.

.

czwartek, 3 grudnia 2015

Ballada ślubna I - Konstanty Ildefons Gałczyński

Ballada ślubna I
John A. Fitzgerald - Ślub Oberona i Tytanii

Gdyby nie te guziki, byłby zwyczajny kum
z rękami jak dębczaki i z nosem jak dzwonnica,
orałby czarne pole. A teraz gwar i szum:
- Stangret! Wariat w cylindrze! - piszczy, tańczy ulica.

Gdyby nie uprząż w różach i ta przez rzęsy biel,
pomyśleć teraz można, że ot, stara kareta,
szaleństwo muzealne, a w karecie poeta -
ach, gdyby nie te róże, czapraki i ta biel!

0, gdyby nie ta gwiazda, która upadła w zmierzch,
powiedzieć mógłby człowiek, że się to przyśniło;
nagły zakręt w aleję złotą i pochyłą,
gdzie anioły kamienne posfruwały z wież.

A gdyby nie ten wianek i welon ten, i mirt,
i księżyc twojej twarzy mały, zawstydzony,
mógłbym przecie pomyśleć, żem jest narzeczony,
a tyś jest narzeczona i że to jeszcze flirt.

A może rzeczywiście wszystko się nam przyśniło:
stangret, kareta, wieczór, mój frak i twój tren,
i nasze życie twarde i słodkie jak sen.
Nie byłoby małżeństwa, gdyby nie nasza miłość.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Długom błądził i szukał - Konstanty Ildefons Gałczyński

Długom błądził i szukał

Długom błądził i szukał, świat mnie zalewał jak woda,
pełen stworów dziwacznych, niksów, wodników, rusałek,
aż pewnego wieczoru znalazłem, czego szukałem -
żonę pochmurnooką, małego, słodkiego kobolda.

Gdy pada z deszczem zmrok, gdy męczy mnie nuda i trwoga,
gdy strach pospołu z psalmistą tak spijam, jak ciemne wino,
splatam za wierszem wiersz jak wianek z rozmarynu
na głowę słodkiego kobolda, na głowę małego boga.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Panny - Julian Tuwim

Panny
poświęcam:
Pp. R.E., I.E., S.K., Z.P. Excusez!...
Francesc Miralles y Galaup
Panny z czarnych powozów, ażurowo-przejrzyste,
Panny smętnie przeciche, jak szeptania kościelne,
O, narcyzy z cieplarni! panny wonne i czyste!
Koronkowo-mistyczne,aksamitnie-subtelne!

Jakże lubię was, panny, "niedostępne" - ponętne!
Aromaty tajone! Kwiaty w czarnych powozach!
Trochę smutne jakoby, a na wpół uśmiechnięte,
O, przesmętne, prześliczne, jak motyle w mimozach!

Excusez... mam wrażenie, że... się hm! wam po nocach!
Parobkowie rzeźniccy śnią, jak lwy, muskularni,
Że się często atleci marzą w słodkich przemocach,
Silni, tędzy, ogromni... O, narcyzy z cieplarni!

"Lecz cóż Pana ochodzi, co po nocach nam śni się?!
To jest wprost... niesłychane, grubiańskie, bezczelne!... "
Nic... nic... więcej nie będę! - o, kochane skromnisie,
Aksamitno-misterne, koronkowo-subtelne!...

Julian Tuwim

poniedziałek, 30 listopada 2015

Gondola żałobna nr 2 - Tomas Tranströmer



Gondola żałobna nr 2

I

Dwóch dziadków, teść i zięć, Liszt i Wagner, mieszka przy Canala Grande
wraz z tą niespożytą kobietą, co wyszła za króla Midasa,
który czego nie dotknie, przemienia w Wagnera.
Zielony ziąb morza przenika przez posadzki do pałacu.
Wagner jest naznaczony, znany profil Kacperka jeszcze bardziej umordowany niż dawniej,
twarz – białą flagą.
Gondola z ciężkim ładunkiem ich życia, dwa powrotne, jeden w jedną stronę.

II

Jedno z okien pałacu otwiera się i w nagłym przeciągu – czyjaś wykrzywiona twarz.
Na dole płynie gondola śmieciarzy poruszana przez dwóch jednowiosłowych bandytów.
Liszt zapisał kilka akordów tak ciężkich, że trzeba by je przekazać
Instytutowi Mineralogicznemu w Padwie do analizy.
Meteoryty!
Zbyt ciężkie by trwać w spoczynku, mogą tylko spadać i spadać w przyszłość
do czasu koszul brunatnych.
Gondola z ciężkim ładunkiem skulonych kamieni przyszłości.

