Nokturn o tym, co niegdyś... ale czy niegdyś? - Miguel Ángel Asturias

Piotr Marek
Nokturn o tym, co niegdyś... ale czy niegdyś?

Tuż obok starych kołatek,
patrzyłem: była paść na pająki, pamiątka,
paść, która cała była z żelaza i ja — zżeleziały.

Słodka geometria łez
i westchnienie na widok lotów owadzich
tchnęły życie w nas, przeżartych śmiercią:
w żelazo, co na wskroś i we mnie — także na wskroś.

Nie rodząc się, nie umierając, tam gdzie stare algi
odmładzając się w księżycu, wiośnie złota,
stałem się znów, kim byłem,
oślepieniem rytmicznym,
oślepieniem nocy i róż
i niegdyś... ale czy niegdyś?
spoczywając w lazurowym cudzie świtu
rozpocząłem tworzyć w ciele kobiecym, w wierszu,
zapomniawszy o pająkach rozszarpanych
zaraz obok ogromnych kołatek do bram;
...w paści, która cała z żelaza i ja - zżeleziały!

Miguel Ángel Asturias
przełożył Jerzy Niemojowski

Ogrodziłem moje życie kamieniami - Wincenty Różański

Tomasz Sętowski - Księżycowa metropolia

***

ogrodziłem moje życie kamieniami
spod zrosłych oczu widziałem jeszcze kolor
szyn dalekie echo jak padalec dopadało gruzu
wyciągnąłem więc rękę drzewa przenosząc
w okolice
gdzie nie można spokojnie myśleć
ale oddech mnie zwalał z nóg przed tobą

Wincenty Różański

Ten dzień jak zerwany liść - Łucja Danielewska

Majrowski - Niedokończona rozmowa
***

Ten dzień jak zerwany liść
Tylko cisza i powietrze i ty
Został uwięziony w wielkiej klatce Słońca
Którą ty nosiłeś po ulicach
Ten dzień został pochwycony w sieć
twojej twarzy
I nie może wyjść poza Ciebie
Nie może się potoczyć niczym piłka
z powrotem do moich nóg
jest ptakiem który nie oddycha
którego nie słychać
jego po prostu nie ma
zgubiłam ten dzień
tak jak się gubi klucze
jak topi się śnieg
ale przyjaciele zapominają
i ja już nie pamiętam
jego smaku jego kształtu
ty wyrzuciłeś z niego wszystko
całkiem go oczyściłeś, opróżniłeś.
I dzień zupełnie lekki uleciał niczym balon
gdzieś poza mnie
aby stać się obłokiem lub kroplą deszczu
ten dzień bez zapachu, trwałości i koloru
całkowicie się usamodzielnił i zostawił za sobą
tylko ciebie

przekład z chorwackiego
Łucja Danielewska

Miłość - Łucja Danielewska


Miłość

Miłość to ptak którego nie ma
A jednak słucham jego śpiewu
Nieustannie wznoszącego się ku niebu
A jednak mój chód jest cieniem
Jego lotu na ziemi

przekład z chorwackiego
Łucja Danielewska

Rzeka nierzeczywista - Agnieszka Osiecka



Rzeka nierzeczywista

W Toledo są białe hacjendy,
a wino toczy się z beczek,
niebo jest jak żyrandol,
a w piecach bułki się piecze.
Niebo jest jak żyrandol,
a w piecach bułki się piecze.

Pod ziemią zaś rzeka podziemna,
rzeka ciemna, rzeka niewidoma,
z nudy i złudy kona.
Ta rzeka co w polu nie była,
ryby nie niańczyła,
ptaszka nie poiła,
nie znała dziewczęcych lic,
nie znała nic a nic.
Pod ziemią ta rzeka podziemna
ze sobą gada,
w siebie się zapada
i rada utonąć by w sobie,
jak jedna osoba w drugiej osobie.

W Toledo są zwinne hafciarki,
i chłopcy niczym orzechy,
w sieniach ręce się tulą,
a w łożach stwarzają się grzechy.
W sieniach ręce się tulą,
a w łożach stwarzają się grzechy.

