.

.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Credo - Robinson Jeffers

Credo

Mój przyjaciel z Azji zna magię i tajne moce posiada,
zrywa błękitny liść z błękitnego drzewa
I wpatruje się weń, skupiając i łagodząc
Boga w swoim umyśle, stwarza ocean prawdziwszy
niż najprawdziwszy ocean, rzeczywista
Przerażająca obecność, potęga żywiołu.
To tylko jest rzeczywiste, co myślą stwarzamy sami.
Taka jest wiara.
Ja, pełen pokory, we własnej krwi
Wytrysłej na zachód od Kaukazu znalazłem twardszy mistycyzm.
Mnogość jest w moim umyśle, ale myślę, że ocean pod sklepieniem czaszki
Jest tylko kościanej kopuły oceanem, a tam, tam dopiero jest oceanu ocean;
Woda jest wodą, skałą jest skalna ściana, mijają się
ciosy i przebłyski rzeczywistości. Umysł
Przemija, zamyka się oko, duch jest przejściem.
Piękno rzeczy, samo w sobie zupełne, już było, zanim
stały się oczy, piękno rozdzierające serca
Pozostanie nawet wtedy, kiedy, nie będzie już serc
gotowych pękać z zachwytu.

Robinson Jeffers
przełożył Zygmunt Ławrynowicz

Albo - Julia Hartwig

Albo

Mówią że gdyby im było dane
przeżyć to wszystko po raz drugi
nie zmieniliby niczego
a przecież nie mają się za szczęśliwych
pogodzili się więc z życiem
i zdążyli pokochać siebie

albo też pojęli pod koniec
że nie jest lepsze życie
które nie zna trosk
I choć pociąga nas lekkość i niefrasobliwość
coś musi ważyć na wadze
na której położą nasze istnienie

Julia Hartwig

Szpary - Blaise Cendrars

Henri Rousseau - Małpy i papugi w dziewiczym lesie (ok. 1905–1906)
Szpary

Prześwity na morze
Wodospady
Drzewa włochate omszałe
Ciężkie liście gumowane błyszczące
Lakier słońca
Doskonale gładki upał
Połyski
Nie słucham ożywionej rozmowy przyjaciół którzy dzielą się nowinami przywiezionymi przeze mnie z Paryża
Po obu stronach pociągu zupełnie blisko to znów na drugim krańcu odległej doliny
Jest las i patrzy na mnie i niepokoi mnie i przyciąga jak maska mumii
Patrzę
Ani śladu oka

Blaise Cendrars
tłum. Julia Hartwig

Zabawa - Józef Czechowicz


Zabawa

Usnęły pagóry, a ja nocką cichą
przesuwam się chyłkiem z czarną jaskółczychą.

Zaśpiewało niebo modro-fujarkowo
borom i ugorom, i zielonym rowom.

Anim ja zapłakał, anim sobie świsnął
Jenom na niebiosach księżycem zawisnął.

Przez ten księżyc biały, przez ten łeb mój cichy
przelatują ostre skrzydła jaskółczychy.

Szeptała, prosiła, przysuńże się, przysuń.
Kocham ciebie, chociaż taki jesteś łysóń.
Łysóń jestem, łysóń, aleś i ty marna.
Jakże cię całować, kiedyś taka czarna.

Józef Czechowicz

Co robiłbym bez świata - Samuel Beckett

co robiłbym bez świata

co robiłbym bez tego obojętnego świata pozbawionego wyrazu
gdzie być to ledwie chwila a każda chwila leci
stacza się w pustkę w niepamięć o tym że w ogóle była
bez tej fali co w końcu
pochłania ciało i cień
co robiłbym bez tej ciszy w której ginie szeptanie
i dyszenie i szały wołające o pomoc wołające o miłość
bez tego nieba które
wznosi się ponad pyłem ciążącym mu jak balast

co robiłbym
to samo co wczoraj i co dziś
wyglądałbym przez wizjer wypatrując kogoś
kto jak ja by się błąkał i krążył z dala od życia
w przestrzeni marionetek
pośród głosów bez głosu
tłoczących się w mej kryjówce

Samuel Beckett
przełożył Antoni Libera

niedziela, 18 sierpnia 2019

Neutrino - Piotr Matywiecki

Neutrino

Z pierwszych sekund po stworzeniu
wyrwało się nie wiadomo co
i biegnie (głupi antropomorfizm)
chyba do końca. Wszelką materię
przenika, zostawia za sobą.

Sądzono, że neutrino nie ma masy.
Poprawiono się: ma znikomą masę.
To nie jest udoskonalenie Teorii.
To Strach przed niczym.

