Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różewicz Tadeusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różewicz Tadeusz. Pokaż wszystkie posty

Tadeusz Różewicz - auto (da! fé!), / czyli Samochodzik

AI 2025

auto (da! fé!),
czyli Samochodzik


Twoim bogiem jest
twój samochodzik
on kieruje twoim życiem
doczesnym i wiecznym
to on przenosi cię
na tamten świat

czasem z całą
rodziną
czasem z kochanką
czasem z muzyką w lewym
uchu czasem
z "komórką" przy prawym
w jego wnętrzu staniesz
na sądzie ostatecznym
przed obliczem gównego
komendanta policji niebieskiej
Michała Archanioła

 Tadeusz Różewicz (z tomu Kup kota w worku (work in progress), 2008) 

 

Tadeusz Różewicz - Znalezisko

Znalezisko
AI 2024


Zbliżam się do końca
mojej "drogi"
początek
widzieli inni
"inni" będą też widzieli koniec
ja się zbliżam
ale nie zobaczę
po drodze
spotykałem ludzi
szukałem
szukałem siebie
znalazłem CIEBIE
idziemy
razem od tylu tylu
lat

Tadeusz Różewicz z tomu Ostatnia wolność, 2015

Tadeusz Różewicz - Kto widział Annę

Kto widział Annę

AI 2024
Aleją między platanami
odchodzi Anna
z czarnymi oczami
oczy ma pełne łez 
głowę wciśniętą w ramiona
niesie gałązkę bzu
a naprawdę umiera

Nikt tego nie widzi
w wesołym Budapeszcie
w ogrodzie zoologicznym 
gdzie ziewają tygrysy
orły krzyczą chrapliwie
biją skrzydłem w kratę

Kto widział Annę w pomarańczowej sukni
miała oczy pełne łez
ginęła w alei platanów
niosła biały bez.

1954

Tadeusz Różewicz z tomu Wiersze odzyskane 2021

Tadeusz Różewicz - Głosy niepotrzebnych ludzi

Głosy niepotrzebnych ludzi 

I


JEDEN Z WIELU
Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024



Ja jeden z wielu
ukryty wśród miliarda
Wstydzę się że jestem

Uczeni panowie
profesorowie Vogt Burch i inni
mówią że miliard ludzi
jest na świecie niepotrzebny
Za dużo jest ludzi
więc człowiekowi wstyd że żyje

Tyle tego
biali żółci czarni czerwoni
wszyscy chcą jeść
ubierać się oddychać kochać

Ach oni mają sny marzenia
oni mają pragnienia
oni walczą powstają
Więc co zrobimy z tym miliardem
martwią się panowie
Vogt Burch i inni
Co zrobimy z tym i z tymi

Co zrobicie
z tym chłopcem
który wkleja do szarego zeszytu
czerwony liść dębu
z tym który trzyma w dłoni jabłko
i z tym który biegnie przez łąkę
który leci przez gwiazdę śniegu
Co zrobicie z moim ojcem i matką
co zrobicie
co zrobicie z tym miliardem
niepotrzebnym.

II

KRÓL

Król Faruk wieprz
nadziany brylantami ananasami
dolarami krabami rajskimi ptakami
i innymi dziwami
których nie poznałem
nawet we śnie

Tarza się w błocie
kapitalistycznego świata
darmozjad od urodzenia do śmierci
jadający na złotych półmiskach
Król Faruk właściciel
tysiąca złotych łyżek
miliona głodnych fellachów
były właściciel piramid i Nilu
właściciel dziesięciu pałaców marmurowych
trzech jachtów itd.
Wydzielina waszego świata
obwieszona gwiazdami
i tęczami orderów


Ten jest potrzebny
ten jest bardzo potrzebny
niezastąpiony
brylant w koronie
waszego świata
jego nie przeznaczycie na śmierć
nie udusicie
nie spalicie
dobrzy panowie
uczeni panowie
pełni troski o przyszłość
miliarda robaków
on jest potrzebny i wy jesteście potrzebni
martwicie się co zrobić z nami

a wiecie co my zrobimy z wami
a wiecie co my zrobimy
a wiecie co my...

