Być poetą - Jaroslav Seifert

Być poetą

Życie dawno mnie nauczyło,
że muzyka i poezja
Alex Alemany
jest czymś najpiękniejszym na świecie,
co życie może nam dać.
Oprócz miłości oczywiście.

W starych wypisach
wydanych jeszcze za c.k. Austrii
w roku, w którym umarł Vrchlicky,
wyszukiwałem rozpraw o poetyce
i ozdobnikach poetyckich

Potem włożyłem do szklanki różyczkę,
zapaliłem świeczkę
i zacząłem pisać swoje pierwsze wiersze.

Tylko buchnij płomieniu słów,
pal się,
choćbym miał sobie palce poparzyć!

Zaskakująca metafora to coś więcej
niż złoty pierścionek na palcu.
Ale i Rymownik Puchmajera
nie zdał mi się na nic.

Daremnie zbierałem myśli
i kurczowo zaciskałem powieki
aby usłyszeć cudowny pierwszy wiersz.
W ciemności bowiem zamiast słów
ujrzałem kobiecy uśmiech i na wietrze
rozwiane włosy.

To było moje przeznaczenie.
Przedzierałem się za nim bez tchu
przez całe życie.

Jaroslav Seifert
przełożył Marian Grześczak

Tak bardzo jesteśmy zranieni - Nelly Sachs

Balthus - Ulica - 1933
***

Tak bardzo jesteśmy zranieni
I wydaje nam się że umieramy,
Kiedy ulica rzuca nam złe słowo.
Ulica o tym nie wie,
Nie dźwiga na sobie takiego brzemienia.
Nie przywykła aby wybuchał na niej
Wezuwiusz bólu.
Zatarły się wspomnienia prehistorycznych czasów,
Odkąd światło stało się sztuczne,
Odkąd aniołowie grają tylko z ptakami i kwiatami
Lub uśmiechają się przez sen dziecka.

Nelly Sachs
przełożył Zbigniew Herbert

Ona tańczy - Nelly Sachs

Renata Brzozowska
***

Ona tańczy
lecz z jakimże ciężkim brzemieniem?
Dlaczego tańczy z tym ciężkim brzemieniem?
Bo pragnie zostać niepocieszona —

Jęcząc wyciąga swego ukochanego
z głębiny na morski brzeg świata
Oddech niepokoju
owiewa zbawcze belkowanie jej ramion

cierpiąca ryba trzepocze się niemo
na jej miłości —

Lecz nagle
sen
przygniata jej kark —

Na wolność ulatują teraz
i życie
i śmierć —

Nelly Sachs
przekład Wanda Markowska

Cywilizacja - Leszek Wójcik

Krzysztof Izdebski-Cruz - Vanitas 1810+200 - 2010
Cywilizacja

Płazy pochodzą od ryb
gady pochodzą od płazów
ssaki pochodzą od gadów
człowiek i szczur
łamigłówka ziemskiego pokrewieństwa

Za milion lat niepewności
ktoś ustawi w muzeum
fajkę korkociąg lufę czołgu
zagadkowe szczątki ludzkości

Leszek Wójcik

Dziewiąta wieczorem - Tadeusz Śliwiak

fot. Janusz Taras
Dziewiąta wieczorem

Ojciec
zawsze o dziewiątej wieczorem
wyjmował z kieszonki srebrny zegarek
i mówił:
O, już późno

teraz ja noszę ojcowski zegarek
i wyjmując go o dziewiątej wieczorem
mówię:
E, jeszcze wcześnie

Ale któregoś wieczora
patrząc na zegarek
zauważyłem
że nie ja
ale mój ojciec miał rację
okazało się
że zegarki nie tylko wskazują godzinę
ale i pokorę

Tadeusz Śliwiak

Po wygnaniu - Czesław Miłosz

Manuel Nuñez
Po wygnaniu

Już nie goń. Cicho. Jak miękko deszcz pada
Na dachy tego miasta. Jak wszystko jest
Doskonałe. Teraz, dla was dwojga budzących się
W królewskim łożu pod oknem mansardy.

