Wiersz
Olga Perry
Und was bedeuten diese Zwänge
Cóż te przymusy mogą znaczyć,
pół obraz i pół słowo, pół nostalgia,
cóż w tobie jest, skąd są te ślady
uczucia, co twą myśl zagarnia?
To wszystko ci z nicości płynie,
z jednego tonu, z potpourii,
stąd bierzesz popiół, stąd płomienie,
sypiesz i gasisz, strzeżesz ich.
Wiesz, że wszystkiego nie obejmiesz,
ogranicz to zielonym płotem -
i już się czujesz pewny siebie,
lecz i nieufny jesteś trochę.
Tak dzień i noc cię mowa trudzi,
dłuto ci służy też w niedzielę,
wklepujesz srebro w łoże fugi
i odstępujesz - jest: istnienie.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benn Gottfried. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benn Gottfried. Pokaż wszystkie posty
Wiersz - Gottfried Benn
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Ja zatracone - Gottfried Benn
Ja zatracone
Verlorenes Ich, zersprengt von Stratosphären
Ja zatracone w pustce stratosfery,
ofiara jonu -: i baranek gamm -,
cząsteczka, pole -: bezkres chimery
na twoim szarym głazie z Notre-Dame.
Dni płyną ci bez nocy i bez świtów,
lata nie dają owoców ni śniegu,
i nieskończoności grożą skrytej -,
świat to ucieczka.
Gdzie kres twój, dom, gdzie twoje sfery
się rozciągają -, zyski i straty -:
wieczności gra: zabawa bestii,
uciekasz -; piętrzą się ich kraty.
Wzrok bestii: rozpłatane gwiazdy,
śmierć w dżungli prawem wszechstworzenia,
człowiek i bitwy ludów, Katalauny,
rozwiera paszczę bestia.
Świat przemądrzały. Czas i przestrzeń,
co tylko człowiek snuł i ważył,
nieskończoności funkcją wszędzie -,
mity kłamały.
Skąd, dokąd -, ani noc to, ni świtanie,
nie brzmi evoe ani requiem,
chcesz się posłużyć jakimś mądrym zdaniem -,
lecz czyim? nie wiesz.
Ach, kiedy zborem gromada się stała
i także mędrcy tylko o Bogu myśleli,
na pasterzy dzielili się i na baranka,
gdy się już krwią z kielicha oczyścili,
i wszyscy sączyli z jednej rany,
łamali chleb i każdy jadł go chętnie -,
o, daleka godzino spełnionej powagi,
która Ja zatracone objęła nareszcie.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
Verlorenes Ich, zersprengt von Stratosphären
Ja zatracone w pustce stratosfery,
ofiara jonu -: i baranek gamm -,
cząsteczka, pole -: bezkres chimery
![]() |
| Andrea De Luca |
Dni płyną ci bez nocy i bez świtów,
lata nie dają owoców ni śniegu,
i nieskończoności grożą skrytej -,
świat to ucieczka.
Gdzie kres twój, dom, gdzie twoje sfery
się rozciągają -, zyski i straty -:
wieczności gra: zabawa bestii,
uciekasz -; piętrzą się ich kraty.
Wzrok bestii: rozpłatane gwiazdy,
śmierć w dżungli prawem wszechstworzenia,
człowiek i bitwy ludów, Katalauny,
rozwiera paszczę bestia.
Świat przemądrzały. Czas i przestrzeń,
co tylko człowiek snuł i ważył,
nieskończoności funkcją wszędzie -,
mity kłamały.
Skąd, dokąd -, ani noc to, ni świtanie,
nie brzmi evoe ani requiem,
chcesz się posłużyć jakimś mądrym zdaniem -,
lecz czyim? nie wiesz.
Ach, kiedy zborem gromada się stała
i także mędrcy tylko o Bogu myśleli,
na pasterzy dzielili się i na baranka,
gdy się już krwią z kielicha oczyścili,
i wszyscy sączyli z jednej rany,
łamali chleb i każdy jadł go chętnie -,
o, daleka godzino spełnionej powagi,
która Ja zatracone objęła nareszcie.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Jarzębiny - Gottfried Benn
Jarzębiny
Jarzębiny - jeszcze nie w czerwieni,
z odcieniem barwy, gdy się rozwijają
ku jaskrawości, jesieni i śmierci.
Jarzębiny – żółte jeszcze chwilę,
lecz patrz, już bukiet półszkarłatny
zwiastuje rychłą rozstania godzinę:
może już nigdy, może raz ostatni.
