Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plath Sylvia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plath Sylvia. Pokaż wszystkie posty

Listopadowe cmentarzysko - Sylvia Plath

Listopadowe cmentarzysko

Widok utrwala się: skąpe drzewa
Zbierają zeszłoroczne liście, nie będą płakały, nosiły worów pokutnych, ani zwracały
Do elegijnych driad i twardej trawy
Straże nieczuły szmaragd ich trawnika
Jednakże górnolotny umysł może wzgardzić
Takim ubóstwem. Żaden zmarły nie płacze

Niezapominajki między kamieniami
Wyściełają tę grobową ziemię. Tu jest godziwe gnicie
rozpruwające serce, obdzierające kość
Wolną od nieistniejącej żyły. Kiedy jeden nagi szkielet
Jest naprawdę spuchnięty, głosy wszystkich świętych opadają łagodnie:
Muchy nie oczekują żadnych zmartwychwstań w świetle słońca.

W absolutny krajobraz gap się, gap
Aż twoje oczy zamienią oślepiającą wizję na wietrze:
Jakiekolwiek zagubione duchy płoną
Potępione, wyjąc w całunach na wrzosowisku
Majaczą na smyczy zagłodzonego umysłu
Które zaludniają ogołocony pokój, pustkę, niezamieszkałe powietrze.

Sylvia Plath
tłum. Gower

Owce we mgle - Sylvia Plath

Owce we mgle
Stanisław Witkiewicz,"Owce we mgle", 1899-1900

Wzgórza zstępują w mglistą biel.
Ludzie lub gwiazdy
Patrzą na mnie ze smutkiem, zawiodłam je.

Pociąg zostawia smugę pary.
Opieszały
Koń rdzawej maści,

Kopyta, smętne dzwonki -
Od samego rana
dzień ciemniał.

Jak więdnący kwiat.
Cisza przenika me kości, serce
Topnieje pośród dalekich pól.

Grożą,
Że powiodą mnie w sieroce
Bezgwiezdne niebo, w jego mroczną toń.

Sylvia Plath
tłum. Teresa Truszkowska

Cięcie - Sylvia Plath

Cięcie

Co to za dreszcz -
Mój kciuk zamiast cebuli.
Szczyt całkiem odszedł

Raczej z wyjątkiem zawiasu

Skóry,
jak kapelusz,
Martwa biel.
Potem ten czerwony plusz.
Mały pielgrzym,
Indianin obcina twój skalp.
Twoje indycze korale
Zwinięty dywan

Prosto z serca.
Dodaję gazu,
Chwytając moją butelkę
Różowego szampana. Oto świętowanie.
Przez wyłom
Biegnie milion żołnierzy,
Żołnierze angielscy, każdy.

Po czyjej są stronie?
Och mój
Człowieczku, jestem chora.
Zażyłam pigułkę by zabić

Cienkie
Papieropodobne uczucie.
Sabotażysta,
Kamikadze -

Plama na twojej
Gazie Ku Klux Klanu
Chustka na głowę
Ciemnieje i matowieje i kiedy
Zwinął w kulkę
Miazgę twojego serca
Stawia czoło małemu
Młynowi ciszy

W jaki sposób skaczesz -
Weteran po trepanacji,
Brudna dziewczyna,
Zniszczony pniak

Sylvia Plath
tłum. Gower

Krawędź - Sylvia Plath

Krawędź

Kobieta osiągnęła doskonałość.
Jej martwe

Ciało ma uśmiech dokonania,
Złuda greckiego determinizmu

Płynie w zwojach jej togi,
Jej bose

Stopy zdają się mówić;
Doszłyśmy dotąd, to już kres.

Zmarłe dzieci skręcone jak białe węże,
Każde przy małym

Dzbanie mleka już próżnym.
Ona zwija je

Z powrotem w swe ciało jak
Róża swe płatki, gdy ogród

Tężeje i zapachy uchodzą
Z głębokich świeżych krtani kwiatu nocy.

Księżyc nie musi się smucić
Patrząc z kościanego kaptura.

