Kosiarz do robaczków świętojańskich
1
O, latarenki żywe, w których blasku
Słowik do późna wśród liści zasiada
I, medytując w letnią noc, do brzasku
Swoje piosenki niezrównane składa;
2
Sielskie komety, z których każda wróży
Nie pogrzeb księcia, nie czas wojen krwawy,
Lecz światkiem swoim temu tylko służy,
By nam zwiastować porę żęcia trawy;
3
O wy, robaczki, których blask gorliwy
Zbłąkanym żeńcom drogę zawsze wskaże,
Gdy w nocy, krocząc przez łąki i niwy,
Błędne ogniki ścigają kosiarze;
4
Światło uczynne trwonicie daremnie,
Odkąd jest tutaj moja Julia droga,
Bo wszystkie myśli tak zmąciła we mnie,
Że już nie znajdę, gdzie powrotna droga.
Andrew Marvell
przełożył Stanisław Barańczak
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvell Andrew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvell Andrew. Pokaż wszystkie posty
Definicja miłości - Andrew Marvell
Definicja miłości
Ród mej miłości tak jest rzadki,
Jak jej intencja jest zawiła:
Ojcem jej Rozpacz; co do matki —
Czysta Niemożność ją zrodziła.
Jedynie Rozpacz szczodrobliwa
Mogła tam popchnąć moje loty,
Gdzie się Nadzieja próżno zrywa
Na słabych skrzydłach z blaszki złotej.
A jednak mógłbym na wyżyny
Unieść się w ślad za moją duszą,
Lecz Los żelazne wbija kliny,
Co naszą więź rozciągłą kruszą.
Gdyż Los, zazdroszcząc doskonałym
Kochankom, zejść się im przeszkadza;
Na serc ich zjednoczeniu trwałym
Jego tyrańska cierpi władza.
Stalowym więc dekretem głosi,
Że trwać jak dwa bieguny mamy
I — choć się kręci na tej osi
Miłość — nigdy się nie spotkamy:
Chyba że chwiejne niebo runie
Wprost do rozwartej piekieł paszczy
I, kładąc biegun na biegunie,
Nasz świat się w planisferę spłaszczy.
Linie miłości, choć odległe,
Gdy zbieżne, gdzieś się w końcu przetną:
Nasze, tak ściśle równoległe,
Nie kończą się, lecz się nie zetkną.
Miłość więc, co nas rozpłomienia,
Choć Los nam szkodzi i zazdrości,
Składa się z naszych dusz złączenia
I naszych gwiazd przeciwstawności.
Andrew Marvell
przekł. Stanisław Barańczak
Ród mej miłości tak jest rzadki,
Jak jej intencja jest zawiła:
Ojcem jej Rozpacz; co do matki —
Czysta Niemożność ją zrodziła.
Jedynie Rozpacz szczodrobliwa
Mogła tam popchnąć moje loty,
Gdzie się Nadzieja próżno zrywa
Na słabych skrzydłach z blaszki złotej.
A jednak mógłbym na wyżyny
Unieść się w ślad za moją duszą,
Lecz Los żelazne wbija kliny,
Co naszą więź rozciągłą kruszą.
Gdyż Los, zazdroszcząc doskonałym
Kochankom, zejść się im przeszkadza;
Na serc ich zjednoczeniu trwałym
Jego tyrańska cierpi władza.
Stalowym więc dekretem głosi,
Że trwać jak dwa bieguny mamy
I — choć się kręci na tej osi
Miłość — nigdy się nie spotkamy:
Chyba że chwiejne niebo runie
Wprost do rozwartej piekieł paszczy
I, kładąc biegun na biegunie,
Nasz świat się w planisferę spłaszczy.
Linie miłości, choć odległe,
Gdy zbieżne, gdzieś się w końcu przetną:
Nasze, tak ściśle równoległe,
Nie kończą się, lecz się nie zetkną.
Miłość więc, co nas rozpłomienia,
Choć Los nam szkodzi i zazdrości,
Składa się z naszych dusz złączenia
I naszych gwiazd przeciwstawności.
Andrew Marvell
przekł. Stanisław Barańczak
więcej twórczości:
Marvell Andrew
Do nieskorej bogdanki (fragment) - Andrew Marvell
Do nieskorej bogdanki (fragment)
Sto lat bym strawił, sławiąc dookoła
Blask twoich oczu i foremność czoła;
Piersi bym każdej poświęcił lat dwieście,
A trzysta wieków całej twojej reszcie,
Przed każdą cząstką po sto lat w pokorze
Klęcząc — aż w serce twe wkroczyłbym może.
Tak, zasługujesz na takie wielbienie —
I nie chcę kochać cię po niższej cenie.
Cóż, kiedy za mną pędzi pogoń chyża —
Skrzydlaty rydwan czasu wciąż się zbliża;
A tam, przed nami, czekają jedynie
Nieogarnionej wieczności pustynie.
Uroda twoja w mrok grobu się schowa
I nie usłyszy krypta marmurowa
Echa mej piosnki; robak niszczyć zacznie
Dziewictwo, któreś chroniła tak bacznie;
Cała twa cnota prochem wnet się stanie,
Popiołem — całe moje pożądanie.
