Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cwietajewa Marina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cwietajewa Marina. Pokaż wszystkie posty

Marina Cwietajewa - Śniąc o innym, nie o takim

Śniąc o innym, nie o takim
AI 2024

z cyklu "Wiersze dla sieroty"

7

Śniąc o innym, nie o takim,
Nieodkrytym niczym skarb,
Krok za krokiem, mam za makiem - 
Pościnałam cały sad.

Tak też kiedyś, pod jabłonią,
W dzień suchy i letni,
Śmierć też ręką roztargnioną
Głowę moją - zetni.

5-6 września 1936

Marina Cwietajewa
tłum. Joanna Salamon

I z prawej i z lewej - Marina Cwietajewa

Iwan Kramski
***

I z prawej, i z lewej
Krwawe zasiewy,
I każda rana:
- Mamo!

Wszyscy rzędem leżą -
Obok siebie chłopcy.
Popatrzeć: żołnierze.
Kto tu swój, kto obcy?

Biały był - czerwonym został:
Krew zarumieniła.
Czerwony był - białym został:
Śmierć go wybieliła.

Marina Cwietajewa
przekład (?)

Poeta - Marina Cwietajewa

Poeta

I.
Poeta – z daleka prowadzi słowo.
Poetę – daleko prowadzi słowo.
Planetami, omenami… okrężnych
Przypowieści tropami… Pomiędzy nie i tak
On – nawet rzuciwszy z wieży
Łuk zatoczy… Albowiem komet szlak

Charles Sims - Titania's Awakening
Poety szlakiem. Zagubione ogniwa w pasmie
Łańcucha przyczyn – co trud jego ognia wart!
Śmiało – wzwyż! Poetyckich zaćmień
Nie wyczytasz z kalendarza kart.

On jest tym, który miesza szyki,
Miary, wagi - wywodzi z nieb,
On jest tym pytającym chłopczykiem,
który Kanta bije na łeb.

On w Bastylii kamiennym grobie –
Jest jak w przepychu swym kwiat.
Jest tym, czyich śladów nie wytropi,
Tym pociągiem, na który świat
Spóźnia się zawsze…

- albowiem komet szlak –

Poety szlakiem: rwąc, a nie głaszcząc,
Żgąc, a nie grzejąc – włam i zwiad –
Twojej drogi krzywej, grzywiastej,
Nie wyczytasz z kalendarza kart!

II.
Są na świecie nadliczbowi, niepotrzebni,
Nie objęci widnokręgu kołem,
Nie wpisani wcale w wasze księgi,
Dla nich kloaka domem.

Są na świecie czczy, zahukani,
Niemi – nawóz – ich imię,
Są gwoździem – dla waszych jedwabi!
Spod kół błoto brzydzi się nimi!

Są na świecie pozorni, widmowi:
(Trąd wychyla się spoza ich grzbietów!)
Są Hiobowie, którzy Hiobowi
Zazdrościliby – gdyby poetów

I pariasów – rymem tylko złączyła mowa,
Lecz my, poza brzegi wezbrani,
Z boginiami walczymy o Boga
I o Dziewicę z bogami!

III.
Cóż zrobić mogę ślepa i sama,
W świecie, gdzie każdy ma ojca i wzrok,
Gdzie po klątwach stąpa się jak po zwałach
Uniesień! gdzie katarem zowie się szloch!

Cóż zrobić mogę z ducha i kości
Śpiewna! – jak druty! jak Sybir! jak wiatr!
Po opętaniach swych jak po moście!
Z ich nieważkością, w świecie wag.

Cóż może pieśniarz o najczystszym głosie
W świecie, gdzie szarość czerń udaje i żar!
Gdzie natchnienie przechowuje się w termosie
Z tą niewymiernością
W świecie miar?

Marina Cwietajewa
przełożyła Joanna Salamon

Włosów mych złote przędziwo - Marina Cwietajewa

***

Włosów mych złote przędziwo
Siwizną przeplata się jasną.
Nie żałujcie: wszystko się spełniło,
Wszystko w piersi stopiło i – zgasło.

Zgasło – cała dal się wtopiła
W jęk kominów i trąb jęk święty.
Panie! Dusza się spełniła –
Zamysł twój najbardziej niepojęty.

Marina Cwietajewa
przełożyła Joanna Salamon

Z cyklu "Drzewa" (Zwątpiłam w żywych) - Marina Cwietajewa

Z cyklu "Drzewa"

Zwątpiłam w żywych,
I nie zwiodą mnie czary kruche.
We wrzosy sędziwe,
W srebrno lśniącą posuchę.

