Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karpowicz Tymoteusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karpowicz Tymoteusz. Pokaż wszystkie posty

Miłość - Tymoteusz Karpowicz

Miłość

Wierzyłem:
całowane drzewo
nie utraci liści -
spadają liście
z całowanych drzew

Ręką zakochaną
przygarnięta rzeka
nie odpłynie -
a odpływa
we mgle

Jest w moim krajobrazie
błąd barw i zapachu
lecz ciągle
ciągle kocham
to co wciąż się
zmienia

Jak złota piłka
biegnie wciąż przede mną
zatrzymywana
ukochana
ziemia

Tymoteusz Karpowicz

Lekcja ciszy - Tymoteusz Karpowicz

Lekcja ciszy

Gdy motyl
Zbyt gwałtownie
Czasem złożył skrzydła -
Wołano: proszę o spokój!

Zaledwie piórko
Spłoszonego ptaka
Trąciło o promień -
Wołano: proszę o ciszę!

Tak nauczono
Bezszelestnie chodzić
Słonia po bębnie,
Człowieka po ziemi.

Wstawały drzewa
Bez szumu nad polem
Tak jak powstają
Włosy z przerażenia.

Tymoteusz Karpowicz

Historia białopiennego źródła - Tymoteusz Karpowicz

Wojciech Siudmak
Historia białopiennego źródła
(fragment poematu)

Joanna d arc dziewica la pucelle wbrew voltairowi białostopa
szła by gołębia napoić co znosił chrust w dzień upalny na
trzydziesty pierwszy maja i przez ceglaną powiekę rouen
                                                                                   widzi
nie widzi w jej wiosce domremy druga joanna d arc całuje
piwowara i kładzie się w pokrzywy wtedy szmelcowany
                                                                                   pancerz
miecz chromowany jest jak zbawienie i trzeba wojny trzeba
śmierci by pancerzowi nie było samotnie z gorącym ciałem
łaskotaniem włosów i zanim schiller jungfrau von orleans to
przecież patrząc na zabiegi kata miłość Joanny istniała w
pokrzywach nie tylko pszczoły nabijały żądła lecz poparzone
dziewczęta swe uda dawały lizać pienistemu słońcu i stojąc w
środku gryzącego stosu joanna nie wie czy to pierwsza
                                                                                     miłość
czy tylko przyszła po prostu śmierć pierwsza

Tymoteusz Karpowicz

Rozprawa z demonem - Tymoteusz Karpowicz

Jonathon Earl Bowser
Rozprawa z demonem

posiwiał mój dom ze strachu przed północą
ale i ty wypłowiałeś demonie:

co trzymasz na tacy: moją głowę czy bochenek chleba
na dni chudsze od siebie
gdzie mieszkasz teraz czy w wypalonym uchu Boga
czy w półszczypcie popiołu łóżka
lewą czy prawą ręką jest natura w tobie
zakrywającą nocą usta dnia a w nocy
zrywającą z nich bandaże ognia
jesteś upadłym światłem na kolana
pod dnem błysku kosy
czy ciemnością wniebowziętą ze skoszonej trawy
która oczy zamknęła za nas

widzisz kupiłem ci kocioł smołę i widły
parę pęczek dusz siedem dziegciowych kropideł
na każdy przyczółek tygodnia oplute tabernakulum
i wyłamaną z krzyża nogę chrystusa
a ty prasujesz koszulę na swojej skórze
bucha para a staje się guzik

i ty i ja czekamy ponownie na wrota piekieł
aby spróbować raz jeszcze siebie przestraszyć
bo przestrach rodzi oczy tak wielkie
że w nie Bóg wchodzi i grozi niebem
tortem z aniołów i manną ze świętych
o już pada obudź się zza oczu spójrz na bramę
czy na niej dante gryzmoli swoje
lasciate ogni speranza to analfabeta
uczuć a z naszym dyplomem na ukończenie
blake'owskiego mostu między niebem i piekłem patrz jak zaczyna się tlić od brzegu poranku

Tymoteusz Karpowicz

Ostatni łan - Tymoteusz Karpowicz

Ostatni łan

...A gdy wreszcie znużeni oddamy swój popiół
Do gwiazd odpływającej nie nazwanej fali
Bóg spotka nas i w niebo własne swe przetopi
I to nam żąć rozkaże, co żeśmy rozsiali...

...na ziemi wiecznych żądań i krótkich niepragnień,
Mocą chwili pożartych, porywów, uniesień.
I wiecie, że nas wówczas straszny lęk ogarnie,
Gdy ów łan ostatni ku oczom się wzniesie.

...Ciężkie kłosy łez pełne... a z gwiezdnych zamętów
Podarte przez nas w biegu wyciągną się dłonie
I bóg sądowe szale rozwiesi na łonie...

...tych gwiazd w które wiecznie szliśmy zapatrzeni,
Kiedy lichy ich przebłysk przeklął i opętał,
A potem nas postrąca w otchłań razem z niemi!...