Jarzębiny – i tego roku też, jak zawsze,
w tonach żółci, a potem rubinowe łzy,
czerwone i dojrzałe, do Boga wezwane –
a jak się barwisz i dojrzewasz ty - ?
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
Jarzębiny - jeszcze nie w czerwieni,
z odcieniem barwy, gdy się rozwijają
ku jaskrawości, jesieni i śmierci.
Jarzębiny – żółte jeszcze chwilę,
lecz patrz, już bukiet półszkarłatny
zwiastuje rychłą rozstania godzinę:
może już nigdy, może raz ostatni.
Jarzębiny – i tego roku też, jak zawsze,
w tonach żółci, a potem rubinowe łzy,
czerwone i dojrzałe, do Boga wezwane –
a jak się barwisz i dojrzewasz ty - ?
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Marzec. list do Merano - Gottfried Benn
Marzec. list do Merano
Blüht nicht zu früh, ach blüht erst, wenn ich komme
Nie kwitnij za wcześnie, dopiero gdy będę,
dopiero wtedy roztocz swe morze i pianę,
migdałowce, forsycje i słońce promienne -
przed doliną blaski, przed mym Ja sny dawne.
Ja, bez konarów, w głębi niezwiązane,
Ja, bez istnienia, lecz i bez pozoru,
najczęściej przez godziny smutku dopadane,
już nawet od imienia swego odżegnane,
co tylko czasem majaczy u progu.
Tak tu i tam - ach, kwitnij dopiero gdy będę,
ja szukam tak i żadnej rady nie znajduję,
by jeszcze raz kraina, niewiadome szczęście
do dawnego spełnienia zbliżyły się czule.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
Blüht nicht zu früh, ach blüht erst, wenn ich komme
Nie kwitnij za wcześnie, dopiero gdy będę,
dopiero wtedy roztocz swe morze i pianę,
migdałowce, forsycje i słońce promienne -
przed doliną blaski, przed mym Ja sny dawne.
Ja, bez konarów, w głębi niezwiązane,
Ja, bez istnienia, lecz i bez pozoru,
najczęściej przez godziny smutku dopadane,
już nawet od imienia swego odżegnane,
co tylko czasem majaczy u progu.
Tak tu i tam - ach, kwitnij dopiero gdy będę,
ja szukam tak i żadnej rady nie znajduję,
by jeszcze raz kraina, niewiadome szczęście
do dawnego spełnienia zbliżyły się czule.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Twoje są – - Gottfried Benn
Twoje są –
Dein ist – ach, kein Belohnen
Twoje są – ach, nie nagrody,
nie pytaj, co ci się przyda,
cierpisz – nazwy ani ochrony
cierpieniom nie potrzeba.
Patrzysz – ach, żadnej formy
z tego, co się złamało,
raz są żarty, raz chłody,
lecz nic, co sens by miało.
Nosisz – ach, nie znaki,
z których saga się rodzi,
król jakiś, dziecko jakieś
z góry skądś przychodzi,
w którym ból i udręka
i co się śmiercią zdaje
w splot się łączy szczęścia,
cudowny niespodzianie.
Twoje są sny i marzenia,
a kiedy to cię złamie,
wśród szumu i milczenia
oblicze szklane.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Obłędny nurt - Gottfried Benn
Obłędny nurt
Trunkene Flut
Obłędny nurt,
w plamach snu i transu,
o absolut,
co czoło mi zakrył,
które obronię –
stąd biorą się
rzeczy głębokie,
o których dusza wie.
wśród gwiazd gorączki,
w bezkresnych dalach,
noce, mój drogi,
śmierć zapomniana,
w czasów jedności,
w krzyku stworzenia
zaczyn wspólnoty
porywa – wzbiera.
potem jesteś sam
po ogromnej nocy,
plon i wino masz
z pełnej komory;
cichnie odgłos rogów,
las do snu się bierze,
do podziemnych grobów
schodzi znów Demeter.
a jeszcze w grzbiecie
i w szpiku kości
nagłe olśnienie,
lazur zatoki,
i dawne łzy,
gdy z nędzy jawnej
stwórca się śni,
co życie daje,
co cierpiał wiele,
co wiele widział,
i kroczy zawsze
blisko brzegu,
gdzie nurt się wzdyma,
co kryje duszę
jak naparstnica
plamiącą górę.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
Trunkene Flut
Obłędny nurt,
w plamach snu i transu,
o absolut,
co czoło mi zakrył,
które obronię –
stąd biorą się
rzeczy głębokie,
o których dusza wie.
