kształty ich marne.

Nad wodą wielką i czystą
Błysnęło wzdłuż i grom ryknął;
I woda tonią przejrzystą
Odbiła światło, głos zniknął,

A woda, jak dawniej czysta,
Stoi wielka i przejrzysta.

Tę wodę widzę dokoła
I wszystko wiernie odbijam,
I dumne opoki czoła,
I błyskawice pomijam.

Skałom trzeba stać i grozić,
Obłokom deszcze przewozić,
Błyskawicom grzmieć i ginąć, —
Mnie płynąć, płynąć i płynąć!…

W Lozannie [1839-1840]

Adam Mickiewicz Liryki lozańskie / z okresu podróży i emigracji 1829 - 1855

Czesław Miłosz - Alkoholik wstępuje w bramę niebios

Alkoholik wstępuje w bramę niebios

Jaki będę, Ty wiedziałeś od początku.
Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024

Jo początku każdego żywego stworzenia.

To musi być okropne, mieć taką świadomość
w której są równoczesne
jest, będzie i było.

Żyć zaczynałem ufny i szczęśliwy,
pewny, że dla mnie codziennie wstaje słońce,
i dla mnie otwierają się poranne kwiaty.
Od rana do wieczora biegałem w zaczarowanym
ogrodzie.

Nigdy nic nie wiedząc, że Ty z Księgi Genów
wybierasz mnie na nowy eksperyment,
jakbyś nie dosyć miał na to dowodów,
że tak zwana wolna wola
nic nie poradzi wbrew przeznaczeniu.

Pod Twoim bawiącym spojrzeniem cierpiałem
jak liszka żywcem wbita na kolec tarniny.
Otwierała się przede mną straszność tego świata.

Czyż mogłem nie uciekać od niej w urojenie?
w trunek, po którym musisz jeszcze kanie zębami,
topnieje gniotąca pierś rozpalona kula
i można myśleć, że jeszcze będę żyć jak inni?

Czesław Miłosz z tomu To, 2000

Tadeusz Różewicz - Możliwości

Możliwości

Mogę jeszcze wstać
Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024

iść przed siebie 
zostawić wszystko
za sobą

mogę jechać długo 
w jakimś kierunku 
wysiąść nocą 
na stacji

nazwy tego osiedla 
mogę się dowiedzieć później

zredukowany
do samego siebie
siedzę na krześle
w poczekalni

Koluszki rok 1957

piję letnią
przesłodzoną herbatę
czekam na połączenie

już nie zdążę
na pogrzeb Leopolda Staffa

chowają go
dzisiaj

(1957-1970)

["Na drodze" 1970, nr 9, s.1]

Tadeusz Różewicz z tomu Wiersze odzyskane, 2021

Achmatowa Anna - Strach w ciemnościach przetrząsając rzeczy...

Strach w ciemnościach przetrząsając rzeczy...

Strach, w ciemnościach przetrząsając rzeczy,
Achmatowa Anna, N. Altman, 1919

Nikłym blaskiem po siekierze wodzi.
Tuż za ścianą słychać stuk złowieszczy -
Co tam, szczury, widmo czy złodziej?

To się w dusznej kuchni pluska wodą,
To w podłodze klepki liczy rozeschnięte,
Z hebanową, połyskliwą brodą
Za okienkiem na strychu przemknie -

I zacicha, zły i zręczny niesłychanie.
Ukrył gdzieś zapałki, świecę zdmuchnął.
Już bym raczej wolała błyskanie
Wymierzonej w pierś moją lufy.

Już bym raczej na zielonym placu
Na szafocie nieoheblowanym
Przy okrzykach i przy jękach rozpaczy
Krwią czerwoną spłynęła z ran mych.

Gładki krzyżyk na sercu kładę:
Boże, przywróć mi spokój jedynie.
Mdląco słodki zapach rozkładu
Od chłodnego prześcieradła płynie.

27-28 sierpnia 1921, Carskie Sioło.

