Rekonstrukcja poety
(fragmenty)
między krzykiem narodzin
a krzykiem śmierci
obserwujcie swoje paznokcie
zachód słońca
ogon ryby
a tego co zobaczycie
nie wynoście na rynek
nie sprzedawajcie po cenach okazyjnych
nie krzyczcie
bogowie tak jak zakochani
lubią ogromne milczenie
między wrzaskiem początku
a wrzaskiem końca
bądźcie jak niedotknięta lira
która nie ma głosu
ma wszystkie
to jest dopiero początek
początek zawsze jest śmieszny
siedzę na najniższym stopniu świątyni Zeusa Cudotwórcy
i zachwalam mały palec tamaryszek kamyki
nie mam ani uczniów ani słuchaczy
wszyscy stoją jeszcze zapatrzeni w wielki pożar Epopei
ale to już dogasa
niedługo zostaną tylko osmalone ruiny które zdobędzie trawa
Ja jestem trawa.
Zbigniew Herbert
Serce - Zbigniew Herbert
Serce
Wszystkie narządy wewnętrzne człowieka są łyse i gładkie. Łysa jest wątroba, kiszki, płuca. Tylko serce ma włosy - rude, gęste, niekiedy bardzo długie. To nie jest dobrze. Włosy serca przeszkadzają płynąć krwi, jak wodorosty. Często gnieżdżą się w nich robaki. Trzeba bardzo kochać, aby wyciągnąć bliźniemu z serdecznych włosów te małe i ruchliwe pasożyty.
Zbigniew Herbert
więcej twórczości:
Herbert Zbigniew
Linia - Kazimierz Sowiński
Linia
Zarys - muszli?
W oku zalśnienie - nieba?
A zarys policzka
przyobleczony w różowość płatków.
Czoło w ześlizgu wiolinu.
Na wodzeniu smyczka
tak niewiele - zaledwie zarys:
linia, zapach,
w echach rozpostartych na mchu
muzyka.
I oto jest nagły wiatr:
podmuch kolorów
na stromej ścianie życia.
oto jest geometria melodii:
linia warg, zarys policzków,
czoło w ześlizgu wiolinu.
Kazimierz Sowiński
więcej twórczości:
Sowiński Kazimierz
Sobowtór - Kazimierz Sowiński
Sobowtór
Ta sama zmarszczka u brwi,
to samo trochę sępie spojrzenie,
a czasami oczy niewidzące
jak u zbudzonej sowy w środku dnia.
I krok nawet podobny,
gdy nadchodzi ku -
podczas gdy ja
odchodzę od -
Zdarzyło się - wczoraj
czy jutro?
A może w chwili przekreślenia czasu
gdy nie wiadomo,
czy to jeszcze zorza wieczoru
Czy już może świt?
Czy ta cienista miedza
wiedzie z -
czy do -
Tylko zakos jaskółki jest pewny:
z lewa na prawo,
ku gniazdku pod strzechą.
Kazimierz Sowiński
Ta sama zmarszczka u brwi,
to samo trochę sępie spojrzenie,
a czasami oczy niewidzące
jak u zbudzonej sowy w środku dnia.
I krok nawet podobny,
gdy nadchodzi ku -
podczas gdy ja
odchodzę od -
Zdarzyło się - wczoraj
czy jutro?
A może w chwili przekreślenia czasu
gdy nie wiadomo,
czy to jeszcze zorza wieczoru
Czy już może świt?
Czy ta cienista miedza
wiedzie z -
czy do -
Tylko zakos jaskółki jest pewny:
z lewa na prawo,
ku gniazdku pod strzechą.
Kazimierz Sowiński
więcej twórczości:
Sowiński Kazimierz
Ozimina - Kazimierz Sowiński
Ozimina
Spoglądam w stronę ostatnich wrót.
A ile już przekroczyłem
nie wiedząc nawet że zapadam się
w drugą, siódmą i dwunastą śmierć
co rok, co dzień, co godzina.
Ale ta co przyjdzie - śmierć pierwsza
Czy ta okaże się prawdziwsza?
A przecież to tylko noc tysiączna i druga
ostatnia? wieczna?
Gdy w pełni lata umierały skowronki
to przecież byłem ja,
gdy w dzień lipcowy umierały jaśminy
to przecież więzło moje serce.
