Staw się zaplątał - Zdzisław Stroiński



Staw się zaplątał

Staw się zaplątał w sieciach tataraku
w trzcinach się zgubił jasny wiatr
cichy jak zachód, widoczny gdzieś we śnie
na dnie trzepocą smukłe skrzydła ptaków
w wodzie i w niebie jednocześnie

A słońce kreśli czerwone zagadki
z twarzy na twarze przerzuca jak most
myśli się snują, jak białe łabędzie
gdzieś zagubione w nadmiarze czy braku
w wodzie, w niebie, wszędzie

Gdzieś jak ptaki, gdzieś na wprost
aż w końcu niebo zeszło się z wodą
a trzciny ciężko śpiewały im
i zachód był w stawie – staw w sercu zachodu
na łódkę podleciał, jak ze zmierzchu utkany
duch słońca i wiosny…

Zdzisław Stroiński

Bóg - Zdzisław Stroiński

Bóg

Wtedy Bóg odszedł na barkach płomienia
i słońce pękło jak bańka mydlana.
Zdzisław Beksiński
Długie pielgrzymki śpiewających kłosów
idące wolno w złożonym zamyśleniu
i pochylone na kolana
już go tam nie znalazły
ni w pustych niebiosach

Opustoszały drewniane kapliczki
Dawniej rój barwnych świętych tulące jak kwiaty
Zwiądł święty Franciszek wątły i słowiczy
i Maria błękitna, i Józef sękaty.

Bóg zawisł na niebie ciężki jak kometa,
do okien się zniża przeraźliwą chmurą
nad kręgiem ziemi przez krety porytym.
Orkany przelatują, przelatują górą,
w tłumie pożegnań żałobnych biją miarowo godziny.
Z głębi darni stwardniałej daremnie się kości dźwigają,
żegnania, żegnania tężeją i nie ma już żadnych powitań.

Mgły się wzdęły widmami zatopionych krajów.
Wielkie żelazne skały i okręty
piersiami wrosły w nieruchome fale,
w ciemnej grocie odjazdu rwa się z jękiem liny.
Wiatr nie porusza flagami zwisłymi jak ranny ptak.
Widziano maszty wśród lasów na ziemi płaskiej jak talerz.
Głazy spękane klękają na stopniach kamiennej świątyni
niemo wołając o znak.
I znak napełnia zmienione powietrze
ciężkie oczami Boga, co wyszedł z ram niedziel
i świętych opuścił drzemiących w kaplicach.
I ziemie przeniknął okrutną spowiedzią,
i piersi drąży cicho jak gruźlica.

Zdzisław Stroiński

Krzak gorejący - Kazimiera Iłłakowiczówna

Krzak gorejący

Jeśli rozpalił Bóg tę iskrę, co mnie pożera i trawi,
niech będzie pochwalony... Nad torfami mnie postawił,
nad rozlewiskiem ogromnym, nad moczarów i ścieżek chaosem.
Palę się, jak dom na wzgórzu,
palę się i wołam na żyjących:
Otom jest krzak gorejący, który się z chaosu wynurzył,
by wołaċ płomieni głosem
nad torfami, nad moczarem, nad chaosem!

Kazimiera Iłłakowiczówna

Syndrom okna - Teresa Kaczorowska

Ron Di Scenza
Syndrom okna

mój przyjaciel powiedział
że ma syndrom okna
bo widząc nocą jaśniejące szyby
musi zajrzeć w oświetlone wnętrza
zobaczyć krzątających się tam ludzi
nieważne czy są szczęśliwi
rozgoryczeni
ale nie samotni

jasne okna to dla mojego przyjaciela
rodzinne szczęście
które on gdzieś zagubił
pomimo trzech żon
trzech córek
siedmiorga wnucząt
i jeszcze kilku czułych narzeczonych

dziś pozostał sam
ze swoją rzeźbą i wierszami
i już boi się w kimkolwiek
zamknąć swój ból
swoje dziwactwa
i marzenia
więc codziennie
atakuje go syndrom okna

Teresa Kaczorowska

Baczyć na słowo - Teresa Kaczorowska

Walter Gramatté - Portret Rosy Schapire - 1920
Baczyć na słowo

zasłuchać się w słowo wyższe
przeżuwać je długo jak pokarm codzienny
kontemplować
trawić w ciszy skupionej
niczym mędrzec na pustyni

i potem nieść to słowo wysoko
nie chować pod łóżko
bo światło prawdziwe
winno być na świeczniku

baczcie kogo i czego słuchacie….