On przywykł do tych spraw.
Jego żałobna szata powiewa.

Sylvia Plath
tłum. Teresa Truszkowska

Medalion - Sylvia Plath

Medalion

Obok bramy z gwiazdą i księżycem
Wplecione w odarte z kory drzewo
Pomarańczy w słońcu leżał brązowy wąż

Jak sznurowadło bezwładny, umarły
Aczkolwiek wciąż giętki, jego szczęka zdjęta
Z zawiasów i uśmiech szeroki, nieszczery,

Język strzała koloru róży.
Nad swoją ręką powiesiłam go.
Kiedy zwróciłam go ku światłu

Jego małe cynobrowe oko rozżarzyło
Się refleksem od szkła odbitym;
Tak jak onegdaj przy rozłupywaniu skały

Iskrzyły się okruchy granatu.
Kurz do barwy ochry zmatowił jego grzbiet
Sposobem w jaki słońce niweczy pstrąga.

Jeszcze jego brzuch podtrzymywał ogień
Znikając pod kolczugą,
Stare klejnoty w błysku każdej

Nieprzezroczystej łuski brzucha:
Zachód słońca spojrzał poprzez mleczne szkło.
I zobaczyłam białe robaki skręcone jak spirala

Cienkie jak szpilki na tle ciemnego sińca
Gdzie jego wnętrze wybrzuszyło się jak
Gdyby trawił mysz.

Na podobieństwo noża był dość cnotliwym,
Czystym metalem śmierci. Parobek
Cisnął cegłę czym spełnił swój śmiech.

Sylvia Plath
tłum. Olga Lubińska

Cud! - Sylvia Plath

Cud!
(fragment Lady Lazarus)


Jakby mi dano w pysk.
Proszę płacić,

Za oglądanie moich blizn proszę płacić
I za słuchanie serca -
Ono znów stuka w ciszy.

Proszę płacić, drogo płacić
Za każde słowo i dotyk
Lub kroplę krwi,

Za włosów kosmyk, strzęp ubrania.
Tak, tak Herr Doktor.
Tak, tak Herr Wróg.

Jestem pańskim dziełem.
Pańską chlubą.
Dziecięciem ze szczerego złota,

Które roztapia byle krzyk.
Miotam się jak opętana.
Proszę nie myśleć, że nie doceniam pańskich starań.

Popiół, popiół -
Pan go rozgrzebuje, ogląda.
Ciała i kości już nie ma -

Mydło,
Ślubna obrączka,
Złota plomba,

Herr Got, Herr Lucyfer,
Strzeżcie się
Strzeżcie.

Z popiołu
Wstanę płomiennowłosa
By połknąć mężczyzn jak powietrze.

Sylvia Plath
przełożyła Ewa Fiszer

Zamówiłam tę czystą drewnianą skrzynkę - Sylvia Plath

***

zamówiłam tę czystą drewnianą skrzynkę
toporną jak stołek i zbyt ciężką by ją dźwignąć
mogłaby to być trumna dla karła
albo dla mocno zbudowanego niemowlęcia
gdyby nie panująca w niej wrzawa

skrzynka jest zamknięta i groźna
muszę z nią przebyć noc
nie mogę się od niej oddalić
nie ma w niej okien, więc nie widać, co jest w środku
tylko mały otwór z siatką, żądnego wejścia
przykładam oko do siatki
jest tam ciemno, ciemno
jakby się roiło od afrykańskich rąk
malutkich i ugniecionych na eksport
ciemnych w ciemności i wspinających się gniewnie

jak mogę je uwolnić?
najbardziej przeraża mnie hałas
niezrozumiałych zgłosek
są jak gawiedź rzymska
każdy z osobna niestraszny, ale razem, mój Boże!