III

ZŁY DUCH

Straszono ludzi
złym duchem demonem
o imionach tak licznych
jak gwiazdy na niebie

Występował w stu maskach
ukrywał się w osobach zwierzętach i rzeczach
wodził na pokuszenie
i znikł

Widziałem go
bez maski
szedł obok mnie
dobrze ubrany i wypasiony
i mówił mówił mówił
mówił tak aż ślina
zbierała się w kącikach warg:
„Miliard ludzi jest na świecie niepotrzebny
Kiedy oni wreszcie użyją
bomby atomowej
czarni wydają podobno woń niemiłą
dla białego człowieka
Azjaci mnożą się jak króliki
W Indiach ludzie umierają jak muchy”
Na widok dzieci które przechodziły
z białymi gołąbkami na kijkach
wybuchnął śmiechem zaśmiewał się
aż z oczu wytrysła, mu krew

Szedł przez tłum
jak przez powietrze
potrącony
mruknął „bydło”
i była w tym słowie
nienawiść zimna i szczera jak złoto.

IV

WYZNANIE

Małemu chłopcu w białym ubranku
dano poznać
smak Boga
którego nie ma
I zostałem sam

Ja głupiec chciałem
połknąć świat
Ja mięso kości włosy
Ciemny podłużny kształt
Ja który wypowiedziałem
wiele słów

Mówiłem że niosę
a byłem niesiony
Mówiłem że żyję
a to była śmierć
mówiłem mówiłem.

V

KARMIĄCA ZYCIE

Jasna piękna
jak wydarzony bochen białego chleba
ma małe stopy i ręce
i włosy pachnące ziołami
i usta
ciepłe ukryte
pod wielkim czarnym liściem
nocy
cierpkie o świcie
Siedzi ze światłem w oczach
z mleczną piersią
w dłoni
siedzi w środku ciszy
w środku pokoju narodów
jest ziarnem owocu
jabłka ziemi
jabłka którym władali
królowie
jabłka które obejmuje
które obejmie doskonale
ręka ludów

Karmi nowonarodzonego
Patrzcie jak on ssie
jak ssie życie
wzrusza rączkami milczącą rzekę powietrza
niedługo otworzą się jego oczy
a potem otworzy się myśl
zamknięta jeszcze
pod pulsującą kością czaszki

Ziemio ziemio
jaka ukażesz się człowiekowi
dzisiaj urodzonemu.

1954


Tadeusz Różewicz z tomu Równina, wiersze z lat 1953-1954
 
 
 

Tadeusz Różewicz - Możliwości

Możliwości

Mogę jeszcze wstać
Obraz wygenerowany przez artificial intelligence 2024

iść przed siebie 
zostawić wszystko
za sobą

mogę jechać długo 
w jakimś kierunku 
wysiąść nocą 
na stacji

nazwy tego osiedla 
mogę się dowiedzieć później

zredukowany
do samego siebie
siedzę na krześle
w poczekalni

Koluszki rok 1957

piję letnią
przesłodzoną herbatę
czekam na połączenie

już nie zdążę
na pogrzeb Leopolda Staffa

chowają go
dzisiaj

(1957-1970)

["Na drodze" 1970, nr 9, s.1]

Tadeusz Różewicz z tomu Wiersze odzyskane, 2021

Dezerterzy - Tadeusz Różewicz

Dezerterzy


I

ja człowiek
małej wiary
modlę się za spokój
tych dusz śmiertelnych
za cienie
które nie mogą
znaleźć miejsca
wiecznego spoczynku
zabłąkane między pustym niebem
i ziemią ojczystą

ja człowiek dobrej woli
Andrzej Wróblewski – Rozstrzelanie IV

i małej wiary
czekam na pomnik
nieznanego żołnierza dezertera
ze wszystkich armii
ze wszystkich wojen

pomnik wzniesiony
ukradkiem do nieba
pod ziemią
pomnik wzniesiony oczami
matek żon sióstr kochanek

pomnik wzniesiony
ze wstydu rozpaczy strachu
miłości nienawiści
pomnik bez imienia i nazwiska

