Bias z Priene
Ktoś z zielonego dębu pędził złote miody,
Ktoś skórę węża suszył na kamieniach,
Ktoś miał czkawkę o świcie. W porządku natury
Był Bias, o czym, gdzie trzeba, donosił Heraklit,
To ja, Bias, mówię. Chodziłem po ziemi,
Którą dźwigały żółwie. Gdzieniegdzie, jak słyszę,
Mówiono o mnie więcej niż o innych,
Nie wiem, dlaczego. Piłem z rzeki czasu,
Zwoziłem owies lub stawiałem żagle,
Dym szedł z komina i pies szczekał w nocy.
Potem nadeszli Goci z piszczałką i drozdem,
Potem obcięto język lub obcięto głowę,
Potem wyjęto serce. Stanęły zegary.
Jeszcze o mnie mówiono. W porządku natury
Był Bias, co, gdzie potrzeba, będzie przemilczane.
Potem znów żółwie ruszyły przed siebie,
Zieloną tarczę Ziemi unosząc na grzbietach.
Jarosław Marek Rymkiewicz
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rymkiewicz Jarosław Marek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rymkiewicz Jarosław Marek. Pokaż wszystkie posty
W obronie metafizyki - Jarosław Marek Rymkiewicz
W obronie metafizyki
Igor Zenin
Opiszmy nic, bo nic jest dane bezpośrednio,
Nic, tylko nic.
Tak księżyc jest dany
W źrenicach dziecka lub splątanych włosach
Kochanków, śpiących w ciepłych trawach sierpnia;
Przeto opiszmy księżyc. Drobne pióra roni,
W siatkę geograficzną przez Greków schwytany,
Ów ptak miesięcy naszych. Obraca się z wolna
Wschodzący we śnie żółwia i we śnie jaszczurki,
I na dnie morza, we śnie wodorostów.
A przecież nietykalny. Tak jak przed wiekami
Oświetla sezon mrówek i sezon jeleni,
Przebite jego blaskiem pasą się delfiny,
Pod rzeźbą oceanów ciągną białe stada
I małe statki płyną ku wyspom poranku,
W jego promieniach, po skórę barana,
I kości zmarłych słyszą srebrny krzyk
I świat jest, tak nie będąc, biednym ludziom dany
W świetle księżyca. Tak księżyc jest dany,
Przeto opiszmy księżyc.
Nic protokolarne,
Księżyc jest empiryczny lub księżyca nie ma,
Lub księżyc jest, nie będąc: świeci, bo kazano
W podręczniku algebry.
Nam nic nie jest dane.
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Jeśli nie istnieje - Jarosław Marek Rymkiewicz
Jeśli nie istnieje
Jeżeli Bóg nie istnieje to wszelki porządek
(Nawet porządek umysłu dany umysłowi
W umyśle) jest chaosem Lub inaczej: chaos
Oraz porządek są tylko słowami
Których używa chaotyczny umysł
Pragnąc w umyśle wprowadzić porządek
Na próżno jeśli nie istnieje Bóg
Który w umyśle byłby dany umysłowi
Jako porządek
Pyszny jest nasz umysł
Kiedy siedzi na tronie z czaszek i piszczeli
I jak mu się podoba porządkuje słowa
A dwa służałe diabły Chaos i Porządek
Liżą mu stopy obłudnym językiem.
Jarosław Marek Rymkiewicz
![]() |
| Jean Lebenstein |
Jeżeli Bóg nie istnieje to wszelki porządek
(Nawet porządek umysłu dany umysłowi
W umyśle) jest chaosem Lub inaczej: chaos
Oraz porządek są tylko słowami
Których używa chaotyczny umysł
Pragnąc w umyśle wprowadzić porządek
Na próżno jeśli nie istnieje Bóg
Który w umyśle byłby dany umysłowi
Jako porządek
Pyszny jest nasz umysł
Kiedy siedzi na tronie z czaszek i piszczeli
I jak mu się podoba porządkuje słowa
A dwa służałe diabły Chaos i Porządek
Liżą mu stopy obłudnym językiem.
