Zmierzch - William Butler Yeats

Zmierzch

Serce sterane, w przebrzmiałym czasie,
Wyrwij się z sideł dobrego i złego,
Zaśmiej się znowu wśród zmierzchu szarego,
Westchnij znów, serce, o porannej rosie.
Nie wie twa matka Eire, co to starość,
Zawsze lśni rosa, zawsze zmierzch szarzeje,
Choć miłość mija i bledną nadzieje,
Kiedy płomienie oszczerstwa je palą.
Pójdź, serce, gdzie piętrzy się stok nad stokiem,
Bo tam mistyczny jest związek jedyny
Słońca z księżycem, lasu i doliny,
Tam rzeka drogę drąży wraz z potokiem.
I woła Bóg samotnym rogu głosem,
A czas i świat jednako zawsze pierzcha,
Miłość jest mniej łaskawa od szarego zmierzchu,
Nadzieja nie tak droga jak poranna rosa.

William Butler Yeats
przekład Ewa Życieńska

Czytanie “Hamleta” - Anna Achmatowa

Czytanie "Hamleta"

Przy cmentarzu - piaskiem wiało z ugoru,
a dalej - błękitniała rzeka.
Powiedziałeś: "No cóż, idź do klasztoru
lub za mąż za głupca, nie zwlekaj."
Tak potrafią mówić tylko książęta,
lecz ja nie zapomnę tej rozmowy -
niech przez wieki spływa, wtedy zaczęta
jak z ramion płaszcz gronostajowy.

Anna Achmatowa
przekład Mieczysława Buczkówna

Stoją Gorzkie Pagórki - Tadeusz Nowak



Stoją Gorzkie Pagórki

Stoją gorzkie pagórki, bo gorzka jest zieleń,
gdzie przebiega wilk nocy i prędki dnia jeleń,
nie spotkają się nigdy w ruchomej przestrzeni,
wilk w jelenia, a jeleń się w wilka zamieni.

U pagórków dolina Dunajcem rozcięta
jak gałęzią miłości zrywaną zbyt chciwie
przez podobne do światła i wiatru dziewczęta,
bo gdy biegną - nie skrzypi miedziane igliwie.

Pachnie zieleń obmyta przez wiatry i deszcze
i dolina się słońcem wypełnia po brzegi,
choć wśród lasów zbliżonych do nieba śpią jeszcze
dzikie stada gołębi i białe śpią śniegi.

Szukać ciebie nie trzeba, bo jesteś pod ręką,
biedna moja kołysko uśpiona piosenką
pod pagórkiem z jałmużny, gdzie ojciec mój orze
ziemię, gdy po ziemi przechadzają się zorze.

Do ciebie idę, dziadku, siedzący na progu
z fajką w zębach tak starą, że chyba po Bogu
dziedziczysz ją, a tytoń na pewno masz z raju,
bo dym pachnie jak lato i jesień w mym kraju.

Lubię słuchać twych baśni pod zmierzchem kasztanów
i patrzeć, jak się bawi twoimi wąsami
wnuczka - iskra uśmiechu. A ty się zastanów
nad jej dłonią wzniesioną po gwiazdę nad nami.

Do ciebie idę, matko, po trzykroć cierpieniem
ugodzona w dno serca, by stało się zadość
woli nieba, gdyż niebo jest twoim sumieniem
i sumieniem tych, którzy zabili twą radość.

Wiem, że nigdy dla ciebie nie znajdę pól śniegu
tak pokornie białego, byś mogła iść po nim
do twych synów, co leżą zabici na brzegu
niemej wody, z gałązką jedliny u skroni.

Do was, ludzie, przychodzę, gdy śpicie przy oknie
uchylonym do sadu, a w sadzie świt moknie
i groch burzy po dachu blaszanym się toczy,
zanim słońce przywróci wam mowę i oczy.

