* * *
Cienie liści na trawie. Ja je dobrze znam,
Widzę je pod stopami, dobry szept ich słyszę.
Bo, jak gałąź bez drzewa, jestem sam i sam,
Bom wiele, wiele przeżył, bo już czas na ciszę.
Kamienie polne. Znam je. Matka moja miła
Przed ich ciężarem szarym serca mi broniła,
Lecz teraz, kiedy matka moja jest topolą
I trawą i jaskółką, pogrążoną w śnie,
Jakież łagodne, ciepłe ręce nie pozwolą,
Aby kamienie polne tak dusiły mnie?
Deszcze długie i ciemne. Znam je. Biegły w dal
Po ogrodach, po lasach, po błękicie łąk
Jak siekący siekierą nierozumny drwal,
Który zaufał tylko ślepej sile rąk.
Dziś nie kocham świeżości ich młodej i jasnej,
Bo młodość ich szalona, a ja nie mam własnej.
Kochałem dachy mokre, gdy w deszczowej mgle
Wyrastały pod nićmi ulewy długiemi,
A dziś pod każdym dachem jest mi źle i źle,
Bo to co było moje — nie pod dachem — w ziemi.
Ojciec jest teraz słońcem, matka jest topolą
I pisklęciem leżącym w ciepłym gnieździe brat —
Ktoś mi ich ludzkie życie tak okrutnie skradł,
Bym nadawał imiona ich drzewom i polom
I ptakom i muzyce, którą wiecznie słyszę —
Sam jestem na tej ziemi. Czas na wielką ciszę.
Włodzimierz Słobodnik
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slobodnik Włodzimierz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slobodnik Włodzimierz. Pokaż wszystkie posty
Pompeje i Atlantydy - Włodzimierz Słobodnik
![]() |
| Pompeja - fresk |
To, co umarło
lecz żyje w nas.
To, o czym szepcze
powietrze i proch.
Te puste, martwe ulice,
te studnie pamiętające
wodę zamierzchłą
i dzbany zamierzchłe.
Malowidła, pokryte czasem,
Malowidła, kradnące pamięci
barwy i kształty.
Na dnie oceanu
miasta nieżywe,
jak wielkie ryby,
lewiatany zamierzchłego prażycie.
Pompeje i Atlantydy.
Ptaki śpiewające nad Pompeją
to potomkowie
zamierzchłych ptaków.
Drzewa pompejańskie
to potomkowie
dawno umarłych drzew.
Kształt psa,
który pozostał
tu odciśnięty,
szczeka na własną śmierć,
jak na czarnego łachmaniarza.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Jesienna droga - Włodzimierz Słobodnik
Jesienna droga
Jesienna droga. Liście lecą deszczem rudym.
Idzie garbaty smutek, w chmury owinięty.
Na pewno taką drogą jechał doktor Judym
Samotny, zapomniany, smutny, odepchnięty.
Biegną po lepkim błocie gnane batem siwki.
Ciągną zieloną bryczkę, tętnią, rżą, chlupocą.
A wicher śpiewa, płacze jak lipowe skrzypki,
Z tęsknoty za kochanką swą – jesienną nocą.
Czasami przejdzie szary, mętny chłop z siekierą.
Czasami Żyd żałobny z workiem na ramieniu,
A konie tupią, chlupią, lecą w przestrzeń szczerą,
W zadumę, w smutek, w Polskę, w głuche mgły jesieni.
Włodzimierz Słobodnik
Jesienna droga. Liście lecą deszczem rudym.
Idzie garbaty smutek, w chmury owinięty.
Na pewno taką drogą jechał doktor Judym
Samotny, zapomniany, smutny, odepchnięty.
Biegną po lepkim błocie gnane batem siwki.
Ciągną zieloną bryczkę, tętnią, rżą, chlupocą.
A wicher śpiewa, płacze jak lipowe skrzypki,
Z tęsknoty za kochanką swą – jesienną nocą.
Czasami przejdzie szary, mętny chłop z siekierą.
