Trzy siostry (Wiara, Nadzieja, Miłość) (1-szy przekład) - Bułat Okudżawa



Trzy siostry

Zaciągnijcie w oknach zasłony błękitne.
Siostro, proszę nie wpuszczać lekarzy za próg.
Oto trzej wierzyciele zjawili się przy mnie.
Wiara, Miłość, Nadzieja po swój przyszły dług.

Chętnie zwróciłbym długi, i nowe, i stare,
Ale w trzosie dziurawym ni grosza na dnie.
Nie bądź smutna, nie złorzecz, nie gniewaj się, Wiaro.
Jeszcze wielu dłużników wszak masz oprócz mnie.

Patrzeć w twarz nie ośmielam się swym wierzycielom.
Chcę z pokorą i skruchą im przypaść do rąk.
Nie bądź smutna, nie gniewaj się, Matko Nadziejo.
Jeszcze twoi synowie na świecie tym są.

Ku Miłości posyłam niepewne spojrzenie.
Znad wezgłowia łagodny dobiega jej głos -
Rozdawałam się sama w twoim imieniu.
Nic nie jesteś mi winny. Dostałam już dość.

Za twych wzruszeń i uczuć porywy namiętne,
Za szaleństwo, za spokój odbieraj sen.
Odpłaciła mi ludzka obmowa z procentem.
Przecież wiesz, że za dobro odpłaca się złem.

Rozgrzeszony zasypiam w szarości przedświtu.
Po pościeli plamami rozlewa się brzask.
Siostry trzy - żony trzy. Trzej sędziowie
Kredytu ostatniego udzielić mi chcą jeszcze raz.

Siostry trzy - żony trzy. Trzej sędziowie
Kredytu bezzwrotnego udzielić mi chcą jeszcze raz.

Bułat Okudżawa
Przekład Michał Jagiełło

Bajka o małżeństwie - Józef Baran

bajka o małżeństwie

tak długo płyną już tą łodzią
a wokół
wciąż ten sam krajobraz morski
i słowa jak mewy
przysiadają na rufie łodzi
na włosach rękach ramionach

budzą się o świcie
on zajmuje
miejsce z przodu
ona tuż za nim
siedzą tak blisko siebie że
co chwilę zapominają o swym istnieniu

wyrwani jak ze snu
znów siebie widzą słyszą
by po chwili zgubić z oczu
tak mija im dziesięć... dwadzieścia
trzydzieści lat

słychać tylko rytmiczny plusk wioseł
poruszanych ich rękami

Józef Baran

Aleksander Wat - fragmenty - Jacek Kaczmarski



Aleksander Wat 
(fragmenty)

Wiecznej się poddał wiedzy katordze
Uczeń Merlina – tułaczy Żyd. (...)

Za kalejdoskop białych salonów,
Za romans z Heglem w Belle epoque
Knuty bydlęcych na wschód wagonów,
Pod krzyżem z Chleba ciężki krok. (...)

Nikt już Świętego Graala nie szuka
I nikt nie broni Wyniosłych Baszt.(...)

Zmęczony Piorun – wzrok Parsifala
– Światło gasnące z dwóch białych kul -
Ogląda owal Świętego Graala -
I Ból zamienia się w Moc.

Jacek Kaczmarski

Madame opadają już liście - Aleksander Wertyński/ Jonasz Kofta



Madame opadają już liście

Na plaży był upał i sierpień
Ty, pani w kostiumie "un peu"
Ja cały wyziębły od cierpień
Wiedziałaś, jak bardzo cię chcę
Ocean niebiesko coś szeptał
Koloru cytryny był piach
Tak łatwo wyznania podeptać
Gdy brzmią one mniej więcej tak:

Madame! Wyśpiewałem już wszystko
Repertuar cały mój znasz
Jest lato szalone tak blisko
Czy chcesz jeszcze więcej, niż masz
Ja pragnę, ja chcę, ja pożądam
Tajemnic, co jeszcze są w nas
Szaleję i głupio wyglądam
Bądź pani łaskawą choć raz

A ona przez chwilę milczała
A potem odrzekła przez śmiech
Artysto! Zepsuła cię sława
Gdy zrzucisz ją z siebie
Kto wie...