A jak pięknie czerwieniły się jagody
umarłej jarzębiny,
choć nie widziały tego oczy
zamarzniętego dzięcioła.
Pięknie było, gdy żyła wiosna,
gdy lato pękało żywicą.
I pięknie było,
gdy murawy zachodziły mgłami jesieni,
gdy ozimina zasypiała
pod białą pościelą śniegu
na sen zimowy? wieczny?
Ozimina wytryśnie znów
pod uderzeniem promienia
i z jarzenia gwiazd spadnie rosa.
Kazimierz Sowiński
Spoglądam w stronę ostatnich wrót.
A ile już przekroczyłem
nie wiedząc nawet że zapadam się
w drugą, siódmą i dwunastą śmierć
co rok, co dzień, co godzina.
Ale ta co przyjdzie - śmierć pierwsza
Czy ta okaże się prawdziwsza?
A przecież to tylko noc tysiączna i druga
ostatnia? wieczna?
Gdy w pełni lata umierały skowronki
to przecież byłem ja,
gdy w dzień lipcowy umierały jaśminy
to przecież więzło moje serce.
A jak pięknie czerwieniły się jagody
umarłej jarzębiny,
choć nie widziały tego oczy
zamarzniętego dzięcioła.
Pięknie było, gdy żyła wiosna,
gdy lato pękało żywicą.
I pięknie było,
gdy murawy zachodziły mgłami jesieni,
gdy ozimina zasypiała
pod białą pościelą śniegu
na sen zimowy? wieczny?
Ozimina wytryśnie znów
pod uderzeniem promienia
i z jarzenia gwiazd spadnie rosa.
Kazimierz Sowiński
więcej twórczości:
Sowiński Kazimierz
Anioły - Kazimierz Wierzyński
![]() |
| Bouguereau - Pieśń Aniołów (1881) |
Anioły
Kto nas zaczarował?
ścienne malowidła.
Po cośmy tu przyszli?
Zmienić stare skrzydła.
Dokąd powrócimy?
Na te same ściany,
W mrok zaczarowany,
Mszał podawać złoty,
Trzymać świętą biblię,
Pozaleczać blizny,
Pozasklepiać rysy,
Służyć do modlitwy,
Wzlatywać nad lilie
I amarylisy.
Kazimierz Wierzyński
więcej twórczości:
Wierzyński Kazimierz
Pijaństwo - Kazimierz Wierzyński
Pijaństwo
Caravaggio - Bachus
Sina moja, sina
Poza miastem przestrzeni,
Jak czerwonego wina
Zachciało mi się jesieni.
Zachciało mi się ognistych buków,
Powojów, szałwii, sumaków,
Więdnących lasów, gdy pachną
Czerwono-zieloną tabaką.
I krzepkiego wiatru z chmurami
I karczmy z cynowym dzbanem
I przydrożnego pijaństwa
Z byle jakim kompanem.
Kazimierz Wierzyński
więcej twórczości:
Wierzyński Kazimierz
Haiku - Jack Kerouac
![]() |
| Louisa Boyd |
Przemywam twarz
śniegiem
pod Małą Niedźwiedzicą.
W słońcu
skrzydła motyli
jak witraże w kościele.
Kot: małe
ciałko, którym posługuje się
malutka osoba.
Niebo jest nadal czyste,
rosa rozsiadła się
na maszynie do pisania.
Krople deszczu są pełne
osobowości –
wszystkie.
Nie ma Buddy,
ponieważ
nie ma i mnie.
Smak
deszczu –
dlaczego mam klęczeć?
Księżyc w pełni, biały śnieg –
moja butelka
z zamrożoną na fioletowo cieczą.
Biedne, słodkie ciało –
nie ma, nie ma
odpowiedzi.
Przyjaciel pojawił się
w mojej sypialni –
wiosenny deszcz.
Książka
sama stoi
na półce.
Żadnych gałęzi na drzewie,
aby schwycić szklankę
wody.
Ach, ptaki
o świcie.
Moja matka, mój ojciec.
Mężczyźni i kobiety
jazgoczący pod
wieczną Pustką.
