Do Zygmunta Krasińskiego w Opinogórze - Krzysztof Andrzej Jeżewski

Ary Scheffer - Portret Zygmunta Krasińskiego - ok. 1850
Do Zygmunta Krasińskiego w Opinogórze

Na czterech kolumnach
wspiera się nasz świat,
kwadrat magiczny:
Bóg, rozum, miłość, śmierć,
Ogień, woda, ziemia, powietrze.
Wiedziałeś o tym.
Obal jedną z nich - mówiłeś –
a wszystko runie.
Bo czym świat bez Boga?
Pustynia bez sensu.
A bez rozumu?
Koń oszalały w pędzie ku przepaści.
A bez miłości?
Góra lodowa.
A bez śmierci?
Jak brama niebios na zawsze
zamknięta.

Krzysztof Andrzej Jeżewski

Ogłoszenie - Władysław Sebyła

Ogłoszenie
George Grosz, Pillars of Society, 1926


Obywatele!
Szczurów na świecie za wiele.
W biały dzień wyłażą ze śmietników,
I ośmielają się swój pisk
Podnosić do godności człowieczego krzyku.
Zamknąć im pysk!
Wczoraj na teatralnym placu zarżnęły koguta.
(Taka ich buta).
Wszędzie szczury.
Ubrały się w mundury,
Sutanny i fraki,
A i w purpurze chodzi jaki taki.
Gryzą i niszczą wszystko, co im pod pysk wpadnie.
Na nic pułapki, zapadnie.
Żrą trawę na łąkach jak woły,
Kupy trocin zostawiają z lasów:
Niezadługo glob ziemski będzie taki goły
Jak zadki dwuletnich bobasów.
Najwyższe góry, sięgające nieba,
Gryzą, jak bochny chleba.
Kurzem żelaznej rudy opylone pyski
Nurzają w nafty wytryski.
A niech je ogarnie pragnienie:
Żegnajcie źródła, potoki, strumienie!
Wszystko wychłepcą po troszku.
Wypiją ocean gorzki
I morza zielone od burzy.
Potem i błoto z kałuży.
A kiedy suche będą morza, rzeki i potoki,
Wpiją drobne siekacze w obłoki,
Zanurzą zęby w zachodzące zorze,
I z pysków wąsatych
Wyschły ocean i morze
Zakapią krwi słonecznej purpurowe kwiaty!

Władysław Sebyła

Pozostała mi jedna zabawa (2-gi przekład) - Sergiusz Jesienin


***

Pozostała mi jedna zabawa:
Mój gwizd wesoły na palcach!
Potoczyła się marna sława
Awanturnika i zuchwalca.

Ach, jak śmieszną stratę przeżyłem!
Ma się w życiu śmieszne straty nieraz.
Wstydzę się, że w Boga wierzyłem.
Gorzko mi, że nie wierzę teraz.

Szczerozłote i dalekie dale!
Wszystko trawią zgniłe dni trumienne.
Po tom szukał zwady i skandalu,
By jaśniejszym palić się płomieniem.

Rzecz poety - i wzruszać, i ranić,
Przeznaczony mu ten los wyroczny.
Białą różę i ropuchę czarną
Na tej ziemi pragnąłem połączyć.

Niech nie gasną, niechby nie ostygły
Te różowych sezonów zapały.
Jeśli czarty w duszy się gnieździły,
To anioły także w niej mieszkały.

I dlatego mój gwizd nieżałobny,
Gdy się w inną przenoszę krainę;
Ja w godzinie ostatniej pragnąłbym
Tych uprosić, którzy będą przy mnie -

By za wszystko, za przewiny ważkie,
Za niewiarę, duszę niezbawioną,
Pozwolili mi w chłopskiej rubaszce
Umierać pod ruską ikoną.