Pod ziemią zaś rzeka podziemna,
rzeka ciemna,
rzeka niewidoma,
z nudy i złudy kona.
Ta rzeka co w polu nie była,
ryby nie niańczyła,
ptaszka nie poiła,
nie znała dziewczęcych lic,
nie znała nic a nic.
Pod ziemią ta rzeka podziemna
ze sobą gada,
w siebie się zapada
i rada utonąć by w sobie
jak jedna osoba w drugiej osobie.

Za piłką pobiegła dziewczynka,
w dół czarnych Pienic swawoli,
słucha - to płacze rzeka -
wyprowadź mnie z domu niewoli,
ach ratuj mnie ratuj, dziewczynko,
ty nie wiesz, jak mi tu smutno.
Cóż, mała piłkę znalazła,
a rzekę wyzwoli jutro,
jutro, jutro, jutro, jutro.

Agnieszka Osiecka

Okolica - A.R. Ammons

Okolica

Dusza jest regionem bez określonych granic:
nie jest pewne czy preria
może ją wyrazić
a dystans wyznaczyć:
sunie (dopasowując się) jak masa kontynentu
Wojtek Siudmak - Podwójne oblicze duszy
tam, gdzie może wzlecieć najwyżej,
rozbudowując swą najgłębszą, okrywającą podstawę
(dokładnie proporcjonalną):
nie sunie w jednym kierunku: istnieje linia podziału:
są systemy rzeczne jak cienie zimowych drzew
na wzgórzach: dopływy, cieki, wysokie jeziora:
nieruchome bagna porosłe liliami:

jest kapryśna, ma swoje pogody: powodzie wytrącają ją
z równowagi i pustoszą, szlam zmienia
rozłożenie ciężaru, naturę zawartości:
trąby powietrzne przechodzą przez nią
lub tkwią w niej wirując jak osobne porządki: wschodzi księżyc:
są miejsca jałowe: moczary wzbierające
same z siebie, wzrost, który wyrasta
w destrukcję wzrostu,
zmiany charakteru,
inwazje torfu nanoszonego przez topole i dęby: półszlachetne
kamienie i cenne metale wpadają z mulistej wody w muł:

to obszar równowagi, która naprawdę trzyma się na włosku,
ciemne wzburzone wody, dzikie węgorze, przeciwne prądy:
środowisko, precyzyjna ekologia form
do pewnego stopnia tolerujących się
nawzajem, nie całkiem dla siebie zgubnych: płynąca warstwa:
zawiesina, piana dla tego, co głębokie i ma inną naturę:
ale zarazem głębsza niż głębia: wakat i wir:

może być sferyczna, światło i wiedza to tylko
tęczówka i otwór
dla jej ciemnych sposobów widzenia: jak przychodzi i
odchodzi, rozdziera się i goi,
wiruje i nieruchomieje: wschodzi księżyc: okolica.

A.R. Ammons
tłum. Paweł Marcinkiewicz

Niepokój - Małgorzata Hillar

Charles Dwyer
Niepokój

Jest ze mną
zawsze

To on
każe mi odchodzić
od kolorowych i tańczących
i chować się w łódce
na brzegu rzeki

Przez niego
uderzam bezsilnie głową
o szare ściany
i zielony piec

Przed nim
uciekam w nocy
ulicami ciężkimi
jak asfalt

Gdy zobaczysz
że tak biegnę
rzuć mi przez okno
słonecznik
złoty jak serce

Małgorzata Hillar

Synteza - Józef Czechowicz

Venus Vestonicka - 29 000 pne.
Synteza

Złota kobieta stoi w jeziorze po pas.
Jest bardzo wielka — mało — i niewysłowiona —
Mówi: „rzeczy są obce, powiędły dźwięki nazw,
a wy nie chcecie wiedzieć. Dlaczego?
Więc obce są ramiona
jedynego.
I nie ma was".

Ejże? W zgiełku, jak co dzień, fruwały pawiki,
grały szyby w inspektach, brama, gołębniki,
grzmot majowy grzywami ognistymi trząsł.
Pod bory, chmurne dziwy lał się jeziora brąz —
brąz, bo to zachód, zachód wiosenny,
wiosenny u wioseł, u wioseł senny.
Fal przypływ łuskę sieje na piach...
Rybitwa obłok lotem pieści.
To dobry znak!
Znak pieśni...

