Wywiad psychiatryczny - Anne Sexton

Krzysztof Izdebski-Cruz - Violet - 2010
Wywiad psychiatryczny -
- Państwowy Szpital w Bostonie 1964

DR: Czy ktoś Pani kiedyś powiedział, na czym polega Pani choroba, Pani Sexton ?
JA: Tak. Jestem histeryczką.
DR: A co to oznacza?
JA: Cóż,to oznacza, że nie jestem psychotyczką.
DR: Jest Pani pewna?

(Tutaj Anne Sexton wstawia didaskalia: "Lęk przed psychozą, lęk przed utratą samokontroli. Lęk".
Na następnym spotkaniu lekarz powrócił do kwestii diagnozy.)

DR: A jeśli nawet jest Pani psychotyczką. Nie ma przecież oczywistej bariery czy różnicy między psychozą a neurozą.
JA: Lęk. Lęk przed utratą samokontroli. Lęk. Mój dziadek umarł w kaftanie bezpieczeństwa. Ciotka umierała jako wariatka. Lęk przed psychozą. Neuroza wydaje mi się czymś całkiem normalnym.
DR: A te Pani wierszyki?
JA: Wiem, że to głupie. I śmieję się.
Wygląda na to,
że nie potrafię czuć się inaczej niż głupio.
Ciągle mówię JĘZYKIEM

Anne Sexton
przełożyła Maria Korusiewicz

Księżyc i Cis - Sylvia Plath

Stella Im Hultberg - Memories Of
Księżyc i Cis

Oto jest światło myśli, zimne, planetarne.
Drzewa myśli są czarne, a światło niebieskie.
Trawy smutki swe składają u stóp Bogu,
kłując mnie w kostki szepczą o pokorze.
Kłębiące się i zwiewne mgly tutaj mieszkają,
rząd nagrobków oddziela mnie od mego domu,
tak, że nie wiem poprostu, jak się stąd wydostać.

Księżyc to nie drzwi przecież. Tylko twarz własna,
blada jak pięść człowiecza gniewnie zaciśnięta.
Wlecze za sobą morze niby zbrodnię ciemną. Cichy,
spogląda na mnie w rozpaczy. Mieszkam tutaj.
Dwa razy tu w niedzielę dzwony budzą niebo
i osiem serc ogromnych zmartwychwstanie głosi.
Na koniec skrupulatnie wydzwaniając siebie.

Cis wystrzela ku niebu. Kształt ma wręcz gotycki.
Oczy biegną ku górze i znajdują księżyc.
Księżyc jest moją matką. Nie słodką jak Maria.
Niebieska suknia sieje sowy, nietoperze.
Och jak bardzo chciałabym uwierzyć ja w tkliwość -
w tę twarz posągu bladą w świec świetle łagodnym,
co tylko ku mnie zwraca swoje słodkie oczy.

Jak daleko odeszłam. Chmury zakwitają
niebieskie i mistyczne ponad gwiazd twarzami.
Gdzieś w kościele ci święci staną się niebiescy,
płynąc na delikatnych stopach ponad zimną ławką,
twarze ich i ręce sztywne od świętości.
Księżyc tego nie widzi. Łysy jest i dziki.
Cis przesyła mi ciemność - ciemność i milczenie.

Sylwia Plath
przełożyła Teresa Truszkowska

Gorączka 40° - Sylvia Plath

Damian Kłaczkiewicz - Bursztynowa jesień
Gorączka 40°

Czysta? Cóż to znaczy?
Języki piekła
Są tępe jak potrójny
Język tępego, tłustego Cerbera
Sapiącego u bram. Niezdolnego
Wylizać do czysta

Drżące ścięgno, grzech, grzech.
Suche drewno krzyczy.
Niezniszczalny zapach
Zdmuchniętej świeczki!
Kochanie, dymy wysnuwają się
Ze mnie jak szale Isadory. Boję się,

Że któryś z nich zaczepi się i utkwi w kole.
Te żółte posępne dymy
Tworzą swój własny żywioł. Nie wzlecą,
Lecz będą krążyć wokół globu
Dusząc starców i pokornych,
Słabe
Wychuchane niemowlę w łóżeczku,
Przerażający storczyk,
Co zawiesza swój wiszący ogród w powietrzu,
Diabelski lampart!
Promieniowanie wybieliło go
I zabiło w ciągu godziny.