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Ogród w Milanówku, w okamgnieniu - Jarosław Marek Rymkiewicz
Ogród w Milanówku,
w okamgnieniu
Wszystko znika w okamgnieniu w osłupieniu
Listki bluszczu tam pod płotem na kamieniu
Jeże krety oraz wróble wszystko znika
Co za walczyk! planetarna to muzyka
Wszystko znika bluszcz i wróble jeże krety
Nawet Bartok jego skrzypce i klarnety
I sikorki ich błękitne fatałaszki
Także inne zimujące w chruście ptaszki
Siwe pliszki albo zięby i czyżyki
Jak obroty planetarnej harmoniki
Wszystko znika w zadziwieniu w okamgnieniu
Jeże krety listki bluszczu i w milczeniu
Stoją sosna i daglezja - wszystko znika
Szostakowicz! niech on zagra nam walczyka!
I demony - nieobecni nasi goście
Nawet gnicie - które gnije tam w kompoście!
Nawet kompost - tam w kompoście się rozkłada!
I gadanie - które nie wie kto je gada!
To co było tylko przyszło do nas w gości
I nie miało w sobie żadnej obecności
I gadanie - aforyzmy nietzscheańskie
O sikorki o wróbelki o bezpańskie
Nieobecność - nawet ona się ulatnia
Jakaś wartość ale wartość już ostatnia
Szostakowicz - jego polki i galopy!
I demony - kosmos rzucą nam pod stopy!
Obecności jaka tutaj twoja władza?
Nieobecność nieobecnie się przechadza
Nieobecność mówi do nas po imieniu
Wszystko znika w okamgnieniu w nieistnieniu
I demony - nieobecne ich czuwanie!
Tu nad nami ich płakanie żałowanie
Jarosław Marek Rymkiewicz
w okamgnieniu
Wszystko znika w okamgnieniu w osłupieniu
Listki bluszczu tam pod płotem na kamieniu
Jeże krety oraz wróble wszystko znika
Co za walczyk! planetarna to muzyka
Wszystko znika bluszcz i wróble jeże krety
Nawet Bartok jego skrzypce i klarnety
I sikorki ich błękitne fatałaszki
Także inne zimujące w chruście ptaszki
Siwe pliszki albo zięby i czyżyki
Jak obroty planetarnej harmoniki
Wszystko znika w zadziwieniu w okamgnieniu
Jeże krety listki bluszczu i w milczeniu
Stoją sosna i daglezja - wszystko znika
Szostakowicz! niech on zagra nam walczyka!
I demony - nieobecni nasi goście
Nawet gnicie - które gnije tam w kompoście!
Nawet kompost - tam w kompoście się rozkłada!
I gadanie - które nie wie kto je gada!
To co było tylko przyszło do nas w gości
I nie miało w sobie żadnej obecności
I gadanie - aforyzmy nietzscheańskie
O sikorki o wróbelki o bezpańskie
Nieobecność - nawet ona się ulatnia
Jakaś wartość ale wartość już ostatnia
Szostakowicz - jego polki i galopy!
I demony - kosmos rzucą nam pod stopy!
Obecności jaka tutaj twoja władza?
Nieobecność nieobecnie się przechadza
Nieobecność mówi do nas po imieniu
Wszystko znika w okamgnieniu w nieistnieniu
I demony - nieobecne ich czuwanie!
Tu nad nami ich płakanie żałowanie
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Kartka - Jarosław Marek Rymkiewicz
Kartka
Wtedy czytać mnie będziecie
Kiedy zamkną mi powieki
I na oślep po omacku
a w minione pójdę wieki
Przeczytacie moje łokcie
Książkę czaszki i śledzionę
Wszystkie kartki mego życia
Zamazane pokreślone
Bóg na półce to postawi:
Dzieje czaszki dwa kolana
Ale jedna biała kartka
Ta co nie jest zapisana
Ale jedna biała kartka
Ta co z książki jest wydarta
Tę kto by przeczytać umiał
Ten dopiero by się zdumiał
Jarosław Marek Rymkiewicz
Wtedy czytać mnie będziecie
Kiedy zamkną mi powieki
I na oślep po omacku
a w minione pójdę wieki
Przeczytacie moje łokcie
Książkę czaszki i śledzionę
Wszystkie kartki mego życia
Zamazane pokreślone
Bóg na półce to postawi:
Dzieje czaszki dwa kolana
Ale jedna biała kartka
Ta co nie jest zapisana
Ale jedna biała kartka
Ta co z książki jest wydarta
Tę kto by przeczytać umiał
Ten dopiero by się zdumiał
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Trzy piosenki o nicości - Jarosław Marek Rymkiewicz
Trzy piosenki o nicości
Koci miesiąc. Pierwsza piosenka
Wokół chrustu chodzą koty
Szary czarny oraz bury
Jeden ale nie wiem który
Nietzscheańskie ma ciągoty
Marzec czyli miesiąc koci
Na pazurkach się przybliża
Duch nicości bardzo psoci
Lepiej strzeż się tego źwirza
Już spod śniegu wystawiły
Swoje łebki o! krokusy
Mam dwa kroki do mogiły
Nicość robi wielkie szusy
Wielkie skoki i wybryki
Lepiej strzeż się tego źwirza
Kiedy miauczy jak kot dziki
Ja się żegnam znakiem krzyża
Kocie zaloty. Druga piosenka
Tuż pod oknem tam na śniegu
Koty kotkę pieprzą w biegu
Koty - trzy a kotka - jedna
Nie ucieknie ona biedna
Będzie z tego kociąt wiele
Na jałmużnie przy kościele
Nietzscheańskie Wielkie Koło
Znowu toczy się wesoło
Z hukiem piskiem i łoskotem
Nikt nie pyta co jest potem
Śnieg się śnieży zaśnieżony!