Odwaga dezertera
jest ciężka do zniesienia
dla bliźnich
kto uciekł z pola chwały
kto uciekł ze szlachtuza
nie znajdzie przebaczenia
u współczesnych
i potomnych

kto uchylił się od zabijania
sam siebie zabił
i pogrzebał żywcem
w niepamięci

uwieńczony liściem dębowym
na gałęzi drzewa
albo na latarni
powieszony w kwiecie wieku
dezerter
déserteur
Fahnenflüchtiger
Landesverräter
ucieka do końca świata

„biada temu
kto w kwiecie lat
nie ukoiwszy swej żądzy życia
padł ofiarą
sztyletu wrażego
biada jemu i biada nam
jego współrodakom
lub współobywatelom
dusza jego nie zazna spokoju
przebywa wśród nas
znieważona i urażona”

II

                 poeta modli się za duszę
                 nieznanego dezertera

módlmy się
wierzący w Boga
i wierzący w Nic
za śmiertelne dusze
błąkające się
po polach lasach łąkach
po ulicach miast
po kościołach i cmentarzach
módlmy się za dezerterów
pierwszej i drugiej wojny światowej
wieczne odpoczywanie
racz im dać Panie
Módlmy się za dezerterów
wojen obronnych i napastniczych
wojen sprawiedliwych i niesprawiedliwych
módlmy się za tych co porzucili
znaki mundury
broń i sztandary
„Nie zabijaj”
powiedział Pan
i milczy
„Gott mit uns“
powiedział człowiek
i ruszył na wojnę
z krzyżem
w ręku

Wzywam Was
na Apel Poległych...
Dezerterzy!
Ze wszystkich armii świata!
niech kompania honorowa
odda salwę skierowaną
w wasze serca głowy
zawiązane oczy

niech wasi koledzy
rozstrzelają jeszcze raz
wasze imiona
wasze cienie
pamięć o was

apoteoza wodzów
generałów rzeźników
ludobójców trwa

oni ustanawiają wojnę
i pokój
prawo do życia
prawo do śmierci
a matki rodzą dalej
rodzą bohaterów
rodzą dezerterów
rodzą ludzi
biedne ludzkie istoty
jedyne ssaki ubrane
w operetkowe mundury

pod pstrymi sztandarami
szykują się do wojny
do wojny do wojny
szykują się do ostatniego
wystąpienia
w teatrze wojny

a ja czekam
na pomnik nieznanego dezertera
ze wszystkich armii świata

Tadeusz Różewicz z tomu Płaskorzeźba 1991

Acheron w samo południe - B - Tadeusz Różewicz

Acheron w samo południe 



płynąłem
przed siebie bystro
z otwartymi ustami
zawróciłem
przerażony obrazem
który na mnie czekał
rósł

z zamkniętymi ustami
wracałem do źródła
woda była czysta żywa
płynąłem zaciskającym się
jak gardło korytem
w siebie
to ja byłem źródłem
chciałem
wypłynąć za siebie
wrócić dalej głębiej
dawniej

rzeka była
przeźroczysta
płytka płytsza
nikła znikła

Tadeusz Różewicz

Nic - Tadeusz Różewicz

Nic 

w nocy
słowo
nic
rozrasta się krzewi
gwałtownie

w dzień
traci swą
żarłoczność

wślizguje się w życie
jak nóż w mięso

Tadeusz Różewicz

Dopełnienie - Tadeusz Różewicz

Dopełnienie

Ta strona
zwrócona jest do ludzi
i choć jest zatarta
zmienna fałszowana
daje wyobrażenie
o moim kształcie

strona druga
której nie zna nikt
która nigdy nie ujrzy
światła dziennego
której do śmierci i po śmierci
nie dotkną inni ludzie

ta druga strona
znana tylko mnie
żyje w ukryciu
ale wpływa na stronę
jawną
i przez nią styka się z ludźmi

którzy
zdumieni
którzy ubawieni
którzy przerażeni

wołają

skąd to się wzięło u niego
to jest niepodobne do niego
to zupełnie inny człowiek
w znanym wizerunku
ujawnił się rys nowy dwuznaczny
zaskoczył
i dopełnił

