Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rymkiewicz Jarosław Marek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rymkiewicz Jarosław Marek. Pokaż wszystkie posty

Bias z Priene - Jarosław Marek Rymkiewicz

Bias z Priene 

Ktoś z zielonego dębu pędził złote miody,
Ktoś skórę węża suszył na kamieniach,

Ktoś miał czkawkę o świcie. W porządku natury
Był Bias, o czym, gdzie trzeba, donosił Heraklit,

To ja, Bias, mówię. Chodziłem po ziemi,
Którą dźwigały żółwie. Gdzieniegdzie, jak słyszę,

Mówiono o mnie więcej niż o innych,
Nie wiem, dlaczego. Piłem z rzeki czasu,

Zwoziłem owies lub stawiałem żagle,
Dym szedł z komina i pies szczekał w nocy.

Potem nadeszli Goci z piszczałką i drozdem,
Potem obcięto język lub obcięto głowę,

Potem wyjęto serce. Stanęły zegary.
Jeszcze o mnie mówiono. W porządku natury

Był Bias, co, gdzie potrzeba, będzie przemilczane.
Potem znów żółwie ruszyły przed siebie,

Zieloną tarczę Ziemi unosząc na grzbietach.

Jarosław Marek Rymkiewicz

W obronie metafizyki - Jarosław Marek Rymkiewicz

Igor Zenin
W obronie metafizyki

Opiszmy nic, bo nic jest dane bezpośrednio,
Nic, tylko nic.
                    Tak księżyc jest dany
W źrenicach dziecka lub splątanych włosach
Kochanków, śpiących w ciepłych trawach sierpnia;
Przeto opiszmy księżyc. Drobne pióra roni,
W siatkę geograficzną przez Greków schwytany,
Ów ptak miesięcy naszych. Obraca się z wolna
Wschodzący we śnie żółwia i we śnie jaszczurki,
I na dnie morza, we śnie wodorostów.
A przecież nietykalny. Tak jak przed wiekami
Oświetla sezon mrówek i sezon jeleni,
Przebite jego blaskiem pasą się delfiny,
Pod rzeźbą oceanów ciągną białe stada
I małe statki płyną ku wyspom poranku,
W jego promieniach, po skórę barana,
I kości zmarłych słyszą srebrny krzyk
I świat jest, tak nie będąc, biednym ludziom dany
W świetle księżyca. Tak księżyc jest dany,
Przeto opiszmy księżyc.
                         Nic protokolarne,
Księżyc jest empiryczny lub księżyca nie ma,
Lub księżyc jest, nie będąc: świeci, bo kazano
W podręczniku algebry.
                           Nam nic nie jest dane.

Jarosław Marek Rymkiewicz

Jeśli nie istnieje - Jarosław Marek Rymkiewicz

Jeśli nie istnieje
Jean Lebenstein

Jeżeli Bóg nie istnieje to wszelki porządek
(Nawet porządek umysłu dany umysłowi

W umyśle) jest chaosem Lub inaczej: chaos
Oraz porządek są tylko słowami

Których używa chaotyczny umysł
Pragnąc w umyśle wprowadzić porządek

Na próżno jeśli nie istnieje Bóg
Który w umyśle byłby dany umysłowi

Jako porządek
              Pyszny jest nasz umysł
Kiedy siedzi na tronie z czaszek i piszczeli

I jak mu się podoba porządkuje słowa
A dwa służałe diabły Chaos i Porządek

Liżą mu stopy obłudnym językiem.

Jarosław Marek Rymkiewicz

Ogród w Milanówku, w okamgnieniu - Jarosław Marek Rymkiewicz

Ogród w Milanówku,
w okamgnieniu

Wszystko znika w okamgnieniu w osłupieniu
Listki bluszczu tam pod płotem na kamieniu

Jeże krety oraz wróble wszystko znika
Co za walczyk! planetarna to muzyka

Wszystko znika bluszcz i wróble jeże krety
Nawet Bartok jego skrzypce i klarnety

I sikorki ich błękitne fatałaszki
Także inne zimujące w chruście ptaszki

Siwe pliszki albo zięby i czyżyki
Jak obroty planetarnej harmoniki

Wszystko znika w zadziwieniu w okamgnieniu
Jeże krety listki bluszczu i w milczeniu

Stoją sosna i daglezja - wszystko znika
Szostakowicz! niech on zagra nam walczyka!