wsłuchuję się w tę rozwścieczoną łacinę
nie jestem Cezarem
zamówiłam skrzynkę pełną szaleńców
mogą sobie umrzeć, ale muszę ich karmić, jestem właścicielką

zastanawiam się czy są głodne
zastanawiam się czy zapomniałyby o mnie
gdybym po prostu otworzyła zamki, cofnęła się
i zamieniła w drzewo

jest tu przecież biedrzeniec w płowych kolumnadach
i są halki wiśni

mogłyby mnie tak zaraz nie rozpoznać
w mojej księżycowej sukni i żałobnym welonie
nie jestem źródłem miodu
dlaczego miałyby się skierować ku mnie?
jutro będę ich słodkim bogiem, wypuszczę je

skrzynka jest tu tylko chwilowo

Sylvia Plath
przekład Julia Hartwig

Mistyczka - Sylvia Plath

Mistyczka
Alex Alemany


Powietrze, to wytwórnia haczyków -
Pytań bez odpowiedzi,
Lśniących i pijanych jak muchy,
Których pocałunek kłuje nieznośnie
W cuchnących łonach ciemności, latem pod sosnami.

Pamiętam,
Śmiertelną woń słońca w drewnianych szałasach,
Sztywność żagli i długie słone całuny.
Jeśli ujrzało się raz Boga, jak to uleczyć?
Jeśli zostało się zawładniętym,

Bez pominięcia czegokolwiek,
Nawet palca u ręki lub nogi i zużytym,
Zużytym do szczętu w pożarze słońca, w barwach
Rzucanych przez dawne katedry,
Jak to uleczyć?

Pastylką opłatka komunii,
Przechadzką nad stojącą wodą? Wspomnieniem?
Lub zbieraniem błyszczących części
Chrystusa na oczach gryzoni,
Nieśmiałych zjadaczy chleba, tych

Których nadzieje są tak nikłe, że zapewniają im spokój -
Jak grubasce w małym, czystym domku
Pod pnącym się powojem.
Czyż wielka miłość nie istnieje, tylko tkliwość?
Czyż morze

Wspomina tego, co po nim chodził?
Znaczenie wycieka z molekuł.
Kominy miasta oddychają, okno poci się.
Dzieci rzucają się w łóżeczkach.
Słońce rozkwita jak pelargonia.

Serce jeszcze nie ustało.

Sylvia Plath
tłum. Teresa Truszkowska

Księżyc i Cis - Sylvia Plath

Stella Im Hultberg - Memories Of
Księżyc i Cis

Oto jest światło myśli, zimne, planetarne.
Drzewa myśli są czarne, a światło niebieskie.
Trawy smutki swe składają u stóp Bogu,
kłując mnie w kostki szepczą o pokorze.
Kłębiące się i zwiewne mgly tutaj mieszkają,
rząd nagrobków oddziela mnie od mego domu,
tak, że nie wiem poprostu, jak się stąd wydostać.

Księżyc to nie drzwi przecież. Tylko twarz własna,
blada jak pięść człowiecza gniewnie zaciśnięta.
Wlecze za sobą morze niby zbrodnię ciemną. Cichy,
spogląda na mnie w rozpaczy. Mieszkam tutaj.
Dwa razy tu w niedzielę dzwony budzą niebo
i osiem serc ogromnych zmartwychwstanie głosi.
Na koniec skrupulatnie wydzwaniając siebie.

Cis wystrzela ku niebu. Kształt ma wręcz gotycki.
Oczy biegną ku górze i znajdują księżyc.
Księżyc jest moją matką. Nie słodką jak Maria.
Niebieska suknia sieje sowy, nietoperze.
Och jak bardzo chciałabym uwierzyć ja w tkliwość -
w tę twarz posągu bladą w świec świetle łagodnym,
co tylko ku mnie zwraca swoje słodkie oczy.

Jak daleko odeszłam. Chmury zakwitają
niebieskie i mistyczne ponad gwiazd twarzami.
Gdzieś w kościele ci święci staną się niebiescy,
płynąc na delikatnych stopach ponad zimną ławką,
twarze ich i ręce sztywne od świętości.
Księżyc tego nie widzi. Łysy jest i dziki.
Cis przesyła mi ciemność - ciemność i milczenie.