Tadeusz Różewicz

Acheron w samo południe (D) - Tadeusz Różewicz

Acheron w samo południe
(fragment - D)

płynąłem długo
z zamkniętymi ustami
zawróciłem

Nikt czekał
u źródła i przy ujściu
nikt
czekał na obu brzegach

idę w głębinę
kołuję
płynę pod powierzchnią
tu więcej życia cieplej
wyskakuję
mam język rozdarty

ten hak to nie żart
to nie igraszka
wykuta ze słów

próbuję się zatrzymać
chcę wypluć przynętę
mogę to uczynić
razem z wnętrznościami

wtedy pojmuję
jeszcze raz
że moim zadaniem
jest zgoda

odzyskuję swobodę
lekkość
włos
lina wydłuża się
w nieskończoność odpływam
razem z moim czasem

Tadeusz Różewicz

Lawina - Tadeusz Różewicz

Lawina

spadła nam na głowy lawina
kamieni kamyków kamyczków

można powiedzieć że poeci
ukamieniowali poezję
słowami

tylko jąkała
Demostenes dobrze
wykorzystał kamyki
obracał je
w jamie
ustnej aż do krwi
został jednym z wielkich
oratorów
świata

PS
ja też potknąłem się
o kamień już na początku drogi

Tadeusz Różewicz

Poruszamy się... - Tadeusz Różewicz

***

Poruszamy się
poruszamy się prędzej
śpieszymy
coraz szybciej
i szybciej
krążymy
dokoła
lecz nie ma środka
jest wiele domów które stoją
ale nie ma środka
jest wiele dróg które biegną
ale nie biegną do środka

Tadeusz Różewicz

Na początku jest słowo - Tadeusz Różewicz

Wojciech Siudmak - Kamienna piana
***

na początku
jest słowo
wielka radość tworzenia

po końcu wiersza
zaczyna się
nieskończoność

wsłuchaj się

ona przemienia się
dla ułaskawionych
w Boga

ale przed poetą
otwiera się przepaść

po latach
zostanie odgrzebany
oczyszczony z błota
pyłu ziemi

kamień z nieba
wyzuty z ognia
meteor

Tadeusz Różewicz

Bez tytułu - Tadeusz Różewicz

Mariusz Zawadzki
Bez tytułu

mordowali się
mordują
i mordować będą
kainowe plemię
zaludnili ziemię
skazili wody
zaśmiecili kosmos
kaci dla wszystkich
stworzeń
urządzają bez przerwy
rzeź niewiniątek
piją ropę
modlą się do
złotego cielca
którego padlina
zatruwa miłość
wiarę i nadzieję

Tadeusz Różewicz

O jedną literę - Tadeusz Różewicz

O jedną literę

umierając jeszcze się gryzą
odbywają się jakieś targi
o jedno słowo
o jedną literę
na pomniku
gdyby to chociaż chodziło
o to że słowo
Hieronim Bosch - Piekło
bochater
ma o jedną literę za dużo
gdyby chodziło
o literę „c”

lecz im chodzi o całe słowo
o sens historii
o to że ich bohater
że nasz
że ich że nasz
że wasz
krew serdeczna
krew przeszłości
rozwodniona słowami
bezzębnych starców
którzy gryzą się
o kości pogrzebane spopielone