Będę chodził za wami i będę wam cieniem,
kiedy cień wam spod głowy wytrąci sierp żniwa;
deszczem będę, gdy wody ze źródła ubywa,
a pola są przebite na wylot pragnieniem.

Wyście mi dali wszystko, co może dać człowiek
dziecku ziemi tak biednej, że siebie się wstydzi:
dach nad głową, chleb, wodę i światło u powiek
i jeszcze coś, lecz tego prócz was nikt nie widzi.

Tadeusz Nowak

Telefon - Seamus Heaney

Telefon

„Poczekaj”, powiedziała, „skoczę go zawołać.
Pogodę mamy ładną: korzysta z okazji
I piele ogród”.
Jak gdybym go widział:
Klęcząc na ziemi, koło grządki porów,
Maca, ogląda, oddziela łodygę
Od łodygi, ostrożnie wyrywa to wszystko,
Co nieforemne, słabe i bezsilne,
Czując radość, gdy łamie się każdy korzonek,
Lecz i żal...

I złapałem się na tym, że słucham
Głośnego jak w grobowcu tykania zegarów
Z sieni, gdzie leży samotna słuchawka
W ciszy luster, w słonecznych odblaskach wahadeł,

I jeszcze na tej myśli: gdyby rzecz się działa
Dzisiaj – Śmierć tak by mogła wzywać Everymana.

Odezwał się i prawie rzekłem, że go kocham.

Seamus Heaney
przełożył Stanisław Barańczak

Zakochany - Jorge Luis Borges

Zakochany

Księżyce, słoniowe kości, narzędzia, róże,
Lampy i kreska Durera,
Dziewięć cyfr i zmienne zero,
Muszę udawać, że te rzeczy istnieją.

Muszę udawać, że w przeszłości były
Persepolis i Rzym, i że piasek
Delikatny mierzył los krenelaży,
Które żelazne wieki unicestwiły.

Muszę udawać, że istnieje broń
I stos epopei, i ociężałe morza,
Co podmywają ziemi filary.

Muszę udawać, że są inni. To kłamstwo.
Tylko ty jesteś. Ty, moje nieszczęście
I moje szczęście, niewyczerpane i czyste.

Jorge Luis Borges
przekład (?)

Twój lot - Eugenio Montale

Twój lot

Jeśli w ogniu przybywasz (nad twoją grzywą
pochylają się amulety i okrywają cię
gwiazdami),
dwa światła walczą o ciebie
w głębi parowu, co rozchyla się pod
sklepieniem ciernistego gąszczu.

Szaty są w strzępach, zdeptane krzewy
znów podejmują rozmowę,
a wypukła sadzawka z ludzkim
skrzekiem otwiera się w bruzdach ciszy.

Och, nie mąć nieczystych wód
przybrzeżnych, pozostaw dokoła
płonące stosy, gęsty dym
ponad przesądami!

Jeśli ugasisz (włosy
jak jasny popiół ponad zmarszczką,
którą łagodnie opuściło niebo),
jakże wtedy dłoń od jedwabi i klejnotów
potrafi odnaleźć wśród umarłych
swojego wyznawcę?

Eugenio Montale
tłum. Marek Baterowicz

Antonio Vivaldi - Tomas Venclova

Antonio Vivaldi
T.M.
Chór sekund pokonało promienia solo.
Jak widomy znak, że ten dzień dobiegł końca,
za zboczami azbestu i blachy bębni w portowe molo
piana niemal jesienna, niemal nic nie ważąca.

Kolejne słońce sierpnia nad miastem w niebyt odeszło.
Wilgoć szary, oblazły portal napoczyna,
marzną pilastry. Ale rośnie Se parto, se resto
pod szklanym dachem, niczym drzew Edenu gęstwina.

Cykada albo biedronka w królestwie pni brzmiących na wietrze,
figurka na kominku upaja się struny podźwiękiem
i sama zamienia się w głos, pojąwszy, że czas mknąć w powietrze,
bo ciała nie zostawiają wszak śladów na piasku miękkim.