I demony - nieobecni nasi goście
Nawet gnicie - które gnije tam w kompoście!

Nawet kompost - tam w kompoście się rozkłada!
I gadanie - które nie wie kto je gada!

To co było tylko przyszło do nas w gości
I nie miało w sobie żadnej obecności

I gadanie - aforyzmy nietzscheańskie
O sikorki o wróbelki o bezpańskie

Nieobecność - nawet ona się ulatnia
Jakaś wartość ale wartość już ostatnia

Szostakowicz - jego polki i galopy!
I demony - kosmos rzucą nam pod stopy!

Obecności jaka tutaj twoja władza?
Nieobecność nieobecnie się przechadza

Nieobecność mówi do nas po imieniu
Wszystko znika w okamgnieniu w nieistnieniu

I demony - nieobecne ich czuwanie!
Tu nad nami ich płakanie żałowanie

Jarosław Marek Rymkiewicz

Kartka - Jarosław Marek Rymkiewicz

Kartka

Wtedy czytać mnie będziecie
Kiedy zamkną mi powieki
I na oślep po omacku
a w minione pójdę wieki

Przeczytacie moje łokcie
Książkę czaszki i śledzionę
Wszystkie kartki mego życia
Zamazane pokreślone

Bóg na półce to postawi:
Dzieje czaszki dwa kolana
Ale jedna biała kartka
Ta co nie jest zapisana

Ale jedna biała kartka
Ta co z książki jest wydarta
Tę kto by przeczytać umiał
Ten dopiero by się zdumiał

Jarosław Marek Rymkiewicz

Trzy piosenki o nicości - Jarosław Marek Rymkiewicz

Trzy piosenki o nicości
Вчера мой кот взглянул на календарь ...
(Dymitr Szostakowicz, op. 109)
Koci miesiąc. Pierwsza piosenka

Wokół chrustu chodzą koty
Szary czarny oraz bury
Jeden ale nie wiem który
Nietzscheańskie ma ciągoty

Marzec czyli miesiąc koci
Na pazurkach się przybliża
Duch nicości bardzo psoci
Lepiej strzeż się tego źwirza

Już spod śniegu wystawiły
Swoje łebki o! krokusy
Mam dwa kroki do mogiły
Nicość robi wielkie szusy

Wielkie skoki i wybryki
Lepiej strzeż się tego źwirza
Kiedy miauczy jak kot dziki
Ja się żegnam znakiem krzyża
Kocie zaloty. Druga piosenka

Tuż pod oknem tam na śniegu
Koty kotkę pieprzą w biegu

Koty - trzy a kotka - jedna
Nie ucieknie ona biedna

Będzie z tego kociąt wiele
Na jałmużnie przy kościele

Nietzscheańskie Wielkie Koło
Znowu toczy się wesoło

Z hukiem piskiem i łoskotem
Nikt nie pyta co jest potem

Śnieg się śnieży zaśnieżony!
Są jak sztandar - trzy ogony!

I wokoło na tym śniegu
Biegną koty w Wielkim Biegu

Kocie płacze i miauczenia -
Jest i miejsce dla cierpienia!

