Sieroty żyjących rodziców - Vojtech Mihálik

Sieroty żyjących rodziców

Ania Tomicka
Dalekie oczy, co rozumieją wszystko,
mają sieroty żyjących rodziców.
Patrzyły na nieme, zagniewane twarze,
z których zniknął blask miłości nietrwałej,
ich wątłe myśli tłamsił egoizm,
niewiara przy nich dopinała sobie guziki,
widziały również obnażony ból istnienia.
Sieroty żyjących rodziców
nie mówią: byliśmy w teatrze,
tatuś przyniósł rybę.
Powiedzą: tatuś u nas już nie mieszka,
mama wychodzi za mąż,
jak tylko otrzyma rozwód.
W ich oczach dojrzałych
zmieści się lalka i frywolny grymas.
Trzęsą się, drżą
w przypływie histerii,
a odtrącone, zranione serce tych,
co nie zdołają sami unieść krzywdy,
brudną sypialnię przed nimi otwiera
uczy zawiści.
Sieroty żyjących rodziców
są zapomnianą, zamarzniętą łzą
w ogrodzie wiosennym.
Kiedy powracasz z wycieczki,
uwieńczona ptaszęcym gwarem swoich córek,
i dla nich zerwij uśmiech albo kwiat,
dla nich,
przedwcześnie mądrych i smutnych
sierot żyjących rodziców.

Vojtech Mihálik
przełożył Jerzy Pleśniarowicz

Otchłań - Seamus Heaney

Beatriz Martin
Otchłań

Rybacy z Ballyshannon
Razem z łososiami
Złowili zeszłej nocy niemowlę.
Nieślubne nasienie,

Malec na powrót oddany
Wodom. Lecz jestem pewien
Że kiedy stała na płyciźnie
Zanurzając go czule,

Aż zziębnięte kostki przegubów
Zmartwiały jak żwir,
Był płotką i hakiem
Rozdzierającym ją na wskroś.

Brnęła przez wodę pod
Znakiem swego krzyża.
Jego wyciągnięto z rybami.
Odtąd otchłań będzie

Zimnym odblaskiem dusz
Spod dalekiego pasma morza.
Nawet nie zagojone dłonie Chrystusa
Pieką i nie mogą tam łowić.

Seamus Heaney
przełożył Piotr Sommer

Zbyteczne dziecko - Seamus Heaney

Zbyteczne dziecko
Znaleziono go w kurniku, gdzie
go więziła. Nie potrafił powie-
dzieć nic.
Kiedy paliła się lampa,
Żółtko światła
W tylnej części domu,
Dziecko w komórce
Przystawiało oko do szpary -

Mały chłopcze z kurnika,
O rysach ostrych jak zapamiętany
Nów księżyca, twoje zdjęcie
Wciąż przebiega jak szczur
Po podłodze mojego umysłu,

Księżycowy człowieczku,
Chowany w budzie
Na końcu podwórka, i wierny,
Twoja krucha postać, jaśniejąca,
Nieważka, podnosi pajęczyny,

Kurz, zaschnięte odchody kur
Leżące pod grzędami
I mdłe zapachy resztek
które wsuwała ci przez drzwiczki
Rano i wieczorem.

Odgłosy tamtych kroków, cisza;
Czuwanie, samotność, posty,
Niechrzczone łzy
I zagadkowa miłość do tego światła,
Lecz teraz mówisz w końcu

Jakimś nieznanym gestem
O czymś poza wytrzymałością,
Swym rozdziawionym niemym świadectwem
Lunarnych przestrzeni
Przebytych poza punkt miłości.

Seamus Heaney
przełożył Piotr Sommer

Lalka - Mary Jo Bang

Lalka

We śnie były kłopoty –
fala przypływu na pokładzie, a gdzieś indziej
trzeba było zabrać kota i znów zostawić

na farmie otoczonej małymi
domkami. Splątana masa syknęła i zbudziliśmy się,
a później poszliśmy dalej, znaleźliśmy telefon,

i zadzwoniliśmy na stację meteo. Zaciekawiło nas,
co jest na lunch. Przechył na sterburtę sprawił, że jeszcze
jedno nas zaciekawiło: czy mieliśmy w ogóle rację.

Wszedłem, by uciąć sobie drzemkę
i ujrzałem na łóżku okutaną kocem lalkę.
Jej siatkowe pończochy przypominały mi Kabaret –

film, nie sztukę.
Leżałem tam, gdy dzień rozpuszczał się, aż
uformował się kolejny, świeży,

i zbudziłem się, widząc przed sobą wzgórze.
Wzgórze wspinało się na szczyt
góry. Ku strzępom skał i księżycowemu krajobrazowi.

Kobieta, która odczytywała przeznaczenie, powiedziała: To
jest Twa jaźń i wskazała na część
odkrojoną z większego kawałka. A to – wskazała

na olbrzymią resztę – jest cierpliwość, gra, w którą grasz.
Mały zombie wewnętrznego oka.
Mały dreszcz przerażonego umysłu.

Krajobraz tworzyła syberyjska brzoza, biała kora
na tle błękitu. Jego fragment w oknie, jak zawsze,
był niepełny i doskonały,

jak tylko może być to, co niekompletne.
To tutaj chciałem jej powiedzieć,
że ją kocham,

ale nie mogłem. To tutaj ja i lalka na kocu,
w łóżku obok ściany, z widokiem na górę-przesłanie,
doznaliśmy tego, co niektórzy nazywają chwilą rozkoszy.

