O jedną literę - Tadeusz Różewicz

O jedną literę

umierając jeszcze się gryzą
odbywają się jakieś targi
o jedno słowo
o jedną literę
na pomniku
gdyby to chociaż chodziło
o to że słowo
Hieronim Bosch - Piekło
bochater
ma o jedną literę za dużo
gdyby chodziło
o literę „c”

lecz im chodzi o całe słowo
o sens historii
o to że ich bohater
że nasz
że ich że nasz
że wasz
krew serdeczna
krew przeszłości
rozwodniona słowami
bezzębnych starców
którzy gryzą się
o kości pogrzebane spopielone

młoda krew przelewana teraz
z pustego w próżne

jakieś targi przetargi liczydła
o liczbę trupów o dym krematoriów
czy słyszycie poszczekiwanie
sfory psów
wszelkiej maści
nacjonalistów
którzy
napełniają słowo
„przebaczam” nienawiścią

czy widzicie starców
nad grobem
nieznanego i znanego żołnierza
którzy trupim jadem nienawiści
zarażają młode serca
i głowy wnuków

a przecież powiedział Nieznany
wam poeta nasz poeta
„Nie Bóg stworzył przeszłość, i śmierć, i cierpienia,
Lecz ów, co prawa rwie (…)
Przeszłość − jest to dziś, tylko cokolwiek dalej (…)”

Tadeusz Różewicz

Ile światów - Ryszard Krynicki

Rafał Olbiński - Trzeci wymiar czasu
Ile światów

Ile jeszcze światów, ile antyświatów,
światów pozornych światów odbitych,
światów wybuchłych i światów wchłoniętych,

ile jeszcze zaświatów

zabłyśnie, żeby zgasnąć,
zgaśnie, żeby zabłysnąć

w ziarnku piasku,
w źrenicy kamyka
na zagubionej planecie
krążącej coraz szybciej
wokół białego,
potem czarnego karła,
po obrzeżach
tej jednej z około
stu dwudziestu pięciu
miliardów

pierzchających galaktyk.

Ryszard Krynicki

Wygnanie (fragment II) - Saint-John Perse

Wygnanie
(fragment II)

     Ani wybrzeżom nie poświęcona, ani stronicom książki
nie powierzona czysta pokusa tej pieśni...
     Inni w świątyniach chwytają za malowany róg ołtarzy:
     Moja chwała jest na piaskach, moja chwała jest na pustyni!...
Nie jest błądzeniem, Pielgrzymie,
     Pożądać najbardziej ogołoconej przestrzeni, ażeby złożyć
na grzęzawiskach wygnania wielki poemat zrodzony
z niczego, wielki poemat zrodzony z niczego...
     Świszczcie, proce świata, śpiewajcie, konchy na wodach!
     Wzniosłem na otchłani i dym i opar piasków. Ułożę się
do snu w cysternach i opuszczonych kadłubach statków,
     We wszystkich miejscach daremnych i banalnych, wszędzie
gdzie spoczywa smak wielkości.

     ...Mniej powiewów pieściło ród Juliuszów; mniej przymierzy
asystowało wielkim kastom kapłaństwa.
     Dokąd piaski podążają za swoją pieśnią, tam dążą Książęta
wygnania,
     Gdzie żagle były rozpięte na masztach, tam podąża wrak
bardziej jedwabisty niż sen lutnika,
     Gdzie działy się wielkie czyny wojenne, tam bieleje już
szczęka osła,
     A morze wokół toczy trzask czaszek wyrzuconych na brzeg,
     A jak bardzo wszystkie rzeczy tego świata były dlań marnością,
powiedziały nam pewnego wieczora nad brzegiem świata
     Milicje wiatru w piaskach wygnania..."

     Mądrości piany odmętów! o, demoralizacje ducha
w trzaskaniu soli i mleka z niegaszonego wapna!
     Spada na mnie wiedza rozszalałego okrucieństwa duszy!
wiatr wysławia swoją korsarską chwałę, wiatr wysławia
swoje klęski!
     Jak jeździec ze sznurem w garści na progu pustyni,
     Na najrozleglejszej arenie wypatruje najwznioślejszych
sygnałów.
     A ranek z myślą o nas wodzi swój palec augura po kartach
świętego pisma.

     Wygnanie nie należy do dnia wczorajszego! wygnanie
nie należy do dnia wczorajszego! „O ślady, o przesłanki",
     Rzecze Cudzoziemiec pośród piasków: „każda rzecz na
świecie jest dla mnie nowa!" I narodziny jego pieśni nie są
dlań mniej obce.

