Spraw, Panie, bym nie musiał - Krzysztof Kuczkowski

Ernst Fuchs
* * *

Spraw, Panie, bym nie musiał
w słowach szukać pocieszenia

ani w żadnej innej rzeczy
która dzieli świat na części

Spraw, byśmy ulecieli jak parasole
dmuchawca, i żeby nikt z nas nie pytał

dokąd i po co niesie nas wiatr
Twojej miłości.

Krzysztof Kuczkowski

Koda - Krzysztof Kuczkowski

Isaiah Stephens
Koda

Myślę, Panie, że to będzie tak:
Twoje obłoki będą płynąć po niebie,
Moje lata pod ziemią będą drążyć tunele
Chytre jak lisie nory.
Twoje obłoki będą wieczne,
Moja ziemia będzie jak dym.
Z każdym rokiem, Panie, będę bliżej
Ciebie, rzekłbyś: tańczący złodziej.
To tylko między nami sprawa.
Dla innych zabawa coraz mniejsza.
Rzecz, nie warta uwagi, jak zawsze,
Gdy nie o wiersze chodzi, ale o zbawienie.

Krzysztof Kuczkowski

Układ przedmiotów - Aleksander Kuszner

Marcin Kołpanowicz
* * *

Układ przedmiotów, które nam
Ten gładki zdobią stół,
I załamany światła blask,
I szkła sinawy lód.
Więc kwiaty - tu - tulipan, mak,
A kielich wina - tam.
Szczęśliwy jesteś? - Nie. - A tak? -
Prawie. - A tak? - O tak!

Aleksander Kuszner
tłum. Elżbieta Zechenter i Zofia Dziechciaruk

Patrzę w okno... - Aleksander Kuszner

***
Joanna Sierko-Filipowska

Patrzę w okno na nocne obłoki i mgły,
Odsunąwszy płócienne zasłony.
Znałem szczęście i bałem się śmierci. A dziś
Tak jak dawniej, lecz mniej już się boję.

Umrzeć - znaczy zaszumieć, gdy silnie dmie wiatr
Razem z klonem, co patrzy ponuro.
Umrzeć - znaczy odnaleźć na dwór stary trakt
Do Ryszarda lub króla Artura.

Umrzeć - rozgryźć najtwardszy ten orzech, o tak,
Znać przyczyny i wszystkie motywy.
Umrzeć - znaczy dla wszystkich współczesnym się stać,
Oprócz tych, którzy jeszcze są żywi.

Aleksander Kuszner
tłum. Elżbieta Zechenter i Zofia Dziechciaruk

Z cyklu "Komentarze" - Wojciech Bonowicz

Wojtek Siudmak - Czas przełomu
z cyklu "Komentarze"

1
Skoro społeczeństwo nie ma
już nikogo komu mogłoby zaufać
wybiera mniejsze zło. I zawsze
jest tak samo: mniejsze rośnie
i staje się ciężarem nie do udźwignięcia.

2
Ksiądz nie chce z nim rozmawiać. Wczoraj znów
zamknął drzwi. Jakie powody? Powód jest zawsze
ten sam. Pyta czy Bóg widzi to inaczej. Tak Bóg
widzi to inaczej, mówię, chociaż może też
widzieć to tak jak ksiądz.

3
Kiedy zło uderza cofamy się trochę. Wrócimy
na miejsca które zajęło kiedy już będzie po wszystkim
Ale po wszystkim nigdy nie jest tak samo: granice
przesunęły się i teraz także my jesteśmy winni.

Wojciech Bonowicz

Król w Thule - Johann Wolfgang Goethe



Król w Thule

Raz król panował w Thule,
Co wierny był i dobry;
Kochanka na łożu śmierci
Dała mu puchar złoty.

Miał go zawsze pod ręką
W czas uczty i biesiady;
Ilekroć pił zeń, oczy
Zachodziły mu łzami.

A gdy mu przyszło umierać,
Dziedzictwo grodów i kraju
Oddał dzieciom i wnukom,
Nikomu nie dał pucharu.

Wydał ucztę królewską,
Rycerze zasiedli kołem,
W sali ojców pamiętnej,
W dumnym zamku nad morzem.

Wstał biesiadnik sędziwy,
Spełnił toast ostatni -
I rzucił puchar święty
W odmęt wzburzonej fali.

Patrzył, jak spada, tonie,
Jak w otchłani się grąży.
Oczy mu się zaćmiły:
Nie wypił więcej ni kropli.

Johann Wolfgang Goethe
przekład Andrzej Lam

Rozwaga - Johann Wolfgang Goethe

Rozwaga
Johann Heinrich Wilhelm Tischbein - Portret Goethego - 1787

Czego warto pragnąć skrycie?
Może lepiej żyć w spokoju?
W jednym miejscu pędzić życie?
Albo szarpać się wśród znoju?