Jack Kerouac
przełożył Kazimierz Brakoniecki
więcej twórczości:
Kerouac Jack
Obłudniku - Niels Hav
Obłudniku
Ktoś, kto twierdzi, lub w to
spokojnie
wierzy, że jest medium
Allaha, Boga
lub Buddy,
jest, jeśli to możliwe jeszcze gorszym obłudnikiem
niż ja,
który żąda akcji w wieczności;
tylko dlatego, że ja znam cenę jednej sztuki
na pieluchy.
Niels Hav
przeł. Leonarda Petersen
więcej twórczości:
Hav Niels
Epigram - Niels Hav
Epigram
Możesz spędzić całe życie
w towarzystwie słów
i nigdy nie znaleźć
tego właściwego.
Zupełnie jak ta nieszczęsna ryba
zawinięta w węgierską gazetę:
po pierwsze jest martwa,
a po drugie nie rozumie
węgierskiego.
Niels Hav
przeł. Elżbieta Wójcik-Leese
Możesz spędzić całe życie
w towarzystwie słów
i nigdy nie znaleźć
tego właściwego.
Zupełnie jak ta nieszczęsna ryba
zawinięta w węgierską gazetę:
po pierwsze jest martwa,
a po drugie nie rozumie
węgierskiego.
Niels Hav
przeł. Elżbieta Wójcik-Leese
więcej twórczości:
Hav Niels
Fragment - Adam Czerniawski
![]() |
| Siudmak - Energia |
Dobrze jest być pierwiastkiem sprawdzalnego świata
zmysłowo przeczuwać kształty i przestrzenie
one stale zmienne, barwy ciągle kłamią
twarz uchwycona w spojrzeniu, zmyślona nad ranem,
stąd smutek, żal gestu, tonacji czy woni
które przebrzmiały.
Czymże jest więc nieśmiertelna dusza?
Jeśli - powiada Augustyn - ponadzmysłowa trwa wiecznie
jak rdzeń trójkąta, cóż o niej wiemy?
Boć nie tylko zapach desek w tartaku i krzyk mew na skałach
ale też prawa fizyki, wzory geometrii, ale treść logiczna
zdań kojarzy się z nocą letnią nagle na wsi:
Jak wyobrazić rozum bez ręki, bez oczu,
któż myśląc o przekątniach nie zauważy
łuku twych włosów, nie usłyszy znajomych głosów
płynących z tarasu o zmierzchu w asymetrii gwiazd?
Adam Czerniawski
więcej twórczości:
Czerniawski Adam
Nieskończenie - Adam Czerniawski
![]() |
| Paula Grenside |
Człowiek zastanawia się
czy jego życie przypomina
ogród angielski porą jesienną
mozaikę miłości i lęku
tkaninę w której przewija się nić błękitna
mapę w odwzorowaniu Merkatora
pokreśloną grubymi kredkami
gruzy jakiegoś osiedla
zamazany portret rodzinny
prześwietloną mgławicową kliszę
potarganą rybacką sieć
w lustrze widzi twarz której nie poznaje
i nie wie który wizerunek jest trafny
żyje jeszcze i żyć może długo
Adam Czerniawski
więcej twórczości:
Czerniawski Adam
Babilon V - Adam Czerniawski
Babilon V
Przerażał mnie pascalowy wszechświat
niezmierzonych pustek i przestrzeni
Teraz pod koniec wieku XX
widzę wreszcie, że Kopernik i Galileusz
niepotrzebnie ryzykowali życiem
Chcę spać w spokoju
na tej małej planecie
wokół której obraca się
słońce
Adam Czerniawski
Przerażał mnie pascalowy wszechświat
niezmierzonych pustek i przestrzeni
Teraz pod koniec wieku XX
widzę wreszcie, że Kopernik i Galileusz
niepotrzebnie ryzykowali życiem
Chcę spać w spokoju
na tej małej planecie
wokół której obraca się
słońce
Adam Czerniawski
więcej twórczości:
Czerniawski Adam
Zabliźnić się trzeba... - Roman Maciejewski-Varga
***
zabliźnić się trzeba mówisz do mnie
choć więcej w nas bełkotu niż sensu
wieczorem zdobywamy zamki i twierdze
rano kac kalesony żony marudzące dzieci
