Czas życia - Paul Valéry

Czas życia

Już się życie gorące ku zmierzchowi skłania,
To młodość - miłości pora,
Krótki czas dzieli wino od dni winobrania,
Świt od wieczora.

Spraw, iżby kwietnej woni z dniem każdym przybyło
Śród roztańczonej fali,
Kochaj nadzieję, dumę, wysiłek – więc miłość –
To cię ocali.

Ileż już serc w pochodzie uszło nieustannym
Tam, gdzie wieczna samotność,
Nie wiedząc, co to znaczy miód i wiatr poranny
W chwilę ulotną.

Ileż tam istot ludzkich, drzewu są podobne,
Kiedy usycha,
One nie smakowały życia, kiedy zdobne
I w krzyk, i w cichość.

Nie rozsiały po świecie istnień swych, jak złota,
Choć miały pełne ręce,
Teraz zasnęły smutne, a wieczna tęsknota
Tam, i nic więcej.

Ty żyj i twe pragnienia rozrzuć niezliczone
W dreszczu ekstazy,
Kochaj, chętny miłościom, niechaj z ciebie one
Czerpią jak z wazy.

Gorycz upojeń dzikich z życiem toczy bój,
Spraw, by, co martwe, ożyło,
Niech na twych ustach śpiewa niby pszczeli rój
Radość i miłość.

A potem patrz bez żalu, jak zdradza cię wszystko
Śnione w marzeniach,
Rzucając serce twe, jak na urągowisko,
Gdzieś w stronę cienia.

Paul Valéry
przełożyła Jadwiga Dackiewicz

Miłość szczególna mieszanina - Paul Valéry

***

Miłość - szczególna mieszanina,
zawiera szczyptę czegoś nowonarodzonego.
Jest w niej
coś z zaciekawienia wstydliwego dziecka
coś ze zwierzęcia
coś z hominis hamletici
coś ze zdobywcy
coś z głupca
coś z rzeźbiarza
coś ze spojrzenia i splotu węża
coś z hipnotycznego medium
coś z bałwochwalcy.

Paul Valéry
tłum. ? (red. Opera Nova Bydgoszcz 2009)

Jutrzenka - Paul Valéry

Jutrzenka

Zaplątanie ponure,
Co za sen mi służyło,
W blasku omdlewa chmurę,
Różaną i zawiłą.
Duszy zdzieram zasłony,
Ufnością uskrzydlony:
Pierwszy hejnał odwagi!
Przez wydmy krocząc białe,
Stawiam stopy wspaniałe
W ślady mojej rozwagi.

Chwała! uśpione jeszcze
Wy, bliźniaczym uśmiechem,
Czułe podobieństw dreszcze,
Słów błyskające echem!
Jak pszczoły w brzęku płoszę,
I zbiorę całe kosze,
Na szczebel wielokrotny
Drabiny mojej złotej,
Dygocący z ochoty,
Już stawiam sandał lotny!

Zorzy poblask przez grzbiety,
Alfons Mucha
Które nagle dygocą!
Już ocknione kobiety
W przeciąganiach się złocą;
Ta ziewa, lśniąca w cieniu;
Po łyskliwym grzebieniu
Palcami burzy włosy,
A tamta, snowi bliska,
Splotem ospale błyska,
Plotąc jego pogłosy.

Zbudzone wpół, gdy dnieje,
Wy to, w nocy drzemiące,
Władczynie dnia? Ideje,
Tak z nudów schlebiające?
- Mądre, mówią, niezłomne,
Wieczyste i przytomne,
Nie ustąpimy kroku!
We wnętrzu, prządki ciemne,
Pajęczyce tajemne,
Wokoło, w twoim mroku!

Czyż nie będziesz z radości
Pijany, widząc, jak płynie
Tysiąc słońc wspaniałości
Po jedwabnej tkaninie?
Oglądaj, co się stanie:
Ponad skryte otchłanie
W napięte przez nas nici,
Sieć misterna, osnowa:
W niej natura odnowa,
Naga, w dygot się chwyci.

Zdzieram przędzę domysłów
W postrzępione powrósła,
Stąpam przez knieję zmysłów,
Łowiąc śpiewne me gusła.
Bycie! O, kręgu ucha,
Wszystkość okolna ducha
Trwa u krańca pragnienia...
Słucha w dygocie siebie,
Ma warga się kolebie,
Drga w chwianiu jego cienia.

Cieniste to winnice,
Trafów kolebki czyste!
By ujrzały źrenice
Obrazy wiekuiste...
Zlatuje liście polne,
Źródło oku powolne
Wabi wątłym szelestem...
Moszczem wszystko i miazgą,
Skąd chciwą piję wargą
Ów owoc, którym jestem.