Saint-John Perse
przełożył Zbigniew Bieńkowski

Blaski - Kazimierz Nowosielski

Blaski

Blask powszedniości - jej rzeczy
tajemne - piękno rzetelne
a jednak natchnione
jak koncert Bacha na dwoje skrzypiec
wysłuchany raz w drodze
z pracy do domu -

albo jak smutek od strony
jeszcze nieprzemodlonej

Kazimierz Nowosielski

Przejścia - Kazimierz Nowosielski

Przejścia

W sekretnych przejściach czasu
pieśń pleśń i litość

Zakorzenianie się światła
w ciemnych dolinach nieb

Z porannym krzykiem jaskółek
przecierany do jawy sen

Morze szumiące w trawach

Wiatr wzrastania
w korzeniach naszych pragnień

Kazimierz Nowosielski

W przestrzeniach - Kazimierz Nowosielski

Hendrick Goltzius - Ikarus
W przestrzeniach

Życie bez piękna
czyż wiedzieć może
że zwycięża?

Niepewność nasza
w czym się kiedyś
przejrzy?

Upadł Ikar
a słońce nadal trwa

jako jedno
ze słów najważniejszych

Kazimierz Nowosielski

Przymierze - Ronald Stuart Thomas

Katarzyna Jaśnikowska, A święci tak daleko
Przymierze

Czasem czuję,
                    że odprawia pokutę
za to, że nas stworzył.
Cierpi w nas, a my dzielimy
                    to cierpienie. Co
robić, kiedy już
                     zrobione? Gdzie
                     pójść, kiedy przyjście
jest jak odejście? Kolistość
to stanu umysłu, zwierzęta
nic o niej nie wiedzą.

                     Siedem epok przeleciało
nad nim, a on wciąż jest tutaj.
                     Kiedy wróci ze swego
człowieczego wygnania, i czy wtedy
ciało znów będzie się
                     cieszyć spokojem?

                                           Często
myślę, że ta męka nie skończy się
nigdy i że prąd elektryczny,
co nas razi, jest ogniem
                     w którym jakiś bóg
płonie, lecz się nie spala.

Ronald Stuart Thomas
przełożył Andrzej Szuba

Ziemia - Ronald Stuart Thomas

Jacek Yerka - Kosmos
Ziemia

Co kazało nam sądzić,
Że jest Twoja? Bo sygnowana
Twoją krwią, Boże wojny?
To takie maleństwo,
I łatwo ją przeoczyć w mrowiu
Światów. Zwodzi nas
Perspektywa; mikroskop
To nasz grzech; im silniejszy,
Tym my stajemy się bardziej
Niebotyczni. Gdzie podziały się
Twoje wcielenia? Ciało to zbyt ciężka
Szata, by cię nosić, Boże światła
I ognia. Maszyna zastępuje rękę,
Która przybiła cię do krzyża,
Ale nie może nas rozgrzeszyć.

Ronald Stuart Thomas
przełożył Andrzej Szuba

Horacego pożegnanie z przyjaciółmi - Stanisław Grochowiak

Horacego pożegnanie z przyjaciółmi

O
Przyjaciele
Twarze wasze z piętnem
Gałązki mokrej świateł od zachodu
Lub tych zielonych delikatnych blasków
Którymi sypie zimowa Sorakte

Gdzie te naczynia dla kobiecych dłoni -
Drżące od nerwów
Rzeźbione jak kamień
Z nozdrzami zwierząt
Z czołami bóstw dobrych?
Gdzie twarze
W które
Wchodziłem jak w podróż?

Widziałem Kwinta
Przebiegał na wietrze
Z twarzą odwrotną jak księżyc przy nowiu
A Taliarchowi
Odrąbano dłonie
Bo już ich nawet bratu nie podaje