Sergiusz Jesienin
przełożył Artur Międzyrzecki

Na początku jest słowo - Tadeusz Różewicz

Wojciech Siudmak - Kamienna piana
***

na początku
jest słowo
wielka radość tworzenia

po końcu wiersza
zaczyna się
nieskończoność

wsłuchaj się

ona przemienia się
dla ułaskawionych
w Boga

ale przed poetą
otwiera się przepaść

po latach
zostanie odgrzebany
oczyszczony z błota
pyłu ziemi

kamień z nieba
wyzuty z ognia
meteor

Tadeusz Różewicz

Więcej czułości... - Józef Baran

***

więcej czułości
dla listów struchlałych
na zziębniętej tarninie
dla chwili z psem
z kwitnącym bzem
dla wszelkiego przelotnego zdarzenia

więcej uczucia
dla kropli ciszy
niech napełni cię sobą pochłonie
nachyl się
nad jej źródełkiem
zaczerpnij w dłonie

powstrzymaj życie
niebieskich chwil
szalone obroty
otwórz  n a  c h w i l ę  oczy
to może twa
jedyna wieczność
którą przeoczysz

bo mijamy chwile potrącamy
ślepo biegnąc przed siebie
i one nas potrącą odbiegną
nie przygarną w potrzebie

Józef Baran

Dywan XXI - Hafiz

Dywan XXI

Nie żałuje Hafiz, co się stało,
On żałuje, co się omieszkało.
On żałuje, ale każdej chwili,
Którą spędził w oszukańców gronie,
Bez pucharu, co duszę posili,
Bez kochanki, co w uścisku tonie,
Bez wolnego geniusza polotu:
Bo zginęła, - a już bez powrotu!

Hafiz
tłum. Józef Szujski

Dywan VII - Hafiz

Dywan VII

Zieleniejem i więdniejem
Jako lichej trawy źdźbło:
Szczęście zwija się, przemija
Kruchsze niby szkło.

Niech zabłyśnie mi kochanka,
Choć na krótkich parę mgnień:
Jestem jak mydlana bańka
Pełna barw i drgnień.

Czem wymierza świat ten - wieczność?
Miarą - nudy pełne dni,
Miarą - własna niedorzeczność,
W której duch nasz tkwi.

Hafiz
tłum. Antoni Lange

Trzecia nad ranem, 1 września 1969 - Denise Levertov

Trzecia nad ranem, 1 września 1969
dla Kennetha Rexrotha
Ciepły wiatr, szeleszczą
liście, jeszcze nie suche,
pagórek roztopiony w srebrze.

Mogłoby to być w którymkolwiek wieku,
czterysta lat temu, lub w czasie
pokoju po rewolucji.
Rzeki znów czyste, poziom urodzeń i urodzaje
w niejakiej równowadze.

Ciężkie od rosy
jasne trawy pod księżycem
chylą się w pokłosach na stoku pola. Z zapałem
odmawiają świerszcze swoje ekstatyczne modlitwy.

Denise Levertov
przełożyła Julia Hartwig

Pieśń od ziemi naszej - Cyprian Kamil Norwid

Pieśń od ziemi naszej
                           Et aux horions,
                                  l'on verra qui a meilleur droit --
                                  Jeanne d'Arc
I
Tam, gdzie ostatnia świeci szubienica,
Tam jest mój środek dziś - tam ma stolica,
       Tam jest mój gród.

Od wschodu: mądrość-kłamstwa i ciemnota,
Karności harap lub samotrzask z złota,
       Trąd, jad i brud.

Na zachód: kłamstwo-wiedzy i błyskotność,
Formalizm prawdy - wnętrzna bez-istotność,
       A pycha pych!

Na północ: Zachód z Wschodem w zespoleniu,
A na południe: nadzieja w zwątpieniu
       O złości złych!

II
Więc - mamże oczy zakryć i paść twarzą,
Wołając: "Kopyt niech mię grady zmażą,
         Jak pierwo-traw!"

Lub - mamże barki wyrzucać do góry
Za lada gwiazdką ze złotymi pióry -
         Za sny nieść jaw?

Więc mamże nie czuć, jaką na wulkanie
Stałem się wyspą, gdzie łez winobranie
         I czarnej krwi!...