- Niech mego cienia –
Trębacze wszem głoszą chwałę! –
We wrzosy-zrzeczenia,
We wrzosy-potoki przebrzmiałe.

Wrzosie wiekowy!
Poroście na nagim kamieniu!
Upewniona, że trwamy
W podobnym osieroceniu,

Zrzucam bez drżenia
Złotogłowiu strzępy złociste -
We wrzosy-zniszczenia,
We wrzosy-strumienie wyschłe.

Życie: przyjaźni szczęśliwej
Dwujednia i ból jej zwyrodnień.
Jest suche i siwe
(Bo surowy jest nasz Przewodnik),

Wzwyż, gdzie piękniejszy
Od Dawida jarzębin jest pożar!
We wrzosy-siwizny,
We wrzosy-suche już morza.

Marina Cwietajewa
przełożyła Joanna Salamon

Snadź nie sądzone, by silny z silnym - Marina Cwietajewa

***

Snadź nie sądzone, by silny z silnym
Mogli przez świat ten pospołu przejść.
Tak rozminęli się Zygfryd z Brunhildą,
Mieczem przeciąwszy małżeństwa więź.

Nienawiścią wzajemną zbratani
- Jak bawoły! – na skałę – skała.
Z łoża ślubnego odszedł nie poznany,
I męża nie znając – spała.

Osobno – nawet na łożu godowym –
Osobno – nawet gdy zwarci w pięść –
Osobno – nawet gdy w znaku liczbowym –
Późno, osobno – to nasza więź!

Ale jeszcze dawniejsze krzywdy
Są: amazonkę jak lew stłamsiwszy –
Tak rozminęli się: syn Tetydy
Z córą Aresa: Achilles z mężną
Pantesileją.

O, wspomnij! – już z dołu
Spojrzenie jej! Powalonej, lecz chyżej
Spojrzenie! już nie z Olimpu – z bajora
Spojrzenie – a jednak wciąż z wyżyn!

Cóż z tego, że odtąd za cel uznał główny:
Jako żonę ją wyrwać z Hadesu mgły.
Snadź nie sądzone, by równy – z równym…
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Tak rozmijamy się – my.

Marina Cwietajewa
przełożyła Joanna Salamon

W czarnym niebie słów kilka świeci - Marina Cwietajewa

***

W czarnym niebie - słów kilka świeci –
I nic już oczom z piękności…
I nie drżymy przed łożem śmierci,
I nie śnimy o łożu miłości,

W pocie – piszący, w pocie – orzący!
Bliższe są nam inne uniesienia,
Lekki płomień nad czołem tańczący –
Tchnienie – natchnienia!

Marina Cwietajewa
przełożyła Joanna Salamon

Żebyś nie mógł mnie wypatrzeć... - Marina Cwietajewa

***

Żebyś nie mógł mnie wypatrzeć
W życiu – mocny, niewidzialny
Częstokół wznieść muszę.

Wiciokrzewem opaszę,
Śreżogą oprószę.

Żebyś nie mógł mnie usłyszeć
W nocy – staruch mądrość wyższą,
Skrytość - nabyć muszę.

Szmerami się opaszę,
Szelestami oprószę.

Żebyś we mnie zbyt przemożnie
Nie kwitł – w gąszczu: pośród książek
Żywcem zawieruszę:

Rojeniami opaszę,
Ułudami oprószę.

Marina Cwietajewa
przełożyła Joanna Salamon

Żytom rosyjskim ślę pokłon... - Marina Cwietajewa

***

Żytom rosyjskim ślę pokłon,
Polu, gdzie baba twarz ocienia.
Miły! Deszcze za moim oknem,
W sercu ruiny, rojenia…

Jesteś w piosence deszczów i strat
Tym – kim – dla heksametru Homer.
Podaj dłoń – na cały tamten świat!
Na tym – zajęte mam obie.

Marina Cwietajewa
przełożyła Joanna Salamon

Ojcom - Marina Cwietajewa

Ojcom

Pokoleniu w bzów tchnieniu
I w Kremlu wielkanocnym,
Mój pokłon pokoleniu –
Po kolana w grobowcu,

A skronią wciąż – w gwiazd światłach!
Wam, gdy najciszej w uszach –
Jak o trzcinę wiatr zakołata –
Oznajmiającym: dusza!

Którzy tylko duszę unieśli
Z bogactw rodowych i włości,
Wam, moim starszym współczesnym –
Bez braterstw i bez równości,

Rękę przyjazną i godną,
Jak dzban wina - gestem gorącym
Gruzin! – a do swych wrogów –
Obydwie - wyciągającym!