wśród gwiazd gorączki,
w bezkresnych dalach,
noce, mój drogi,
śmierć zapomniana,
w czasów jedności,
w krzyku stworzenia
zaczyn wspólnoty
porywa – wzbiera.
potem jesteś sam
po ogromnej nocy,
plon i wino masz
z pełnej komory;
cichnie odgłos rogów,
las do snu się bierze,
do podziemnych grobów
schodzi znów Demeter.
a jeszcze w grzbiecie
i w szpiku kości
nagłe olśnienie,
lazur zatoki,
i dawne łzy,
gdy z nędzy jawnej
stwórca się śni,
co życie daje,
co cierpiał wiele,
co wiele widział,
i kroczy zawsze
blisko brzegu,
gdzie nurt się wzdyma,
co kryje duszę
jak naparstnica
plamiącą górę.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Aprèslude - Gottfried Benn
Aprèslude
Tauchen mußt du können, mußt du lernen
Ucz się znikać, ćwicz wytrwale,
raz powodzenie jest, raz klęska,
gdy jakiejś chwili światła zbraknie,
nie rezygnuj, nie uciekaj.
Trwaj i wytrwaj, skryty raz,
raz wymowny i raz niemy,
takie prawo, nie iskierki,
nie one same – patrz:
Natura tworzy swoje wiśnie
i gdy kwiatów skąpi wiosna,
swe pestkowe sprawy pilne
na życzliwsze lata chowa.
Nie wie nikt, jak kiełek rośnie
i czy kwiat znów będzie kwitł –
trwać i wytrwać, tym sposobem
żyć i zmierzchać, apréslude.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
Tauchen mußt du können, mußt du lernen
Ucz się znikać, ćwicz wytrwale,
raz powodzenie jest, raz klęska,
gdy jakiejś chwili światła zbraknie,
nie rezygnuj, nie uciekaj.
Trwaj i wytrwaj, skryty raz,
raz wymowny i raz niemy,
takie prawo, nie iskierki,
nie one same – patrz:
Natura tworzy swoje wiśnie
i gdy kwiatów skąpi wiosna,
swe pestkowe sprawy pilne
na życzliwsze lata chowa.
Nie wie nikt, jak kiełek rośnie
i czy kwiat znów będzie kwitł –
trwać i wytrwać, tym sposobem
żyć i zmierzchać, apréslude.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Najpierw - potem - Gottfried Benn
Najpierw - potem
Johann Heinrich Füssli - 1793
Erst Wahn von Grösse
Najpierw zwid wielkości,
szemrane korony,
i – nic prócz nagości,
nikt jej nie osłoni.
Najpierw szumne burze,
pochody i dym,
potem drżenie próżne:
a więc też i ty -?
Kiedy szał ustanie,
jątrzy fraza znana:
Domini canes –
Psy swojego pana.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Szukasz - Gottfried Benn
Szukasz
Szukasz dawności znaków
jeszcze sprzed gór i dolin,
ciągłej zmiany postaci,
zaczynu ludzkiej niedoli,
oddając świadectwa sensu,
wycierpianego spokoju,
początku i końca temu,
co się uciszyć nie może,
i widzisz powstałe znaki
ach, w dziele niszczycieli;
chłód i bladość twarzy
i głębię: czyn ostateczny.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
| Bogumił Hoder - Mglisty Wiatr |
Szukasz dawności znaków
jeszcze sprzed gór i dolin,
ciągłej zmiany postaci,
zaczynu ludzkiej niedoli,
oddając świadectwa sensu,
wycierpianego spokoju,
początku i końca temu,
co się uciszyć nie może,
i widzisz powstałe znaki
ach, w dziele niszczycieli;
chłód i bladość twarzy
i głębię: czyn ostateczny.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Ach, ty upływający – (Mgła) - Gottfried Benn
![]() |
| Łukasz Jaruga |
Ach, ty upływający
I już stłumiony głosie,
Ledwie się wszczynający,
Wargą wilżony radośnie –
Ach, tak upływasz, chwilo,
Bez sensu, jak wiatr, jak sny,
Wiecznie się snujesz tylko
W dalekie pasma mgły.
Ach, my ciągle mówimy,
Że to bez końca trwa,
A zapominać zwykliśmy
O blasku neige d’antan –
W przecałowane noce,
W przeszlochany nasz byt
Płyną z dali bezgłośnie,
Snują się pasma mgły.
