Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trakl Georg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trakl Georg. Pokaż wszystkie posty

Szeptane po południu - Georg Trakl

Paul Cézanne
Szeptane po południu

Słońce, wątłe i bezbronne,
I owoce lecą z drzewa.
W modrych izbach cisza mieszka
Całym długim popołudniem.

Dźwiękiem śmierci metal dzwoni;
I zwierz biały pada nagle.
Smagłych dziewcząt cierpkie żale
Giną w liściach spadających.

Czoło śni o boskich barwach
I obłędu skrzydła czuje.
Cienie się na wzgórzu snują
Obramione gniciem czarnym.

W zmierzchu spokój jest i wino;
Płyną gitar głosy smętne.
I do lampy w cichej wnęce
Wracasz chętnie jak w marzeniu.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Pejzaż - Georg Trakl

Pejzaż

Wrześniowy wieczór; smutno brzmią ciemne wołania pasterzy
Przez zmierzchającą wieś; ogień pryska w kuźni.
Staje dęba czarny koń; hiacyntowe loki dziewczyny
Łowią żądzę jego purpurowych chrapów.
Cicho zastyga na skraju lasu krzyk sarny
I żółte kwiaty jesieni
Chylą się niemo nad modrym obliczem stawu.
W czerwonym ogniu spłonęło drzewo; wzlatują nietoperze
                                                      z ciemnymi pyszczkami.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Dzieciństwo - Georg Trakl

Dzieciństwo 
Donald Zolan

Krzewy bzowe w jagodach; ciche dzieciństwo mieszkało
W grocie niebieskiej. Ponad ścieżką minioną,
Gdzie oto brunatnie szemrzą trawy zdziczałe,
Gałęzie dumaj-! spokojnie; i kruchych liści poszum.

Jednaki, gdy woda modra o skały uderza.
Łagodna skarga jest wilgi. Pasterz
Bez słowa stąpa ku słońcu, co z wzgórz jesiennych się stacza.
Jeno chwilą ulotną jesteś, dziwna duszo.
Z lasu wyjrzała łania płocha, sennie
Pradawne dzwony u dna spoczywają
I tafle jezior mrocznych.

Ciemnych lat mijanie pojąłeś pokorniej,
Chłody i jesień w osamotnionych pokojach,
I przez dale niebiańskie przeźrocze dzwonią stąpania.
Szyba rozchylona ledwo zabrzęczy; do szlochu
Wzrusza widok mogiłki zapadłej na wzgórzu,
Wspomnienie baśni gwarzonych; niekiedy rozwidnia się dusza,
Ludzi wspominając radosnych, wiosny zielono-złoto.

Georg Trakl
przełożył Stefan Napierski

Pieśń nocna - Georg Trakl

Zdzisław Beksiński
Pieśń nocna

Dech Bezwładnego. Twarz zwierzęca
Sinością tknięta, świętym znakiem.
Potężne jest milczenie w skale;

Nocnego ptaka maska. Trójdźwięk miły
Wygasa w jednym. Elai! twe oblicze
Niemo się kłoni nad niebieskie wody.

O! ciche wy zwierciadła prawdy.
Na Samotnika skroni kościanej
Zjawia się odblask upadłych aniołów.

Georg Trakl
Przeł. Andrzej Lam
PS. Dziękuję:)

Pieśń do nocy - Georg Trakl

Pieśń do nocy

I
Z bladego cienia powiewu zrodzeni
W mdłej samotności przebywamy,
W wieczności głuchej zatraceni,
Nie wiedząc po co, jak błędne ofiary.

I jak żebracy nie mamy niczego,
My głupcy nędzni u bramy zawartej.
I niby ślepcy słuchamy w milczeniu,
W którym się szept nasz zatracił na zawsze.

Jesteśmy wędrowcami bez przyszłości,
Chmurami, które wiatr rozwiewa,
Kwiatami, co drżą w śmierci chłodzie
I co czekają już tylko na żeńca.

II
By się ostatni ból wypełnił we mnie,
Nie bronię wam, wy wrogie ciemne moce.
Jesteście drogą wszak do ciszy wielkiej,
Co nią kroczymy w najchłodniejsze noce.