Czy może być większa Trwoga
niż między niczym a znikomością? –
Jestem właśnie taką różnicą.

Od urodzenia przez materię śmierci
każdy jest swoim neutrino.

To nazywają cząstką. Cząstką
czego?

– Tego, że tylko za sobą
istnieję,
od początku
po nie wiadomo co.

Piotr Matywiecki

Ofiara Izaaka - Zbigniew Herbert

Ofiara Izaaka - Rembrandt van Rijn (i jego warsztat), 1636

Ofiara Izaaka

Lewa dłoń Abrahama na jego twarzy
żeby nie widział po prawej
tego który związany jest i wybrany
Żeby tylko nie widział że po prawej
wyostrzone żelazo Boga i rzeźnika
związany widzi we śnie
poprzez splątane korzenie oliwki ręki ojcowskiej, jak zbliża się ku niemu
z szumiącym snopem zboża u ramion
polatujący bliżej i bliżej: anioł czy dziewczyna?

Napina się noga jego jak łuk zanim strzałę wypuści
spojrzenie goni spojrzenie pożądając niebieskiej linii[?]
jak gołąb przez powietrze leci by połączyć się z towarzyszką
kołuje wirują okręgi między obłokami i trawą

A syn chce pocałować dziewczynę którą ręka zakryła
jego ciało w różowy obłok się zmienia mgła staje się jego ciałem
rozkosz staje się bliższa i bardziej cielesna To jego jedyność świat jego
i nagle – o już gaśnie. Upada nóż Abrahama

Zbigniew Herbert

(Z rękopisu odczytał Ryszard Krynicki.
Copyright Katarzyna Herbert & Beata Lechnio & Rafał Żebrowski 2018)

Hm - R.S. Thomas

Hm

i rzekł jeden
mów nam o miłości
i otworzył kaznodzieja
usta i wypadło z nich
słowo Bóg więc ponowili
prośbę to mów nam
o Bogu lecz kaznodzieja
w milczeniu tylko wyciągnął
ramiona ale
krzywonogie dzieci
z opuchniętymi brzuszkami
podobne małżom
nie miały siły
by doń podejść

R.S. Thomas
przełożył Andrzej Szuba

Coś - Julia Fiedorczuk

Coś

a więc opowiadamy ciągle te same historie
coś się kończy zaczyna coś płonie
coś nas ku sobie popycha każe śpiewać
kreślić znaki na skórze

coś, co na mnie patrzy z niejednego płótna
dłonie tej kobiety czemu taka czułość
kimkolwiek była umarła
a po niej malarz J.C. Dahl (1788-1857)
sto pięćdziesiąt jeden lat temu

albo to dziecko z Nieba nad Berlinem
nie znam płci
w czarno-białym beciku

maluję rzęsy
zdejmuję ubranie
obejmuję plecy mężczyzny
kolekcjonuję wizerunki aniołów
i linijki z wierszy o miłości lub śmierci
szukam ludzi, którzy umieją rozmawiać z jeżami

nastąpił tu wielki wybuch
wszystko porozrzucane
nic tylko zbierać żywe owoce tej wojny
nic tylko zbierać martwe owoce tej wojny

więc opowiadamy ciągle te same historie
coś się kończy zaczyna coś płonie
coś nas ku sobie popycha, każe śpiewać

coś zsyła nam błogosławieństwo łez

Julia Fiedorczuk

Po - Julia Fiedorczuk

Po

Gładkie morze jak kawałek szkła w tej dłoni
która rozsypuje piasek pulsujących gwiazd.
Albo nie ma dłoni: dziki oddech słońca, czułe ciało ziemi
pod stopami tych, co nie widzą gwiazd.

Czułe ciało ziemi pod stopami brzóz,
zamrożone gwiazdy na rzęsach jeziora.
Gładkie morze jak kawałek lodu na języku tego
kto umiera zimą.

Niebo szumnie spada na zimowy las.
Pomyśl: siedmiu jeźdźców jak siedem barw tęczy.
Albo nie ma jeźdźców: twoja krew pulsuje i nabiera barw.
Pomyśl: kropla twojej krwi na śniegu.
Garść zielonych szkiełek w ciepłej rączce dziecka.

Julia Fiedorczuk

Chór obłoków - Nelly Sachs

Chór obłoków

Jesteśmy pełne westchnień, pełne spojrzeń,
Jesteśmy pełne śmiechu i czasem mamy wasze twarze
Nie jesteśmy od was daleko.
Któż wie ile krwi waszej unosi się w górę
Aby nas barwić?
Któż wie ile waszych łez zostało zapomnianych
W naszym płaczu? Ile tęsknoty nadaje nam kształt?
Jesteśmy aktorami umierania
Przyzwyczajamy was po trochu do śmierci.
Wy niewprawni, których północ nie uczy niczego,
Wiele aniołów dano wam lecz wy ich nie widzicie.

