Złodziejka - Robert Desnos

Marcel Duchamp
Złodziejka

Złodziejka usiadła w wysokiej trawie żeby odpocząć po ciężkiej wyprawie
przez pustynną okolicę.
Ścigana, szczuta, szpiegowana, zdradzona, sprzedana.
Poza zasięgiem prawa.
W tej samej godzinie odkrywają się karty
I jeden mężczyzna mówi do drugiego mężczyzny:
"Do jutra".
Jutro będzie on martwy albo daleko stamtąd.
W godzinie gdy drżą białe firanki na nocy głębokiej,
Gdzie przewrócone łóżko gór otwarte ku swej pani umarłej
Oczekuje jakiegoś olbrzyma spoza horyzontu,
Siadaj złodziejko, uśnij złodziejko.
Nie hałasujcie, pozwólcie odpocząć złodziejce
W kącie tej stronicy.

Bójcie się żeby się nie obudziła,
Jest dużo bardziej szalona niż ptak bijący o meble i ściany.
Bójcie się żeby nie umarła u was,
Bójcie się żeby latając wszystkich szyb wam nie wybiła
Bójcie się żeby w ciemnym kacie się nie skryła,
Bójcie się obudzić złodziejkę uśpioną.

Robert Desnos
przełożył Roman Lis
          PS. Dziękuję:*

Kąpiel - Robert Desnos

Kąpiel

Dokąd idziecie z tymi stopami marchewki?
Dokąd idziecie, w imię Boga?
Z tymi głowami cieląt
I z tymi sercami z forsy?
Joan Miró
Dokąd idziecie? Dokąd idziecie?

Idziemy szczać na koniczynę
I pluć na siano.

Dokąd idziecie z tymi głowami cieląt?
Dokąd idziecie z troską?
Słońce jest trochę jak płyn
Trochę jak płyn tej nocy.
Dokąd idziecie, wy, głowy z forsy?

Idziemy szczać na koniczynę
I pluć na siano.

Dokąd idziecie? Dokąd idziecie?
Przez błoto i noc?
Idziemy pluć na koniczynę
I szczać na siano.
Z naszymi minami głupoli
I z dziobami zająców
Idziemy szczać na koniczynę.

Zatrzymajcie się. Pójdę z wami
Oto biegnę ku wam jakby mnie ścigano
Głupole ale też jesteście moimi kumplami
Idę szczać na koniczynę
I pluć na siano.

I dlaczego na mnie nie czekacie?
Nie czuje się dobrze, czuje się lepiej.
Serca głupoli i jaja lwów!
Ja idę szczać, szczać z wami
Na koniczynę

I pluć na siano.
Pocałunki po północy czujecie rdzę
Czujecie żelazo czujecie człowieka
Czujecie! Czujecie kobietę.
Czujecie często jeszcze coś:
Koniec ołówka gryzionego w wieku czterech lat
Kiedy uczyło sie pisać
Nowe zeszyty, książki spod choinki
Wszystko złote i malowane na czerwono
Jak lepka krew na końcu palców.
Pocałunki po północy,
Kąpiele w strumieniach zimnych
Jak ostrze brzytwy.

Robert Desnos
przekład Roman Lis

Mój dzieciaku - Robert Desnos

Pablo Picasso
mój dzieciaku

"Mój dzieciaku", mówi on, "mój dzieciaku", mówi ona
I moja krew, nasze serce, nasze miasto, ogromne miasto nieprzytomne.
Brukarze zgubili się tego ranka na polu, kędy chabry śpiewają,
Kędy kwitną słowiki,
Kędy patati i patataj trzymają się rozporządzeń tutti quanti.
Tego pana boli ząb, bolą nerki, boli nos.
Koronka zwisa mu z nosa.
"Mój dzieciaku, czy to jest nasze życie, czy ono skończyło się już?
Ono zdaje się nam tak puste i głębokie, i jednak płaskie i tak dalej,
Czuję jak twoja krew przepływa pod moją dłonią,
Miesiąc kwiecień nie kończy się na Sylwestra!"

"Rycerz otruł sie z rozkoszą pośród śniegów,
Tam śpi, tam śni, tam pyskuje,
I dzień dobry mój dzieciaku, i dzień dobry mój dzieciaku,
I twoje nerki, i twój brzuch i twoje usta,
Wstań, kwiecie bruku, kwiecie brukwi, kwiecie szczawiu!"
Noc którą opisuję, jest nocą w każdej z dwudziestu czterech godzin.
Atrament spada z wielkim hukiem w bagno bez dna
I tyle brudu wspomnień, tyle brudu lat,
I to święte imię Boga miesiąca kwietnia
Który nie kończy się na Sylwestra!
Styczeń gubi swoją koszulę,
A lipiec swój but.
Wszyscy starzy, zidiociali, pohańbieni, w nędzy, koronka u nosa
I ten grzmot Boga miesiąca kwietnia
Który nie kończy się, który nie skończy się nigdy,
Nawet na Sylwestra!