Znienacka owionął nas wrzesień
Tłum zniknął z promenad i plaż
Prócz moich zmęczonych uniesień
Właściwie zatrzymał się czas

Żegnałem kolegów artystów
Kończących najdłuższe tournee
Starczyło mi jej towarzystwo
Bo chciałem przekonać ją, że:

Madame! Opadają już liście
Jabłoni gałęzie się gną
Owoce dojrzały soczyście
I same się garną do rąk
Ja chcę, ja pożądam, ja pragnę
Ja milczę, więc wszystko lub nic
To będzie niezwykłe i ładne
Chciej pani choć raz do mnie przyjść

A ona przez chwilę milczała
A potem odrzekła wśród łez
Za długo na ciebie czekałam
i nigdy nie przyjdę, o nie...

Aleksander Wertyński
polskie słowa Jonasz Kofta


Kronika Olsztyńska - XIII - Konstanty Ildefons Gałczyński

Kronika Olsztyńska - XIII

jeszcze tyle byłoby do pisania,
nie wystarczą tu żadne słowa:
o wiewiórkach, o bocianach,
o łąkach sfałdowanych jak suknia balowa,
o białych motylach jak listy latające,
o zieleniach śmiesznych pod świerkami,
o tych sztukach, które robi słońce,
gdy się zacznie bawić kolorami;

i gdy człowiek wejdzie w las, to nie wie,
czy ma lat pięćdziesiąt, czy dziewięć,
patrzy w las jak w śmieszny rysunek
i przeciera oślepłe oczy,
dzwonek leśny poznaje, ćmę płoszy
i na serce kładzie mech jak opatrunek.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Powietrze - Anna Kamieńska

Powietrze

Przemieszałem się z nim
pastwiskiem ptaków.
Każda żyłka mego ciała jest dnem
lekkiego oceanu.
Oddycham
odciskam w powietrzu kształt krwi.
Odchodzę.
Poprzez moje tysiączne sarkofagi
furkoczą ptaki.

Anna Kamieńska

Sen o wrzosie - Małgorzata Hillar

Sen o wrzosie

Szliśmy przez wrzosy
oplątane babim latem

Byliśmy bardzo młodzi
trzymaliśmy się za ręce

On mówił
że mnie kocha

Dnia jednego
kiedy przekwitał wrzos
zabił się

We śnie
często idę z nim przez wrzosy

Trzymamy się za ręce
babie lato oplątuje nam twarze

Wiesz mówię
miałam taki zły sen
śniło mi się
że nie żyjesz

Małgorzata Hillar

Melodia - Julian Tuwim

Melodia

Wczesna jesień - oto moja pora.
Siwy ranek - kolor mego wzroku.
Siedzę w miłej kawiarni jak w obłoku,
Mógłbym tak do wieczora.

Za oknami tyle pośpiechu,
Ale ja nie wiem i nie słyszę,
I zamilkły w jesiennym uśmiechu,
Zapatrzeniem dalekim się kołyszę.

Tak najlepiej: siąść w cukierni rankiem
I patrzeć, jak ulica chodzi.
W takie ranki jest się kochankiem,
I smutniej człowiekowi, i młodziej.

Od miłości, od czułych wspomnień
Dzień zacząłem senny i pusty.
Z twoich słów, nie pisanych do mnie
Wiersz układam uśmiechniętymi usty.

A to wszystko razem jest melodią,
I melodii chwile są rade.
Cudzoziemka w palcie kraciastym
Śpiewnie, ślicznie zamawia "szokolade".

Jaka wiotka, matowa kobieta!
Jak nas mało na świecie! Jak mało!
I jakimi perfumami zawiało!
I jaki poeta!...

