Początek jesieni
Jabłka na drzewach tańczą
Szum wznosi się i odchodzi
Słońce nagle przygrzeje
Wiatr się zerwie – ochłodzi
Uśmiecham się. W uśmiechu
Jest cała prawda smutku
Ale nikt nikt nie widzi
Jak płaczę po cichutku
I tylko popętane
Na wielkich łąkach konie
Też troskę mają w oczach
I liżą moje dłonie
Przestrzenie, o przestrzenie!
Jesieni niepojęta –
Owoce i obłoki
Samotność i zwierzęta
Jerzy Liebert
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liebert Jerzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liebert Jerzy. Pokaż wszystkie posty
Początek jesieni - Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Gusła nad źródłem - Jerzy Liebert
Gusła nad źródłem
Na dnie poruszył śpiewne wrzeciono…
Idę nad mową niewysłowioną,
Jasną po wierzchu, spodem zieloną.
Pod mchy brodate, pod pniów wykroty,
Pod moje stopy podpływa potok,
Na koło swoje, w swoje obroty,
Chwyta, nawija moje tęsknoty.
Płynie pod słońce, wpada pod ziemię,
W skarpach cienistych płucze korzenie…
Wołam nań długim, czystym imieniem:
Źródło zaklęte, moje natchnienie!
Nigdy, do końca dni nie opowiem,
Że tutaj płyniesz, nie znajdę w słowie,
Żeś moje szczęście, żeś moje zdrowie
I białopienna brzoza w mej mowie!
Choćbym ci wszystko we mnie zaprzysiągł,
Wierność do śmierci, miłość na dzisiaj,
Choćbym przystanął, nad tobą przysiadł —
Źródło zaklęte, ty będziesz ciszą!
Chociażbym gusła czynił nad tonią,
Zaklinał wodę i sięgał po nią,
Słowa twojego nie schwytam dłonią,
Choć tak jest blisko, pluska pod skronią…
Dokądże, pokąd, po jakich stronach
Będziesz mnie wiodła, nim cię przekonam,
Nim cię namówię, jasnozieloną?
Niewymówiona, niewysłowiona!
Jerzy Liebert
Leonowi PomirowskiemuWiatr z góry przypadł, pod wodę wionął,
Na dnie poruszył śpiewne wrzeciono…
Idę nad mową niewysłowioną,
Jasną po wierzchu, spodem zieloną.
Pod mchy brodate, pod pniów wykroty,
Pod moje stopy podpływa potok,
Na koło swoje, w swoje obroty,
Chwyta, nawija moje tęsknoty.
Płynie pod słońce, wpada pod ziemię,
W skarpach cienistych płucze korzenie…
Wołam nań długim, czystym imieniem:
Źródło zaklęte, moje natchnienie!
Nigdy, do końca dni nie opowiem,
Że tutaj płyniesz, nie znajdę w słowie,
Żeś moje szczęście, żeś moje zdrowie
I białopienna brzoza w mej mowie!
Choćbym ci wszystko we mnie zaprzysiągł,
Wierność do śmierci, miłość na dzisiaj,
Choćbym przystanął, nad tobą przysiadł —
Źródło zaklęte, ty będziesz ciszą!
Chociażbym gusła czynił nad tonią,
Zaklinał wodę i sięgał po nią,
Słowa twojego nie schwytam dłonią,
Choć tak jest blisko, pluska pod skronią…
Dokądże, pokąd, po jakich stronach
Będziesz mnie wiodła, nim cię przekonam,
Nim cię namówię, jasnozieloną?
Niewymówiona, niewysłowiona!
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Kochanie - Jerzy Liebert
Kochanie
Miód nieba sącząc wonny na duszy słoneczność -
W oczach Twych smutek widzę, a w smutku tym - wieczność.
I różę obejmując, i płat, i dno całe.
Płatem mi usta Twoje, piersi dnem mi białe.
Wnętrze lilij, które skrzydłami osłania
Motyl, jest jak kochanie błękitne - kochania.
I patrząc w nie, oczami Twe ścigam źrenice -
Dwa z szafiru jeziora i dwie tajemnice.
Jerzy Liebert
Miód nieba sącząc wonny na duszy słoneczność -
W oczach Twych smutek widzę, a w smutku tym - wieczność.