Lub znać, co ogień z łona mi wypali?
Gdzie spełznie? - odkąd nie postąpi daléj? -
         I - zmarszczyć brwi...

III
Gdy ducha z mózgu nie wywikłasz tkanin
Wtedy cię czekam - ja, głupi Słowianin,
         Zachodzie - ty!...

A tobie, Wschodzie, znaczę dzień-widzenia,
Gdy już jednego nie będzie sumienia
         W ogromni twéj.

Południe! - klaśniesz mi, bo klaszczesz mocy;
A ciebie minę, o głucha Północy,
         I wstanę sam.

Braterstwo ludom dam, gdy łzę osuszę,
Bo wiem, co własność ma - co ścierpieć muszę -
         Bo już się znam.

Cyprian Kamil Norwid

Płomień - Adam Zagajewski

Płomień

Boże, daj nam długą zimę
i cichą muzykę i usta cierpliwe,
i trochę dumy zanim
skończy się nasz wiek.
Daj nam zdziwienie
i płomień, wysoki, jasny.

Adam Zagajewski

Metamorfoza - Edward Stachura

Metamorfoza

Góra
chmury pękały czarne
coraz czarniejsze
jakby koni frygijskich groźne tabuny
aż grom
przeszył obraz nie dokończony jeszcze
a model spadał
głową w dół
w płótno
i wrósł
w ciepłe jeszcze kontury
nagłego olśnienia

To był już ranek
a ty się śmiałaś do mnie z portretu

Edward Stachura

Miejsce muzyki - Jerzy Ficowski

za Wikipedią - Wnętrze Katedry w Reims
Miejsce muzyki
     Leszkowi Duninowi
Wnętrze katedry
domorośl wysokopienna

Poziome rytuały
na dnie
srebrne świerszczyki
ministrantury

Tylko kolumny
wstępują na szczyty
w sprzeczne symetrie
i pokłony pionów
pnie się
w stromych procesjach
cegła obnażona
z szat
złotolitych liturgii
w podniebie
zamykane na klucze
gotyku

Tam musi być
wysokość
i miejsce strzeliste
na wielki dyskurs
Jana Sebastiana
z Bogiem

Jerzy Ficowski

Prośba o deszcz - Anna Frajlich

Prośba o deszcz

A deszcz nie pada
deszcz nie pada
i gdzie cię spotkam
jak nie w deszczu
pobladły bzy wzdłuż autostrady
i zgasła zieleń w całym mieście
sam pójdziesz
- nawet parasola
ja?
- jak ugaszę sen bolesny
niech nam Pan
ześle wielką burzę
tak
jak nam dar pragnienia zesłał.

Anna Frajlich

Cykl - Anna Frajlich

Cykl

Znowu się w sobie zamkną drzewa
na tajemnicę
jak na kłódkę
ptak pożegnalną pieśń odśpiewa
i minie lato
znów
za krótkie.

Anna Frajlich

Ziarno - Wacław Iwaniuk

Ziarno

Nie ma go!
Jest słonecznik,
Okrągły namacalny,
a w słoneczniku
wieczność owalna.
Nie ma go!
Są kroki -
to przez powietrze
słoneczniki owalne idą.
A każdy wie
jak ustrzec mądrym okiem
i wybrać ziarno lepsze,
które jeszcze może się przydać.

A rozchodniki
są drobne i nikłe,
bez szafranowych złoceń.
Mogłyby żyć
pod słonecznikiem -
ale nie mają po co.

Wacław Iwaniuk

Kiedy Cię moje oplotą sny... - Tadeusz Miciński

* * *

Kiedy Cię moje oplotą sny -
jak białe róże -
nie bój się kochać - ja - i ty
w nieba lazurze.
Ziemia, jak echo minionych dni,
grające w borze,
a nasze duchy wśród martwych pni
wieszają zorze.