Są jak sztandar - trzy ogony!
I wokoło na tym śniegu
Biegną koty w Wielkim Biegu
Kocie płacze i miauczenia -
Jest i miejsce dla cierpienia!
Nicość. Piosenka trzecia
Nicość chodzi pod jabłonką
Na pazurkach pomalutku
Już wiosenne świeci słonko
Będzie chodzić aż do skutku
I zakwitną wnet pokrzywy
Kilka much się obudziło
Pełznie żuk choć ledwie żywy
Bo na słonku jest mu miło
A ja wkładam okulary
I skarpetki nie do pary
Bo już jestem nieźle stary
Śmierci grają mi fanfary
Tu skarpetki tam pokrzywa
Tu fanfary a tam muchy
I z głębiny perz przybywa
Coś w rodzaju zawieruchy
Nicość wszystko to porywa
A ja jestem trochę głuchy
Вчера мой кот взглянул на календарь ...
(Dymitr Szostakowicz, op. 109)
Wokół chrustu chodzą koty
Szary czarny oraz bury
Jeden ale nie wiem który
Nietzscheańskie ma ciągoty
Marzec czyli miesiąc koci
Na pazurkach się przybliża
Duch nicości bardzo psoci
Lepiej strzeż się tego źwirza
Już spod śniegu wystawiły
Swoje łebki o! krokusy
Mam dwa kroki do mogiły
Nicość robi wielkie szusy
Wielkie skoki i wybryki
Lepiej strzeż się tego źwirza
Kiedy miauczy jak kot dziki
Ja się żegnam znakiem krzyża
Kocie zaloty. Druga piosenka
Tuż pod oknem tam na śniegu
Koty kotkę pieprzą w biegu
Koty - trzy a kotka - jedna
Nie ucieknie ona biedna
Będzie z tego kociąt wiele
Na jałmużnie przy kościele
Nietzscheańskie Wielkie Koło
Znowu toczy się wesoło
Z hukiem piskiem i łoskotem
Nikt nie pyta co jest potem
Śnieg się śnieży zaśnieżony!
Są jak sztandar - trzy ogony!
I wokoło na tym śniegu
Biegną koty w Wielkim Biegu
Kocie płacze i miauczenia -
Jest i miejsce dla cierpienia!