Robert Desnos
przełożył Roman Lis

Ostatni poemat - Robert Desnos

Paula Grenside
Ostatni poemat

Śniłem o tobie tak wytrwale,
Tak wędrowałem, tak powtarzałem twe imię,
Tak pokochałem twój cień,
Że to już wszystko, co mi z ciebie pozostało.

Teraz mi tylko cieniem być wśród cieni.
Być stokroć bardziej cieniem niż cień,
Być cieniem, który wróci, powróci znów
do twego życia rozsłonecznionego.

Robert Desnos
przełożył Jerzy Pleśniarowicz

Szminka Argonautów (fragment) - Robert Desnos

Szminka Argonautów
(fragment)

Siostry dziwek marsylskich siedzą w oceanach.
Uściskami chorymi owrzodzą wam ciała.
W ciemnym szynku portowym basetla cygana
morskim szumom i zgubie będzie wtórowała.

Marynarze śpiewając pieśni nostalgiczne
odpłynęli galerą i na czarnej chmurze.
Czy myślicie, że sistrum lub skrzypce magiczne
zaczarują żeglarzy, gdy gotowi stchórzyć?

Legenda drzemie wyniosła i przestarzała
w żałobnym bronzie, który stał się tronem
przeszłości. Dawno odjechała
Argonautów wyprawa zdobyć wschodnie runo.

Z waszych grobów wyrosną podejrzane grzyby,
o których śpiew Nerona gładko się potoczy
na Klaudiańskiej orgii. Albo wasze oczy
znajdzie kuchcik występny w brzuchu morskiej ryby
W drogę! Harfo Eola zawyj razem z burzą...

Robert Desnos
przełożył Julian Rogoziński

Złoto Tygrysów - Ty - Jorge Luis Borges

Adam Tan
Złoto Tygrysów - Ty

       Tylko jeden człowiek się narodził, tylko jeden człowiek umarł na ziemi.
       Zaprzeczać temu to banalne wyliczanie, daremna arytmetyka.
Nie mniej daremna niż sumowanie zapachu deszczu ze snem, który przyśnił ci się zeszłej nocy.
       Człowiekiem owym jest Ulisses, Abel, Kain, pierwszy człowiek, który z gwiazd odczytał konstelacje, człowiek, który wzniósł pierwszą piramidę, człowiek, który zapisał heksagramy w Księdze Przemian, kowal, który wyrył runy na mieczu Hengista, łucznik Einar Tamberskelver, Luis de León, księgarz, który spłodził Samuela Johnsona, ogrodnik Woltera, Darwin na dziobie Beagle, Żyd w komorze śmierci, a z czasem ty i ja.
       Tylko jeden człowiek umarł pod Ilionem, nad Metauro, pod Hastings, pod Austerlitz, pod Trafalgarem, pod Gettysburgiem.
       Tylko jeden człowiek umarł w szpitalach, na okrętach, w dotkliwej samotności, w alkowie miłości i obowiązku.
       Tylko jeden człowiek patrzył na rozległą zorzę.
Tylko jeden człowiek poczuł w ustach orzeźwiający chłód wody, smak owoców i mięsa.
       Mówię o jedynym, o jednym, o tym, który zawsze jest sam.

Jorge Luis Borges
przełożyli Dorota i Adam E1banowscy

Epitafium - Gérard de Nerval

Epitafium

Żył wesoło, na przemian tak jak ptak, co lata,
Kolejno zakochany, beztroski i tkliwy,
To znowu jak Klitander smutny, nieszczęśliwy.
Pewnego dnia usłyszał: ktoś do drzwi kołata.

To była Śmierć! Poprosił ją, by zaczekała,
By dopisać w sonecie jeszcze kropkę zdążył,
A potem się spokojnie jak trzeba położył
Do skrzyni, w której z zimna jęło drżeć mu ciało.

Był leniwy, wieść niesie, co się nieraz zdarza,
Atrament mu wysychał często w kałamarzu,
Chciał poznać wszystko w świecie, nie znał się na niczym.

I kiedy przyszła chwila, gdy zmęczony życiem
W pewien wieczór zimowy miał z świata odchodzić,
Rzucił jeszcze pytanie: „Po com się urodził?”