I różę obejmując, i płat, i dno całe.
Płatem mi usta Twoje, piersi dnem mi białe.
Wnętrze lilij, które skrzydłami osłania
Motyl, jest jak kochanie błękitne - kochania.
I patrząc w nie, oczami Twe ścigam źrenice -
Dwa z szafiru jeziora i dwie tajemnice.
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Pejzaż - Jerzy Liebert
Pejzaż
Chaty nad wodę zbiegły.
Woda widna i cicha.
Plebania na fali w lipach
Przybiera kolory cegły.
Stóg siana poprzez zagrodę
Rzuca się w rzekę rudy.
Tulą w nim mordy krowy,
Rogi kładąc na wodę.
Drogą błądzi Demeter,
Pełna trwogi i smutku:
Tylko ślady zostały —
Białe astry w ogródku...
Jerzy Liebert
Chaty nad wodę zbiegły.
Woda widna i cicha.
Plebania na fali w lipach
Przybiera kolory cegły.
Stóg siana poprzez zagrodę
Rzuca się w rzekę rudy.
Tulą w nim mordy krowy,
Rogi kładąc na wodę.
Drogą błądzi Demeter,
Pełna trwogi i smutku:
Tylko ślady zostały —
Białe astry w ogródku...
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Lisy - Jerzy Liebert
Lisy
Nie pomaga, nie pomaga brom,
Znów podchodzą – już są blisko – tuż za ścianą...
Znów odbiegną, i zawrócą, i przystaną.
Znowu chyłkiem podchodzą pod dom.
Kożuch wdziej, pod jodłowy wyjdź strop!
Brom nie działa – nie myśl, nie myśl o noclegu.
Schyl się nisko, szukaj pilnie, a na śniegu
Lisi ślad odnajdziesz, lisi trop.
Za tym tropem, świątek smętny, idź!
Krętym śladem wszędy zdążaj za lisami.
Ucz się, ucz się – dolinkami, pagórkami –
Jak ci chadzać, ślady mylić, żyć.
Pójdź! Czy słyszysz? – szczeka w niebo lis,
Lis natchniony, spójrz, z miesiąca lis wykuty!
On ci wskaże dróżki swoje, przejścia, skróty,
Lisi rozum da ci, lisi zmysł.
Ucz się, świątku, wiedzy lisiej, ucz!
Ucz się ziemi, mroku, szmeru, ucz się wiatru!
Podchodź boczkiem, chyłkuj lisio i wypatruj,
A przemyślnie kołuj, mądrze klucz!
Lisim tropem, z mordą lisią śpiesz,
Lisim chodem zdążaj, świątku frasobliwy!
Lis ci zdradzi sekret słodki i straszliwy:
Świat – królestwo twoje, wzdłuż i wszerz!
Pójdź, nie zwlekaj, nie pomoże brom!
Za szybami – patrz – swoboda, nocka lisia...
Nie odkładaj – śmiało za mną – jeszcze dzisiaj,
Pod sąsiada podejdziemy dom...
Tędy... tędy... w ślepiach gra ci błysk...
Prędzej... prędzej... pagórkami... dolinkami...
Spadaj... chwytaj... rwij zębami... pazurami...
— — — — — — — — — — — — — — —
Nie krzycz, nie krzycz! Jam natchniony lis!
Jerzy Liebert
Nie pomaga, nie pomaga brom,
Znów podchodzą – już są blisko – tuż za ścianą...
Znów odbiegną, i zawrócą, i przystaną.
![]() |
| Joachim von Sandrart - Hubertus - 1643 |
Kożuch wdziej, pod jodłowy wyjdź strop!
Brom nie działa – nie myśl, nie myśl o noclegu.
Schyl się nisko, szukaj pilnie, a na śniegu
Lisi ślad odnajdziesz, lisi trop.
Za tym tropem, świątek smętny, idź!
Krętym śladem wszędy zdążaj za lisami.
Ucz się, ucz się – dolinkami, pagórkami –
Jak ci chadzać, ślady mylić, żyć.
Pójdź! Czy słyszysz? – szczeka w niebo lis,
Lis natchniony, spójrz, z miesiąca lis wykuty!
