Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zych Jan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zych Jan. Pokaż wszystkie posty

Tobie mówić - Jan Zych

Caroline Wening
Tobie mówić

Są chwile o świcie jak jabłka rumiane.
Południe jak złota gotycka lawina.
A potem wieczór ścieżki dnia splątane
księżycowym sierpem przecina.

Wciąż stukot serca, wciąż dni odpływ,
i nawet nie wiem, ile mi zostało,
żeby Tobie mówić pierwsze dzień dobry
i Tobie ostatnie dobranoc.

Że się troski nauczyć nie można,
wiedziałem - lecz dziś więcej wiem:
kiedy nadciąga rzeka snu powolna,
pod powiekami Cię unosić w sen...

Tyle gwiazd i jabłek pod ręką -
wszystkie dla Ciebie. A jeszcze chciałbym łąką
razem iść na wiosenne święto
wniebowstąpienia skowronków.

Dla Ciebie słowa prowadzić w złote wesele pieśni.
Dla Ciebie żyć i nie umierać.
Z Tobą patrzeć, jak kluczem dzikich gęsi
jesień się otwiera.

I niech w roku będą tylko same lipce,
z płonących lipców lata całe.
Bo kocham Cię. Jak Cygan skrzypce.
Jak zima dzwonki białe.

Jan Zych

Mikroliryka - Jan Zych

Mikroliryka

To są drzwi bez wyjścia. Otwarte jak powietrze dla krzyku.
Tylko, żeby wejść - wrócić już nie można.
Nie wraca się do rzeki.

Po złotych progach jesieni
zwierzęta i drzewa schodzą do jednego morza.
Podobno są - ale gdzie? - prawdziwe brzegi.

W cierpliwości jestem kruchy brat kamienia.
Na tej ziemi, najpiękniejszym słoneczniku,
po mnie i po tobie przejdą traw pokolenia.

Jan Zych

Próba opisu - Jan Zych

Jonathan Greem
Próba opisu

Mieszkam po drugiej stronie dnia,
po drugiej stronie morza i nieba.
Tak daleko, że moja gwiazda wieczorna
jest twoją gwiazdą zaranną.
Posłuchaj, ile w powietrzu złota:
rok cały dla pszczół otwarty
jak kwitnący słonecznik.
Palmy, zielone koguty krajobrazu,
wychodzą na niebo, zanim słońce wstanie.
Tu przez cały rok niedziele są palmowe,
i więcej widziałem węży niż jabłoni
w przyrody dzikim kościele,
w tropikalnym baroku.
A mieszkam blisko, moim dniom
twój oddech towarzyszy nieustannie.

Jan Zych

Wiersze coraz mniejsze - Jan Zych

* * *

Wiersze coraz mniejsze,
jak skurcz serca,
jak westchnienie,
gdzie coś nie rymuje się z niczym,
aż wreszcie
zacznę pisać wiersze białe
jak śnieg,
jak pusta kartka.

Jan Zych

Wyprowadziłbym się z siebie - Jan Zych

***

Wyprowadziłbym się z siebie
i zamieszkał na uboczu,
w jakimś kątku - jeszcze nie wiem -
niedaleko twoich oczu.

Jan Zych

Twoje i moje - Jan Zych

Twoje i moje
Pamięć o tobie zawsze jak amulet noszę.
Pod twoją nieobecność biorę długie lekcje czasu.
Chciałbym być blisko jak powietrze na twoje zawołanie.
Ze smutkiem sobie poradzę, radością nie mam się z kim podzielić.
Twoje słońce mi bardziej potrzebne niż moje.

Jan Zych

Pytanie półretoryczne - Jan Zych

Pytanie półretoryczne

Wy, co znaleźć jamb umiecie
rozgryzając każdy wiersz,
pieśni znacie każde włókno,
do was zwracam się, powiedzcie:
jakim metrum ćwierka świerszcz,
gdy mu smutno?

Jan Zych

Układ serdeczny - Jan Zych

Układ serdeczny
Jeśli wyruszysz kiedyś do Itaki,
módl się, ażebyś drogę miał daleką.