III

Widok na rok 1990.

25 marca. Niepokój o Litwę.
Śniło mi się, że odwiedzam wielki szpital.
Brakowało personelu. Wszyscy byli pacjentami.

W tym samym śnie nowo narodzona dziewczynka,
która mówiła całymi zdaniami.

IV

Przy zięciu, człowieku swoich czasów, Liszt jest wyliniałym światowcem.
Ale to tylko pozór.
Głębia, która przymierza i odrzuca różne maski,
tę właśnie wybrała dla niego -
głębia, która chce przyjść do ludzi nie ukazując twarzy.

V

Wielebny Liszt zwykle sam dźwiga swój bagaż przez roztopy i upały,
a kiedy umrze, nikt nie wyjdzie po niego na stację.
Ciepła bryza bardzo uzdolnionego koniaku zabierze go w połowie misji.
Wciąż ma jakąś misję do spełnienia.
Dwa tysiące listów rocznie!
Uczniak przepisujący sto razy błędnie napisany wyraz zanim mu wolno pójść do domu.
Gondola z ciężkim ładunkiem życia, jest zwykła i czarna.

VI

Z powrotem do roku 1990.

Śniło mi się, że jadę niepotrzebnie dwieście kilometrów.
I wszystko było powiększone. Wróble wielkie jak kury
śpiewały aż uszy puchły.

Śniło mi się, że narysowałem klawisze fortepianu
na kuchennym stole. Grałem na nich, bezgłośnie.
Przyszli sąsiedzi, żeby posłuchać.

VII

Fortepian, który milczał przez całego Parsifala (ale słuchał), nareszcie
może się odezwać.
Skargi... Sospiri...
Dziś wieczorem Liszt gra ciągle na wciśniętym pedale morza,
tak że zielona potęga morza przenika przez posadzkę, wtapia się
w kamienie budynku.
Dobry wieczór, śliczna głębio!
Gondola z ciężkim ładunkiem życia, jest zwykła i czarna.

VIII

Śniło mi się, że pierwszy raz idę do szkoły i jestem spóźniony.
W klasie wszyscy nosili białe maski.
Kto był nauczycielem, trudno orzec.

Tomas Tranströmer
przełożył Leonard Neuger

Życie skrzypcowe Jana - Jalu Kurek

Igor Zenin
Życie skrzypcowe Jana

Przelewa się nuta w skrzypce
coraz bardziej nerwowa i tkliwa.
Jan zdziera z serca skórę smyczkiem,
krew cienką strugą spływa.

Gdy noc wstępuje w skrzypce
naga i przenikliwa,
serce jak drewno płonie żywcem,
melodia Jana się urywa.

Jalu Kurek

Ballada o krecie - Tadeusz Nowak

Ballada o krecie

Zdzisław Beksiński
Przez moich dłoni papilarną glinę
idzie kret - ślepiec. Nad nim się kołysze
sucha trawa. Nad suchą trawą
przelatuje sowy radarowe ucho.

Wszystko w porządku. A jest w to wliczony
każdy element współczesnej zagłady.

Kret je korzonki, ziarno lnu i żuka.
Kret ma pragnienie. Idzie do jeziora.
Tu się spotyka z rybą i kamieniem.
Kamień próbuje udawać krzesiwo,
ryba chce z siebie wykrztusić Jonasza.

Ale kret - ślepiec, a tym samym mędrzec,
starszy od ryby, od krzesiwa starszy,
nie wierzy dawno w prymitywne cuda.
Oślepia rybę jarzeniowym ryjkiem
i cofa z iskier swoją sierść hubkową.

I kret odchodzi. Kret spotyka kreta.
Trawa nad nimi czulej się porusza.
Trawa zasypia. Trawa się rumieni.
Teraz dwa krety idą jedną trawą.

Pomiędzy nimi przelatuje sowa.

A krety idą. Już są przy mrowisku.
Już są w mrowisku. Ze szpilkowych misek
piją przez mszyce udojone mleko.
Uczą się mrówczej biblii. A jest im pomocny
alfabet Braille'a: trupy niewolników,
żuków, much wszelkich i ziarenek roślin.

I zakładają swoje gospodarstwo. I płodzą dzieci.
Dzieci podrastają. Dzieci odchodzą.
Nad nimi trawa drobno się porusza.

Pomiędzy nimi przelatuje sowa.

Tadeusz Nowak

Gdy każdy z moich pięciu wiejskich zmysłów przejrzy - Dylan Thomas

Gdy każdy z moich pięciu...