Nie zatrwożą mnie ciernie,
Dobre srogie ocknienie!
Porywaczki misterne
Snują podmuch i cienie:
Gdy kto świata wydzierca,
Rana pośrodku serca
Dla grabieżcy jest celem,
I ta głęboka rana
Upewnia go, zadana,
Iż jest ujarzmicielem.

Zbliżam się ku przeźroczy
Niedostrzegalnej toni,
Widzą Nadzieję oczy,
Jak ku tafli się kłoni.
Krtań potok pruje czasu,
Wzmaga falę z atłasu,
Co drga nad krtanie wszelkie...
I pod nurtu powłoką
Czuje otchłań głęboką,
Z stóp strącając kropelkę.

Paul Valéry
przełożył Stefan Napierski

W ukryciu zabrzmi ta piosenka - Francois Villon

W ukryciu zabrzmi ta piosenka

W ukryciu zabrzmi ta piosenka,
Lecz lepiej mi wypłakać oczy,
Niźliby śmiał kto kiedy zoczyć
Tę łzę, w niej cała moja męka.

Mój żal jam winna żywić skrycie,
W niczyich piersiach nie oddźwięczy,
Tym mniej przyjaźni niesie życie,
Im więcej bólu serce dręczy.

Nieznana światu ta udręka,
Przez którą dni me rozpacz toczy,
Łzom chętne, śmieją się me oczy,
Rwie się melodia, struna pęka,

W ukryciu zabrzmi ta piosenka.
Na twarzy mej smutku odbicie
Cnotą mi życia nie uwieńczy,
Wy mnie o obłęd pomówicie,
O wy, do których los się wdzięczy.

Gdy oto się ukazać lękam
Bólu, co kirem mnie otoczy,
Trza mi schronienia próg przekroczyć,
Zataić czarną myśl, co nęka,
W ukryciu zabrzmi ta piosenka.

Francois Villon
przełożyła Jadwiga Dackiewicz

Utrapienia miłosne - Voltaire

Jean Antoine Watteau
Utrapienia miłosne

Waszmoście, ależ z was bałwany!
Za sprawą miłosnego licha,
Z początku każdy zestrachany,
Potrafi jeno łzawo wzdychać.

Wyznaje wreszcie, co go nęka,
Ona się dąsa, on wciąż swoje,
Jakaż to nuda, co za męka,
Owe sercowe niepokoje!

Wreszcie wzajemność - i tym gorzej,
Teraz dopiero ambarasy,
Bo pani często nie w humorze,
Z rodzinką też niejakie kwasy...

Aha, wszak pozostaje honor,
Honor - radości przeciwieństwo,
I spory - kogo zwyciężono,
Kto komu przyznać ma zwycięstwo!

Zjawia się rywal - znowu bieda,
Wnet popłoch w sercu załomoce,
I zazdrość kąsa, zasnąć nie da,
I niespokojne dni i noce.

Zmoże oboje gra i zwada,
Chcą pocałunku, w nim ucieczki,
Lecz żar zgasł, niesmak się zakrada –
Czyliż gra cała warta świeczki?

Voltaire
przełożyła Jadwiga Dackiewicz

Zimą - Sully Prudhomme

Zimą

Zimą, kiedy dni płyną w monotonnym smutku,
Biedne gniazdka ptaszęce giną powolutku,
Wiatr pod niebem z ołowiu puste je kołysze,
Zimne, mroźnie zaklęte w skamieniałą ciszę.

A potem, gdy wiosenne zawieją podmuchy,
Nie znajdziemy na trawie szkielecików kruchych,
Choćbyśmy chcieli szukać i wszystkie pozbierać.
Czy ptaszęta się kryją, kiedy chcą umierać?

Czy miłość nasza, krucha tak w ogromie świata,
Stanie się w oczach Boga nicością po latach?
Niechże zalśni błękitem, nim we mgłach utonie
Łzą, bo przecież choć jedna łza zostanie po niej.

Sully Prudhomme
przełożyła Jadwiga Dackiewicz

Kołysanka kozacza (2-gi przekład) - Michaił Lermontow

Kołysanka kozacza

Śpij prześliczny mój chłopaczku,
Dziej się bajko, dziej.
Księżyc zasiadł w pełnym blasku
u kolebki twej,
a ja bajki mam dla ciebie
i piosneczkę mam;
a ty śpij zmrużywszy oczka
dziej się, bajko, nam.

Wśród kamieni rwący Terek
wzbija mglisty kurz,
a na brzegu groźny Czeczen
ostrzy kindżał już;
Ojciec twój to hardy wojak
zna rzemiosło swe.
Śpij malenki, śpij spokojnie
Bajka dzieje się.