Sylwia Plath
przełożyła Teresa Truszkowska

Gorączka 40° - Sylvia Plath

Damian Kłaczkiewicz - Bursztynowa jesień
Gorączka 40°

Czysta? Cóż to znaczy?
Języki piekła
Są tępe jak potrójny
Język tępego, tłustego Cerbera
Sapiącego u bram. Niezdolnego
Wylizać do czysta

Drżące ścięgno, grzech, grzech.
Suche drewno krzyczy.
Niezniszczalny zapach
Zdmuchniętej świeczki!
Kochanie, dymy wysnuwają się
Ze mnie jak szale Isadory. Boję się,

Że któryś z nich zaczepi się i utkwi w kole.
Te żółte posępne dymy
Tworzą swój własny żywioł. Nie wzlecą,
Lecz będą krążyć wokół globu
Dusząc starców i pokornych,
Słabe
Wychuchane niemowlę w łóżeczku,
Przerażający storczyk,
Co zawiesza swój wiszący ogród w powietrzu,
Diabelski lampart!
Promieniowanie wybieliło go
I zabiło w ciągu godziny.

Namaszcza ciała cudzołożników
Jak popiół Hiroszimy i przeżera je.
Grzech. Grzech.

Kochanie, przez całą noc
Wciąż migotałam i gasłam.
Pościel ciąży jak pocałunek rozpustnika.
Trzy dni. Trzy noce.
Woda z cytryną, rosół
Z kury, wymiotowałam po nim.

Zbyt czysta jestem dla ciebie lub innych.
Twoje ciało
Rani mnie jak świat rani Boga. Jestem latarnią -

Moja głowa księżycem
Z welinowego papieru, ma wykuta jak złoto skóra
Niezwykle delikatna, niezwykle cenna.

Czyż nie zdumiewa cię mój żar i jasność.
W samotności jestem olbrzymią kamelią,
Która rumieniąc się przybliża i oddala.
Zdaje mi się, że wzlatuję.
Zdaje mi się, że mogłabym wstać —
Kulki rozżarzonego metalu unoszą się, a ja kochanie,

Jestem czystym acetylenem,
Dziewicą
W asyście róż,
Pocałunków, cherubinów,
Cokolwiek te różowości oznaczają.
Nie ciebie ani jego.
Nie jego ani kogoś innego.
(Moje ja, te halki starej nierządnicy, topnieją) —
W drodze do raju.

Sylvia Plath
przełożyła Teresa Truszkowska

Zimowe drzewa - Sylvia Plath

Zimowe drzewa

Atrament wilgotnych świtów roztapia błękit.
Balakhanov
Na bibularzu mgły drzewa

Wyglądają jak botaniczny rysunek -
Wspomnienia narastają, słój po słoju,
Serią wesel.

Nie znając poronień ani płodności,
Uczciwsze od kobiet,
Rozsiewają się bez trudu!
Obcując z lotnymi wiatrami
Tkwią po pas w historii -

Uskrzydlone, oderwane od świata,
Są w tym podobne do Ledy.
O, matko liści i słodyczy,
Kim są te piety?

Cienie gołębic śpiewających, lecz nie dających ulgi.

Sylvia Plath

Przekraczając wodę - Sylvia Plath

Przekraczając wodę

Czarne jezioro, czarna łódź, dwaj czarni, tnący-papier ludzie.
Gdzie czarne drzewa idą się tutaj napić?
Ich cienie muszą przykryć Kanadę.

Słabe światło filtruje wodne kwiaty.
Ich liście nie życzą sobie byśmy się śpieszyli:
Są zaokrąglone i płaskie i pełne niezrozumiałej porady.

Zimne światy trzęsą się od wiosłowania.
Duch czerni jest w nas, jest w rybach.
Gałąź podnosi bladą rękę na pożegnanie,

Występuje w głównej roli otwarta między liliami.
Nie jesteś oślepiony przez takie syreny bez wyrazu?
To jest cisza zdumionych dusz.

Sylvia Plath
przekład (?)