(Konstantinos Kawafis)
Aleksandr Volkov
Świat był kiedyś mniejszy, sprawdzony.
Mieściłem się w nim jak ptak w gnieździe.
Poznawałem od zielonej strony
słów dorzeczność i dosłowność rzeczy.
O dni lata sprzed lat, gdzie jesteście?

Wierzyłem, że gdyby coś mi się stało,
pies znacząco by w domu zaszczekał.
Tego psa już nie ma, nowy mnie nie pozna,
nie wybiegnie na drogę z daleka.

Teraz w domu-wędrówce, w tym domu-przejeździe
co dzień stary testament układam do nowa
i rosną we mnie przestrzenie
z wielkim lasem dla echa.

Ile tu już lat w tym mieście?
Rano, jeszcze niosąc resztki snu na powiekach,
słyszę dzwony,
czasem dzwonków u sań dalekie wołanie.
Dzwonią: Alicjo, Alicjo. Przez twoje dłonie
linia mojego życia biegnie.

Widziałem cię nad morzem Czarnym
i w południe słoneczne w Tracji
w takiej ciszy, jakby Orfeusz dopiero przechodził
w nie zapisane jeszcze mitologie.
Wtedy spojrzałem za siebie.
Ile rysów mamy wspólnych?
Ty masz moje a ja twoje zmarszczki.

Co mi zostało? Co mnie obchodzi?
Obchodzą mnie drogi, czerwone krople krwi.

Jan Zych

Fantastyczne ogrody - Jan Zych

Ando Hiroshige - Maids In A Snow-covered Garden
Fantastyczne ogrody

Przez sen, jak most zwodzony, wyszedłem poza bramę
i jak u Hiroszige zobaczyłem niebo,
fantastyczne ogrody gorączką odmykane,
krajobrazy, do których paszportu nie trzeba.

Sosny były z igiełek zielonego mrozu.
Na wędrownych górach obłoki się pasły.
Dobrze mi tam było. I byłbym nie poznał,
że to kraj neutralny i bardzo niejasny.

Inne drogi umarłym, żywym inne drogi.
Tam widziałem ich razem. Wszystko zrozumiałem,
gdym zobaczył dziewczynę, którą spotkać mogę
tylko na granicy między prawem a prawem.

Rozpłynęły się sosny i obłoki pogasły,
a doliny stanęły w przezroczystych płomieniach
i zaczęło walkę z japońskim malarstwem
malarstwo meksykańskie, z żelaza i pragnienia.

Ktoś zatrzasnął ogrody i wyciągnął klucze,
a wierny pies zostawiony w koszyku z moich żeber,
który wył rozpaczliwie pod moją nieobecność,
uspokoił się wreszcie, kiedym wrócił do siebie.

Jan Zych

Boli mnie - więc jestem - Jan Zych

***

Boli mnie - więc jestem.
W tym pustym miejscu koło mnie
Twoje rysy znaczyłem jak szkło diamentem,
żeby każdy skręt powietrza przed Toba się otwierał.
Ty jedna poruszać się tu możesz swobodnie
nie kalecząc mnie ani siebie.

Ja wiem, że są na pewno po drugiej stronie lustra
zegary wskazujące pochylenie czoła.
Ale Ty o nich, piękna, nic nie wiesz.

Chwile kruche, do złudzenia tak podobne!
Ciągle patrząc nie widzimy, jak płowieją nasze oczy.
Lepiej zostać mi było na lipcowej drodze
sprzed tysiąca i ani jednej naszej nocy.

Jan Zych

Kantata - Jan Zych



Kantata

Śniły mi się ptaki bez nieba...
Śniły mi się konie bez ziemi...

Tu żadnej pory roku oprócz zimy nie ma,
tu miejsce na labirynt i na głowę kamień,
obcy mur z obcym murem graniczy,
na łodyżce podwórka więdnie lniany kwiatek nieba.

A oni tam zboże sieją,
senne siano się zwozi w sienie otwarte na oścież.
Tam lato ze złotym berłem przechodzi.

Jeszcze z daleka samego Królestwa
świeci ostatnie jabłko na jabłoni...