Wasz oddech jaśniej każe mi się jarzyć,
Cierpliwie! Gwiazda gaśnie, sny przechodzą
W krainę, co swej nazwy nam nie zdradzi,
I tam bez snów nam tylko wkroczyć wolno.

III
Ty ciemna nocy, ciemne serce,
Któż wasze dno najświętsze oddać umie
I zła waszego otchłanie bezkresne?
Zastyga nasza maska wobec bólu –

Naszego bólu, naszej głuchej żądzy,
I puste maski się kamiennie śmieją,
I ziemskie sprawy wokół pustoszeją,
Lecz nie jesteśmy już tego świadomi.

Przed nami staje obcy nieprzyjaciel
I szydzi z tego, czego mrąc pragniemy,
By pieśni nasze posępniej zabrzmiały
I co w nas płacze, mroki ogarnęły.

IV
Ty jesteś winem, co pijanym czyni,
I oto się wykrwawiam w słodkich tańcach
I wieńce kwietne na me bóle wkładam!
O nocy, to najgłębsze twe zamysły!

Ja harfą jestem w twoim wnętrzu,
I krąży wokół bólów mych ostatnich
Pieśń twoja ciemna w moim sercu,
Aż mnie na wieczność wreszcie obezwładni.

V
Głęboka ciszo – ciszo ty głęboka!
Nie słychać więcej pobożnego dzwonu,
Ty bólów wszelkich matko słodka –
O szerzycielko wiecznego spokoju!

Niech dłoń już twoja chłodna, dobra
Ukoi rany moje wszystkie –
By się do wnętrza wykrwawiły –
Ty bólów wszelkich matko słodka!

VI
Niech będzie me milczenie twoją pieśnią!
Bo na cóż ci biedaka szept,
Co z ogrodów życia zbiegł?
Pozostań we mnie bezimienną –

Bez marzeń we mnie wbudowaną,
Jak dzwon, co już nie dzwoni więcej,
Jak narzeczona moich cierpień
I mojej skroni mak pijany.

VII
Słyszałem, jak umiera kwiat
I obłędną źródła skargę,
Pieśń płynącą z dzwonu warg,
Noc, i cichy szept, pytanie;
Serce ranne – o, śmiertelnie,
Zza dni jego ziemskich nędzy.

VIII
Ciemność mnie dopadła skrycie
I w dzień się stałem martwym cieniem –
Z radości domu wystąpiłem,
Gdzie mrok nocy trwa.

I w sercu moim jest milczenie,
Co nie czuje pustki dnia –
Jak ciernie się do ciebie śmieje
Nocy – zawsze tak!

IX
Nocy, niema bramo cierpień,
Patrz, jak krwawią ran mych mroki,
Jak się spełnił kielich męki!
Nocy, jam gotowy!

Nocy, ty ogrodzie zapomnienia
O mojej nędzy z jej tajemnym blaskiem,
Winorośl więdnie i cierniowy wieniec.
O przyjdź, wysoki czasie!

X
Mój demon się radośnie zaśmiał,
Gdy byłem światłem w promiennych ogrodach,
Cieszył mnie taniec, zabawa wesoła,
Miłości wino, co błogo upaja.

Mój demon też zapłakał kiedyś.
A byłem światłem w bolesnych ogrodach
I w moje serce wniknęła pokora,
Co blask jej jasny pada na dom nędzy.

Mój demon już nie płacze ni się śmieje,
Ja jestem cieniem straconych ogrodów
I towarzyszy mi w śmiertelnym mroku
Północy pustej już tylko milczenie.

XI
Mój uśmiech biedny, ku tobie zwrócony,
Ma rzewna piosnka przebrzmiała w ciemności.
I oto życie me do kresu spieszy.

Już w twój przybytek pragnę wkroczyć,
Jak niegdyś, głupiec, cichy, prosty,
Bym w uwielbieniu stał przed tobą niemy.

XII
W północy jesteś ty głębokiej
Wybrzeżem martwym u milczących mórz,
Wybrzeżem martwym! – Nigdy już!
W północy jesteś ty głębokiej.