Złota kobieta mówi, chwytając ptaka w garść:
„powstanie płomień ścianą, a kiedy będzie marł
złączy się to, co miałkie, złączy się to, co duże
ja sama wichrem uderzę w gasnący ziemi żużel —
poznajcie wreszcie, mali, w rakietach wonnych świateł —
prawdziwe jest, co głoszę od trzystu tysięcy lat —
między niebem a ziemią jedno jest tylko: głowa,
człowieczy kwiat.

Józef Czechowicz

A w tym pokoju... - Wincenty Różański

Vincent van Gogh - Room, Arles - 1888
* * *
pamięci Edwarda Stachury
a w tym pokoju spać nie mogę
inny pokój daj przyjacielu
ty za nami my przed tobą
gdzie tułasz się wierzycielu

przyjdę podpalę trawy twoje
na znak na zwycięstwo
twoje męstwo złożone w grobie
a moje oczy w tobie na klęskę

Wincenty Różański

Pola - Stanisław Piętak

Pola

Znów czerwony widnokrąg
odpływa wiatrakami w popielaty zmierzch
od wschodu ciągnąc cień:
smutnego lasu czarną ciszę.
Za ciężko patrzeć w przestrzeń.
Willem Haenraets
Wnet łowić na wodzie będzie oczy żabie wilgotnym księżycem
wiatr cicho jak płacz zgubiony w rumianej wiklinie.
Nie ucieknie droga płowymi drzewami jak w śnie.
Dwadzieścia lat to samo. Pali się niebo.
Rzeka wciąż kryje sny obłoków na dnie.
O noce — godziny, minuty pieką jak rozżarzony pręt —
dlaczego wracasz ciągle wśród smugi żalu i piekących mgieł?
Z drzewami co wieczór wlokę się w jesienne pole,
by gorycz ust jak w chustę woni wtulić w zapomnianą ziemię.
To było rano.
Płakałaś i wiatr płakał nad niedolą krów.
Oczy ważniejsze niż świat. Wizjami gorzkimi jak zmierzch
wybuchał mój płonący mózg.
W podarty, mokry od słoty płaszcz tuliłem twoje
drobne, zziębnięte ciało —
gałązkę trzęsących się na wietrze snów.
0 jak ciężko spałaś potem wśród ogni tętniących ud!
Od śliw nawracał czarny kot i długo patrzył w ciebie
szorstkie łapy opierając o drżące jak koncha łono.
I cóż,
Wracaliśmy.
Ty byłaś blada i w południe.
Krowy ryczały na deszcz.
Stanęło niebo nam naprzeciw. My dwoje samotni
pod nagim niebem.
Przewinęła się iskra z szumem łun i znikła za dalekim lasem
Grzmot przybliżył mi o pukiel zapalonych włosów ciebie.
Płacząc rzuciłaś mi wtedy wyzwanie. Czy to śmierć —
głęboka jak zwątpienie była przepaść,
wargi palące jak piołun...
i nawet nie wiesz,
w wianku błyskawic unosiłem po polach twoją
rozświetloną skroń.
Przewija się wzdłuż włosów moich z chabrowego szumu
i strun pękniętych świat.
Dlaczego wracasz, bledziutka, w smudze żalu,
dlaczego potem godzinami zwisa nade mną
czarny niepojęty kot?
Nie nuć ni w śnie, że mię kochasz, że palce twoje czeszą
moich ust deszczowy kwiat.
W gałęzie huczących topól wtulam opętaną wspomnieniami
naszej wsi i tobą twarz.
Tysiące dni, miliony. Życie niepojęte jak płat snu
odpływa, wraca, wśród mglistych moczarów trwa.
Bądź zdrowa. W dalekiej polnej wsi mnie nie żałuj.
Co noc z drzewami błąkam się bezbronny
jak jesienny łan,
w ustach dym z chałup.

Stanisław Piętak

Konaj, me serce... - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Wojciech Weiss - Melancholik -1898
Konaj, me serce...

Konaj, me serce - - po co żyć ci dalej?
Żadne z twych pragnień nigdy się nie iści - -
wrzej, aż cię ogień wewnętrzny przepali,
i uschnij, na kształt oderwanych liści.