Ach, my najstarszych bogów
Wzywamy w losie złym:
Wiecznie nad nami dwojgiem
„Zawsze i wszystko: ty” –
Lecz między gałęzie i kozły,
Ofiarnych ołtarzy dym,
Wysoko ku bogom milczącym
Snują się pasma mgły.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Patrz na gwiazdy, iskierki - Gottfried Benn
![]() |
| Wojciech Nowakowski - Znachor |
patrz na gwiazdy, iskierki
światła, niebo i morze,
jakie śpiewy pasterzy
niosą tutaj, stłumione,
ty także, gdy woła głos
i twojej sięga istoty,
na stopnie milczące wstąp
wbrew posłańcowi nocy.
jeżeli mitom i słowom
zaprzeczysz, odejdź stąd,
nowej kohorty bogów
nie ujrzysz już w tę noc,
ich nad Eufratem tronów,
ich pisma i ich ścian –
rozlej, Myrmidonie,
ciemne wino na kraj.
boleść, smutek, łzy świata –
jakkolwiek zwie się ta chwila,
wszystko w przepływie wzrasta
tego nocnego wina,
w milczeniu płyną eony
i ani skrawka brzegów –
oddaj posłańcowi
koronę, sen i bogów.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Stworzenie - Gottfried Benn
![]() |
| Rassouli |
Z dżungli, ze szlamu krokodylich bagnisk
Six days – któż wie, kto zna to miejsce -,
śmiertelnych krzyków, paszcz rozdartych,
to pierwsze Ja, to słowo pierwsze.
To słowo, Ja, ten puch, ten ogień,
błękit pochodni, smuga gwiazdy –
i skąd, i dokąd – w to ogromne,
z pustkowia mgieł dla słowa, dla mnie.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Rzeczywistość - Gottfried Benn
Rzeczywistość
Nie, rzeczywistość w sztuce niepotrzebna,
i nawet nie istnieje, kiedy ktoś
do pramotywów zapoznanych sięga,
by swoją egzystencję dobyć stąd.
Bo nie Olimpię, ciało, bez wiosenny
ten namalował, co malował ongi,
lecz własne transy, łańcuchowe pieśni
ukazywały jego wnętrza mroki.
Łańcuchem skuty napędzał galerę
w brzuchu okrętu, nie oglądał wody,
mew ani gwiazd – niczego: z doli ciężkiej
powstawał sen, gdy martwe były oczy.
Gdy go dopadła trwoga, fetysz zrobił,
a kiedy cierpiał, pieta się zrodziła,
wesół, malował herbaciany stolik,
ale herbaty do picia nie było.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
Nie, rzeczywistość w sztuce niepotrzebna,
![]() |
| Rassouli - Distant Fifer |
do pramotywów zapoznanych sięga,
by swoją egzystencję dobyć stąd.
Bo nie Olimpię, ciało, bez wiosenny
ten namalował, co malował ongi,
lecz własne transy, łańcuchowe pieśni
ukazywały jego wnętrza mroki.
Łańcuchem skuty napędzał galerę
w brzuchu okrętu, nie oglądał wody,
mew ani gwiazd – niczego: z doli ciężkiej
powstawał sen, gdy martwe były oczy.
Gdy go dopadła trwoga, fetysz zrobił,
a kiedy cierpiał, pieta się zrodziła,
wesół, malował herbaciany stolik,
ale herbaty do picia nie było.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Do – - Gottfried Benn
Do –
Stanąłeś może na tym progu,
lecz nie zdołałeś go przekroczyć,
nie można mieszkać w moim domu,
w tym domu trzeba się urodzić.
Niech ktoś nadejdzie, niech tu stanie,
otrzyma napój, gdy spragniony,
ten jeden raz, i dawny zamek
znów będzie mocno przytwierdzony.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Zasłoń się - Gottfried Benn
Zasłoń się
Zasłoń się, skryj się pod maską i szminką,
zmruż oczy, jakbyś wstręt do światła czuł,
nie pozwól, aby byt twój, twoje wszystko
ktoś czytać z twojej gładkiej twarzy mógł.
W ostatnim świetle, u ogrodów nagich,
kiedy na niebie kłębi się pożar i noc,
zasłoń łzy swoje, ukryj swe przewagi,
nie trzeba, by twe wnętrze widział ktoś.
Te rysy, skazy i przejścia niejasne,
ten środek, gdzie się rodzi, co cię niszczy,
zasłoń i tak czyń, by śpiewy dalekie
z gondoli dobiegały, którą każdy widzi.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
Zasłoń się, skryj się pod maską i szminką,
zmruż oczy, jakbyś wstręt do światła czuł,
nie pozwól, aby byt twój, twoje wszystko
ktoś czytać z twojej gładkiej twarzy mógł.