Może lepiej klecić chatkę?
Może żyć pod namiotami?
Ufać niezmożonej skale?
Lecz i skały drżą czasami.

Jedno wszystkim się nie nada!
Niechaj każdy wie, co robi,
Niech nie zbacza z prostej drogi,
A kto stoi, niech nie pada!

Johann Wolfgang Goethe
przekład Andrzej Lam

O północy (Śpiew elfów) - Johann Wolfgang Goethe

Nils Blommer - Elfy tańczące
O północy
(Śpiew elfów)


O północy, gdy ludzie już śpią,
Błyszczy nam księżyc
I gwiazda świeci:
Chodzimy, śpiewamy,
Tańczymy jak dzieci.

O północy, gdy ludzie już śpią,
Na błoniach u olch
Mamy nasz dzień:
Chodzimy, śpiewamy,
Tańczymy sen.

Johann Wolfgang Goethe
przekład Andrzej Lam

Wiosną - Georg Trakl

Wiosną

Cicho spada śnieg z ciemnych kroków
W cieniu drzewa
Podnoszą różowe powieki kochający.

Wciąż podąża za mrocznymi nawoływaniami przewoźnik
Gwiazda i noc;
A wiosła cicho wystukują takt.

Naraz przy zwalonym murze kwitną
Fiołki
Tak zazielenią się cicho skronie samotnego.

Georg Trakl
przekład Wiesław Trzeciakowski

Poeta aleksandryjski - Janusz Kryszak

G.F.Watts - Geniusz poezji greckiej - 1878
Poeta aleksandryjski

Przywołuję twoje imię, poeto aleksandryjski,
byś rozświetlił nieco moje mroczne wiersze.
Brak mi twojego dystansu, tej pewności i wiary,
że mądrość biegnie naszym śladem jak piesek zziajany,
oszczekując wszystko, co niskie, płytkie i niegodne ludzi dojrzałych.
Potrzeba mi słońca, które leniwie kładzie się na skały,
słodyczy morza, gdy nieśmiało tuli się do ud i bioder,
a cofając się, unosi z sobą topografię kobiecego ciała.
Twój głos idealny, pełen akcentów jak muzyczna fraza,
nawiedza mnie nocami i wtedy sny mają jedwabisty powab,
a wszystkie rzeczy, duże i małe, trwają we wzajemnym zaufaniu.

Janusz Kryszak

Modlitwa gorliwego chrześcijanina - Janusz Kryszak

Modlitwa gorliwego chrześcijanina

Maurice Denis - Droga krzyżowa - 1889
Staram się, Panie Boże, wstaję wcześnie,
podlewam kwiaty i krzewy w ogrodzie,

zmieniam wodę psom, nie bluźnię sąsiadom,
natrętów nie chłoszczę złym słowem.

Wstrzemięźliwy w jedzeniu i piciu,
unikam też obżarstwa lektur i opilstwa muzyką.

Staram się, Panie Boże, widzę to tylko
co nie poniża i nie budzi zdrożnego pożądania.

Wytrwały w mnożeniu cnót i mądrości,
Śledzę jedynie pochody mrówek pod spękanym progiem.

Dopiero przed zaśnięciem skórą chłonę całą grozę.
Ale właśnie wtedy Ciebie nie ma, Boże.

Janusz Kryszak

Elegia na odejście szpaka - Janusz Kryszak

Bonawentura - Martwa natura z ptakami
Elegia na odejście szpaka

Nie wiem jak długo żyją szpaki ani gdzie umierają,
choć mógłbym to łatwo sprawdzić
w którejś z książek na półce za moimi plecami.

Ale teraz wciąga mnie w swoją głębię
Twoje milczenie, bezruch drobin powietrza,
nostalgia pustego parapetu.

Powtarzam jak frazę wiersza słowa niewiedzy,
patrząc w okno.

Nie ma nikogo. Cisza ogrodu wyższego seminarium.
Cisza lasu. Cisza wczesnej porannej godziny.

I milczenie tego, który i tak mówi najmniej.

Janusz Kryszak

Pewna okolica - Janusz Kryszak

Isaac Levitan - 1880
Pewna okolica

Radosny i wdzięczny wszystkiemu, co wokół
raz jeszcze schodzę w dolinę rzeki,
mijając klony i dęby wśród wysokich traw.

Na prawo wielki biały kamień na wpół wynurzony z wody,
na lewo mniejszy i gwałtowny skręt koryta rzeki.

Nieliczne brzozy wątłe, panienki słabowite,
omdlewają w czerwcowe południe pod słońcem palącym.

Jeśli czegoś mi tu brakuje, to śpiewu ptaków,
czegoś jeszcze bardziej żywego niż woda i drzewa,
by doświadczyć z całą mocą kruchości tego, co mnie otacza.