On ci wskaże dróżki swoje, przejścia, skróty,
Lisi rozum da ci, lisi zmysł.
Ucz się, świątku, wiedzy lisiej, ucz!
Ucz się ziemi, mroku, szmeru, ucz się wiatru!
Podchodź boczkiem, chyłkuj lisio i wypatruj,
A przemyślnie kołuj, mądrze klucz!
Lisim tropem, z mordą lisią śpiesz,
Lisim chodem zdążaj, świątku frasobliwy!
Lis ci zdradzi sekret słodki i straszliwy:
Świat – królestwo twoje, wzdłuż i wszerz!
Pójdź, nie zwlekaj, nie pomoże brom!
Za szybami – patrz – swoboda, nocka lisia...
Nie odkładaj – śmiało za mną – jeszcze dzisiaj,
Pod sąsiada podejdziemy dom...
Tędy... tędy... w ślepiach gra ci błysk...
Prędzej... prędzej... pagórkami... dolinkami...
Spadaj... chwytaj... rwij zębami... pazurami...
— — — — — — — — — — — — — — —
Nie krzycz, nie krzycz! Jam natchniony lis!
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Boża noc - Jerzy Liebert
Boża noc
Pokąd mnie będziesz gnębił, gniótł,
Smolisty stropie – smołą trwożył?
Rozdawco plag, szafarzu cnót,
Bezgwiezdny szpiegu boży!
Dokąd mnie wzywasz? Wołasz, skąd –
Kogucim śpiewem o północy,
Zza szyb, w świetlicy każdy kąt
Hyzopem wpływasz nocy?
Budzisz mnie, grozisz – czegóż chcesz,
Nieludzki, od mych spraw człowieczych,
Powiedz, o jaką stoisz rzecz,
Ty, ciemny Sens Wszechrzeczy?
W smolistej pustce głos twój brzmi,
Kołuje, dzwoni przenikliwy.
Za co mnie ścigasz? Płoszysz sny,
Trapisz, żywiole mściwy!
Wiesz dobrze, nie od dziś ten spór
Trwa nierozumny między nami...
Dość! Dość już! Niech raz zamilknie kur,
Złowróżbny ptak otchłani.
Jerzy Liebert
Pokąd mnie będziesz gnębił, gniótł,
Smolisty stropie – smołą trwożył?
Rozdawco plag, szafarzu cnót,
Bezgwiezdny szpiegu boży!
Dokąd mnie wzywasz? Wołasz, skąd –
Kogucim śpiewem o północy,
Zza szyb, w świetlicy każdy kąt
Hyzopem wpływasz nocy?
Budzisz mnie, grozisz – czegóż chcesz,
Nieludzki, od mych spraw człowieczych,
Powiedz, o jaką stoisz rzecz,
Ty, ciemny Sens Wszechrzeczy?
W smolistej pustce głos twój brzmi,
Kołuje, dzwoni przenikliwy.
Za co mnie ścigasz? Płoszysz sny,
Trapisz, żywiole mściwy!
Wiesz dobrze, nie od dziś ten spór
Trwa nierozumny między nami...
Dość! Dość już! Niech raz zamilknie kur,
Złowróżbny ptak otchłani.
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Deszcz - Jerzy Liebert
Deszcz
I niebo ma swą miłość i swe całowanie -
W srebrnych kulkach, perełkach jest nieba kochanie.
Wiosną ciepłe są usta, jesienią wilgotne,
Dnie na wiosnę pogodne, a na jesień słotne.
I w płynące koronki i hafty wsłuchany,
Jak ziemia w pocałunki, wiem, żem jest kochany.
I jak deszczu muszelka co kołysze listkiem,
Twe serce moje trąca i dla mnie jest wszystkiem.
Jerzy Liebert
I niebo ma swą miłość i swe całowanie -
W srebrnych kulkach, perełkach jest nieba kochanie.
Wiosną ciepłe są usta, jesienią wilgotne,
Dnie na wiosnę pogodne, a na jesień słotne.
I w płynące koronki i hafty wsłuchany,
Jak ziemia w pocałunki, wiem, żem jest kochany.
I jak deszczu muszelka co kołysze listkiem,
Twe serce moje trąca i dla mnie jest wszystkiem.