młoda krew przelewana teraz
z pustego w próżne

jakieś targi przetargi liczydła
o liczbę trupów o dym krematoriów
czy słyszycie poszczekiwanie
sfory psów
wszelkiej maści
nacjonalistów
którzy
napełniają słowo
„przebaczam” nienawiścią

czy widzicie starców
nad grobem
nieznanego i znanego żołnierza
którzy trupim jadem nienawiści
zarażają młode serca
i głowy wnuków

a przecież powiedział Nieznany
wam poeta nasz poeta
„Nie Bóg stworzył przeszłość, i śmierć, i cierpienia,
Lecz ów, co prawa rwie (…)
Przeszłość − jest to dziś, tylko cokolwiek dalej (…)”

Tadeusz Różewicz

Et in Arcadia ego (fragment) - Tadeusz Różewicz

Et in Arcadia Ego - Nicolas Poussin - 1629-1630
Et in Arcadia ego
(fragment)

w Sykstyńskiej Kaplicy
widziałem niewidomego
trzymała go za rękę
jego żona Ewa
jego oko
objaśniała mu szeptem
Sąd Ostateczny
Stworzenie Świata
Stworzenie Adama
Wygnanie z Raju
On podniósł twarz do góry
głosy spadały
na jego – w ciemność wzięte
oczy
a ja wielooki wielouchy
otwarty na wszystkie strony
łykałem głosy i barwy

kobiety
na grzędach
znoszą jaja piękna
od szumu
głowa pęka

Tadeusz Różewicz

Et in Arcadia ego (fragment) - Tadeusz Różewicz

Guercino, Et in Arcadia Ego, ok. 1628
Et in Arcadia ego
(fragment)

rzeczywistość
jest wypełniona
rzeczywistością
przez pęknięcia w rzeczywistości
może przeniknąć wyobraźnia
„w nas zaś powstaje złuda wyobraźni
przez którą czasem chwytamy się
podobieństwa rzeczy jako rzeczy samych
jak to widać u śpiących i obłąkanych”

Nie zostawić ani jednego miejsca
Ani jednego białego pola dla wyobraźni

Tadeusz Różewicz

Zakatrupiony - Tadeusz Różewicz

Zakatrupiony

Zakatrupiony
deską
na śmietniku Pier Paolo
próbuje z martwych wstać
czołga się

w stulonych dłoniach niesie
ludzkie krwawe
przyrodzenie jak pisklę
w gnieździe
przed tron Pana

i ziemia ta niebieska
nieziemsko piękna
we wszechświecie rana
karbunkuł w łonie
drogi mlecznej
pluje krwią i spermą

to ty Pier Paolo
powiedziałeś
"Człowiek widzi z daleka człowieka,
który zabija innego człowieka.
Jest świadkiem działania,
dystansuje się odeń..."

jakiś człowiek
widział z daleka
innego człowieka
który zabijał ciebie
La Terra vista dalla Luna
il porcile
ledwie opierzony
żółtodziób
giovane di primo pelo
piekarczyk z palącymi oczami
Fornariny
zwarł pośladki
odbytnicę raju

niedorosły jeszcze do powroza
do wyroku śmierci amorino
spożywający gówno świata
jeden z bohaterów
Salo czyli 120 dni Sodomy

stworzony na obraz
i podobieństwo Boga
Pier Paolo czeka
na sąd ostateczny

Tadeusz Różewicz

Pisałem - Tadeusz Różewicz

M.C. Escher
Pisałem

Pisałem
chwilę albo godzinę
wieczór noc
ogarniał mnie gniew
drżałem albo niemy
siedziałem obok siebie
oczy zachodziły mi łzami
pisałem już bardzo długo
nagle spostrzegłem
że nie mam w ręku pióra

Tadeusz Różewicz

W młodości - Tadeusz Różewicz

w młodości

dotykiem widziałem
lepiej niż wzrokiem
formy
i powierzchnię materii

wzrokiem dotykałem
kolorów w ciemności

Tadeusz Różewicz