Nicość. Piosenka trzecia

Nicość chodzi pod jabłonką
Na pazurkach pomalutku
Już wiosenne świeci słonko
Będzie chodzić aż do skutku

I zakwitną wnet pokrzywy
Kilka much się obudziło
Pełznie żuk choć ledwie żywy
Bo na słonku jest mu miło

A ja wkładam okulary
I skarpetki nie do pary
Bo już jestem nieźle stary
Śmierci grają mi fanfary

Tu skarpetki tam pokrzywa
Tu fanfary a tam muchy
I z głębiny perz przybywa
Coś w rodzaju zawieruchy

Nicość wszystko to porywa
A ja jestem trochę głuchy

                                 Jarosław Marek Rymkiewicz

Zima w Milanówku - Jarosław Marek Rymkiewicz

Justyna Kopania
Zima w Milanówku

I korzeń sosny i ten wrzosu
Pod śniegiem dobrze jest ukryty
W ogrodzie zima tańczy boso
Biała - jak białe greckie mity

Na szafie siedzi kot uczony
I czyta Sein und Zeit od końca
Przez ogród lecą trzy gawrony
Widać krwawiący zachód słońca

Zima - to okręt Dionizosa
Zima - to prześwit Heideggera
Zima - jest jak Ariadna bosa
Zima - jak grecki bóg umiera

Ten wierszyk pisał mój kolega
Ów kot uczony spod sufitu
Sosenki wrzosy krew na śniegu
To Milanówek - w mgle prabytu

Jarosław Marek Rymkiewicz

Piękna młynarka - Jarosław Marek Rymkiewicz

Piękna młynarka

Piękna młynarka karmi dziecko pod leszczyną
W tej pieśni jest kobieta - w innej jest dziewczyną

Muzyka jest ze śmierci -- o piosenki miłe
Orzechy na leszczynie wszystkie są przegniłe

Biała pierś się wydycha z czerwonej zawiązki
A obok płynie strumyk - tajemniczo wąski

Moja pieśń jest zrobiona ze śmierci i z płaczu
I właśnie tyle znaczy ile łzy tu znaczą

I właśnie tylko znaczą -- łzy pieśni niewinne
Nim pieśń wyniosła z czasu w jakieś czasy inne

Muzyka jest ze śmierci i do śmierci wzywa
Jeśli piszesz muzykę to zrób ją nieżywą

To ją zrób półumarłą jak baśń w ciemnym lesie
Tam gdzie piękna młynarka nagie dziecko niesie

Gdzie piosenkę Schuberta śpiewają krasnale
Jeśli tego nie umiesz to jej nie rób wcale

Gdzie Schuberta śpiewają za istnienia ścianą
I łzy płyną te które gdzie indziej przelano

Gdzie Schuberta wynoszą z tutejszego czasu
Powoli powolutku jak baśń z głębi lasu

Młynarka leży w lesie umarła i blada
Czarna zmora istnienia na jej piersi siada

Obok dziecko się bawi w rumiankach w pokrzywach
A ona mu śpiewa bo już jest nieżywa

Powoli powolutku tak jak się umiera
Baśń tańczy na paluszkach walca lub ländnera

Leszczyno o leszczyno liście masz czerwone
A obok płynie strumyk w tajemniczą stronę

Pomiędzy zimne piersi wspina się pokrzywa
Miłość jest jak muzyka i do śmierci wzywa

Powoli powolutku śmierć nas w baśń zamienia
Ciemny orszak miłości ciemniejszy istnienia.

Jarosław Marek Rymkiewicz

Kot poluje na ptaszki - Jarosław Marek Rymkiewicz

Kot poluje na ptaszki

Kot poluje na ptaszki i to są problemy
Patrzy na to Bóg Ojciec jest kompletnie niemy

Prawdopodobnie głuchy i niepełnosprawny
Właśnie dlatego ten świat jest taki zabawny

Głuchy niepełnosprawny i nic go nie kręci
Wielki mózg pozbawiony kompletnie pamięci

Wielki mózg ale przy tym mało pomysłowy
Milczy bo nie pojmuje swojej własnej mowy

Milczenie jest tu mową mowa to milczenie
Na tym właśnie polega nieporozumienie

Kot poluje na ptaszki to nie jest w porządku
Właśnie dlatego trzeba zacząć od początku

Kot jest żółty i biały na brzuchu łaciaty
Coś co wzięło z czegoś przed wieloma laty