Dla mężczyzny i kobiety. Albo dla jednej rośliny
Podzielonej na męskość i żeńskość, które tęskniły do siebie.

Tak, to mój podarunek. Nad popiołami.
Na gorzkiej, gorzkiej ziemi. Nad podziemnym
Echem wezwań i przysiąg. Abyście o poranku
Byli uważni: pochylenie głowy,
Ręka z grzebieniem, dwie twarze w lustrze
Są tylko raz, na zawsze. I niekoniecznie w pamięci.

Abyście byli uważni na to, co jest chociaż mija
I w każdej chwili wdzięczni, świętujący wszelkie istnienie.

Ten mały park, zielonawe popiersia z marmuru
W świetle perłowym, w letni drobny deszcz
Niech jak był - kiedy pchnęliście furtkę zostanie.

I ulica wysokich zliszajonych bram,
Którą ta wasza miłość nagle przemieniła.

Czesław Miłosz

Pochwała niepamięci - Bertolt Brecht

Pochwała niepamięci

Daniel Gerhartz
Dobra jest niepamięć!
Jakże inaczej
syn mógłby odejść od matki, co go wykarmiła?
Co napełniła siłą jego członki
i nie pozwala mu jej wypróbować.

Albo jak uczeń mógłby odejść od nauczyciela
Co mu wiedzy użyczył?
Kiedy się już wiedzę posiadło
Uczeń musi sam w drogę wyruszyć.

Do starego domu
Wprowadzają się nowi mieszkańcy.
Gdyby jeszcze byli w nim ci, co go zbudowali
Dom byłby za mały.

Piec grzeje. Zduna
Już nikt nie pamięta. Oracz
Nie poznaje bochenka.

Jakże mógłby się znów dźwignąć rankiem człowiek
Bez niepamięci nocy ścierającej ślady?
Jakże mógłby sześć razy powalony
Wstać po raz siódmy
Żeby znów orać kamienisty grunt i ryzykować
Lot w niebo?

Słabość pamięci
Daje człowiekowi siłę.

Bertolt Brecht
przełożył Robert Stiller

Co powiesz w ten zmierzch... - Charles Baudelaire

Emile Deroy - Baudelaire - 1844
Co powiesz w ten zmierzch...

Co powiesz, duszo biedna, samotna w zmierzch błogi,
Co powiesz, serce, serce me niegdyś zwarzone,
Tej bardzo pięknej, bardzo dobrej, bardzo drogiej,
Której wzrok boski z ciebie zdjął zwiędłą zasłonę?

- By śpiewać jej pochwały, wznieśmy dumnie czoła:
Jej słodkiej władzy wszelka słodycz pozazdrości;
Uduchowione ciało jej ma woń Anioła,
A jej oko odziewa nas w szatę światłości.

Czyli to będzie w ciszy, wśród nocy samotnej,
Czy to w ulicy, w tłumie, jej zjawisko lotne
W powietrzu tańczy niby płomienie pochodni.

Czasem mówi: "Jam piękna! Niech nad wszystko pomną
Kochać Piękno, jeżeli miłości mej godni.
Jestem Aniołem Stróżem, Muzą i Madonną."

Charles Baudelaire
przekład (?)

Requiem Mozarta - Krzysztof Lisowski



Requiem Mozarta
„Rozpacz Mozarta w Requiem..."
Adam Zagajewski
jeśli własne życie ktoś uczyni ci
obcym
wtedy „Requiem” staje się pogodne

słuchane nocą
odsłuchiwane rano
przed wyjściem w
codzienne znużenie
staje się zgodą na odlot anioła

tam przyjaźnią się ciemne głosy wieczornych ptaków
chóry mówiących Nie
zdarzenia które się nie odstaną

i
nigdy
nigdy nie ubywa srebrnych łąk

to ich brzmienia słuchamy

Krzysztof Lisowski

W sobotę (poza domem) - Krzysztof Lisowski

fot. Janusz Taras
W sobotę (poza domem)