Nicość. Piosenka trzecia
Nicość chodzi pod jabłonką
Na pazurkach pomalutku
Już wiosenne świeci słonko
Będzie chodzić aż do skutku
I zakwitną wnet pokrzywy
Kilka much się obudziło
Pełznie żuk choć ledwie żywy
Bo na słonku jest mu miło
A ja wkładam okulary
I skarpetki nie do pary
Bo już jestem nieźle stary
Śmierci grają mi fanfary
Tu skarpetki tam pokrzywa
Tu fanfary a tam muchy
I z głębiny perz przybywa
Coś w rodzaju zawieruchy
Nicość wszystko to porywa
A ja jestem trochę głuchy
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Zima w Milanówku - Jarosław Marek Rymkiewicz
![]() |
| Justyna Kopania |
I korzeń sosny i ten wrzosu
Pod śniegiem dobrze jest ukryty
W ogrodzie zima tańczy boso
Biała - jak białe greckie mity
Na szafie siedzi kot uczony
I czyta Sein und Zeit od końca
Przez ogród lecą trzy gawrony
Widać krwawiący zachód słońca
Zima - to okręt Dionizosa
Zima - to prześwit Heideggera
Zima - jest jak Ariadna bosa
Zima - jak grecki bóg umiera
Ten wierszyk pisał mój kolega
Ów kot uczony spod sufitu
Sosenki wrzosy krew na śniegu
To Milanówek - w mgle prabytu
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Piękna młynarka - Jarosław Marek Rymkiewicz
Piękna młynarka
Piękna młynarka karmi dziecko pod leszczyną
W tej pieśni jest kobieta - w innej jest dziewczyną
Muzyka jest ze śmierci -- o piosenki miłe
Orzechy na leszczynie wszystkie są przegniłe
Biała pierś się wydycha z czerwonej zawiązki
A obok płynie strumyk - tajemniczo wąski
Moja pieśń jest zrobiona ze śmierci i z płaczu
I właśnie tyle znaczy ile łzy tu znaczą
I właśnie tylko znaczą -- łzy pieśni niewinne
Nim pieśń wyniosła z czasu w jakieś czasy inne
Muzyka jest ze śmierci i do śmierci wzywa
Jeśli piszesz muzykę to zrób ją nieżywą
To ją zrób półumarłą jak baśń w ciemnym lesie
Tam gdzie piękna młynarka nagie dziecko niesie
Gdzie piosenkę Schuberta śpiewają krasnale
Jeśli tego nie umiesz to jej nie rób wcale
Gdzie Schuberta śpiewają za istnienia ścianą
I łzy płyną te które gdzie indziej przelano
Gdzie Schuberta wynoszą z tutejszego czasu
Powoli powolutku jak baśń z głębi lasu
Młynarka leży w lesie umarła i blada
Czarna zmora istnienia na jej piersi siada
Obok dziecko się bawi w rumiankach w pokrzywach
A ona mu śpiewa bo już jest nieżywa
Powoli powolutku tak jak się umiera
Baśń tańczy na paluszkach walca lub ländnera
Leszczyno o leszczyno liście masz czerwone
A obok płynie strumyk w tajemniczą stronę
Pomiędzy zimne piersi wspina się pokrzywa
Miłość jest jak muzyka i do śmierci wzywa
Powoli powolutku śmierć nas w baśń zamienia
Ciemny orszak miłości ciemniejszy istnienia.
Jarosław Marek Rymkiewicz
Piękna młynarka karmi dziecko pod leszczyną
W tej pieśni jest kobieta - w innej jest dziewczyną
Muzyka jest ze śmierci -- o piosenki miłe
Orzechy na leszczynie wszystkie są przegniłe
Biała pierś się wydycha z czerwonej zawiązki
A obok płynie strumyk - tajemniczo wąski
Moja pieśń jest zrobiona ze śmierci i z płaczu
I właśnie tyle znaczy ile łzy tu znaczą
I właśnie tylko znaczą -- łzy pieśni niewinne
Nim pieśń wyniosła z czasu w jakieś czasy inne
Muzyka jest ze śmierci i do śmierci wzywa
Jeśli piszesz muzykę to zrób ją nieżywą
To ją zrób półumarłą jak baśń w ciemnym lesie
Tam gdzie piękna młynarka nagie dziecko niesie
Gdzie piosenkę Schuberta śpiewają krasnale
Jeśli tego nie umiesz to jej nie rób wcale
Gdzie Schuberta śpiewają za istnienia ścianą
I łzy płyną te które gdzie indziej przelano
Gdzie Schuberta wynoszą z tutejszego czasu
Powoli powolutku jak baśń z głębi lasu
Młynarka leży w lesie umarła i blada
Czarna zmora istnienia na jej piersi siada
Obok dziecko się bawi w rumiankach w pokrzywach
A ona mu śpiewa bo już jest nieżywa
Powoli powolutku tak jak się umiera
Baśń tańczy na paluszkach walca lub ländnera
Leszczyno o leszczyno liście masz czerwone
A obok płynie strumyk w tajemniczą stronę
Pomiędzy zimne piersi wspina się pokrzywa
Miłość jest jak muzyka i do śmierci wzywa
Powoli powolutku śmierć nas w baśń zamienia
Ciemny orszak miłości ciemniejszy istnienia.