Gérard de Nerval
przełożył K.A. Jaworski

Smutek gwiazdy - Guillaume Apollinaire

Smutek gwiazdy

Piękna Minerwa dzieckiem jest mego czerepu
Po wsze czasy skrwawiona gwiazda wieńczy skronie
Rozum u dna spoczywa u szczytu trwa niebo
Głowy gdzie z dawna ostrzysz Bogini twe bronie
Oto czemu wśród nieszczęść temu sprostam jeszcze
Szparze zabójczej niemal co w gwiazdy rozpryska
Lecz skryty ból karmiący uniesienie wieszcze
Bardziej pali niż płomień O nie podchodź z bliska
Tak żywię sobą boleść tę przepaskę z złota
Jak świetlik kiedy iskra rozżarza swe ciało
Jako w sercu żołnierza Francja w niej dygota
Jak z serca lilii białej unosi się chwała

Guillaume Apollinaire
przełożył Stefan Napierski

E tenebris - Oscar Wilde

portret Oscara Wilde'a
E tenebris

Zstąp ku mnie, Chryste! Podaj ręce boże,
Albowiem tonę w orkannej zawiei,
Jak ongi Szymon ginął w Galilei,
Na nawałnicą smaganym jeziorze.

Kraj ogłodzony moje serce! Gorze!
Wino-m żywota wylał bez nadziei;
Jeśli dziś stanę u boskich wierzei,
Czuję, żem skazan na piekielne łoże...

„Śpi, lub, jak Baal, wyruszył na łowy,
A na Karmelu od rana do nocy
Darmo imienia wzywają prorocy...“

Nie! zanim Zachód spadnie purpurowy.
Płaszcz ujrzę bielszy od ognia, miedziane
Stopy, twarz znojną i na dłoniach ranę.

Oscar Wilde
tłum. Jan Kasprowicz

Vita nuova - Oscar Wilde

Vita nuova

Stałem nad morza bezowocną tonią:
Twarz mą i włosy skrapia rozbryzg fali;
Dzień konający purpurą się pali
Długich promieni; wichry groźnie dzwonią.

Krzyk mew ku brzegu przypływa z oddali —
„Biada!“ zawołam z uznojoną skronią,
Ziarna się dla mnie z pól tych nie wyłonią,
Choć na mój żywot ciągły trud się wali“.

Sieć ma porwana, a jednak raz jeszcze
Chcę ją zarzucić, może mnie wybawi
Połów dotychczas ukryty w głębinie.

I w tem, o chwało! o rozkoszne dreszcze! —
Żar srebrnych członków nad morzem się jawi,
W nim mej przeszłości straszna męka ginie.

Oscar Wilde
tłum. Jan Kasprowicz

Sonet YX - Stéphane Mallarmé

Gustav Klimt
Sonet YX

Unosząc swe paznokcie błyszczące onyksem
Trwoga północna, lampę ściskającą zmora,
Dźwiga marzenia zmroku spalone z Feniksem,
Prochy, których nie zbierze popielna amfora

W salonie na kredensach nieozdobnych ptyksem:
Zniknął bibelot pustki dźwięczącej z wieczora,
(Mistrz bowiem łzy chce czerpać stanąwszy nad Styksem
Jedyną rzeczą, którą Nicość uznać skora.)

Przy oknie odsłoniętym na Północ, być może,
Światełko jakieś pełga dokładnie po wzorze
Jednorożców zionących płomieniami w niksę

Obłocznie nagą w lustrze, ale idzie czas gdy,
W zapomnieniu więzione w tych ramach, wybłyskiem
Opowiedzą się naraz siedmiorakie gwiazdy.

Stéphane Mallarmé
przełożył Adam Ważyk

Ofelia - Arthur Rimbaud

Ofelia

I.
Niby nenufar, w gwiazd drzemiących gronie
Biała Ofelia cichą płynie rzeką,
Płynie powoli w swym długim welonie,
Ofelia - William Waterhouse
Gaj się gdzieś wrzawą odzywa daleką.

Smutna Ofelia, fantom cichy, biały,
Lat przeszło tysiąc falą płynie czarną;
Lat przeszło tysiąc rozkoszne jej szały
Słodko ku wiewom wieczornym się garną.

Wiatr pieści łono i w kwiatów kielichy
Kwef jej rozwija, drżący śród głębiny;
Nad jej ramieniem rząd wierzb płacze cichy,
Nad sennym czołem wiotkie gną się trzciny.

