Coś
a więc opowiadamy ciągle te same historie
coś się kończy zaczyna coś płonie
coś nas ku sobie popycha każe śpiewać
kreślić znaki na skórze
coś, co na mnie patrzy z niejednego płótna
dłonie tej kobiety czemu taka czułość
kimkolwiek była umarła
a po niej malarz J.C. Dahl (1788-1857)
sto pięćdziesiąt jeden lat temu
albo to dziecko z Nieba nad Berlinem
nie znam płci
w czarno-białym beciku
maluję rzęsy
zdejmuję ubranie
obejmuję plecy mężczyzny
kolekcjonuję wizerunki aniołów
i linijki z wierszy o miłości lub śmierci
szukam ludzi, którzy umieją rozmawiać z jeżami
nastąpił tu wielki wybuch
wszystko porozrzucane
nic tylko zbierać żywe owoce tej wojny
nic tylko zbierać martwe owoce tej wojny
więc opowiadamy ciągle te same historie
coś się kończy zaczyna coś płonie
coś nas ku sobie popycha, każe śpiewać
coś zsyła nam błogosławieństwo łez
Julia Fiedorczuk
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiedorczuk Julia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiedorczuk Julia. Pokaż wszystkie posty
Po - Julia Fiedorczuk
Po
Gładkie morze jak kawałek szkła w tej dłoni
która rozsypuje piasek pulsujących gwiazd.
Albo nie ma dłoni: dziki oddech słońca, czułe ciało ziemi
pod stopami tych, co nie widzą gwiazd.
Czułe ciało ziemi pod stopami brzóz,
zamrożone gwiazdy na rzęsach jeziora.
Gładkie morze jak kawałek lodu na języku tego
kto umiera zimą.
Niebo szumnie spada na zimowy las.
Pomyśl: siedmiu jeźdźców jak siedem barw tęczy.
Albo nie ma jeźdźców: twoja krew pulsuje i nabiera barw.
Pomyśl: kropla twojej krwi na śniegu.
Garść zielonych szkiełek w ciepłej rączce dziecka.
Julia Fiedorczuk
Gładkie morze jak kawałek szkła w tej dłoni
która rozsypuje piasek pulsujących gwiazd.
Albo nie ma dłoni: dziki oddech słońca, czułe ciało ziemi
pod stopami tych, co nie widzą gwiazd.
Czułe ciało ziemi pod stopami brzóz,
zamrożone gwiazdy na rzęsach jeziora.
Gładkie morze jak kawałek lodu na języku tego
kto umiera zimą.
Niebo szumnie spada na zimowy las.
Pomyśl: siedmiu jeźdźców jak siedem barw tęczy.
Albo nie ma jeźdźców: twoja krew pulsuje i nabiera barw.
Pomyśl: kropla twojej krwi na śniegu.
Garść zielonych szkiełek w ciepłej rączce dziecka.
Julia Fiedorczuk
więcej twórczości:
Fiedorczuk Julia
Proszę powtarzać za mną - Julia Fiedorczuk
Proszę powtarzać za mną
różnica między wierszem a życiem jest zawsze absolutna
Elwiro. Tak nam poprzestawiał sensy nieobecny Pan.
I przecież nawet Elwira nie naje się słowem chleb.
Słowem papieros nawet ja nie umiałbym się zaciągnąć.
Wolna przestrzeń pomiędzy obietnicą, a nieobecnością
mówiącego ciała to pole gry wygenerowane przez system
boskiej nieobecności, piękne piekło i posępne niebo.
A tyś, dziecko, sądziła, że naprawdę istniejesz? Poeta mówi:
Je n’aime pas les femmes.
L’amour est à réinventer, on le sait.
Powtórzmy: w konfrontacji z poezją życie zaczyna czołgać się
jak gęś. W zderzeniu ze słowem poety życie podkula ogon
I wycofuje się, wstydliwie, w mrok,
żeby w nim grzęzły dzieci, kobiety i zwierzęta.
Powtórzmy: pod nieobecność Pana twoje skargi są nieinteresujące.
Drabina twojego ciała prowadzi tylko donikąd,
gdzie już nie kocham, nie patrzę, nie znam ciem.