Nelly Sachs
przełożył Zbigniew Herbert

czwartek, 3 grudnia 2015

Ballada ślubna I - Konstanty Ildefons Gałczyński

Ballada ślubna I
John A. Fitzgerald - Ślub Oberona i Tytanii

Gdyby nie te guziki, byłby zwyczajny kum
z rękami jak dębczaki i z nosem jak dzwonnica,
orałby czarne pole. A teraz gwar i szum:
- Stangret! Wariat w cylindrze! - piszczy, tańczy ulica.

Gdyby nie uprząż w różach i ta przez rzęsy biel,
pomyśleć teraz można, że ot, stara kareta,
szaleństwo muzealne, a w karecie poeta -
ach, gdyby nie te róże, czapraki i ta biel!

0, gdyby nie ta gwiazda, która upadła w zmierzch,
powiedzieć mógłby człowiek, że się to przyśniło;
nagły zakręt w aleję złotą i pochyłą,
gdzie anioły kamienne posfruwały z wież.

A gdyby nie ten wianek i welon ten, i mirt,
i księżyc twojej twarzy mały, zawstydzony,
mógłbym przecie pomyśleć, żem jest narzeczony,
a tyś jest narzeczona i że to jeszcze flirt.

A może rzeczywiście wszystko się nam przyśniło:
stangret, kareta, wieczór, mój frak i twój tren,
i nasze życie twarde i słodkie jak sen.
Nie byłoby małżeństwa, gdyby nie nasza miłość.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Długom błądził i szukał - Konstanty Ildefons Gałczyński

Długom błądził i szukał

Długom błądził i szukał, świat mnie zalewał jak woda,
pełen stworów dziwacznych, niksów, wodników, rusałek,
aż pewnego wieczoru znalazłem, czego szukałem -
żonę pochmurnooką, małego, słodkiego kobolda.

Gdy pada z deszczem zmrok, gdy męczy mnie nuda i trwoga,
gdy strach pospołu z psalmistą tak spijam, jak ciemne wino,
splatam za wierszem wiersz jak wianek z rozmarynu
na głowę słodkiego kobolda, na głowę małego boga.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Panny - Julian Tuwim

Panny
poświęcam:
Pp. R.E., I.E., S.K., Z.P. Excusez!...
Francesc Miralles y Galaup
Panny z czarnych powozów, ażurowo-przejrzyste,
Panny smętnie przeciche, jak szeptania kościelne,
O, narcyzy z cieplarni! panny wonne i czyste!
Koronkowo-mistyczne,aksamitnie-subtelne!

Jakże lubię was, panny, "niedostępne" - ponętne!
Aromaty tajone! Kwiaty w czarnych powozach!
Trochę smutne jakoby, a na wpół uśmiechnięte,
O, przesmętne, prześliczne, jak motyle w mimozach!

Excusez... mam wrażenie, że... się hm! wam po nocach!
Parobkowie rzeźniccy śnią, jak lwy, muskularni,
Że się często atleci marzą w słodkich przemocach,
Silni, tędzy, ogromni... O, narcyzy z cieplarni!

"Lecz cóż Pana ochodzi, co po nocach nam śni się?!
To jest wprost... niesłychane, grubiańskie, bezczelne!... "
Nic... nic... więcej nie będę! - o, kochane skromnisie,
Aksamitno-misterne, koronkowo-subtelne!...

Julian Tuwim

poniedziałek, 30 listopada 2015

Gondola żałobna nr 2 - Tomas Tranströmer



Gondola żałobna nr 2

I

Dwóch dziadków, teść i zięć, Liszt i Wagner, mieszka przy Canala Grande
wraz z tą niespożytą kobietą, co wyszła za króla Midasa,
który czego nie dotknie, przemienia w Wagnera.
Zielony ziąb morza przenika przez posadzki do pałacu.
Wagner jest naznaczony, znany profil Kacperka jeszcze bardziej umordowany niż dawniej,
twarz – białą flagą.
Gondola z ciężkim ładunkiem ich życia, dwa powrotne, jeden w jedną stronę.