W ostatnim świetle, u ogrodów nagich,
kiedy na niebie kłębi się pożar i noc,
zasłoń łzy swoje, ukryj swe przewagi,
nie trzeba, by twe wnętrze widział ktoś.
Te rysy, skazy i przejścia niejasne,
ten środek, gdzie się rodzi, co cię niszczy,
zasłoń i tak czyń, by śpiewy dalekie
z gondoli dobiegały, którą każdy widzi.
Gottfried Benn
przełożył Andrzej Lam
więcej twórczości:
Benn Gottfried
5. Wiek - Gottfried Benn
5. Wiek
I
„Ów na attyckim ukaże lekycie
przeprawę snu i prochu w łodzi
na białym tle z Hadesu mitem
pomiędzy mirtem i liściem topoli.
Inny cyprysem pilastry przystraja
drzwi ulubionych, często z pękiem róż,
a biały tymian, lebiodka, gencjana
uwieńczonego męża krzepią znów.
Uczta. Kłąb dymu. Olej i święcenia.
A potem gaje sadzone na grobach
i flet żałobny o Cykladach śpiewa,
lecz nikt nie pójdzie za mną w kraj Plutona.”
II
Dolina srebrna od drzew oliwkowych
i gdzieniegdzie magnolie biało świecą:
choć było ciężko, wśród milczenia losu
zakwitły marmurowo, ale marzły nieco.
Pola są szorstkie, trzody pognębione,
Kora porwana, zbłąkana Demeter,
aż się boginie wreszcie złączą obie
u czarnej skały, w eleuzyjskim świecie.
I oto się dalekie wybrzeże rozjarza,
idziesz w pochodzie, los spoczywa,
jesteś kapłanem, zapał cię ogarnia
i dawny obrzęd twoją krew ożywia.
III
Leuke – Achillesa biała wyspa:
on czasem pean zaśpiewa przeciągle,
i ptaka skrzydło morzem oroszone
muśnie świątynię; poza tym jest cisza.
Tych, co lądują, często sen omami.
Potem go widzą, pamięta niewiele,
znak jakiś daje między cyprysami,
a biały cyprys jest Hadesu drzewem.
Każdy stąd musi odpłynąć przed nocą.
Helena z gołębiami tam zostaje czasem,
potem się bawią, cienie ich nie zwodzą:
„ – Parys dał strzałę temu, jabłko tamtej –”.
Gottfried Benn
Przełożył Andrzej Lam
I
„Ów na attyckim ukaże lekycie
przeprawę snu i prochu w łodzi
na białym tle z Hadesu mitem
pomiędzy mirtem i liściem topoli.
![]() |
| René Magritte |
drzwi ulubionych, często z pękiem róż,
a biały tymian, lebiodka, gencjana
uwieńczonego męża krzepią znów.
Uczta. Kłąb dymu. Olej i święcenia.
A potem gaje sadzone na grobach
i flet żałobny o Cykladach śpiewa,
lecz nikt nie pójdzie za mną w kraj Plutona.”
II
Dolina srebrna od drzew oliwkowych
i gdzieniegdzie magnolie biało świecą:
choć było ciężko, wśród milczenia losu
zakwitły marmurowo, ale marzły nieco.
Pola są szorstkie, trzody pognębione,
Kora porwana, zbłąkana Demeter,
aż się boginie wreszcie złączą obie
u czarnej skały, w eleuzyjskim świecie.
I oto się dalekie wybrzeże rozjarza,
idziesz w pochodzie, los spoczywa,
jesteś kapłanem, zapał cię ogarnia
i dawny obrzęd twoją krew ożywia.
III
Leuke – Achillesa biała wyspa:
on czasem pean zaśpiewa przeciągle,
i ptaka skrzydło morzem oroszone
muśnie świątynię; poza tym jest cisza.
Tych, co lądują, często sen omami.
Potem go widzą, pamięta niewiele,
znak jakiś daje między cyprysami,
a biały cyprys jest Hadesu drzewem.
Każdy stąd musi odpłynąć przed nocą.
Helena z gołębiami tam zostaje czasem,
potem się bawią, cienie ich nie zwodzą:
„ – Parys dał strzałę temu, jabłko tamtej –”.