W północy jesteś ty głębokiej
Jak niebo, w którym niby gwiazda znikłeś,
Jak niebo, co zeń więcej Bóg nie kwitnie.
W północy jesteś ty głębokiej.

W północy jesteś ty głębokiej
Niepowitany w łonie słodkim,
Niebyły i nieistniejący!
W północy jesteś ty głębokiej.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Do nocy [1] - Georg Trakl

Do nocy [1]

Mniszko ukryj mnie w twym mroku,
Krzyż się iskrzy w gwiazd obłoku.
Już złamane kłamstwo słowa
Milknie dzwon w ostatnich tonach.
Nocą rozkosz w chmur twych mroku,
Owoc rdzawy, kłamna mowa
Milknie dzwon w ostatnich tonach –
Krzyż krwawiący w gwiazd obłoku.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Trzy sny - Georg Trakl

Trzy sny

I.
Zda się, o liściach śniłem spadających,
Bezkresnych lasach i mórz ciemnych szumie,
O smutnych słowach ciągle wracających –
Ale ich sensu nie mogłem zrozumieć.

Zda się o gwiazdach śniłem spadających,
Wyblakłych oczu błagalnej zadumie
I o uśmiechu ciągle wracającym –
Lecz jego sensu nie mogłem zrozumieć.

II.
W zwierciadle ciemnym mojej duszy
Są nigdy niewidziane morza,
Tragicznie fantastyczne kraje, opuszczone
I roztopione w błękitnych przestworzach.

Dusza moja zrodziła purpurowe nieba
W słońc gigantycznych pryskającym żarze
I dziwnie żywe ogrody świetliste,
Całe w śmiertelnych rozkoszy oparze.

I mojej duszy źródło ciemne
Stworzyło obraz strasznej nocy,
Wiedziony pieśnią bezimienną
I tchem potężnym wiecznych mocy.

Dusza moja drży w ciemności wspomnień,
Jakby znów miała się znaleźć, błądząca –
W niezgłębionych morzach i nocach,
I w tajnych pieśniach, bez początku ni końca.

III.
Widziałem miasta ogniem smagane,
Zgrozę za zgrozą pędzi ten czas,
Widziałem ludy na proch zmurszałe,
I jak to wszystko w niepamięć gna.

Widziałem Bogów, jak spadają w noce,
Bezwładne szczątki przenajświętszych harf,
I ze zniszczenia znów wzniecone,
Nowe pędy życia strzelające w blask.

W blask strzelające i ginące znów,
Wiecznie ta sama tragedia,
Którą odgrywamy nie pojmując słów,

I której mroczna i obłędna męka
Piękności łagodną glorię
Jak uśmiechnięty kosmos cierniem zwieńcza.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Nocą - Georg Trakl

Nocą

Błękit mych oczu zagasł tej nocy,
Czerwone złoto mego serca. O! jak cicho płonęło światło.
Twój płaszcz niebieski okrył Ginącego;
Twoje czerwone usta jak pieczęć na zamroczeniu Przyjaciela.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Zaduszki - Georg Trakl

Zaduszki
Karlowi Hauerowi
Chłopy i baby, smętni towarzysze,
Sypią dziś modre i czerwone kwiatki
Na ich grobowce, co świecą lękliwie.
Są wobec śmierci niby biedne lalki.

O! ileż jest w nich pokory i lęku,
Jak cienie stoją pośród krzewów czarnych.
Nienarodzonych skargi w wichrze jęczą
I widać też światełka błądzące w oddali.

Szloch kochających wieje przez konary,
A tam rozkłada się matka z dzieciątkiem.
Korowód żywych zda się nierealny
I dziwnie rozsypany w tym wietrze wieczornym.