nasza powiatowa bezsilność
byliśmy tak blisko spełnienia
w tym smutnym czasie krzyży
uwierzyłem przez chwilę
że w tej tancbudzie
dla niektórych wybranych
zakwitło szczęście
Roman Maciejewski-Varga
zabliźnić się trzeba mówisz do mnie
choć więcej w nas bełkotu niż sensu
wieczorem zdobywamy zamki i twierdze
rano kac kalesony żony marudzące dzieci
nasza powiatowa bezsilność
byliśmy tak blisko spełnienia
w tym smutnym czasie krzyży
uwierzyłem przez chwilę
że w tej tancbudzie
dla niektórych wybranych
zakwitło szczęście
Roman Maciejewski-Varga
więcej twórczości:
Maciejewski-Varga Roman
Ziarno - Tomasz Jastrun
Ziarno
Nie lubię długich wierszy
Krótki wiersz jest jak kamień
Można nim cisnąć
Podrzucić jak piłkę
Lub połknąć przed zaśnięciem
Długie wiersze są jak ulice
Gdzie na poboczach stoją samochody
A leniwy tłum ogląda wystawy
Krótki wiersz zmieści się w jednym oddechu
W jednej otwartej lub zaciśniętej dłoni
W jednym westchnieniu i jęku
Długie wiersze są dzisiaj niepraktyczne
Trudno skupić się przy nich
W nieustającym bełkocie zdarzeń
Krótki wiersz jest znakiem naszych czasów
Ziarnem które czeka na swą porę
Tomasz Jastrun
Nie lubię długich wierszy
Krótki wiersz jest jak kamień
Można nim cisnąć
Podrzucić jak piłkę
Lub połknąć przed zaśnięciem
Długie wiersze są jak ulice
Gdzie na poboczach stoją samochody
A leniwy tłum ogląda wystawy
Krótki wiersz zmieści się w jednym oddechu
W jednej otwartej lub zaciśniętej dłoni
W jednym westchnieniu i jęku
Długie wiersze są dzisiaj niepraktyczne
Trudno skupić się przy nich
W nieustającym bełkocie zdarzeń
Krótki wiersz jest znakiem naszych czasów
Ziarnem które czeka na swą porę
Tomasz Jastrun
więcej twórczości:
Jastrun Tomasz
Cacka - Cyprian Kamil Norwid
Cacka
Myśliłem ja - że L i r a i że S t y l,
Choć fala je nosi, jak łabędzia,
Nieobliczającego dróg i chwil.
Choć cel mają w sobie, są – n a r z ę d z i a.
Myśliłem - że, gdy lud nie ma bytu,
Że słowu jeżeli brak powietrza,
Dotyka wieszcz kluczem u zenitu,
Skąd aura na świat płynie letsza.
Ja - myśliłem, że każda ze strun wie,
W jaką porę? wydzwonić? co i gdzie?...
I myśliłem - że przez ich balsamy
upowinowacone różności
Czynią - iż s p ó ź n i o n y c h p r a w d nie mamy -
Spóźnionych dla miękkiej drażliwości.
Myśliłem! - że wieszczów było tyle,
Ile jest blizn dotkliwych? - a które
Przez f o r m - c z a r y - przez s t o s o w n ą c h w i l ę -
Opatrują się i leczą w porę - - -
Och!... ja byłem błędny i sam chory:
Ponętniejsze jest lir przeznaczenie -
Są one dla prawd, czem w oknach s t o r y,
Na których wstrzymują się promienie,
Wyświecając płótno malowane
Z malachitowemi krajobrazy,
Ze źródłami ametystowemi,
Pasterkami, owianemi w gazy…
Z ziemią tą… co nie dotknęła ziemi!
One śnią: że szyba?... to - posadzka!
One nucą: «Stąpaj bez poręczy
W objęcia Fantazji, co się wdzięczy...»
— — — — — — — Cacka — cacka!!
Cyprian Kamil Norwid
Myśliłem ja - że L i r a i że S t y l,
Choć fala je nosi, jak łabędzia,
Nieobliczającego dróg i chwil.
Choć cel mają w sobie, są – n a r z ę d z i a.
Myśliłem - że, gdy lud nie ma bytu,
Że słowu jeżeli brak powietrza,
Dotyka wieszcz kluczem u zenitu,
Skąd aura na świat płynie letsza.