Sam zobaczysz, ciężkie brzemię,
zły los pewny, lecz
śmiało włożysz nogę w strzemię
i pochwycisz miecz.
Ja jedwabiem wyścieloną
kulbakę ci dam;
śpij synaczku mój kochany
dziej się bajko nam.

Będziesz śmiałkiem jak się patrzy
duszą kozak-chwat,
wyjdę z tobą, dasz znak ręką
I wyruszysz w świat
Ileż gorzkich łez wyleję
skrycie nocy tej.
Cicho, słodko śpij, aniele,
dziej się, bajko, dziej.

Będę dręczyć się tęsknotą
w beznadziei czas,
modlić się całymi dniami,
nocą wróżyć z kart
i rozmyślać o twej biedzie
w obcym kraju gdzieś;
śpij, dopóki nie znasz smutku,
bajka dzieje się.

A na drogę matka święty
obrazek ci da.
Módl się przed nim,
niech cię zawsze Bóg w opiece ma,
i do boju się szykując
myśl o matce swej…
Śpij, prześliczny mój chłopczyku,
dziej się bajko, dziej.

Michaił Lermontow
przełożył Wiktor Wrzos
PS. Dziękuję:)

Miło być od swojego czasu zrozumianym - Cyprian Kamil Norwid

Miło być od swojego czasu zrozumianym

„Miło być od swojego czasu zrozumianym,
Przyjętym od epoki; stąd tak czytywanym,
Iż żaden odcień słowa nie tonie w papierze,
Lecz wszystkie drżą w powietrzu namiętnie i szczerze.
To zaś nie tylko, że jest obcowaniem myśli,
Lecz i onej wyrobu warunkiem istotnym;
Tak dalece, że będąc sam, i sam najściślej,
Odkąd myślisz, nie jesteś już przeto samotnym.
Już ty się pytasz, już ty odpowiadasz - wcale
Nie mówisz, lecz   r o z m a w i a s z ... jakkolwiek
                                                                    niedbale.

Bądźmyż więc przystępnymi i od innych bytów
Żądajmy spół-uczucia!"
                                           _ _ tak Wachlarz ulotny.
Gładki, chwiejny, lubownik gaz i aksamitów,
Dumał - - a jak ów gołąb, co grucha samotny,
Przeciągał skrzydła swoje wdzięcznie, acz leniwo,
I zatęsknił...

Cyprian Kamil Norwid

Rozmowa - Jacek Kaczmarski



Rozmowa

Pan śpiewak, świat widzi ponuro:
Wciąż tylko o stosach i grobach;
Pan wiesza, poddaje torturom,
Głos pana to wieczna żałoba,
Że trwają - pan za złe ma murom,
A mnie się to życie podoba!

- Proszę pani, ja życie lubię
W jego prawdzie i w jego złudzie;
Ale człowiek dąży ku zgubie,
Wiedzieć o tym nie chcą ludzie.

- Właśnie, ludzie. Niech pan pomyśli
Starczy im prawdziwych przepaści,
A najgorsze - jeszcze się przyśni;
W cierpieniu - wszyscy są właśni.
Pan mówi, że życie to czyściec,
A oni pragnęliby baśni.

- Proszę pani, przecież to robię.
Opowiadam baśnie, choć smutne -
Kim by był niepojęty człowiek
Bez braci Grimm prawdy okrutnej?

- Właśnie, prawda. O co pan pyta?
Obcy panu brak wątpliwości.
To pan śpiewa, co pan przeczytał:
Po prostu świat w książkę uprościł.
Pan gra, kiedy wszechświat zazgrzyta.
Pan przeczy człowieczej miłości!

- Proszę pani, cierpieć się staram.
Starczy spytać żony i dzieci.
Kocham. Miłość - księga stara,
Którą warto Bogu polecić.

- Właśnie, Bóg. Pan Boga nie lubi,
Ale mówi, że wciąż Go szuka.
W pańskich trwogach można się zgubić.
Pojąć sztukę pańską to sztuka
Pan publicznie z losem się czubi:
Jaka z tego dla nas nauka?

- Proszę pani, proszę nie czekać
Na nauki, tezy i wnioski -
Jestem egzemplarz człowieka,
A to znaczy - diabli, czyśćcowy i boski.

Jacek Kaczmarski

Do Marianny Buttrich - Ewa Lipska

Do Marianny Buttrich

Już od roku usiłuję
napisać do Ciebie list.

Ale
szarańcza moich myśli
jest nieprzetłumaczalna.

Nieprzetłumaczalni są dyżurni
pilnujący moich słów i gramatyki.

Nieprzetłumaczalne są moje godziny
na Twoje godziny.

Czarny bez za oknem.
Porozpinane bramy. Pożółkłe niedopałki dnia.
Martwe oko w wizjerze
o szóstej nad ranem.