Nie syreny – bzów tchnienie!
Was wciągało do grot.
Pokolenie – z dążeniem!
Z ciążeniem wciąż – od

Ziemi, nad ziemię – ku niebu,
Precz od czerwia i pnia!
Pokolenie – bez gleby,
Ale z taką do dna –

Dniska – ziejącą otchłanią,
Że w zapadłych orbitach,
Postać łaskawej Pani
Jak żywa wykwita,

Pokolenie, gdzie jaśniał
Pięknem – kto znał żar mąk!
Pokolenie! – To z was – ja!
Odbić lustrzanych ciąg.

Z was – i ciałem, i duchem,
I dla mądrości czcią,
I pogardą dla kruchej
Szaty – mrącej wraz z krwią!

Wy – dziecku, co tutaj poetą
Z woli losu musiało być,
Poza brzęczącą monetą
Wszystko – kazaliście czcić.

Poza bogiem Baalem –
Bogów wszystkich czasów i ziem.
Pokolenie przegrane –
Swój pokłon wieczysty wam ślę!

Wam, którzy to Niebywałe
Potrafiliście tutaj – być.
Wam – pośród hucznego balu
Umiejącym kochać i czcić!

Aż do godzin swych końca
Wpatrzonym w gwiazdę ognistą –
Raso już odchodząca,
Dziękuję za wszystko!

Marina Cwietajewa
przełożyła Joanna Salamon

Śniąc o innym, nie o takim... - Marina Cwietajewa

***

Śniąc o innym, nie o takim,
Nieodkrytym niczym skarb,
Krok za krokiem, mak za makiem –
Pościnałam cały sad.

Tak też kiedyś, pod jabłonią,
W dzień suchy i letni,
Śmierć też ręką roztargnioną
Głowę moją zetnie.

Marina Cwietajewa
przełożyła Joanna Salamon

Idziesz jak ja kiedyś z bramy - Marina Cwietajewa

***

Idziesz jak ja kiedyś z bramy,
oczy zwrócone masz w bok.
I ja je spuszczałam tak samo!
Przechodniu! Ach, wstrzymaj krok.

Przeczytaj kurzyślep rwąc gminny
i maku zrywając kwiat,
że mnie nazywano Mariną
i ile przeżyłam lat.

I nie myśl, że to mogiła,
że wstanę — nie wolno rwać!
Jam nazbyt sama lubiła,
gdy nie wypada, się śmiać.

I włosy trefiłam co dnia,
i serca walił mi tłok.
Jam także była, przechodniu!
Przechodniu! Ach, wstrzymaj krok.

I na co mi wieczność cała,
na co złożono mnie w grób?
Jam tak do ziemi nie chciała
iść z ziemi najdroższej dróg!

Zerwij łodyżkę tę młodą,
poziomkę tę do ust włóż,
ponad cmentarną jagodę
nic nie ma słodszego już.

Lecz nie stój tak nieprzytomnie
z głową zwieszoną — bez słów.
Na chwilę podumaj o mnie ,
za chwilę zapomnij znów.

Jak kładzie się na twej twarzy
promieni złocistych kłos...
— I niechaj cię nie przeraża
spod ziemi brzmiący mój głos!

Marina Cwietajewa
przełożył K.A. Jaworski

Z tkliwością - bo po kryjomu - Marina Cwietajewa

Marchesa Casati
***

Z tkliwością - bo po kryjomu
Wszystkich porzucę jutro -
Czule rozmyślam komu
Zostawię me wilcze futro,

Komu - mój pled prześwietny
I z chartem cienką laskę,
Komu me bransolety
Z turkusów cennym blaskiem...

Wszystkie notatki i kwiaty
Zachować - nie w mojej mocy...
I ciebie, mój rymie bogaty,
I ciebie, ostatnia nocy!

Marina Cwietajewa
przekład (?)

Podoba mi się, że Pan na mnie nie jest chory - Marina Cwietajewa



***

Podoba mi się, że Pan na mnie nie jest chory,
Podoba mi się, że na Pana nie choruję,
Że nigdy ziemski glob stabilnej swej podpory
Spod naszych nóg znienacka nie usunie.
Podoba mi się także, że śmieszną być można,
wręcz rozpuszczoną - a nie bawić się słowami,
I nie czerwienieć falą dławiącą przemożnie,
zetknąwszy się przypadkiem rękawami.

Podoba mi się jeszcze, że przy mnie Pan może
Spokojnie całkiem inną czule obejmować
I że w piekielnym ogniu nie każesz mi gorzeć,
Gdy to nie Pana zechcę pocałować.
Że imię moje zwiewne, mój Ty delikatny,
Nigdy przez Pana nie jest brane nadaremno,
I że w cerkiewnej ciszy nawet w dzień ostatni
Ty "Alleluja!" nie usłyszysz ze mną.