Serce mi splatasz koroną gwiazd,
hymnem warkoczy -
pode mną góry, wieżyce miast -
nade mną - oczy.
Dziwnie się srebrzysz, aniele mój,
w tęczowym piórze -
fontanny szemrzą, gwiazd iskrzy rój
wonieją róże...

Tadeusz Miciński

Urojona kantyna - Konstanty Ildefons Gałczyński

Urojona kantyna

Czekolada i chałwa, i małpki,
takie z pluszu, brązowe, dla dzieci,
oczywiście: jest noc i śpią ptaki,
i naturalnie: księżyc świeci,

no i sunie kantyna na kółkach,
i jest Wiosna z Gracjami trzema,
i kakao, i z szynką bułka,
tylko właśnie, że tego nie ma:

Urojona kantyna,
urojona dziewczyna,
jeden księżyc jest tylko realny,
jeden wiatr, bo z południa, upalny,
jeden lok, bo zalotny, ze złota,
i tęsknota, i trochę noc.

Jeśli nawet, powiedzmy, bomba —
i świat cały zwali się w gruzy,
to drobnostka, bo wszystko od nowa
będzie kwitnąć, no i ten muzyk

się odnajdzie ukryty w organach
w tym ostatnim zburzonym kościele,
a na drodze S-18
będzie dużo, choć tak niewiele:

Ta piosenka o tej kantynie
zaplątana w liściach jak lotnik
i ten lok, po tej dziewczynie,
taki złoty, taki zalotny —
i z piosenki znów życie powstanie:
jak dwa kwiaty — dwa cienie na ścianie,
z kwiatów rzęsy, a potem oczy,
żeby lotnik miał czym się zamroczyć —

by kantyna się stała realna,
a księżyc nie, a noc upalna,
żeby dzieci szumiały jak trawki
i zabawki śpiewały im:

Urojona kantyna,
urojona dziewczyna,
jeden księżyc jest tylko realny,
jeden wiatr, bo z południa, upalny,
jeden lok, bo zalotny, ze złota,
i tęsknota, i trochę noc.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Lato - Kazimierz Wierzyński

Lato

Leżę na łące.
Nikogo nie ma: ja i słońce.

Ciszą nabrzmiałą i wezbraną
Napływa myśl:
To pachnie siano.

Wiatr ciągnie po trawach z szelestem,
A u góry
Siostry moje, białe chmury,
Wędrują na wschód,

Czy nie za wiele mi, że jestem?

Kazimierz Wierzyński

O słowach - Anna Frajlich

O słowach

Ty słowa znasz
jak szumią dzwonią
jak uderzają w ciszę grzmotem
jak płyną dźwiękiem zagubionym
jak uciekają i z powrotem
ciepłe wślizgują się do ręki
niby posłuszne
a niechętne
ty w słowach robisz jak w kamieniu
młotem i dłutem
i przestrzenią
przestrzeń najtrwalej kamień rzeźbi
a w słowach żyły są i ziarna
i tajemnica siedmiobarwna
zamknięta w ciszy jest jak w bieli
i tylko trzeba ją rozdzielić
rozszczepić odkryć
rozwibrować. . .

Anna Frajlich

Zgaszony - Tomasz Jastrun

Zgaszony

Zapalił się

Zgasiła go
Jednym spojrzeniem
Zielonych oczu

I odeszła
Z jego twarzą na plecach
Rozciętą pogardą warkocza

Tomasz Jastrun

Samuel Zborowski/Akt II (fragment) - Juliusz Słowacki

W.A. Bouguereau - Orestes i Furie/Skrucha Orestesa - 1862
Samuel Zborowski/Akt II
(fragment)

Gdy wyrośniesz na człowieka,
Staną ci sny... jak liczny wróg,
I stworzysz świat... jak tworzy Bóg...
Ale nie świat realnych scen,
Lecz nikły świat — jak ze snu — sen..
I złamiesz świat... i pójdziesz wbrew
Wojskami mar... przeciwko ciał,
I będziesz myśl... przemieniał w krew...
Nam dawał moc — i od nas brał,
I będziesz król... lecz będziesz sam...
Albo więc idź... albo się złam...
Lecz jeśli duch przełamiesz twój,
Jeśli ty nas... odgonisz w mgłę,
To wtenczas drżyj... a twardo stój,
Bo my jak psy... jesteśmy złe...
Z pękniętych serc... z serdecznych cisz
Drwimy jak grom... co bije w krzyż.