Mary Jo Bang
przeł. Paweł Marcinkiewicz

Wieczny student rzeźbę - Włodzimierz Holsztyński

Alfred Boucher
* * *

wieczny student rzeźbę
rzucił niedokończoną
zapomniał

więc żyła
nikłość jej uśmiechu
brano za mądrość
jej powolny i słaby puls
nadawał urok każdej chwili

zasmakowała w życiu
lecz nie dla rzeźby nadchodząca wiosna
ciepłe noce zsuwają się z drzew
a ona zastyga

Włodzimierz Holsztyński

Cicha obserwacja - Włodzimierz Holsztyński

Lucia Coghetto
cicha obserwacja

gdy w ostatniej filmowej klatce kieliszka
pozostały tylko resztki lodu i nieświeża cytryna
jakże w końcu zrozumiały jest Bóg i Los i Chaos
ich odwieczna sprzeczność

szczęście to mgła owijająca przyszłość
znieczulającym bandażem

Włodzimierz Holsztyński

W liście z daleka - Vojtech Mihálik

Dorian Vallejo
W liście z daleka

O tej godzinie już zasnęłaś. Cała
Skrzydlona w oddech, co opływa ręce
I usta we śnie tym bardziej dziecięce,
I lok – jak anioł nad kapliczką ciała

Tobie zapewne księżyc też przygrzewa,
Lecz ty bezwiednie przemywasz nim usta
Jak mym westchnieniem. A noc stoi pusta,
A tylko zegar drąży słoje drzewa.

Sen po niedzieli. Jeszcze z twoich sukien
Paruje srebrny zapach kwiatów, ziela,
Lecz w kalendarzu już zgasła niedziela –
Sen twój pozostał, me czuwanie długie.

Nad niemym miastem nocną ciszę piję,
Z okna schylony nad Wisły sen cichy.
I w śpiącej rzece zakreślam dystychy
Tylko dla ciebie – więc teraz niczyje.

Vojtech Mihálik
przeł. S. Grochowiak i W. Rutkiewicz

Noc sierpniowa - Jarosław Iwaszkiewicz

Mariusz Zawadzki
Noc sierpniowa

Takiej drugiej nocy
nie będziesz już miał

takiej łaski bogów
nie będziesz już miał

gwiazdy i planety
stańcie na chwilę

na jedną chwilę
której powiem
trwaj

ale gwiazdy i planety
wirują w przestrzeni

ale ciało
przemija jak noc

Ale usta
pełne plastrów miodu zamykają się

a szczęście nie trwa
ani godziny

ale było było

Takiej drugiej chwili
nie będziesz już miał

Jarosław Iwaszkiewicz

Nic, noc - Ryszard Krynicki

Nic, noc

Nic, noc zza szyby
patrzy na mnie niczyim spojrzeniem
chłopca, którym byłem, nie

jestem, nie będę.

Ryszard Krynicki

Purgatorium - Ryszard Krynicki


Purgatorium

Nocą w pustym przedziale. Niczego
nie pragnę, nikogo się nie obawiam. W oddali
pełgają ogniki czyśćca: mojego miasta.

Ryszard Krynicki

Ogród w Milanówku, w okamgnieniu - Jarosław Marek Rymkiewicz

Ogród w Milanówku,
w okamgnieniu

Wszystko znika w okamgnieniu w osłupieniu
Listki bluszczu tam pod płotem na kamieniu

Jeże krety oraz wróble wszystko znika
Co za walczyk! planetarna to muzyka

Wszystko znika bluszcz i wróble jeże krety
Nawet Bartok jego skrzypce i klarnety

I sikorki ich błękitne fatałaszki
Także inne zimujące w chruście ptaszki

Siwe pliszki albo zięby i czyżyki
Jak obroty planetarnej harmoniki

Wszystko znika w zadziwieniu w okamgnieniu
Jeże krety listki bluszczu i w milczeniu

Stoją sosna i daglezja - wszystko znika
Szostakowicz! niech on zagra nam walczyka!

I demony - nieobecni nasi goście
Nawet gnicie - które gnije tam w kompoście!

Nawet kompost - tam w kompoście się rozkłada!
I gadanie - które nie wie kto je gada!

To co było tylko przyszło do nas w gości
I nie miało w sobie żadnej obecności

I gadanie - aforyzmy nietzscheańskie
O sikorki o wróbelki o bezpańskie

Nieobecność - nawet ona się ulatnia
Jakaś wartość ale wartość już ostatnia

Szostakowicz - jego polki i galopy!
I demony - kosmos rzucą nam pod stopy!

Obecności jaka tutaj twoja władza?
Nieobecność nieobecnie się przechadza

Nieobecność mówi do nas po imieniu
Wszystko znika w okamgnieniu w nieistnieniu

I demony - nieobecne ich czuwanie!
Tu nad nami ich płakanie żałowanie

Jarosław Marek Rymkiewicz

Róża - Ian Hamilton

Róża

W miękko okrytym kirem sercu
Tej białej róży, cierpliwe oko,
Oko miłości,
Kim jestem wie, i gdzie bywałem
Dzisiejszej nocy, i co chciałem zrobić.

Przyglądam się tej białej róży
Godzinami, wyobrażając sobie
Że każde drgnienie każdego płatka jest jak oddech
Co koi i ucisza.
Spójrz na nią, rzekłbym
Gdybyś tutaj była: jest znakiem
Tego, co nietrwałe, samotne
I oddane.
Ale cię nie ma, więc powiem, że to mądre:
Cierpliwy oddech, oko, róża
Która otwiera się zbyt łatwo, i umiera.

Ian Hamilton
przełożył Piotr Sommer