Spoza powiek
W drzewie gwiazdy, obrazy i przewodniki elektryczne rysują
błyskawice. W środku na nieruchomej chmurze tańczące
postaci. Wokół świateł nie potrącając o nie fruwa ręka śpiącego
dziecka.
Na klęczkach mówi pacierz przed ogniskiem. I w nocy,
kiedy wszystko zamienia się w ciemność: to jest wojna.
Miasto, nad którym powygasały dawne promienie: to jest
wojna. Drogą, wspinającą się na dach toczy się łóżko. I głowa
trwa we śnie pełna muzyki dzwonów i marzeń o sławie.
Pierre Reverdy
przełożył Julian Rogoziński
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reverdy Pierre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reverdy Pierre. Pokaż wszystkie posty
Płomienie - Pierre Reverdy
Płomienie
Woda i światło księżyca równo płynęły w oku. Ostatni
przechodnie nocni ciągnęli swój cień po marmurze. Kolor mieszał
się z hałasem.
Z wysokiej krawędzi zbocza stoczyły się sny z błyskawicami.
Spustoszone pola, w których gubią się cienie i koń przesadza
płot z iskier. Wstęga nocy przyczepia się do strzemion
błękitnego jeźdźca.
Nieistniejący tłum wpada na chodnik po drugiej stronie
ulicy, w sam środek blasków muru zmoczonego deszczem, za
którymi uganiają się urojone postacie z afiszów.
Pierre Reverdy
przełożył Julian Rogoziński
Woda i światło księżyca równo płynęły w oku. Ostatni
przechodnie nocni ciągnęli swój cień po marmurze. Kolor mieszał
się z hałasem.
Z wysokiej krawędzi zbocza stoczyły się sny z błyskawicami.
Spustoszone pola, w których gubią się cienie i koń przesadza
płot z iskier. Wstęga nocy przyczepia się do strzemion
błękitnego jeźdźca.
Nieistniejący tłum wpada na chodnik po drugiej stronie
ulicy, w sam środek blasków muru zmoczonego deszczem, za
którymi uganiają się urojone postacie z afiszów.
Pierre Reverdy
przełożył Julian Rogoziński
więcej twórczości:
Reverdy Pierre
Tam albo tam - Pierre Reverdy
![]() |
| Marc Chagall |
Skrzydła uwięzione między zamkniętymi okiennicami. To
olbrzymi ptak wyrywa się do ucieczki albo noc szarpie zawiasy
Wiatr dmie silniej. Nie można ustać pomiędzy murami na
chwiejącej się podłodze i wśród tańczących świeczników Pył
powraca. Słychać modlitwę. Ręce na bruku. Światło się cofa.
I żeby uspokoić myśl oddalającą się w nieznane, opada bardziej
czyste powietrze.
Błyskawica przylega do powierzchni wszystkich mebli
o twardych kantach. I z ciemnych kątów wypływają ożywione
w zwierciadle fale kwiatów.
Pierre Reverdy
przełożył Julian Rogoziński
więcej twórczości:
Reverdy Pierre
Pod ciemnym ptakiem - Pierre Reverdy
Pod ciemnym ptakiem
Niebo otwiera zawsze zachodnie oko, ziejące przepaścią,
w którą rzucają się wszystkie przeznaczenia wielkiej miary
Uginają się firanki przewiązane w środku sznurem mnicha.
Promienie nie mają innego ujścia. Jedyne. Mijanie czasu jest
sprzecznością. I już nie wiadomo, czy to podnosi się ziemia,
wieczór, czy księżyc odrywa się, żeby spojrzeć w inną stronę.
Noc przychodzi walić skrzydłami w zgasłe szyby. Noc jest
wrogiem spokoju śpiących. Wir nocy na horyzoncie snów.
Pierre Reverdy
przełożył Julian Rogoziński
Niebo otwiera zawsze zachodnie oko, ziejące przepaścią,
w którą rzucają się wszystkie przeznaczenia wielkiej miary
Uginają się firanki przewiązane w środku sznurem mnicha.
Promienie nie mają innego ujścia. Jedyne. Mijanie czasu jest
sprzecznością. I już nie wiadomo, czy to podnosi się ziemia,
wieczór, czy księżyc odrywa się, żeby spojrzeć w inną stronę.
Noc przychodzi walić skrzydłami w zgasłe szyby. Noc jest
wrogiem spokoju śpiących. Wir nocy na horyzoncie snów.