Teresa Kaczorowska

Prawda za drzwiami - Teresa Kaczorowska

Prawda za drzwiami
Isaiah Stephens


Prawda za progiem stoi
woalką otulona
krucha niepewnością
cicha
bezradna

często drży skulona
rumieni ze wstydu
za samotność

czasem jednak się burzy
zamaszyście otwiera drzwi
wkracza na salony
gwałtownie wytykając fałsz

lecz nikt jej nie słucha
skarlałe wielkości podnoszą oblicza

Prawda to mit
Prawda to względność
Prawda to kłamstwo

jeszcze słabsza
jeszcze bardziej blada
Prawda wraca

do kąta
za próg
za drzwi

aż zgaśnie...
a potem
rozpadnie się świat...

Teresa Kaczorowska

Rousseau, Voltaire, możecie szydziċ - William Blake

Jean-Antoine Houdon - Voltaire- 1781
***

Rousseau, Voltaire, możecie szydziċ,
Możecie szydziċ, ile chcecie!
Na wiatr rzucacie słowa, piasek.
Wiatr je z powrotem w twarz wam miecie.
Piasek oślepia wzrok szyderców.
Każde ziarenko tego piasku
Ciągle na Pańskich ścieżkach błyszczy,
W klejnot zmienione w Boskim blasku.

Atomy mędrców, Newtonowe
Cząsteczki światła — piaskiem wszystkie
Nadmorskim są, gdzie Izraela
Przybytki jarzą się świetliste.

William Blake
przekład Zygmunt Kubiak

Pieśń szalona - William Blake

Pieśń szalona

Wiatry dzikie łkają,
Noc przeniknął ziąb,
Smutki moje wstają;
Śnie przyjdź, w smutki zstąp.
Patrz, brzask zerka z bliska
Przez wschodu urwiska,
W łożach świtu szmer poziewa,
Z ziemi w dole się naśmiewa.
Patrz, pod niebios stropy,
Tam gdzie gwiezdny bruk,
Pędzą nuty w tropy
Mych smutków i trwóg.
Uderzają w uszy nocy,
Załzawiają oczy dnia,
Wiatr szaleje, gdy go dotkną,
Burza - gdy ją drażnią - łka.
Jako czart na chmurze,
Wyjąc ból i żal,
Poprzez noc się burzę,
Z nocą pójdę w dal.
Odwracam się od wschodu,
Skąd przypływ, wzrost osłody;
Bo światło mój mózg przenika -
O, ból szalony, boleść dzika.

William Blake
przełożył Jerzy Pietrkiewicz

Motto "Pieśni Niewinności i Doświadczenia" - William Blake

Motto "Pieśni Niewinności i Doświadczenia"

Dobrymi rządzą sądy ludzi; żaden
O swoich własnych myślach nie pamięta;
Lecz doświadczenie wreszcie ich nauczy
Duszki i elfy chwytać w sieć i pętać.

Wtedy Łotr warczy jak pies, a Obłudnik
Jak szakal wyje. Gdy zacni druhowie
Odkryją karty, wtedy się poznaje,
Czym od orłowych różne pióra sowie.