Julian Tuwim

Szara sukienka - Agnieszka Osiecka

Szara sukienka

Tkwić
w szarej sukience
i podziwiać jak oddychasz.
Taki to był ten mój program.
Okazało się jednak, że należy
lśnić, błyszczeć, wibrować,
mieć myśli i pomysły,
być kimś,
mieć głowę na karku,
na głowie lok,
nad lokiem aureolę,
nad aureolą ptactwo,
dla ptactwa ziarno,
na ziarno pieniądze,
pieniądze za muzykę,
muzykę za ciebie,
za oddech
i za szarą sukienkę.

Agnieszka Osiecka

Uśmiecham się do ciebie... - Halina Poświatowska

***

Uśmiecham się do ciebie. Czym jest uśmiech?
Światłem przez gwiazdę przesłanym gwieździe.
Zapachem który trawy wiąże w brzęczącą łąkę.
Łagodny kolor zieleni kolor moich oczu wplątał się
w twoje palce. Trzymasz w ręce rozszeptane ciało łąki.
Trawa cierpkim wąskim kształtem opowiada o moich
oczach patrzących nieskończenie.
Uśmiechasz się do mnie.

Halina Poświatowska

Nie jestem sama... - Halina Poświatowska


***

nie jestem sama
ze mną jest woda
która patrzy moimi oczyma
uśmiecha się moimi ustami
i nasłuchuje
tysiąca słów złotych słonecznych

uskrzydlone słowa
ptactwo pierzaste
chmury was nade mną
jak pocałunki
garniecie się do rąk do ust
i wszystko płonie
rozsypane w słońcu
nie jestem sama
ze mną jest trawa
której każde źdźbło
powtarza kształt moich palców

Halina Poświatowska

Żyje, wołać - Julian Przyboś

Żyje, wołać

Wody stojące, jak bramy triumfalne,
głębiny pod olchami zapadłe,
kurtyny,
lana ze srebra
topiel.

Jaki rybak głuchej wodzie będzie migał słońcem,
ażeby z oniemiałej wypłynęła ryba -

Czarnoziem zżęty sierpniem na bujnej równinie,
role jadące do stodoły,
pagóry ziemi,
w luśniach,
jak -

Jaki wolarz, ze ziemi wyganiając wołu,
pod górę wywołuje -

Świat się rozluźnia,
grunt cofa się ku dolinom, a trwa i śpiewa jedynie
niezerwany owoc powietrza:
ptak.

Julian Przyboś

Posłanie - Julia Hartwig

Posłanie

Idź do parku rankiem
nim rydwan słońca wtoczy się na szczyt
Będziesz sam
będziesz władcą
wśród koronowanych głów topoli dębów sosen

Idź do parku rankiem jesienią
będziesz władcą sezonu
łagodnego jak pieszczota
przychylnego
między terrorem lata i zimy

Idź do parku jesiennym rankiem
Czeka na ciebie
z twarzą ukrytą w cieniu

Julia Hartwig

Kronika Olsztyńska - XVI - Konstanty Ildefons Gałczyński

Kronika Olsztyńska - XVI

Ech, hałasuje deszcz!
Trawa deszczowi rada.
Szczęśliwy, szczęśliwy deszcz,
bo się może wypadać.

Jabłka jak twarze niemowląt
deszczowi się bardzo dziwią.
Podaj mi książkę dobrą.
Rzuć w komin smolne łuczywo.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Oto widzisz, znowu idzie jesień.... - Konstanty Ildefons Gałczyński

Oto widzisz, znowu idzie jesień....

Oto widzisz, znowu idzie jesień -
człowiek tylko leżałby i spał...
Załóżże twoj szmaragdowy pierścień:
blask zielony będzie miło grał.

Lato się tak jak skazaniec kładzie
pod jesienny topór krwawo bardzo -
a my wiosnę widzimy w szmaragdzie,
na pierścieniu, na twym jednym palcu.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Pejzaż bez Ciebie - Jeremi Przybora



Pejzaż bez Ciebie

Wrzesień jak dywan, jakich nie bywa często ostatnio
płowo-zielony dywan zdobiony słońcem dostatnio.
Pejzaż gorący rżysk i stygnących gwiazd w zimnym niebie
smutku, co zawisł kluczem żurawi pejzaż bez ciebie.