Pierre Reverdy
przełożył Julian Rogoziński
więcej twórczości:
Reverdy Pierre
Fetysz - Pierre Reverdy
Fetysz
Mała laleczka, marionetka, maskotka zawieszona w oknie
i szarpana przez wiatr. Deszcz zmoczył jej sukienkę.
Straciły kolor twarz i ręce. Odpadła nóżka. Lecz został
pierścionek a z nim jej potęga.
W zimie stuka w szybę nóżką w niebieskim pantofelku
i tańczy, tańczy z radości i z zimna, by rozgrzać serce - serce
drewnianej kukiełki.
Nocą błagalnie wyciąga ręce do gwiazd.
Pierre Reverdy
przełożył Julian Rogoziński
Mała laleczka, marionetka, maskotka zawieszona w oknie
i szarpana przez wiatr. Deszcz zmoczył jej sukienkę.
Straciły kolor twarz i ręce. Odpadła nóżka. Lecz został
pierścionek a z nim jej potęga.
W zimie stuka w szybę nóżką w niebieskim pantofelku
i tańczy, tańczy z radości i z zimna, by rozgrzać serce - serce
drewnianej kukiełki.
Nocą błagalnie wyciąga ręce do gwiazd.
Pierre Reverdy
przełożył Julian Rogoziński
więcej twórczości:
Reverdy Pierre
Prasowaczka - Pierre Reverdy
Prasowaczka
Pablo Picasso - Prasowaczka
Kiedyś jej ręce tworzyły dwie różowe plamy na olśniewająco białej bieliźnie, którą pracowała. Ale w tym sklepie, gdzie piec jest zawsze zbyt rozgrzany, powoli wyparowała z niej krew. Staje się coraz bledsza i w unoszącej się parze zaledwie ją można dostrzec wśród lśniących fal koronek.
Jej jasne włosy powiewają w powietrzu w puklach promieni i żelazko posuwa się niestrudzenie, wznosząc z bielizny chmury – a wokół stołu jej dusza prasowaczki biegnie
i składa się jak bielizna, nucąc piosenkę – na co nikt nie zwraca uwagi.
Pierre Reverdy
tłum. Julia Hartwig
więcej twórczości:
Reverdy Pierre
Czas mija - Pierre Reverdy
Czas mija
Pierwsza zapalona na niebie gwiazda odbija się już
w szybie chaty. Podróżny udający się w zbyt długą drogę,
gdzie nie będzie kamienia, na którym mógłby usiąść, ani
drzewa, pod którym mógłby się schronić przed zbyt rozległą
nocą i dobiegającym z dala hałasem, uciekał gnany niejasnymi
groźbami strachu.
Nigdy nie znajdował innego schronienia, niż przestrzeń.
Światło przesuwało się powoli coraz niżej, po ramionach
krzyża, po szczycie kalwarii i po zniszczonych schodach
osuwających się w rów na zakręcie, skąd prowadzi w górę
droga. Widział świetlisty ślad kroków innego, który długo
tu przebywał. Tego, który zawsze odchodzi, gdy się na
niego czeka.
Pierre Reverdy
przełożyła Julia Hartwig
Pierwsza zapalona na niebie gwiazda odbija się już
w szybie chaty. Podróżny udający się w zbyt długą drogę,
gdzie nie będzie kamienia, na którym mógłby usiąść, ani
drzewa, pod którym mógłby się schronić przed zbyt rozległą
nocą i dobiegającym z dala hałasem, uciekał gnany niejasnymi
groźbami strachu.
Nigdy nie znajdował innego schronienia, niż przestrzeń.
Światło przesuwało się powoli coraz niżej, po ramionach
krzyża, po szczycie kalwarii i po zniszczonych schodach
osuwających się w rów na zakręcie, skąd prowadzi w górę
droga. Widział świetlisty ślad kroków innego, który długo
tu przebywał. Tego, który zawsze odchodzi, gdy się na
niego czeka.
Pierre Reverdy
przełożyła Julia Hartwig
więcej twórczości:
Reverdy Pierre
Medalion w oprawie - Pierre Reverdy
Medalion w oprawie
Czekając aż zaczną bić dzwony
Biedny człowiek prześladowany i okradziony właśnie umarł.