Milcz i umieraj. Ileżeś to razy
zadrgało próżno; klątwy ileżkrotne
na twe szalone rzucałeś ekstazy,
i znów milczało - - dumne i samotne.

Ale tej nocy posępnej i sennej
nie zdołasz milczeć, szał buntu cię zrywa,
z milczenia twego powstajesz Gehenny,
na ustach twoich drga klątwa straszliwa...

Gdyby ta klątwa zmieniła się w gromy,
skały się skruszą i spłomieni morze,
zadrży sklep niebios wiecznie nieruchomy,
gwiazdy zeń runą w przepaść...

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Ogień - Stanisław Barańczak

Ogień

Andrew Atroshenko - Fiery Dance
1.
Ogień, ta walka triumfalnie przegrana,
gwałtowna miłość od pierwszego
płomienia już śmiertelna, palące wejrzenie
oczu przykrytych dwojgiem powiek i
monet;
2.
niech twoje nagłe zajęcie się ogniem
będzie stałym zajęciem, bo przez to
staniesz w płomieniach, w tym krzyżowym ogniu
oskarżeń; albo zwiśniesz na ognistym krzyżu
równie dwoistym i oskarżającym
i sprzecznym; wprawdzie dogłębnie przybity
ćwiekami, ale już cię podnosi na duchu
to opiekuńcze ramię z drewna;
3.
ciebie, kata
oskarżonego, skazanego na
całopalenie; lecz na wolnym ogniu,
chociażeś przywiązany do swego pręgierza
i życia;
4.
ta walka haniebnie
wygrana, ogień, ta bezbronność
orężna, pogmatwany sznur
palących palców, natychmiast tak prosty
jak zwał chrustu; żarliwy mróz, to znowu
mrok żarłoczny, za chwilę tak jasny
jak popiół lub jeszcze jaśniejszy, jak
węgiel;
5.
z mroku powstałeś i w mrok się,
gorejący, obrócisz; więc pójść z ogniem znaczy
tyle, co i pójść z dymem;
6.
więc niechaj snop światła
mozolny będzie i zwikłany jak snop
zboża, nabity pyłem ciężkim, który w świetle
tylko tańczyć potrafi; promień niech się stanie
jak płomień, niech goreje gorzką kolczastością
ziaren i ściernisk; wolny, sprzeczny, jasny;
7.
niech ma smak węgla, niech ma smak popiołu.

Stanisław Barańczak

Huczy woda po kamieniach - Adam Asnyk

Jan Nepomucen Głowacki - Potok górski - 1840
Huczy woda po kamieniach

Huczy woda po kamieniach,
A na głębi cicho płynie -
Nie sądź ludzi po zachceniach,
Ale prawdy szukaj w czynie.

Kto prawdziwie czuć niezdolny,
Ten się szumem słowa pieści -
Potok głośny a swawolny
Mało wody w sobie mieści.

Lecz spokojnej cisza toni
Zwykle wielką głąb zwiastuje -
Na wiatr uczuć swych nie trwoni,
Kto głęboko w duszy czuje!

Adam Asnyk

Nuta z Ponidzia - Wojtek Bellon

Wiktor Korecki "Wiosna. Kaczeńce", ok. 1950
Nuta z Ponidzia

Polami, polami, po miedzach, po miedzach,
Po błocku skisłym, w mgłę i wiatr
Nie za szybko, kroki drobiąc
Idzie wiosna, idzie nam.

Rozłożyła wiosna spódnicę zieloną,
Przykryła błota bury błam
Pachnie ziemia ciałem młodym
Póki wiosna, póki trwa.

Rozpuściła wiosna warkocze kwieciste
Zbarwiały łąki niczym kram
Będzie odpust pod Wiślicą
Póki wiosna, póki trwa.

Ponidzie wiosenne, Ponidzie leniwe,
Prężysz się jak do słońca kot,
Rozciągnięte po tych polach,
Lichych lasach w pstrych łozinach,
Skałkach w słońcu rozognionym,
Nidą w łąkach roziskrzoną
Na Ponidziu wiosna trwa.