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Kot poluje na ptaszki - Jarosław Marek Rymkiewicz
Kot poluje na ptaszki
Kot poluje na ptaszki i to są problemy
Patrzy na to Bóg Ojciec jest kompletnie niemy
Prawdopodobnie głuchy i niepełnosprawny
Właśnie dlatego ten świat jest taki zabawny
Głuchy niepełnosprawny i nic go nie kręci
Wielki mózg pozbawiony kompletnie pamięci
Wielki mózg ale przy tym mało pomysłowy
Milczy bo nie pojmuje swojej własnej mowy
Milczenie jest tu mową mowa to milczenie
Na tym właśnie polega nieporozumienie
Kot poluje na ptaszki to nie jest w porządku
Właśnie dlatego trzeba zacząć od początku
Kot jest żółty i biały na brzuchu łaciaty
Coś co wzięło z czegoś przed wieloma laty
Świat który pokazuje nam swoje pazury
Niepełnosprawny głuchy łaciaty lub bury
Zimowy kot na śniegu o tam pod jabłonką
Wielki mózg – jemu świeci zachodzące słonko
Poluje na sikorki pliszki i wróbelki
Mózg w kompletnym rozpadzie ale wielki wielki
Mętne oko patrzące ze swej mętnej głębi
Obcy kot wróg sikorek gawronów gołębi
Wielki mózg zaplątany w swoją plątaninę
Pytanie które pyta o swoją przyczynę
Królestwo bytu leży u jego podnóża
Krew kapie – pod jabłonką jest mała kałuża.
Jarosław Marek Rymkiewicz
Kot poluje na ptaszki i to są problemy
Patrzy na to Bóg Ojciec jest kompletnie niemy
Prawdopodobnie głuchy i niepełnosprawnyWłaśnie dlatego ten świat jest taki zabawny
Głuchy niepełnosprawny i nic go nie kręci
Wielki mózg pozbawiony kompletnie pamięci
Wielki mózg ale przy tym mało pomysłowy
Milczy bo nie pojmuje swojej własnej mowy
Milczenie jest tu mową mowa to milczenie
Na tym właśnie polega nieporozumienie
Kot poluje na ptaszki to nie jest w porządku
Właśnie dlatego trzeba zacząć od początku
Kot jest żółty i biały na brzuchu łaciaty
Coś co wzięło z czegoś przed wieloma laty
Świat który pokazuje nam swoje pazury
Niepełnosprawny głuchy łaciaty lub bury
Zimowy kot na śniegu o tam pod jabłonką
Wielki mózg – jemu świeci zachodzące słonko
Poluje na sikorki pliszki i wróbelki
Mózg w kompletnym rozpadzie ale wielki wielki
Mętne oko patrzące ze swej mętnej głębi
Obcy kot wróg sikorek gawronów gołębi
Wielki mózg zaplątany w swoją plątaninę
Pytanie które pyta o swoją przyczynę
Królestwo bytu leży u jego podnóża
Krew kapie – pod jabłonką jest mała kałuża.
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Nocna pieśń wędrowca - Jarosław Marek Rymkiewicz
Nocna pieśń wędrowca
Szerszeń kwiatek ostu
Tylko w snach się błąka
Jakaś pieśń kompostu
Tylko furtka stara
Półotwarta w mroku
Coś się dojrzeć stara
Coś ma na widoku
Nikt nie idzie drogą
Żyję tu zaocznie
Zaczekaj niemnogo
Także Ty odpoczniesz
Jarosław Marek Rymkiewicz
(z Lermontowa – naśladującego Goethego)Śpi wszystko - jabłonka
Szerszeń kwiatek ostu
Tylko w snach się błąka
Jakaś pieśń kompostu
Tylko furtka stara
Półotwarta w mroku
Coś się dojrzeć stara
Coś ma na widoku
Nikt nie idzie drogą
Żyję tu zaocznie
Zaczekaj niemnogo
Także Ty odpoczniesz
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Ogród w Milanówku, koty styczniowe - Jarosław Marek Rymkiewicz
Ogród w Milanówku, koty styczniowe
Jeszcze leży na lubczykach śnieg styczniowy
Przez mój ogród idzie przygłup istnieniowy
Brat leszczyny jarzębiny swat lubczyka
Tam za chrustem to się zjawia a to znika
W obu uszach w obu mózgach ma zdziwienie
Idzie przygłup istnieniowy - przez istnienie
Przez trzy progi trzy piwnice trzy pokoje
Ten co z moich istnieniowych wyszedł rojeń,