William Blake
przełożył Zygmunt Kubiak

Nadmorski spacer Brahmsa - Leszek Długosz

Nadmorski spacer Brahmsa

Zmieniło się...
- Znów spoglądamy na horyzont
Gdzie w jednej morza z niebem
Jacqueline Osborne
Więzi
Inne okręty
Znów naszym oczom się wyśpiewują.
Zmieniło się - powiadasz
Dziś - dzisiejsza
A mnie się zdaje
- Inne zwieńczenia tych okrętów
Tej samej wciąż żeglugi
Są tylko nowym obyczajem.
- Po kulistej idziemy wciąż ziemi
I tylko ruch il movimento
Nowości ustanawia.
- Ta sama ilość jest muzyki
I tylko - w innej chwili
- na inną modłę
- w innej skali
Instrumenty ze sobą grają.
Daleka i Nieznana
Jutro?... Gdy ci się jutro
Widząc mnie - uśmiech
W sobie rozwiać zdarzy
Odpowiem - "Właśnie
Myśmy się tylko rozpoznali"...
- Bogiem a prawdą (wybacz że pożyczam
motyw
Żyjąc jak inni - równe z innymi
Mam do niego prawo)
Jeśli się boję
Jeśli się lękam
Po śmierci nawet raju
To dla powodu najwięcej może
- Że nie drgnie
- O jedną nutę się nie zmieni
Bez skazy odtąd
W doskonałość znieruchomiała
Fraza.
Zmieniło się... i żegnam
I myślę - czy to szczęście?
-Jesteśmy jeszcze
- Jesteśmy tylko w innej życia części.

Leszek Długosz

Z tamtego pokoju - Gregory Corso

Jan Toorop - Dutch
Z tamtego pokoju

Niemy geniusz dmie
lekko w mój pokój bez okien
On - mądry niemowa
wystukuje szyfr lub wyrok
- pijak przebił ścianę by schwytać burzę!
Przez szczelinę! Przez szczelinę!
Syciłem się krwią co łatwo popłynęła.

Gregory Corso
przełożyła Teresa Truszkowska

Młodość - Octavio Paz

Elżbieta Mozyro - Nostalgia
Młodość

Skok fali
Coraz to bielszej
Z każdą godziną
Zieleńszej
Z każdym dniem
Coraz to młodsza
Śmierć

Octavio Paz
przełożyła Krystyna Rodowska

Na nieobecność Kastary - William Habington

Sandro Boticelli - Portret Giuliano de Medici - 1478/80
Na nieobecność Kastary

Szaleństwem jest lekarstwo umarłemu dawać:
Odejdźcie, przyjaciele. Nie dam się rozkrawać
Skalpelami pouczeń i udręk mych sekcja
Nie posłuży wam jako anatomii lekcja.

Lecz wy, ufając zmysłom, twierdzicie uczenie,
Że jestem żyw jak wprzódy. Wszystko to złudzenie:
W ciało tkane z powietrza nieraz się oblecze
Duch, by pozorem mamić umysły człowiecze;

Chyba że samo niebo cudem mnie wyrywa
Śmierci, by żyła we mnie miłość nieszczęśliwa.
Nie, nie — jestem wszak martwy; lecz niech nikt nie wzdycha,

Nie mąci łzą pogrzebnych pomp, nie pyta z cicha,
Co z mą duszą, gdy ciało tkwi w trumiennej skrzyni:
Dusza moja jest w raju, bo przebywa przy niej.

William Habington
przełożył Stanisław Barańczak

Niestatek - Jan Andrzej Morsztyn

Christian Tagliavini
Niestatek

Prędzej kto wiatr w wór zamknie, prędzej i promieni
Słonecznych drobne kąski wżenie do kieszeni,
Prędzej morze burzliwe groźbą uspokoi,
Prędzej zamknie w garść świat ten, tak wielki, jak stoi,

Prędzej pięścią bez swojej obrazy ogniowi dobije,
prędzej w sieci obłoki połowi,
Prędzej płacząc nad Etną łzami ją zaleje,
Prędzej niemy zaśpiewa i ten, co szaleje,

Co mądrego przemówi; prędzej stała będzie
Fortuna; i śmierć z śmiechem w jednym domu siędzie,
Prędzej prawdę poeta powie i sen płonny,
Prędzej i aniołowi płacz nie będzie plonny

Prędzej słońce na nocleg skryje się w jaskini,
W więzieniu będzie pokój, ludzie na pustyni,
Prędzej nam zginie rozum i ustaną słowa
Niźli będzie stateczna która białogłowa.