Tymoteusz Karpowicz

Zwycięstwo - Tymoteusz Karpowicz

Renata Brzozowska
Zwycięstwo

udało mi się zamknąć ją w mym wnętrzu
wchodząc do rzeki — aż po złotą szyję
nurzam jej ciało w niecierpliwej wodzie
kiedy uderzam nogą o ostry kamień
słyszę jak ona kurczy się i cofa stopę
jej ciepłe włosy splątane we śnie
próżno szukają ujścia z moich włosów

pokorna - leży we mnie lecz co noc
zapala siebie tuż pod moim sercem
wtedy przypada do mnie kamień oszalały
i rzeka ogniem wpływa do mych oczu
mały kwiat polny kąsa mnie tak wściekle
że wyję cicho choć jestem zwycięzcą

Tymoteusz Karpowicz

Nieco przed lasem - Tymoteusz Karpowicz

Max Ernst - Las
Nieco przed lasem

on niby wyjrzał
ale jeszcze nie mam na to oka

on jakby słucha
ale jeszcze mimo moich uszu

on na pewno coś zwęszył
ale jeszcze mi to nie po nosie

on już na język wodzi
ale drewno mam na jego słowo

nieco przed lasem za wcześnie
wyszło słońcu na dobre z cienia

ale nieco przed lasem za późno
na wybicie tej chwili ze światła

Tymoteusz Karpowicz

Marzyciele - Tymoteusz Karpowicz

Marie-Anne Foucart
Marzyciele

Brodzimy w świetle księżyca –
poławiacze pereł napowietrznych
ciepłe ryby bez płetw

Odchodzimy coraz dalej od sensu
tam gdzie liść jest planetą
tam gdzie nagle wszystko się wie

Zawsze jednak krzywo idziemy
nas pył kwiatu
ciągle strąca z dróg –

marzycieli z czwartego wymiaru
z ziemską kulą u nóg

Tymoteusz Karpowicz

Czarodziejska góra - Tymoteusz Karpowicz

Czarodziejska góra

Mihai Criste
Nie powtórzą się:
niebo zapisane skrzydłem ptaka
drzewo z okrągłym echem w środku
cierpliwość palta i bunt iskry
pierwsza podróż płonącego łóżka
pierwsza rzeka z włosami Ofelii -
nie powtórzą się w naszym
kieszonkowym życiu
są wytrwałe w znikaniu
tak jak my w jawności

więc całujmy rzeczy znikome:
brzózki nóg białe nietoperze dłoni
bramy oczu skąd się wychodzi
z dzwonkiem w sercu lub z toporem w mózgu
lazurowe konie brodzące po wodzie
powietrzny przepływ wszystkich oczu ziemi

Mefisto nie kuś nas nieśmiertelnością
Weź ten listek do włosów i obłok do ręki -
to one są nietrwałe to one znikają
a my patrzymy na to z wielkiej srebrnej góry

Tymoteusz Karpowicz

Fałszywy alarm - Tymoteusz Karpowicz

Mike Kleimo
Fałszywy alarm

Na krzyk
zbiegli się sąsiedzi
potem milicja
karetka pogotowia

Ale ulica spływała czystym kamieniem
nikt nie miał krwi na rękach
ni ołowiu w sercu

Rozchodzono się uznano alarm za fałszywy

Jakby tylko krew i ołów
wyjawiały ludziom
ludzki ból

Tymoteusz Karpowicz

Trudny las - Tymoteusz Karpowicz

Trudny las

co wykopię jego zieleń z brunatnego dołu
obsuwa się po moją białość

co podniosę go z kolan na gałęzie
opada z moich nóg

ledwo dam mu słowo między drzewami
już je upuszcza na mój głos

zanim pokażę mu wesołe wiewiórki
zdąży oślepić się na mój widok

cóż to za trudny las unicestwiam
pragnieniem jego szumu

Tymoteusz Karpowicz

Polowanie - Tymoteusz Karpowicz

Polowanie

osaczeni sobą psy karmiąc wewnętrzne
w zbyt ciasnym lesie
czekamy poranku

pełni jesteśmy zwierzyny i siebie
tak jak to bywa w czasie polowania
słuchamy czujnie czy przez nasze ucho
puszystowłosy sobol nie wyskoczy

skoro świt
wyjdą z nas do wodopoju
łatwołamliwe świecące jelenie
wtedy będziemy strzelać w ich gorący zarys
wygodnie leżąc w swoim własnym cieniu
by strzał po strzale
wewnątrz się
rozluźniać