Artystus umarł
To nic że się tuczy
Śmierć go tak karmi jak kuchta indyka

I ja się boję przybliżyć do źródła
Bym – nie jak Narcyz –

A
Z grozy
Skamieniał

Stanisław Grochowiak

Rewolucja Jezusa - ks. Janusz Stanisław Pasierb

Rewolucja Jezusa

głodni spragnieni
bezdomni obcy
więźniowie chorzy
wyklęci

oto nowa klasa Ewangelii
arystokracja Jezusa
oto Jego wcielenie
na dzień sądu
najbardziej ostateczne

ks. Janusz Stanisław Pasierb

Zaduszki jazzowe - Janusz Stanisław Pasierb



Zaduszki jazzowe
(z "Liturgii serca")

jakże wy
do ciemnozłoconych obrzędów de requie
w przetartych dżinsach starych swetrach
podejrzani jak samo słowo
artysta

a przecież także musicie umierać
nie oficjalnie i nie uroczyście
ale na serio

dopiero potem
czasem
ktoś was woła i budzi

modern jazz quartet
odprawia dzisiaj żałobną liturgię
w gorzkich kadzidłach tanich papierosów
missa solemnis biedna i bezsilna
nie wznosi serca
ale zbliża ludzi

ostatnie miejsce widzę jest zajęte
po ciemku w tłoku siedzi razem z wami
niezręcznie przecierając wierzchem dłoni oczy
długowłosy poeta
Jezus z Nazaretu
ten który jeszcze nie wskrzesił Łazarza

ks. Janusz Stanisław Pasierb

Niebo - Jan Brzechwa



Niebo

Na niebiosach Bóg mieszka,
A na ziemi jest ścieżka
Prowadząca do nieba…

Ścieżka wąska jak perć -
Tylko że naprzód śmierć
Przezwyciężyć trzeba.

Na ziemi ludzie prości
Umierają z miłości,
Bo wierzących miłość uśmierca…
Mógłby im pomóc Bóg,

Ale Bóg nie zna dróg
Do człowieczego serca.

Jan Brzechwa

Tomasz - Zbigniew Herbert

Leonardo da Vinci, autoportret (ok. 1510-1515)
Tomasz
     Jego Eminencji
     księdzu Józefowi Życińskiemu
Tu przyłożono ostrze do ciała
Tu dokładnie
I pchnięto
I jest pamiątka
krzyczy we wszelkich językach ryby
- rana -

Twarz skupiona
czoło w bruzdach
sine światło poranka
niechętnie i zimnie

Wskazując palec Tomasza
prowadzi z góry
ręka Mistrza

a więc dozwolone jest wątpienie
zgoda na pytanie
więc jednak coś warte jest czoło
w zmarszczkach Leonarda
Vinci

Zbigniew Herbert

Z mitologii - Zbigniew Herbert

Z mitologii

                  Naprzód był bóg nocy i burzy, czarny bałwan bez oczu, przed którym skakali nadzy i umazani krwią. Potem w czasach republiki było wielu bogów z żonami, dziećmi, trzeszczącymi łóżkami i bezpiecznie eksplodującym piorunem. W końcu już tylko zabobonni neurastenicy nosili w kieszeni mały posążek z soli, przedstawiający boga ironii. Nie było wówczas większego boga.
                  Wtedy przyszli barbarzyńcy. Oni też bardzo cenili bożka ironii. Tłukli go obcasami i wsypywali do potraw.

Zbigniew Herbert

Głosy - Julia Hartwig

Głosy

W ciszy której nie znasz
musisz iść dalej
nie mogę pójść dalej


Czego chcesz
zmagać się z życiem
czy uciekać od życia
Jak przejść od znaków codzienności
do spraw ostatecznych

Jest w tobie wszystko
czym napełnił cię czas
wróciła długo uśpiona mowa
przyjmujesz ją nieufnie
Czy potrafi sprostać roli świadka
dorównać czasowi który trwa

Julia Hartwig

Siła i słodycz - Julia Hartwig

Siła i słodycz

noc wlewa się jak ciemna woda
żyjemy między wspomnieniem i zapominaniem
czy umiemy sprostać swojemu losowi
poznaliśmy śmierć bez umierania
i widywaliśmy światło w ciemności

miejsca i obrazy czekały na zaistnienie
wabiąc wizją doskonałości
zrób co zamierzałeś
bo nigdy nie będziesz gotowy
wezwij dobre duchy
żeby ci sprzyjały