II

Jedno z okien pałacu otwiera się i w nagłym przeciągu – czyjaś wykrzywiona twarz.
Na dole płynie gondola śmieciarzy poruszana przez dwóch jednowiosłowych bandytów.
Liszt zapisał kilka akordów tak ciężkich, że trzeba by je przekazać
Instytutowi Mineralogicznemu w Padwie do analizy.
Meteoryty!
Zbyt ciężkie by trwać w spoczynku, mogą tylko spadać i spadać w przyszłość
do czasu koszul brunatnych.
Gondola z ciężkim ładunkiem skulonych kamieni przyszłości.

III

Widok na rok 1990.

25 marca. Niepokój o Litwę.
Śniło mi się, że odwiedzam wielki szpital.
Brakowało personelu. Wszyscy byli pacjentami.

W tym samym śnie nowo narodzona dziewczynka,
która mówiła całymi zdaniami.

IV

Przy zięciu, człowieku swoich czasów, Liszt jest wyliniałym światowcem.
Ale to tylko pozór.
Głębia, która przymierza i odrzuca różne maski,
tę właśnie wybrała dla niego -
głębia, która chce przyjść do ludzi nie ukazując twarzy.

V

Wielebny Liszt zwykle sam dźwiga swój bagaż przez roztopy i upały,
a kiedy umrze, nikt nie wyjdzie po niego na stację.
Ciepła bryza bardzo uzdolnionego koniaku zabierze go w połowie misji.
Wciąż ma jakąś misję do spełnienia.
Dwa tysiące listów rocznie!
Uczniak przepisujący sto razy błędnie napisany wyraz zanim mu wolno pójść do domu.
Gondola z ciężkim ładunkiem życia, jest zwykła i czarna.

VI

Z powrotem do roku 1990.

Śniło mi się, że jadę niepotrzebnie dwieście kilometrów.
I wszystko było powiększone. Wróble wielkie jak kury
śpiewały aż uszy puchły.

Śniło mi się, że narysowałem klawisze fortepianu
na kuchennym stole. Grałem na nich, bezgłośnie.
Przyszli sąsiedzi, żeby posłuchać.

VII

Fortepian, który milczał przez całego Parsifala (ale słuchał), nareszcie
może się odezwać.
Skargi... Sospiri...
Dziś wieczorem Liszt gra ciągle na wciśniętym pedale morza,
tak że zielona potęga morza przenika przez posadzkę, wtapia się
w kamienie budynku.
Dobry wieczór, śliczna głębio!
Gondola z ciężkim ładunkiem życia, jest zwykła i czarna.

VIII

Śniło mi się, że pierwszy raz idę do szkoły i jestem spóźniony.
W klasie wszyscy nosili białe maski.
Kto był nauczycielem, trudno orzec.

Tomas Tranströmer
przełożył Leonard Neuger

Życie skrzypcowe Jana - Jalu Kurek

Igor Zenin
Życie skrzypcowe Jana

Przelewa się nuta w skrzypce
coraz bardziej nerwowa i tkliwa.
Jan zdziera z serca skórę smyczkiem,
krew cienką strugą spływa.

Gdy noc wstępuje w skrzypce
naga i przenikliwa,
serce jak drewno płonie żywcem,
melodia Jana się urywa.

Jalu Kurek

Ballada o krecie - Tadeusz Nowak

Ballada o krecie

Zdzisław Beksiński
Przez moich dłoni papilarną glinę
idzie kret - ślepiec. Nad nim się kołysze
sucha trawa. Nad suchą trawą
przelatuje sowy radarowe ucho.

Wszystko w porządku. A jest w to wliczony
każdy element współczesnej zagłady.

Kret je korzonki, ziarno lnu i żuka.
Kret ma pragnienie. Idzie do jeziora.
Tu się spotyka z rybą i kamieniem.
Kamień próbuje udawać krzesiwo,
ryba chce z siebie wykrztusić Jonasza.

Ale kret - ślepiec, a tym samym mędrzec,
starszy od ryby, od krzesiwa starszy,
nie wierzy dawno w prymitywne cuda.
Oślepia rybę jarzeniowym ryjkiem
i cofa z iskier swoją sierść hubkową.

I kret odchodzi. Kret spotyka kreta.
Trawa nad nimi czulej się porusza.
Trawa zasypia. Trawa się rumieni.
Teraz dwa krety idą jedną trawą.

Pomiędzy nimi przelatuje sowa.

A krety idą. Już są przy mrowisku.
Już są w mrowisku. Ze szpilkowych misek
piją przez mszyce udojone mleko.
Uczą się mrówczej biblii. A jest im pomocny
alfabet Braille'a: trupy niewolników,
żuków, much wszelkich i ziarenek roślin.

I zakładają swoje gospodarstwo. I płodzą dzieci.
Dzieci podrastają. Dzieci odchodzą.
Nad nimi trawa drobno się porusza.

