Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bronek z Obidzy Kozieński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bronek z Obidzy Kozieński. Pokaż wszystkie posty

Powrót Rębacza - Bronek z Obidzy Kozieński

Powrót Rębacza

Szedł znad rzeki razem z mrokiem, by widokiem nie zachęcać,
Tych, co się lubili znęcać nad przybłędą i dziwakiem.
Cicho – sza, jak makiem stąpał,
wieś zostawił z tyłu gwarną, marną będąc jej istotą,
lecz z ochotą zapraszaną, tam, gdzie drwa nie porąbane.

Zmierzał dziarsko ku polanie, tam z gałęzi miał posłanie,
liści mu dostarczył jawor, w którym sójki o tej porze
sposobiły się za morze.

O mój Boże!
Zima blisko, wilgoć ściele legowisko.

Sześć toporów wyszczerbionych,
połamanych stylisk, dłonią, która kiedyś była bronią,
a dziś - słaba jak zapałka, zapalona wśród zamieci,
co nie grzeje, chociaż świeci.

Rzucił w drzewo workiem starym,
rozpruło się płótno zgrzebne, w którym rzeczy niepotrzebne
pomieszały z sobą dary.
Był tam grzebień z rybiej ości, owinięty siwym włosem,
źdźbło dorodne z pustym kłosem i organki pordzewiałe,
dawno nie czyszczone wargą,
nie grające pieśnią skargi.

Odpustowe serce kruche szybko wetknął za pazuchę
i przytulił się do drzewa, chcący poczuć, jak się wlewa
kruche życie w omdłe ciało, nagle w oczach pociemniało,
osunął się na kolana, dłonią znów sięgnął po dary,
wyciągnął różaniec z grochu, w którym brakowało trochę.

Zaczął liczyć i przetwarzać smutne dźwięki,
gorzkie żale, w rytm piosenki,
znów włos w ręce się wplątywał,
a on śpiewał, śpiewał, śpiewał.

Bronek z Obidzy Kozieński

Naucz mnie słuchać - Bronek z Obidzy Kozieński

Naucz mnie słuchać

Nie mów, że tego nie można słyszeć, co odbierają jasne źrenice,
chodź ze mną częściej w noc bez księżyca, a ja cię słuchem patrzeć nauczę,
powiodę szeptem ścieżką tajemnic, mroczne ostępy cicho przemierzysz,
gdy - krocząc w końcu ciemną doliną, usłyszysz słońce - wtenczas uwierzysz.
Zwał skalisty Białej Wody - Wojciech Gerson

Teraz słuchaj, mały

Popatrz, jak wiatr drzewami kołysze,
zmruż teraz oczy i słuchaj duszą.
Czy słyszysz w wietrze grającą ciszę?
Czy słyszysz drzewa, jak z wiatrem nucą?

Teraz - na strumień pod wodogrzmotem,
rozbity o głaz w mgiełkę srebrzystą,
tak, zrób to samo, zamknij z powrotem,
czy słyszysz z wody muzykę czystą?

Zobacz, jak jastrząb tam, nad górami
klucz dzikich gęsi pomieszał w szyku,
wiesz, co masz zrobić teraz z oczami,
aby szum skrzydeł zagrał muzyką.

Na koniec w słonko zerknij na niebie,
kiedy blask zamknie twoje oczęta,
masz jeszcze duszę, której w potrzebie,
słuchaj i zawsze o niej pamiętaj.

Bronek z Obidzy Kozieński

Profesor wiatru - Bronek z Obidzy Kozieński

Profesor wiatru

Idź, teraz trochę mocniej pada,
wiem, jak uwielbiasz takie deszcze,
z nimi potrafisz się dogadać,
a ze mną wciąż nie możesz jeszcze.

Leć, profesorze huraganów,
zwiastunie nadchodzącej burzy,
tylko mi nie każ znów, do rana,
szukać twych śladów po kałużach.

Prosić starego listonosza,
by znalazł adres kancelarii,
z której mi listów nie przynosi,
palcem na wodzie napisanych.

Biec przemoczonej coraz dalej,
wierząc, że moje poświęcenie
nie będzie zwykłą anomalią,
w naszym globalnym ociepleniu.

Nienauczona czytać w gwiazdach,
nie znając słów deszczowej mowy,
chyba cię nigdy nie odnajdę,
mój profesorze wiatrogłowy.