Świat który pokazuje nam swoje pazury
Niepełnosprawny głuchy łaciaty lub bury

Zimowy kot na śniegu o tam pod jabłonką
Wielki mózg – jemu świeci zachodzące słonko

Poluje na sikorki pliszki i wróbelki
Mózg w kompletnym rozpadzie ale wielki wielki

Mętne oko patrzące ze swej mętnej głębi
Obcy kot wróg sikorek gawronów gołębi

Wielki mózg zaplątany w swoją plątaninę
Pytanie które pyta o swoją przyczynę

Królestwo bytu leży u jego podnóża
Krew kapie – pod jabłonką jest mała kałuża.

Jarosław Marek Rymkiewicz

Nocna pieśń wędrowca - Jarosław Marek Rymkiewicz

Nocna pieśń wędrowca
(z Lermontowa – naśladującego Goethego)
Śpi wszystko - jabłonka
Szerszeń kwiatek ostu
Tylko w snach się błąka
Jakaś pieśń kompostu

Tylko furtka stara
Półotwarta w mroku
Coś się dojrzeć stara
Coś ma na widoku

Nikt nie idzie drogą
Żyję tu zaocznie
Zaczekaj niemnogo
Także Ty odpoczniesz

Jarosław Marek Rymkiewicz

Ogród w Milanówku, koty styczniowe - Jarosław Marek Rymkiewicz

Ogród w Milanówku, koty styczniowe

Jeszcze leży na lubczykach śnieg styczniowy
Przez mój ogród idzie przygłup istnieniowy

Brat leszczyny jarzębiny swat lubczyka
Tam za chrustem to się zjawia a to znika

W obu uszach w obu mózgach ma zdziwienie
Idzie przygłup istnieniowy - przez istnienie

Przez trzy progi trzy piwnice trzy pokoje
Ten co z moich istnieniowych wyszedł rojeń,

Ten co wyszedł z istnieniowych przypowieści
Idzie przygłup - ale nie wiem czy się zmieści

Jak kret zimą wyliniały jak mysz chudy
Idzie przygłup - za nim idzie mój kot rudy

Za nim idzie mój kot żółty mój kot bury
I śpiewają jemu kotów wielkie chóry

Dwa są ostrza - w obu czaszkach skrzyżowane
Idzie przygłup przez istnienie jak przez ścianę

Idą za nim brzozy wierzby i jaśminy
Co istnieje nie ma żadnej tu przyczyny

Tu istnienie jak obierki jest w kompoście
Głupie koty to są moi tutaj goście

Idą za nim jeże szambo i derenie
Już totalne tu panuje – ogłupienie

Tu istnienie ma dwa mózgi jak dwie szpady
A ja stoję między nimi - bardzo blady

Jarosław Marek Rymkiewicz

Sentymentalny wierszyk października - Jarosław Marek Rymkiewicz

Gustav Adolf Mossa - Valse Macabre - 1906
Sentymentalny wierszyk października

Będziemy leżeć obok siebie
Będziemy trzymać się za ręce
Miło jest zasnąć po pogrzebie
Szeleszczą szarfy gniją wieńce

Korzonki bluszczu masz we włosach
Jak głośno bije twoje serce
To łzy czy rosa? Nocna rosa
Zbieraj kropelkę po kropelce

Miło jest zbudzić się we dwoje
Łono otwiera się w pościeli
Te blade kwiatki to powoje
Trochę przeszkadza zgrzyt piszczeli

Powoje albo wilcze łyko
Miło jest kochać się w ciemności
To już początek października
A jeszcze ciepłe masz wnętrzności

Twoje koronki przybrudzone
W cmentarnych drzewach puszczyk woła
To łzy czy rosa? Łzy bo słone
Teraz pójdziemy do kościoła

Jarosław Marek Rymkiewicz

Ogród w Milanówku, Lato - Jarosław Marek Rymkiewicz

Ogród w Milanówku, Lato

Moi przyjaciele tu to są wróbelki
I przyjazny jest mi żywioł wszelki
Wróbel jabłko na barwinku kwiatki
Wspólne są tu nasze zagadki