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Lipiec - Jerzy Liebert
![]() |
| Zofia Stryjeńska - Taniec |
Lipiec
Chodź ze mną prędko na pola, świat się upałem zalewa,
i my pić będziemy ostrożnie słoneczne wino błyszczące,
usta otworzym szeroko, drżące rozewrzem ramiona,
i wchłoniem słodkie przestrzenie, krwią i zbożami pachnące.
Z skrzydeł schwytanych jaskółek językiem zgarniem pył niebios,
i puścim ptaki niebieskie w nowe błyskawic zygzaki -
życie radością przegięte jak czółno się zakolebie,
padniem na ziemię zmęczeni, potem zroszeni obficie.
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Madonna Lyrica - Jerzy Liebert
Madonna Lyrica
Oto się do mych okien przekradły jaśminy
I róże zapachami szlochają w komnatach,
Już przychodzą wieczory rozkochane w kwiatach
I gwiazdy się zatliły na sklepieniu sinym.
Smutna pani dziedziczka przeczuła twe przyjście,
Już płyną ku nam łąki nawilgłe od rosy,
I głowy nam się chylą leniwie jak kłosy,
I jak serca trzepocą po alejach liście.
Oto wraca kochanek poległy na wojnie
I wrota się rozwarły, w dworku ktoś zapłacze,
A księżyc się po startach przewala wieśniaczych
I zaszumy po rżyskach idą niespokojne.
Oto noce nadchodzą bijące mnie skrzydłem
Spłoszonych nietoperzy - i łąkami dzwonią.
Purpurowe natchnienie chyli się ku skroniom
I wzrok wodzi po ścianach krytych malowidłem.
O, jak dobrze jest odejść i nie znać już smutku,
Co duszę całą przeżre i w źrenice wtłoczy -
Pójść ku gwiazdom i palmom, kędy niosą oczy,
I dłonie Beatryczy uścisnąć na krótko.
Niech mnie lato zaleje nocą księżycową
I niebo się wspaniałe nade mną pochyli,
Odpędźmy blady smutek, z którymeśmy byli,
I ciebie, wielki darze, odepchnijmy - mowo.
Niechaj nam róże pachną i drżą pod oknami
I płątami wilgnymi spowiną zwątpienie.
I niech białe muśliny drżą niepostrzeżenie
I niech ziemia - nie oczy - połyskuje łzami.
O, jak dobrze jest teraz. Odejdźmy przez bramy,
Niech cię drzewa pochylą, a dworek niech płacze
I niech pójdą poszumy po polach, a raczej
Niech cisza będzie wielka - to wszystko, co mamy.
Jerzy Liebert
Oto się do mych okien przekradły jaśminy
I róże zapachami szlochają w komnatach,
Już przychodzą wieczory rozkochane w kwiatach
![]() |
| Stanisław Wyspiański - Wiejska Madonna |
Smutna pani dziedziczka przeczuła twe przyjście,
Już płyną ku nam łąki nawilgłe od rosy,
I głowy nam się chylą leniwie jak kłosy,
I jak serca trzepocą po alejach liście.
Oto wraca kochanek poległy na wojnie
I wrota się rozwarły, w dworku ktoś zapłacze,
A księżyc się po startach przewala wieśniaczych
I zaszumy po rżyskach idą niespokojne.
Oto noce nadchodzą bijące mnie skrzydłem
Spłoszonych nietoperzy - i łąkami dzwonią.
Purpurowe natchnienie chyli się ku skroniom
I wzrok wodzi po ścianach krytych malowidłem.
O, jak dobrze jest odejść i nie znać już smutku,
Co duszę całą przeżre i w źrenice wtłoczy -
Pójść ku gwiazdom i palmom, kędy niosą oczy,
I dłonie Beatryczy uścisnąć na krótko.
Niech mnie lato zaleje nocą księżycową
I niebo się wspaniałe nade mną pochyli,
Odpędźmy blady smutek, z którymeśmy byli,
I ciebie, wielki darze, odepchnijmy - mowo.
Niechaj nam róże pachną i drżą pod oknami
I płątami wilgnymi spowiną zwątpienie.
I niech białe muśliny drżą niepostrzeżenie
I niech ziemia - nie oczy - połyskuje łzami.