Naokół dyszą pomięte lilije,
Z gniazd, rozbudzonych przez nią śród rogoży,
W lękliwe skrzydła ptak jakowyś bije,
Gwiazdy hymn szepcą tajemniczy, boży.

II.
Blada Ofelio, jak śnieg piękna świeży,
Dziecię umarłe, w dal niesione wodą:
Wiatr, co od wielkich gór norweskich bieży
Cicho cię z gorzką zapoznał swobodą.

Nieznany poszept, chłoszczący twe włosy,
Dziwne przynosił szumy twojej duszy;
Serce słyszało natury odgłosy
W drzew rozżaleniach, w jękach nocnej głuszy!

Pierś twą zbyt ludzką rozbił fal potokiem
Wielki krzyk morza w kwietniowy poranek,
U stóp twych klęczał w milczeniu głębokiem
Biedny szaleniec, pobladły kochanek.

Co za sen: Niebo, Miłość, Wolność!.. Biedna!
Jak ogień śniegom, takim on był tobie!
W twych wielkich wizjach zmarły słów twych sedna,
W nieskończoności wzrok twój zagasł grobie.

III.
A zaś poeta mówi, że w pomroce
Gwiezdnej ziół szukasz, któreś pozrywała,
Że mu na fali, jak lilia, migoce
W długim welonie Ofelia biała.

Arthur Rimbaud
tłum. Jan Kasprowicz

Ład i bezład miłości - Paul Éluard

Irene Sheri
Ład i bezład miłości

Przytoczę na początek żywioły
Twój głos twoje oczy twoje ręce twoje usta

Jestem na ziemi czy byłbym tutaj
Gdyby nie było i ciebie

W tej kąpieli w cztery oczy
Z morzem ze słodką wodą

W tej kąpieli co nam stworzył
W naszych źrenicach płomień

Ta kąpiel z łez szczęśliwych
W którą zdołałem wejść
Dzięki rąk twoich cnocie
Dzięki warg twoich łasce

To pierwszy obszar ludzki
Jak rodząca się preria

Nasze milczenia nasze słowa
Oddalające się światło
Światło powracające
Ranek i wieczór każą nam się śmiać

W głębi ciał naszych
Wszystko dojrzewa i kwitnie

Na słomie twojego serca
Gdzie składam stare kości

Gdzie osiągam kres

Paul Éluard
przełożyła Krystyna Rodowska

Kim ostatecznie jestem - Walt Whitman

Kim ostatecznie jestem

Kim ostatecznie jestem? Dzieckiem tylko, które lubi dźwięk
swego imienia i powtarza je ciągle.

Odłączam się, żeby słyszeć — nigdy mnie to nie nudzi.

Twoje imię dla ciebie tak samo.

Czy pomyślałeś, że wszystkim są dwie albo trzy intonacje
w dźwięku twego imienia?

Walt Whitman
tłum. Czesław Miłosz

Ostatnia inwokacja - Walt Whitman

Ostatnia inwokacja

Teraz już lekko
Spomiędzy murów potężnej fortecy,
Spod straży zamków, spod opieki zatrzaśniętych drzwi
Dajmy się unieść w górę.

Powinniśmy wyślizgnąć się bez szmeru.
Kluczem łagodności odrygluj zamki, szeptem
Każ otworzyć się drzwiom, duszo.

Lekko - nie bądź niecierpliwa
(Mocny twój uchwyt, o ciało śmiertelne,
Mocny twój uchwyt, o miłości).

Walt Whitman
tłum. Czesław Miłosz

Zmarły - Vicente Aleixandre

Zmarły

Pod ziemią dzień
jest mroczny. Ptaku przedziwny,
ptaku na gałązce, umarłemu śpiewasz.
Pod ziemią zaspałem
jak trochę inny korzeń tego drzewa,
które sam jeden całym sobą żywię.
Nie ciążysz mi, drzewo potężne, rozbłysłe w powietrzu,
zrodzone w mojej piersi, z rozpędem zieleni
wyglądające na świat koroną radosnych gałęzi,
gdzie teraz ptak ćwierka, żywy na mym sercu.

Widome, jasne życie wspina się tym drzewem
na tej samej ziemi, gdzie dawniej był ktoś.

Niezniszczalne ciało wciąż żyje i nie śpi,
ono nigdy nie śpi.
Dziś czuwa w drzewie światłym, objętym przez słońce.
Nie jestem pamięcią ani zapomnieniem. Beztrosko się
wznoszę,
lekki, szumiący, wnętrzem pnia ku życiu.
Przyjaciele, zapomnijcie o mnie.
Korona moja zawsze rozśpiewana,
zwiewna w przestrzeni, w nieskończoność wzięta.