Gdy każdy z moich pięciu wiejskich zmysłów przejrzy,
Palce utracą kciuków zieloną niezdarność
I ujrzą przez roślinne oko półksiężyca,
Przez młodych gwiazd łupinę i przez dłoń zodiaku,
Jak ostrugana miłość zimuje wśród mrozu,
Uszy szeptem dostrzegą miłość, odpychaną
Poprzez bryzę i muszlę w dysonanse plaży,
Uwiązany do sylab rysi język, który
Krzyczy, że czułe rany gorzko jej zaszyto.
Jej oddech, krzew płonący, widzą moje nozdrza.

W krajach miłości moje jedyne, cne serce
Ma świadków, co zbudzeni pójdą po omacku;
A gdy ślepy sen spada na zwiadowcze zmysły,
Serce staje się zmysłem, choć pięć źrenic pęka.

Dylan Thomas
przełożył Stanisław Barańczak

Co znaczy kochać - Jalu Kurek

Co znaczy kochać

Jeśliś nie oszalał,
jeśliś nie bluźnił,
jeśli cię nie raniono ciężko,
nie znasz różnicy między dniem a nocą.

Komu ciemność pisana, Hanno?
Nie ufam słowu, które kłamie.
Twarzy brzoskwiniowa,
co gęsty warkocz nocy upinasz gwiazdami,
otwórz mi drzwi do światła

Ciężko jest zdobyć miłość.
Zachować ją — jeszcze trudniej.
Traci się przy niej rozum, odwagę i miarę,
ślepnie się przy niej i chudnie.

Postaw przede mną pyszną, nieulękłą górę,
rzuć mi pod nogi gniewną, zbuntowaną rzekę
i patrz, jak iskrą wbijam się w chmurę,
jak niosą mnie skrzydła dalekie.

Do dna otchłani nie sięgnie oko,
myśl nie ogarnie ciemnego zamętu,
lecz ostro drąży przepaść głęboką
spokojna gwiazda firmamentu.

Kimżeś jest bez miłości?
Trzciną. Cieniem trzciny. Niczym.
Szukałeś tego wszędzie,
w księgach, w ołtarzach, w jelitach ziemi,
a było to w twojej piersi:
mały, trzepotliwy gołąbek.

Znalazłeś klucz od przepaści

Jalu Kurek

Mój oddech - Rose Ausländer

Mój oddech

W moich głębokich snach
ziemia płacze
krwią

Gwiazdy uśmiechają się
do moich oczu

Przychodzą ludzie
z wielobarwnymi pytaniami
Idźcie do Sokratesa
odpowiadam

Przeszłość
mnie wymyśliła
ja odziedziczyłam
przyszłość

Mój oddech nazywa się
TERAZ

Rose Ausländer
przełożył Ryszard Wojnakowski

Milczenia - Thomas Hardy

Aleksander Volkov
Milczenia

Jest milczenie gaju, co wiatrem dyszał,
A teraz w ciszy tonie,
I jest dzwonnicy cisza,
Kiedy przeciągłe umilkło podzwonne.

I jest samotnego stawu milczenie,
Gdzie ktoś utonął. Ani
Traszka tędy nie przemknie,
Ani żaba nie pluśnie w tej otchłani.

Lecz pustego domu cisza zaklęta,
Gdzie się człowiek urodził,
Żył i miał huczne święta –
Ta wszystkie cisze swą pustką przechodzi!

Nie ma już pieśni, które pamiętamy.
Dom się, ten dom znajomy,
Z oślepłymi oknami,
Zdaje – umarły? W modłach zatopiony?

Jakby już żadna nie istniała siła,
Co by przemogła cienie,
By przeszłość pozwoliła
Żywemu „Teraz” rozbić grobu odrętwienie.

Thomas Hardy
przełożył Zygmunt Kubiak

Dwunasty listopad (fragment) - Stanisław Grochowiak

Dwunasty listopad
(fragment)

Jakże wzgardliwi byliście oboje.
Ty — dla twej dumy. Ona — że na wietrze
Kładła profile swe od liści bledsze,
A tyś je łowił, chronił w książki swoje.

Myślałeś: tutaj, między tymi strony
Przetrwa jej profil jak w zegarze dusza;
Przecież dziś wiecie, że twarze zasusza
Czas przesypany i dąb przewrócony.

Stanisław Grochowiak

Ptasie pazurki - Tadeusz Nowak

Ptasie pazurki
Żonie
Louisa Boyd
I to jest tylko owo rozkazanie.