Jan Andrzej Morsztyn

Ars poetica (fragment 445-452) - Horacy

Ars poetica (fragment)

Mąż mądry i roztropny wytyka wiersz marny,
Gani szorstki, dopisze niezgrabnemu czarny
Znak odwróconą trzciną, mdłe ozdoby wytnie,
Na niejasny snop światła skieruje zaszczytnie,
Wykaże dwuznaczności, co zmienić, zaznaczy.
Stanie się Arystarchem. On nie powie: "A czy
Dla bzdur mam stracić druha?" Bo przez taką bzdurę
Płyną na wieszcza z drwiną następstwa ponure.

Horacy
przekład Jan Sękowski

Epitafium dla Sergiusza Jesienina - Krzysztof Maria Sieniawski



Epitafium dla Sergiusza Jesienina

Wściekła się wielka niedźwiedzica
I lecą z pyska płaty piany
Samotny szczeniak do księżyca
Zanosi jazgot obłąkany

Po mlecznej drodze wóz się toczy
Turkocze za nim piąte koło
Sponad zodiaku o północy
Ze mną ptak, ryba i dziwoląg

I Ruś cerkiewna, Ruś dawnej wiary
Szumi pomoriem w riazańskiej duszy
Huczy po karczmach krwawym pożarem
I Twoje brzozy pali, Sergiuszu

Brzozo wędrowna, czemu się śnisz
I tak cię zrąbią dla mnie na krzyż
Chato rodzinna płyń tam, gdzie kres
Niech się dzwoneczek śmieje do łez

Ryczy lew ranny ponad głową
Bliźnięta płyną rzeką modrą
Byk galopuje łąką płową
I pręży się na wadze skorpion

Tętni przez łąki koziorożec
Strzelec go tropi nieustannie
I płynie wodnik po jeziorze
Po utopionej płacze pannie

I Ruś jak panna niech płacze po nim
Święta Łagoda zejdzie do ziemi
Na bruku Moskwy klon oszroniony
Biblijny prorok - Sergiusz Jesienin

Riazańska matko skąd w oczach łzy
Karczemne szczęście, samogon, dym
Moskwo karczemna, płyń za mną, płyń
Pokochał zodiak riazański syn

Otwórzcie mi, stróże anieli
Błękitne podwoje dni
O północy anioł w bieli
Z moim wiernym koniem znikł

Koń mój Bogu niepotrzebny
Koń mój siła ma i moc
Słyszę, gryzie łańcuch srebrny
Rży żałośnie w głuchą noc

Widzę, pędzi wśród zamieci
Targa gniewnie gruby sznur
Jak z miesiąca z niego leci
Sierść bułana w kłęby chmur

Tutaj Jesienin w najśmieszniejszej z gier
Wybiegał w błękit zza karczemnej Moskwy
Riazańską łąką zakwitł w "Angleterre"
Sen pożegnalny, ostatni oktostych

Pomódl się, pomódl za Jesienina
Przeżegnaj wszystkie dalekie drogi
Wychyl wieczorem czareczkę wina
Ostatnie grosze rozdaj ubogim

Nie pragnął krzyku, odpoczynek snił
W sekundzie się przeżywał od nowa
A potem długo waliła do drzwi
Zniecierpliwiona służba hotelowa

Podróżną sakwę zarzuć na ramię
Wyjdź na gościniec do bramy nieba
Słyszysz, jak tętni przez śnieżną zamieć
Księżyc na nowiu, bułany źrebak

Weszli, krzyknęli, a jeden się bał
Bo spoza okien milczące niebiosa
A tam na stole, gdzie Jesienin stał
Snuł się powoli dymek z papierosa

Słyszysz, jak woła każdego ranka
Wiatr myszkujący po połoninach
Leci w dal z wiatrem rżenie bułanka
Pomódl się, pomódl za Jesienina