Dzień za dniem, sen za snem,
pełnia i nów, i słońce znów.
Noce i dni wciąż nazbyt ładne
zmierzchy i świty bezradne.

Rower zmęczony płosząc gawrony sunie drożyną.
Jedzie listonosz już pod czerwoną jest jarzębiną.
Na skwar narzeka, ma tylko przekaz złotych sto dziewięć
Tą samą drogą wraca. Nikogo. Pejzaż bez ciebie.

Dzień za dniem ...

Na horyzoncie topi się słońce w złocie czerwonym.
Rzeką nadpływa siwa flotylla mgiełek wieczornych.
Idę przez pole gdzie dwie topole - drzewo przy drzewie -
patrzą z wysoka w przestrzeń jak otchłań - pejzaż bez ciebie.

Dzień za dniem...

Chyba to sprawił wrzesień, że prawie nic już nie czuję.
Słucham, jak teraz upał zamiera, ciszą pulsuje.
Pewno ci dobrze gdzieś o tej porze, pewno przyjemnie.
A wokolutko - pejzaż bez smutku pejzaż beze mnie.

Dzień za dniem sen za snem
pełnia i nów i słońce znów
Noce i dni o których nie wiesz
jesień i pejzaż bez ciebie.

Jeremi Przybora

Rymowanka wrześniowa - Julian Przyboś

Rymowanka wrześniowa
dla Uty
1
„Damy radę wierzchołkom, rady damy
korzeniom,
rozwalimy łby skałom, wywyższymy padoły,
ogień z wodą ożenim,
pobiegniemy po falach...” –
wołał dziadek brodaty,
wesoły;
i płomienny jak trybun
zrobił orła z łopaty;
z iskrzącymi oczami,
zapalony, zapalał
fidybusem swój cybuch.

2
Zawędrował za las czarny, daleki,
na poręby, na polany, na płaskocie,
na rzeki,
byle niżej, byle głębiej, w sam środek,
gdzie czas mierzą na wodę
spode dna
i na słoje dębowe w ciesiołce;
potem szept swój wąsaty pojednał
z pluszczem wodnym i szpakiem dośpiewnie,
wybił piętą źródełko w kotlinie
i wywiercił piszczałkę w iwinie,
i w jej wnętrze wdmuchał swoje imię:
„To ja, ręce i usta na drewnie:
twój ojciec.”

3
„Niech się staje i ginie
koło i koła obieg.”
Tak wyrzekł
syn gołowąs,
uwieńczony dębem wawrzyniec.
„Sięgnę głową
z dolinogór – w niebodoły,
i ponury i wesoły,
i w głąb – i w nad,
najnajniżej, najnajwyżej
na huśtawce rozbujanych naj.
Co ty zmyślisz – to ja zrobię
I roztrwonię na dwa światy,
Ja – baj,
Ty – dąb,
Ja – ty,
Gdy dożyję nad sobą stu lat.”

4
Co zostało z ich głosu i pędu, i tłoku?
Powietrze.
I ty – gdy spadając z obłoków
słuchasz tego, z czego są wiersze.

Julian Przyboś

Słowa cichsze niż szept - Wojtek Belon

* * *

Słowa cichsze niż szept
Nuty pełne łez
To jesieni hasła wywoławcze
Babie lato gdzie łęg
Tkliwy fletu dźwięk
Grajże grajku graj aż się rozpłaczę

Kniei złocisty blask
Noce pełne gwiazd
Liści wiatrem unoszonym mrowie
Łemków posępny śpiew
W cerkwiach co walą się
W carskich wrotach zaś Harasymowicz

Wojtek Belon

Przemija postać tego świata - Julia Hartwig

Przemija postać tego świata

Zawsze chcieli wiedzieć
co z tą świadomością się stanie.
„Zmarli święci nie wiedzą co czynią żywi,
nawet tego co czynią ich własne dzieci”
powiedział święty Augustyn.

Okrutne rozdzielenie.
Skąd więc tyle w nas pewności,
że przebywają wśród nas umarli.
Nędza naszego stanu nie jest pociągająca.
Kto raz odszedł, nie zapragnie wrócić.
Ale my nie umiemy sobie wyobrazić nic szczęśliwszego
nad ten świat, który kurczowo trzymamy w objęciach.