Co jest i znika w jednej i tej samej chwili
między wersami powtarzanego z pamięci wiersza.

Janusz Kryszak

Zioła żałobne - Stanisław Grochowiak

Józef Gielniak
Zioła żałobne

Trawa wzięła się w zapasy z trawą,
oset nie daruje pokrzywie –
Gielniak umarł.
Zaniosły się płaczem przyziemne badyle,
A mlecze – jak wdowy – rozpuściły swe siwe włosy,
Gielniak umarł.
O, jak tkliwie go przyjmują, jak cienko,
jakby sam to rytował
przezroczystą ręką,
Gielniak – który umarł.

I zostanie w listku, w zapachu, w łopianie,
jak nikt nie zostanie.

Stanisław Grochowiak

Obciążenie - Czesław Miłosz

Obciążenie
Antoine Bourdelle - Monument Mickiewicza - 1917

Ten Mickiewicz, po co nim się zajmować, jeżeli i tak jest wygodny.
Zmieniony w rekwizyt patriotyzmu dla pouczenia młodzieży.

W puszkę konserw, która po otwarciu miga
scenami kreskówki o dawnych Polakach.

I katolicyzm, czyż nie lepiej zostawić go w spokoju?
Żeby zachowany był rytuał kropienia święconą wodą
i obchodzenia świąt i odprowadzania umarłych na
szanowane cmentarze.

Zawsze znajdą się tacy, którzy będą go traktować
poważnie, to znaczy politycznie.

Nigdy jednak nie sprzymierzałem się z tymi wrogami
Oświecenia, którzy słyszą diabła przemawiającego
językiem liberalizmu i tolerancji dla wszelkich innowierców.

Niestety stosowało się do mnie amerykańskie
porzekadło, zresztą ułożone w nieprzyjaznej intencji:
"Raz katolik, na zawsze katolik".

Czesław Miłosz

Łatwopalni - Jacek Cygan



Łatwopalni

Znam ludzi z kamienia,
Co będą wiecznie trwać
Znam ludzi z papieru,
Co rzucają się na wiatr

A my tak łatwopalni
Biegniemy w ogień,
By mocniej żyć
A my tak łatwopalni
Tak śmiesznie mali
Dosłowni zbyt

Wiem, że można inaczej żyć
Oszukać, odbić czas
Wiem jak zimno potrafi być
Gdy wszystko jest ze szkła

Świat między wierszami
Największy ukrył skarb
Wiesz - w to miejsce czasami
Odchodzi któryś z nas

Jacek Cygan

Pieśń o sobie samym - Walt Whitman

Pieśń o sobie samym

Wierzę, iż źdźbło trawy nie mniej znaczy niż rzemiosło gwiazd,
A mrówka jest równie doskonała i ziarnko piasku i jajko strzyżyka,
[…]
A krowa, żująca z pochylonym łbem, przewyższa każdy pomnik,

A mysz jest cudem wystarczającym, by wstrząsnąć sekstylionem niewiernych. […]

Walt Whitman
przełożyła Ludmiła Marjańska

Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina - Walt Whitman

Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina

Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina
Boski promień spadający nagle, aż pękają te bańki mydlane, woda, bogactwo,
Te gorliwe cele działania — książki, polityka, sztuka, amory,
I nie zostaje zupełnie nic?

Walt Whitman
przełożył Czesław Miłosz

Jestem poetą rzeczywistości - Walt Whitman

Thomas Eakins - Portrait of Walt Whitman
Jestem poetą rzeczywistości

Jestem poetą rzeczywistości.
Twierdzę, że ziemia nie jest echem
Ani człowiek widmem.
Ale że wszystkie rzeczy widzialne są prawdziwe.
Świadectwo i białe świtanie rzeczy są równie prawdziwe.
Rozciąłem ziemię i twardy węgiel, i skały, i lite łożysko morza,
Zeszedłem tam, żeby badać długo,
I przynoszę stamtąd sprawozdanie,
Dowodzę, że wszystko tam pozytywne i gęste,
I że jest takie, jak wydaje się dziecku.

Walt Whitman
przełożył Czesław Miłosz

O, Kapitanie, Mój Kapitanie! - Walt Whitman



O, Kapitanie, Mój Kapitanie!

O kapitanie, mój kapitanie!! Nasza pełna lęku podróż dobiegła końca.
Okręt pokonał każdą nawałnicę, nagroda, na którą polowaliśmy, zdobyta,
Port już niedaleko, słyszę dzwony, ludzie wiwatują.
A oczy wiodą na kil, statek groźny i śmiały;
O serce! O serce! Serce!
O skrwawione kroplami czerwieni!
Tam gdzie na pokładzie Mój Kapitan leży
Zimny i martwy.

