Beniowski
(fragment Pieśni Pierwszej)
O doświadczenie! ty jesteś pancerzem
Dla piersi, w której serce nie uderza;
Jesteś latarnią nad morskim wybrzeżem,
Do której człowiek w dzień pochmurny zmierza;
O doświadczenie! jesteś ciepłym pierzem
Dla samolubów; tyś gwiazdą rycerza,
Bawełną w uszach od ludzkiego jęku;
Dla mnie, śród ciemnej nocy - świecą w ręku (...)
Juliusz Słowacki
Beniowski (fragment Pieśni Pierwszej) - Juliusz Słowacki
więcej twórczości:
Slowacki Juliusz
Pica pica L. - Zbigniew Herbert
Pica pica L.
od wczesnej wiosny
do późnej jesieni
rankiem
za oknem mojej sypialni
przelatuje
sroka
w annałach
kronikach
tablicach genealogicznych
zwana Pica pica
z rodu kondotierów
krwawych i podstępnych
niech nas nie zwodzi
czystość kolorów
soczyste listowie nieba
niepokalana biel śniegu
tylko jej śpiew
śpiew grzechotnika
odsłania jej
prawdziwy charakter
morderczyni niemowląt
należałoby
powściągnąć zachwyt
przestrzegać
piętnować
rzucić klątwę
zedrzeć z niej
obłok zachwytu
którym osłania zbrodnię
wtrąca w wahanie
lekkomyślne dusze
co zatem czynić
co czynić wypada
- ha -
wiem co zrobię
wynajmę
księdza Jana Twardowskiego
piewcę rodzimego drobiu
jako Egzorcystę Natury
do specjalnych poruczeń
kiedy ksiądz
wyjdzie nagle z cienistego
konfesjonału zagajnika
ptaszysko może dostać
zawału serca ze strachu
i na miejscu skonać
zresztą księdzu może przydać się także
trochę ruchu
na świeżym powietrzu
Zbigniew Herbert
od wczesnej wiosny
do późnej jesieni
rankiem
za oknem mojej sypialni
przelatuje
sroka
w annałach
kronikach
tablicach genealogicznych
zwana Pica pica
z rodu kondotierów
krwawych i podstępnych
niech nas nie zwodzi
czystość kolorów
soczyste listowie nieba
niepokalana biel śniegu
tylko jej śpiew
śpiew grzechotnika
odsłania jej
prawdziwy charakter
morderczyni niemowląt
należałoby
powściągnąć zachwyt
przestrzegać
piętnować
rzucić klątwę
zedrzeć z niej
obłok zachwytu
którym osłania zbrodnię
wtrąca w wahanie
lekkomyślne dusze
co zatem czynić
co czynić wypada
- ha -
wiem co zrobię
wynajmę
księdza Jana Twardowskiego
piewcę rodzimego drobiu
jako Egzorcystę Natury
do specjalnych poruczeń
kiedy ksiądz
wyjdzie nagle z cienistego
konfesjonału zagajnika
ptaszysko może dostać
zawału serca ze strachu
i na miejscu skonać
zresztą księdzu może przydać się także
trochę ruchu
na świeżym powietrzu
Zbigniew Herbert
więcej twórczości:
Herbert Zbigniew
Sonet z „Anioła Śmierci" - Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Sonet z „Anioła Śmierci"
Wszystko więc przeszło, wszystko przeminęło
i nigdy, nigdy, nigdy nie powstanie;
wszystko w grobowe runęło otchłanie,
na wieki wieków, na wieczność runęło…
Milczące, ciche, straszne śmierci dzieło…
Niczymże szczęście? niczymże kochanie?
Niczym ból?… Niczym! W głuchym oceanie
ileż okrętów bez śladu zginęło…
Trzy siostry były, trzy siostry, jak Psyche,
przeczyste, jasne, trwożliwe i ciche:
Wiara, Nadzieja, Miłość ich imiona…
Z tych dwie umarły, a trzecia nad nimi
w niemej boleści, z rękoma zwisłymi,
Miłość, stanęła jak słup odrętwiona.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Wszystko więc przeszło, wszystko przeminęło
i nigdy, nigdy, nigdy nie powstanie;
wszystko w grobowe runęło otchłanie,
na wieki wieków, na wieczność runęło…
Milczące, ciche, straszne śmierci dzieło…
Niczymże szczęście? niczymże kochanie?
Niczym ból?… Niczym! W głuchym oceanie
ileż okrętów bez śladu zginęło…
Trzy siostry były, trzy siostry, jak Psyche,
przeczyste, jasne, trwożliwe i ciche:
Wiara, Nadzieja, Miłość ich imiona…
Z tych dwie umarły, a trzecia nad nimi
w niemej boleści, z rękoma zwisłymi,
Miłość, stanęła jak słup odrętwiona.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
więcej twórczości:
Przerwa-Tetmajer Kazimierz
Droga Tajemnic - Tadeusz Gajcy
Droga Tajemnic
Błękitniejący umarłych proch
rośnie w ziemi mocny jak żywioł
i na oczach pisze co noc
kręte znaki jak mróz na szybie.
Białą czaszką kołysze księżyc,
stosy planet utkanych z kości,
zagubisz się, pomylisz - w tym tokowisku zwierząt
szklistym włosem porosłych.
Łasi się grom i ciemność
do twych stóp: skuś się tylko i poddaj,
a zarośniesz jak liściem - ziemią
i zaleje cię ogień i woda.
Usta z lęku zwiotczałe jak gąbka
schylisz, poznasz: misterny znak
pisze w oczach ręką jak lotka,
który kości umarłych zna.
Będzie syczeć wapno i fosfor,
każdy ślad twój pokryje węgiel,
ale gwiazdy w kopule nocy
wzejdą bliskie i jakże piękne.
I wywiedzie cię z trwogi gęstej,
w zimnej skórze zamkniętego jak w łusce,
który ognia lub kwiatu szelestem
sen odmyka - jakże obcy i pusty.
Tadeusz Gajcy
Błękitniejący umarłych proch
rośnie w ziemi mocny jak żywioł
i na oczach pisze co noc
kręte znaki jak mróz na szybie.
Białą czaszką kołysze księżyc,
stosy planet utkanych z kości,
zagubisz się, pomylisz - w tym tokowisku zwierząt
szklistym włosem porosłych.
Łasi się grom i ciemność
do twych stóp: skuś się tylko i poddaj,
a zarośniesz jak liściem - ziemią
i zaleje cię ogień i woda.
Usta z lęku zwiotczałe jak gąbka
schylisz, poznasz: misterny znak
pisze w oczach ręką jak lotka,
który kości umarłych zna.
Będzie syczeć wapno i fosfor,
każdy ślad twój pokryje węgiel,
ale gwiazdy w kopule nocy
wzejdą bliskie i jakże piękne.
I wywiedzie cię z trwogi gęstej,
w zimnej skórze zamkniętego jak w łusce,
który ognia lub kwiatu szelestem
sen odmyka - jakże obcy i pusty.
Tadeusz Gajcy
więcej twórczości:
Gajcy Tadeusz
Sąd Ostateczny - Jan Lechoń
Hieronim Bosch - Sąd Ostateczny Sąd Ostateczny
Szczytne cnoty, dla których gwarny świat nas chwali,
Czyny, których przykładem przyszłość ma się ćwiczyć
I nasz honor kamienny, i wola ze stali
Na Sądzie Ostatecznym nie będą się liczyć.
Odpadną z nas, pokryte przez tłumu oklaski
Uczynki miłosierne, co sławę nam szerzą,
I tylko pozostaną te mroki i blaski,
O których nikt z nas nie wie, czy od nas zależą.
Wtedy wyda głąb nasza, nareszcie odkryta,
Grzech, który cię przeraża, cnotę co cię wstydzi.
Gdy wokół szumi życie, nikt o nie nie pyta.
Tylko miłość w nie patrzy, tylko Bóg je widzi.
Jan Lechoń
więcej twórczości:
Lechoń Jan
Dialog modlitwy - Dylan Thomas
Dialog modlitwy
Dialog dwu modlitw w nocy - bo modlą się właśnie
Dziecko, które wnet zaśnie, mężczyzna, co kroczy
Schodami ku kobiecie, która dziś umiera:
Jedno z nich nie dba teraz, gdzie je sen uniesie,
Drugi we łzach ma oczy, bo ona dziś zgaśnie -
Mroczniejsze dźwiękiem głosu, który płynie ponad
Skrawek gruntu zielony w przychylne niebiosa
Z ust mężczyzny, co kroczy, dziecka, co wnet zaśnie.
Dźwięk modlitw teraz właśnie odmawianych w nocy,
O sen w pszenicznych kłosach i za tę, co kona
Wzleci troską jednaką. Czy uciszą kogo?
Czy dziecko ma spać błogo a mężczyzna płakać?
Dialog dwu modlitw w nocy odmawianych właśnie
W żywych, w martwych nie zgaśnie; mężczyzna, co kroczy
Do konającej, taką niech ujrzy od progu,
By w płomieniu miłości nie mogła umierać.
Dziecko, co nie dba teraz, do kogo się wznosi
Modlitwą, niechaj w żalu utonie jak w grobie,
Przez sen widząc nad sobą ciemnooką falę,
W której od do niej kroczy, tej, która już gaśnie.
Dylan Thomas
tłum. Stanisław Barańczak
Dialog dwu modlitw w nocy - bo modlą się właśnie
Dziecko, które wnet zaśnie, mężczyzna, co kroczy
Schodami ku kobiecie, która dziś umiera:
Jedno z nich nie dba teraz, gdzie je sen uniesie,
Drugi we łzach ma oczy, bo ona dziś zgaśnie -
Mroczniejsze dźwiękiem głosu, który płynie ponad
Skrawek gruntu zielony w przychylne niebiosa
Z ust mężczyzny, co kroczy, dziecka, co wnet zaśnie.
Dźwięk modlitw teraz właśnie odmawianych w nocy,
O sen w pszenicznych kłosach i za tę, co kona
Wzleci troską jednaką. Czy uciszą kogo?
Czy dziecko ma spać błogo a mężczyzna płakać?
Dialog dwu modlitw w nocy odmawianych właśnie
W żywych, w martwych nie zgaśnie; mężczyzna, co kroczy
Do konającej, taką niech ujrzy od progu,
By w płomieniu miłości nie mogła umierać.
Dziecko, co nie dba teraz, do kogo się wznosi
Modlitwą, niechaj w żalu utonie jak w grobie,
Przez sen widząc nad sobą ciemnooką falę,
W której od do niej kroczy, tej, która już gaśnie.
Dylan Thomas
tłum. Stanisław Barańczak
więcej twórczości:
Thomas Dylan
Nie bój się mnie... - Bronisława Ostrowska
![]() |
| Hypnos i Tanatos |
Nie bój się mnie — przyjdę pogodnie, łagodnie,
Jak matki dalekiej pieszczota...
nie bój się mnie!
Na serce położę ci dłoń i serce przycichnie, wychłodnie —
I serce przygaśnie, przypomni...
nie bój się mnie!
Gdy świat stopię ci w jedno śpiewne morze,
Dalekich fal płaczem ukojne...
nie bój się mnie!
Jeśli jest Bóg nad gwiazdami, w nieb szafirowym przestworze,
To moje dłonie są Boże...
nie bój się mnie!
Bronisława Ostrowska
więcej twórczości:
Ostrowska Bronisława
Eheu fugaces, Postume, Postume - Horacy
Eheu fugaces, Postume, Postume (Ody, Księga 2, Pieśń 14)
Mkną chyże lata, Postumie, Postumie,
Z modlitwy naszej drwi śmierć niepobożna.
Kroków starości wstrzymać nikt nie umie
I zmarszczek z czoła usunąć nie można.
Bowiem nad nikim Pluton się nie wzrusza,
Choćbyś mu co dzień wołów składał trzysta.
Nawet wielkiego Geriona, Titiusza
Na wieki fala uwięziła mglista.
Tak, przyjacielu! Przez nurty tej strugi
My wszyscy, którzy chleb jemy powszedni,
śmiertelnej musim podjąć się żeglugi,
Czyśmy królowie, czy kmiotkowie biedni.
Próżno od krwawych wojen będziem stronić,
Od Adriatyku rozhukanej głębi:
Próżno przed wiatrem będziemy się chronić,
Który jesienią ciała nasze ziębi.
Kiedyś porzucisz żywot swój obecny,
Ujrzysz płynący wśród mętnych odramień
Kokyt, obaczysz ród Danaid niecny
I Syzyfowy trud złowrogi kamień.
Porzucisz dom swój, ziemię, żonę młodą,
A z drzew, co dziś je sadzisz w swym ogródku,
Żadne do grobu ciebie nie powiodą
Chyba cyprysy jedne, drzewa smutku.
Przywłaszczy sobie piwnic twoich klucze
Godniejszy dziedzic; nie żałując dzbanów,
Posadzki winem cejubijskim spłucze
Lepszym, niż bywa na ucztach kapłanów.
Horacy
tłum. Józef Birkenmajer
Mkną chyże lata, Postumie, Postumie,
Z modlitwy naszej drwi śmierć niepobożna.
Kroków starości wstrzymać nikt nie umie
I zmarszczek z czoła usunąć nie można.
Bowiem nad nikim Pluton się nie wzrusza,
Choćbyś mu co dzień wołów składał trzysta.
Nawet wielkiego Geriona, Titiusza
Na wieki fala uwięziła mglista.
Tak, przyjacielu! Przez nurty tej strugi
My wszyscy, którzy chleb jemy powszedni,
śmiertelnej musim podjąć się żeglugi,
Czyśmy królowie, czy kmiotkowie biedni.
Próżno od krwawych wojen będziem stronić,
Od Adriatyku rozhukanej głębi:
Próżno przed wiatrem będziemy się chronić,
Który jesienią ciała nasze ziębi.
Kiedyś porzucisz żywot swój obecny,
Ujrzysz płynący wśród mętnych odramień
Kokyt, obaczysz ród Danaid niecny
I Syzyfowy trud złowrogi kamień.
Porzucisz dom swój, ziemię, żonę młodą,
A z drzew, co dziś je sadzisz w swym ogródku,
Żadne do grobu ciebie nie powiodą
Chyba cyprysy jedne, drzewa smutku.
Przywłaszczy sobie piwnic twoich klucze
Godniejszy dziedzic; nie żałując dzbanów,
Posadzki winem cejubijskim spłucze
Lepszym, niż bywa na ucztach kapłanów.
Horacy
tłum. Józef Birkenmajer
Po co? - Tadeusz Peiper
Po co?
Że nic już nie wezmę z życia wazy,
dlatego bym serce kulą mierzył?
Po co? Po co? Przecież i tak
żyję, jak gdybym nie żył.
Tadeusz Peiper
Że nic już nie wezmę z życia wazy,
dlatego bym serce kulą mierzył?
Po co? Po co? Przecież i tak
żyję, jak gdybym nie żył.
Tadeusz Peiper
więcej twórczości:
Peiper Tadeusz
Wersety panteisty - Zbigniew Herbert
Wersety panteisty
Zatrać mnie gwiazdo
- mówi poeta -
przeszyj mnie strzałą odległości
wypij mnie źródło
- mówi pijący -
do dna mnie wypij do nicości
niech mnie wydadzą dobre oczy
pożerającym krajobrazom
słowa co miały chronić ciało
niech mi przepaści przyprowadzą
gwiazda w czoło korzeń zapuści
źródło twarz mi odczłowieczy -
potem obudzisz się milczący
w dłoniach bezruchu
w sercu rzeczy
Zbigniew Herbert
Zatrać mnie gwiazdo
- mówi poeta -
przeszyj mnie strzałą odległości
wypij mnie źródło
- mówi pijący -
do dna mnie wypij do nicości
niech mnie wydadzą dobre oczy
pożerającym krajobrazom
słowa co miały chronić ciało
niech mi przepaści przyprowadzą
gwiazda w czoło korzeń zapuści
źródło twarz mi odczłowieczy -
potem obudzisz się milczący
w dłoniach bezruchu
w sercu rzeczy
Zbigniew Herbert
więcej twórczości:
Herbert Zbigniew
Pan tu nie stał - Stanisław Barańczak
Pan tu nie stał
Pan tu nie stał, zwracam panu uwagę,
że nigdy nie stał pan za nami
murem na naszym stanowisku też
pan nie stał, już nie mówiąc że na naszym czele
nie stał pan nigdy, pan tu nie stał, panie
nas na to nie stać, żeby pan tu stał
obiema nogami na naszej ziemi, ona stoi
przed panem otworem, a pan co,
stoi pan sobie na uboczu
wspólnego grobu, panie, tam jest koniec,
nie stój pan w miejscu, nie stawiaj się pan, stawaj
pan w pąsach na szarym końcu, w końcu
znajdzie się jakieś miejsce i dla pana
Stanisław Barańczak
więcej twórczości:
Barańczak Stanisław
Księgarnie - Julian Kornhauser
Księgarnie
spacer po księgarniach
kartkowanie książek
kolorowe okładki jak ciężarne kobiety
ciężko układają się na miejscu
autorzy uśmiechają się ze skrzydełek
ich notki pęcznieją
miliony słów jak drobne owady zdobywają lasy
chłonę wykrzykniki
wpatruję się w tytuły
nie ma końca tej niepospolitej wędrówki złudzeń
półki uginają się od nadmiaru sentencji i idei
dziewczyna pilnująca interesu ma zblazowaną minę
w księgarniach nie ma już duszy
znikł ten cichy drażniący szelest kartek
który prowadził do przedsionka raju tajemnicy istnienia
książki nie pachną
okładki nie otwierają bram
to co słychać jest zgrzytliwe
to co widać kruszy się jak szkło
książki
ogrody zapuszczone złe z kłującymi kolcami głogów
wchodzę w nie ryzykując
i pożera mnie dziki śpiew stronic
Julian Kornhauser
spacer po księgarniach
kartkowanie książek
kolorowe okładki jak ciężarne kobiety
ciężko układają się na miejscu
autorzy uśmiechają się ze skrzydełek
ich notki pęcznieją
miliony słów jak drobne owady zdobywają lasy
chłonę wykrzykniki
wpatruję się w tytuły
nie ma końca tej niepospolitej wędrówki złudzeń
półki uginają się od nadmiaru sentencji i idei
dziewczyna pilnująca interesu ma zblazowaną minę
w księgarniach nie ma już duszy
znikł ten cichy drażniący szelest kartek
który prowadził do przedsionka raju tajemnicy istnienia
książki nie pachną
okładki nie otwierają bram
to co słychać jest zgrzytliwe
to co widać kruszy się jak szkło
książki
ogrody zapuszczone złe z kłującymi kolcami głogów
wchodzę w nie ryzykując
i pożera mnie dziki śpiew stronic
Julian Kornhauser
więcej twórczości:
Kornhauser Julian
Mądry i głupi - Bruno Jasieński
Mądry i głupi
Pyta mądry głupiego: - Na co rozum zda się
Skoro już go przestają chwalić nawet w prasie?
Czemu głupi po świecie jeździ własnym autem,
Gdy mądrego pod kościół wypychają gwałtem.
Bo dziś może, w warunkach pogmatwaniu krętem,
Jedynie bezrobotnym być inteligentem?
Na cóż mu tedy rozum i mądrość bez granic? -
"Na co rozum" - z uśmiechem odparł głupi - "Na nic"
Bruno Jasieński
Pyta mądry głupiego: - Na co rozum zda się
Skoro już go przestają chwalić nawet w prasie?
Czemu głupi po świecie jeździ własnym autem,
Gdy mądrego pod kościół wypychają gwałtem.
Bo dziś może, w warunkach pogmatwaniu krętem,
Jedynie bezrobotnym być inteligentem?
Na cóż mu tedy rozum i mądrość bez granic? -
"Na co rozum" - z uśmiechem odparł głupi - "Na nic"
Bruno Jasieński
więcej twórczości:
Jasieński Bruno
Ironia - Cyprian Kamil Norwid
Ironia
1
Żeby to można arcydzieło
Dłutem wyprowadzić z grubych brył --
I żeby dłuto nie zgrzytnęło,
Ni młot je ustawnie bił a bił!
2
Żeby to tchem samym harmonii
Można było kręcić wozów oś,
I bez skrzypnięcia wstecz ironii
Żeby się udało zrobić coś
3
Och! jakże spałby sobie człowiek,
Wyższy nad skargi ustawiczne,
Lecz cóż? -- gdy jeszcze i u powiek
Rozsiędą się sny ironiczne!!
4
Uczucie zwiedza bez ironii
Szlaki bite cudzym cierpieniem,
Lecz kto był pierwej tam, wie o niej,
Że jest -- koniecznym bytu cieniem.
5
Ty myślisz może, że wiek złoty
Bez walk, sam, przyjdzie do ludzkości --
A gdzież? …powiodą pierw te cnoty,
Od których cofa strach śmieszności!
Cyprian Kamil Norwid
1
Żeby to można arcydzieło
Dłutem wyprowadzić z grubych brył --
I żeby dłuto nie zgrzytnęło,
Ni młot je ustawnie bił a bił!
2
Żeby to tchem samym harmonii
Można było kręcić wozów oś,
I bez skrzypnięcia wstecz ironii
Żeby się udało zrobić coś
3
Och! jakże spałby sobie człowiek,
Wyższy nad skargi ustawiczne,
Lecz cóż? -- gdy jeszcze i u powiek
Rozsiędą się sny ironiczne!!
4
Uczucie zwiedza bez ironii
Szlaki bite cudzym cierpieniem,
Lecz kto był pierwej tam, wie o niej,
Że jest -- koniecznym bytu cieniem.
5
Ty myślisz może, że wiek złoty
Bez walk, sam, przyjdzie do ludzkości --
A gdzież? …powiodą pierw te cnoty,
Od których cofa strach śmieszności!
Cyprian Kamil Norwid
więcej twórczości:
Norwid Cyprian Kamil
Toast Świętokradzki - Bolesław Leśmian
Toast Świętokradzki
Żem nieraz wchodził z wami w złośliwość zażyłą,
Mistrze zgrzytów i chrzęstów, z których pieśń się czyni,
Więc mi dano się o was zadumać w świątyni,
Gdzie już nic się nie staje, prócz tego, co było...
Tu wybucha z witrażów tak tęczowy płomień,
Że ty bogu, a tobie bóg wyda się tęczą,
I obydwaj, zarówno pełni oszołomień,
Posłyszycie, jak wasze westchnienia współdźwięczą.
Lecz ja dłoń świętokradzką wyciągam w rozblaski
Aż po kielich, drzwi złotą dwutarczą strzeżony!...
Na dnie jego krwi Pańskiej koral zaczajony
Ustom, skorym do wina, nie poskąpi łaski!
Bolesław Leśmian
Żem nieraz wchodził z wami w złośliwość zażyłą,
Mistrze zgrzytów i chrzęstów, z których pieśń się czyni,
Więc mi dano się o was zadumać w świątyni,
Gdzie już nic się nie staje, prócz tego, co było...
Tu wybucha z witrażów tak tęczowy płomień,
Że ty bogu, a tobie bóg wyda się tęczą,
I obydwaj, zarówno pełni oszołomień,
Posłyszycie, jak wasze westchnienia współdźwięczą.
Lecz ja dłoń świętokradzką wyciągam w rozblaski
Aż po kielich, drzwi złotą dwutarczą strzeżony!...
Na dnie jego krwi Pańskiej koral zaczajony
Ustom, skorym do wina, nie poskąpi łaski!
Bolesław Leśmian
więcej twórczości:
Leśmian Bolesław
Zakończenie - Wojciech Belon
Zakończenie
Oto droga przede mną karta
Niespełniona opisem zdarzeń
Oto kroki - tykanie zegara
Aż po czasu najdalszy kraniec
Oto wola ziarno kiełkujące
Jakże wątło i jakże niespiesznie
Zasiane byle jak na łące
Olbrzymiego groźnego powietrza
Błazen płacze - śmieje się błazen
Karuzela z twarzami w pędzie
Barwny kram z wyborem przeznaczeń
Przy strzelnicy gdzie celem szczęście
Błazen płacze - błazen się śmieje
Zgiełk przy w łuk ustawionych stołach
Może dziś wiatr inaczej zawieje
Może jutro zamknie się koło
Ile pytań we mnie a ile
Pustych miejsc przy słowie odpowiedź
W ilu drogach zanurzyłem się w pyle
By i tak nie móc trafić ku sobie
Wiem co woda powietrze i ogień
Ale powiedz gdzie znajdę wytchnienie
Gwiazdo moja która mnie prowadź
Po bezkresnych nieba przestrzeniach
Wojciech Belon
Oto droga przede mną karta
Niespełniona opisem zdarzeń
Oto kroki - tykanie zegara
Aż po czasu najdalszy kraniec
Oto wola ziarno kiełkujące
Jakże wątło i jakże niespiesznie
Zasiane byle jak na łące
Olbrzymiego groźnego powietrza
Błazen płacze - śmieje się błazen
Karuzela z twarzami w pędzie
Barwny kram z wyborem przeznaczeń
Przy strzelnicy gdzie celem szczęście
Błazen płacze - błazen się śmieje
Zgiełk przy w łuk ustawionych stołach
Może dziś wiatr inaczej zawieje
Może jutro zamknie się koło
Ile pytań we mnie a ile
Pustych miejsc przy słowie odpowiedź
W ilu drogach zanurzyłem się w pyle
By i tak nie móc trafić ku sobie
Wiem co woda powietrze i ogień
Ale powiedz gdzie znajdę wytchnienie
Gwiazdo moja która mnie prowadź
Po bezkresnych nieba przestrzeniach
Wojciech Belon
więcej twórczości:
Bellon Wojciech
Francesca - Ezra Pound
Francesca
Przyszłaś spoza nocy
I były naręcza kwiatów w twoich dłoniach.
Teraz powrócisz spoza zamętu ludzkich myśli,
Spoza dzikiej wrzawy głosów, które mówią o tobie.
Ja, który widziałem cię pośród rzeczy najpierwszych,
Byłem wściekły, gdy wymawiano twoje imię
W obskurnych spelunach.
I chciałbym, aby chłodne fale otuliły mój umysł,
I chciałbym, aby świat usechł jak martwy liść,
Czy jak nasiona z kokonu rozproszony został tak,
Abym znów mógł cię odnaleźć,
Samotną.
Ezra Pound
tłumaczenie Michał Popławski
Przyszłaś spoza nocy
I były naręcza kwiatów w twoich dłoniach.
Teraz powrócisz spoza zamętu ludzkich myśli,
Spoza dzikiej wrzawy głosów, które mówią o tobie.
Ja, który widziałem cię pośród rzeczy najpierwszych,
Byłem wściekły, gdy wymawiano twoje imię
W obskurnych spelunach.
I chciałbym, aby chłodne fale otuliły mój umysł,
I chciałbym, aby świat usechł jak martwy liść,
Czy jak nasiona z kokonu rozproszony został tak,
Abym znów mógł cię odnaleźć,
Samotną.
Ezra Pound
tłumaczenie Michał Popławski
więcej twórczości:
Pound Ezra
Martwa przyroda - Marek Skwarnicki
Martwa przyroda
Czasami wracam myślami
do okna na drugiej półkuli
i patrzę na drzewo
które traci liście
jeden po drugim
zanim wszystkich nie zdmuchnie północny wiatr.
Myślę
o rzeczywistej samotności człowieka
która nie jest wcale tak wielka
w porównaniu do martwej przyrody.
Mimo wszystko wierzymy
że ktoś może usłyszeć nasze zawodzenie.
A niczego tak bardzo nie pragnę
jak nadziei
że nie jesteśmy igraszką w ręku ślepca
który szaleje z nieszczęścia
w pustym wszechświecie.
Marek Skwarnicki
Czasami wracam myślami
do okna na drugiej półkuli
i patrzę na drzewo
które traci liście
jeden po drugim
zanim wszystkich nie zdmuchnie północny wiatr.
Myślę
o rzeczywistej samotności człowieka
która nie jest wcale tak wielka
w porównaniu do martwej przyrody.
Mimo wszystko wierzymy
że ktoś może usłyszeć nasze zawodzenie.
A niczego tak bardzo nie pragnę
jak nadziei
że nie jesteśmy igraszką w ręku ślepca
który szaleje z nieszczęścia
w pustym wszechświecie.
Marek Skwarnicki
więcej twórczości:
Skwarnicki Marek
Daj mi wstążkę błękitną - Cyprian Kamil Norwid
Daj mi wstążkę błękitną
Daj mi wstążkę błękitną - oddam ci ją
Bez opóźnienia...
Albo - daj mi cień twój z giętką twą szyją;
- Nie! nie chcę cienia.
Cień - zmieni się, gdy ku mnie skiniesz ręką,
Bo - on nie kłamie
Nic - od ciebie nie chce, śliczna panienko
Usuwam ramię...
Bywałem ja - od Boga nagrodzonym,
Rzeczą - mniej wielką:
Spadłym listkiem, do szyby przyklejonym,
Deszczu kropelką...
Cyprian Kamil Norwid
Daj mi wstążkę błękitną - oddam ci ją
Bez opóźnienia...
Albo - daj mi cień twój z giętką twą szyją;
- Nie! nie chcę cienia.
Cień - zmieni się, gdy ku mnie skiniesz ręką,
Bo - on nie kłamie
Nic - od ciebie nie chce, śliczna panienko
Usuwam ramię...
Bywałem ja - od Boga nagrodzonym,
Rzeczą - mniej wielką:
Spadłym listkiem, do szyby przyklejonym,
Deszczu kropelką...
Cyprian Kamil Norwid
więcej twórczości:
Norwid Cyprian Kamil
Odpływanie - Jalu Kurek
Odpływanie
Nie umarłem za młodu.
Wznoszę się harmonijnie ku śmierci
jak dym z własnego płomienia.
Dzień dobry, dzień dobry młodzieńcze,
iskro wstępująca.
Wszystkie moje myśli jak gałęzie drzewa
skierowane są od pnia w koronę.
Do szczytu wycieńczenia.
Dzień dobry, dzień dobry dziewczyno,
róża rozkwitła w kropli czerwonej.
Znam oszalały świat, sam byłem rwącym potokiem.
Rzeką nabrzmiałą ku bliskiemu morzu
zbliżam się nabierając głęboki krok za krokiem.
Dzień dobry wam, dzień dobry moi bliźni,
strugi życia cieknące z bliska i z daleka.
Człowiek jak ogień, jak drzewo, jak rzeka
mija w lotnej, nieustannej przemianie
nurkując z powrotem w głąb jak w łono matki.
Do widzenia najmilsi.
Do widzenia w oceanie.
Jalu Kurek
Nie umarłem za młodu.
Wznoszę się harmonijnie ku śmierci
jak dym z własnego płomienia.
Dzień dobry, dzień dobry młodzieńcze,
iskro wstępująca.
Wszystkie moje myśli jak gałęzie drzewa
skierowane są od pnia w koronę.
Do szczytu wycieńczenia.
Dzień dobry, dzień dobry dziewczyno,
róża rozkwitła w kropli czerwonej.
Znam oszalały świat, sam byłem rwącym potokiem.
Rzeką nabrzmiałą ku bliskiemu morzu
zbliżam się nabierając głęboki krok za krokiem.
Dzień dobry wam, dzień dobry moi bliźni,
strugi życia cieknące z bliska i z daleka.
Człowiek jak ogień, jak drzewo, jak rzeka
mija w lotnej, nieustannej przemianie
nurkując z powrotem w głąb jak w łono matki.
Do widzenia najmilsi.
Do widzenia w oceanie.
Jalu Kurek
więcej twórczości:
Kurek Jalu
Poszum ulewy... - Josif Brodski
Poszum ulewy...
Poszum ulewy ożywia i wieści
sławę mimozy, którą pył zaciera.
Wieczór rozcina dobę na dwie części,
jak tną nożyce ósemkę na zera.
Cyferblat w talii się zwęża i w parze
z gitarą jasne jest ich podobieństwo.
Tej, której wzrok się oparł na gitarze
gryf przypomina pukiel włosów gęstych.
Dłoń jej szal gładzi i prostuje fałdy.
Wystarczy dotknąć jej ramion czy włosów,
aby zadźwięczał głośniej smutek twardy
i nic innego wydobyć nie sposób.
Jesteśmy sami. I oprócz przykutych
do siebie wzajem naszych oczu w cieniu,
nic już ze sobą nas nie wiąże tutaj,
w zakratowanym ukośnie więzieniu.
Josif Brodski
przeł. (?)
Poszum ulewy ożywia i wieści
sławę mimozy, którą pył zaciera.
Wieczór rozcina dobę na dwie części,
jak tną nożyce ósemkę na zera.
Cyferblat w talii się zwęża i w parze
z gitarą jasne jest ich podobieństwo.
Tej, której wzrok się oparł na gitarze
gryf przypomina pukiel włosów gęstych.
Dłoń jej szal gładzi i prostuje fałdy.
Wystarczy dotknąć jej ramion czy włosów,
aby zadźwięczał głośniej smutek twardy
i nic innego wydobyć nie sposób.
Jesteśmy sami. I oprócz przykutych
do siebie wzajem naszych oczu w cieniu,
nic już ze sobą nas nie wiąże tutaj,
w zakratowanym ukośnie więzieniu.
Josif Brodski
przeł. (?)
więcej twórczości:
Brodski Josif
Tren spadkobierców - Jacek Kaczmarski
Tren spadkobierców
Teraz, kiedy leżysz w czółnie pod całunem
Z obolem ojczyzny pod głazem języka
Wszelka rozmowa jest już niemożliwa
Bo wielka wrzawa po tej stronie rzeki
Gasną subtelne odcienie milczenia
Grzmot fajerwerków tłumi światła strunę
Odpływasz w płaski wizerunek rycin,
Który umiałeś być Panem Cogito,
Miastem, pamięcią i śladem na śniegu
Więc jakiż z Ciebie partner dla nas - żywych
Niezakończonych, więc jeszcze wszechmocnych
Nienasyconych piołunem zdobyczy?
Będziemy zatem rozszarpywać schedę
Słów przemyślanych, myśli przebolałych
Każdy dla siebie, każdy podług siebie
Tak się zbroimy Twoim arsenałem
Przeciwko sobie i przeciwko Tobie
Bo tylu nas przecież jest - a spadek jeden
Zsiwiałe drzewo z korą krwi Marsjasza
Pójdzie na opał traktatów o sztuce
Wyjałowionych z pamięci i bólu
Wierność skrzywdzonym, która nie przebacza
Ale potrafi współczuć i rozumieć
Przyjmie służbę w sztabach prokonsulów
Co ulepione - będzie potrzaskane
Co ukochane - spłynie w zapomnienie
Co da się pożreć - zostanie pożarte
Tylko żurawia krzyk trwogi nad ranem
Obudzi czyjeś bezsilne cierpienie
Jedyne Złote Runo czegoś warte
Jacek Kaczmarski
więcej twórczości:
audio,
Kaczmarski Jacek
Zniszczenie - Charles Baudelaire
Zniszczenie
Miotający się ciągle Demon mnie okala
I płynie wokół wiatru nieuchwytnym drżeniem,
Połykam go i czuję, jak płuca mi spala
I napełnia je wiecznym, zbrodniczym pragnieniem.
Niekiedy, mej miłości dla Sztuki świadomy,
Przybiera kształt kobiety pełnej cudnych czarów
I podszeptem zwodniczym obłudnik kryjomy
Przyzwyczaja me usta do wstrętnych wywarów.
I daleko ode mnie już Boga źrenice!
On wiedzie złamanego znużeniem w granice,
Gdzie nudów kraj się ciągnie - pusty, niezbadany -
I rzuca w oczy moje, pełne przerażenia,
Splamione brudem szaty, ropiące się rany
I narzędzia skrwawione dzikiego zniszczenia.
Charles Baudelaire
tłum. tłum. Stanisław Korab - Brzozowski
Miotający się ciągle Demon mnie okala
I płynie wokół wiatru nieuchwytnym drżeniem,
Połykam go i czuję, jak płuca mi spala
I napełnia je wiecznym, zbrodniczym pragnieniem.
Niekiedy, mej miłości dla Sztuki świadomy,
Przybiera kształt kobiety pełnej cudnych czarów
I podszeptem zwodniczym obłudnik kryjomy
Przyzwyczaja me usta do wstrętnych wywarów.
I daleko ode mnie już Boga źrenice!
On wiedzie złamanego znużeniem w granice,
Gdzie nudów kraj się ciągnie - pusty, niezbadany -
I rzuca w oczy moje, pełne przerażenia,
Splamione brudem szaty, ropiące się rany
I narzędzia skrwawione dzikiego zniszczenia.
Charles Baudelaire
tłum. tłum. Stanisław Korab - Brzozowski
więcej twórczości:
Baudelaire Charles
Metafizyka - Bolesław Leśmian
Metafizyka (fragment)
Kraina, gdzie żyć łatwiej i konać mniej trudno,
Gdzie wieczność już nietajnie wystawa na straży
Trosk doczesnych, — gdzie bardziej jest bosko, niż ludno,
gdzie każdy za wszystkich nie cierpi — lecz marzy.
Są tu sady bez wyjścia, i groble, nad szybą
Owej rzeki wyśnione, co kiedyś wytryśnie,
niejeden tu pałac w zagąszczu ci błyśnie.
Godny tego, by nie był niczyją siedzibą!
Są tu w lasach mrowiska, wzniesione nad drogą.
Gdzie wre praca snów rojnych — odwieczna i bratnia,
I jest tu owa cisza błękitna, ostatnia
Z tych, co jeszcze na uśmiech zdobywać się mogą...
Bolesław Leśmian
Kraina, gdzie żyć łatwiej i konać mniej trudno,
Gdzie wieczność już nietajnie wystawa na straży
Trosk doczesnych, — gdzie bardziej jest bosko, niż ludno,
gdzie każdy za wszystkich nie cierpi — lecz marzy.
Są tu sady bez wyjścia, i groble, nad szybą
Owej rzeki wyśnione, co kiedyś wytryśnie,
niejeden tu pałac w zagąszczu ci błyśnie.
Godny tego, by nie był niczyją siedzibą!
Są tu w lasach mrowiska, wzniesione nad drogą.
Gdzie wre praca snów rojnych — odwieczna i bratnia,
I jest tu owa cisza błękitna, ostatnia
Z tych, co jeszcze na uśmiech zdobywać się mogą...
Bolesław Leśmian
więcej twórczości:
Leśmian Bolesław
Ekstaza (fragment) - John Donne
Ekstaza (fragment)
Każdej oddzielnej duszy sedno
Zmieszanych rzeczy jest obrazem;
Miłość dwie dusze miesza w jedną,
Która jest tą i tamtą razem.
Przesadź fijołka na rabatki,
A w mocy, wzroście, barwie swojej,
Choć przedtem kusy był i rzadki,
Wnet się podwoi i potroi.
Tak też, gdy miłość dystans zmniejsza
Między duszami dwiema, z wolna
Rodzi się jedna, lecz silniejsza,
Od wad samotnej duszy wolna.
Kto kocha zaś, ten jest świadomy,
Że w nowej duszy nic nie straci,
Bo jej składniki, jej atomy,
To dusze w dawnej swej postaci.
Lecz czemuż nie mieć ciał w pamięci,
Co nasze są, choć nie są nami?
My — duchem, co sferami kręci,
One — naszymi są sferami.
To ciała wpierw nam udzieliły
Nas samych — wdzięczni bądźmy zatem;
Są, dając nam swych zmysłów siły,
Nie żużlem, lecz amalgamatem.
Wpływ niebios działa na człowieka,
Gdy wpierw na świecie się odbije;
Podobnie każda z dusz przecieka
W inną, choć pierwej w ciele żyje.
Jak krew w swej pracy równomiernej
Tworzy duchowe uniesienia,
Dzierzgając w ciele ten misterny
Węzeł, co nas w człowieka zmienia —
Tak czysta miłość się tłumaczy
Na afekt, by ją zrozumiała
Dziedzina zmysłów — bo inaczej
Duch byłby księciem w lochu ciała.
Wróćmy do ciał: niech oczom ludzi
Miłość objawi swą potęgę;
W duszach się cud kochania budzi,
Lecz w ciele miłość ma swą księgę.
I jeśli ktoś, sam zakochany,
Podsłyszał dusz dwugłose rymy,
Niech baczy dalej: żadnej zmiany
Nie znajdzie, gdy do ciał wrócimy.
John Donne
przełożył Stanisław Barańczak
Każdej oddzielnej duszy sedno
Zmieszanych rzeczy jest obrazem;
Miłość dwie dusze miesza w jedną,
Która jest tą i tamtą razem.
Przesadź fijołka na rabatki,
A w mocy, wzroście, barwie swojej,
Choć przedtem kusy był i rzadki,
Wnet się podwoi i potroi.
Tak też, gdy miłość dystans zmniejsza
Między duszami dwiema, z wolna
Rodzi się jedna, lecz silniejsza,
Od wad samotnej duszy wolna.
Kto kocha zaś, ten jest świadomy,
Że w nowej duszy nic nie straci,
Bo jej składniki, jej atomy,
To dusze w dawnej swej postaci.
Lecz czemuż nie mieć ciał w pamięci,
Co nasze są, choć nie są nami?
My — duchem, co sferami kręci,
One — naszymi są sferami.
To ciała wpierw nam udzieliły
Nas samych — wdzięczni bądźmy zatem;
Są, dając nam swych zmysłów siły,
Nie żużlem, lecz amalgamatem.
Wpływ niebios działa na człowieka,
Gdy wpierw na świecie się odbije;
Podobnie każda z dusz przecieka
W inną, choć pierwej w ciele żyje.
Jak krew w swej pracy równomiernej
Tworzy duchowe uniesienia,
Dzierzgając w ciele ten misterny
Węzeł, co nas w człowieka zmienia —
Tak czysta miłość się tłumaczy
Na afekt, by ją zrozumiała
Dziedzina zmysłów — bo inaczej
Duch byłby księciem w lochu ciała.
Wróćmy do ciał: niech oczom ludzi
Miłość objawi swą potęgę;
W duszach się cud kochania budzi,
Lecz w ciele miłość ma swą księgę.
I jeśli ktoś, sam zakochany,
Podsłyszał dusz dwugłose rymy,
Niech baczy dalej: żadnej zmiany
Nie znajdzie, gdy do ciał wrócimy.
John Donne
przełożył Stanisław Barańczak
więcej twórczości:
Donne John
Subskrybuj:
Posty (Atom)