Tańczy i wiruje, z aniołem ścigać się skora,
nad lasem pięciolinii chwyta dis ruchem zręcznym,
rozpływa się w przestrzeni, i na nas także już pora,
a za drzwiami jest ciemno, i więcej nie ma za co być wdzięcznym.

Tomas Venclova
przeł. Zbigniew Dmitroca

Wieczór grudniowy – 72 - Tomas Tranströmer

Wieczór grudniowy – 72

A oto ja niewidzialny człowiek zatrudniony może
przez jakąś wielką Pamięć by żyć właśnie teraz. No i mijam

zamknięty na cztery spusty biały kościół w którym stoi świątek
uśmiechnięty, bezradny, jakby mu odebrano okulary.

Samotny. Wszystko inne jest teraz, teraz, teraz. Prawo
ciążenia, które wtłacza nas
w pracę za dnia i w łóżko nocą. Wojna.

Tomas Tranströmer
przekład Leonard Neuger

Zielony skrzypek - Tadeusz Śliwiak

Marc Chagall - Skrzypek zielony
Zielony skrzypek
(wolny przekład z Chagalla)

W Witebsku mróz
i szklane drogi

modlą się krzywe odmrożone palce
w karczmie
przed złotą cerkwią samowara

zaraz tu przyjdzie stary Żyd
z zieloną twarzą
przechyli głowę
i będzie grać
a tak ładnie
a tak cienko
że aż w całym Witebsku
śnieg się zatrzyma w powietrzu
i ukażą się na niebie
rude i białe konie
w długim aż do ziemi
weselnym welonie

Tadeusz Śliwiak

Dodawanie - Konstandinos Kawafis

Dodawanie

Czy jestem szczęśliwy, czy nieszczęśliwy, tego nie badam.
Ale to jedno zawsze z radością w pamięci chowam:
że w wielkim – czynionym przez tych, których nie cierpię – dodawaniu,
obejmującym tyle cyfr, ja z pewnością nie jestem
cyfrą jedną z wielu. W całość sumy
mnie nie wliczono. I ta mi radość wystarcza.

Konstandinos Kawafis
tłum. Zygmunt Kubiak

O wielki Boże et cetera - Julian Tuwim

* * *

O wielki Boże et cetera,
Cóż to się ze mną stało nagle,
Że "duch" "sam siebie" już nie "zbiera",
Że opuściłem nagle żagle.

Tak mi coś... psiakrew, braknie słowa,
Tak mi się "poziom" duszy zsunął...
Że gdybym wiedział, gdzie się chowa,
To bym jej w pysk z przekleństwem plunął...

Julian Tuwim
bardzo zły!

w ostatnich dniach czerwca 1912 roku

Julian Tuwim

Cóż... - Ernest Bryll


Cóż...

Cóż, mężczyzna nie płacze. Tego się nauczyłem
Od samego dzieciństwa. Coraz bardziej sucho
Miałem pod powiekami. I wzrok był ostrzejszy
I oddech spokojniejszy i świat jakby mniejszy
I mój głos w świecie nie brzęczał tak krucho

Cóż, mężczyzna nie płacze - bo zna swoją bezsiłę
Uczy się milknąć i w ciemność odchodzić
Przyjaciół nie mieć z wrogami się godzić

I tęsknić za łzą jedną co by z bożą łaską
Popłynęła mu z oczu zamiast ziaren piasku

Ernest Bryll

Żałość miłości - William Butler Yeats

Żałość miłości

Żałość, której nic nie wypowie,
W sercu miłości się kryje:
Na gościńcach, na rynkach - ludzi mrowie,
Chmury na niebie niczyje,
Zimne wichry jesieni, łomoczące
I w drzwi, i w okna, i w ściany
Wody szare, pośrod drzew płynące -
Grożą głowie umiłowanej.