Ten co wyszedł z istnieniowych przypowieści
Idzie przygłup - ale nie wiem czy się zmieści
Jak kret zimą wyliniały jak mysz chudy
Idzie przygłup - za nim idzie mój kot rudy
Za nim idzie mój kot żółty mój kot bury
I śpiewają jemu kotów wielkie chóry
Dwa są ostrza - w obu czaszkach skrzyżowane
Idzie przygłup przez istnienie jak przez ścianę
Idą za nim brzozy wierzby i jaśminy
Co istnieje nie ma żadnej tu przyczyny
Tu istnienie jak obierki jest w kompoście
Głupie koty to są moi tutaj goście
Idą za nim jeże szambo i derenie
Już totalne tu panuje – ogłupienie
Tu istnienie ma dwa mózgi jak dwie szpady
A ja stoję między nimi - bardzo blady
Jarosław Marek Rymkiewicz
Jeszcze leży na lubczykach śnieg styczniowy
Przez mój ogród idzie przygłup istnieniowy
Brat leszczyny jarzębiny swat lubczyka
Tam za chrustem to się zjawia a to znika
W obu uszach w obu mózgach ma zdziwienie
Idzie przygłup istnieniowy - przez istnienie
Przez trzy progi trzy piwnice trzy pokoje
Ten co z moich istnieniowych wyszedł rojeń,
Ten co wyszedł z istnieniowych przypowieści
Idzie przygłup - ale nie wiem czy się zmieści
Jak kret zimą wyliniały jak mysz chudy
Idzie przygłup - za nim idzie mój kot rudy
Za nim idzie mój kot żółty mój kot bury
I śpiewają jemu kotów wielkie chóry
Dwa są ostrza - w obu czaszkach skrzyżowane
Idzie przygłup przez istnienie jak przez ścianę
Idą za nim brzozy wierzby i jaśminy
Co istnieje nie ma żadnej tu przyczyny
Tu istnienie jak obierki jest w kompoście
Głupie koty to są moi tutaj goście
Idą za nim jeże szambo i derenie
Już totalne tu panuje – ogłupienie
Tu istnienie ma dwa mózgi jak dwie szpady
A ja stoję między nimi - bardzo blady
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Sentymentalny wierszyk października - Jarosław Marek Rymkiewicz
![]() |
| Gustav Adolf Mossa - Valse Macabre - 1906 |
Będziemy leżeć obok siebie
Będziemy trzymać się za ręce
Miło jest zasnąć po pogrzebie
Szeleszczą szarfy gniją wieńce
Korzonki bluszczu masz we włosach
Jak głośno bije twoje serce
To łzy czy rosa? Nocna rosa
Zbieraj kropelkę po kropelce
Miło jest zbudzić się we dwoje
Łono otwiera się w pościeli
Te blade kwiatki to powoje
Trochę przeszkadza zgrzyt piszczeli
Powoje albo wilcze łyko
Miło jest kochać się w ciemności
To już początek października
A jeszcze ciepłe masz wnętrzności
Twoje koronki przybrudzone
W cmentarnych drzewach puszczyk woła
To łzy czy rosa? Łzy bo słone
Teraz pójdziemy do kościoła
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Ogród w Milanówku, Lato - Jarosław Marek Rymkiewicz
Ogród w Milanówku, Lato
Moi przyjaciele tu to są wróbelki
I przyjazny jest mi żywioł wszelki
Wróbel jabłko na barwinku kwiatki
Wspólne są tu nasze zagadki
Wspólne nasze istnienie w biedzie
I do śmierci razem się jedzie
Jeden strach i sny nasze jedne
O wróbelki przyjaciele moje biedne
I barwinek jego białe korzonki
Jabłko które spadło z jabłonki
Czarny ślimak i rudy rudzik
O istnienie jak ono się trudzi
I w purpurze orzechy leszczyny
Są z tej samej ciemnej przyczyny
Wielki strach jest w jabłkach wróbelkach
Wielka bieda o jaka wielka
Jeszcze trochę i byt się odsłoni
Powie żeśmy byli tu po nic
Wróble ziółka jabłka podziobane
Razem z wami przed niebytem stanę
Jarosław Marek Rymkiewicz
Moi przyjaciele tu to są wróbelki
I przyjazny jest mi żywioł wszelki
Wróbel jabłko na barwinku kwiatki
Wspólne są tu nasze zagadki
Wspólne nasze istnienie w biedzie
I do śmierci razem się jedzie
Jeden strach i sny nasze jedne