cmentarzyska papierów
telefony od nikogo
entuzjazm kosza na śmieci
feng shui dla bezdomnych

czujesz niewygodę takiego życia

tak

Krzysztof Lisowski

Światło wiosenne - Krzysztof Lisowski

Elżbieta Mozyro - Szczęście jak motyl
Światło wiosenne
Ani
postanowiłem podziękować wiosennemu światłu za to
że tyle lat mogę spoglądać na ciebie

w pierwszą noc wspinaliśmy się na wysoką górę
korytarzami wyschniętych strumieni

zbieraliśmy jagody
na ciemnych polanach

ktoś ofiarował nam o świcie piękne ocalenie

w tej samej chwili widzieliśmy
zachód księżyca i narodziny słońca

zobaczyliśmy że nic się nie kończy i nic nie zaczyna

codziennie walczyliśmy
z potworami i olbrzymami

spałaś na moich kolanach
a ja pisałem twój oddech

urodziły się nasze dzieci
śmiały się głośno i biegały malutkie między wysokimi trawami

wypiliśmy kroplę przypadku
i kroplę promienia

Krzysztof Lisowski

Weź mnie - Ryszard Krynicki

Karol Bąk - Nokturn
Weź mnie

Weź mnie do swojego snu.
Niech w nim zostanę.
Niechaj w nim krążę,
póki się nie rozpłynę
pod twoimi powiekami.

Ryszard Krynicki

Co to jest miłość - Anna Kamieńska

Svetlana Yasneva
Co to jest miłość

Co to jest miłość nie pamiętasz
Już nie przypomni ci jej
Muzyka czysta i wino wieczora
Nawet wiosenny deszcz
Pod jednym parasolem

Łaska jest łaską więc może być zabrana
Czy to jest miłość wracać do początku
Do dwóch zwiniętych w sobie rąk

I jeszcze głębiej w sen w którym wiruje
Młodość obłędny snop pszenicy w tańcu

Ale to nie to
To tylko wezbranie krwi

A miłość to gdy odejmą ci słuch
I wzrok i głos i wszelkie siły
A ty
Ty jeszcze idziesz chwaląc żniwo życia
I w środku samotności odnajdujesz
Tak tam w środku jeszcze coś jest
Czy to jest miłość

Anna Kamieńska

Cisza - Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Bernard Charoy
Cisza

Spokojna jestem w ciszy. - Nie chcę myśleć więcej
- co mną jest gdzieś odeszło w jakimś tajnym celu -
Patrzę w ogród zamkowy na róż sto tysięcy
marząc o przetowłosym mych wdzięków minstrelu.

Staję cicho wśród bytu. - Próżnię mam za czołem
w woni ziela usypia się krwi mojej tętno...
Bezczucie w szarej płachcie za królewskim stołem
siadło - i będę dzisiaj nieżywą i piękną. -

Lecz znam czary i wróci wśród serca uderzeń
dusza moja namiętna jako skrzypek blady -
królowa burz wiosennych i bolesnych wierzeń
Niechaj mi zajrzy w oczy książę mej ballady...

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Wiosna (fragment) - 222 - François Jacqmin

Andrei Belichenko
Wiosna (fragment)

222
Ten co wyjaśnia utracił rozum.
Należy milczeć
i patrzeć na różę
która zajmuje się swoją wonią.

Żadne sztuki ducha
nie dokończą
rzeczy skończonej;
dialektyka rzeczywistego
jest osiągnięta nigdy.

Z wierzchołka tego co pojmowalne
kaskada sprzeczności
roztrzaskuje się
na wyczerpanej naturze
człowieka

Trzeba powrócić do kwiatu.
Jego koncepcja kosmosu
nie mierzy się ciemnością czy burzą.
Jego rozum
to zwiędnąć bez zniszczeń!

François Jacqmin
tłumaczył Maciej Szybist

Radość - Mira Kuś

Josephine Wall
Radość

Pod oknem,
na wilgotnej, ciepłej od kwietniowego słońca grządce
zakwitły narcyzy.
Jaka radość.
Jeszcze wczoraj nie było ich tutaj.
A do tego skowronek.
Czyste niebo i puszyste bazie.