Julia Hartwig

Poema sentymentalne - Stanisław Jerzy Lec

Poema sentymentalne

Wystarczy cisza
ale jak ją zagrać
między dwa tony wbić
by je rozpychała?
Wystarczy cisza
może zamrożona
w sześcian lodowy?
Ale zachód, świt
i taje krwią
co ma swą melodię.
Lub cisza gadać zacznie
z nas.
Ach połknąć świat
żeby go nie zdradzić.
Pokusom Muzy się oprzeć
echa pozatykać
ale wszystko
zabiera się z sobą
idąc wokół ziemi
płaskie perspektywy
głosy zapachy
dotyk co nie ostyga
w powiewach pożegnań.
Ta śmieszność bólu!
Wokół ziemi
nosi się z sobą wszystko
rośnie lub maleje
i już miejsca sobie nie znajdzie
na swoim miejscu.
Wściekły, o mur
ścierałem paznokcie
lecz ostał się
draśnięty ledwie
czyimś imieniem
jakby je dzióbek ptasi
wyśpiewał
z tamtych nocy.
Ach połknąć świat
jak w śledztwie
kuleczkę
grypsu.
Któż na własnym krzyżu
serduszka rył
przeszyte strzałą?
Naprzód iść trzeba
wstecz odwrócony twarzą
żeby z przeszłości
oczyma zmieść
własne ślady
by nie móc do siebie trafić
i w ciszę tak
u boku
dzwoniąc pustawą
manierką liryzmu
przez las gdzie
na zrąbanych gałęziach nocy
snu pierwsze listki.
Ptaki chodzą po ziemi
jak myszy
może spłoszony słowik
zaśpiewa z twoich ust,
ale wszystkie słowiki
Walter z Vogelweide
z ukochaną
rozgniótł na mchu.
Własne trele
skręcać z wniebogłosów
aby je sroki
dla nas powtarzały.
Już późno
wszystkim jednorożcom
starły się rogi
kruki posiwiały
od pożarów czasu
zmieniłem skóry
i ja. Ileż razy
na nich spisane wszystko
na marginesach błędy
krwią podkreślone
własną.
Nie sen
chociaż mnie zeń zbudzono.
I niebo jasne
bo na nim gwiazd nie ma.

Stanisław Jerzy Lec

Podwójny zachwyt - Anna Świrszczyńska

Podwójny zachwyt

Że mnie nie ma
I że czuję, jak bardzo
mnie nie ma.

Anna Świrszczyńska

Cienie liści na trawie... - Włodzimierz Słobodnik

* * *

Cienie liści na trawie. Ja je dobrze znam,
Widzę je pod stopami, dobry szept ich słyszę.
Bo, jak gałąź bez drzewa, jestem sam i sam,
Bom wiele, wiele przeżył, bo już czas na ciszę.

           Kamienie polne. Znam je. Matka moja miła
           Przed ich ciężarem szarym serca mi broniła,
           Lecz teraz, kiedy matka moja jest topolą
           I trawą i jaskółką, pogrążoną w śnie,
           Jakież łagodne, ciepłe ręce nie pozwolą,
           Aby kamienie polne tak dusiły mnie?

Deszcze długie i ciemne. Znam je. Biegły w dal
Po ogrodach, po lasach, po błękicie łąk
Jak siekący siekierą nierozumny drwal,
Który zaufał tylko ślepej sile rąk.
Dziś nie kocham świeżości ich młodej i jasnej,
Bo młodość ich szalona, a ja nie mam własnej.

            Kochałem dachy mokre, gdy w deszczowej mgle
           Wyrastały pod nićmi ulewy długiemi,
           A dziś pod każdym dachem jest mi źle i źle,
           Bo to co było moje — nie pod dachem — w ziemi.

Ojciec jest teraz słońcem, matka jest topolą
I pisklęciem leżącym w ciepłym gnieździe brat —
Ktoś mi ich ludzkie życie tak okrutnie skradł,
Bym nadawał imiona ich drzewom i polom
I ptakom i muzyce, którą wiecznie słyszę —
Sam jestem na tej ziemi. Czas na wielką ciszę.

Włodzimierz Słobodnik

Sonet VI - William Szekspir

Sonet VI

Więc nie daj, aby dłoń zimy spękana
Starła twe lato, nim wyciąg zgromadzi;
W najsłodszym skarbcu niechaj przechowana
Będzie twa piękność, nim się sama zgładzi.

W lichwie tej nie ma niczego zdrożnego,
Gdy ów, kto winien, z radością dług płaci.
Dla siebie spłodzisz owego drugiego;
A dziesięcioro dziesięćkroć wzbogaci.

Dziesięćkroć więcej radości mieć będziesz,
Gdy ta dziesiątka znów da twe odbicie;
Cóż śmierć uczyni, gdy kiedyś odejdziesz,
Jeśli w potomstwie przechowasz swe życie?

Nie bądź uparty; twa piękność zachwyca
Nie po to, byś miał w robactwie dziedzica.