Achmatowa Anna
tłum. Seweryn Pollak

Kazimierz Wierzyński




Kazimierz Wierzyński

Kielich pór roku zgłębiając wielekroć
Można dotrzeć do Stanów Zjednoczonych Duszy
Kiedy sprzeczności się ze sobą zetkną
Jedno jeszcze pragnienie nieodmiennie suszy

Zgubić za sobą ból gorycz i żal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal

Unieść się ponad spiekotę epoki
Śmignąć przez ściany dymów z jednego odbicia
Przeskoczyć wieczność w jednym mgnieniu oka
I pobić rekord świata w długości przeżycia

Opaść w zaświecie jak świetlisty szal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal

Zaświat wygląda jak przedświat dziecięcy
Jeśli wojna to tylko – z błękitem – zieleni
Popłoch – jedynie – słonecznych zajęcy
Jeśli stronnictw rozgrywki – to stronnictw strumieni

Jeśli ofiara – to z wiatru i fal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal

A w samym środku jest muzeum grozy
Czarnych polonezów strojów i ustrojów
Poustawianych w nierozumne pozy
Jak płomieni języki zastygłe w podboju

I nikt nie pojmie szeptu ciemnych sal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal

Zaświat to przecież – Kresy naszych marzeń –
Rajów utraconych w dzieciństwie – rubieże
Gdzie z kapeluszem w ręku mówią Twarze
– Miło znów Pana ujrzeć Panie Kazimierzu!

Gdzie uroczyście trwa najświętsza z gal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal…

Jacek Kaczmarski

Julia Hartwig - Chwila postoju

Chwila postoju
Leonardo da Vinci – studia




    Zaczynamy się starzeć i każdy z nas przypomina sobie teraz, że miał matkę, ojca
i rodzeństwo. I że ma dwie nogi, podobnie jak wróbel i kawka i umysł na miarę
tego, czego dokonał, talent na miarę tego, co roztrwonił.
    Dobrotliwa natura szkli szkli w nas już okna matowymi szybami, otula uszy, by nie chwytały obelg, złorzeczeń i wyrzutów.
    Tylko wewnątrz to nie cichnące palenisko, gdzie mali kowale wykuwają w płomieniu nadziei niefałszowane monety, ten jasny pokój, w którym obradują poważni ustawodawcy, i mała dziewczynka, która leżąc na starym dywanie szuka pod fotelem zgubionej piłki.

Julia Hartwig z tomu Chwila postoju, 1980

Przez śnieg padający - Tadeusz Nowak

Przez śnieg padający
                             dr Janowi Sznajdowi
Mówię o sobie ciszej o śnieg padający.
I przychodzą do mnie z gwiazdą betlejemską
przyjaciele przebrani za leśne zwierzęta.
Mówię o sobie jaśniej przez rdzeń bzu dzikiego.
I spomiędzy rogów zwierzęta wyjmują
drzewko jemiołowe.
I jest mi tak, jak gdyby we mnie wyścielono
brzeg weselny stołu na przyjście rodziny.

Już wszyscy usiedli, każdy obok drzewka,
skąd ptaki kolędują pogwizdując z bliska,
a roślinna woda przez śnieg i przez drzewo
na śpiew przełamane, kolanami błyska.
A ja odwrócony twarzą w tamtą stronę,
gdzie do zwierząt się idzie jak w noc wigilijną
przełamać się chlebem, wchodzi do sąsiada,
mówię o sobie ciszej o śnieg, który we mnie
przez sen, jak przez zwierzę czatujące, pada.

Tadeusz Nowak

Betlejem - Bolesław Leśmian

Betleem

Sen mię; ze snu obudził. Przespałem byt drobny
Przytuły - stajnia. fot. Witoldo / Powiat szczycieński i okolice - historia, zabytki i archiwalia

Gwiezdnej smugi na rzęsach. Śniła się – dlaczego?
Chciałem razem z Magami iść w świat niepodobny
Do żadnego z tych światów. Wiem, że do żadnego!

Biegnę w mrok, byle biegnąć! Może ich dogonię,
Choć mi trudno przeczuciu opierać się złemu.
Już widzę pierwsze stada, śpiące na wygonie
I światła w Bogu ślepych oknach Betlejemu.

Zbliżam się do jaskini. Nigdy lub tym razem!
Chwili tracić nic wolno! Spiesz się, nędzo ziemska!
Jeden pastuch wbrew cudom drzemie popod głazem,
Budzę go w imię twoje, gwiazdo Betlejemska!