Sztuka, zmęczona proszkami nasennymi
jeszcze śpi.
Krytyka i nauka, udając mądrość
wytykają pustotę i banał.

Mira Kuś

Krótka bajka - Ewa Lipska



Krótka bajka

Jak bardzo wiele mamy lat
Pod tą leszczyną Pod tą leszczyną
Ciągłością umęczony świat
I czyją winą Czyją winą
Tak w siebie zapatrzeni przekraczamy nas
Daleko za odległość Za odległość
Oczom widocznie nadszedł już czas
By dojrzeć świata część zaległą
Zobaczył nam się nagle świat
Ja ciebie widzę a ty mnie
Och jak niewiele mamy lat
Jak krótka bajka w długim śnie

Ewa Lipska

O tłumaczeniu wierszy - Zbigniew Herbert

O tłumaczeniu wierszy

Jak trzmiel niezgrabny
siadł na kwiecie
aż zgięła się łodyga wiotka
przeciska się przez rzędy płatków
podobnych słownikowym kartkom
do środka dąży
gdzie aromat i słodycz jest
i choć ma katar
i brak mu smaku
jednak dąży
aż bije głową
w żółty słupek

i tu już koniec
trudno wniknąć
przez kielich kwiatów
do korzeni
więc trzmiel wychodzi
bardzo dumny
i głośno brzęczy:
byłem w środku
tym zaś
co mu nie całkiem wierzą
nos pokazuje
z żółtym pyłem

Zbigniew Herbert

Śmiech - Tadeusz Różewicz

Śmiech
Klatka była tak długo zamknięta
aż wylągł się w niej ptak

ptak tak długo milczał
aż klatka otwarła się
rdzewiejąc w ciszy

cisza tak długo trwała
aż za czarnymi prętami
rozległ się śmiech

Tadeusz Różewicz

Pewnie, że boli - Karin Boye

Stanisław Witkiewicz - Krokusy - 1897
Pewnie, że boli

Pewnie, że boli, gdy pękają pąki.
Bo czemuż by wiosna się wahała?
Czemuż by nasza tęsknota gorąca
miała pozostać gorzko-zmarzło-biała?
Łuska chroniła wszak przez całą zimę.
Czym jest to nowe, co prze i rozwiera?
Pewnie, że boli, gdy pękają pąki,
boli to, co rośnie
i to, co zapiera.

Och, nie jest łatwo spadającym kroplom.
Drżące tęsknotą zwisają nabrzmiałe,
uczepione gałązki, pęcznieją i suną -
w dół ciężar je ciągnie, chociaż jeszcze trwają.
Ciężko w niewiedzy, strachu, niepewności
Ciężko, gdy otchłań wciąga i przyzywa,
nadal zwlekać, z drżeniem patrzeć w przepaść -
ciężko chcieć pozostać
i chcieć przepaść.

Naraz, gdy najtrudniej i nie ma ratunku,
pękają z tryumfem drzewa pąki,
naraz, kiedy obawa już nie powstrzymuje,
spadają z gałęzi migoczące krople
niepomne, że bały się tego, co nowe,
niepomne lęku przed drogą w nieznane,
przez chwilę czują błogie ukojenie
otoczone ufnością
tą, co stwarza ziemię.

Karin Boye
przekład Ewy Niewiarowskiej

Długom błądził i szukał - Konstanty Ildefons Gałczyński

Długom błądził i szukał

Długom błądził i szukał, świat mnie zalewał jak woda,
pełen stworów dziwacznych, niksów, wodników, rusałek,
aż pewnego wieczoru znalazłem, czego szukałem -
żonę pochmurnooką, małego, słodkiego kobolda.