Wojtek Bellon



Z daleka księżyc - Stanisław Piętak

Z daleka księżyc

Dłonie nucą, chcą być szumem —
cienie czeszą uśpioną wodę, tam wiatr
obłoki kobiet wnosi w błękitnawą łunę.
Jestem roślinnych ust najcichszy kwiat,
Witold Pruszkowski "Wiosna", 1887
włosom do pocałunku podaję gwiazd strumień.
Łąka paruje wonią w oddech rosy,
zawiewa welonami seledynu i białych brzóz.
Nie odchylę dalej w topiel zieleni nóg bosych.
W siwym zawoju dymu mózg i oczy,
że z zachwytu w ramionach żal —
róże słów chyba w zaświat noc potoczy.

Kogo czekać — i po co? — białych panien i ryb
jest pełna dal.
Tak dawno urzekł mnie zmierzch
nucący za wsią w cicho usypiającym stawie.
W miękkim zwierciadle odtąd rosłem jak dzwon fal.
Mknęły chmury poprute cieniem, obłoki wierzb
i srebrne oczy żabie.
Takie lekkie jest wszystko.
Gdzie drzewa, cienie drzew na wodzie. Dymi z nich
mleko i fiołków śpiewający sen.
Nie wycieram oczu, choć gubią się jak samotny śpiew.
Jest mi tak, jakbym opierał usta o najcichszą mgłę —
zatonąć na wieki w wieczornym błękitnym słowie.
To ja, znów ośmioletni chłopczyk,
pod płotem czekam cudu.
Wciąż kocham, jak dawniej, uwitą ze srebrnych smyczków ciszę
Idziesz już, matko, ku mnie
otulić mi dłońmi oczy, co noc wyglądanym puchem.
Śpiewu kwiatów nie słyszę,
w warkoczach zaśniętych drzew muzyka skrzydeł
w zaświatowej, modrej łunie.
Chcę się unieść ku tobie, tęsknoto moich lat.
Mamo, tu jestem, nucę —
obłoki mnie niosą białe i wiatr,
dłonie są szumem.
Na włosy twoje ich nie rzucę —
szklanego snu, kwiatów i panien sad.

Stanisław Piętak

Samotny - Paul Éluard

Salvador Dali - Portrait of Paul Eluard - 1929
Samotny

Potrafiłbym żyć bez ciebie
Żyć samotny

Kto mówi
Kto może żyć samotny
Bez ciebie
Kto

Być na przekór wszystkim
Być na przekór tobie

Noc się posunęła

Niby bryła kryształu
Mieszam się z nocą

Paul Éluard
przełożył Kazimierz Andrzej Jaworski

Madonna Lyrica - Jerzy Liebert

Madonna Lyrica

Oto się do mych okien przekradły jaśminy
I róże zapachami szlochają w komnatach,
Już przychodzą wieczory rozkochane w kwiatach
Stanisław Wyspiański - Wiejska Madonna
I gwiazdy się zatliły na sklepieniu sinym.

Smutna pani dziedziczka przeczuła twe przyjście,
Już płyną ku nam łąki nawilgłe od rosy,
I głowy nam się chylą leniwie jak kłosy,
I jak serca trzepocą po alejach liście.

Oto wraca kochanek poległy na wojnie
I wrota się rozwarły, w dworku ktoś zapłacze,
A księżyc się po startach przewala wieśniaczych
I zaszumy po rżyskach idą niespokojne.

Oto noce nadchodzą bijące mnie skrzydłem
Spłoszonych nietoperzy - i łąkami dzwonią.
Purpurowe natchnienie chyli się ku skroniom
I wzrok wodzi po ścianach krytych malowidłem.

O, jak dobrze jest odejść i nie znać już smutku,
Co duszę całą przeżre i w źrenice wtłoczy -
Pójść ku gwiazdom i palmom, kędy niosą oczy,
I dłonie Beatryczy uścisnąć na krótko.

Niech mnie lato zaleje nocą księżycową
I niebo się wspaniałe nade mną pochyli,
Odpędźmy blady smutek, z którymeśmy byli,
I ciebie, wielki darze, odepchnijmy - mowo.

Niechaj nam róże pachną i drżą pod oknami
I płątami wilgnymi spowiną zwątpienie.
I niech białe muśliny drżą niepostrzeżenie
I niech ziemia - nie oczy - połyskuje łzami.