Krzysztof Maria Sieniawski

List do matki - Sergiusz Jesienin

List do matki

Żyjesz jeszcze, biedna stara matko?
I ja żyję. Pozdrowienia ślę.
Niechaj sączy się nad twoją chatką
To wieczorne światło w sinej mgle.
Mnie pisano, że ukrywasz trwogę,
Tęsknisz za mną, że cię trapi żal,
Że wychodzisz często znów na drogę
W swej salopie śmiesznej - patrzeć w dal.
A gdy siny mrok na wieś się kładzie,
Często widzisz, niby blisko tuż,
Jak ktoś mi nagle w karczemnej zwadzie
Wbił po serce fiński nóż.
Głupstwo mamo! Spokój nade wszystko.
To igraszka tylko sennych mar,
Już nie takie ze mnie pijaczysko,
Bym bez ciebie gdzieś tam z dala zmarł.
Po dawnemu łaknę twej pieszczoty
I o jednym marzę tylko w snach,
By czym prędzej od tej złej tęsknoty
Znów powrócić pod nasz niski dach.
Wrócę, wrócę, kiedy w słońca blasku
Rozwiosenni się nasz biały sad.
Tylko ty już więcej mnie o brzasku
Nie budź tak, jak osiem temu lat.
Nie rusz tego, co się odmarzyło,
Nie budź tego, co na wieki śpi.
Zbyt mnie wcześnie życie doświadczyło.
Strata złud i nuda wszystkich dni.
I modlitwy nie ucz mnie. Bo po co?
Co odeszło, już nie wróci, nie.
Tyś jedyną łaską i pomocą,
Tyś jedyne moje światło w śnie.
Więc zapomnij już tę swoją trwogę,
Przestań tęsknić, porzuć zbędny żal.
I nie wychodź tak często na drogę,
W swej salopie śmiesznej - patrzeć w dal.

Sergiusz Jesienin
przekład Kazimierz Andrzej Jaworski

Nie przeklinam, nie płaczę, wyklęty... - Sergiusz Jesienin

***

Nie przeklinam, nie płaczę, wyklęty,
Wszystko minie, jak z jabłoni dym.
Starym złotem więdnięcia objęty,
Już nie będę młody w życiu tym.

Ty już teraz nie będziesz tak walić,
Serce moje porażone chłodem,
I kraina brzozowych perkali
Już nie wciągnie bosych stóp pod wodę.

Duchu włóczęgo! I ty także chyba
Rzadziej dmuchasz w płomień mych ust.
Jasności oczu i młodości tkliwa,
Chcę was zawsze każdym zmysłem czuć!

Teraz skąpszy stałem się w pragnieniach,
Życie moje, czyś mi się przyśniło?
Jakbym zgiełkiem w porannych zieleniach
Przecwałował zieloną kobyłą.

Wszyscy my, wszyscy jak zetlała słoma,
Cicho z klonów kapie liści miedź...
Rzecz ta będzie wciąż błogosławiona,
Że nam przyszło przekwitnąć i mrzeć.