Namaszcza ciała cudzołożników
Jak popiół Hiroszimy i przeżera je.
Grzech. Grzech.

Kochanie, przez całą noc
Wciąż migotałam i gasłam.
Pościel ciąży jak pocałunek rozpustnika.
Trzy dni. Trzy noce.
Woda z cytryną, rosół
Z kury, wymiotowałam po nim.

Zbyt czysta jestem dla ciebie lub innych.
Twoje ciało
Rani mnie jak świat rani Boga. Jestem latarnią -

Moja głowa księżycem
Z welinowego papieru, ma wykuta jak złoto skóra
Niezwykle delikatna, niezwykle cenna.

Czyż nie zdumiewa cię mój żar i jasność.
W samotności jestem olbrzymią kamelią,
Która rumieniąc się przybliża i oddala.
Zdaje mi się, że wzlatuję.
Zdaje mi się, że mogłabym wstać —
Kulki rozżarzonego metalu unoszą się, a ja kochanie,

Jestem czystym acetylenem,
Dziewicą
W asyście róż,
Pocałunków, cherubinów,
Cokolwiek te różowości oznaczają.
Nie ciebie ani jego.
Nie jego ani kogoś innego.
(Moje ja, te halki starej nierządnicy, topnieją) —
W drodze do raju.

Sylvia Plath
przełożyła Teresa Truszkowska

Szczęśliwy mędrzec Epikur - Dorota Chróścielewska

Hans Makart - Pięć zmysłów - 1884
* * *

Szczęśliwy mędrzec Epikur na ramię
piękną głowę zwiesiwszy myślał nadaremnie:
I dlaczego mam bać się. Gdy przede mną stanie
śmierć moja i dłoń wzniesie – wtedy mnie nie będzie
I szczęśliwy do wargi wzniósł falerna szklanę
piękną głowę zwiesiwszy szeptał nadaremnie:
I dlaczego mam bać się - Gdy przede mną stanie
śmierć moja i dłoń wzniesie – wtedy mnie nie będzie
i zaskowyczał Epikur na ramię
piękną głowę zwiesiwszy Ryczał nadaremnie:
ja się wcale nie boję gdy przede mną stanie
śmierć moja i dłoń wzniesie – lecz że mnie nie będzie
I szczęśliwy do wargi wzniósł falerna szklanę
I zębami Epikur w słodką szklanę dzwonił
I załamali ręce tłuści purytanie
i ze zgrozą szeptali: hedonizm.

Dorota Chróścielewska

1971 - Jorge Luis Borges

Anne Lan - Selene i Endymion
1971

Wędrowało po księżycu dwóch ludzi.
Po nich byli inni. Bezradne są słowa
I sztuka, jej zmyślonych tworów mowa,
Wobec obrazu, co nam oczy łudzi.
Upojeni boską trwogą, zuchwali
Idą księżycem synowie Whitmana,
Przed nimi pustka dziewicza, nieznana,
Co przed Adamem była i trwa w dali.
Nie była ułudą miłość Endymiona,
Hipogryf, Wellsa osobliwy świat,
Który w pamięci przechowuję od lat.
Tych śmiałków teraz nosimy imiona.
Żyją chwilami szczęścia i odwagi
Wszyscy bez wyjątku ludzie na tej ziemi,
Dniem jak inne pospolitym zadziwieni,
Dniem pamiętnej Odysei i magii.
Luna - której szuka miłość odwieczna
Gdzieś na niebie, z obliczem zasępionym,
Wiedziona snem, pragnieniem niespełnionym -
Będzie ich pomnikiem: jedyna i wieczna.

Jorge Luis Borges
przekład Dorota i Adam Elbanowscy

Nadmiar - Wisława Szymborska

Nadmiar

Odkryto nową gwiazdę,
co nie znaczy, że zrobiło się jaśniej
Justyna Kopania - Czar nocy
i że przybyło czegoś czego brak.