Wspólne nasze istnienie w biedzie
I do śmierci razem się jedzie
Jeden strach i sny nasze jedne
O wróbelki przyjaciele moje biedne

I barwinek jego białe korzonki
Jabłko które spadło z jabłonki
Czarny ślimak i rudy rudzik
O istnienie jak ono się trudzi

I w purpurze orzechy leszczyny
Są z tej samej ciemnej przyczyny
Wielki strach jest w jabłkach wróbelkach
Wielka bieda o jaka wielka

Jeszcze trochę i byt się odsłoni
Powie żeśmy byli tu po nic
Wróble ziółka jabłka podziobane
Razem z wami przed niebytem stanę

Jarosław Marek Rymkiewicz

Skośny deszczyk w połowie czerwca - Jarosław Marek Rymkiewicz

Skośny deszczyk w połowie czerwca

Od rana deszczyk pada skośnie
Na białe kwiatki (to jaśminy)
Na bluszcz co tam przy płocie rośnie
Na te kosmiczne wydzieliny

Na kocie uszy i ogony
Mokre są nawet wąsy kocie
Mokną niecierpki mojej żony
Nawet zamokły dziury w płocie

Kosmiczna piana z rynny ciecze
Jak wybuch kosmicznego gniewu
Mokną kwitnące żółto mlecze
I to nastraja mnie do śpiewu

Ja widzę w płocie wielką dziurę
O tam w istnienia samym środku
Coś przez nią wchodzi - szarobure
Podejdź tu do mnie miły kotku

Jarosław Marek Rymkiewicz

Exegi monumentum - Jarosław Marek Rymkiewicz

Geniusz z kwiatem - Asyria - ok. 713–716 pne
Exegi monumentum

Ten gaduła jąkała na trzynastu zgłoskach
Ten jakiż to jaki by ale łaska Boska

Ten któryż to któryż by którędyż który bądź
Ten skądeś to skądinąd skąd by skądże przybądź

Ten dokąd bądź dokądże aż za bród Prypeci
Pomniejszy pomny po mnie pomnik co się świeci

Ta śpiewka śpiewak śpiewność śpiewny i śpiewany
Exegi munimentum nad dach Puław szklany

Ten szklany szklanny szklony za szkłem szkli się szklisty
Te nasze cztery ściany a w nich iście isty

Ten błysk błysnęła albo błysła błyskawica
Dwukółką dwujęzyczny ten Żyd co przemyca

W Litwę Litwin li tylko Liwiusz przy Litwinie
Po litewsku po polsku język po łacinie

Ten wtórzący do wtóru wtóry i powtórny
Ta skóra na języku ten język podskórny

Ten czyjkolwiek czyj bądź by czym prędzej czymże to
To powietrze to które masz we krwi poeto

Ta krew z płuc na języku ta krew ci pokrewna
Ten słowik z krwi te deski z ojczystego drewna

Ten słowik ze słownika ten słownik słowiczy
Ten zmarły co na palcach zgłoski w trumnie liczy

Jarosław Marek Rymkiewicz

Wiosna w Milanówku - Jarosław Marek Rymkiewicz

Jacek Yerka - Wiosna
Wiosna w Milanówku

Zakwita czarna sosna nie znam jej imienia
Duch sosny jest widoczny bo w kwiaty się zmienia
Zakwita czarna sosna i krzyczą wiewiórki
Bóg jest tuż obok - w sadzie chodzą Jego córki
Jedna to tamta jabłoń - druga jest morelą
Ta ma kwiatki różowe a tamte się bielą
Światło bije od sosen dębów i wisienek
Za płotem na rowerze przejeżdża pan Zenek
I nawet w suchych liściach w ich tu obecności
Jest teraz trochę światła i trochę ciemności
I złamane gałązki moje przyjaciółki
Wezwane są wieczornym wołaniem kukułki
Nie pytaj mnie czy Bóg się jeszcze kiedyś wcieli
Stań przy mnie - tutaj w świetle sosen grusz moreli