O wróbelki przyjaciele moje biedne
I barwinek jego białe korzonki
Jabłko które spadło z jabłonki
Czarny ślimak i rudy rudzik
O istnienie jak ono się trudzi
I w purpurze orzechy leszczyny
Są z tej samej ciemnej przyczyny
Wielki strach jest w jabłkach wróbelkach
Wielka bieda o jaka wielka
Jeszcze trochę i byt się odsłoni
Powie żeśmy byli tu po nic
Wróble ziółka jabłka podziobane
Razem z wami przed niebytem stanę
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Skośny deszczyk w połowie czerwca - Jarosław Marek Rymkiewicz
Skośny deszczyk w połowie czerwca
Od rana deszczyk pada skośnie
Na białe kwiatki (to jaśminy)
Na bluszcz co tam przy płocie rośnie
Na te kosmiczne wydzieliny
Na kocie uszy i ogony
Mokre są nawet wąsy kocie
Mokną niecierpki mojej żony
Nawet zamokły dziury w płocie
Kosmiczna piana z rynny ciecze
Jak wybuch kosmicznego gniewu
Mokną kwitnące żółto mlecze
I to nastraja mnie do śpiewu
Ja widzę w płocie wielką dziurę
O tam w istnienia samym środku
Coś przez nią wchodzi - szarobure
Podejdź tu do mnie miły kotku
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Exegi monumentum - Jarosław Marek Rymkiewicz
![]() |
| Geniusz z kwiatem - Asyria - ok. 713–716 pne |
Ten gaduła jąkała na trzynastu zgłoskach
Ten jakiż to jaki by ale łaska Boska
Ten któryż to któryż by którędyż który bądź
Ten skądeś to skądinąd skąd by skądże przybądź
Ten dokąd bądź dokądże aż za bród Prypeci
Pomniejszy pomny po mnie pomnik co się świeci
Ta śpiewka śpiewak śpiewność śpiewny i śpiewany
Exegi munimentum nad dach Puław szklany
Ten szklany szklanny szklony za szkłem szkli się szklisty
Te nasze cztery ściany a w nich iście isty
Ten błysk błysnęła albo błysła błyskawica
Dwukółką dwujęzyczny ten Żyd co przemyca
W Litwę Litwin li tylko Liwiusz przy Litwinie
Po litewsku po polsku język po łacinie
Ten wtórzący do wtóru wtóry i powtórny
Ta skóra na języku ten język podskórny
Ten czyjkolwiek czyj bądź by czym prędzej czymże to
To powietrze to które masz we krwi poeto
Ta krew z płuc na języku ta krew ci pokrewna
Ten słowik z krwi te deski z ojczystego drewna
Ten słowik ze słownika ten słownik słowiczy
Ten zmarły co na palcach zgłoski w trumnie liczy
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Wiosna w Milanówku - Jarosław Marek Rymkiewicz
![]() |
| Jacek Yerka - Wiosna |
Wiosna w Milanówku
Zakwita czarna sosna nie znam jej imienia
Duch sosny jest widoczny bo w kwiaty się zmienia
Zakwita czarna sosna i krzyczą wiewiórki
Bóg jest tuż obok - w sadzie chodzą Jego córki
Jedna to tamta jabłoń - druga jest morelą
Ta ma kwiatki różowe a tamte się bielą
Światło bije od sosen dębów i wisienek
Za płotem na rowerze przejeżdża pan Zenek
I nawet w suchych liściach w ich tu obecności
Jest teraz trochę światła i trochę ciemności
I złamane gałązki moje przyjaciółki
Wezwane są wieczornym wołaniem kukułki
Nie pytaj mnie czy Bóg się jeszcze kiedyś wcieli
Stań przy mnie - tutaj w świetle sosen grusz moreli
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Sentymentalny wierszyk marca - Jarosław Marek Rymkiewicz
Sentymentalny wierszyk marca
Przez śnieg przebiły się pierwiosnki
A mnie tu mają już za starca
I co wy na to moje piosnki
Primula veris na cmentarzach
Błękitna żółta albo biała
Oraz w ogrodach się rozmnaża
O moja głowo wyłysiała
I po co pióro kartkę czerni
Klasyk klasyczne wije wieńce
To chyba lepiej być tym w czerni
Tym romantycznym tam młodzieńcem
Nie wiedzieć co jest rym co temat