Ariel* - Sylvia Plath


Ariel*

Zastój w ciemności,
Wtem bezcielesny błękit,
Potop wzgórz, odległości.
foto: Wojtek Kwiatkowski

Boska lwico,
tak stajemy się jedną
Osią pięt i kolan! - Bruzda

Dzieli się i mija, siostra
Brązowego łuku
Szyi, co mi umyka,

Jagody jak oczy
Murzyna zarzucają
Haczyki-

Czarne, krwawe kęsy,
Cienie.
Coś innego

Unosi mnie w powietrzu-
Uda, włosy;
Gruda z mych pięt.

Jak biała
Godiva, rozbieram się-
drętwe ręce i perswazje,

Teraz jestem
Pianą pszenicy, rozbłyskiem mórz.
Krzyk dziecka

Wtapia się w ścianę

A ja
jestem strzałą,

Rosą w samobójczym
Locie, we wspólnym pędzie
Do czerwonego

Oka, kotła poranku
*Ariel to imię konia
Sylvia Plath
tł. Teresa Truszkowska

Jestem pionowa - Sylvia Plath

Jestem pionowa

Lecz wolałabym być pozioma.
Nie jestem drzewem zakorzenionym w ziemi,
Ssącym minerały i macierzyńską miłość,
Żeby każdego marca rozbłysnąć liściem,
Nie jestem też tak piękna jak kłąb ogrodowy,
By wzbudzać okrzyk zachwytu wspaniałą barwą,
Nieświadoma, że wkrótce utracę swe płatki.
W porównaniu ze mną drzewo jest nieśmiertelne
A główka kwiatu bardziej godna podziwu.
Ja zaś pożądam długowieczności drzewa i śmiałości kwiatu.

Dzisiejszej nocy, w bladym świetle gwiazd,
Drzewa i kwiaty rozsiewają świeże zapachy.
Przechadzam się pośród nich, lecz mnie nie widzą.
Wyobrażam sobie, że kiedy śpię,
Jestem do nich bardzo podobna-
Myśli mi się mącą-
To położenie jest dla mnie naturalne,
Gdyż wtedy rozmawiam swobodnie z niebem,
A stanę się użyteczna, gdy położę się już na zawsze:
Wówczas drzewa choć raz mnie dotkną, a kwiaty znajdą dla mnie czas.

Sylvia Plath
przekład (?)

Maki w październiku - Sylvia Plath

Maki w październiku

Maki
Nawet osłonecznione chmury nie mogą dziś ujarzmić tych spódnic
Ani kobieta w ambulansie,
Której czerwone serce wykwita tak nagle spod płaszcza

Dar, dar miłości
Nie uproszony
Przez niebo

Wzniecające blado
Płomiennie swój tlenek węgla, przez oczy
Otępiałe pod melonikami.

O, Boże mój, kim jestem,
Aby te zapóźnione usta rozwarły się krzykiem
W oszroniałym lesie, o bławatkowym świcie.

Sylvia Plath
przekład Teresa Truszkowska

Lady Lazarus - Sylvia Plath

Lady Lazarus

Znów to zrobiłam
Co dziesięć lat
Udaje mi się -

Żywy cud, skóra lśni się
Jak hitlerowski abażur,
Prawa stopa

Przycisk,
Twarz bez rysów, żydowskie
Cienkie płótno.

Wrogu mój
Zedrzyj sobie ze mnie ręcznik.
Czyżbym wzbudzała strach?

Nos, oczodoły, zębów pełny garnitur?
Jutro
Nie będzie mi już czuć z ust.

Wkrótce, wkrótce
Ciało, które żarła czarna jama
Poczuje się na mnie jak w domu,

Uśmiechnę się jak dama.
Mam niespełna trzydzieści lat.
I jak kot muszę umrzeć dziewięć razy.

To byl Trzeci Raz.
Co za bezsens
Unicestwiać tak każdą dekadę.

Milion włókien.
Pogryzając fistaszki tłum
Pcha się, by

Patrzeć jak mnie odwijają starannie.
Strip - tease monstr.
Panowie, panie

Oto moje ręce
Moje uda. Tak
Może i zostały ze mnie tylko skóra i kości,

Niemniej jestem tą samą kobietą.
Pierwszy raz miałam dziesięć lat.
Był to wypadek.