Ja - myśliłem, że każda ze strun wie,
W jaką porę? wydzwonić? co i gdzie?...
I myśliłem - że przez ich balsamy
upowinowacone różności
Czynią - iż s p ó ź n i o n y c h p r a w d nie mamy -
Spóźnionych dla miękkiej drażliwości.
Myśliłem! - że wieszczów było tyle,
Ile jest blizn dotkliwych? - a które
Przez f o r m - c z a r y - przez s t o s o w n ą c h w i l ę -
Opatrują się i leczą w porę - - -
Och!... ja byłem błędny i sam chory:
Ponętniejsze jest lir przeznaczenie -
Są one dla prawd, czem w oknach s t o r y,
Na których wstrzymują się promienie,
Wyświecając płótno malowane
Z malachitowemi krajobrazy,
Ze źródłami ametystowemi,
Pasterkami, owianemi w gazy…
Z ziemią tą… co nie dotknęła ziemi!
One śnią: że szyba?... to - posadzka!
One nucą: «Stąpaj bez poręczy
W objęcia Fantazji, co się wdzięczy...»
— — — — — — — Cacka — cacka!!
Cyprian Kamil Norwid
więcej twórczości:
Norwid Cyprian Kamil
Socjalizm - Cyprian Kamil Norwid
Socjalizm
Ludzie, choć kształtem r a s napiętnowani,
Z wykrzywianymi r ó ż n ą m o w ą wargi,
Głoszą: że oto ź l i już i w y b r a n i,
Że już h o s a n n a tylko, albo skargi
- Że Pyton - stary zrzucon do otchłani:
Grosz? - że symbolem już; harmonią?... - targi!
Och! nie skończona jeszcze Dziejów praca -
Jak bryły w górę ciągnięcie ramieniem;
Umknij - a już ci znów na piersi wraca,
Przysiądź - a głowę zetrze ci brzemieniem
- O! nie skończona jeszcze Dziejów praca,
Nie-prze-palony jeszcze glob, Sumieniem!
Cyprian Kamil Norwid
więcej twórczości:
Norwid Cyprian Kamil
Cóż bo mózg? rozum co? - Cyprian Kamil Norwid
![]() |
| Cyprian Kamil Norwid - Wawel |
Cóż bo mózg? rozum co? słynny z polemik,
Wysuszający żywota istotę -
Planów rysownik i potęg alchemik:
Czy kiedy przezeń ukochał kto cnotę? -
Serce - istotnym jest prawdy ogniskiem:
Gdy rozum zbłądzi w najmniejszej usterce,
Serce i z błędów nieraz wraca z zyskiem...
Życia i wiedzy więc treścią cóż?... serce!
Przezeń nieszczęsny śród fortunnych gości
I utwierdzenie śród silnych ma słaby;
Ludzkość, raz gdyby w istotnej miłości
Ruszyła w Niebo, jak do domu szłaby!...
Przez dziwną serca magię i czarowność
Zaniemawiają zawistni oszczerce,
A mądrość cicha odzyskiwa mowność.
Wszystko, co wielkie, jest wielkie przez serce!
Przezeń ułomność obliczem wypięknia,
Jakby światło życie nad mogiłą -
Trwożliwość przezeń się unieprzelęknia,
Blizny bywają wdziękiem, wdzięki - siłą.
Potężnym przezeń, co tkliwe i rzewne,
A rozrzewnionym, co harde i chrobre -
Przezeń jest wszystkość i całość..
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
...zapewne.
Serce jest dobra rzecz, dopóki... dobre!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Cyprian Kamil Norwid
więcej twórczości:
Norwid Cyprian Kamil
Mgła - Jan Brzechwa
Mgła
Kiedy burza, kiedy klęska w progi życia mego szła,
Na powiekach mych się kładła dobroczynna, ciemna mgła.
Tak się stało niewidzenie rzeczywistych moich dni:
Co się nie śni – zamglonemu niech się zdaje, że się śni.
Nie dostrzegłem lat minionych ani nawet innych lat,
Świat mój kłębił się poza mną i to wcale nie był świat.
Dobrze było na obłokach załamanym dłoniom dwóm,
Szum był we mnie i nade mną – spadających liści szum.