Gdzie Magowie? – „Odeszli. Badacze ich cienia
Głoszą, że wraz z kadzidłem i mirrą i złotem
W kurz się marny rozwiali pod tej karczmy płotem,
Gdzie droga w nicość skręca. – Tyle – ich istnienia.”

Gdzie Maryja? – „Mów o niej z niebem lub mogiłą.
Nikt nie wie – i nikt dzisiaj nie odpowie tobie.”
A gdzie Bóg? – „Już od dawna pochowany w grobie,
Już szepcą, że go nigdy na świecie nie było!” –

A gdzie jest Magdalena? – „Zapatrzona w zgony,
Przemilczała ból hańby, gdym ją kopnął nogą.
Wracaj tam, skąd przychodzisz – ty śmiesznie spóźniony!”
Nie mam po co i nie mam powrócić do kogo!

 Bolesław Leśmian z cyklu W nicość śniąca się droga z tomu Napój cienisty, 1936

1942. Noc wigilijna - Tadeusz Gajcy

1942. Noc wigilijna

Wieczorny szatan monetę zimną
El Greco - The Vision of Saint John 1609-14


ważył na dłoni...
Parzyła izby zamieć świeczek,
kiedy śmieszne figurki zatargały jak w dzwonnicach sznurkiem,
uniosły stopy na bojaźliwy centymetr -
nie mogły odlecieć.

Wplatał lepkie palce w oczy śnieg,
no i szeptał, uporczywie szeptał;
szatan załkał w szubienicę jak w flet
i rozwiesił płacz w drzewie jak szkiełka.

Więc choinka. - A na sznurku pajacyk,
kolędować Małemu, niech krzepnie,
pójdź - złóż dary - nie wystarcza popatrzeć -
drzewko smutne, a u ciebie świece.

Lulajże w powrozie, lulajże na haku,
niech się wyśni obrus biały i błyszcząca jodła.

Szept przygarnął - z tego szeptu twój opłatek
i ojczyzna ciemniejąca w nagłych gwiazdach z ognia.

Tadeusz Gajcy

Znaki - Stanisław Grochowiak

Znaki

Śnieg na ledwo rozwinięte tarniny,
A.Y. Jackson, Early Spring, Quebec, 1926


Ziąb na ledwo uciszone ptaki.
Zmierzch, jeszcze wczoraj złoty, a już dzisiaj siny -
Niedobre znaki.

Woda wczoraj w strudze z piórkiem kaprysiła,
Dziś martwa, jak na skale rudorodna żyła,
Bo i los taki.

Pójdziesz losem na przestrzał, pomyślisz, że lasem,
A los się zmaga z lasem, jak las wojuje z czasem.
Głuszec otwartym dziobem na wykrotach dysze:
Prosi o ciszę.

Cisza na mokre dęby, na zające cisza:
Wiatr poderwał chmurkę cietrzewi z pobliża,
Idą niebem roztopów drabiniaste szlaki,
Niedobre znaki.

Stanisław Grochowiak

Nieobecność - Dagmar Nick

Nieobecność

Z każdym dniem mój dom
Edward Hopper - High Noon, 1949


powiększa się. Wypatroszony i nagi
aż po szkielet swoich ścian
ukazuje mi obce
oblicze. Twoją nieobecność.
Brak światła. Brak cienia.
Jakby bez ciebie nie było gwiazd.
Na zewnątrz, pod
wyłamanymi z ram oknami
przechadza się twoje imię.

Dagmar Nick
przełożyła Danuta Wojciechowska

Zmierzch wieczorny - Charles Baudelaire

Zmierzch wieczorny

Już przyjaciel przestępcy, błogi zmierzch wieczora,
Nadchodzi wilczym krokiem, niby wspólnik. Pora,
Gdy wielka nieb alkowa kryje się wśród cienia,
A człek się niecierpliwy w dzikie zwierzę zmienia.