O, jak dobrze jest teraz. Odejdźmy przez bramy,
Niech cię drzewa pochylą, a dworek niech płacze
I niech pójdą poszumy po polach, a raczej
Niech cisza będzie wielka - to wszystko, co mamy.
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Jasny szpaler - Jerzy Liebert
Jasny szpaler
Manuel Núñez
Już mi cię nikt nie odbierze
Ni winorośli pnącze
Które na cichym parterze
Rozwarte okna plącze
Ani złocisty parów
Ani grabowa altana
Co się kołysze czaru pełna
I zadumana
Nikt mi cię nie odbierze
Nie może nikt
Bo gdzieżby odnaleźć
Ślad twych ścieżek
Gęstwiny przeszukać
Swą złotą od lata ręką
Zsyłasz mi ciężkie płody
Owoce miłowania
Jak na pogańskie gody
Już mi tam żadne słowa
Nie będą nad twoje słodsze
Cieplej się moja głowa
O inne palce nie otrze
Choć nie wiem jak cię miłować
Jak pożądanie przeżyć
Jesteś tak dziwny jak w jasny dzień
Ledwie wstający półksiężyc
Jerzy Liebert
Złe dnie - Jerzy Liebert
![]() |
| Max Ernst - Las i Czarne Słońce - 1927 |
We dnie milczę... Usta zaciskam... Jak gdyby nic...
Oczy błękit i smutek przymyka
i w zmrużeniu mi drży. jak muzyka,
Trzepot ramion i uśmiech twych lic.
Lecz gdy wieczór jesienny i zły
Czarnym makiem oczy zasnuje,
W szparach źrenic rankiem znajduję
Jeszcze cieple i gorzkie łzy.
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Jeździec - Jerzy Liebert
![]() |
| Wojtek Siudmak |
Uciekałem przed Tobą w popłochu,
chciałem zmylić, oszukać Ciebie...
Lecz co dnia kolana uparte
zostawiały ślady na niebie.
Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski,
stratowałeś, stanąłeś na mnie.
Ległem zbity, łaską podcięty,
jak dym, gdy wicher go nagnie.
Nie mam słów by spod Ciebie się podnieść,
coraz cięższa staje się mowa.
Czyżby słowa utracić trzeba,
by jak duszę odzyskać słowa?
Czyli trzeba aż przejść przez siebie,
Twoim słowem siebie zawierzyć...
Jeśli trzeba, to tratuj do dna...
Jestem tylko Twoim żołnierzem.
Jedno wiem i innych objawień
nie potrzeba oczom i uszom...
Uczyniwszy na wieki wybór
w każdej chwili wybierać muszę.
Jerzy Liebert
Dzieciństwo - Jerzy Liebert
Dzieciństwo
Czasem miewam fantazję naiwnego słodkiego dziecka –
Kręciłbym fujarki i zganiał koty z zapiecka.
Rąbałbym drzewo sosnowe poszczerbionym, ciężkim toporem
I nosił wodę ze studni do bielejącego dworu.
Z pachnącej, wiotkiej leszczyny wyciąłbym smagłe pręty
I wsiadłszy na nie ujeżdżał, niby znarowione źrebięta.
Z szyszek zebranych w lesie budowałbym wielkie gmachy,
Gdzie okna byłyby z liści, a brama z kawałka blachy.
Nie umiałbym wcale czytać i byłbym bardzo szczęśliwy,
Chodziłbym spać wcześnie i patrzył, jak ciemnieją szyby.
Czasem zagrałbym w loteryjkę, babcia by mi pomagała,
Tatuś by się uśmiechał, a mama trochę gniewała.
Chciałbym znowu pojechać na jakąś chłopską zabawę,
Gdzie dzieci liżą cukierki, a starsi tańczą na trawie.
A później wracać wozem w letnie, słodkie zmierzchania.
Widzieć swój dwór z daleka, czuć mocny zapach siana.
Znaleźć się kiedyś w stolicy, iść pierwszy raz do teatru.
Wdychać woń dekoracji, słuchać przeciągłego wiatru.
Na stancji tęsknić do domu. w niedzielę chodzić do kościoła.
Odrabiać pilnie lekcje i pytać - kiedy się skończy szkoła.