Jarosław Marek Rymkiewicz

Sentymentalny wierszyk marca - Jarosław Marek Rymkiewicz

Sentymentalny wierszyk marca

Przez śnieg przebiły się pierwiosnki
A mnie tu mają już za starca
I co wy na to moje piosnki
Primula veris na cmentarzach
Błękitna żółta albo biała
Oraz w ogrodach się rozmnaża
O moja głowo wyłysiała
I po co pióro kartkę czerni
Klasyk klasyczne wije wieńce
To chyba lepiej być tym w czerni
Tym romantycznym tam młodzieńcem
Nie wiedzieć co jest rym co temat
Na grobach nos w pierwiosnki wtykać
I pisać pierwszy swój poemat
I w chmurach jak za rogiem znikać
A ona biegnie przez pierwiosnki
I z rzęs strzepuje płatki śniegu
I co wy na to moje piosnki
I nikt jej nie zatrzyma w biegu
I na nic mi klasyczne wieńce
Wcale mi nie jest w nich do twarzy
O gdybym mógł być tym młodzieńcem
Co szuka szczęścia na cmentarzu
Znałem i ja tę tam dziewczynę
Ale mnie właśnie grypa bierze
Pora już zażyć aspirynę
I zasnąć przy kaloryferze

Jarosław Marek Rymkiewicz

Do widzenia gawrony - Jarosław Marek Rymkiewicz

Krzysztof Kiwerski - Wrony
Do widzenia gawrony

Do widzenia sikorki i wam też gawrony
Nicość to będzie rodzaj jakiejś drugiej strony

Drugiej strony karmnika śniegu i sosenek
I rodzaj – drugiej strony tych moich piosenek

Do widzenia sikorki z orszaku dzięcioła
To co jest to ma wszędzie kolisty kształt koła

To co tu krąży tak jak wy krążycie
I nie ma na to nazwy ale to jest – życie

I ta ścieżka gdzie szedłeś z szablą i w galonach
Też z tobą do nicości będzie przeniesiona

Ta ścieżka od Sils-Maria nad brzegiem Silvaplana
Ta twoja druga strona – wtedy rozpoznana

Do widzenia gawrony – nicość wam się kłania
Czarne skrzydła jak czarna godzina rozstania

Wszystko wraca jak kiedyś mówił rotmistrz Nietzsche
Ja jego Zaratustra- ja też na to liczę

Z nicości do nicości to są ze trzy skoki
Dwa przez ogród a trzeci to już przez obłoki

I jeszcze skok gawroni z góry do karmnika
A tam już do widzenia wszystko nagle znika

Sosenki karmnik w śniegu oraz dziury w płocie
Jeszcze to widzę – chwilę zatrzymany w locie.

Jarosław Marek Rymkiewicz

Do Lesbii - Jarosław Marek Rymkiewicz

Lawrence Alma-Tadema - Safona i Alcaeus - 1881

Do Lesbii

Cóż z tego, że kochałaś mnie przez sześć tygodni?
Cóż z tego, że kochałem cię przez pięć tygodni?
O wschodząca jak księżyc różowy i siny,
Nie zawdzięczam ci nawet tego porównania.

Jarosław Marek Rymkiewicz

Poeta - Jarosław Marek Rymkiewicz

Zdzisław Beksiński - Face

Poeta

Teraz jestem Kreonem, teraz Antygoną,
A teraz tchórzliwym strażnikiem.
Przebiegły i precyzyjny, z podpisem cenzora,
Niekiedy niejasny, lecz nigdy jak Tejrezjasz,
Niekiedy kradnący bogom ogień, aby przypalić papierosa,
Proponuję kilka spośród wielu konwencji
Do wyboru czytającego.

Jestem dziecięciem epoki,
Lecz twarz moja przed wami starannie zakryta.
W piersi stuk wieloznaczny
I w promieniu źrenicy przerażona ćma.

Jarosław Marek Rymkiewicz