Dłońmi niebem pachnącymi odpędzałem cienie z lic
I w tych dłoniach załamanych nie zostało więcej nic.
Nie kochałem cię za dobro, nie kochałem cię za zło,
Ale za to, żeś się kładła na mych oczach ciemną mgłą.
Jan Brzechwa
Kiedy burza, kiedy klęska w progi życia mego szła,
Na powiekach mych się kładła dobroczynna, ciemna mgła.
Tak się stało niewidzenie rzeczywistych moich dni:
Co się nie śni – zamglonemu niech się zdaje, że się śni.
Nie dostrzegłem lat minionych ani nawet innych lat,
Świat mój kłębił się poza mną i to wcale nie był świat.
Dobrze było na obłokach załamanym dłoniom dwóm,
Szum był we mnie i nade mną – spadających liści szum.
Dłońmi niebem pachnącymi odpędzałem cienie z lic
I w tych dłoniach załamanych nie zostało więcej nic.
Nie kochałem cię za dobro, nie kochałem cię za zło,
Ale za to, żeś się kładła na mych oczach ciemną mgłą.
Jan Brzechwa
więcej twórczości:
Brzechwa Jan
Owce we mgle - Sylvia Plath
Owce we mgle
Wzgórza zstępują w mglistą biel.
Ludzie lub gwiazdy
Patrzą na mnie ze smutkiem, zawiodłam je.
Pociąg zostawia smugę pary.
Opieszały
Koń rdzawej maści,
Kopyta, smętne dzwonki -
Od samego rana
dzień ciemniał.
Jak więdnący kwiat.
Cisza przenika me kości, serce
Topnieje pośród dalekich pól.
Grożą,
Że powiodą mnie w sieroce
Bezgwiezdne niebo, w jego mroczną toń.
Sylvia Plath
tłum. Teresa Truszkowska
![]() |
| Stanisław Witkiewicz,"Owce we mgle", 1899-1900 |
Wzgórza zstępują w mglistą biel.
Ludzie lub gwiazdy
Patrzą na mnie ze smutkiem, zawiodłam je.
Pociąg zostawia smugę pary.
Opieszały
Koń rdzawej maści,
Kopyta, smętne dzwonki -
Od samego rana
dzień ciemniał.
Jak więdnący kwiat.
Cisza przenika me kości, serce
Topnieje pośród dalekich pól.
Grożą,
Że powiodą mnie w sieroce
Bezgwiezdne niebo, w jego mroczną toń.
Sylvia Plath
tłum. Teresa Truszkowska
więcej twórczości:
Plath Sylvia
Dumna muzyko burzy - Walt Whitman
![]() |
| Dorian Vallejo |
Dumna muzyko burzy,
Podmuchu, co niesiesz się wolny, gwiżdżąc poprzez prerie,
Mężny pomruku leśnych wierzchołków – górski wietrze,
Uosobienie mglistych zarysów – tyś orkiestry ukryte,
Ty serenady przywidzeń, gdy instrumenty wzniesione,
Mieszając z rytmem Natury wszystkie języki narodów;
Tyś akordy pozostawione przez legion kompozytorów – tyś chóry,
Ty nieokreślone, swobodne, religijne tańce – tyś ze Wschodu,
Półszeptem rzek, grzmotem spadających katarakt,
Tyś dźwiękiem odległych strzelb i galopem kawalerii,
Echem obozów z wszystkimi sygnałami trąbki,
Formując zgiełk, wypełniając sobą późną noc, przytłaczając mnie bezsilnego,
Wchodząc do mojej odludnej sypialni, czemuś mnie zniewoliła?
Walt Whitman
przeł. Krzysztof D. Szatrawski
więcej twórczości:
Whitman Walt
Księżyc w rynku - Józef Czechowicz
Księżyc w rynku
Kamienie, kamienice,
ściany ciemne, pochyłe.
Księżyc po stromym dachu toczy się, jest nisko.
Zaczekaj. Zaczekajmy chwilę –
jak perła
wypadnie w rynku miskę –
miska zabrzęknie.
W płowej nocy,
po kątach nisz głębokich
po bram futrynach i okien
załamany,
bez mocy,
cień fiołkowy uklęknie.