Juliusz Słowacki

Ciągłość - Krystyna Rodowska

Wojciech Siudmak
Ciągłość

Pocieszamy się, że jest miłosierny.
Nazywamy go Panem
z (doprawioną) siwą brodą patriarchy
i ręką karzącą dla swoich stworzeń

Jego eksmisja z wysokości
nie dochodzi do skutku bo ciągle
nie umiemy się oswoić z pustostanem

Krystyna Rodowska

Bez wydruku - Krystyna Rodowska

Bez wydruku

Mężczyźni którzy wynieśli mnie kiedyś na orbitę
moich kilku biografii w jednej,
zapadli się teraz tak głęboko,
że nie mogłabym nawet po nich deptać

Mężczyźni którzy opuszczają
nawet moją pamięć,
ukrywają się przede mną w chaosie
niezrozumiałych fotografii

podczas gdy niedawni wirtualni
przyjaciele z odcieniem amoroso
zawieruszyli się na drodze do zapisania
w kopii roboczej

I wydruku nie będzie

Krystyna Rodowska

O, kapitanie! - Walt Whitman



O, kapitanie!

O Kapitanie! mój Kapitanie! nasza pełna strachu podróż skończona,
Okręt przetrwał każdą nawałnicę, zdobyta i nagroda upragniona,
Port jest blisko, słyszę dzwony i lud w radości swej wytrwały,
Choć oczy jego na kil zwrócone, na okręt groźny i śmiały;
Lecz o serce! serce! serce!
Tam się czerwieni krople wydarły,
Gdzie na pokładzie mój Kapitan leży,
Zimny i umarły.

O Kapitanie! mój Kapitanie! powstań i posłysz te dzwony;
Powstań - dla ciebie flaga powiewa - dla ciebie tryl trąbiony,
Dla ciebie bukiety i wstążką przewiązane wieńce, dla ciebie na brzegu zgromadzeni,
Ciebie wołają, rozkołysani tłumnie, ku tobie w gorliwości zwróceni;
Usłysz Kapitanie! drogi ojcze!
Ma ręka pod twą głową!
To jest ten sen którego podążałeś drogą!
To jest ten sen na którego pokład koszmarny upadłeś,
Zimny i umarły.

Mój Kapitan nie odpowiada, wargi jego pobladłe i złączone,
Mój ojciec nie czuje mej ręki, serce i wola już jego ściszone,
Okręt bezpiecznie jest zakotwiczony, podróż już jego skończona,
Ze strasznej podróży powrócił zwycięski, zdobyta i nagroda upragniona;
O raduj się nabrzeże, o i dzwońcie dzwony!
Lecz ja w żałobnym marszu zamarły,
Przechadzał się będę po pokładzie, gdzie Kapitan mój leży,
Zimny i umarły.

Walt Whitman
przełożył Andrzej Szuba
PS. Dziękuję:)

Epifanie - James Joyce

James Joyce
Epifanie
("Muzyka kameralna")

W czapce ze wstęgami
         Pieśń w dolinie snuje:
         Wtóruje, wtóruje
                  Każdy z was kto kocha.
Śpioch został ze snami:
          Niechaj życie prześni,
          Dźwięk śmiechu i pieśni
                   Nie poruszy śpiocha.

Śpiewa wciąż zuchwałej,
          Pośród wstąg strumienia.
          Chór pszczół u ramienia
                   Dzikich mu przygrywa.
Nie można śnić dalej,
          Sny się już prześniły...
          Jak do miłej miły,
                   Serce me, przybywam.

James Joyce
przełożył Maciej Słomczyński