Na grobach nos w pierwiosnki wtykać
I pisać pierwszy swój poemat
I w chmurach jak za rogiem znikać
A ona biegnie przez pierwiosnki
I z rzęs strzepuje płatki śniegu
I co wy na to moje piosnki
I nikt jej nie zatrzyma w biegu
I na nic mi klasyczne wieńce
Wcale mi nie jest w nich do twarzy
O gdybym mógł być tym młodzieńcem
Co szuka szczęścia na cmentarzu
Znałem i ja tę tam dziewczynę
Ale mnie właśnie grypa bierze
Pora już zażyć aspirynę
I zasnąć przy kaloryferze
Jarosław Marek Rymkiewicz
Przez śnieg przebiły się pierwiosnki
A mnie tu mają już za starca
I co wy na to moje piosnki
Primula veris na cmentarzach
Błękitna żółta albo biała
Oraz w ogrodach się rozmnaża
O moja głowo wyłysiała
I po co pióro kartkę czerni
Klasyk klasyczne wije wieńce
To chyba lepiej być tym w czerni
Tym romantycznym tam młodzieńcem
Nie wiedzieć co jest rym co temat
Na grobach nos w pierwiosnki wtykać
I pisać pierwszy swój poemat
I w chmurach jak za rogiem znikać
A ona biegnie przez pierwiosnki
I z rzęs strzepuje płatki śniegu
I co wy na to moje piosnki
I nikt jej nie zatrzyma w biegu
I na nic mi klasyczne wieńce
Wcale mi nie jest w nich do twarzy
O gdybym mógł być tym młodzieńcem
Co szuka szczęścia na cmentarzu
Znałem i ja tę tam dziewczynę
Ale mnie właśnie grypa bierze
Pora już zażyć aspirynę
I zasnąć przy kaloryferze
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Do widzenia gawrony - Jarosław Marek Rymkiewicz
Do widzenia gawrony
Krzysztof Kiwerski - Wrony
Do widzenia sikorki i wam też gawrony
Nicość to będzie rodzaj jakiejś drugiej strony
Drugiej strony karmnika śniegu i sosenek
I rodzaj – drugiej strony tych moich piosenek
Do widzenia sikorki z orszaku dzięcioła
To co jest to ma wszędzie kolisty kształt koła
To co tu krąży tak jak wy krążycie
I nie ma na to nazwy ale to jest – życie
I ta ścieżka gdzie szedłeś z szablą i w galonach
Też z tobą do nicości będzie przeniesiona
Ta ścieżka od Sils-Maria nad brzegiem Silvaplana
Ta twoja druga strona – wtedy rozpoznana
Do widzenia gawrony – nicość wam się kłania
Czarne skrzydła jak czarna godzina rozstania
Wszystko wraca jak kiedyś mówił rotmistrz Nietzsche
Ja jego Zaratustra- ja też na to liczę
Z nicości do nicości to są ze trzy skoki
Dwa przez ogród a trzeci to już przez obłoki
I jeszcze skok gawroni z góry do karmnika
A tam już do widzenia wszystko nagle znika
Sosenki karmnik w śniegu oraz dziury w płocie
Jeszcze to widzę – chwilę zatrzymany w locie.
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Do Lesbii - Jarosław Marek Rymkiewicz
Lawrence Alma-Tadema - Safona i Alcaeus - 1881
Do Lesbii
Cóż z tego, że kochałaś mnie przez sześć tygodni?
Cóż z tego, że kochałem cię przez pięć tygodni?
O wschodząca jak księżyc różowy i siny,
Nie zawdzięczam ci nawet tego porównania.
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Poeta - Jarosław Marek Rymkiewicz
![]() |
| Zdzisław Beksiński - Face |
Poeta
Teraz jestem Kreonem, teraz Antygoną,
A teraz tchórzliwym strażnikiem.
Przebiegły i precyzyjny, z podpisem cenzora,
Niekiedy niejasny, lecz nigdy jak Tejrezjasz,
Niekiedy kradnący bogom ogień, aby przypalić papierosa,
Proponuję kilka spośród wielu konwencji
Do wyboru czytającego.
Jestem dziecięciem epoki,
Lecz twarz moja przed wami starannie zakryta.
W piersi stuk wieloznaczny
I w promieniu źrenicy przerażona ćma.
Jarosław Marek Rymkiewicz
więcej twórczości:
Rymkiewicz Jarosław Marek
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