Miły wieczorze, przez tych wzywany z tęsknotą,
William Turner, Rybacy na morzu, 1796

Czyje dłonie bez kłamstwa mówić mogą: "Oto
Pracowałyśmy dzisiaj!" Wieczór ulgę niesie
Temu, co pod srogim brzemieniem bólu gnie się;
Uczony skronie, myślą ociężałe, schyli,
Robotnik zgięte ciało słodkim snem posili.
Lecz oto w atmosferze powoli się budzi
Rój złowrogich demonów niby skrzętnych ludzi,
W okiennice, w okapy uderza w pomroce.
Płomykami latarni ciągle wiatr chyboce.
Z niemi się Prostytucja w ulicach rozżarzy,
Jak z otwarciem mrowiska wszystkich korytarzy;
Wszędzie znajduje przejście jakimś tajnym szlakiem,
Jak wróg, co sobie drogę toruje atakiem,
Wśród błota w łonie miasta porusza się zdradnie,
Jak robak, który żywność człowiekowi kradnie.
Oto słychać, jak kuchnie tu i ówdzie syczą,
Chrypią z dala orkiestry, teatry skowyczą.
W restauracjach, kryjących rozkosze szulerni,
Tłum nierządnic, oszuści, ich wspólnicy wierni,

Złodzieje, nie znający litości, wytchnienia,
Mają zacząć codzienne swoje zatrudnienia,
Cicho drzwi wyłamywać i opróżniać banki,
Aby żyć przez dni kilka i stroić kochanki.

Zatoń w sobie, duszo, w tej poważnej godzinie,
Niech mimo twoich uszu to wycie popłynie.
To chwila, gdy się chorych wzmagają cierpienia!
Ciemna Noc krtań ich dławi. Swoje przeznaczenia
Kończą, idąc w tę otchłań, która wszystkich czeka.
Szpital się westchnieniami napełnia człowieka,
Któremu już do wonnej wieczerzy nie dano
Siąść przy ogniu kominka z istotą kochaną.

A większość nigdy w życiu swym nie doświadczyła
Słodyczy domowego ogniska. Nie żyła!

Charles Baudelaire
przełożył Jan Opęchowski

Świadectwo snu - Miron Białoszewski

Świadectwo snu

Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024

Za płotami łóżek
my - budy kinowe
snu.

Nie możemy tupać
ani klaskać.

Co najwyżej
krzyczymy małpim językiem,
naszym starym narzeczem,
o rzeczach najnowszych.

I naprawdę
przeżywamy wtedy
własną cywilizację.

Miron Białoszewski z tomu Obroty rzeczy, 1956

Wisła i wyspa - Kazimierz Wierzyński

Wisła i wyspa

Polska leży nad Wisłą.

Leonid Afremov  - Winter Stream 


Nikt nie jest samotną wyspą.
Wszyscy to wiemy. I na nic.

Atak przeminął. W nocy szukamy
Niepewną ręką na sercu szramy
Nieprzekraczalnych granic.

Czujemy palcami wilgoć. To Wisła.
Czujemy palcami szorstkość. To wyspa.
I potem świat się kończy urwiskiem.

Atak przeminął. Ale cóż kiedy chora
Pękła w nas przeciążona komora
I krew się rozlała po wszystkiem.

Zabliźni się, nie zabliźni,
Doczeka się, nie doczeka
Za tym urwiskiem, spoza otchłani.

Kazimierz Wierzyński

Szczyty gór - Jo­hann Wol­fgang von Go­ethe

***

Caspar David Friedrich – Krajobraz zimowy

Szczyty gór
Toną w ciszy,
W koronach drzew
Ledwo słyszysz
Wiatru wiew;
Ptaki milczą w lesie
Poczekaj tylko, wkrótce
Spoczniesz i ty.

Jo­hann Wol­fgang von Go­ethe
spolszczył T. Różewicz

Dezerterzy - Tadeusz Różewicz

Dezerterzy


I

ja człowiek
małej wiary
modlę się za spokój
tych dusz śmiertelnych
za cienie
które nie mogą
znaleźć miejsca
wiecznego spoczynku
zabłąkane między pustym niebem
i ziemią ojczystą

ja człowiek dobrej woli
Andrzej Wróblewski – Rozstrzelanie IV

i małej wiary
czekam na pomnik
nieznanego żołnierza dezertera
ze wszystkich armii
ze wszystkich wojen

pomnik wzniesiony
ukradkiem do nieba
pod ziemią
pomnik wzniesiony oczami
matek żon sióstr kochanek

pomnik wzniesiony
ze wstydu rozpaczy strachu
miłości nienawiści
pomnik bez imienia i nazwiska