O, jak dobrze jest teraz. Odejdźmy przez bramy,
Niech cię drzewa pochylą, a dworek niech płacze
I niech pójdą poszumy po polach, a raczej
Niech cisza będzie wielka - to wszystko, co mamy.

Jerzy Liebert

Powietrze górskie - Pavel Bunčák

Rafał Malczewski - Wiatr w górach - 1925-1927
Powietrze górskie

Zakochany od dzieciństwa we wszystkich dzikich ptakach,
Dzwonki krów przypominają mi błękitnoniebieskie
okulary dziecięcej religii.
Ilekroć widzę te przeżuwające i rogate stwory,
przychodzi mi na myśl tłusty i mlekiem kapiący kościół
o skamieniałych oczach.
Zamieszkałem na skalistym szczycie, gdzie mógłby
stać zamek sów.
Zwietrzałe bobki są moim pożywieniem. Pociechą
karuzela pór roku. Kręci mną dookoła przedpotopowych galerii.
Co dzień z odkrytą głową kłaniam się wschodowi
i zachodowi, moim narodzinom i śmierci.
Podzieliłem nieśmiertelność i wiekuistość bożą na
Dwadzieścia długich ludzkich istnień.

Pavel Bunčák
przełożył Marian Grześczak

Tenebrae (2-gi przekład) - Paul Celan

Alt Franz Stephansdom
Tenebrae
(2-gi przekład)


Bliskośmy, Panie,
blisko i uchwytni.

Pochwyceni już, Panie,
wczepieni pazurami w siebie, jakby
ciało każdego z nas było
twoim ciałem, Panie.

Módl się, Panie,
módl się do nas,
jesteśmy blisko.

Schyleni szliśmy tam,
szliśmy tam, żeby się pochylić
nad muldą i maarem.

Do wodopoju poszliśmy, Panie.
To było krwią, było tym,
co przelałeś, Panie.

Lśniło.

Rzuciło nam w oczy Twój obraz, Panie.
Oczy i usta są takie otwarte i puste, Panie.
Wypiliśmy, Panie.
Krew i obraz, który był we krwi, Panie.

Módl się, Panie.
Jesteśmy blisko.

Paul Celan
przełożył Jacek St. Buras

Cienie - Kazimiera Zawistowska

Alex Alemany
Cienie

Idźcie z mej duszy - idźcie drogą mleczną
Po gwiazd gościńcu - a na wasze głowy
Deszcz niech upadnie - wonny, jaśminowy
Budząc kapelę dźwięków nadpowietrzną.

Idźcie z mej duszy w krainę bajeczną,
Bo, raz umilkłszy, wasz śpiew bezechowy
Ów łuk przymierza rozerwał tęczowy,
Łuk, co był rzucon w mą dusze słoneczną.

Dziś dusza moja jest cichym grobowcem,
Wy jak motyle w grobowcu zbłąkane
Ranicie skrzydła o granitów ścianę.

Idźcie więc, Cienie, chłonąc blask i wonie,
Bo tu kolumna tylko gromnic płonie
I dym kadzideł wonieje jałowcem...

Kazimiera Zawistowska

Ojczyzna - Michaił Lermontow

Ojczyzna

Miłością bardzo dziwną kocham kraj ojczysty;
Yury Obukhovsky
próżno ją pragną zmienić wyuczone usta!
Ani tajniki podań mglistych,
ani bezpieczny pokój w cieniu groźnych ustaw,
ani wojenna sława, ani dym ołtarza
młodzieńczej myśli mej radością nie rozmarza.
A jednak kocham — za co, nie wiem sam —
przestrzenie stepów nieobjęte okiem,
jej ciche rzeki, mgliste i szerokie,
kołysy drzew rozsianych tu i tam;
przydrożne głazy lubię mijać w szybkim biegu
i patrząc, jak się kładzie nocny cień na świat,
spotykać bezpowrotnie z myślą o noclegu
drżące światełka smutnych, wiejskich chat.
Kocham ogniska dymek siny,
w stepie skrzypiący obok wozu wóz
i na pagórku wśród równiny
samotną parę białych brzóz.
Z radością, dla was nierozumną,
idę pomiędzy wiejski lud,
lubię oglądać pełne gumno,
rzeźby na deskach prostych wrót;
i gotów jestem aż do świtu
w cienia pochyłych, białych ścian
na parobczaków patrzeć spitych,
jak idą z gwizdem w huczny tan.