William Butler Yeats
przekład Zygmunt Kubiak

Salome - Karel Kryl



Salome

Woda i ognia skry
Jagnię i wilcze kły
Słodka i okrutna
Drapieżna i smutna
Biel i czerń ...
We włosach maku kwiat
Stopa wybija takt
Cesarz za mój taniec
Każde me żądanie
Wypełnić chce ...

Salome - nad miastem wstaje dzień
Salome - jak struna ciało twe
Jak pnącze powoju
Gdy w zwiewnym swym stroju
dla władcy tańczysz ...

Salome - Chrzciciela ściął już kat
Salome - twój uśmiech w powietrzu drga
Wirujesz szalona
Twe usta czerwone
jak krwawa rana ...
Spalone ...

A rankiem światło dnia
Cesarz swe prawa zna
Cel uświęca kata
Historia po latach
Doceni to ...

A gdy u jego wrót
Milczący stanie lud
Powie mu te słowa
Że na tacy głowa
To mniejsze zło ...
Salome - wciąż tańczysz jak we śnie
Salome - już widzów coraz mniej
Tylko rój komarów
Dopija z pucharów
Ostatki wina ...

Salome - pobladłaś, wargi drżą
Salome - goście odeszli stąd
W kątku cicho siadasz
Cień na oczy pada
Salome ... płaczesz?

Karel Kryl
tłum. M. Miklaszewska

Miłość - Mira Kuś

***

miłość to przeprowadzić się
o kilka pięter wyżej
kupić nowe meble
musztardówkę wymienić na szklankę
brak powietrza zamienić na powietrze
nic zamienić na wspólny stół i tzw. wspólne łoże

miłość to kilkupiętrowe oszołomienie
to przejażdżka w chmurach na rowerze
miłość to

no miłość to przeprowadzić się
o kilka pięter wyżej
i patrzeć jak spadamy
coraz niżej

zresztą miłość
kto ją tam wie

Mira Kuś

Dusza moja - Maryla Wolska

Dusza moja

Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyną,
Co w las poszła o świcie, z dzbankiem, na jagody,
Krasą śmiała i ufna, że choć lata miną,
Ona przetrwa w urodzie lic swych wiecznie młodej...
Dusza moja na zawsze zostanie dziewczyną.

Dusza moja w zielonym na warkoczach wianku,
Ścieżką idzie samotna, wolna jak ptak w lesie,
W pas się słońcu jednemu kłania o poranku,
Niby wicher swobodna nad życiem się niesie,
Dusza moja w zielonym na warkoczach wianku...

Dusza moja nikomu wziąć się nie da w ręce,
Własna, swoja, niczyja, nieznana nikomu,
W zaświat boży swe serce poniesie dziewczęce,
Niby malin, wieczorem, pełny dzban do domu —
Dusza moja nikomu wziąć się nie da w ręce.

Maryla Wolska

Los - Julian Tuwim

Tamara Lempicka - Portrait of the Marquis of Afflito
Los

Taki to już los mój będzie,
Takie to już miłowanie:
Przywitanie, pożegnanie,
Pożegnanie, wspominanie...
Oczy twoje widzę wszędzie,
Oczy twoje mnie całują,
Z dali, a dali mnie miłują,
Nie przychodzą na wzywanie,
Jeno błyszczą, jak w legendzie,
W dali, w dali, zewsząd, wszędzie,
- Taki to już los mój będzie,
Takie to już miłowanie:
Przywitanie... pożegnanie...