Odwaga dezertera
jest ciężka do zniesienia
dla bliźnich
kto uciekł z pola chwały
kto uciekł ze szlachtuza
nie znajdzie przebaczenia
u współczesnych
i potomnych

kto uchylił się od zabijania
sam siebie zabił
i pogrzebał żywcem
w niepamięci

uwieńczony liściem dębowym
na gałęzi drzewa
albo na latarni
powieszony w kwiecie wieku
dezerter
déserteur
Fahnenflüchtiger
Landesverräter
ucieka do końca świata

„biada temu
kto w kwiecie lat
nie ukoiwszy swej żądzy życia
padł ofiarą
sztyletu wrażego
biada jemu i biada nam
jego współrodakom
lub współobywatelom
dusza jego nie zazna spokoju
przebywa wśród nas
znieważona i urażona”

II

                 poeta modli się za duszę
                 nieznanego dezertera

módlmy się
wierzący w Boga
i wierzący w Nic
za śmiertelne dusze
błąkające się
po polach lasach łąkach
po ulicach miast
po kościołach i cmentarzach
módlmy się za dezerterów
pierwszej i drugiej wojny światowej
wieczne odpoczywanie
racz im dać Panie
Módlmy się za dezerterów
wojen obronnych i napastniczych
wojen sprawiedliwych i niesprawiedliwych
módlmy się za tych co porzucili
znaki mundury
broń i sztandary
„Nie zabijaj”
powiedział Pan
i milczy
„Gott mit uns“
powiedział człowiek
i ruszył na wojnę
z krzyżem
w ręku

Wzywam Was
na Apel Poległych...
Dezerterzy!
Ze wszystkich armii świata!
niech kompania honorowa
odda salwę skierowaną
w wasze serca głowy
zawiązane oczy

niech wasi koledzy
rozstrzelają jeszcze raz
wasze imiona
wasze cienie
pamięć o was

apoteoza wodzów
generałów rzeźników
ludobójców trwa

oni ustanawiają wojnę
i pokój
prawo do życia
prawo do śmierci
a matki rodzą dalej
rodzą bohaterów
rodzą dezerterów
rodzą ludzi
biedne ludzkie istoty
jedyne ssaki ubrane
w operetkowe mundury

pod pstrymi sztandarami
szykują się do wojny
do wojny do wojny
szykują się do ostatniego
wystąpienia
w teatrze wojny

a ja czekam
na pomnik nieznanego dezertera
ze wszystkich armii świata

Tadeusz Różewicz z tomu Płaskorzeźba 1991

Droga - Ryszard Kapuściński

*** 

Droga
John Constable – Katedra w Salisbury od strony łąk, 1831

kiedy nią przejdziesz
znika za tobą
przestaje istnieć

geografia jest pojęciem subiektywnym
rodzajem umowy

Ryszard Kapuściński z tomu Prawa natury 2006

Czarne widokówki - Tomas Tranströmer

 Czarne widokówki

Aleksiej Sawrasow – Przyleciały gawrony
I

Kalendarz zapisany, przyszłość nieznana.
Kabel nuci pieśń ludową bez ojczyzny.
Śnieżyce w ołowianym morzu.
Zmagania cieni w przystani.

II

Pośrodku życia bywa że śmierć przychodzi:
bierze miarę z człowieka. O tej wizycie
zapomina się, życie trwa. Lecz garnitur
szyje się cichcem.

Tomas Tranströmer z tomu Dziki rynek, 1983

Którzy odeszli - Julia Hartwig

 Którzy odeszli


To prawda Już nie są z nami
Są w miejscach które sobie wybrali

Jednego znajdziesz tam
Pablo Picasso – Stary gitarzysta

gdzie wsparty o łaskawą skałę
spogląda na Neapol w cieniu Wezuwiusza
Le veuf l’inconsolé, wieczny wdowiec po tej
która podźwignąć życia nie zdołała

Dla świata był surowy
Niewdzięczna to była miłość i do przyjęcia trudna
Lawa co nieustannie wrze w niegasnącym wulkanie
była mu siostrą w gniewie i nieprzejednaniu

Ześlij mu więc Boże chłód oliwkowego drzewa nad głową
odpuść zatwardziałość
i obdarz łaską miary sprawiedliwej