Bronek z Obidzy Kozieński

Prowadź przybłędo na szczyty - Bronek z Obidzy Kozieński

Prowadź przybłędo na szczyty

Zagwizdał głośno na palcach, w zwilżonych poszukał wiatru,
tam ci nie trzeba kagańca - wskazał wilkowi ku Tatrom.

Prowadź, przybłędo na szczyty, gdzie księżyc siadł na kamieniach,
tam nikt nas nie będzie pytał, o rodowody, szczepienia.
A ja, z mchów nocą na korze, kierunek znajdę na szlaku,
spoczniemy, nim ranne zorze ujrzą przybłędę z żebrakiem.

Zaśniemy w leśnym poszyciu, bukowym cieniem przykryci,
obudzisz mnie cichym wyciem, gdy księżyc siądzie na szczycie.

Pójdziemy dalej, wpatrzeni w srebrzystą, mroczną poświatę,
bez dokumentów, korzeni, uciekinierzy przed światem.
Odkrywcy przyjaznej ziemi, wygnani z miast Kolumbowie,
ja - z rodowodem ubogim, ty - z życiorysem jak człowiek.

Bronek z Obidzy Kozieński

Na swoim - Bronek z Obidzy Kozieński

Potok w lesie - Stanisław Witkiewicz
Na swoim

Dwanaście metrów za oknem codziennie podobna woda
moczy zimne kamienie, zimą milknie pod lodem,
kawałek wyżej na moim, zepsuty burzą wodospad,
dwoi się biedny i troi, by go nie skreślić z rejestru.

Nie tylko mroźną zimą, tak samo przez suche lata,
Wiesz ile wody nim spłynie? Tyle, co kot napłakał.
Przyznasz, że jestem ubogi, rzeka to przecież drobnostka,
pokażę ci jeszcze górę, tak, byś mi jej nie zazdrościł.

Pół bliżej z tego, co rzeka, las rośnie byle jaki,
tak mam wpisane w rejestr, chociaż powinno być – krzaki.
W połowie góry – nie powiem, tej mojej lisiej skały,
rosną trzy buki wiekowe i grab wiekiem zgrzybiały.

wkurza mnie kiedy ptaki bez sensu wciąż świergocą,
poza tym jeszcze z krzaków budzi mnie sowa nocą.
Ile z tym utrapienia, gdy drzwi uchylę sosnowe,
wiatr mi podrzuca do sieni, piórka i liście bukowe.

Też ci dziękuję za to, iż cieszysz się ogromnie,
że u nas nie bogato, zwyczajnie, szaro, skromnie.
Przez to, moje niewiele, jestem dla niejednego,
ubogim przyjacielem.
Adios – drogi kolego.

(A te kamienie w chodniku, co wszystkich tak bardzo dziwią
powynosiłem z rzeki, by im nie było zimno)

Bronek z Obidzy Kozieński

Sezon na deszcze II - Bronek z Obidzy Kozieński

Sezon na deszcze II

Kapią powoli przekwitłe liście, ścielą kobiercem jałowe hale,
sztalugi z jodeł, płótno z prześwitu, październikowy malarzu maluj.
Niedościgniony w martwej naturze, stwórz dla odmiany obraz wraz z sercem
zwyczajnie szaro bez żadnych złudzeń, nakreśl juhasa w góralskim swetrze.

Ka my sie bracie podziejem w zimie, kiej nas z koliby pszepłosy wiater,
przeźry na wylot liche łodzienie, sceruje mrozem górolski sweter,
pochyli piórko u kapelusa, siyrocy symbol na siwy głowie,
powiydz mi bracie - ka momy rusać, wendrowne orły - kawalyrowie.

Nie dbaj o kolor, nawet na szaro, bez zmiłowania, żadnej litości,
październikowy malarzu maluj, odkrywaj postać do szpiku kości.

Widzis ten psześwit miendzy jodłami, za nim, jak hala zagonik nieba
z obłocków owce pasonce na nim, tam tyz prowdziwyk juhasów potsza.
Łostawmy chawok górolskie swetry, kapelus z piórkiem znacek ślebody,
chodźwa bracisku, jak zwykłe cepry, jakby nas dzisiej pon bucek stwozył.

Nie narysował malarz górala, pewnie chodziło o jego duszę,
tylko ten sweter pomalowany w jesienne barwy na drzewach suszy.

Wiatr zerwał piórko od kapelusza, między sztalugi otwarte w przestrzeń
poniósł jak wolną góralską duszę, na inne hale, w sezon na lepsze.

Bronek z Obidzy Kozieński