Czasami Żyd żałobny z workiem na ramieniu,
A konie tupią, chlupią, lecą w przestrzeń szczerą,
W zadumę, w smutek, w Polskę, w głuche mgły jesieni.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Obłok i źródło - Włodzimierz Słobodnik
Obłok i źródło
Krajobraz na łodydze wiatru się kołysze
Jak wielki kwiat. Ten szary piach to Uzbekistan,
Stąd Aliszer Nawoi z muzą smagła wyszedł
Na gościniec pieśniarski. Rozejrzyj się, przystań!
Zwilżona arykami błękitna Fergana
Ogrody morelowe u stóp górskich kładzie
I z wonnych winnic wlewa do wiecznego dzbana
Wystałe wino. Popatrz, jak po całym sadzie
Wędruje jasna zieleń, dłoniom ogrodnika
Posłuszna, jak pradawne, oswojone zwierzę.
Słońce tak mocno praży, że ziemia przymyka
Swe ciemne oczy. Popatrz, coraz dalej, szerzej
Kołysze się krajobraz. Rozejrzyj się wokół,
A może wtedy pojmiesz starego pieśniarza
I pogrążysz się w jego pieśni jak w obłoku,
I jak w źródle, co obłok i niebo powtarza.
Włodzimierz Słobodnik
Krajobraz na łodydze wiatru się kołysze
Jak wielki kwiat. Ten szary piach to Uzbekistan,
Stąd Aliszer Nawoi z muzą smagła wyszedł
Na gościniec pieśniarski. Rozejrzyj się, przystań!
Zwilżona arykami błękitna Fergana
Ogrody morelowe u stóp górskich kładzie
I z wonnych winnic wlewa do wiecznego dzbana
Wystałe wino. Popatrz, jak po całym sadzie
Wędruje jasna zieleń, dłoniom ogrodnika
Posłuszna, jak pradawne, oswojone zwierzę.
Słońce tak mocno praży, że ziemia przymyka
Swe ciemne oczy. Popatrz, coraz dalej, szerzej
Kołysze się krajobraz. Rozejrzyj się wokół,
A może wtedy pojmiesz starego pieśniarza
I pogrążysz się w jego pieśni jak w obłoku,
I jak w źródle, co obłok i niebo powtarza.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Do Leopolda Staffa - Włodzimierz Słobodnik
Do Leopolda Staffa
Gdy w noc jesienną owoc spada,
Jak gwiazda jesiennego szczęścia,
Gdy wrzesień w purpurowych sadach
I pieśń, i mgłę, i ciszę zgęszcza;
Gdy na liliowych, szorstkich wrzosach
Światło miesiąca się kołysze
I liście - złote łzy drzew bosych -
Lecą w uwiędu chłodną ciszę;
Gdy życia przeszła już połowa,
A druga nie wiem, czy mnie czeka,
Słyszę, najcichszy Skrzypku Słowa,
Twój głos - głos ziemi i człowieka.
Włodzimierz Słobodnik
Gdy w noc jesienną owoc spada,
Jak gwiazda jesiennego szczęścia,
Gdy wrzesień w purpurowych sadach
I pieśń, i mgłę, i ciszę zgęszcza;
Gdy na liliowych, szorstkich wrzosach
Światło miesiąca się kołysze
I liście - złote łzy drzew bosych -
Lecą w uwiędu chłodną ciszę;
Gdy życia przeszła już połowa,
A druga nie wiem, czy mnie czeka,
Słyszę, najcichszy Skrzypku Słowa,
Twój głos - głos ziemi i człowieka.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Historia - Włodzimierz Słobodnik
Historia
Historia się powtarza: mordy i grabieże
Wojny i wściekłe gwałty
A obok tego dobroć i strzelistość sztuki
Jej najściślejsze kształty
Chaos i ład się odwiecznie powtarza
I ze sobą się jak kwiat z mieczem splata -
Jestem człowiekiem i dźwigam na sobie
Tysiące lat ciemności, tysiące lat światła.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Michały Anioły - Włodzimierz Słobodnik
Michały Anioły
Są Michały Anioły w miasteczkach i wioskach,
Co rzeźbią w cierpkim drzewie lub szorstkim kamieniu
Zbuntowane anioły, konie i potwory
Albo Apokalipsę w okrutnym płomieniu,
Przedpotopowe czasy palą im się w dłucie
I rzeźbią ichtiozaury, i rzeźbią mamuty
Albo wyrzeźbią nagą scenerię potopu,
Wody oceanicznej rzuty i przerzuty.