Gwiazdy żółte, które lipcowy żar ściął,
lecą – kurzawą – lecą,
firmament w złote smugi marszczą,
za Trybunałem
na ślepych szybach świecą
cichym wystrzałem.
Noc letnia czeka cierpliwie,
czy księżyc spłynie, zabrzęknie,
czy zejdzie ulicą Grodzką w dół.
On się srebrliwie rozpływa
w rosie porannej, w zapachu ziół.
Jak pięknie!
Józef Czechowicz
Kamienie, kamienice,
ściany ciemne, pochyłe.
Księżyc po stromym dachu toczy się, jest nisko.
Zaczekaj. Zaczekajmy chwilę –
jak perła
wypadnie w rynku miskę –
miska zabrzęknie.
W płowej nocy,
po kątach nisz głębokich
po bram futrynach i okien
załamany,
bez mocy,
cień fiołkowy uklęknie.
Gwiazdy żółte, które lipcowy żar ściął,
lecą – kurzawą – lecą,
firmament w złote smugi marszczą,
za Trybunałem
na ślepych szybach świecą
cichym wystrzałem.
Noc letnia czeka cierpliwie,
czy księżyc spłynie, zabrzęknie,
czy zejdzie ulicą Grodzką w dół.
On się srebrliwie rozpływa
w rosie porannej, w zapachu ziół.
Jak pięknie!
Józef Czechowicz
więcej twórczości:
Czechowicz Józef
Czekanie na nikogo - Krzysztof Kamil Baczyński
Czekanie na nikogo
Pod obojętną czernią alej
myśli wieczorem granatowe,
zakute w gwiazd ćwiekowej stali
płyną przez noc kopanym rowem.
Ścieżki księżycem wylęknione
biegają w starych drzew zacieniu
i noce cierpną gorzko-słone,
skute w parkowych krat więzieniu.
A niebo piersi chce prostować
ugięte pod ciężarem ciszy,
wysoko w czerni płyną słowa
w nie wymówiony głosem wiszar.
Oczy przestrzenią zapłakane,
wbite w głąb nieba nadaremnie,
gwiazdy w tłum liści zaplątane
drżą coraz ciemniej, ciemniej, ciemniej...
Krzysztof Kamil Baczyński
Pod obojętną czernią alej
myśli wieczorem granatowe,
zakute w gwiazd ćwiekowej stali
płyną przez noc kopanym rowem.
Ścieżki księżycem wylęknione
biegają w starych drzew zacieniu
i noce cierpną gorzko-słone,
skute w parkowych krat więzieniu.
A niebo piersi chce prostować
ugięte pod ciężarem ciszy,
wysoko w czerni płyną słowa
w nie wymówiony głosem wiszar.
Oczy przestrzenią zapłakane,
wbite w głąb nieba nadaremnie,
gwiazdy w tłum liści zaplątane
drżą coraz ciemniej, ciemniej, ciemniej...
Krzysztof Kamil Baczyński
więcej twórczości:
Baczyński Krzysztof Kamil
Przerażają mnie mędrcy… - Janina Brzostowska
Przerażają mnie mędrcy…
Przerażają mnie mędrcy
chytrzy, pełni pychy,
biorący życie według: jak wiatr wieje,
i szkiełka sprzedający
drogo
jak diamenty.
Uciekam od nich.
Idę
do naiwnych ludzi
wierzących:
to jest białe
a tamto jest czarne
i diamenty
prawdziwe diamenty
prawości
rozdających beztrosko
jak zwyczajne szkiełka.
Janina Brzostowska
więcej twórczości:
Brzostowska Janina
Bez tytułu - Tadeusz Różewicz
![]() |
| Mariusz Zawadzki |
mordowali się
mordują
i mordować będą
kainowe plemię
zaludnili ziemię
skazili wody
zaśmiecili kosmos
kaci dla wszystkich
stworzeń
urządzają bez przerwy
rzeź niewiniątek
piją ropę
modlą się do
złotego cielca
którego padlina
zatruwa miłość
wiarę i nadzieję
Tadeusz Różewicz
więcej twórczości:
Różewicz Tadeusz
Subskrybuj:
Posty (Atom)





_-_Song_of_the_Angels_(1881).jpg)


