Sergiusz Jesienin
przekład Tadeusz Nowak

Czarny człowiek - Sergiusz Jesienin

Czarny człowiek

Przyjacielu mój, przyjacielu,
Jestem bardzo a bardzo chory!
Nie wiem, skąd się wzięło to, co boli.
Czy to świszcze tak wiatr
Nad bezludnym i pustym ugorem,
Czy, jak we wrześniu gaj,
Ogałaca mi mózg alkoholizm?
Moja głowa uszami macha
Jak ptak skrzydłami,
Na szyi nogi.
Ona tkwić już sił nie ma dłużej.
Czarny człowiek,
Czarny, czarny,
Czarny człowiek
Siadł na łóżku i patrzy na mnie,
Czarny człowiek
Całą noc spać nie daje i nuży.
Czarny człowiek
Po kartach wstrętnej księgi
Wodzi palcem i mrucząc nade mną,
Jak mnich nad umarłym,
Czyta mi żywot
Jakiegoś łobuza i włóczęgi,
Napędzając smutek do duszy
I lękiem chwytając za gardło.
Czarny człowiek,
Czarny, czarny.
"Słuchaj, słuchaj -
Mamrocze tuż przy mnie -
W księdze jest wiele
Najpiękniejszych myśli i planów.
Człowiek ten
Wiódł swe życie w krainie
Najohydniejszych
Zabijaków i szarlatanów.
W grudniu w tym kraju
Śniegi czyste diabelnie,
Na wesołych kołowrotkach
Przędą tam zamiecie.
Człowiek ten
To awanturnik, ale dzielny,
Marki najwyższej,
Jakiej nie znajdziecie.
Był przystojny,
Był przy tym poetą,
Choć z niezbyt wielką,
Ale chwytną siłą,
I jakąś kobietę,
Przeszło czterdziestoletnią,
Zwał niegrzeczną dziewczynką
I swoją miłą.
Szczęście - mówił -
To zręczność umysłu i ręki,
Wszystkie niezręczne dusze
Jako nieszczęsne są znane.
To nic,
Że tak wiele męki
Sprawiają gesty
Złamane i zakłamane.
W czas nawałnic i burz,
Gdy życie zastygnie i uśnie,
Przy ciężkich stratach
Lub gdy smutek do serca zapuka,
Udawać prostotę i uśmiech -
To najwyższa na świecie sztuka."
"Czarny człowieku!
Tak nie waż się mówić! To nie to!
Przecież nie jesteś nurkiem
W cudzych głębinach na zwiadach.
Co mnie obchodzi życie
Skandalicznego poety!
Proszę Cię, innym
Czytaj i opowiadaj."
Czarny człowiek
Wzroku ze mnie nie zwodzi.
I oczy się pokrywają
Rzygowiną modrą i mokrą,
Jakby mi chciał powiedzieć
Że jestem hultaj i złodziej,
Który kogoś tak bezwstydnie
I bezczelnie okradł.
. . . . . . . . . . . . . . .
Przyjacielu mój, przyjacielu,
Jestem bardzo a bardzo chory,
Nie wiem, skąd się wzięło to, co boli.
Czy to świszcze tak wiatr
Nad bezludnym i pustym ugorem,
Czy, jak we wrześniu gaj,
Ogałaca mi mózg alkoholizm?
Mroźna noc.
Na dworze cisza i spokój.
Siedzę sam przy okienku,
Na przyjaciół ni gości nie czekam.
Sypkim wapnem pokryta
Cała równina naokół
I drzewa, jak kawalerzyści,
Zjechały się w sadzie z daleka.
Płacze gdzieś
Nocny ptak złowieszczy,
Jeźdźcy drewniani
Sieją stuk kopyt podkutych.
I oto ten czarny
Siada przy mnie w fotelu raz jeszcze,
Uchylając cylindra,
Z niedbale rozpiętym surdutem.
"Słuchaj, słuchaj! -
W twarz mi patrząc mówi chrapliwie
I coraz bliżej, i bliżej
Pochyla się nade mną -
Nie widziałem, żeby taki jak ty
Niegodziwiec
Tak niepotrzebnie i głupio
Cierpiał na bezsenność.
Ach, może się mylę!
Przecież księżyc dziś świeci na niebie.
Czegóż więcej potrzeba
Światkowi w upojnej drzemce?
Może z grubymi udami
Skrycie "ona" przyjdzie do Ciebie,
A Ty będziesz jej recytował
Swoje zdechłe, męczące wiersze?
Ach lubię poetów!
Zabawne to towarzystwo.
Znajduję w nich zawsze
Historię sercu znajomą -
Jak pryszczatej studentce
Potworne chłopisko
Długowłose prawi o światach
I ocieka śliną zmysłową.
Nie wiem, nie pamiętam,
W pewnej wiosce,
Może pod Kaługą,
Może pod Riazaniem,
Żył chłopczyk
W rodzinie chłopskiej, prostej,
Jasnowłosy,
Z niebieskimi oczami.
I oto podrósł,
I został poetą,
Choć z niezbyt wielką,
Ale chwytną siłą,
I jakąś kobietę,
Przeszło czterdziestoletnią,
Zwał niegrzeczną dziewczynką
I swoją miłą."
"Czarny człowieku!
Wstrętny z Ciebie gość!
Tą sławą dawno, dawno
Jużeś się otoczył."
Jestem zły, rozjuszony
I z całą wściekłością
Biję go laską w pysk,
Między oczy...
. . . . . . . . . . .
... Miesiąc umarł,
Świt niebieszczeje nad drogą.
Ach, nocy, coś narobiła,
Nocy, bodajś przepadła!
Stoję w cylindrze na głowie,
Nie ma przy mnie nikogo.
Jestem sam...
I stłuczone zwierciadło...