Mogą wyrzeźbić również zmierzchy mazowieckie,
Skargę wierzby i wody nad wodą zlitowanie
Albo siewcę, co rzuca ziarno w orną ziemię,
Co tak zrasta się z ziemią jak ze zdaniem zdanie.
Czasem rzeźbią w kamieniu wielką polną ciszę,
Pierwszą wieczorną gwiazdę wschodzącą powoli,
Co jest wśród wielkiej ciszy drugą wielką ciszą
I srebrnym przedłużeniem strzelistej topoli.
Kiedy rzeźbią oracza – rzeźba jest oraniem,
Kiedy rzeźbią żal zmierzchu – rzeźba jest płakaniem,
A kiedy rzeźbią skrzypce – rzeźba jest ich graniem.
Gdy rzeźbią drogę – rzeźba bywa wędrowaniem.
Miasteczkowe i wsiowe Michały Anioły
Wyrzeźbią i chodliwych koni raźne rżenie,
I wyrzeźbią strzelanie bata na jarmarku
Albo taniec opojów, co zadepcze ziemię.
Czasem po prostu rzeźbią ojca albo matkę.
Każdą żyłkę jej dłoni wymowną jak żyły
Leśnego drzewa, które kuma się z ptakami
Po to, by pieśni wspólnie ułożyły.
Włodzimierz Słobodnik
Są Michały Anioły w miasteczkach i wioskach,
Co rzeźbią w cierpkim drzewie lub szorstkim kamieniu
Zbuntowane anioły, konie i potwory
Albo Apokalipsę w okrutnym płomieniu,
| Bogusław Pupiec - Topólcza, rzeźba ludowa |
Przedpotopowe czasy palą im się w dłucie
I rzeźbią ichtiozaury, i rzeźbią mamuty
Albo wyrzeźbią nagą scenerię potopu,
Wody oceanicznej rzuty i przerzuty.
Mogą wyrzeźbić również zmierzchy mazowieckie,
Skargę wierzby i wody nad wodą zlitowanie
Albo siewcę, co rzuca ziarno w orną ziemię,
Co tak zrasta się z ziemią jak ze zdaniem zdanie.
Czasem rzeźbią w kamieniu wielką polną ciszę,
Pierwszą wieczorną gwiazdę wschodzącą powoli,
Co jest wśród wielkiej ciszy drugą wielką ciszą
I srebrnym przedłużeniem strzelistej topoli.
Kiedy rzeźbią oracza – rzeźba jest oraniem,
Kiedy rzeźbią żal zmierzchu – rzeźba jest płakaniem,
A kiedy rzeźbią skrzypce – rzeźba jest ich graniem.
Gdy rzeźbią drogę – rzeźba bywa wędrowaniem.
Miasteczkowe i wsiowe Michały Anioły
Wyrzeźbią i chodliwych koni raźne rżenie,
I wyrzeźbią strzelanie bata na jarmarku
Albo taniec opojów, co zadepcze ziemię.
Czasem po prostu rzeźbią ojca albo matkę.
Każdą żyłkę jej dłoni wymowną jak żyły
Leśnego drzewa, które kuma się z ptakami
Po to, by pieśni wspólnie ułożyły.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Drogiej pamięci Jana Śpiewaka - Włodzimierz Słobodnik
![]() |
| Jacek Yerka |
Być może śmierć jest
otwieraniem nowych drzwi.
Być może za tymi zamkniętymi
drzwiami
znajdziemy drzewo ze światła
obwieszone naszymi nowymi dniami.