Gwiazda jest duża i daleka,
tak daleka, że mała,
nawet mniejsza od innych
dużo od niej mniejszych.
Zdziwienie nie byłoby tu niczym dziwnym,
gdybyśmy tylko mieli na nie czas.

Wiek gwiazdy, masa gwiazdy, położenie gwiazdy,
wszystko to starczy może
na jedną pracę doktorską
i skromną lampkę wina
w kołach zbliżonych do nieba:
astronom, jego żona, krewni i koledzy,
nastrój niewymuszony, strój dowolny,
przeważają w rozmowie tematy miejscowe
i gryzie się orzeszki ziemne.

Gwiazda wspaniała,
ale to jeszcze nie powód,
żeby nie wypić zdrowia naszych pań
nieporównanie bliższych.

Gwiazda bez konsekwencji.
Bez wpływu na pogodę, modę, wynik meczu,
zmiany w rządzie, dochody i kryzys wartości.

Bez skutków w propagandzie i przemyśle ciężkim.
Bez odbicia w politurze stołu obrad.
Nadliczbowa dla policzonych dni życia.

Po cóż tu pytać,
pod iloma gwiazdami człowiek rodzi się,
a pod iloma po krótkiej chwili umiera.

Nowa.
- Przynajmniej pokaż mi, gdzie ona jest.
- Między brzegiem tej burej postrzępionej chmurki a tamtą, bardziej na lewo, gałązką akacji.
- Aha - powiadam.

Wisława Szymborska

Tu i teraz - Julia Hartwig

Tu i teraz

Zastanowiło go to zdanie
gdzie odnajdował ślady własnych poszukiwań
których nie domyślał do końca
z roztargnienia lenistwa
czy braku dostatecznego rozumu
Miał go jednak wystarczająco
by żywić szacunek dla człowieka
który odnalazł to czego on szukał
być może w drodze wątpiąc o sobie
i przyjmując w pokorze że to nie kto inny
został wybrany do wypełnienia zadania
Żal tylko że właśnie tu i teraz był tak nieobecny
że nie spojrzał na staw i na migotliwe iskry
krzesane ruchem owadów osiadających na powierzchni wody
i na lot tęczujących ważek

Julia Hartwig

Inkantacje - Zbigniew Herbert

Inkantacje

Kurt Regschek - Wielki Mag
pod złamaną pieczęcią nieba
wspina się głos
do ciebie
bóstwo
o oczach nieustających
i dłoniach mineralnych
cały
świecący nagi
którego imię zanurzone jest w czarnym kamieniu
o ty
mlaskający na widok krwi
znudzony modłami
cały
z litego zachwytu
o głowie ciężkiej
i nozdrzach wschodnich
okrutny i zmysłowy
który nie jesteś doskonałością
pod stopami
masz gwiazdy
ale co jest nad głową co jest ponad
o nieparzysty i nieforemny
stale cierpiący na nadmiar
oto wspinają się inkantacje kapłanów
po drabinie wonności
ale ich głos
jest słaby
ginie w miejscu gdzie rozwiewają się dymy
tylko
jąkanie poety
dochodzi do wielkich mięsistych uszu
jest ono
jak płomień połykający gruby sznur
pełen supłów i tajemnic

Zbigniew Herbert

Do Johna Keatsa - Jorge Luis Borges

William Hilton - Portret Johna Keatsa - 1839
Do Johna Keatsa

Od dnia narodzin aż do chwil ostatnich,
Które dla ciebie nadeszły zbyt wcześnie,
Jak los, co szczęście daje lub boleśnie
Rani, osaczało cię piękno w matni
Życia. Było w bladych, londyńskich świtach,
W czyimś głosie, w czyjejś twarzy nieznanej
I na śmiertelnych wargach ukochanej
Fanny Brawne, i w słownikach, i w mitach.
Ślepocie czasu wydarty na zawsze,
Spoczniesz w wieczności urn greckich i w śpiewie
Słowika. Jesteś wolny, jesteś zbiegiem,
Nic śladów twoich na ziemi nie zatrze.
Byłeś płomieniem. A dziś nie popiołem
Jesteś, lecz chwałą, pamięcią, żywiołem.