Gdy myślę o tym wszystkim, jest mi dziwnie smutno i wesoło -
Bo dzieciństwo to takie zaklęte, doprawdy zaczarowane koło.
Jerzy Liebert
Czasem miewam fantazję naiwnego słodkiego dziecka –
![]() |
| Donald Zolan |
Rąbałbym drzewo sosnowe poszczerbionym, ciężkim toporem
I nosił wodę ze studni do bielejącego dworu.
Z pachnącej, wiotkiej leszczyny wyciąłbym smagłe pręty
I wsiadłszy na nie ujeżdżał, niby znarowione źrebięta.
Z szyszek zebranych w lesie budowałbym wielkie gmachy,
Gdzie okna byłyby z liści, a brama z kawałka blachy.
Nie umiałbym wcale czytać i byłbym bardzo szczęśliwy,
Chodziłbym spać wcześnie i patrzył, jak ciemnieją szyby.
Czasem zagrałbym w loteryjkę, babcia by mi pomagała,
Tatuś by się uśmiechał, a mama trochę gniewała.
Chciałbym znowu pojechać na jakąś chłopską zabawę,
Gdzie dzieci liżą cukierki, a starsi tańczą na trawie.
A później wracać wozem w letnie, słodkie zmierzchania.
Widzieć swój dwór z daleka, czuć mocny zapach siana.
Znaleźć się kiedyś w stolicy, iść pierwszy raz do teatru.
Wdychać woń dekoracji, słuchać przeciągłego wiatru.
Na stancji tęsknić do domu. w niedzielę chodzić do kościoła.
Odrabiać pilnie lekcje i pytać - kiedy się skończy szkoła.
Gdy myślę o tym wszystkim, jest mi dziwnie smutno i wesoło -
Bo dzieciństwo to takie zaklęte, doprawdy zaczarowane koło.
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Nie każdemu jest... - Jerzy Liebert
***
„Nie każdemu jest być dane św. Pawłem. Nie każdego Bóg napada w drodze do Damaszku. Trzeba najczęściej odbyć długą, mozolną drogę zanim zamierzy spotykać nasze małe Damaszki. (...) Trzeba zrobić pierwszy mały wybór, a on się później rozrośnie.”
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Bliżej smutku, daleki już jestem od złości - Jerzy Liebert
***
Bliżej smutku, daleki już jestem od złości,
Od nadziei, co krzepi, od żądzy, co burzy,
Współczucie Twe mi obce, Twa dobroć mnie nuży:
Dwa okruchy łaskawe ze stołu miłości.
Patrzę w jutro bez gniewu, w dzień przeszły w zadumie,
Dzisiaj spojrzałem w miłość i zabiłem trwogę,
I odtąd w głębię serca wpatrywać się mogę -
Twego, co kochać nie chce, mego, co nie umie.
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Pasterka - Jerzy Liebert
Pasterka
Ptaki niby dzwoneczkami cieszą się kolędą -
Chrystus nam się narodził i nowe dni będą.
Do stajni Betlejemskiej aż do brzegów Wisły
Z ptakami smukłe sarny dziwować się przyszły.
Wiewiórka zęby szczerzy i w niebo się patrzy,
Jak dwa gołębie płyną na błękitnej tarczy.
I kwiaty, choć to zima, czas mroźny i cichy.
Niosą myrrę, kadzidło i złote kielichy.
I pawie przyfrunęły z krajów cudzoziemskich,
By swe pióra przyrównać do skrzydeł anielskich.
A mały Chrystus smutny w drzwi patrzy i czeka,
By wśród witających zobaczyć człowieka.
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Do Anny - Jerzy Liebert
Do Anny
Z okna Twego jak z szklanki wąskiej piję wino,
Błękitne i różowe, z gwiazdami, co płyną
Na dnie przejrzystym.
A Ty z serca mojego, co wrzące i gwarne,
Słodką, serdeczną dłonią zbierasz krople czarne
Jak łzy perliste.
I tak w nieba i piersi wsłuchani oddechy,
Z winem różowym nasze łączymy uśmiechy
W przyjaźni zgodnej.
Aż serca niespokojne i dręczone burzą
Jak żagle się w przestworzach skąpią i zanurzą
W mowie pogodnej.