Tymoteusz Karpowicz

Biały niedźwiedź - Tymoteusz Karpowicz

Biały niedźwiedź

Gdy dźwięk spotyka się z dźwiękiem blask z cieniem materia z materią
wszędzie tropimy zawzięcie dwie białe gwiazdy jej nóg
Kim jest ta istota że ciągle zdyszani zmieniamy spocone tęczówki
by ujrzeć ją jeszcze jaśniejszą i trwalszą?
Dla kogo niesie swą skórkę delikatniejszą od włosków na uchu myszki
wsłuchanej w piosenkę trzmiela?
Kim jest ta dziewczyna pytamy przysłonięci światłem
jej ciała niby pachnącym obłokiem
Kim jest kim będzie — szepczemy wołamy śnimy
pochyleni nad śnieżną przepaścią obcej urody
gotowi rzucić się na dół w śmiertelne koło zachwytu
za samo prawo pytania i obłęd męskiego pragnienia
A kiedy jej blask już złowimy i przełamiemy go na pół —
dwie gwiazdy z niej uczynimy dwie chmury dwa białe źródła smutne
A kiedy już nie ma tajemnic objawia się w zwykłym szlafroku
poprawia nam sny pod głową zamyka książki otwarte —
patrzymy na nią jak na białego niedźwiedzia co chce spać w naszych źrenicach
jak w bryłkach lodów polarnych które pocięte mieczami
zórz magnetycznych spływają wzdłuż naszych planów ucieczki
— patrzymy na nią patrzymy i wściekli za jej potęgę
cofamy cofamy źrenice aby nie miała gdzie mieszkać

Tymoteusz Karpowicz

Po obu stronach - Tymoteusz Karpowicz

Po obu stronach

po jednej stronie głowy
jeszcze kokarda wiąże rękę
a już z drugiej ręki
wdowi warkocz szuka strony
pod tę samą głowę

na jednej nodze
jeszcze zbiega parów
do zawilców w trzewiku
O niczym
a już z drugiej nogi
but nie schodzi
po stopniach
bez laski

za jedno oko
jeszcze daje słońce
wszystkie łódki po wodzie
pisane
za drugie czarnym wiosłem
zgarnia rzęsę źrenicy
z oka jakby
skreślone

i mów słowa
szybciej uszu
na ukos

i za ręce
z miejsca chwytaj
na krzyż

Tymoteusz Karpowicz

Księga Eklesiastesa - Tymoteusz Karpowicz

Vouet ; Saturn pokonany przez Amora, Nadzieję i Wenus; 1645/46
Księga Eklesiastesa

jest czas otwarcia powiek i zamknięcia łóżka
czas nakładania koszuli i zdejmowania snu
czas śpiącego mydła i na pół rozbudzonej skóry
czas szczotki do włosów i iskier we włosach
czas nogawek czas sznurowadeł czas guzików
oczka w pończosze ślepoty pantofla
czas widelca i noża dziesięciu deka kiełbasy i gotowanego jajka
czas tramwaju czas konduktorki czas policjanta
czas dzień dobry i czas do widzenia
czas marchewki groszku i koperku
zupy pomidorowej i gołąbków z kapusty
czas zawijania knedli i rozwijania niedozwolonych szybkości myśli
czas biletu do kina albo donikąd
może do rzeki może do obłoku
jest wreszcie czas zamknięcia powiek i otwarcia łóżka
czas przeszły teraźniejszy i przyszły
praesens historicum i plusqamperfectum
czas dokonany i niedokonany
czas od ściany i do ściany

Tymoteusz Karpowicz

Koło tańca miłosnego - Tymoteusz Karpowicz

Joan Miró
Koło tańca miłosnego

i z miłości zdjęła chustkę z włosów
potem zdjęła włosy poza chustkę
potem co mogło przypominać włosy
potem co niczego już nie przypominało
zachodziła go ze wszystkich stron szyi
potem szyja zachodziła w strony
potem strony zachodziły w szyję
potem stronom było już bez stron
potem szyjom było już bez szyi
była wesoła zrywała się z ciała
potem ciało zrywała z ciała
potem co mogło nie pamiętać ciała
potem co niczego już nie pamiętało
była ciągle taka sama jego
jak nie jego była taka sama
jak nie taka sama była już nie jego
jak nie sama była już nie taka

Tymoteusz Karpowicz

Można się jakoś - Tymoteusz Karpowicz

można się jakoś

dopóki światło jest
w ubraniu chodzić
po szyję świecić
guzikami w oczy
można się jakoś uszyć
dopóki ciemno
wstawać do ubrania
wzdłuż szelek
wciągać sny
za uszy
wiązać pierwsze słowa
z kolczastego drutu
można się jakoś spruć
dopóki między kołnierzami
można odnaleźć
z szyi
numer ciała
można się jakoś mierzyć

Tymoteusz Karpowicz

Zmyślony człowiek - Tymoteusz Karpowicz

Zmyślony człowiek

Nie przyglądaj się mej twarzy -
twarz to zmyślona
Ciułałem martwy rys po rysie
rozpinałem nad sobą sarkofag
Pół życia straciłem lecz dokonałem arcyrzeczy:
nawet krzywe zwierciadło
takiej twarzy nie może pogiąć
Nie przysłuchuj się mej mowie -
jest taka zmyślona
Dokonałem niezwykłego czynu:
ominąłem język ojczysty
W wieży Babel
wymieniłem rzecz czarnoleską
na syntezę mowy
Było to trudniejsze od lotu bez skrzydeł
Straciłem na to drugie pół życia
Nie przyglądaj się mym rękom
nie przyglądaj się mym stopom
nie przyglądaj się memu cieniowi -
zmyśliłem siebie
jestem zmyślony człowiek -
owoc nieistniejącego drzewa

Tymoteusz Karpowicz