Jorge Luis Borges
przekład Dorota i Adam Elbanowscy

Do Pierwszego Poety Węgier - Jorge Luis Borges

Piotr Stempka - Alchemik
Do Pierwszego Poety Węgier

W dniu dzisiejszym, dla ciebie tak odległym,
Nieosiągalnym dla wróżbity, który
Wzbronioną przyszłość czyta z ruchu planet
Ognistych albo we wnętrznościach byka,
Z łatwością mógłbym, bracie mój i cieniu,
Odszukać imię twe w encyklopediach
I poznać rzeki, które odbijały
Twarz twą, co dziś nicością jest i prochem,
Odkryć, jacy królowie, bóstwa, miecze
Na chwałę twoich nieskończonych Węgier
Zbudziły głos twój, by rozbrzmiały pieśni.
Rozdzielają nas oceany, noce,
Przeobrażenia epok i stuleci,
Dzielą klimaty, imperia i rody,
Ale w zagadkowy sposób łączy nas
Umiłowanie słów nieodgadnione,
Przywiązanie do symboli i dźwięków.
Na podobieństwo strzelca Eleaty

Samotny człowiek w puste popołudnie
Daje się unieść daremnej nostalgii,
Która go zwodzi na spotkanie z cieniem.
Lecz cóż, nigdy nie staniemy twarzą w twarz
I głosu mego nigdy nie usłyszysz.
Dla ciebie ja nie jestem nawet echem;
Ja sam dla siebie jestem niewiadomą,
Tęsknotą, wyspą magii oraz lęku,
Co być może jest ludzkim przeznaczeniem
I twoim także, choć pod innym niebem.

Jorge Luis Borges
przekład Dorota i Adam Elbanowscy

Do Smutnego - Jorge Luis Borges

fot.Paula Grenside
Do Smutnego

Oto jest, co już było: miecz niezłomny
Saskich plemion, ich wiersza rytm żelazny,
Morza i wyspy, gdzie los nieprzyjazny
Rzucił syna Laertesa, ogromny
Złoty księżyc nad Persją, nieskończone
Ogrody filozofii i historii,
Nagrobne złoto pamięci i glorii
I noce jaśminami odurzone.
To wszystko na nic. Nic cię nie ocali:
Ani wiersze składane pracowicie,
Snu ocean, ani gwiazda w oddali,
Która nie wie, że zgaśnie o świcie.
Jedna kobieta jest ci przeznaczona,
Taka jak inne, ale tylko ona.

Jorge Luis Borges
przekład Dorota i Adam Elbanowscy

Post mortem - Wole Soyinka

Franciszek Kulon - Co jeszcze do unicestwienia
Post mortem

nie tylko piwu służą chłodnie, hojnie
dostarczają daniny trumny kostnic
mroźnych, uzbrojona jest - chwała jej! -

lodowata dłoń śmierci... człowiek
usta ma pełne waty, męskość
niczym glista skurczona

a głowa wydrążona, mózg
leży na wadze - czy po śmierci można.
wiedzy uprzedniej dowieść?

ciało wyznaje cicho, co skazało język
by umilkł, czyjeś palce sądzą
że się nauczą jak uniknąć śmierci.

kochajmy wszelką szarość, skalpel
szary i mury, jeden sen szary, kształt
obraz.

Wole Soyinka
tłum. Ewa Fiszer

Strącony anioł - Jaroslav Seifert

Strącony anioł

Już mi się widzieć go zdarzyło,
szew mroku się w pamięci spruł:
w milczeniu stał nad tą mogiłą
i strzegł brzęczenia starych pszczół.

Teraz wichury dmą okropne
Wczoraj wiatr wskoczył tu przez mur
i dziabnął. Martwy helikopter
leży w odłamkach własnych piór.

Przyleciał ptak o dzikim puchu,
co miał z pradawnych epok dziób,
i czterech trwało nas w bezruchu,
ten anioł, ptak i ja, i grób.