Gdy pada z deszczem zmrok, gdy męczy mnie nuda i trwoga,
gdy strach pospołu z psalmistą tak spijam jak ciemne wino,
splatam za wierszem wiersz jak wianek z rozmarynu
na głowę słodkiego kobolda, na głowę małego boga.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Wizyta - Konstanty Ildefons Gałczyński


Wizyta

Proszę, proszę, rozgość się serdeczny,
rozejrz się dokładnie po wszystkim;
to jest czajnik - prawda jaki śmieszny?
z gwizdkiem.

To mruczenie? Powiem ci w sekrecie:
jest mruczeniem kota Salomona.
a ta pani zamyślona, z kwiatami -
to moja żona.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Występ - R. S. Thomas

Elżbieta Mozyro - Tam gdzie się kryją anioły
Występ

Będąc na tyle nieroztropnym, żeby ją poślubić,
Nigdy nie wiedziałem, kiedy nie gra.
„Kocham cię" - mówiła; słyszałem westchnienia
Z widowni. „Nienawidzę cię". Nigdy nie mogłem być pewny,
Że tam jeszcze są. Była śliczna. A ja byłem
Lusterkiem, przed którym robiła makijaż.
Umiejętnie zarządzałem falującą łąką
Jej ciała. Co wieczór na tej łące pasły się ich oczy.

Zdana na samą siebie, stoi teraz
Na kruchej estradzie i gra swoją ostatnią rolę.
Wyśmienita. Nigdy w całej swojej karierze
Nie była tak dobra. A jednak kurtyna
Opadła. Wyjdź zza niej, czarodziejko,
I odbierz hołd widzów. Spójrz, ja też klaszczę.

R. S. Thomas
tłumaczył Andrzej Szuba

Do gwiazdy wieczornej - William Blake

Alfons Mucha - Gwiazda wieczorna
Do gwiazdy wieczornej

Złotowłosy aniele wieczora, gdy słońce
Kładzie się na spoczynek pośród gór, ty zapal
Swą pochodnią miłosną. Promienną koroną
Przywdziej, uśmiechem ozłoć nam wieczorne łoże!
Uśmiechnij się do naszych miłości. Gdy zsuwasz
Ciemne kotary nieba, rozsiej srebrne krople
Na każdym kwiecie, który zwiera słodkie oczy
Do snu w stosownej porze. Niech twój wiatr zachodni
Uśnie pośród jeziora. Twe jasne źrenice
Niechaj mówią milczeniem. I srebrem zmyj ciemność.
Szybko odchodzisz, gwiazdo, bardzo szybko. Wtedy
Wilk zaczyna swą drogą pośród pustki. Lew
Świeci ślepiami poprzez mrok gęstego boru.
I wełną naszych jagniąt łagodnych okrywa
Twa święta rosa. Chroń je swoją czułą mocą!

William Blake
przełożył Zygmunt Kubiak

Rectius vives, Licini, neque altum - Pieśń II, 10 - Horacy

Tomasz Sętowski - Lost Ship
Pieśń II, 10

Żyj, Licyniuszu, spokojniej, tak skoro
Na wielką wodę nie płyń, a gdy burzy
Lękasz się, gdy na morzu niebezpiecznie,
Chroń się zdrad brzegu.
Kto średnią miedzą chadza, ścieżką złotą,
Nie będzie w brudach żył, w zatęchłej mroczy,
Ani się pysznił rzędem kolumn świetnych,
Co kolą w oczy.
Częściej się limba niebotyczna miota
Na wichrze, z większym też podniebne wieże
Walą się trzaskiem, a piorun druzgota
Gór ostre szczyty.
Przezorne serce w ucisku się krzepi
Nadzieją, szczęściu nie ufa tak wiele.
Wie: srogość zimy Bóg zsyła i Bóg ją
Odegnać może.
A skoro źle jest dziś, to nie na wieki
Tak będzie. Kiedyś także Muzę śpiewem
Zbudzi Apollo, nie zawsze okrutnie
Łuk tylko tęży.
Więc gdy ci ciężko żyć, bądź pełen ducha,
Bądź mężny, a gdyć szczęście zajaśnieje,
Nie dmij się pychą, ale ściągaj wzdęte
Żagle i reje.

Horacy
przełożyła Ida Wieniawska