Dziękuję Panu za to i sercem i dłońmi,
Że choć nie znasz mnie wcale - miłość Twa gorąca,
Że cichy spokój czuję wśród nocy ogromnej,
Za spotkań sporadyczność o zachodzie słońca,
Za nasze pod Księżycem nie-amory,
Że nie nad nami niebo wstaje z rana,
Za to że Pan jest - Och! - nie na mnie chory,
Za to, że - Och! - tak cierpię nie przez Pana.

Marina Cwietajewa
przekład (?)

Już czas - Marina Cwietajewa

***

Już czas zmieniać korale
Już czas zmieniać słownik,
Już czas gasić latarnie
Nad drzwiami…

Marina Cwietajewa

Godzina duszy - 3 - Marina Cwietajewa

Godzina duszy

3.
Godzina Duszy jest, i łuny,
Sowy godzina, księżyca, mgły –
Godzina Duszy – tak jak struny
Dawidowej poprzez sny
Saulowe... Niech w tej godzinie drży
Marność! Niechaj rumieńce zmyje!
Godziny Duszy są, i grozy,
Dziecko, godziny owe – moje.
Godzina skrytych tonów
Niskich – Tamy spuść!
Zadawnienia wyszły z załomów
I niedopowiedzenia – z ust!
Zasłony z oczu! Wszystkie ślady –
Wstecz! To, co na liniach nut żyje –
Nie! Godzina Duszy, tak jak Biedy
Dziecko, godzina owa – bije.
Bieda moja! Duszy kołatka!
Lekarskim nożem cię nazwiemy!
Szarpane nim dzieci skarżą się:
„Matko po co żyjemy?”
Ona zaś, dłońmi uśmierza
Gorączkę: „Leż. – Trud nie zbyteczny”.
Godzina Duszy, tak jak Noża
Dziecko, nóż ów – konieczny!

Marina Cwietajewa
przełożyła Maria Żurowska

Młodość - Marina Cwietajewa

Młodość

Już niedługo z jaskółeczek - w wiedźmy!
Młodości! To rozłąki przeddzień.
Jeszcze stańmy na wietrze nad mostem.
Smagła ty moja! Pociesz siostrę!

Mignij malinową swą spódniczką.
Młodości moja! Moja ty różyczko
Smagła! Zgubo - duszy miła!
Młodości moja! Tańcz, wywijaj!

Śmignij szalem lazurowym, mała
Figlarko moja! Już pofiglowałam
Z tobą! Rozwesel mnie! Smagnij!
Złoteńko moje - żegnaj, skarbie!

Nie bez kozery rękę twoją tulę.
Jak kochanka żegnam ciebie czule,
Wyszarpnięta z piersi mych głębiny -
Młodości moja! - Idź do innych!

Marina Cwietajewa
przekład Joanna Salomon

Dzika wola - Marina Cwietajewa

Kei Acedera - Red Samurai
Dzika wola

Namiętnie kocham takie gry,
Gdzie każdy twardy, każdy zły.
Żeby zmagały się tygrysy
I orły!
I żeby śpiewał hardy głos:
„Tu zguba, a tam kraty moc!”
By noc odparła mi mój cios,
I tylko noc!
Ja pędzę – za mną straż,
Śmieję się – w rękach arkan...
Żeby mnie szarpał, bijąc w twarz
Huragan!
By wszyscy wrogowie – heroje!
By ucztę znaczył krwawy ślad
Żeby na świecie było dwoje:
Ja i świat!

Marina Cwietajewa
przełożyła Maria Żurowska

z cyklu - Przyjaciółka - Marina Cwietajewa

z cyklu - Przyjaciółka

Dwa słońca stygną - Boże, zbaw Twą sługę!
Jedno - na niebie, w mojej piersi - drugie.
Jakże te słońca - tak mi wstyd tej myśli;
Jakże te słońca mąciły mi zmysły!
I już nie ranią - stygną oba słońca!
Pierwsze ostygnie to bardziej gorące.

Marina Cwietajewa
tł. Anatol Stern

Wiersze rodzą się jak gwiazdy... - Marina Cwietajewa

* * *
Wiersze rodzą się jak gwiazdy i jak róże,
Jak klejnoty – o zbędnych w domu blaskach.
A na laury przy peanów wtórze –
Mam odpowiedź: :A skądże mi ta łaska?”

Śpimy – i oto, spod kamiennych tablic,
Niebiański gość o czterech płatkach.
O świecie, pojmij! Sen – objawił – piewcy
Prawo gwiazdy i formułę kwiatka.

Marina Cwietajewa
przełożyła Joanna Salamon