Być może śmierć jest tylko
długim echem
naszego krótkiego życia.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Znaleziono szczątki człowieka zmarłego cztery miliony lat temu - Włodzimierz Słobodnik
Znaleziono szczątki człowieka
fot. Richard Avedon
zmarłego cztery miliony lat temu
Żył miliony lat temu, ale tak jak ja
Pojął, czym bywa uśmiech i czym bywa łza,
Jak ja poznał bezsenność
I piach wszelkiej nadziei, i poczynań piach,
I duszący nam gardło najkościstszy strach,
Kiedy panuje ciemność.
Jak ja też orał ziemię, by znaleźć w niej grób,
Jak ja zawrę, ze śmiercią zawarł z ziemią ślub,
Lecz w lat tonący wodach
Odczuwam tuż przy sobie ciepło jego rąk,
Ogień jego rozkoszy, ogień jego mąk
I dawny ludzki oddech
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Ze snu zrodzony - Włodzimierz Słobodnik
Ze snu zrodzony
Z jakich to gwiazd przychodzi,
z jakich skamielin?
Z jakiego dna to się wynurza?
Idę od obłoku do obłoku,
od chwili do chwili.
Ze snu zrodzony
w sen się obrócę.
Włodzimierz Słobodnik
Z jakich to gwiazd przychodzi,
z jakich skamielin?
Z jakiego dna to się wynurza?
Idę od obłoku do obłoku,
od chwili do chwili.
Ze snu zrodzony
w sen się obrócę.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Zaczarowane śniegi (cz. 2) - Włodzimierz Słobodnik
![]() |
| Yulius Klever |
Ty mówisz "zaspy", ty mówisz "śniegi",
Bliskie wróżbitom i czarodziejom.
Śnią ci się jakieś głuche noclegi,
Lasy, gdzie wszystkie drzewa diableją.
Błędne ogniki błędnej miłości
Dokąd cię wabią, dokąd cię wiodą?
Noc cię przeszywa mrokiem do kości,
Grzeszysz cygańsko-smagłą urodą.
Drogi zawiane i poplątane
I zamieć bielą wszystko wyłkała.
Wszystko jest śniegiem zaczarowane,
Gubi się w polu wiatr świszczypała.
Słuchaj, odczaruj śniegi i drogi,
Odczaruj serce, myśli odczaruj,
Miesiąc ogromny i czarnorogi
Z zimnego nieba strąć w otchłań jaru.
Niech obłąkana noc nie wiedźmieje,
Niech szubienicznie nie skrzypią drzewa.
Przywróć zawianą śniegiem nadzieję
I nie pal świecy – nie trzeba!
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Zaczarowane śniegi (cz. 1) - Włodzimierz Słobodnik
![]() |
| Yulius Klever |
Zaczarowane śniegi i okolica.
Ślady podków zaczarowanych koni,
Gdzie mieszkasz ty, diablica-czarownica,
Gdzie wiedźma wiedźmę, miotła miotłę goni.
Wszystko jak we śnie. Byłaś czy nie byłaś –
Nie wiem. Gdzież dzikie noce te miłosne?
Płomyk świecy w alkierzu wróży miłość,
Jak gdyby wróżył czarną ospę.
Zamieć, zamieć, jak wściekły pocałunek biały.
Zaczarowane śniegi i noc z mordą wilczą.
Wszystkie drogi w bezdroża się poplątały.
Nagie drzewa, jak obuchem rażone, milczą.
A potem twoje chciwe usta i dłonie,
A potem pajęczyna zapomnienia
I zapadnie w prazamierzchłą ciemność
Zamiast wświatłowstąpienia.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Stary Goethe to znał - Włodzimierz Słobodnik
![]() |
| Erica Hopper |
Stary Goethe to znał:
czerwieniejące dzikie wino pełne milczącej mądrości roślinnej,
poza tym wspomnienie jakiejś wąskiej i białej
dłoni kobiecej o długich muzycznych palcach.
Stary Goethe to znał: cień łamiący się ze światłem
I plama słońca całująca jabłko leżące na stole,
i powolne odchodzenie w niebieskość.