Na niebie naszym nie zachodzą usta,
choć czarne kozły jesiennej pogody
o nasze plecy próbują poroże.
Wielkie jest nasze zwoływanie wody
pod twoje stopy poranione, Panie.

Na ptasich łapakach już się zbliża pora,
a nasze ciała są jak wczesna zima.
Jak dwa schodzące się w mroku jeziora
opowiadamy się z trwogi sitowiu.
Od lasu biegną spóźnione przepiórki
i nasza skóra jest jak śnieg na nowiu
przez ich sosnowe zraniona pazurki.

I to jest tylko owo rozkazanie.

Jak karuzela przechyli się wszystko
i stopy nasze dotkną wód i ziemi.
A czas jest bliski i żaden archanioł
nie będzie toczył nowiu przez pasieki
na zaprzężone w niedźwiedzice sanie.

I to jest tylko owo rozkazanie.

Tadeusz Nowak

Ty miły jesteś ślepy - Halina Poświatowska

Ty miły jesteś ślepy

Ty miły jesteś ślepy
więc cię nie winię
ale ja miałam dwoje oczu widzących
na nic
widzącymi oczami
nie dostrzegłam twojego serca
chwytnymi rękami
nie ujęłam
i wymknęło mi się
jak ziemia bogu
żeby zataczać się po orbitach
samotności
i stałeś się odległy
jak Mleczna Droga
widna już nocą tylko
bezsenną z chłodu.

Halina Poświatowska

niedziela, 29 listopada 2015

Boże Narodzenie na wzgórzach - R.S. Thomas

Boże Narodzenie na wzgórzach

Brnęli przez śnieg do czystego śniegu
chleba, trzymali go w olbrzymich niezdarnych
dłoniach, dotykali wargami jak zwierzęta,
wpatrywali się w ciemny kielich, w którym
jaśniało wino, czuli językiem jego
ostry smak, drżeli jak na wspomnienie
grzechu i przez chwilę w żłobach
swych serc słyszeli płacz miłości.

Powstali z klęczek i wrócili do nędznych
zagród, nadzy w bladawym świetle grudnia.
Ich horyzont skurczył się do jednego
małego podziurawionego głazami pola
z jednym drzewem, do którego pogoda przybijała
przerażone ciało, które prosiło się na świat.

R.S. Thomas
przełożył Andrzej Szuba

Sonet VIII - William Szekspir

Sonet VIII

Ty - muzyka, ale w muzyczne tony
Wsłuchana toniesz w rozterce okrutnej.
Czemu ty kochasz wszystko, co jest smutne,
Czemu z radością witasz ból szalony?
Gdzież utajona przyczyna tej męki?
Czy nie dlatego serce smutkiem strute,
Że harmonijnie zespolone dźwięki
Dla samotności twojej brzmią wyrzutem?
Słuchaj, jak struny, w jeden akord zgodny
Łącząc się, pięknie, melodyjnie grają.
Jak gdyby matka, ojciec i syn młody
O swej szczęśliwej jedności śpiewają.

Mówi nam zgodna owych strun muzyka,
Że równa śmierci droga samotnika.

William Szekspir
przełożył Włodzimierz Słobodnik

Opera - Ewa Lipska

Opera

Droga pani Schubert, w młodości często
chorowałem na operę. Operę tragiczną, która
dosypuje do życia trucizny, przebija sztyletem
strach, ginie w pojedynku, popełnia samobójstwo.
Podziwiałem śpiewaków, którzy ratowali honor
sopranu. Kiedy z arii wydobywał się ogień,
wzywali na pomoc fabułę i inne cudaczne
desenie sztuki. Jak pan wie, muzyka roznosi
choroby nieuleczalne: nokturny, serenady,
symfonie, urojenia smyczkowe. Jako pacjent sal
koncertowych, biegle nimi władam.

Ewa Lipska

Węzły wyobraźni - Helena Raszka

Frank Melech
Węzły wyobraźni 

I jakie ci będą przydatne wyobraźnie,
żeby dna dotknąć,
nie zatopić skroni pulsującej upałem,
żeby w deszczu przeznaczeń
nie ugiąć rzęsy.
Kto idzie przed tobą,
kto ci przepowiada
słowa ciężarne od znaczeń,
kto oczy twoje podnosi
skłonem wyrazów.

Helena Raszka

Do Szekspira - Jan Lechoń

Do Szekspira

Szekspirze, któryś zstąpił do dusz naszych głębi
I znasz krwi naszej żądze i nasz lęk gołębi,
Znasz nas od dna do szczytu!
Coś zszedł w noce bezsenne władców krwią pijanych
I w marzenia promienne kobiet zakochanych,
Stęsknionych do błękitu!