Julia Hartwig

Pociąg z Krakowa do Warszawy - Adam Zagajewski

Józef Chełmoński - Jesień - 1897
Pociąg z Krakowa do Warszawy

Pociąg z Krakowa do Warszawy,
początek września; płoną ogniska,
nad polami unosi się
chmura gorzkiego dymu,
który wchodzi do płuc jak narkotyk.

Szukasz olśnienia w górze, w Alpach
i w katedrach, ale czy widzisz
te pokorne ognie
żarzące się wieczorem, pełznące
po ziemi - jak lonty, które zgasną.

Adam Zagajewski

Carmen z różą w zębach - Halina Poświatowska

* * *

Carmen z różą w zębach
siedzi na łóżku - płacze
kolczyki ciężkie
nasłuchują
usta

Carmen podparła brodę ręką
patrzy
powieki cienkie
na oczach
gasną

Carmen - brwią podwójną
zgiętą
przekreśliła noc
popłynęła
w poprzek pustego łóżka
szept

szept nieustanny
cichszy
od stukotu serca
dreszczem wśród krętych włosów

upuściła różę
leży
w otwartych oczach
umarłe kolczyki
świecą

Halina Poświatowska

Wrzesień - Stefan Grass

Wrzesień

W piątek wieczorem
ostatnia świeca-
ledwie się tliła
sierpniowo.

Nad krętą ścieżką
Przeleciał motyl
Przemytnik z Maripozy
Siewca kolorów

Jutro o świcie
Wrześniowe wrony
Zrzucą na ogród
Jesienne palety.

Stefan Grass

Piosnka dla żony - Aleksander Wat

Piosnka dla żony

Niemało zwiedziłem piekieł,
niemało przebiegłem krajów,
nigdzie nie było mi tak dobrze
jak tu na tym ptasim wyraju
pod tą różową skałą
nad tą zieloną falą.

Wiele wód przepłynęło,
godzin minęły wieki,
nigdy nie było mi tak dobrze
jak tu na skrzydle twojej opieki
pod tym błękitnym niebem
pod tym wysokim drzewem.

Choć ból jest w każdym oddechu
nie płacz, nieboga —
nigdy nie było mi tak dobrze
nigdzie nie było mi tak błogo!

Aleksander Wat

Kiedy przebije się źródło... - Kazimiera Iłłakowiczówna

Kiedy przebije się źródło...

Kiedy przebije się źródło,
napiją się wszyscy.
Gdy znaleźć będzie trudno,
ktoś nić pochwyci.
Nić może będzie z kropel,
może ze lśnień,
może widzialna w mroku,
może nie.
Szukający może schyli się z trudem,
może stanie i krzyknie...
Ale gdy znajdzie źródło,
napiją się wszyscy.

Kazimiera Iłłakowiczówna

Chorągiewka - Basia Stępniak-Wilk



Chorągiewka

Chociaż na maszcie chorągiewka
przeciwny kurs wskazuje nam
to nasza łódź beztrosko lekka
do brzegu gna
snu zaznać po zbyt długiej wachcie
i ciszę śnić bez szumu fal
i trochę żeby przestać bać się
podwodnych skał

Trójkątna szmatka o żegludze
pewnie od wiatru wszystko wie
Płyńmy i niech trwa jak najdłużej
nie wieczny przecież rejs

Życzliwa chorągiewki strzałka
odradza nam bezpieczny port
lecz mknie do brzegu łódź uparta
Wciąż bliżej ląd
Wielkiej przygodzie zbyt zlęknieni
głupio szepczemy – jeszcze nie….
By zważyć w dłoni grudkę ziemi
każdy się rwie

Trójkątna szmatka o żegludze
pewnie od wiatru wszystko wie
Płyńmy i niech trwa jak najdłużej
nie wieczny przecież rejs

Trójkątna szmatka o żegludze
pewnie od wiatru wszystko wie
Płyńmy i niech trwa jak najdłużej
nasz rejs

Basia Stępniak-Wilk