Stary Goethe to znał:
każdy jest tylko przypadkowym i nieznanym
przechodniem i każdy niesie sam ciemność
swojego smutku i światło swojej radości.
Każdy zamyka drzwi za sobą i już nie wraca.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Drzewa które w ogniu słońca lśnią - Włodzimierz Słobodnik
![]() |
| Wiktor Korecki |
Drzewa, które w ogniu słońca lśnią,
Tak namiętnie, tak uparcie są!
I te kwiaty, co się niebem grzeją,
Tak istnieją, chciwie tak istnieją!
To jest wielka, nieskończona nić.
Trawa pragnie tak drapieżnie być!
I na miejscu zmarłych ptaków nowe
Przeciągają struny przez dąbrowę.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Z „Pieśni bez rymów” - Włodzimierz Słobodnik
Z „Pieśni bez rymów”
Gdy brat mój grał na wiolonczeli, śnieg
Za oknem stawał się wciąż cichszy
I cztery struny mnie wołały w dal,
W grudniową białość zamyśloną.
Niesprawiedliwy, senny spokój nasz
Wydawał mi się wtedy zbrodnią
I zbrodnią chleb na stole naszym był
I zbrodnią — węgiel w piecu naszym,
Bo na ulicy stał w ogonku tłum
I chleb kartkowy otrzymywał,
Podczas gdy grudzień nad dachami biegł
I dmuchał w twarz Warszawie śnieżnej.
Za wiolonczelą biegłem, biegłem w dal
I cztery struny w serce moje
Wpijały się do bólu i do łez,
Struny szalone, struny cztery!
Włodzimierz Słobodnik
![]() |
| Włodzimierz Zakrzewski - Krakowskie Przedmieście |
Za oknem stawał się wciąż cichszy
I cztery struny mnie wołały w dal,
W grudniową białość zamyśloną.
Niesprawiedliwy, senny spokój nasz
Wydawał mi się wtedy zbrodnią
I zbrodnią chleb na stole naszym był
I zbrodnią — węgiel w piecu naszym,
Bo na ulicy stał w ogonku tłum
I chleb kartkowy otrzymywał,
Podczas gdy grudzień nad dachami biegł
I dmuchał w twarz Warszawie śnieżnej.
Za wiolonczelą biegłem, biegłem w dal
I cztery struny w serce moje
Wpijały się do bólu i do łez,
Struny szalone, struny cztery!
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Rybak - Włodzimierz Słobodnik
Rybak
Z fajką w zębach on myśli o połowie śledzi,
O zarobkach, o dzieciach i o żonie, ale
W najcodzienniejsze myśli wielkie morskie fale
Wdzierają się i dźwięczą dzwonem bitej miedzi.
Cokolwiek widzi z bliska, ostre oczy mruży,
Najbliższe domy albo sprzęty widzi w dali,
Bo oddala go od nich pęd wiecznej podróży,
Która powiewem świeżej, cierpkiej soli pali.
Czy krzyżuje na piersi opalone dłonie,
Jak gdyby morze objął dłońmi splecionemi,
Czy ciężko i niezgrabnie włóczy się po ziemi
Jak łódź, przywykła tylko pruć zielone tonie;
Czy reperuje sieci o wieczornej porze,
Czy pierwszym gwiazdom okiem błogi chłód ich kradnie, -
W każdym ruchu i czynie jego szumi morze
Z muszlami, meduzami i rybami na dnie.
Włodzimierz Słobodnik
Z fajką w zębach on myśli o połowie śledzi,
O zarobkach, o dzieciach i o żonie, ale
W najcodzienniejsze myśli wielkie morskie fale
Wdzierają się i dźwięczą dzwonem bitej miedzi.
Cokolwiek widzi z bliska, ostre oczy mruży,
Najbliższe domy albo sprzęty widzi w dali,
Bo oddala go od nich pęd wiecznej podróży,
Która powiewem świeżej, cierpkiej soli pali.