Przed którym groby żadnych nie miały tajemnic,
Ileż duchów dla ciebie z mrocznych wyszło ciemnic,
Z posłań swoich się zwlekło!
I niebo uchylało przed tobą obłoków
I tobie wydawało część swoich wyroków,
A zbrodnie swoje - piekło!

Kto rzekł, żeś ty przeminął? Inne stroje jeno!
Dla twojego teatru cały świat dziś sceną,
Twojego głosu żąda!
I każdy z nas, niepomny, czym jego istnienie,
Nagle teraz znów widzi swoje przeznaczenie,
Znowu w niebo pogląda.

I oto Ryszard Trzeci opuszcza swe łoże,
Jakieś światło się świeci nocą w Elsinorze,
Cezar wstał o północy,
Patrzy na swoją gwiazdę, co w dali dogasa,
I żałośnie zabrzmiały trąby Fortynbrasa,
Wzywające pomocy.

Szekspirze! Ty, którego nic tu nie przeraża,
Chodź! Weźmy jakąś czaszkę z wielkiego cmentarza,
W który świat dziś zmieniony,
I patrząc w nią, słuchajmy, jako szumią drzewa
I ptak wśród nich ukryty jak po nocy śpiewa
Dla kochanków z Werony!

Daj głos władcom wygnanym, ogarniętym trwogą,
Skamieniałym z rozpaczy, co płakać nie mogą,
I własnej klęski sprawcy!
I tym, co jak król Anglii w deszczu ognia stoją,
Uśmiechnięci, bo ufni w dobrą sprawę swoją
I w miłosierdzie Zbawcy.

Będziemy iść za tobą spokojnie, bo któż by
Wątpił, że się spełniają proroctwa i wróżby?
I nie potop ze stali,
Ale ten ma zwyciężyć, który pysznych kruszy,
I będzie, że z "Makbeta" las jak wojsko ruszy
I mordercę powali.

Jan Lechoń

Yorick z Lumpenezji - Marian Grześczak

Yorick z Lumpenezji

Nie mów nic to jest kwiat uszanowany
Może nazbyt ostry jednak biały
Wyrwany z dna ziemi
Pozwala się bez oporu przybliżyć do ucha

Ta czaszka tylko Hamlecie twoim łodygom palców
Przejmująca wyblakłość skroni nieustępliwe szwy
Bo tu wszystko Hamlecie łapy i różne robactwo
I w Elsynorze wszystko łapy i różne robactwo

Nie pytaj mnie Hamlecie dlaczego cmentarz cmentarz
Dlaczego ironia tak dziwnie zwisa nad grobami
Grabarz dlaczego zwykle milczy najuczciwiej

             Nie pytaj się nikogo
             Człowieku człowieku

Marian Grześczak

Kołysanka na wiatr - Marian Grześczak

Kołysanka na wiatr

Kępy lasów na skórze ziemi jak chmury
Dzwonem drzewa wiatr w równinę sypie
Dzwonki ptaków posypały się w chmury
Dzwonem drzewa wiatr w równinę sypie

Czarne brzozy jak zmarzłe panny
Wbiegły nocą na wzdęte pagóry
Płynie anioł księżyc poranny
W smaku krwi i w kolorze purpury

Złotych wierzb piece wystygłe
Grzeją dróg nieprzerwany szlak
A w słowiańskiej zaćmionej izbie
Nóż opada na chudy kark

A w słowiańskiej zaćmionej izbie
Grzyb się w kącie łasi jak kot
Czarne brzózki w jesiennej ciżbie
Ćwiczą chwiejny taneczny krok

Tańczy pejzaż w słonecznym kole
W bęben dróg uderza twardy marsz
I już pusto w chałupach przy stole
Z nożem w dłoni stanął człowiek i las

Marian Grześczak

Snutka z Norwida - Marian Grześczak

Snutka z Norwida

Ów lud krzywy już nie wie nie wie nie wie
– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –
Czas we warkocz skręcony
Twarz Europy i Świata obija,
W gniewie tylko wciąż mielą:
Jezus Maryja Jezus Maryja
Lecz nic nastaje nawet kropla chłodu
Nie wpadła do ogrodu

W kątku drzwi uchylonym
Uśmiechnięta jutrznia i bandyta
Rzecz Cyprianie tylko rzecz
Niedbale zbita tępa i pospolita

Marian Grześczak