Vicente Aleixandre
przełożyła Krystyna Rodowska

Zmierzch mistyczny - Paul Verlaine

Zmierzch mistyczny

Wspomnienie wraz ze Zmrokiem w bladej czerwoności
Krople rdzy wsącza w płomieniste rozjarzenie
Horyzontu Nadziei, co o nowe włości
Szerszy dźwiga wzwyż tajemnicze ogrodzenie,
Gdzie przez kraty przeziera bujne rozkwiecenie -
Dalia, lilia, tulipan, jaskrów jaskrawości,
Które wijąc się, pleniąc, zabójczych wonności
Przyborem w coraz dalsze sięgając przestrzenie,
Znienacka zagarniają i mnie; w odrętwienie -
Dalia, lilia, tulipan, jaskrów jaskrawości -
Wtłaczają zmysły, duszę i zdrowe myślenie,
By wreszcie wtrącić w moje otchłanne omdlenie
Wspomnienie wraz ze Zmrokiem w bladej czerwoności.

Paul Verlaine
przełożył Roman Kołoniecki

Noc - Gary Snyder

Noc

Przez wszystkie ciemne godziny wszędzie
naprawia i prostuje ludzkie serca i języki
i rozwesela świt —
bezpieczni, zagrzebani w kocach:
szeptanie do ucha i delikatne kąsanie mokrych warg
wygładzanie brwi i palce sunące w górę łydki,
lizanie szyi i łaskotanie stwardniałej
piersi mruganiem powieki, przebieganie
palcami po cienkiej skórze na piersi,
wyczuwanie arterii splatających się we wklęśnięciu pachwiny,
wyginanie grzbietu w łuk, kołysanie się na bok
pochylanie się w przód, opadanie na czworaki.

pogryziony język i drżące łydki,
splecione dłonie i splątane nogi,
wysunięta broda i stłumiony jęk,
zgarbione łopatki i pulsowanie w brzuchu.
zęby zatopione w języku, palce u stóp zagięte.
zaciśnięte powieki i szybki oddech.
włosy zupełnie splątane.

radio które grało do rana.
bezgłośnie kręcąca się płyta.
półprzymknięte drzwi kołyszące się w zawiasach.
papieros, który wypalił się do końca.
pestki melona wyplute na podłogę.
zmieszany śluz wysychający na ciele.
nie zgaszone światło w drugim pokoju.
wszystkie koce zrzucone na podłogę i ptaki
świergocące na wschodzie.
usta pełne winogron i ciała luźne jak liście.
uspokojone serca, leniwa pieszczota, szybka wymiana
spojrzeń po której oczy zamykając się znowu,
pierwsze promienie słońca zadają cios cieniom.

Gary Snyder
tłum. Adam Szostkiewicz

Z technologii łez - Zbigniew Herbert


Z technologii łez

W obecnym stanie wiedzy tylko łzy fałszywe nadają się do obróbki i dalszej produkcji. Łzy prawdziwe są gorące, wskutek czego bardzo trudno oddzielić je od twarzy. Po doprowadzeniu do stanu stałego okazało się, że są bardzo kruche. Nad problemem eksploatacji łez prawdziwych głowią się technolodzy.

Łzy fałszywe przed mrożeniem poddaje się zabiegowi destylacji, gdyż z natury są mętne i doprowadza się je do stanu, w którym pod względem czystości nie ustępują prawie łzom prawdziwym. Są bardzo twarde, bardzo trwałe i nadają się nie tylko do ozdób, ale także do krajania szkła.

Zbigniew Herbert

Jedni i drudzy - Adam Asnyk

Jedni i drudzy

Są jedni, którzy wiecznie za czymś gonią,
Za jakąś marą szczęścia nadpowietrzną,
W próżnej gonitwie siły swoje trwonią,

Lecz żyją walką serdeczną.

I całą kolej złudzeń i zawodów
Przechodzą razem z rozkoszą i trwogą,
I wszystkie kwiaty zrywają z ogrodów,

I depczą pod swoją nogą.

Są inni, którzy płyną bez oporu
Na fali życia unoszeni w ciemność,
Niby spokojni i zimni z pozoru,

Bo widzą walki daremność.

Zrzekli się cierpień i szczęścia się zrzekli,
Zgadując zdradę w każdym losu darze,
Przed swoim sercem jednak nie uciekli,

I własne serce ich karze!

Gdy się spotkają gdzie w ostatniej chwili
Jedni i drudzy przy otwartym grobie,
Żałują, czemu inaczej nie żyli,

Wzajemnie zazdroszczą sobie.

Adam Asnyk