Czy krzyżuje na piersi opalone dłonie,
Jak gdyby morze objął dłońmi splecionemi,
Czy ciężko i niezgrabnie włóczy się po ziemi
Jak łódź, przywykła tylko pruć zielone tonie;
Czy reperuje sieci o wieczornej porze,
Czy pierwszym gwiazdom okiem błogi chłód ich kradnie, -
W każdym ruchu i czynie jego szumi morze
Z muszlami, meduzami i rybami na dnie.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Bratu mojemu śmierć odebrała - Włodzimierz Słobodnik
* * *
Dni wiosenne — trawy płomienne,
Bratu mojemu śmierć odebrała
Dni letnie — niebieskie fletnie.
Mnie odebrała spokój,
Jasność przy boku,
Mnie odebrała spokój,
Pewność ziemskiego kroku.
Spokój — czyste powietrze,
Spokój — światłość na wietrze,
Spokój — kolejność pór roku.
Bratu mojemu śmierć odebrała
Dni jesienne — ogrody ciemne,
Bratu mojemu śmierć odebrała
Dni zimowe — anioły śniegowe.
Mnie odebrała ciszę,
Białe spokojne klawisze,
Mnie odebrała ciszę,
Księżyca przejrzyste klisze.
Ciszę — drzewa uśpione,
Ciszę — serca zielone,
Ogrody, dąbrowy mnisze.
Włodzimierz Słobodnik
Cieniom JóziaBratu mojemu śmierć odebrała
Dni wiosenne — trawy płomienne,
Bratu mojemu śmierć odebrała
Dni letnie — niebieskie fletnie.
Mnie odebrała spokój,
Jasność przy boku,
Mnie odebrała spokój,
Pewność ziemskiego kroku.
Spokój — czyste powietrze,
Spokój — światłość na wietrze,
Spokój — kolejność pór roku.
Bratu mojemu śmierć odebrała
Dni jesienne — ogrody ciemne,
Bratu mojemu śmierć odebrała
Dni zimowe — anioły śniegowe.
Mnie odebrała ciszę,
Białe spokojne klawisze,
Mnie odebrała ciszę,
Księżyca przejrzyste klisze.
Ciszę — drzewa uśpione,
Ciszę — serca zielone,
Ogrody, dąbrowy mnisze.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Czym jest kobieta - Włodzimierz Słobodnik
Czym jest kobieta
Czym jest kobieta? Pyta cały świat
chcąc zgłębić tajemnicę jej czym prędzej.
Wiem, że to stwór, co chce mieć jak najmniej lat
i jak najwięcej pieniędzy.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Pieśń o znikomości - Włodzimierz Słobodnik
Pieśń o znikomości
Jestem, więc mnie nie będzie,
jak Adama i Ewy, jak zmarłych moich najbliższych,
przyjaciół i znajomych,
jak zeszłorocznego śniegu,
jak zeszłorocznych kwiatów.
Jestem, więc mnie nie będzie,
ani mojej radości,
że jestem,
ani mojego smutku,
że mnie nie będzie.
Tymczasem cieszą mnie
jabłka i kobiety,
ulice i kałuże
i każdy dobry człowiek
wśród niezliczonego mnóstwa złych ludzi,
każdy dobry człowiek,
którego dobroć jest objawieniem
i drugą stroną medalu tego świata.
Szkoda tylko, że ta druga strona wbrew logice
jest znacznie mniejsza od pierwszej.
Szkoda, że wskazówki zegarowe rzadko
wskazują godzinę dobroci.
Jestem, więc mnie nie będzie.
Czym będę, kiedy mnie nie będzie?
Piasek odpowiada,
że będę piaskiem,
trawa odpowiada, że będę trawą
i tylko słowo, z którym się od lat borykam,
nie odpowiada mi,
że będę długotrwałym słowem.
Jestem, więc mnie nie będzie,
jak anioła ulepionego z wosku,
który roztopił się w ogniu,
jak kominiarza, który spadł z dachu
i rozbił się na śmierć,
jak zmierzchu sprzed roku,
który pachniał gwiazdami
i powszednimi oczami mojej żony,
jak piątego koła u wozu,
jak…
nie wiem już, jak mnie nie będzie.