Jaroslav Seifert
przełożył Leszek Engelking

Środa popielcowa (fragment) - 4 przekład - Thomas Stearns Eliot

Środa popielcowa (fragment)

Ponieważ wiem, że czas jest zawsze tylko czasem
Witold Wojtkiewicz - Popielec (Medytacje)- 1908
I miejsce jest zawsze tylko miejscem
A to, co ważne jest, wagę ma tylko raz
I w jednym tylko miejscu.
[...]
I proszę Boga o litość nad nami
I proszę go o dar zapominania
Wszystkiego o czym to zbyt często
ze sobą samym rozprawiam
I co zbyt często muszę sobie wyjaśniać
Ponieważ nie mam nadziei że jeszcze powrócę
Nich odpowiedzą wam za mnie te słowa
Bo to, co wydarzyło się już
Nie zdarzy się nigdy więcej
Więc może sąd nad nami nie będzie zbyt surowy
[...]
Naucz nas zatem jak mamy się troszczyć
I jak nie przejmować się wcale
I naucz nas trwać w milczeniu
[...]
Módl się za nami teraz i w godzinę śmierci naszej

Thomas Stearns Eliot
w przekładzie Jacka Nowaczyka

Środa popielcowa - I fragment - (3 przekład) - Thomas Stearns Eliot

Tomasz Alen Kopera
Środa popielcowa - I fragment

Albowiem nie mam nadziei na zwrot i zmianę
Albowiem nie mam nadziei zmian
Wstecz do pragnień czyichś talentów lub czyichś szans
Już nie robię wysiłków by dążyć do tych spraw
(Bo cóż miałby postarzały orzeł rozpinać skrzydła?)
Po cóż miałbym żałować
Zanikłej mocy zwykłego panowania?

Albowiem nie mam nadziei zaznać znów
Chwały kruchej pomyślnej godziny
Albowiem nie przypuszczam
Albowiem wiem naprawdę że nie zaznam
Owej prawdziwej władzy co przemija
Nie umiejący pić
Gdzie drzewo puszcza kwiat i biją źródła, bo tam
znów nie ma nic

Albowiem wiem, że czas to zawsze czas
A miejsce miejscem jest, niczym więcej
I co się dzieje, dzieje się tylko raz
W jednym miejscu
Z radością biorę rzeczy tak jak są i
Wyrzekam się uwielbionej twarzy
Wypieram się głosu
Albowiem nie mam nadziei na zwrot i zmianę
Więc raduję się, gdy mam zbudować coś
Z czego mógłbym się cieszyć [...]

Thomas Stearns Eliot
tłum. Jerzy Niemojowski

Środa popielcowa (fragment) - 2 przekład - Thomas Stearns Eliot

Środa popielcowa
(fragment)- 2 przekład


Mi-carême - Witold Wojtkiewicz -1907
Pani ukojeń
Cicha a bolesna
Rozdarta a cała
Różo pamięci
Różo zapomnienia
Sterana a ożywcza
Stroskana cichości pełna
Różo jedyna
Ogrodem się stała
Gdzie miłościom kres
Gdzie koniec udręki
Miłości niespełnionej
I gorszej udręki
Spełnionej miłości
Kres bezkresowi
Podróży bez końca
Wynik tego
Z czego nic nie wynika
Mowa bez słów
Wymowy słowo
Tobie Matko dzięki
Za Ogród
Gdzie miłości kres.

Thomas Stearns Eliot
tłum. Adam Pomorski

Środa Popielcowa - Jadwiga Zgliszewska

Julian Fałat - Popielec - 1881
Środa Popielcowa

Jak co roku
pochylą głowy
kapłan wypowie
te same słowa

na czas pokuty -
znak pokory
proch ze spalonych palem

memento mori...

Jadwiga Zgliszewska

Popielec (1 przekład) - Thomas Stearns Eliot

Józef Mehoffer - witraż Chrystus Frasobliwy - 1909
Popielec


Skoro nie mam nadziei, bym jeszcze powrócił
Skoro nie mam nadziei
Skoro nie mam nadziei, bym wrócił
Do pożądania zalet innych ludzi
Nie usiłuję walczyć o te sprawy
(Po cóż ma stary orzeł rozpościerać skrzydła?)
Po cóż bym opłakiwał
Miniona chwałę zwykłego królestwa?

Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznał
Niepewnej chwały określonej chwili
Skoro nie sądzę
Skoro wiem, że nie zaznam
Prawdziwej mocy, która przemija
Skoro nie mogę pić
Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek, bo nic tam już nie ma

Skoro wiem, że czas jest zawsze czasem,
A miejsce zawsze i jedynie miejscem,
A co się dzieje, to się dzieje tylko jeden raz
I tylko w jednym miejscu,
Cieszę się, że jest tak jak jest
Wyrzekam się uwielbianej twarzy
I wyrzekam się głosu
Skoro nie mogę mieć nadziei, bym jeszcze powrócił
Raduję się, że mam coś stworzyć
Co sprawiałoby radość

I modlę się do Boga o litość nad nami
I modlę się, bym mógł zapomnieć
O sprawach, które ważę w sobie zbyt przytomnie,
Zbytnio roztrząsam
Skoro nie mam nadziei, bym jeszcze powrócił
Niech mówią za mnie te słowa
Bo co się stało, już się nie stanie
Niech sąd nad nami nie będzie zbyt srogi

Skoro już skrzydła nie niosą mnie w przestrzeń,
Tylko z wysiłkiem biją powietrze
Teraz już próżne, doszczętnie jałowe,
Próżniejsze i bardziej jałowe niż wola,
Ucz nas jak troszczyć się i jak nie troszczyć
Ucz nas cichości.

Módl się z nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej
Módl się za nami teraz i w godzinę śmierci naszej.

Thomas Stearns Eliot
przełożył Władysław Dulęba

Bóg i Samarytanka - Roman Brandstaetter

Henryk Siemiradzki - Chrystus i Samarytanka - 1890
Bóg i Samarytanka

Gdy uczniowie poszli do Sychem
Po winogrona i daktyle,
Bóg usiadł u stóp Jakubowej studni
I wiódł antyczny dialog z Samarytanką
O żywej wodzie.
Dziewczyna wróciwszy do domu,
Legła na łożu
Jeszcze ciepłym od nieprzespanej nocy,
Ale nie czuła już żadnego pragnienia.
Była źródłem czystych aniołów,
Które biły z jej kamiennego ciała.

Roman Brandstaetter

Wojna postu z karnawałem - Jacek Kaczmarski



Wojna postu z karnawałem

Niecodzienne zbiegowisko na śródmiejskim rynku
W oknach, bramach i przy studni, w kościele i w szynku.
Straganiarzy, zakonników, błaznów i karzełków
Roi się pstrokate mrowie, roi się wśród zgiełku.

Praca stała się zabawą, a zabawa - pracą:
Toczą się po ziemi kości, z kart się sypią wióry,
Nic nie znaczy, ten co nie gra, ci co grają - tracą
Ale nie odróżnić w ciżbie, który z nich jest który.

W drzwiach świątyni na serwecie krzyże po trzy grosze,
Rozgrzeszeni wysypują się bocznymi drzwiami.
Klęczą jałmużnicy w prochu pomiędzy mnichami,
Nie odróżnić, który święty, a który świętoszek.

Oszalało miasto całe,
Nie wie starzec ni wyrostek
Czy to post jest karnawałem,
Czy karnawał - postem!

Dosiadł stulitrowej beczki kapral kawalarzy
Kałdun - tarczą, hełmem - rechot na rozlanej twarzy.
Zatknął na swej kopii upieczony łeb prosięcia,
Będzie żarcie, będzie picie, będzie łup do wzięcia.

Przeciw niemu - tron drewniany zaprzężony w księży,
A na tronie wychudzony tkwi apostoł postu.
Już przeprasza Pana Boga za to, że zwycięży,
A do ręki zamist kopii wziął Piotrowe Wiosło.

Prześcigają się stronnicy w hasłach i modlitwach,
Minstrel śpiewa jak to stanął brat przeciwko bratu.
W przepełnionej karczmie gawiedź czeka rezulatu,
Dziecko macha chorągiewką - będzie wielka bitwa.

Oszalało miasto całe...

Siedzę w oknie, patrzę z góry, cały świat mam w oku,
Widzę co kto kradnie, gubi, czego szuka w tłoku.
Zmierzchem pójdę do kościoła, wyspowiadam grzeszki,
Nocą przejdę się po rynku i pozbieram resztki.