Julia Fiedorczuk
różnica między wierszem a życiem jest zawsze absolutna
Elwiro. Tak nam poprzestawiał sensy nieobecny Pan.
I przecież nawet Elwira nie naje się słowem chleb.
Słowem papieros nawet ja nie umiałbym się zaciągnąć.
Wolna przestrzeń pomiędzy obietnicą, a nieobecnością
mówiącego ciała to pole gry wygenerowane przez system
boskiej nieobecności, piękne piekło i posępne niebo.
A tyś, dziecko, sądziła, że naprawdę istniejesz? Poeta mówi:
Je n’aime pas les femmes.
L’amour est à réinventer, on le sait.
Powtórzmy: w konfrontacji z poezją życie zaczyna czołgać się
jak gęś. W zderzeniu ze słowem poety życie podkula ogon
I wycofuje się, wstydliwie, w mrok,
żeby w nim grzęzły dzieci, kobiety i zwierzęta.
Powtórzmy: pod nieobecność Pana twoje skargi są nieinteresujące.
Drabina twojego ciała prowadzi tylko donikąd,
gdzie już nie kocham, nie patrzę, nie znam ciem.
Julia Fiedorczuk
więcej twórczości:
Fiedorczuk Julia
Październik nad Narwią - Julia Fiedorczuk
Październik nad Narwią
rzędy okien i krzeseł i padało
jakiś czas temu
te szalone domy
jak drabiny
w słońcu
kiedy o tym myślę
trochę trawy i znów
przeczuwam wspomnienia
uproszczone jak las.
ten dzień jest dobry w dotyku
i chciałabym zawsze
być wyspana i trochę głodna
i przejść po lodzie
na drugą stronę Narwi
gdzie kiedyś rozegrał się
twój sen
i byliśmy boso
na śniegu.
Julia Fiedorczuk
rzędy okien i krzeseł i padało
jakiś czas temu
te szalone domy
jak drabiny
w słońcu
kiedy o tym myślę
trochę trawy i znów
przeczuwam wspomnienia
uproszczone jak las.
ten dzień jest dobry w dotyku
i chciałabym zawsze
być wyspana i trochę głodna
i przejść po lodzie
na drugą stronę Narwi
gdzie kiedyś rozegrał się
twój sen
i byliśmy boso
na śniegu.
Julia Fiedorczuk
więcej twórczości:
Fiedorczuk Julia
Grafik - Julia Fiedorczuk
grafik
niektóre rzeczy są do grobowej deski.
jednak to nie zależy od rzeczy, tylko od planów przypadku.
podobno gdybyśmy żyli wystarczająco długo,
każdy w końcu dostałby alzheimera; nie pamiętałabym
nie tylko Ciebie, ale nawet tej nieśmiertelnej rozpaczy
na myśl, że - jasne - zapomnę. rzecz może w tym,
że ani "albo", ani "i"; co zawsze, to nie my,
tylko papieros w czyjejś dłoni zobaczony tak,
że rozstąpiły się sezony, przeszło światło?
Julia Fiedorczuk
niektóre rzeczy są do grobowej deski.
jednak to nie zależy od rzeczy, tylko od planów przypadku.
podobno gdybyśmy żyli wystarczająco długo,
każdy w końcu dostałby alzheimera; nie pamiętałabym
nie tylko Ciebie, ale nawet tej nieśmiertelnej rozpaczy
na myśl, że - jasne - zapomnę. rzecz może w tym,
że ani "albo", ani "i"; co zawsze, to nie my,
tylko papieros w czyjejś dłoni zobaczony tak,
że rozstąpiły się sezony, przeszło światło?
Julia Fiedorczuk
więcej twórczości:
Fiedorczuk Julia
Droga. Wyjście - Julia Fiedorczuk
Droga. Wyjście
My, zarażeni, musimy stale ponawiać wezwanie.
Inaczej znikniemy.
Wchłonie nas ciemna noc jeży i mrówek.
Przerośniemy pleśnią.
I wsiąkniemy w grunt.
My, zarażeni, musimy stale ponawiać wezwanie.
Wpuszczać w siebie to zabójcze morze.
Bo trudno uwierzyć w pustkę, której nikt nie widzi.