I gdy małą uliczkę dzień słońcem wybiela
I jak pszczelny ul dzwoni kościół Zbawiciela
Na pacierz ranny,
Usta, od słów błękitne, są jak obłok chłodne
I światło przez nie płynie czyste i łagodne —
Mój wiersz do Anny.
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
audio,
Liebert Jerzy
Ty i jesień - Jerzy Liebert
Ty i jesień
Na ziemi jesień wietrzna konary drzew pochyla,
perełki chmur na niebie jak na różańcu goni,
w ogrodach twoich oczu kołyszą się motyle,
w pasiekach ust twych słodki rój miodnozłoty dzwoni.
Już spłonął po zagrodach rumieniec jarzębiny
i dzwonki kulek srebrnych nie toczą nad przełęczą,
ale gdy moje oczy ku Twoim oczom skłonię -
dzwonkami, jarzębiną jesienne dnie me dźwięczą.
Panienko moja dobra, która na czoło ciche
pieszczotą dłonie zsyłasz jak ptaki najłaskawsze,
najsmutniejszemu z ptaków, co w moich piersiach bije
w ogrody oczu pozwól zabłąkać się na zawsze
Jerzy Liebert
Na ziemi jesień wietrzna konary drzew pochyla,
perełki chmur na niebie jak na różańcu goni,
w ogrodach twoich oczu kołyszą się motyle,
w pasiekach ust twych słodki rój miodnozłoty dzwoni.
Już spłonął po zagrodach rumieniec jarzębiny
i dzwonki kulek srebrnych nie toczą nad przełęczą,
ale gdy moje oczy ku Twoim oczom skłonię -
dzwonkami, jarzębiną jesienne dnie me dźwięczą.
Panienko moja dobra, która na czoło ciche
pieszczotą dłonie zsyłasz jak ptaki najłaskawsze,
najsmutniejszemu z ptaków, co w moich piersiach bije
w ogrody oczu pozwól zabłąkać się na zawsze
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Uczę się ciebie człowieku... - Jerzy Liebert
***
Uczę się ciebie człowieku.
Powoli się uczę, powoli.
Od tego uczenia trudnego
Raduje się serce i boli.
O świcie nadzieją zakwita,
Pod wieczór niczemu nie wierzy,
Czy wątpi, czy ufa - jednako -
Do ciebie, człowieku, należy.
Uczę się ciebie i uczę
I wciąż cię jeszcze nie umiem -
Ale twe ranne wesele,
Twą troskę wieczorną rozumiem.
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
Liebert Jerzy
Jurgowska karczma - Jerzy Liebert
Jurgowska karczma
Raczej zawróć, raczej nadłóż parę staj,
Choćby ziąb cię spalił, wiatr oślepił -
Przed tą karczmą nie zatrzymuj sań:
Nie pij, moja miła, nie pij...
Tam z kieliszków wyskakuje siny bies,
Czuły tenor, bies rozanielony,
Stuknie w szkło - już w kieliszku pełno łez,
A on płacze, coraz wyższe bierze tony...
Stuknie w szkło, weźmie cis, wstrzyma czas
I z wieczności - sama wiesz najlepiej -
Będzie łkał: jeszcze jeden do mnie raz
Przepij, moja luba, przepij.
Brzękną szkła... patrzysz w krąg - tenor sczezł,
Ton ostatni jeszcze słania się po stole,
A z kieliszka drugi bies, rudy bies,
Wyjrzał tępy - czarną bruzdę ma na czole.
Wlepił wzrok: w mózgu myśl, ostra kra -
Tęskny gzygzak tnie ci czoło między brwiami...
Stuknął w szkło - już w kieliszku jestem - JA!
Nie pij czasem, nie daj się omamić!
- Tyżeś to, mój miły? - Brzękną szkła -
Pękną ściany, dach dwupoły się rozłamie,
Miast posadzki - czarny lej bez dna.
I zakracze z wszystkich stron niepamięć...
Tylko walczyk czarci będzie łkał,
Słodki walczyk - ach, niezapomniany!
Pierwsze pas, drugie pas, trzecie pas
I wypłyniesz lekka poprzez ściany...
Jerzy Liebert
więcej twórczości:
audio,
Liebert Jerzy
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