Tu miejsce na labirynt i na głowę kamień,
i nikt nie krzyknie nawet, kiedy upadnę w zgiełku zmotoryzowanym.
Jak resztki lodu sprząta się przed wiosną - obcego człowieka podniosą.
Zbiegną się nagle wszystkie strony i pory roku będą równocześnie.

Wszystkie chwile uderzą naraz do serca
i spór będą wiodły, do której z nich należę.
I niech to będzie spowiedź, ale bez rozgrzeszenia.
Nie chcę, by okradano mnie z mojego życia.

Jan Zych

Spojrzenie - Jan Zych

Spojrzenie

Widzę z góry, z bezchmurnego nieba,
jak mrowiska świateł zapalają się nocą.
A wystarczy przymknąć powieki:
wschodzi znajome światło łubinów
i lipy stają w złotym cieniu pszczół.
Pszczoły zaprowadzą cię do Czarnolasu.

Samolot się przechylił.
I świecą z dwu stron konstelacje.
Po jednej spokojna cierpliwa;
w drugiej wyścig, połykanie czasu.

Wszystkie drogi w pośpiechu uciekają nagle.
Ziemia.
Jakże mnie boleśnie mało
dla tych wszystkich dróg.

Jan Zych

Do domu - Jan Zych

Do domu

Tam jest wszystko piękniejsze.
I obłoki, i wiersze,
i tak rzeka, gdy płynie,

nawet w letnim poranku
białe chmurki rumianków
na polanie pod lasem.

A wieczorem - wieczorem
gwiazda błyska nad borem,
czas muzyki nastaje.

Skrzypiec dotknąć wystarczy:
wyjdzie księżyc, zatańczy,
dobry pasterz słowików.

Zostawiłem pod płotem
siedemnaście stokrotek;
muszę sprawdzić, czy kwitną.

Drobne kwiaty przy domu
niepotrzebne nikomu,
ale radość z nich pszczołom.

Ten wiersz daję ci w ręce
i nie pytaj mnie więcej,
po co wracam do domu.

Jan Zych

Dopóki cię szukam, jeszcze jesteś... - Jan Zych

***

Dopóki cię szukam, jeszcze jesteś.
Kiedy nie będzie maków, łubinów, piwonii,
kiedy żadna róża róży nie przypomni,
kiedy nie będzie ławek ani ścieżek,
kiedy pies nie zaszczeka już w żadnym ogrodzie,
kiedy nie będzie lip kwitnących w czerwcu,
kiedy oczy moje będą tak daleko,
że ich nie zaskoczy żadne podobieństwo,
kiedy jasne okna będą tylko ciemnieć
na znak, że gaśnie ostatnia myśl o tobie,
kiedy już wszystko taka mgła zasłoni,
że żaden kształt w pamięci kształtu już nie wspomni,
kiedy z jasnością tak się zamknę w sobie,
że już mi nawet powietrze nie przypomni powietrza,
dopiero wtedy...

Jan Zych

W sprawie zapominania - Jan Zych


W sprawie zapominania

Są w jednym domu drewniane schody;
możesz je spalić,
muzyków upić winem i miodem,
żeby nie grali.

Możesz zaorać wąziutkie ścieżki
o zmierzchu siwym,
ażeby wyrósł łubin niebieski
albo pokrzywy.

Cały dom w pustkę przemienić możesz,
zasadzić głogi,
aby nie było o żadnej porze
powrotnej drogi.

Ale nie można odsunąć wspomnień
jak lampkę wina.
Ten co powtarza co dzień "zapomnę",
nie zapomina.

Zielem zarosną ścieżki, lecz pamięć
- nie ma ratunku -
pamięć powróci tymi schodkami
do pocałunku.

Jan Zych

Autoportret ze światłem - Jan Zych

Autoportret ze światłem

Ja, który nie umiem uwierzyć, że po śmierci
obudzę się jak rano po drugiej stronie snu,
podziwiam barokowe jabłonie i gotyckie świerki.
Gdzie się zatrzymam? Może tam. Może tu.

Śmiej się z radości. Śmiej się ze wszystkiego.
Może nawet nie będzie zaproszenia do jesieni,
kiedy runie błękitne skowronkowe drzewo
i o metr się pogłębi przywiązanie do ziemi.