Z nich karnawałowo-postną ucztą jak się patrzy
Uraduję bliski sercu ludek wasz żebraczy.
Żeby w waszym towarzystwie pojąć prawdę całą:
Dusza moja - pragnie postu, ciało - karnawału!

Jacek Kaczmarski

Sonet IV - O wojnie naszej, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem - Mikołaj Sęp-Szarzyński

Sonet IV
Witkacy - Kuszenie Świętego Antoniego - 1916-1921

Pokój - szczęśliwość, ale bojowanie
byt nasz podniebny. On srogi ciemności
hetman i świata łakome marności
o nasze pilno czynią zepsowanie.

Nie dosyć na tym, o nasz możny Panie!
Ten nasz dom - ciało, dla zbiegłych lubości
niebacznie zajżrząc duchowi zwierzchności,
upaść na wieki żądać nie przestanie.

Cóż będę czynił w tak straszliwym boju,
wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie?
Królu powszechny, prawdziwy pokoju
zbawienia mego jest nadzieja w tobie!

Ty mnie przy sobie postaw, a przezpiecznie
będę wojował i wygram statecznie!

Mikołaj Sęp-Szarzyński

Wojna - Zbigniew Herbert

Stanisław Wyspiański - Bitwa pod Grunwaldem
Wojna

Pochód stalowych kogutów.
Chłopcy malowani wapnem.
Aluminiowe opiłki burzą domy.
Wyrzucają ogłuszające kule w powietrze całkiem czerwone.
Nikt nie uleci w niebo.
Ziemia przyciąga ciało i ołów.

Zbigniew Herbert

Nie słuchałem opowieści Osjana - Osip Mandelsztam

Teodor Axentowicz - Lirnik i dziewczyna - 1899
* * *

Nie słuchałem opowieści Osjana
I nie wiem, jak smakuje stare wino -
Dlaczegóż mnie zwiduje się polana
I krwawy księżyc nad szkocką krainą?

I zwoływanie się kruka i harfy
W złowieszczej ciszy, zda się, słychać nocą
I rozwiewane przez wichurę szarfy
Orszaku zbrojnych w poświacie migocą!

Błogosławioną spuściznę zyskałem -
Błędne rojenia obcych mi pieśniarzy;
Nudnym sąsiedztwem, pokrewieństwem całym
Możemy gardzić i lekce je ważyć.

Niejeden skarb na ziemi tej, być może,
Minąwszy wnuki, na prawnuki przejdzie
I jakiś skald znów cudze pieśni złoży
I jako własne rozgłosi je wszędzie.

Osip Mandelsztam
przełożył Zbigniew Dmitroca

Wierność - Julia Hartwig

Walter Gramatté - Rekonwalescencja - 1921
Wierność

Niech inni zdobywcy łączą się z młodymi czarodziejkami jak Odys z kuszącą Circe.

Ja wysławiam tego, który siedząc u wezgłowia sparaliżowanej, nucił jej śpiewane niegdyś wspólnie piosenki z nadzieją, że dźwięk ich odsłoni jaśniejszą przestrzeń w gęstym mule niepamięci.

Nie zapomniał, jak klęcząc całował niegdyś z drżeniem jej wyciągniętą rękę, a ona stała przed nim jak topola, z głową w chmurze włosów, zachwycająco nieobecna i już wtedy żegnająca go na zawsze.

Julia Hartwig

Jeszcze wilgotno jest - Iwan Bunin

Stanisław Kamocki - Zima - 1910
* * *

Jeszcze wilgotno jest i zimnem
Lutowym wieje, lecz za sadem
Już się uśmiecha niebo blade –
I wszystko jest już młode, inne.

Przejrzyście szary, przedwiosennie,
Śnieg taje, ślad byłego chłodu,
A z nieba już resztki na resztki lodu
Blask pada modry, krasząc ziemię.

Ach, dobrze patrzeć na te drzewa,
Tonące w łonie nieboskłonu,
Ach, słodko słuchać stąd, z balkonu,
Jak gil na krzaku dźwięcznie śpiewa!

Nie, nie krajobraz mnie zachwyca,
Nie barwy chciwy wzrok pochłania,
Lecz to, co się z tych barw wyłania –
Miłość i czystą radość życia.

Iwan Bunin
przekład Maria Leśniewska