Michaił Lermontow
przełożył Józef Łobodowski

Wiosna w Milanówku - Jarosław Marek Rymkiewicz

Jacek Yerka - Wiosna
Wiosna w Milanówku

Zakwita czarna sosna nie znam jej imienia
Duch sosny jest widoczny bo w kwiaty się zmienia
Zakwita czarna sosna i krzyczą wiewiórki
Bóg jest tuż obok - w sadzie chodzą Jego córki
Jedna to tamta jabłoń - druga jest morelą
Ta ma kwiatki różowe a tamte się bielą
Światło bije od sosen dębów i wisienek
Za płotem na rowerze przejeżdża pan Zenek
I nawet w suchych liściach w ich tu obecności
Jest teraz trochę światła i trochę ciemności
I złamane gałązki moje przyjaciółki
Wezwane są wieczornym wołaniem kukułki
Nie pytaj mnie czy Bóg się jeszcze kiedyś wcieli
Stań przy mnie - tutaj w świetle sosen grusz moreli

Jarosław Marek Rymkiewicz

Sentymentalny wierszyk marca - Jarosław Marek Rymkiewicz

Sentymentalny wierszyk marca

Przez śnieg przebiły się pierwiosnki
A mnie tu mają już za starca
I co wy na to moje piosnki
Primula veris na cmentarzach
Błękitna żółta albo biała
Oraz w ogrodach się rozmnaża
O moja głowo wyłysiała
I po co pióro kartkę czerni
Klasyk klasyczne wije wieńce
To chyba lepiej być tym w czerni
Tym romantycznym tam młodzieńcem
Nie wiedzieć co jest rym co temat
Na grobach nos w pierwiosnki wtykać
I pisać pierwszy swój poemat
I w chmurach jak za rogiem znikać
A ona biegnie przez pierwiosnki
I z rzęs strzepuje płatki śniegu
I co wy na to moje piosnki
I nikt jej nie zatrzyma w biegu
I na nic mi klasyczne wieńce
Wcale mi nie jest w nich do twarzy
O gdybym mógł być tym młodzieńcem
Co szuka szczęścia na cmentarzu
Znałem i ja tę tam dziewczynę
Ale mnie właśnie grypa bierze
Pora już zażyć aspirynę
I zasnąć przy kaloryferze

Jarosław Marek Rymkiewicz

Trwaj chwilo trwaj - Przemysław Dakowicz



Trwaj chwilo trwaj

Nim ostatni raz, w milczeniu gwiazd
Mrok snem uderzy w gong miesiąca
Nim się rozpłynie, teatr cieni, w pierwszych promieniach słońca
Zanim się rozum, z drzemki zbudzi
Dajmy się, dajmy się ponieść!
Dajmy się ponieść! Żądz powodzi!

Trwaj chwilo trwaj, jesteś taka piękna!
Dziś tylko głupcy śpią!
Ta noc uderzy nam do głów…upijmy się nią.
Porwij nas, porwij nas!
Rzeko zmysłów wezbrana
Niech się w tym pędzie zabliźni sumienia rana…

Niech naręcza rąk wirują w krąg dopóki działa czar księżyca
I w tęsknot grze, w zmysłowym śnie, niech się objawi tajemnica
Witaj w krainie wiecznej przyjemności!
Wystarczy otrzeć się o zło, wystarczy otrzeć się o zło
A zło już tak nie złości…

Trwaj chwilo trwaj...

Przemysław Dakowicz

Rozmowy umarłych - Przemysław Dakowicz

Marcin Kołpanowicz - Brama niebios - 1999
Rozmowy umarłych

Jak będziemy rozmawiać w niebie, pytasz.
Zbawieni, pozbawieni ciała, wyzbyci ust.

Będziemy rozumieć swoje myśli, mówię
i obserwuję wybuch twojej radości, córeczko.

A potem myślę: szkoda że niebo nie jest tu,
zmiotłoby zasieki słów, przebiło skorupy, zdarło zasłony.

Ale musi być inaczej. Przebijamy się ku sobie
w znoju i trwodze. Przez sen wykrzykujemy imiona.

Przemysław Dakowicz