Więc radość, że przez dni jak przez pokoje przechodnie mogę nieść
osłaniając dłonią malutki płomyczek łubinu
i prosić: ty jedyna bądź mi wierna jak śmierć –
tylko ona, kiedy przyjdzie, już nie mija.

Jan Zych

Gdziekolwiek - Jan Zych


Gdziekolwiek

Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek się stanie,
będą miejsca w książkach i miejsca przy stole,
kasztan, kiedy kwitnie lub owoc otwiera,
będą drzewa, ulice, ktoś nagle zawoła,
ktoś do drzwi zapuka i pamięć przyniesie
z kwiatem, z godziną, z kolorem,
wciąż będzie początek, bo wszędzie są mosty
prawdziwe jak powietrze ode mnie do ciebie,
gdziekolwiek będę, cokolwiek się stanie.

Jan Zych

Zaproszenie - Jan Zych

Zaproszenie

Mówiłem: pojedź ze mną, to niedaleko.

A prosiłem naprawdę: wejdź i zamieszkaj
jeszcze w moim dzieciństwie,
weź ten dar - z pamięci.

Pokażę ci drogi, które z ludźmi odeszły.
Ja wziąłem tylko opuszczone echo.
 
Pokażę ci w powietrzu miejsca
przecięte jaskółczym śmignięciem.

Jan Zych

Elegia łemkowska - Jan Zych


Elegia łemkowska
Oj miły pisonki, de ja was podiju?
Pidu do lisoczku i tam was rozsiju,
Budut tam diwczata na trawu choditi,
Budut spiwanoczki moij znachoditi.

(z piosenki łemkowskiej)
Okołycia krasna, derewa zełenijut sia,
a ludej ne widno.
( z bajki łemkowskiej)
Piękna okolica. Zielenią się drzewa.
Kwitną tylko sobie. Owoce spadają.
Ktoś miał tu zaśpiewać, ale nikt nie śpiewa.
Ścieżki zapomniały, gdzie prowadzić mają.

Stoi studnia w środku seła.
Żuraw z niej nie pije.
Las się dziewcząt nie doczekał -
przez zagony, wprost, na przełaj
schodzi z gór ku wioskom.

Okołycia krasna, zełenijut sia derewa.
Tu po rusku dzwoniły obłąkane dzwony.
Na progu domów spalonych
jaszczurka się wygrzewa.
Już dziesięć koron przybyło
pierwszym polnym sosnom.

Płynęło wino z Węgier dukielską przełęczą,
coś tam kapło i ruskim świętym,
ale ruski Pan Bóg - nie żarty,
nie pomogły wykrety,
więc pokornie od wieków klęczą
wystrojeni jak za dobrych lat
po cerkwiach nieprzytomnie pstrokatych.

Wilcze tropy dookoła, dzików slad,
a po cerkwiach chodzi deszcz i wiatr,
lecz nie żegna się po trzykroć i nie modli -
i smutni są święci i bardzo samotni.

Mógłbym zagrać im na skrzypcach albo na flecie,
ale nie znam greckich melodii.

Ruski święty, ruski anioł.
Za daleko z tej ziemi do nieba.
Bóg ich nie ma w swej opiece,
gdy im człowiek pomóc nie chce -
a z cerkiewek nie odlecą,
choć drewniane skrzydła mają.

Piękna okolica. Zielenią się drzewa.
Czasem wóz zaskrzypi nocą, znajomo zaśpiewa,
a potem błyskają siekiery, topory,
i lecą anioły, i trzeszczą ikony.
Wełyki Hospody Boże!

Jan Zych

Chiński wiersz - Jan Zych

Chiński wiersz

Płynę łódką, którą jechał Li Tai Po.
Na wodzie księżyc wciąż ten sam,
po który on się wychylił
na samo dno.

Czytam o wojnach, o winie, o rozstaniach.
O słonecznikach myślę, jak zesłaniec z Elan.
Przed tysiącem lat
wszystko było już znane.

Piękny to, ale smutny żart,
że mieliśmy gwiazdy te same.

Jan Zych
Dziękuję:)