Ich życie tak zawikłane, wypełnione nędzą.
Zmiłuj się Boże nad kobiet cierpieniem,
Nad beznadziejną ich skargą trumienną.
Samotne idą cicho pod gwiezdnym sklepieniem.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Rondel - Georg Trakl

Rondel

Spłynęło złoto jasnych dni,
Wieczoru brąz, fioletu barwy;
Pasterza flety już umarły
Wieczoru fiolet, brązu barwy
Spłynęło złoto jasnych dni.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Słoneczne popołudnie - Georg Trakl

Słoneczne popołudnie

Kołysze gałąź mnie w błękicie.
W jesiennym liści kołowrocie
Motyle lśnią się roztańczone.
Siekiery stuk na łące słyszę.

W czerwone wgryzam się jagody
I światło gra w gęstwienie z cieniem.
Z szelestem pył opada złoty
Na grunt brunatny niestrudzenie.

Drozd z krzewów śmieje się wesoły
I wściekle kłębią się nade mną
Jesiennych liści kołowroty –
Owoce opadają świetliście i ciężko.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Muzyka w Mirabell - Georg Trakl

Muzyka w Mirabell

Fontanna śpiewa. Chmury stoją
W czystym błękicie, lekkie, białe.
I ludzie w zamyśleniu chodzą
Wieczorem przez ogrody stare.

Marmury przodków poszarzały,
Klucz ptaków ciągnie w pustkę siną.
Spogląda faun swym okiem martwym
Na cienie, które w mroku giną.

Czerwony liść opada z drzewa,
W otwartym oknie zwiewnie krąży.
Promień w przestrzeni się roznieca,
Tworząc widmowe kształty groźne.

I biały Przybysz wchodzi w dom.
Pies przez zmurszały ganek wpada.
Dziewczyna gasi lampę swą
I w cichej nocy brzmi sonata.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Jesieni chłód... - Georg Trakl

***

Jesieni chłód; i pokój zasłonięty.
Pogoda tutaj trwa i zbożne życie
Ramiona ludzi niosą złote kiście
I cicho schodzi Bóg ku oczom sennym.

Wieczorem ktoś przemierza szlak krainy,
Po drodze dębów brunatne milczenie
Z gałęzi liść opada niestrudzenie
I dusza marznie w stroju czarnosinym.

Przed szynkiem ludek bawi się spokojny
Z ust cała gorycz opadła na jawie
Grona dzikiego bzu i tony łzawe
Za Samotnikiem cicho zwierzę dąży.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Jesień Samotnika - Georg Trakl

Jesień Samotnika

Nadciąga jesień w owoców koronie,
Zetlały poblask przepięknych dni lata.
Już czysty błękit lśni spoza przesłony;
Lot ptaków śpiewa o pradawnych sagach,
Dojrzało wino, a w ciszy łagodnej
Drżą odpowiedzi na mroczne pytania.

I tu i ówdzie krzyż na pustym wzgórzu;
W czerwonym lesie trzoda się zatraca.
Wędruje chmura nad zwierciadłem stawu;
Już ustał wszędzie zbożny trud wieśniaka.
Niebieskim skrzydłem trąca dech wieczoru
Brunatną ziemię i słomę na chatach.

Wnet gwiazdy wejdą pod brew utrudzoną;
Zagości miła skromność w izbie chłodnej,
Anioły wyjdą cicho z szafirowych
Oczu Kochanków, co cierpią łagodniej.
Sitowie szumi; kościsty strach wschodzi,
Gdy czarna rosa pada z wierzby polnej.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Muza wieczorna - Georg Trakl

Georg Trakl
Muza wieczorna

Na okno znów wracają farnej wieży cienie
I złoto. Wreszcie stygnie czoło rozbuchane.
Studnia zapada w ciemność pod wielkim kasztanem –
I czujesz: tak jest dobrze! bolesne zmęczenie.

I nie ma już na rynku girland ni owoców.
Tchną zgodnym pojednaniem bram wystawnych wnęki.
W ogrodzie rozbrzmiewają zabaw jasne dźwięki,
Gdy przyjaciele po wieczerzy tam się schodzą.

Białego maga baśni słuchać dusza będzie chętna.
Dokoła szumi zżęte po południu zboże.
Cierpliwie milczy w chatach życie utrudzone;
Oświetla sen łagodny krów lampa stajenna.