Wiem tylko, że jestem,
więc mnie nie będzie.
Z nocy sypie się popiół jak z czarnej urny.
Włodzimierz Słobodnik
![]() |
| Andrei Krioutchenko - Paryż-Montmartre |
Jestem, więc mnie nie będzie,
jak Adama i Ewy, jak zmarłych moich najbliższych,
przyjaciół i znajomych,
jak zeszłorocznego śniegu,
jak zeszłorocznych kwiatów.
Jestem, więc mnie nie będzie,
ani mojej radości,
że jestem,
ani mojego smutku,
że mnie nie będzie.
Tymczasem cieszą mnie
jabłka i kobiety,
ulice i kałuże
i każdy dobry człowiek
wśród niezliczonego mnóstwa złych ludzi,
każdy dobry człowiek,
którego dobroć jest objawieniem
i drugą stroną medalu tego świata.
Szkoda tylko, że ta druga strona wbrew logice
jest znacznie mniejsza od pierwszej.
Szkoda, że wskazówki zegarowe rzadko
wskazują godzinę dobroci.
Jestem, więc mnie nie będzie.
Czym będę, kiedy mnie nie będzie?
Piasek odpowiada,
że będę piaskiem,
trawa odpowiada, że będę trawą
i tylko słowo, z którym się od lat borykam,
nie odpowiada mi,
że będę długotrwałym słowem.
Jestem, więc mnie nie będzie,
jak anioła ulepionego z wosku,
który roztopił się w ogniu,
jak kominiarza, który spadł z dachu
i rozbił się na śmierć,
jak zmierzchu sprzed roku,
który pachniał gwiazdami
i powszednimi oczami mojej żony,
jak piątego koła u wozu,
jak…
nie wiem już, jak mnie nie będzie.
Wiem tylko, że jestem,
więc mnie nie będzie.
Z nocy sypie się popiół jak z czarnej urny.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Kołysanka uzbecka - Włodzimierz Słobodnik
Kołysanka uzbecka
Uśnij, mały, zaśnij, mały.
Ojciec twój na wojnie,
A noc niesie dzban na głowie:
Księżyc.
Śpij! Osiołek ryczy w dali,
Noc zawiewa chłodem,
Ale masz dwadzieścia kołder!
Uśnij.
Matka chyli się nad tobą.
Jak nad złotem skąpiec,
świecą gwiazdy. To słowicze
Nuty.
W piecu róże ognia płoną,
By ci było ciepło,
Lecz nie chwytaj róż tych, synku —
Parzą!
Ja upiekłam - ci placuszek
Z najsrebrzystszej mąki,
Abyś nie był głodny, synku.
Zaśnij.
Jak wielbłądy, moje słowa
Cię kołyszą.
Sen to podróż. Uśnij, synku.
Dojedziemy!
Świt otworzy bramę złotą
Memu dziecku.
Uśnij. Wróci ojciec z wojny
Cały.
Włodzimierz Słobodnik
Uśnij, mały, zaśnij, mały.
Ojciec twój na wojnie,
A noc niesie dzban na głowie:
Księżyc.
Śpij! Osiołek ryczy w dali,
Noc zawiewa chłodem,
Ale masz dwadzieścia kołder!
Uśnij.
Matka chyli się nad tobą.
Jak nad złotem skąpiec,
świecą gwiazdy. To słowicze
Nuty.
W piecu róże ognia płoną,
By ci było ciepło,
Lecz nie chwytaj róż tych, synku —
Parzą!
Ja upiekłam - ci placuszek
Z najsrebrzystszej mąki,
Abyś nie był głodny, synku.
Zaśnij.
Jak wielbłądy, moje słowa
Cię kołyszą.
Sen to podróż. Uśnij, synku.
Dojedziemy!
Świt otworzy bramę złotą
Memu dziecku.
Uśnij. Wróci ojciec z wojny
Cały.
Włodzimierz Słobodnik
więcej twórczości:
Slobodnik Włodzimierz
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