Julian Tuwim

Nie mogę z tobą żyć (640) - Emily Dickinson

Nie mogę z tobą żyć (640)

Nie mogę z tobą żyć -
To znaczyłoby życie -
A życie jest tam - niżej -
Za skałę skryte -

Grabarz ma do niej klucz -
Odstawia tam naczynie -
Nasze życie - jak filiżankę -
Wyrzuconą przez gospodynię -

Stłuczoną - wyszczerbioną -
Porcelana jest cienka -
Nowa - z Sevres - cieszy -
A stara - pęka -

I umrzeć z tobą - nie mogę -
Bo jedno musi drugiemu -
Zamknąć oczy -
A ty byś - nie mógł -

A ja - czy mogłabym - obok
Stać - i widzieć jak stygniesz -
Nie mając prawa do chłodu -
Tego przywileju śmierci?

I zmartwychwstać nie mogłabym z tobą -
Bo w twojej twarzy
Jezusową mogłabym ujrzeć -
Co nową Łaską się żarzy -

Jasno - ale i obco -
W moim wzroku stęsknionym za domem -
Tylko, że ty jaśniałeś -
Bliżej niż On -

I sądzono by nas -
Bo ty służyłeś Niebu -
Albo - starałeś się -
Ja - nie umiałam tego -

Ponieważ się moje oczy
Tobą syciły -
Podziwiać skąpej światłości
Raju - nie miałam siły -

I gdybyś był zgubiony -
I ja byłabym zgubiona -
Choćby moje imię rozbrzmiewało
Najgłośniej w niebiańskich rejonach -

A gdybyś ty był - zbawiony -
A mnie skazano na pobyt -
Gdzie nie ma ciebie -
Już to samo - piekłem byłoby -

Musimy więc się łączyć - osobno -
Ja tutaj - ty tam - nie inaczej -
Otwierając na oścież drzwi -
Modlitwy - i oceany -
I białe pożywienie -
Rozpaczy

Emily Dickinson

Sprzeczka - Jan Lechoń

Alexandru Darida
Sprzeczka

Już zimny dzień jesienny zaczyna omdlewać
I w myślach szukam kształtu twej drogiej postaci,
I ból, co mną nurtuje, wszechwładną moc traci.
Pójdziemy do ogrodu. Nie warto się gniewać.

Patrz, księżyc nad jezioro zza chmury wypływa,
W milczeniu stoi ogród jak mlekiem oblany,
I tylko czasem, z trzaskiem pękają kasztany.
Wsłuchujemy się w tę ziemię; jest chyba szczęśliwa.

W akacje płynie fala zimnego przewiewu -
Ach, niechaj nas przepływa, ach, niechaj w nas wieje
I niechaj nas oczyszcza, jak z liści aleje -
Nas, ślepych na swą miłość, pobladłych od gniewu.

Jan Lechoń

O sezony, kasztele! - Arthur Rimbaud

* * *

O sezony, kasztele!
Dusz bez wad jest niewiele!
Z magicznych wziąłem doświadczeń
Szczęścia poczucie władcze.
Chwała mu, gdy brzmi nuta
Galijskiego koguta.
Ach, wyzbędę się pragnień:
Ono mną całym zawładnie.
Czar przenikł duszę i ciało,
By trudów poniechało.
O sezony, kasztele!
Ach, chwila, gdy uleci,
Będzie godziną śmierci.
O sezony, kasztele!

Arthur Rimbaud
tłum. Artur Międzyrzecki

Zapukało szczęście do drzwi nie w porę - Dorota Chróścielewska

* * *

Zapukało szczęście do drzwi nie w porę
Och przepraszam ale jestem zajęta
Głupie szczęście To onegdaj wieczorem
zaświeciła się w ogródku mięta

Zapukało szczęście do drzwi pięściami
Zawaliło szczęście do drzwi z całej mocy
Zajarzyło się tymi gwiazdami
co płonęły za górami za lasami
za latami
Łomotało do okien do drzwi
Więc łańcuchy spuściłam ciężkie
i wpuściłam i widzę przez łzy
To nie szczęście przyszło lecz nieszczęście

Dorota Chróścielewska

Neutralne odcienie - Thomas Hardy

Neutralne odcienie

Staliśmy w ten zimowy dzień, z zimna skuleni,
Nad stawem, w słońcu zbladłym, jakby Bóg je zbeształ;
Nędzną darń kryły liście, spopielała resztka
Ognistych barw jesionu z minionej jesieni.

Patrzyłaś na mnie wzrokiem, jakim się obdarza
Zagadki o od dawna znanych rozwiązaniach;
Mówiliśmy – spierali się bez przekonania,
Któremu z nas ta miłość więcej strat przysparza.

Twój uśmiech był najbardziej martwą z wszystkich w świecie
Rzeczy dość żywych, aby miały siły skonać;
I kącikom ust gorycz ciążyła spóźniona,
Jakby złowróżbny ptak próżno chciał wzlecieć...

Odtąd wszystko trwa dla mnie w kształcie tej jałowej
Lekcji – że miłość łudzi, by skazać na mękę:
Twoja twarz, drzewo, słońce przez Boga przeklęte
I staw obramowany szarawym listowiem.

Thomas Hardy
tłum. Stanisław Barańczak

Bezsenność - Władysław Broniewski

Bezsenność
Nie śpię, spać ci nie daję, palę papierosy;
na stole: budzik, chleb, dwie żółte chryzantemy,
listopadowy wiatr za szybami krzyczy wniebogłosy,
ja jestem niemy,
tylko na kształt krzywego drewna
wykrzywiam się na ten wszechświat...
Śpij, moja dobra, rzewna,
ja nie śpię.
Jeśli chcesz, to mi odbierz papierosy,
albo rękę połóż na włosy,
do snu się każ ukołysać,
naucz, jak wiersze pisać.

Władysław Broniewski

Ballada o Paniach Minionego Czasu - Francois Villon



Ballada o Paniach Minionego Czasu

Powiedz mi, gdzie y w iakiey ziemi
Iest Flora, rzymska krasawica;
Archippa, cud między cudnemi,
Tais, stryjeczna iey siestrzyca?
Ty, Echo, co głos wracasz skory,
Gdy pomknie nad strumienia biegi,
Mów, gdzie są Piękne dawney pory?...
Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

Powiedzcie, kędy iest uczona
Helois, dla miłości którey
Abeylart Piotr, zmienion w kapłona,
Żal swóy w klasztorne zamknął mury?
Podobnież, gdzie ta monarchini,
Co, śmiertelnemi szyiąc ściegi
Worek, gachowi grób zeń czyni?...
Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

Królowa Blanka, iak liliia,
Syrenim głosem zawodząca,
Berta o wielkiey stopie, Liia,
Bietris, Arambur, Alys wrząca,
Iohanna, co w mężczyźńskiey szacie
Anglików gnała precz szeregi,
Gdzież są? Wy mówcie, ieśli znacie…
Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

PRZESŁANIE

Nie pytay, kędy hoże dziewki
Idą stąd y na iakie brzegi
Iżbyś nie wspomniał tey przyśpiewki.
Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

Francois Villon
przekład Tadeusz Boy-Żeleński

Być może po to, aby poczuć jak... - Edward Estlin Cummings

Być może po to, aby poczuć jak...

być może po to, aby poczuć, jak
srebrzysta ryba jej nagości
uderza mnie rozkosznie ostrymi płetwami,

moja młodość zmierzała ku niej przez lat tyle

i może po to, aby w sidłach zadrżał ptak
tak nieśmiałego podobieństwa między nami,

przeszedłem tyle krain, by wreszcie zagościć
w jej młodym przyzwoleniu.
I jeśli w tej chwili
ktoś mnie słyszy - niech o mnie z litością pamięta:
o tym, że przez las cudów kroczyłem samotnie,
zaszyty w jego bezludnych ostępach,
że moje stopy poznały stokrotnie
każdą z dróg, czy to prosta była, czy pokrętna,
i o tym jeszcze, że ona jest piękna

Edward Estlin Cummings
tłum. Stanisław Barańczak