Umierając
Opróżnił swoje kieszenie i umysł i swoje sine ręce
Wszystko mi zabrano
Nie wiem czy sam oddałem czy mi to zabrano
Biedny człowiek
Jest tam wyciągnięty na cienkim sienniku z liści platana
Stygnie
Nie ma nóg
Jego oczy są jak lampy i widać go z podwórza przez okno
Nieszczęsna ludzka twarz z jej wieczną skruchą
Odwracał się żeby ugryźć
Unikał najlepszych przyjaciół żeby ich ugryźć
Sprzedawał kiedyś stare sukna w żydowskiej dzielnicy i kładł się wieczorem
na kamiennych płytach kościoła
Biedny martwy człowiek
Małe drzewko w głębi ogrodu
Ręce które oczyszczały się w święconej wodzie
Palce które prostował żeby nie wyglądały na zakrzywione
I wszystkie te słowa wypowiedziane wobec nieba by ulżyć zmęczonemu sumieniu
Hałasy świata z wolna cichną pod jego stopami
Widać już tylko czyjeś plecy z bardzo daleka na skrzyżowaniu ulicy
I w kurzu spod jadącego samochodu nędznego i chorego psa który ujada
Pierre Reverdy
przekład Julia Hartwig
Czekając aż zaczną bić dzwony
Biedny człowiek prześladowany i okradziony właśnie umarł.
Umierając
Opróżnił swoje kieszenie i umysł i swoje sine ręce
Wszystko mi zabrano
Nie wiem czy sam oddałem czy mi to zabrano
Biedny człowiek
Jest tam wyciągnięty na cienkim sienniku z liści platana
Stygnie
Nie ma nóg
Jego oczy są jak lampy i widać go z podwórza przez okno
Nieszczęsna ludzka twarz z jej wieczną skruchą
Odwracał się żeby ugryźć
Unikał najlepszych przyjaciół żeby ich ugryźć
Sprzedawał kiedyś stare sukna w żydowskiej dzielnicy i kładł się wieczorem
na kamiennych płytach kościoła
Biedny martwy człowiek
Małe drzewko w głębi ogrodu
Ręce które oczyszczały się w święconej wodzie
Palce które prostował żeby nie wyglądały na zakrzywione
I wszystkie te słowa wypowiedziane wobec nieba by ulżyć zmęczonemu sumieniu
Hałasy świata z wolna cichną pod jego stopami
Widać już tylko czyjeś plecy z bardzo daleka na skrzyżowaniu ulicy
I w kurzu spod jadącego samochodu nędznego i chorego psa który ujada
Pierre Reverdy
przekład Julia Hartwig
więcej twórczości:
Reverdy Pierre
Skończony człowiek - Pierre Reverdy
Skończony człowiek
Wieczorem wyprowadza na deszcz i nocne niebezpieczeństwa swój bezkształtny cień
i to wszystko, co go uczyniło gorzkim.
Przy pierwszym spotkaniu drży – dokąd schronić się przed rozpaczą?
Tłum snuje się na wietrze, który torturuje gałęzie, a Władca nieba wodzi za nim wściekłym okiem.
Skrzypiący szyld – przerażenie. Zakołysały się drzwi i okiennica na górze uderza o mur; biegnie i zostawia za sobą skrzydła, które unosiły czarnego anioła.
A potem, w korytarzach bez końca, na udręczonych polach nocy, w ciemnych granicach przenikają przez przepierzenia, chwieją się źle zbudowane idee, rozbrzmiewają dzwony dwuznacznej śmierci.
Pierre Reverdy
przekład Julia Hartwig
więcej twórczości:
Reverdy Pierre
Serce do serca - Pierre Reverdy
Serce do serca
Nareszcie stanąłem na nogach
Tamara Łempicka - Markiz Sommi
Przeszedłem przez to
Teraz kto inny podobnie jak ja
Przechodzi przez to samo
Nie wiedząc dokąd zmierza
Drżałem
W głębi pokoju ściana była czarna
Ona też drżała
Jak mogłem przekroczyć próg twego domu
Można by krzyczeć
Ale nikt nie usłyszy
Można by płakać
Ale nikt się nie wzruszy
Odnalazłem swój cień w ciemności
Był łagodniejszy od ciebie
Wówczas
Stał smutny w kącie
To śmierć przyniosła ci ten spokój
Ale mówisz wciąż jeszcze mówisz
Chciałbym cię zapomnieć
Gdyby tu wpadło bodaj trochę powietrza
Gdyby światło z zewnątrz pozwoliło mi lepiej widzieć
Jest duszno
Sufit ciąży mi nad głową i odpycha
Gdzie mam się podziać dokąd pójść
Nie ma tu dosyć miejsca na umieranie
Dokąd idą kroki które oddalają się ode mnie
Słyszę je gdzieś bardzo daleko
Jesteśmy sami mój cień i ja
Zapada noc
Pierre Reverdy
przekład Julia Hartwig
więcej twórczości:
Reverdy Pierre
Subskrybuj:
Posty (Atom)