Powieki pełne wiatru opadną za chwilę
I cicho się otworzą gwiazdom obcych znaków.
Endymion się wyłania z dębów starych mroku
I nad pełnymi smutku wodami się schyla.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Do chłopca Elisa - Georg Trakl

Georg Trakl - Narcyz
Do chłopca Elisa

Elis, kiedy kos w czarnym lesie woła,
To jest twój zmierzch.
Twe wargi piją chłód niebieskiego źródła ze skały.

Porzuć, gdy twe czoło cicho krwawi,
Prastare legendy
I ciemne wróżby lotu ptaków.

Ale ty idziesz miękkim krokiem w noc,
Która rozwiesza purpurowe grona
I piękniej ręce skłaniasz w błękicie.

Krzew ciernisty dzwoni,
Gdzie są twoje oczy księżycowe.
O, jakże dawno, Elis, umarłeś.

Twoje ciało jest hiacyntem,
W który mnich woskowe palce nurza.
Czarną jaskinią jest nasze milczenie,

Skąd czasem łagodne zwierzę wygląda
I zamyka powoli ciężkie powieki.
Na twoje skronie pada czarna rosa,

Ostatnie złoto zatraconych gwiazd.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Wędrowiec - Georg Trakl

Albert Bloch - Masked Portrait Georg Trakl - 1943
Wędrowiec

Wciąż chyli się do wzgórza biała noc,
Gdzie w srebrnych akordach topola wystrzela,
Gdzie gwiazdy są i skały.

Sennie się piętrzy nad potokiem kładka,
Za Chłopcem idzie oblicze zamarłe,
Sierp księżyca w różowej zapadlinie

Z dala od świąt pasterzy. W starym rumowisku
Patrzy ropucha okiem kryształowym,
Budzi się bujny wiatr, głos ptasi jakby umarłego
I kroki cicho zielenią się w lesie.

Przypomina się drzewo i zwierzę. Powolne stopnie mchu;
I księżyc,
Co błyszcząc w smutnych wodach tonie.

Znów wraca tamten i błądzi po zielonym brzegu,
Na czarnej gondoli płynie przez miasto zapadłe.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Ludzkość - Georg Trakl

Ludzkość

Ludzkość przed paszczą ognia postawiona,
Dudnienie bębnów, wojowników czoła,
Kroki przez krwawą mgłę; żelazo dzwoni,
Zwątpienie, noc mózgami owładnęła;
Cień Ewy, łowy i złoto czerwone,
Chmury przeszyte światłem i wieczerza.
W chlebie i winie zaczyn dobrej ciszy
I ich dwunastu razem się sprzymierza.
W śnie krzyczą nocą pod drzewem oliwki
I święty Tomasz w ranę dłoń zanurza.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Słońce - Georg Trakl

Max Ernst - Oko milczenia - 1943/44
Słońce

Codziennie wstaje żółte słońce nad pagórek.
Piękny jest las, zmroczone zwierzę,
Człowiek; myśliwy lub pasterz.

Czerwono wznosi się w zielonym stawie ryba.
Pod niebem wysklepionym
Płynie cicho rybak w niebieskiej łodzi.

Powoli dojrzewa wino, zboże,
Gdy dzień spokojnie się chyli,
Narządzone jest dobro i zło.

Gdy nastaje noc,
Wędrowiec podnosi cicho ciężkie powieki;
Słońce ucieka z mrocznego wąwozu.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Świetlista godzina - Georg Trakl

Ch. F. Jalabert, Nimfy słuchające śpiewu Orfeusza, 1853
Świetlista godzina

Na pagórku flety grają.
Fauny z bagna strzygą uchem,
Gdzie w sitowiu się skrywają
Rozespane nimfy smukłe.

W lustrze stawu złoty motyl
Swoim się odbiciem cieszy,
W trawie rusza się powoli
Zwierzę, które ma dwa grzbiety.

Pośród brzóz Orfeusz tęsknie
Swą miłosną pieśń zawodzi,
Wpada w jego tony wdzięcznie
Żartobliwym trelem słowik.

Jeszcze palą Feba żary
Słodkie usta Afrodyty,
I owiany wonią ambry –
Mroczny płomień trwa godziny.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam