Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Heym Georg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Heym Georg. Pokaż wszystkie posty

Zima - Georg Heym

Zima
Roman Kochanowski - Pejzaż zimowy

Niebieskie śniegi leżą na równinie,
Co w zimie rośnie. Drogowskazów rzędy
Wskazują horyzontów liliowe milczenie
Tym samym gestem wyciągniętej ręki.

Tu spotykają się w dążeniu ku nicości
Cztery gościńce. Niskie drzewa stoją
Jak żebrak nagie. Czerwone jagody
Błyszczą ponuro jak jego złe oko.

Drogi przystają i z gałęzi gwarzą.
Potem wędrują dalej w samotności
Na północ i południe, wschód i zachód,
Gdzie blado świeci krótki dzień zimowy.

Wysoki koszyk z plecionki spękanej
Pozostał na zagonie od letniego żniwa.
Z brodą srebrzystą, żołnierz, co po walce
I dniu gorącym wartę zmarłych trzyma.

Już śnieg bieleje i krótki dzień mija.
Słoneczny oddech po niebiosach błądzi,
Stąd lód, co gładkie kałuże przykrywa,
Pali się złotym ogniem z biegiem drogi.

Georg Heym
przełożył Andrzej Lam

Tancerka w gemmie - Georg Heym

Tancerka w gemmie

Zamknięta dawno w okrągłym kamieniu
Z żałobnym drzewem i rzadką gałęzią,
Jeszcze owija wokół szyi welon
I kroczy w lekkim tańcu, w cichym święcie.

Wciąż dalej, gdzie już bogowie pomarli,
Nad wyspy, wokół których się rozciąga
Ogromne morze pod sennym obłokiem,
A o brzeg bije fala bełkocząca.

Kiedyś tu szedł Orfeusz. Czuła jego kroki
Wąwozem w dół idące ku cichej przestrzeni,
Gdzie leżała w sitowiu wraz z wełnistą trzodą.
Lecz tylko w dali rozbrzmiewał flet boga

Nad szmaragdową ciszą martwych pastwisk,
Co tak samotnie śpiewał swoje smutki
Szarym sklepieniom i niósł się na łąki,
Gdzie leżały zwierzęta z opuszczonym rogiem.

Georg Heym
przełożył Andrzej Lam

Umbra vitae - Georg Heym

Umbra vitae

Wszystko jest puste, jest maską pośmiertną,
Która się tłucze i nic nie ma w środku.
Ni tchu, ni krwi, czerepy tylko dźwięczą.
I wielki pająk przędzie nić stokrotną.

Głuche jak lochy biegną korytarze,
Wędrowiec próżno szuka zbawczej lampy,
I tylko z góry zamajaczy czasem
W ponurej ciszy promyk światła blady.

I coraz ciemniej miasta napierają,
Pełne izb niskich i komórek ciasnych.
I nieba śmierci pochmurną nawałą
Wiszą wokoło krańców ulic martwych.

Głuchy i stojąc w zbutwiałym powietrzu
Kurczy się świat, co grobów już nie mieści,
Wsparte o groby leżą ciemne wieńce
Od tych, co przyszli tu pełni boleści.

Tutaj na klombie były kiedyś kwiaty,
Co zwiędły potem, bo ich czas pomarniał.
Za nimi pola, gdzie poschnęły trawy,
I wiatry na nich uwiły swe gniazda.

Opustoszałe mosty widać w dali
I rzeka płynie do późnego kresu.
Rybak sieć ciągnie w kierunku przystani,
Co dawno stoi na umarłym brzegu.

Georg Heym
przełożył Andrzej Lam

Noc - Georg Heym

Józef Pankiewicz - Dorożka w nocy - 1890
Noc

Zawisły nisko szare chmury nieba,
W nich krótki, żółty błysk, upiorny,
Błądzi i znika, obok wzdłuż wybrzeża
Rząd starych domów, krzywych, stromych,

Smutno się chyli. I wciąż szumi deszcz
W ulicach pustych i krętych zaułkach.
Daleko w mroku głosy. - Cisza głucha.
I tylko szumi wciąż i szumi gęsty deszcz.

Nad wodą, w świetle mokrych lamp ulicznych,
Ktoś szybkim krokiem czasem jeszcze przemknie,
W ulewie, ze wciśniętym kapeluszem.

I parę rozsypanych światełek, nielicznych,
Wśród ciemnych domów. A prąd płynie wiecznie
W dole pod mostem, dalej w mroczną głuszę.

Georg Heym
przełożył Andrzej Lam

Hildegardzie K. - Georg Heym



Hildegardzie K.

Twoje rzęsy, długie takie,
Twoich oczu ciemne wody,
Pozwól w nich zatonąć,
Pozwól zapaść w głębię.

Górnik zniża się do szybu
I płomykiem lampki miga
Ponad kruszcu bramą,
Przy wysokiej ścianie cienia.

Patrz, ja na dół schodzę,
By zapomnieć w twoim łonie,
Od burz z dala, co grzmią w górze,
Światła, męki, trudów dnia.

Na polach wyrasta,
Gdzie zbożem upojony stoi wiatr,
Cierń wysoki, jakby chory
Ku błękitom nieba.

Daj mi rękę,
Niechaj razem wyrastamy
Wiatrom na ofiarę,
Lot samotnych ptaków.

Słuchajmy w lecie
Organów mdłych burz,
Pławmy się w jesiennym świetle,
Na błękitnych brzegu dni.

Czasem sobie przystaniemy
Przy krawędzi czarnej studni,
By głęboko patrzeć w ciszę
I miłości szukać śladów.

Lub wyjdziemy kiedyś
Z cienia lasów pozłocistych
W blask wieczornej zorzy,
Co twe czoło miękko pieści.

Smutku boski,
Milcz wobec miłości wiecznej,
Podnieś w górę dzban,
Aby wypić sen.

Stanąć raz na krańcu ziemi,
Gdzie morze w złocistych plamach
Napływa już spokojnie
Do zatoki wrześniowej.

Wypocząć w górze
W domu kwiatów spragnionych,
Gdy spada sponad skał
Wiatr i śpiewa i drży.

Ale z topoli,
Co w wieczny błękit się wznosi,
Spada już liść brązowy,
Na plecach twoich spoczywa.

Georg Heym
Przełożył Andrzej Lam

PS. Dziękuję:)