Drugiemu zaś sprzyjaj szczęśliwie
w wyprawie po słoneczny blask Partenonu
pozwól mu pożeglować na Kretę swoim niebieskim statkiem
uwolnij labirynt z potwora i na jego cześć
odpuść Tezeuszowi zdradę Ariadny

Postaw też przed nim dzban z nektarem greckich winnic
przywróć zmysł węchu by poczuł zapach pieczonych mięs i tamaryszku
zbudź słuch ażeby mowa przewędrowanych krajów
znów radowała jego uszy
Zaufaj mu Zawsze umiał podróżować samotnie

Julia Hartwig z tomu Bez pożegnania, 2004

Bliskość grobów - Paul Celan

Bliskość grobów


Czy zna jeszcze Bohu głęboki nurt
tę falę, co, matko, zadała ci ból?

I czy pole z wiatrakiem pośrodku pamięta
Caspar David Friedrich – Krzyż w górach

jak cicho cierpiały anioły w twym sercu?

Czy już żadna osika, wierzba pośród łąk
nie doda ci otuchy, nie odejmie trosk?

Czy to Bóg tak się wspina i schodzi po zboczu
wspierając się o pełen świeżych pąków kostur?

I czy ścierpisz, znów, matko, jak w domu swym
ten cichy, niemiecki, bolesny ten rym?

Paul Celan z tomu Piasek z urn, 1948
w przekładzie Ryszarda Krynickiego

Historia - Ewa Lipska

Historia 


Stój. Nie uciekaj przed nią.
Marcel Duchamp – L.H.O.O.Q

Nie prowokuj jej.
Nie wykonuj
gwałtownych ruchów.
Nie odwracaj się nagle.

Ona nie zrobi ci krzywdy
dopóki
nie odbierzesz jej
miski z jedzeniem.

Ewa Lipska z tomu Pamięć operacyjna, 2017

Nowe zarazy - Stanisław Barańczak

Nowe zarazy


Nowe zarazy, uodpornione
na nasze – taką budzące ufność! –
szczepionki; jeszcze jedną osłonę
uznać za próchno?

Gorzej: za śnieżnobiały parawan,
wszechhigieniczny powód do dumy,
z którym się jednym ciosem rozprawia
maczeta dżumy
w jej ulepszonej, to znaczy sroższej
Robert Proch - Intoxicated demons, 2020
 
dla ofiar, to znaczy dla nas, wersji?

Kto najstaranniej sterylny, ostrze
poczuje pierwszy?

Fatalne będzie w tej epidemii
również to, że choć mikrob zuchwały
jest nowy – wszyscy prawić zaczniemy
stare banały.

Co za okazja do mów i kazań!
Dla moralisty – temat jak znalazł:
Grzęźliśmy w grzechu, więc… - tu zaraza
przerwie mu zaraz.

Telewizyjny ekspert przypomni
wątpliwość, której Wolter dał wyraz:
Kara jest niewspółm… - i, nieprzytomny,
twarzą w stół: wirus.

Najgorzej, jeśli przeżyje pisarz:
będzie zapychał całkiem bezkarnie
plagiatem z Defoe albo Camusa
puste księgarnie.

Ja jednak wierzę w laboratoria
i w to, że wre w nich dzień i noc praca:
nie bez powodu je Nobli gloria
przecież ozłaca.

Ale nie, serio: gdyby z tej pracy
nic wyjść nie miało oprócz omyłek,
wciąż byłbym wdzięczny cywilizacji
za sam wysiłek,

za traktowanie po ludzku stworzeń,
które przymknięta próżni powieka
nakrywa na tym samym wciąż losie
tylko-człowieka.

Stanisław Barańczak z tomu Chirurgiczna precyzja, 1998

O mojej pustelni z nawoływaniem

 O mojej pustelni z nawoływaniem

1

Nie jestem godzien, ściano
abyś mię ciągle syciła zdumieniem...
to samo - ty - widelcze...
to samo - wy - kurze...

Jakże jednak tu nie ulec
twojej piramidzie mojego odosobnienia?
a twoim - brzękom nazwy
która nadziewa
moje ciasto ucha?
a waszym szarym - z was samych - drogom
w które i mnie zabieracie?

Tak
Man Ray – Podarunek, 1921

w mojej pustelni kusi:
samotność
pamięć świata
i to, że mam się za poetę.