Za drugim razem
Chciałam wytrwać po kres i już nie wrócić.
Kołysałam się

Zamknięta w sobie jak muszla.
Musieli wołać i wołać.
Wygrzebywać ze mnie robaki jak lepkie perły.

Umieranie
Jest sztuką tak jak wszystko.
Jestem w niej mistrzem.

Umiem robić to tak, że boli
Że wydaje się diablo rzeczywiste.
Można by to nazwać powołaniem.

Dosyć łatwo jest to zrobić w celi.
Dosyć łatwo jest to zrobić i w tym trwać.
To teatralny

Powrót w dzień
Na to samo miejsce i w tę samą twarz, by usłyszeć
ten sam krzyk:

"Cud"!
Jakby mi dano w pysk.
Proszę płacić,

Za oglądanie moich blizn proszę płacić
I za słuchanie serca -
Ono znów stuka w ciszy.

Proszę płacić, drogo płacić
Za każde słowo i dotyk
Lub kroplę krwi,

Za włosów kosmyk, strzęp ubrania.
Tak, tak Herr Doktor.
Tak, tak Herr Wróg.

Jestem pańskim dziełem.
Pańską chlubą.
Dziecięciem ze szczerego złota,

Które roztapia byle krzyk.
Miotam się jak opętana.
Proszę nie myśleć, że nie doceniam pańskich starań.

Popiół, popiół -
Pan go rozgrzebuje, ogląda.
Ciała i kości już nie ma -

Mydło,
Ślubna obrączka,
Złota plomba,

Herr Got, Herr Lucyfer,
Strzeżcie się
Strzeżcie.

Z popiołu
Wstanę płomiennowłosa
By połknąć mężczyzn jak powietrze.

Sylvia Plath
przekład Ewa Fiszer

Szklany klosz - Sylvia Plath

Elżbieta Mozyro - Zatoka uczuć
Szklany klosz

Ale najbardziej w świecie bałam się zakotwiczenia w bezpiecznej małżeńskiej przystani, no i tego, żeby nie zostać przypadkiem miejscem, z którego wychodzi strzała. Przeciwnie, marzyłam o zmianach, przygodach i sama chciałam być strzałą, co tam, całą masą barwnych, roziskrzonych strzał, kolorowych jak fajerwerki w Święto Niepodległości.
[…]
Zaczynam rozumieć, dlaczego mężczyźni, którzy nie cierpią kobiet, tak łatwo robią z nas idiotki. Nienawistnicy są jak bogowie: nieosiągalni i wszechmocni. Schodzą na ziemię, a potem znikają, kiedy im się chce. Nie można ich w żaden sposób ujarzmić.

Sylvia Plath
przekład Mira Michałowska

Lustro - Sylvia Plath

Lustro

Jestem srebrne i dokładne. Nie mam uprzedzeń.
Cokolwiek widzę połykam natychmiast
Takie, Jak to jest, niezamglone ani miłością, ani nienawiścią.
Nie jestem okrutne tylko prawdomówne -
Oko małego, czworokątnego boga.
Większość czasu medytuję na przeciwległej ścianie.
Jest ona różowa i nakrapiana. Patrzyłem na nią tak długo
że sądzę iż stała się częścią mojego serca. Lecz ona migoce.
Twarze i ciemność rozdzielają nas bezustannie.
Teraz jestem jeziorem. Kobieta pochyla się nade mną,
Przeszukuje aż do dna, żeby odkryć kim jest naprawdę,
Potem zwraca się do tych kłamców, świec i księżyca.
Nagradza mnie łzami i niepokojem rąk.
Jestem ważne dla niej. Odchodzi i powraca.
Co rano twarz jej zastępuje ciemność.
We mnie zatopiła młodą dziewczynę i we mnie stara kobieta
Staje naprzeciw niej, dzień po dniu, jak okropna ryba.

Sylvia Plath
przekład Zbigniew Herbert