William Szekspir
przełożył Maciej Słomczyński

Sonet V - William Szekspir

Sonet V

Owe godziny, co pracą łagodną
Oczom, tak miłym, urodę nadają,
Rolę tyranów spełniają niegodną
I, najpiękniejsze, piękna pozbawiają;

Gdyż wiodąc lato lotny czas się skrada
Ku zimie wstrętnej, tam gdzie ono zginie;
Soki mróz ścina, bujny liść opada,
Piękno śnieg pokrył, naokół pustynie.

Więc gdyby lata nie został eliksir,
Ów płynny więzień w szklanych ścianach więzieniu,
Piękno i jego istota by znikły,
Razem ukryte w pełnym zapomnieniu.

Lecz wyciąg przetrwa, gdy kwiat zimę spotka;
Choć straci postać, przeżyje treść słodka.

William Szekspir
przełożył Maciej Słomczyński

Snuć miłość - Adam Mickiewicz

Snuć miłość

Snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje,
Lać ją z serca, jak źródło wodę z wnętrza leje,
Rozwijać ją jak złotą blachę, gdy się kuje
Z ziarna złotego, puszczać ją w głąb, jak nurtuje
Źródło pod ziemią, - w górę wiać nią, jak wiatr wieje,
Po ziemi ją rozsypać, jak się zboże sieje,
Ludziom piastować, jako matka swych piastuje.

Stąd będzie naprzód moc twa, jak moc przyrodzenia,
A potem będzie moc twa, jako moc żywiołów,
A potem będzie moc twa, jako moc krzewienia,
Potem jak ludzi, potem jako moc aniołów,
A w końcu będzie jako moc Stwórcy stworzenia.

Adam Mickiewicz

Skandynawia - Edward Stachura



Skandynawia

Dłonie Normanów umuzycznia Sibelius
Na drugiej harfie
mleko swych włosów
rozpuszcza śnieżyca

Lodowe płatki chryzantem
na ozorach psów usypiają w ogrody
Tu nie ma Gangesu
lecz są renifery
o rogach wzorzystych jak fiordy
albo kaprys Joanny

Joanna harfa ostatnia
Joanno zapłacz nade mną

Edward Stachura

Korzyść namacalności - Stanisław Barańczak

Korzyść namacalności

Nie próbowałem jeszcze dotyku. W tym może szansa:
odrzucić w tył zawodne instrumenty, zostać tylko
opartym na końcach palców; może choć na odległość
rąk wyciągniętych utrzymać przybierające. Może
opóźnić choć na moment, jakiego trzeba mi będzie,
by o metr się przemknęło zrozumienie, co przede mną
rozprowadzają w jasność dłonie.

Bo nie próbowałem
dotyku jeszcze: czyż nie to jest jedynym narzędziem,
którym tkankę od tkanki odróżnię, zrozumiem ciało
do kości i więcej dodam, niż w nim jest – przekonany,
że to, co grzeję w dłoniach, ściślej się wiąże, jak ptasie
pióra i skrzydła ptaka.

Lecz nie próbowałem jeszcze
dotyku: tak dopiero  w r e s z c i e  rozcina się węzeł,
z oczyma zamkniętymi, gdy reszta zawiodła. Wtedy
jednak trwa przecież lęk, że splot pokonano zbyt wcześnie,
zbyt nieufnie i pewnie. Zaorać palcami pokłady,
namacalnie przyjmować w dłonie ciężkie grudki; a cóż,
jeśli skupione palce okażą się cięższe od nich?

Stanisław Barańczak

Sen - Adam Ważyk

Eric Rickardson
Sen
             Śniła się zima
             Mickiewicz
Sen miałem dawno czterdzieści lat temu
a tak pamiętam jakby śnił się wczoraj
Stojąc na brzeżku okrągłej polany
w pierścieniu ciemnej zieleni patrzyłem
jak hałaśliwie tłoczące się dzieci
rączkami piłki podrzucały:
duża lekka jak balon piłka opadała
bardzo powoli na otwarte dłonie
ale zdarzało się że je minęła
i miękko kładła się na trawie wtedy
kobieta w bieli - kilka takich kobiet
stało pod lasem dokoła polany -
inną rzucała piłkę między dzieci
wprost na ich dłonie tak mało zaradne
że niezbyt długo wypadło jej latać
I tak od nowa Kilkanaście piłek
leżało w trawie zdziwiony spytałem
czemu ich żadne nie podniesie z ziemi
Odpowiedziano mi gorzkim pytaniem
Czy pan nie widzi że dzieci są ślepe?

Adam Ważyk