Dziwię się
i dziwię siebie,
i komentuję wciąż żywoty otoczenia.

Więc nocą
mija dni czterdzieści
albo cały anachoreta,
a owe pychy
apetyty
swawolne wole
robią ze mnie gniazdo.

2

Kruk mi chleba nie przynosi.
a grota - numerowana,
wisi drzewo ze sznurków,
kwitnie papierami,
kwitnie ówiecznik ze stołowych nóg
a drugi świecznik - prawdziwy.

Ostatecznie - mówię z ludźmi.
Nie piszę dla samych szaf.
Więdz bądź - o ja! - garbaty
garbem pokory przed ziomkami
i garbem porozumienia.

Zrozumcie po ciemku:
brzęczy srebrna korona stołu,
słychać miasto w skrótach i ukosach.
zapalcie światło:
czy nie zamiesza się
każdy z was - w żółtej szklance,
dokoła której
ociera się półtora wymiaru?
Zgaście światło:
oto magazyn kontemplacji,
cały jesteś pokryty sercem,
rozgrzesz mnie!
Włóż, włóżcie papierow kwiaty do czajników,
pociągajcie za sznury od bielizny
i za dzwony butów
na odpust poezji
na nieustanne uroczyste zdziwienie...!

Miron Białoszewski z tomu Obroty Rzeczy, 1956

Każdy z nas ma schronienie w betonie - Stanisław Barańczak

***

Każdy z nas ma schronienie w betonie,
oprócz tego po jednym balkonie,
na nim skrzynkę, gdzie sadzi begonie;

odbywamy śmierci i porody,
oglądamy prognozę pogody, aby żyć, mamy powody;
jednocześnie nam biją godziny,
jednakowo się kłócimy, godzimy,
odpoczynek nasz jest jaki? - godziwy;
Helena Krajewska – Brygada młodzieżowa na szybkościowcu

z okna widać w porze szarówki
stuwatowe w innych oknach żarówki;
a pod blokiem kredens z ciężarówki

właśnie znosi firma transportowa
i ktoś dźwiga - ależ się zmordował -
sofę, która jest jak zawsze bordowa.

Stanisław Barańczak z tomu Tryptyk z betonu, zmęczenia i śniegu, 1980

Recenzja z nienapisanego wiersza - Wisława Szymborska

Recenzja z nienapisanego wiersza


W pierwszych słowach utworu
autorka stwierdza, ze Ziemia jest mała,
niebo natomiast duże do przesady,
a gwiazd, cytuję: "więcej w nim niż trzeba."


W opisie nieba czuć pewną bezradność,
Jan Lebenstein – Figura osiowa

autorka gubi się w strasznym przestworze,
uderza ją martwota wielu planet
i wkrótce w jej umyśle (dodajmy: nieścisłym)
zaczyna rodzić się pytanie,
czy aby jednak nie jesteśmy sami
pod słońcem, pod wszystkimi na świecie słońcami?

Na przekór rachunkowi prawdopodobieństwa!
I powszechnemu dzisiaj przekonaniu!
Wbrew niezbitym dowodom, które lada dzień
mogą wpaść w ludzkie ręce! Ach, poezja.

Tymczasem nasza wieszczka powraca na Ziemię,
planetę, która może "toczy się bez świadków,"
jedyna"science fiction, na jaką stać kosmos."
Rozpacz Pascala (1623-1662, przyp. nasz)
wydaje się autorce nie mieć konkurencji
na żadnej Andromedzie ani Kasjopei.
Wyłączność wyolbrzymia i zobowiązuje,
wyłania się więc problem jak żyć et caetera,
albowiem "pustka tego za nas nie rozstrzygnie."
"Mój Boże woła człowiek do Samego Siebie,
ulituj się nade mną, oświeć mnie" ...

Autorkę gnębi myśl o życiu trwonionym tak lekko,
jakby go było w zapasie bez dna.
O wojnach, które - jej przekornym zdaniem -
przegrywane są zawsze po obydwu stronach.
O "państwieniu się" (sic!) ludzi nad lud mi.
Przez utwór prześwituje intencja moralna.
Pod mniej naiwnym piórem rozbłysłaby może.