Nieprzetłumaczalny jest Rilke.
Die Blatter fallen, fallen...
Wir alle fallen...


Mam Ci tyle do powiedzenia
ale
tunel nadciąga
na mój spóźniony pociąg.

Słychać przeciągły gwizd.

Jestem zmęczona, Marianno,
wyjeżdżam na wypoczynek
w trójkąt bermudzki.


Ewa Lipska

Na progu - Anna Frajlich

Na progu

Ty będziesz jeszcze czekał - ja
już nie wybiegnę
miejsca pod zmarszczki zliczę
na mej gładkiej skórze
i pomyślę
że nie ma sadu z jabłoniami
i pomyślę
że nie mam błękitnej sukienki
Ty jeszcze będziesz czekał
Pan Bóg dał mi ciało
nakazał włóknem każdym poznawać znużenie
może jeszcze pamiętam
hojność twoich dłoni a może ból
pamiętam
źródło
i pragnienie

Anna Frajlich

Popołudnie z faunem grającym na fletni - Janusz A. Ihnatowicz


Joan Miró - The Garden (1925)
Popołudnie z faunem grającym na fletni

nie wołaj do mnie przez ciemne brzegi
nie wołaj
ale się zachłyśnij jak rzeka wodą
ptakiem przez krzaki pobiegnij
jabłkiem ku ziemi

jak bomba zakwitnie lata urodą
rękę mi podaj rękę mi podaj
jak chmura chmurze
w dzień się zazieleń
pęczniejący dzień
wtedy wołaj

ptak rozkrzyczany w gałęziach
niebo echem głębokim
sad bębnem po bokach
i trawa rośnie w głos

a potem dzień się zawęża
w czerwień ku brzegowi
nocą nie wołaj do fali
ale smutkowi się oddaj
gdy i zagubiony księżyc się żali
na niebo czarne jak księga
i jak oczy zaśniętego Satyra.

ks. Janusz A. Ihnatowicz

Dante u brzegu Styksu - Janusz A. Ihnatowicz

Gustave Doré
Dante u brzegu Styksu

wczoraj gwiazdy wpadły w jezioro
dziś ogonami migając pływają
niedobrze oj niedobrze gdy wysoko
niebo jest puste a światła ciągną wodą

rozpostarte powietrze jak namiot
ukrywa pustkę opuszczonych niebiosów
pęcznieje sowa co pożarła światło
i złoci rękę skórę wód pieszczącą

popod falami korytarze z nocy
suną korytarzami za-uśpione ryby
opadłe liście nieba wolno toną

aż nagle jezioro w niebo wyskoczy
jak sztylet noc rozpruje i wtedy
wtedy ja w słońcu rozkosznie konam

ks. Janusz A. Ihnatowicz

Pejzaż Stanisławskiego - Beata Obertyńska

Jan Stanisławski, Step, 1900
Pejzaż Stanisławskiego

Nic - tylko niebo barwinkowo sine,
nic - tylko badyl na miedzy tuż obok
i wsparty o karą oraninę
bułany obłok...

Beata Obertyńska

Gwiazda Polarna - Beata Obertyńska

Gwiazda Polarna

Nieruchoma wśród mroźnych światów osypiska
ty - o karku stężałym samico wychudła!
Lód w pazurach ci brzęczał i para szła z pyska
i zamróz ci kosmiczny szronem bielał w kudłach…

Ani czując, że żywą tykam cię źrenicą,
z zaspy gwiazd, gdzie ugrzęzłaś w roziskrzonych pyłach,
sierścią w przetwór wmarznięta, Polarna Wilczyco.
ku wieczności łeb smutny zadarłaś - i wyłaś…

Beata Obertyńska

A ja już nie chcę - Beata Obertyńska

A ja już nie chcę

A ja już nie chcę! Nie mogę!
Do płaczu mam już dość
eukaliptusu – błękitu – pomarańcz
– fig –
Psia kość!

To ma być jesień? Kpiny!
… Jesień jest szara i niska…
Ja pytam: gdzie jarzębiny?!

Beata Obertyńska

Ostatnia jesień - Beata Obertyńska

Ostatnia jesień

…Noc narasta od wschodu wielka
i kosmata.
Noc zadławi niebawem precz,
u krańców świata
łun ostatek, co w drzew się nagiej
czerni żarzy.

Usnął park, w chłód przyziemny
grążąc się pomału,
w sen, nad którym wieczornie
osiadł już na straży
wron okrężnie w gałęzie naniesiony
namuł…

Usnął park, jak znużony
po wyroku więzień,
co śmierci się na jawie rozważać
nie waży,
za to snem się zawczasu
z jej bezwładem brata…

…Kiedy żar łun ostatnich między pnie
się wgniata,
Noc narasta od wschodu…

Beata Obertyńska