Sergiusz Jesienin
przekład Władysław Broniewski

Kwiaty mi szeptem... - Sergiusz Jesienin

Michaił Nesterow - Święta Ruś - 1905
***

Kwiaty mi szeptem mówią: "Żegnaj!"
I główki niżej pochyliły,
Na wieki już nie ujrzę miłej
Ni Ciebie, ma kraino biedna.

To cóż, to cóż, o moje miłe!
Widziałem was, widziałem ziemię
I przyjmę ja ten dreszcz mogiły
Jako pieszczoty nowej drżenie.

A że przejrzałem życie całe,
Przechodząc koło niego blisko,
Niejednokrotnie więc mawiałem:
"Na świecie się powtarza wszystko."

Ach, wszystko jedno - przyjdzie inny,
Nie zginie z żalu ten, co odszedł,
A ten, co przyjdzie, bardziej płynne
Ułoży pieśni mej najdroższej.

Kochanej z innym ukochanym
Przyśnię się chyba na ostatek,
W pieśni wśród ciszy zasłuchanym,
Jakimś niepowtarzalnym kwiatem.

Sergiusz Jesienin
przekład Włodzimierz Słobodnik

Pozostała mi jedna zabawa - Sergiusz Jesienin


Мне осталась одна забава

Pozostała mi jedna zabawa
Palce w usta - i wesoły gwizd
Skończyła się durna ma sława,
Żem cham i awanturnik

Oh! Co za śmieszna strata!
Wiele w życiu tego jest
Wstyd mi, że wierzyłem w Boga
Gorzko mi że już dzisiaj nie

O, złociste, dalekie horyzonty!
Wszystko spłonie w mroku powszedniości
Jeżeli urządzałem skandale i burdy,
To właśnie po to aby rozjaśniac ciemności

Dar poety - pieścić i kreślić
Mistyczny na na nim znak
Biała róża i czarny gad
Chciałbym ich teraz pożenić

Niechby się nie działy, niechby nie przepadły
Te pomysły różanych dni.
Ale jeśli diabły sie w mym umyśle zagnieździły
To znak że aniołowie byli już w nim

W zamian za te radosne mgły i tumany
Idąc z nimi do nieznanej mi krainy
Chcę w ostatniej godzinie
Poprosić tych, którzy zostaną przy mnie

Abym za całe moje życie w grzechu
Za brak wiary w łaskę
Mógł, odziany w chłopską rubaszkę,
Przed ikoną duszę oddać panu

Sergiusz Jesienin
tłumaczenie Marta Pycior

Gra - Charles Baudelaire

Henri de Toulouse-Lautrec - W salonie przy rue des Moulins - 1894
Gra

W wypłowiałych fotelach stare kurtyzany,
O twarzach żółtobladych, oczach z porcelany,
Mizdrzące się a wstrętne i za każdym ruchem
Głośne swoich klejnotów podzwanianiem głuchem;

Wokół stołów zielonych tajemnicze larwy,
Twarze bez ust, a usta bez krwi i bez barwy,
I palce, które żądza skurczyła szalona,
Czepiające się chciwie kiesy albo łona;

Rządy bladych zwierciadeł pod brudnym sklepieniem,
Mury pokratkowane jasnością i cieniem
I lampy rzucające mdły swój blask dokoła
Na schylone i mroczne samotników czoła –

Oto obraz żałobny, co w noc jedną ciemną
Swoje smutne kontury roztoczył przede mną.
– Ach! i siebie-m tam ujrzał, w tym kole niemiłem!
Dumałem dłońmi wsparłszy skroń – i zazdrościłem.

Zazdrościłem grającym żądzy pełnej grzechu,
Bezzębnym zalotnicom fałszywego śmiechu,
A wszystkim spokojności, z jaką kupców wzorem
Frymarczyli urodą, sercem i honorem.

Ale nagle mnie żałość zdjęła nad człowiekiem,
Co duszę swoją czyni brudnych szaleństw ściekiem
I co biegnąc przez życie z twarzą krwią ociekłą,
Nad śmierć przekłada nędzę, nad nicość piekło!

Charles Baudelaire
przekład Wiktor Gomulicki

Opętanie - Konstanty Ildefons Gałczyński

Hieronim Bosch - Kuszenie św. Antoniego
Opętanie
Stanisławowi Salińskiemu
Moje noce, zalęknione, infernalne,
na skrzydliskach zielonawych się kołyszą,
opętane straszydłaki, sny astralne
suną do mnie i wibrują nocną ciszą.

