Wojciech Młynarski - Dobranoc panu, panie Bzowski

AI 2026

Dobranoc panu, panie Bzowski

Zaśnij spokojnie, przyjacielu,
dobranoc panu, panie Bzowski,
sen emeryta w Peerelu
przedmiotem jest szczególnej troski.
A pan wciąż, jeśli mam być szczery,
rozkoszne lubi pleść androny,
twierdząc, na przykład, że „emeryt”
znaczyło kiedyś „zasłużony”.

    Kiedyś znaczyło, dziś nie znaczy,
    stare znaczenia trafił szlag,
    to nie jest powód do rozpaczy,
    ale postępu piękny znak.

Kiedyś kiełbasa była z mięsa,
cukier rozpuszczał się, klej – kleił,
a jak sen przysiadł ci na rzęsach,
nie zasypiałeś bez nadziei...
Dziś jest pan na przedwczesnej rencie
i są kłopoty same z panem,
pan w czarnej skrzynce swej pamięci
zbyt dużo ma zapamiętane.

    Po co pamiętać, panie Bzowski,
    jakąś nadzieję, cukier, klej,
    ech, przydałby się łut sklerozki
    i żyłoby się panu lżej...

Dobranoc panu, panie Bzowski,
jeszcze nim pana sen dogoni,
niech pan posłucha ciekawostki
zauważonej bez ironii:
Pan nie wie, patrząc zmierzchem w lustro
i myśląc: „Jak mi gęba zbrzydła...”,
że jedną nocą – czarną, pustą
mogą wyrosnąć panu skrzydła!

    I wiatr wesoły panu świśnie,
    że trzeba ufać, trzeba żyć...
    Niech się te skrzydła panu przyśnią.
    Dobranoc panu. Spać pan idź.

Wojciech Młynarski (1987)



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz