***
(villanella)
Czas, Przestrzeń oraz Liczba
Z czarnego spadły firmamentu
W morze, co mroczne i bez ruchu.
Całun z ciszy i cienia,
Noc całkiem wymazuje
Czas, Przestrzeń oraz Liczbę.
Jak ciężki i milczący gruz,
Duch wpada w śpiącą pustkę,
W morze, co mroczne i bez ruchu.
W nim, z nim, wszystko tonie,
Pamięć, marzenie, uczucie,
Czas, Przestrzeń oraz Liczba
W morzu, co mroczne i bez ruchu.
Charles Leconte de Lisle
tłum. Krystyna Wojtynek-Musik
Z motywów astralnych - Anna Frajlich
![]() |
| Dariusz Twardoch |
Czy ja ciebie odnalazłam
czy ty mnie
- postrzępione gwiazdy astrów na straganie -
wczesna jesień
czystsze noce
krótsze dnie
i to samo rozstawanie rozstawanie
i ten lęk odwieczny
cudzy chociaż nasz
gdy od astry się do astry świt przechyla
ile dni
pytamy nieraz
ile lat
a to tylko była chwila jedna chwila...
Anna Frajlich
więcej twórczości:
Frajlich Anna
O książce (fragment) - Czesław Miłosz
O książce
(fragment)
Gdzież jest miejsce dla ciebie
w tym wieku zamętu,
książko mądra, spokojna, stopie elementów
pogodzonych na wieki spojrzeniem artysty?
Już nam z twoich kart nigdy nie zaświeci mglisty
wieczór na cichych wodach,
jak w prozie Conrada,
ani chórem Faustowskim niebo nie zagada
i czoła zapomniany dawno wiersz Hafisa
chłodem swoim nie dotknie, głów nie ukołysze,
ani Norwid surowe nam odkryje prawa
dziejów, które czerwona przesłania kurzawa.
...
Wawrzyn jest niedostępny nam,
świadomym kary,
jaką czas tym wyznacza, którzy pokochali
doczesność, ogłuszoną hałasem metali.
Więc sławę nam znaczono stworzyć
- bezimienną,
jak okrzyk pożegnalny odchodzących
- w ciemność.
Czesław Miłosz
(fragment)
Gdzież jest miejsce dla ciebie
w tym wieku zamętu,
książko mądra, spokojna, stopie elementów
pogodzonych na wieki spojrzeniem artysty?
Już nam z twoich kart nigdy nie zaświeci mglisty
wieczór na cichych wodach,
jak w prozie Conrada,
ani chórem Faustowskim niebo nie zagada
i czoła zapomniany dawno wiersz Hafisa
chłodem swoim nie dotknie, głów nie ukołysze,
ani Norwid surowe nam odkryje prawa
dziejów, które czerwona przesłania kurzawa.
...
Wawrzyn jest niedostępny nam,
świadomym kary,
jaką czas tym wyznacza, którzy pokochali
doczesność, ogłuszoną hałasem metali.
Więc sławę nam znaczono stworzyć
- bezimienną,
jak okrzyk pożegnalny odchodzących
- w ciemność.
Czesław Miłosz
więcej twórczości:
Miłosz Czesław
Kostka domina (9) - Janusz Kryszak
Kostka domina (9)
Tyle ludzkich spojrzeń, tyle zachwytów,
tyle składnie lub nieskładnie
wyrażanego podziwu.
Głośno i w milczeniu.
A przecież to tylko
połyskująca kruchym światłem woda jeziora,
kilka odcieni zieleni
i gonitwy perkozów o świcie.
Jakby w chmurze odbity obraz tego, co
prawdziwie dotknąć można dopiero
na tamtej drugiej ziemi.
Janusz Kryszak
Tyle ludzkich spojrzeń, tyle zachwytów,
tyle składnie lub nieskładnie
wyrażanego podziwu.
Głośno i w milczeniu.
A przecież to tylko
połyskująca kruchym światłem woda jeziora,
kilka odcieni zieleni
i gonitwy perkozów o świcie.
Jakby w chmurze odbity obraz tego, co
prawdziwie dotknąć można dopiero
na tamtej drugiej ziemi.
Janusz Kryszak
więcej twórczości:
Kryszak Janusz
Kuszony jestem urodą śmierci - Bogdan Czaykowski
Kuszony jestem urodą śmierci
Kuszony jestem urodą śmierci
nie żałuję umarłych
wchodzą cicho w głębsze związki
z nieludzką materią
ich światło
zbiega się w jeden punkt
ciemności
i nieskończenie rozprasza
ich modus bytu
jest naturalny
żałuję żyjących zmordowanych
tak trudno im się przemieszczać
w wyobraźni
nie znają socjologii śmierci
ani biochemii nieostatecznej przemiany
gdy wszystko jest do odkrycia
nie żałujmy umarłych
idźmy w ziemię
z otwartymi oczami
niech nam nie kładą monet
na powiekach
Bogdan Czaykowski
Kuszony jestem urodą śmierci
nie żałuję umarłych
wchodzą cicho w głębsze związki
z nieludzką materią
ich światło
zbiega się w jeden punkt
ciemności
i nieskończenie rozprasza
ich modus bytu
jest naturalny
żałuję żyjących zmordowanych
tak trudno im się przemieszczać
w wyobraźni
nie znają socjologii śmierci
ani biochemii nieostatecznej przemiany
gdy wszystko jest do odkrycia
nie żałujmy umarłych
idźmy w ziemię
z otwartymi oczami
niech nam nie kładą monet
na powiekach
Bogdan Czaykowski
więcej twórczości:
Czaykowski Bogdan
Zmierzch zimą - William S. Merwin
Zmierzch zimą
Słońce zachodzi w zimnie bez przyjaciół,
Bez wyrzutów, po tym co dla nas zrobiło.
Zachodzi nie wierząc w nic.
Kiedy zaszło, słyszę, jak biegnie za nim strumyk,
Wziął ze sobą swój flecik, bo droga daleka.
William S. Merwin
przełożył Czesław Miłosz
Słońce zachodzi w zimnie bez przyjaciół,
Bez wyrzutów, po tym co dla nas zrobiło.
Zachodzi nie wierząc w nic.
Kiedy zaszło, słyszę, jak biegnie za nim strumyk,
Wziął ze sobą swój flecik, bo droga daleka.
William S. Merwin
przełożył Czesław Miłosz
więcej twórczości:
Merwin William Stanley
Noc, kiedy na południu nad nim czuwali - Jorge Luis Borges
Noc, kiedy na południu nad nim czuwali
W wyniku czyjejś śmierci
- tajemnicy, której brakującej imię posiadam, której realności
nie obejmujemy -
jest aż do świtu otwarty dom na Południu,
nieznajomy dom, który nie jest mi przeznaczone
po raz drugi zobaczyć, lecz który oczekuje mnie tej nocy
z rozbudzającym światłem w szczytowych godzinach snu,
dom zmizerowany od nieszczęśliwych wieczorów, inny,
drobiazgowy w swej rzeczywistości.
Ku temu domowi, ku jego czuwaniu grawitującemu do śmierci podążam
ulicami elementarnymi jak wspomnienia,
poprzez obfity nocny czas,
bez innych słyszalnych śladów życia
poza włóczącymi się mężczyznami z dzielnicy obok
nie oświetlonego sklepu
i czyjegoś samotnego w świecie gwizdania.
Będąc posiadaczem oczekiwania, powolnym marszem
docieram do tej ulicy i tego domu, i tych realnych drzwi
przeze mnie poszukiwanych
i przyjmują mnie ludzie zmuszeni do powagi,
którzy dzielili te same lata, co moi dziadkowie,
i zrównujemy nasze losy w izbie do tego celu podatnej,
spoglądającej na patio
- patio, będące pod władzą i nienaruszalnością nocy -
i mówimy, bo rzeczywistość jest ponad, o sprawach obojętnych,
i jesteśmy zdegustowani, i srebrzyści-argentyńscy w lustrzanym odbiciu,
i rozdzielana mate mierzy daremne godziny.
Wzruszają mnie drobne mądrości,
które przepadają wraz ze śmiercią człowieka
- nawyk jakichś książek, jakiegoś klucza, jakiegoś ciała pośród innych ciał -
rytm nie do odzyskania, którym świat darzył go
z konieczności i przyjaźni.
Ja wiem, że każdy przywilej, choćby mroczny, wywodzi się z cudu,
a niemałym przywilejem jest uczestnictwo w tym czuwaniu
odbywającym się wokół tego, czego się nie wie: Zmarłego,
odbywającym się, żeby odseparować lub zachować jego pierwszą w śmierci noc.
(Czuwanie niszczy twarze;
oczy umierają nam na wysokości jak Jezus)
A umarły, ten niewiarygodny?
Jego realność jest pod kwiatami, które od niego różnią się,
a jego śmiertelna gościnność da nam
jedno wspomnienie więcej dla czasu
i dla sentencjonalnych ulic Południa, aby zasłużyć na powolne po nich kroczenie,
i dla powracającego ciemnego powiewu przez czoło,
i dla nocy, która od największego niepokoju nas wyzwala:
rozwlekłości tego, co rzeczywiste.
Jorge Luis Borges
przełożył Edward Stachura
W wyniku czyjejś śmierci
- tajemnicy, której brakującej imię posiadam, której realności
nie obejmujemy -
jest aż do świtu otwarty dom na Południu,
nieznajomy dom, który nie jest mi przeznaczone
po raz drugi zobaczyć, lecz który oczekuje mnie tej nocy
z rozbudzającym światłem w szczytowych godzinach snu,
dom zmizerowany od nieszczęśliwych wieczorów, inny,
drobiazgowy w swej rzeczywistości.
Ku temu domowi, ku jego czuwaniu grawitującemu do śmierci podążam
ulicami elementarnymi jak wspomnienia,
poprzez obfity nocny czas,
bez innych słyszalnych śladów życia
poza włóczącymi się mężczyznami z dzielnicy obok
nie oświetlonego sklepu
i czyjegoś samotnego w świecie gwizdania.
Będąc posiadaczem oczekiwania, powolnym marszem
docieram do tej ulicy i tego domu, i tych realnych drzwi
przeze mnie poszukiwanych
i przyjmują mnie ludzie zmuszeni do powagi,
którzy dzielili te same lata, co moi dziadkowie,
i zrównujemy nasze losy w izbie do tego celu podatnej,
spoglądającej na patio
- patio, będące pod władzą i nienaruszalnością nocy -
i mówimy, bo rzeczywistość jest ponad, o sprawach obojętnych,
i jesteśmy zdegustowani, i srebrzyści-argentyńscy w lustrzanym odbiciu,
i rozdzielana mate mierzy daremne godziny.
Wzruszają mnie drobne mądrości,
które przepadają wraz ze śmiercią człowieka
- nawyk jakichś książek, jakiegoś klucza, jakiegoś ciała pośród innych ciał -
rytm nie do odzyskania, którym świat darzył go
z konieczności i przyjaźni.
Ja wiem, że każdy przywilej, choćby mroczny, wywodzi się z cudu,
a niemałym przywilejem jest uczestnictwo w tym czuwaniu
odbywającym się wokół tego, czego się nie wie: Zmarłego,
odbywającym się, żeby odseparować lub zachować jego pierwszą w śmierci noc.
(Czuwanie niszczy twarze;
oczy umierają nam na wysokości jak Jezus)
A umarły, ten niewiarygodny?
Jego realność jest pod kwiatami, które od niego różnią się,
a jego śmiertelna gościnność da nam
jedno wspomnienie więcej dla czasu
i dla sentencjonalnych ulic Południa, aby zasłużyć na powolne po nich kroczenie,
i dla powracającego ciemnego powiewu przez czoło,
i dla nocy, która od największego niepokoju nas wyzwala:
rozwlekłości tego, co rzeczywiste.
Jorge Luis Borges
przełożył Edward Stachura
więcej twórczości:
Borges Jorge Luis
Co z tego? - William Butler Yeats
Co z tego?
Że będzie sławny, o tym wiedziano już w szkole:
Dla współuczniów był więcej niż zwykłym kolegą;
Więc cel sobie wytyczył i wytężał wolę,
Młodzieńcze lata spędził w znoju i mozole;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"
Książki, które napisał, znikały spod lady,
Po iluś latach zdobył bez trudu większego
Dość pieniędzy, by co dzień móc jadać obiady,
I przyjaciół w potrzebie nie skąpiących rady;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"
Spełnił mu się nareszcie każdy sen szczęśliwy -
Miał żonę, córkę, syna, dom i ptaków świergot
W ogródku, gdzie mógł sadzić kapustę i śliwy,
Wokół siebie - poetów orszak hałaśliwy;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"
"Spełniłem swe zadanie - pomyślał na starość. -
Zgodnie z dziecinnym planem całe życie zbiegło;
Choć głupcy się wściekali, wykazałem stałość
I w czymś tam osiągnąłem przecież doskonałość";
Ale duch jeszcze głośniej zaśpiewał: "Co z tego?"
William Butler Yeats
przekład: Stanisław Barańczak
Że będzie sławny, o tym wiedziano już w szkole:
Dla współuczniów był więcej niż zwykłym kolegą;
Więc cel sobie wytyczył i wytężał wolę,
Młodzieńcze lata spędził w znoju i mozole;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"
Książki, które napisał, znikały spod lady,
Po iluś latach zdobył bez trudu większego
Dość pieniędzy, by co dzień móc jadać obiady,
I przyjaciół w potrzebie nie skąpiących rady;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"
Spełnił mu się nareszcie każdy sen szczęśliwy -
Miał żonę, córkę, syna, dom i ptaków świergot
W ogródku, gdzie mógł sadzić kapustę i śliwy,
Wokół siebie - poetów orszak hałaśliwy;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"
"Spełniłem swe zadanie - pomyślał na starość. -
Zgodnie z dziecinnym planem całe życie zbiegło;
Choć głupcy się wściekali, wykazałem stałość
I w czymś tam osiągnąłem przecież doskonałość";
Ale duch jeszcze głośniej zaśpiewał: "Co z tego?"
William Butler Yeats
przekład: Stanisław Barańczak
więcej twórczości:
Yeats William Butler
Kwiat nocy - Joseph von Eichendorff
Kwiat nocy
Noc jest jak spokojne morze,
Radość, miłość, smutek, żal
Pomieszane się zjawiają
W cichych uderzeniach fal.
A pragnienia są jak chmury,
Żeglujące niebem mgły.
Któż rozpozna w cichym wietrze,
Czy to myśli są, czy sny?
Nawet gdy zamykam usta
I nie sięga skarga gwiazd,
Lekko biją w głębi serca
Ciche uderzenia fal.
Joseph von Eichendorff
przełożył Andrzej Lam
Noc jest jak spokojne morze,
Radość, miłość, smutek, żal
Pomieszane się zjawiają
W cichych uderzeniach fal.
A pragnienia są jak chmury,
Żeglujące niebem mgły.
Któż rozpozna w cichym wietrze,
Czy to myśli są, czy sny?
Nawet gdy zamykam usta
I nie sięga skarga gwiazd,
Lekko biją w głębi serca
Ciche uderzenia fal.
Joseph von Eichendorff
przełożył Andrzej Lam
PS. Dziękuję:)
więcej twórczości:
Eichendorff Joseph
Zobacz - Zbigniew Herbert
![]() |
| Kaarol Bąk |
Błękit zimny jak kamień, o który ostrzą skrzydła
Aniołowie wyniośli i bardzo nieziemscy
Idąc po szczeblach blasku i po głazach cienia
Zapadają się z wolna w urojone niebo
Lecz po chwili wychodzą jeszcze bardziej bladzi
Po tamtej stronie nieba po tamtej stronie oczu
Nie mów że to nieprawda że nie ma aniołów
Pogrążona w sadzawce leniwego ciała
Ty która widzisz wszystko w kolorze swych oczu
I stajesz syta świata - na granicy rzęs
Zbigniew Herbert
więcej twórczości:
Herbert Zbigniew
Dusza - Jules Supervielle
Dusza
Skoro trwa ponad morza wrzawą, piany pasmem.
Albo przez szparę igły swobodnie przenika,
Podobnie, jak nakrywa wierzchołki najwyższe
Tumanem jasnym;
Skoro jak chłopiec młody, jak dziewczyna śpiewa.
Lśni z dala albo z bliska, gdy wyrazy kreślę,
Świeca lub gwiazda w mroczne zaplątana drzewa,
Nienaumyślnie;
Skoro płynie od ciebie do mnie, tak niczyja,
Na wietrze, niewidzialna, gniazdo lotne ściele,
Bez drgnienia jej szukajmy w tę noc, przyjaciele,
Skoro szmer najdrobniejszy, póki trwa, zabija.
Jules Supervielle
przełożył Stefan Napierski
Skoro trwa ponad morza wrzawą, piany pasmem.
Albo przez szparę igły swobodnie przenika,
Podobnie, jak nakrywa wierzchołki najwyższe
Tumanem jasnym;
Skoro jak chłopiec młody, jak dziewczyna śpiewa.
Lśni z dala albo z bliska, gdy wyrazy kreślę,
Świeca lub gwiazda w mroczne zaplątana drzewa,
Nienaumyślnie;
Skoro płynie od ciebie do mnie, tak niczyja,
Na wietrze, niewidzialna, gniazdo lotne ściele,
Bez drgnienia jej szukajmy w tę noc, przyjaciele,
Skoro szmer najdrobniejszy, póki trwa, zabija.
Jules Supervielle
przełożył Stefan Napierski
więcej twórczości:
Supervielle Jules
Chwiejna istnienia - Helena Raszka
![]() |
| Laura Sava |
Chwalę prostotę,
chociaż sny moje
szalejące barwami w galopie
przewalają się tłumem
przez noce.
Biorę rekompensatę
za chudy portfel
dziennych zdarzeń.
W podsumowaniu
dana mi jest
przewrotna równowaga.
Może dlatego
uporczywie wierzę
w
złoty środek.
Wyprowadzam go z początku,
z końca
i z każdego punktu
chwiejnej istnienia.
Helena Raszka
więcej twórczości:
Raszka Helena
Historia białopiennego źródła - Tymoteusz Karpowicz
Historia białopiennego źródła
Wojciech Siudmak
(fragment poematu)
Joanna d arc dziewica la pucelle wbrew voltairowi białostopa
szła by gołębia napoić co znosił chrust w dzień upalny na
trzydziesty pierwszy maja i przez ceglaną powiekę rouen
widzi
nie widzi w jej wiosce domremy druga joanna d arc całuje
piwowara i kładzie się w pokrzywy wtedy szmelcowany
pancerz
miecz chromowany jest jak zbawienie i trzeba wojny trzeba
śmierci by pancerzowi nie było samotnie z gorącym ciałem
łaskotaniem włosów i zanim schiller jungfrau von orleans to
przecież patrząc na zabiegi kata miłość Joanny istniała w
pokrzywach nie tylko pszczoły nabijały żądła lecz poparzone
dziewczęta swe uda dawały lizać pienistemu słońcu i stojąc w
środku gryzącego stosu joanna nie wie czy to pierwsza
miłość
czy tylko przyszła po prostu śmierć pierwsza
Tymoteusz Karpowicz
więcej twórczości:
Karpowicz Tymoteusz
Internet - Włodzimierz Holsztyński
internet
z transu potok lawy wierszy o maryśce
zakończył się oświadczeniem narzeczonego
o samobójstwie autorki dostał wyrazy współczucia
od wielu uczestników listy
a gdy padły pytania o miejscowość adres ogłoszenie
w gazecie narzeczony wciąż z konta dziewczyny
ogłosił że też kończy z życiem
konto zostało zablokowane jeszcze zanim
lista szalonych poetów przestała funkcjonować
ucichły płacze dzieci porady pociechy śmiech
zaginął ślad po poezji
o maryśce
Włodzimierz Holsztyński
z transu potok lawy wierszy o maryśce
zakończył się oświadczeniem narzeczonego
o samobójstwie autorki dostał wyrazy współczucia
od wielu uczestników listy
a gdy padły pytania o miejscowość adres ogłoszenie
w gazecie narzeczony wciąż z konta dziewczyny
ogłosił że też kończy z życiem
konto zostało zablokowane jeszcze zanim
lista szalonych poetów przestała funkcjonować
ucichły płacze dzieci porady pociechy śmiech
zaginął ślad po poezji
o maryśce
Włodzimierz Holsztyński
więcej twórczości:
Holsztyński Włodzimierz
Zieleń Pełna Ech - William Blake
Zieleń Pełna Ech
Naszą radość w zieleni
Pełnej ech, pełnej pieśni.
Jan od swej głowy siwej
Śmiechem troskę odgoni.
Gwarzą starcy pod dębem.
„Tak bawiono się ongi —
Powiadają — w tych naszych
Pięknych latach minionych,
Gdyśmy chłopcami byli.
Igraliśmy jak oni!
Wtedy wszyscy widzieli
Naszą radość w zieleni
Pełnej ech, pełnej pieśni."
Już się dzieci zmęczyły.
Słońce za bór zapada.
Skończyły się zabawy,
Skończyła się i radość.
Do kolan matek biegną
Siostrzyczki braciszkowie
Jak te ptaki do gniazda,
Jak te ptaki w dąbrowie.
Już nikt się nie weseli
Już nie ma tej zieleni
Pełnej ech, pełnej pieśni.
William Blake
przełożył Zygmunt Kubiak
Naszą radość w zieleni
Pełnej ech, pełnej pieśni.
Jan od swej głowy siwej
Śmiechem troskę odgoni.
Gwarzą starcy pod dębem.
„Tak bawiono się ongi —
Powiadają — w tych naszych
Pięknych latach minionych,
Gdyśmy chłopcami byli.
Igraliśmy jak oni!
Wtedy wszyscy widzieli
Naszą radość w zieleni
Pełnej ech, pełnej pieśni."
Już się dzieci zmęczyły.
Słońce za bór zapada.
Skończyły się zabawy,
Skończyła się i radość.
Do kolan matek biegną
Siostrzyczki braciszkowie
Jak te ptaki do gniazda,
Jak te ptaki w dąbrowie.
Już nikt się nie weseli
Już nie ma tej zieleni
Pełnej ech, pełnej pieśni.
William Blake
przełożył Zygmunt Kubiak
więcej twórczości:
Blake William
Marzenie miłosne - Stanisław Czycz
![]() |
| Francis Bacon |
Zabawy których nie znacie
Bo mimo wszystko
czasem
na moment
nagle jakby brak mi powodów
do mojej nieustającej radości
Wtedy w smutku jak w zaćmieniu
pozwalam przychodzić jaśniejącej
Gdy już nie mogę inaczej wyjść z nagłych przygasań
pozwalam ci przychodzić Inka
I wstaje słońce
Jego gorące fale
stulasz w złote objęcia rąk
w całujące usta
powoli
uśmiechasz się
nagle
uśmiechasz się
W i d z ę c z e r w o n e z ę b y
jakieś miękkie zęby poruszające się w oddechach
widzę
To jest nawet dość ładne
walę pięścią w twarz w zęby
kopię
i
krztuszę się w tych kopnięciach pluję krwią
i szczerzę wyłamywane oddechami zęby
śmieję się
I pozwalam ci przychodzić Inka
Stanisław Czycz
więcej twórczości:
Czycz Stanisław
Białe południe - Stanisław Czycz
Białe południe
Błyszczenie śniegu
Młoda kobieta idzie ze swym dzieckiem
na moście
pod słońce
Uśmiech kobiety
Siedzę przy stole pod oknem
Przy piecu gdzie śpiewa sagan
matka obiera ziemniaki
Jak łatwo
szybko
natychmiast może buchnąć rozpacz
obłęd
Wystarczy żeby teraz dziecko spadło w huczącą przerębel
Wystarczy żebym poderżnął sobie gardło nożem
który wbiłem w stół i nóż drży jak lśniąca kropla
w jego drganiach zbliżonej twarzy odbity blask
czerwonawo ścieka po ostrzu
i drgania mierzą czas
lęk
i matka nagle się odwraca drżą jej ręce
i na moście spod nóg dziecka
wielki nawis śniegu obrywa się spada
chwila
Więc cóż macie
cóż wy macie kochający
Miłość to lęk
Lęk
Więc kocham ogromnie
świat
który świeci jak kropla
kropla jak wbity nóż odbijająca miliony twarzy
blaski twarzy ściekające w drganiach
kropla cieknąca przez czas jak po ostrzu
pełna barwnych świateł w których zasypiam w których wstaję
patrzę
(to jest ta gorąca miłość świata)
patrzę
spadnie czy nie spadnie
Świeci w mrozach wiatrach
w nagłych słońcach
błysk Ktoś jaskrawy nóż wzniósł
i gwałtowna para
gaz parzący czerwono smaga wzrok i mózg
Białe południe Popatrz
Dziecko już za mostem schyla się
podnosi dużą kulę śniegu jak jasną lampę
Popatrz Białe południe
Stanisław Czycz
Błyszczenie śniegu
Młoda kobieta idzie ze swym dzieckiem
na moście
pod słońce
Uśmiech kobiety
Siedzę przy stole pod oknem
Przy piecu gdzie śpiewa sagan
matka obiera ziemniaki
Jak łatwo
szybko
natychmiast może buchnąć rozpacz
obłęd
Wystarczy żeby teraz dziecko spadło w huczącą przerębel
Wystarczy żebym poderżnął sobie gardło nożem
który wbiłem w stół i nóż drży jak lśniąca kropla
w jego drganiach zbliżonej twarzy odbity blask
czerwonawo ścieka po ostrzu
i drgania mierzą czas
lęk
i matka nagle się odwraca drżą jej ręce
i na moście spod nóg dziecka
wielki nawis śniegu obrywa się spada
chwila
Więc cóż macie
cóż wy macie kochający
Miłość to lęk
Lęk
Więc kocham ogromnie
świat
który świeci jak kropla
kropla jak wbity nóż odbijająca miliony twarzy
blaski twarzy ściekające w drganiach
kropla cieknąca przez czas jak po ostrzu
pełna barwnych świateł w których zasypiam w których wstaję
patrzę
(to jest ta gorąca miłość świata)
patrzę
spadnie czy nie spadnie
Świeci w mrozach wiatrach
w nagłych słońcach
błysk Ktoś jaskrawy nóż wzniósł
i gwałtowna para
gaz parzący czerwono smaga wzrok i mózg
Białe południe Popatrz
Dziecko już za mostem schyla się
podnosi dużą kulę śniegu jak jasną lampę
Popatrz Białe południe
Stanisław Czycz
więcej twórczości:
Czycz Stanisław
Zaproście mnie do stołu - Włodzimierz Szymanowicz
Zaproście mnie do stołu
Zaproście mnie do stołu
zróbcie mi miejsce między wami.
Wspominajcie sobie trudne lata,
powiedzcie otwarcie co serdecznie boli,
może znajdzie się między wami wojażer
opowie zadziwiająco o barwnych egzotycznych krajach.
Ileż to razy będziemy wstawać
wznosząc uroczyste toasty,
po ilekroć zadrży stół od śmiesznych powiedzonek.
Zaśpiewamy wspólnie stare bliskie pieśni
a potem usadowieni wygodnie w skórzanych fotelach
zasłuchamy się w fortepianowe pasaże.
Tu za drzwiami podle i samotnie
zaproście mnie do stołu.
Włodzimierz Szymanowicz
więcej twórczości:
audio,
Szymanowicz Włodzimierz
Obrazek z Watteau - Włodzimierz Szymanowicz
![]() |
| Jean Antoine Watteau |
Klawesyn przypomniał chwilkę z Watteau
gdzie bachanalia dworskie wśród klonów
Damom aż zmarzły paluszki bo chłód
W konwersacyjej nie brak urzeczeń
Nad złotą łąką w pierwszym słońcu co
zatopiona w stawie wśród łabędzi
Nad złotą łąką w pierwszym słońcu co
zatopione w stawie wśród łabędzi
Miedzią migoce w wyobraźni mej
klonowy liść w kamiennym pucharze
klonowy liść w kamiennym pucharze
w parku szelestach obrazek z Watteau
Włodzimierz Szymanowicz
więcej twórczości:
Szymanowicz Włodzimierz
Mów mi ty - Włodzimierz Szymanowicz
Mów mi ty
I tak słyszałem już
że urlop nudny jest
i wiem że wpadasz w trans
gdy Elvis wznosi brew
lecz mam do Ciebie prośbę
spełnij moje sny
no chodź i mów mi ty
Mów proszę o księżycu
jak jasno teraz lśni
i mów co o mnie wiesz
choć znamy się dwa dni
spójrz jak w srebrze gwiazd
toń jeziora śpi
lecz błagam mów mi ty
O, bądź łaskawsza dla mnie miła
spełnij moje sny
znajdź się więc bo pójdę stąd
zostawię gorzkie łzy
Bo to to to to to jest do mnie klucz
jak rybka bądź płotka lub leszcz
na haczyk ten się złów
ach kiedy podasz dłoń
spełnisz moje sny
no chodź i mów mi ty
Włodzimierz Szymanowicz
I tak słyszałem już
że urlop nudny jest
i wiem że wpadasz w trans
gdy Elvis wznosi brew
lecz mam do Ciebie prośbę
spełnij moje sny
no chodź i mów mi ty
Mów proszę o księżycu
jak jasno teraz lśni
i mów co o mnie wiesz
choć znamy się dwa dni
spójrz jak w srebrze gwiazd
toń jeziora śpi
lecz błagam mów mi ty
O, bądź łaskawsza dla mnie miła
spełnij moje sny
znajdź się więc bo pójdę stąd
zostawię gorzkie łzy
Bo to to to to to jest do mnie klucz
jak rybka bądź płotka lub leszcz
na haczyk ten się złów
ach kiedy podasz dłoń
spełnisz moje sny
no chodź i mów mi ty
Włodzimierz Szymanowicz
PS. Dziękuję:)
więcej twórczości:
Szymanowicz Włodzimierz
Nad Jesieninem - Włodzimierz Szymanowicz
![]() |
| fot. BE&W "Gazeta wyborcza" - Isadora Duncan |
Ta alpejska wódka powiała fiołkiem
smagnęło przełyk górskim powietrzem
bo rozcieńczona alpejskim potokiem
co mroźną pianą pryska na wietrze
Pijmy, najmilszy, jeszcze jedną duszkiem
a ja popatrzę przez zielone szkło
zieloną murawą przemokną spodnie
rozsłoneczni się nostalgia jak dzwon
Ech, Jesienin, Jesienin, mój brzozowy Jesienin
przynieś jabłka w malowanej skrzyni
nam za mało złotej matki-jesieni
plujem życiem jak pestką od dyni
Włodzimierz Szymanowicz
więcej twórczości:
Szymanowicz Włodzimierz
Rozplatam - Izabela Joanna Bożek
Rozplatam
Maja Berezowska
rozplatam warkocz
i zanurzam się bez wahania
w burzliwe morze twojej pościeli
oddalam się od brzegu
i pozwalam falom skoczyć mi
do gardła
zachłystuję się nagle ostrym powietrzem
i ginę pochłonięta
przez wszystkie żywioły świata
tylko mnie nie ratuj
nie ratuj
Izabela Joanna Bożek
więcej twórczości:
Bożek Izabela Joanna
15 sierpnia w Mani - Izabela Joanna Bożek
![]() |
| Leonid Afremov |
baran na rożnie
wyścigi osiołków
kantor zawodzi psalmy
tysiącletnia świątynia zapada się w ziemię
duchowny czarnymi od zeszłorocznych zbiorów oliwek
rękami
dzieli chleb
Matkę Boską
jak co roku
anieli biorą do nieba
potem
zasypiamy na plaży
odrzucając spod głów kamienie niewiary
Izabela Joanna Bożek
więcej twórczości:
Bożek Izabela Joanna
Lekcja tanga - Izabela Joanna Bożek
![]() |
| Nathan Brutsky |
lekcja prostego chodzenia
lekcja trzymania wysoko głowy
i rytmu
i zgodnych kroków
chrapliwego dźwięku
ustnej harmonijki
poszarpanego oddechu
i powietrza
gonitwy w niespełnieniu
chłodnej ulewy
nagłego smutku
zapachu czerni
i muzyki
i
mimo wszystko
wygięcia karku
w geście przyzwolenia
lekcja
pokory
lekcja
Izabela Joanna Bożek
więcej twórczości:
Bożek Izabela Joanna
Jestem a nie ma mnie... - Izabela Joanna Bożek
* * *
jestem
a nie ma mnie
przechadzam się między malwami
spotykam cienie dziadków
mam warkocze
i niebieską spódniczkę
bukszpan wyjedzony przez kurę
której nie umiała zabić moja matka
nie wolno mi huśtać się na zielonej
furtce od ogrodu
zdradzają mnie skrzypiące zawiasy
to moja pierwsza podróż w świat
pół metra nad ziemią
i kąt czterdziestu stopni
jak daleko uniosły mnie
rozhuśtane furtki mojego życia
Izabela Joanna Bożek
jestem
a nie ma mnie
przechadzam się między malwami
spotykam cienie dziadków
mam warkocze
i niebieską spódniczkę
bukszpan wyjedzony przez kurę
której nie umiała zabić moja matka
nie wolno mi huśtać się na zielonej
furtce od ogrodu
zdradzają mnie skrzypiące zawiasy
to moja pierwsza podróż w świat
pół metra nad ziemią
i kąt czterdziestu stopni
jak daleko uniosły mnie
rozhuśtane furtki mojego życia
Izabela Joanna Bożek
więcej twórczości:
Bożek Izabela Joanna
Subskrybuj:
Posty (Atom)