Gottfried Benn
Przełożył Andrzej Lam
PS. Dziękuję:)
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Cień na murze - Gottfried Benn
Cień na murze
Na murze cień gałęzi
poruszanych w południe przez wiatr,
to dosyć ziemi
a co się tyczy oka
dosyć udziału
w tym, co na niebie.
Jak daleko się jeszcze posuniesz? Broń się
przed natarczywością
nowych wrażeń -
leżeć bez słowa,
patrzeć na własne pola,
na całe to lenno,
szczególnie długo
trwać przy maku,
niezapomnianym,
bo dźwigał lato -
gdzie ono się podziało -?
Gottfried Benn
tłum. Tomasz Ososiński
Na murze cień gałęzi
poruszanych w południe przez wiatr,
to dosyć ziemi
a co się tyczy oka
dosyć udziału
w tym, co na niebie.
Jak daleko się jeszcze posuniesz? Broń się
przed natarczywością
nowych wrażeń -
leżeć bez słowa,
patrzeć na własne pola,
na całe to lenno,
szczególnie długo
trwać przy maku,
niezapomnianym,
bo dźwigał lato -
gdzie ono się podziało -?
Gottfried Benn
tłum. Tomasz Ososiński
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Och daj - Gottfried Benn
Och daj
Ach, tam przy twoich ustach,
dniu ów przed święta dniem,
godzina róż sobotnia
nadziei promień śle!
Przegrody nie zawarte,
wciąż pełen róg bez dna,
wciąż światło nie zatarte,
wciąż jeszcze radość trwa!
Och daj - nim się wyrodzisz
w Ja i oporny świat,
powrotów czystych podziw,
nadziei drżący kwiat.
Ni rozdział, ni negatyw,
co dzieli myśl i czyn;
Oxfordu oraz Aten
istoty wspólny sen.
Ni wzniosłych czuć przestrzenie,
ni wybawienia brak,
godziny i marzenie,
och daj twej świecy blask.
Gottfried Benn
przekład Leszek Szaruga
Ach, tam przy twoich ustach,
dniu ów przed święta dniem,
godzina róż sobotnia
nadziei promień śle!
Przegrody nie zawarte,
wciąż pełen róg bez dna,
wciąż światło nie zatarte,
wciąż jeszcze radość trwa!
Och daj - nim się wyrodzisz
w Ja i oporny świat,
powrotów czystych podziw,
nadziei drżący kwiat.
Ni rozdział, ni negatyw,
co dzieli myśl i czyn;
Oxfordu oraz Aten
istoty wspólny sen.
Ni wzniosłych czuć przestrzenie,
ni wybawienia brak,
godziny i marzenie,
och daj twej świecy blask.
Gottfried Benn
przekład Leszek Szaruga
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Wszystkie te groby, kurhany - Gottfried Benn
![]() |
| Roman Kochanowski |
Wszystkie te groby, kurhany
na szczytach, nad jeziorami,
które przeryłem a w ich zwałach
widziałem wnętrze otwartej zielni,
Dźwigam je wciąż jak dźwigałem
glony i muszle we włosach,
pytam je wciąż jak pytałem,
gdy jeszcze tu było dno morza - ,
Wszystkie te groby, kurhany,
w których byłem i jestem,
muska teraz czasami
białe skrzydło powietrzne,
ono wznieść wieńcy nie może,
ni zbudzić blasku róż,
które ja tam położę,
lecz przechodzącemu coś mówi już.
Gottfried Benn
przekład Leszek Szaruga
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Miłość - Gottfried Benn
![]() |
| Venus Anadyomene - Paul Manship - 1924 |
Miłość — nad pocałunkami
spojrzenia gwiezdnych wart,
Eros w dali morzami
szumi, noc szumi i wiatr,
na brzeg wstępując, na scenę,
zanim zabraknie słów,
Venus Anadiomene
z muszli wyłania się znów.
Miłość — w szlochaniu chwilka
pośród wieczności ścian,
księżyców zgasi kilka,
wielu nie zada ran,
wierzysz, że na Araracie
ląduje arka twa,
i płyniesz ku zatracie
oceanem bez dna.
Miłości — wracasz świadectwem
do tego, co je dał,
korowód prowadzisz miejscem,
przez które wicher wiał.
Odmiana — godziny biegaj,
pospołu z płomieniem krąż,
na przemian z drżeniem drugiego
oddajesz i bierzesz wciąż.
Gottfried Benn
przełożył Jerzy Litwiniuk
więcej twórczości:
Benn Gottfried
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