Niestety, cóż. Ta z gruntu ryzykowna teza
(czy aby jednak nie jesteśmy sami
pod słońcem, pod wszystkimi świecie słońcami)
i rozwinięcie jej w niefrasobliwym stylu
(mieszanina wzniosłości z mową pospolitą)
sprawiają, że któż temu wiarę da?
Z pewnością nikt. No właśnie.

Wisława Szymborska z tomu Wielka liczba, 1976

Prolog komedii - Wisława Szymborska

 Prolog komedii


Jean-Antoine Watteau – Mezzetin



Zrobił sobie szklane skrzypce, bo chciał zobaczyć muzykę. Wyciągnął łódź na sam wierzchołek góry i czekał, kiedy morze do niego podpłynie. Nocami rozczytywał się w "Rozkładzie jazdy"; końcowe stacje rozczulały go do łez. Hodował róże przez u zwykłe. Napisał wiersz na porost włosów i jeszcze drugi na tenże. Zepsuł zegar na ratuszu, żeby wstrzymać raz na zawsze opadanie liści z drzew. W doniczce po szczypiorku chciał wykopać miasto. Chodzi z Ziemia u nogi, uśmiechnięty, pomalutku, jak dwa i dwa to dwa - szczęśliwy. Kiedy mu powiedziano, że go wcale nie ma, nie mogąc umrzeć z żalu - musiał się urodzić. Już gdzieś tam sobie żyje, mruga oczkami i rośnie. W samą porę! W dobry czas! Miłościwej Pani naszej, Maszynie Słodkiej Roztropnej, dla godziwej rozrywki i niewinnej pociechy rychło błazen się przyda.



Wisława Szymborska z tomu Sól, 1962

Do autorów dramatycznych - Julian Tuwim

 Do autorów dramatycznych

Hans Makart – Sen nocy letniej

A niech was połamie wszystkich
Z waszą "lekkomyślnością dialogu",
Z tym małpowaniem bzdur paryskich,
Z węszeniem wiecznym zdrad i rogów !

Z waszym subtelnym dowcipuszkiem,
Wykwintem, paradoksem, Francją,
Pyjamą, damą, elegancją,
Kochankiem i kokocim łóżkiem!

Bodaj was sprało z "żywą akcją".
Potocznością scen kretyńskich!
Wbiłbym wam w brzuchy z satysfakcją
Rogi rogaczów waszych świńskich!

A niech wam wejdzie ostrym kantem
Każdy małżeński trójkąt chamski
Cholerą w bok pod żebro piąte,
Skisłe szekspiry majtek damskich!

Bodajcie karki poskręcali,
Fidrygałgany i pieszczochy,
Nim znów się który rozmigdali
Na temat kołdry i pończochy!

Za aforyzmy o miłości,
Za błyskotliwość, zręczność wreszcie,
Czas by wam kto zgruchotał kości:
- W łóżku na scenie z bólu wrzeszczcie!

O, to mi będzie widowisko:
Gdy się w francuskim łóżku kurczy
Złojony kijem za to wszystko
Nasz nonszalancki dramaturczyn!

Kiedy w wytwornym tym szpitalu
Śmiać się z uciechy będą twarze,
Że klituś, bajduś, cacuś, laluś
Ma pod pyjamką swą - bandaże!

To ci dopiero sukces będzie!
Wtedy zabawisz się, Warszawo!
Ja też usiądę w pierwszym rzędzie
I będę krzyczał: "Autor! Brawo!".

1925

Julian Tuwim z tomu Jarmark rymów, 1938

Daube - Annie Freud

 Daube

Willem Claesz Heda – Śniadanie z ciastem jagodowym

pamięci W.G.

Koło północy krzyknął: marchewki!
aż pielęgniarka odstawiła filiżankę.
– Co tam, skarbeńku? Coś śniłeś?
– Nie śniłem … byłem w Paryżu.

Było tam miejsce, do którego chadzałem
na danie z duszonej wołowiny,
zawsze podawane z marchewką Vichy.
Czy wciąż to serwują? Czy ktoś wie?

Musi być jakaś możliwość zalezienia kogoś,
kto zna przepis na duszoną wołowinę,
Juliette Gréco siedząca na moim kolanie
i marchewki Vichy. Jak to się robiło?

Annie Freud z tomu The Mirabelles / Mirabelki 2011
przełożył Mateusz Hildebrandt