O kapitanie, mój kapitanie! Powstań i posłuchaj dzwonów;
Powstań – dla Ciebie wciągnięto flagę – dla Ciebie trąbka zagrała,
Dla Ciebie bukiety i ozdobne wieńce – dla Ciebie nabrzeże triumfujące,
Tobie wiwatuje ten rozkołysany tłum, ochocze twarze obracają się,
Słuchaj Kapitanie! Ukochany ojcze!
Moje ramię pod Twoją głową!
To ten sam sen, który śniłeś!
Ten właśnie sen z Twojego pokładu,
Na którym spocząłeś zimny i martwy.

Ale Mój Kapitan nie odpowiada, jego usta są blade i bezgłośne.
Mój ojciec nie czuje mojego ramienia, nie ma w nim życia i woli.
Okręt już zakotwiczył bezpiecznie i pewnie, podróż skończona i dokonana,
Z przerażającego rejsu zwycięski statek przybywa z nagrodą,
Wiwatuj tłumie i dzwony dzwońcie!
Lecz ja żałobnym krokiem
Przechadzał się będę po pokładzie,
Gdzie mój Kapitan leży zimny i martwy.

Walt Whitman
przekład...

Przemarsz aniołów - Konstanty Ildefons Gałczyński

Eugeniusz Gavlin
Przemarsz aniołów
(fragment "Koncertu fortepianowego")

Kołyszemy, pochylamy,
całujemy, oddalamy -
aniołowie.

Nastrajamy, poprawiamy,
otwieramy trudne bramy -
aniołowie.

Przebaczamy, istniejemy,
usypiamy, miłujemy -
aniołowie.

Deszcz pijemy, nic nie jemy,
kwiaty w lustrach, szafir niemy -
aniołowie

Konstanty Ildefons Gałczyński

Romans - Konstanty Ildefons Gałczyński

Marek Langowski - Romantyczny zagajnik
Romans

Kobiecy głos w brzozach, rosyjski w brzozach romans
"Ach, co za ból..."
i ta twarz taka nieznajoma
jak ten romans
"Ach, co za ból..."

Zgorączkowane niebo jest i betlejemskie,
coraz pochmurniej,
światło z ukosa;
porywa w taniec wiatr loki panieńskie,
mknące w niebiosa -
i moją furię.

Bij w struny, bij: Okręty i morza
na strunach dwu,
przypomnienie i zapomnienie, błękit i brzoza,
i twarz ze snu.

Konstanty Ildefons Gałczyński

Erotyk z księżycem - Nikos Chadzinikolau

Théodore Géricault - Pocałunek - 1822
Erotyk z księżycem

Objął ją wpół.
Pięła sie po nim jak powój,
- zasłoń okno.
Odwrócił się plecami do księżyca
i wargami wymodlił z jej ciała
miłość.

Nikos Chadzinikolau

W mroku gwiazd (fragment) - Tadeusz Miciński

W mroku gwiazd

(fragment)

Kiedy w rajskim dziwnym śnie,
kołysany szeptem tulipanów,
w mgły srebrzyste przyoblokłem Cię
na dalekiej wyspie Oceanów
(w dziwnym rajskim śnie) -
szafirową w ogniach różę
wydałem z mojego łona
i łzy szczęścia w gwiazd wichurze
przetopiłem w blask Oriona -
ach, ujrzałem Cię:
przeze mnie wyśnioną,
przeze mnie na wiek potępioną.

Bóg mściwy wyrwał ten mój serca kwiat
i wśród jaskiń księżyca pustyni
duchy wężów się wzniosły w las pinij -
a ze skał niebosiężnych gdzie był chram
patrzył na mnie fosforyczny zimny gad -
ze skał, gdzie się tuli śmierć do bram.

Tadeusz Miciński

Sonet zarozumiały - Vojtech Mihálik

René Magritte - The Return of the Flame - 1943
Sonet zarozumiały

W nocy ciemnej poetom rosną aureole
Jak płomienne talerze albo jak lwie grzywy –
Wtedy – czuli nad wszystko – na złość śmierci chciwej
Ondulują kędziorki na komety czole.

Dlatego – już z wieczora – w fryzjerskim mozole
Ostrzą brzytwy dowcipu i wzrok dociekliwy,
Ażeby, gdy zastuka rój gwiazdek o szyby,
Sadzać panny w fotele i spełniać swą rolę.

Byle promyk uchwycą, krzew ognisty wzniecą,
Wejdziesz do nich z kagankiem, wrócisz z wazą światła:
A wszak piszą po niebie swoją rzecz człowieczą,

Jak palcem na policzku dziewczęcym się pisze.
Wiedza to potrzebna, chociaż i niełatwa,
Panowie uczeni – i wy, towarzysze.

Vojtech Mihálik
przełożyli Stanisław Grochowiak i Witold Rutkiewicz