Pomiędzy nimi przelatuje sowa.

Tadeusz Nowak

Gdy każdy z moich pięciu wiejskich zmysłów przejrzy - Dylan Thomas

Gdy każdy z moich pięciu...

Gdy każdy z moich pięciu wiejskich zmysłów przejrzy,
Palce utracą kciuków zieloną niezdarność
I ujrzą przez roślinne oko półksiężyca,
Przez młodych gwiazd łupinę i przez dłoń zodiaku,
Jak ostrugana miłość zimuje wśród mrozu,
Uszy szeptem dostrzegą miłość, odpychaną
Poprzez bryzę i muszlę w dysonanse plaży,
Uwiązany do sylab rysi język, który
Krzyczy, że czułe rany gorzko jej zaszyto.
Jej oddech, krzew płonący, widzą moje nozdrza.

W krajach miłości moje jedyne, cne serce
Ma świadków, co zbudzeni pójdą po omacku;
A gdy ślepy sen spada na zwiadowcze zmysły,
Serce staje się zmysłem, choć pięć źrenic pęka.

Dylan Thomas
przełożył Stanisław Barańczak

Co znaczy kochać - Jalu Kurek

Co znaczy kochać

Jeśliś nie oszalał,
jeśliś nie bluźnił,
jeśli cię nie raniono ciężko,
nie znasz różnicy między dniem a nocą.

Komu ciemność pisana, Hanno?
Nie ufam słowu, które kłamie.
Twarzy brzoskwiniowa,
co gęsty warkocz nocy upinasz gwiazdami,
otwórz mi drzwi do światła

Ciężko jest zdobyć miłość.
Zachować ją — jeszcze trudniej.
Traci się przy niej rozum, odwagę i miarę,
ślepnie się przy niej i chudnie.

Postaw przede mną pyszną, nieulękłą górę,
rzuć mi pod nogi gniewną, zbuntowaną rzekę
i patrz, jak iskrą wbijam się w chmurę,
jak niosą mnie skrzydła dalekie.

Do dna otchłani nie sięgnie oko,
myśl nie ogarnie ciemnego zamętu,
lecz ostro drąży przepaść głęboką
spokojna gwiazda firmamentu.

Kimżeś jest bez miłości?
Trzciną. Cieniem trzciny. Niczym.
Szukałeś tego wszędzie,
w księgach, w ołtarzach, w jelitach ziemi,
a było to w twojej piersi:
mały, trzepotliwy gołąbek.

Znalazłeś klucz od przepaści

Jalu Kurek

Mój oddech - Rose Ausländer

Mój oddech

W moich głębokich snach
ziemia płacze
krwią

Gwiazdy uśmiechają się
do moich oczu

Przychodzą ludzie
z wielobarwnymi pytaniami
Idźcie do Sokratesa
odpowiadam

Przeszłość
mnie wymyśliła
ja odziedziczyłam
przyszłość

Mój oddech nazywa się
TERAZ

Rose Ausländer
przełożył Ryszard Wojnakowski

Milczenia - Thomas Hardy

Aleksander Volkov
Milczenia

Jest milczenie gaju, co wiatrem dyszał,
A teraz w ciszy tonie,
I jest dzwonnicy cisza,
Kiedy przeciągłe umilkło podzwonne.

I jest samotnego stawu milczenie,
Gdzie ktoś utonął. Ani
Traszka tędy nie przemknie,
Ani żaba nie pluśnie w tej otchłani.

Lecz pustego domu cisza zaklęta,
Gdzie się człowiek urodził,
Żył i miał huczne święta –
Ta wszystkie cisze swą pustką przechodzi!

Nie ma już pieśni, które pamiętamy.
Dom się, ten dom znajomy,
Z oślepłymi oknami,
Zdaje – umarły? W modłach zatopiony?

Jakby już żadna nie istniała siła,
Co by przemogła cienie,
By przeszłość pozwoliła
Żywemu „Teraz” rozbić grobu odrętwienie.

Thomas Hardy
przełożył Zygmunt Kubiak

Dwunasty listopad (fragment) - Stanisław Grochowiak

Dwunasty listopad
(fragment)

Jakże wzgardliwi byliście oboje.
Ty — dla twej dumy. Ona — że na wietrze
Kładła profile swe od liści bledsze,
A tyś je łowił, chronił w książki swoje.

Myślałeś: tutaj, między tymi strony
Przetrwa jej profil jak w zegarze dusza;
Przecież dziś wiecie, że twarze zasusza
Czas przesypany i dąb przewrócony.

Stanisław Grochowiak