Chociaż przytulnym miejscem jest mogiła,
Wątpię, czy ktoś cię tam przytuli, miła.
Andrew Marvell
przekład Stanisław Barańczak
Sto lat bym strawił, sławiąc dookoła
Blask twoich oczu i foremność czoła;
Piersi bym każdej poświęcił lat dwieście,
A trzysta wieków całej twojej reszcie,
Przed każdą cząstką po sto lat w pokorze
Klęcząc — aż w serce twe wkroczyłbym może.
Tak, zasługujesz na takie wielbienie —
I nie chcę kochać cię po niższej cenie.
Cóż, kiedy za mną pędzi pogoń chyża —
Skrzydlaty rydwan czasu wciąż się zbliża;
A tam, przed nami, czekają jedynie
Nieogarnionej wieczności pustynie.
Uroda twoja w mrok grobu się schowa
I nie usłyszy krypta marmurowa
Echa mej piosnki; robak niszczyć zacznie
Dziewictwo, któreś chroniła tak bacznie;
Cała twa cnota prochem wnet się stanie,
Popiołem — całe moje pożądanie.
Chociaż przytulnym miejscem jest mogiła,
Wątpię, czy ktoś cię tam przytuli, miła.
Andrew Marvell
przekład Stanisław Barańczak
więcej twórczości:
Marvell Andrew
Ametas i Testylida przy skręcaniu powróseł z siana - Andrew Marvell
Ametas i Testylida przy skręcaniu powróseł z siana
Choć odpychasz mnie, kochana?
Miłość trwa, gdy się z nią splata
Miłość — ot, jak te źdźbła siana.
Testylida: Gdy pleść będziem w jedną stronę,
Nie na krzyż — rzecz zmarnowana:
To z przeciwieństw są splecione
Więzi serc i wiązki siana.
Ametas: Znowu zwłoka, znowu strata!
Cóż za logika narwana!
Miłość serce ci oplata
Słabiej niż powrósło z siana.
Testylida: Zajmij się czymś miłym, żeby
Nie ćmiła cię w sercu rana.
Ametas: Mam: nie plećmy bez potrzeby,
Chodźmy skryć się w stogu siana.
Andrew Marvell
przełożył Stanisław Barańczak
Ametas: Chcesz, bym kochał całe lata,
Andrew Marvell
Choć odpychasz mnie, kochana?
Miłość trwa, gdy się z nią splata
Miłość — ot, jak te źdźbła siana.
Testylida: Gdy pleść będziem w jedną stronę,
Nie na krzyż — rzecz zmarnowana:
To z przeciwieństw są splecione
Więzi serc i wiązki siana.
Ametas: Znowu zwłoka, znowu strata!
Cóż za logika narwana!
Miłość serce ci oplata
Słabiej niż powrósło z siana.
Testylida: Zajmij się czymś miłym, żeby
Nie ćmiła cię w sercu rana.
Ametas: Mam: nie plećmy bez potrzeby,
Chodźmy skryć się w stogu siana.
Andrew Marvell
przełożył Stanisław Barańczak
więcej twórczości:
Marvell Andrew
Imperium muzyki - Andrew Marvell
![]() |
| Caravaggio - Muzykanci |
Imperium muzyki
Wpierw świat był uczyniony jak wielkie cymbały,
Na których niemowlęcej Naturze brzękały
Wiatry, szmery strumieni, dudniące jaskinie;
Muzyką były dźwięki pustkowia jedynie.
Jubal pierwszy uśmierzył nut co dziksze swary.
Każąc im się dostroić do pospólnej miary;
Wyzwolił echa z dusznych cel, i dla odmiany
Pobudował im miasto muzyki - organy.
Swatał dźwięki z dźwiękami przybytek tak luby;
Dziewiczy dyszkant z basem złączyły więc śluby,
A stąd progenitura melodyj wciąż nowych
Rośnie na podobieństwo kolonii dźwiękowych.
Jedna przypada lutni, inna zasię wioli,
Trzecia z trąbką rozgłośną połączyć się woli,
Tamtą oddech ożywia, ta w strunie się budzi,
By śpiewać chwałę niebios lub triumfy ludzi.
Nareszcie zaś mozaika powierza - muzyka
W jeden zgiełk uświęcony wszystko to zamyka,
Tworząc imperium słuchu, które się rozpiera
Gdzie z jednej strony ziemia, z drugiej - niebios sfera.
Zwycięskie dźwięki! Hołd wasz złożyć jednak pora
U stóp szlachetniejszego jeszcze triumfatora:
Który, choć nie chce słuchać muzyki swej chwały,
Wzniesie pospołu z wami hymn niebios wspaniały.
Wpierw świat był uczyniony jak wielkie cymbały,
Na których niemowlęcej Naturze brzękały
Wiatry, szmery strumieni, dudniące jaskinie;
Muzyką były dźwięki pustkowia jedynie.
Andrew Marvell
przekład Stanisław Barańczak
więcej twórczości:
Marvell Andrew
Subskrybuj:
Posty (Atom)