W ciemnej głębi naprzeciwko mego łoża
wisi czarna, przeraźliwa Matka Boża.

Z ram wychodzi przyczajona bezszelestnie,
krokiem wolnej i falistej sarabandy,
ponad czołem wiszą duszne gwiazd girlandy,
co się palą krwawym blaskiem bezszelestnie.

Idzie, płynie, sunie wolno ruchem węża,
........ po omacku się przekrada,
nad mym łożem później staje, trupioblada,
moje ciało przeraźliwym lękiem stęża.

W swoich długich, zakrzywionych palców kleszcze
bierze moją zlaną zimnym potem głowę,
wbija we mnie swoje oczy piorunowe,
wsącza we mnie spazmatyczne swoje dreszcze.

Rozedrgana w spazmatycznym kołysaniu
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
krwawe kwiaty krwawą falą płyną za nią.

l odchodzi krokiem wolnej sarabandy
niespokojnie, kołyszące i faliście,
rozjarzone zimnym blaskiem gwiazd girlandy
macza drogę migotliwie i świetliście...

I z obrazu patrzy na mnie trupio-chora
Matka Boża - tajemnica przeotchłanna,
Matka Boża, moich nocy straszna zmora,
Matka Boża, Przenajświętsza Czysta Panna...

Konstanty Ildefons Gałczyński

Litania do Szatana - Charles Baudeliere

Litania do Szatana

Ty nad wszystkie anioły mądry i wspaniały,
Boże, przez los zdradzony, pozbawiony chwały,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

O Ty, Książę wygnania, mimo wszystkie klęski
Niepokonany nigdy i zawsze zwycięski,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Wojtek Siudmak
Głuchych mroków podziemia wszechwiedzący królu,
Lekarzu dobrotliwy ludzkich trwóg i bólu,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Któryś rzucił w pierś nawet najlichszych nędzarzy
Skrę miłości, co Raju pragnieniem się żarzy,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Który Śmierć zapłodniwszy, swą oblubienicę,
Zrodziłeś z nią Nadzieję, szaloną wietrznicę,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Który w oku skazańca zapalasz błysk dumy,
Że patrzy z szubienicy wzgardą w ludzkie tłumy,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Których znasz najtajniejsze ziemskich głębi cienie,
Gdzie zazdrosny Bóg drogie pochował kamienie,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Który wzrokiem swym jasny przejrzałeś metale
Od wieków śpiące w głuchym mrocznym arsenale,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Który chronisz od śmierci i zgubnego strachu
Lunatyków błądzących po krawędziach dachu,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Który starym pijaka kościom niepożytą
Giętkość dajesz, gdy wpadnie pod końskie kopyto,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Któryś człeka słabego, by mu ulżyć męki,
Nauczył proch wyrabiać i dał broń do ręki,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Któryś piętno wycisnął, co hańbą naznacza,
Na czole bezwstydnego chciwca i bogacza,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Który sprawiasz, że kobiet upadłych wzrok pała
Uwielbieniem łachmanów i chorego ciała,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Pochodnio myślicieli, kosturze wygnańców,
Spowiedniku wisielców i biednych skazańców,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Ojcze przybrany dzieci, których Boga Ojca
Gniew i mściwość wygnały z rajskiego Ogrojca,

O Szatanie, mej nędzy długiej się ulituj!

Charles Baudeliere
przekład Stanisław Korab-Brzozowski

Modlitwa - Charles Baudeliere

Hans Memling - Sąd Ostateczny - 1467/71

Modlitwa

Chwała Tobie, Szatanie, cześć na wysokościach
Nieba, gdzie królowałeś, chwała w głębokościach
Piekła, gdzie zwyciężony, trwasz w dumnym milczeniu!
Uczyń, niechaj ma dusza spocznie z Tobą w cieniu
Drzewa Wiedzy, gdy swoje konary rozwinie,
Jak sklepienie kościoła, który nie przeminie!

Charles Baudeliere
przekład Stanisław Korab Brzozowski