Trudno nie szukać. Choćby po omacku.
Kimkolwiek jesteś podaj mi swój głos.
Kimkolwiek jesteś podaj mi swoje ciało języka
i dnia. Proszę, wyciągnij dłonie.
Dotknę cię lekko jak czas.
Kimkolwiek jesteś podaj mi swoje ciało nocy.
Zliżę sól z twoich chłodnych powiek.
I zobaczysz świat.
My, zarażeni, musimy wszystko zaczynać od nowa.
Więc pozwól, że ukocham twój mrok.
Co w tobie rośnie, niech we mnie zakwita.
A owoce tych kwiatów niech ciebie nasycą.
Kimkolwiek jesteś biorę cię ze sobą.
Chodźmy.
Inaczej znikniemy.
Popatrz, tu jest droga.
A tu nie ma mapy.
Julia Fiedorczuk
My, zarażeni, musimy stale ponawiać wezwanie.
Inaczej znikniemy.
Wchłonie nas ciemna noc jeży i mrówek.
Przerośniemy pleśnią.
I wsiąkniemy w grunt.
My, zarażeni, musimy stale ponawiać wezwanie.
Wpuszczać w siebie to zabójcze morze.
Bo trudno uwierzyć w pustkę, której nikt nie widzi.
Trudno nie szukać. Choćby po omacku.
Kimkolwiek jesteś podaj mi swój głos.
Kimkolwiek jesteś podaj mi swoje ciało języka
i dnia. Proszę, wyciągnij dłonie.
Dotknę cię lekko jak czas.
Kimkolwiek jesteś podaj mi swoje ciało nocy.
Zliżę sól z twoich chłodnych powiek.
I zobaczysz świat.
My, zarażeni, musimy wszystko zaczynać od nowa.
Więc pozwól, że ukocham twój mrok.
Co w tobie rośnie, niech we mnie zakwita.
A owoce tych kwiatów niech ciebie nasycą.
Kimkolwiek jesteś biorę cię ze sobą.
Chodźmy.
Inaczej znikniemy.
Popatrz, tu jest droga.
A tu nie ma mapy.
Julia Fiedorczuk
więcej twórczości:
Fiedorczuk Julia
I wtedy zdecydowałam się - Julia Fiedorczuk
i wtedy zdecydowałam się
i wtedy zdecydowałam się
pamiętać: żaden z tych dni
wpadających sobie na plecy nie przyniósł
ani jednej chwili rześkiego spokoju a noce były
krótkie i teraz pełne są
niespokojnych kształtów.
wtedy nie myślałam wcale, że spadnie śnieg
na trawę i krzaki przyklejone do pobocza
jak małe białe duchy.
czy gwiazdy zwisały z nieba
jak małe bombki na choinkę już wtedy?
chodźmy wreszcie do domu. ta noc gęsta
jak stóg siana jest pusta
jak pierwsze lepsze słońce.
Julia Fiedorczuk
i wtedy zdecydowałam się
pamiętać: żaden z tych dni
wpadających sobie na plecy nie przyniósł
ani jednej chwili rześkiego spokoju a noce były
krótkie i teraz pełne są
niespokojnych kształtów.
wtedy nie myślałam wcale, że spadnie śnieg
na trawę i krzaki przyklejone do pobocza
jak małe białe duchy.
czy gwiazdy zwisały z nieba
jak małe bombki na choinkę już wtedy?
chodźmy wreszcie do domu. ta noc gęsta
jak stóg siana jest pusta
jak pierwsze lepsze słońce.
Julia Fiedorczuk
więcej twórczości:
Fiedorczuk Julia
Cały dzień ładna pogoda - Julia Fiedorczuk
![]() |
| Erica Hopper |
cały dzień ładna pogoda
marnowała się na dworze
światło ściekło
za horyzont
skończył się widok
w moim oknie
i zwykła wieczorna podróż
na bosaka po chłodnej podłodze
do lodówki pełnej światła
jak rozkrojony bursztyn
zapalę światło i dzień
przeprowadzi się do środka
tak długo
jak zechcę wszystko
jest w moich palcach
wieczorem
Julia Fiedorczuk
więcej twórczości:
Fiedorczuk Julia
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)



