Jeśli śpiewa zegar-świerszczyk - Osip Mandelsztam

Michaił Nesterov - 1899
* * *

Jeśli śpiewa zegar-świerszczyk
I maligna wali w skronie
I piec suchy szumi, szemrze,
To zerwany jedwab płonie.

Jeśli w kącie mysz skrobocze
I dno życia cienkie żuje,
To jaskółka swojej córce,
Czółno lekkie odwiązuje.

Jeśli deszcz na dachu mruczy,
Wiedz – to czarny jedwab płonie
I czeremcha go usłyszy
I przebaczy, choć utonie.

Bo niewinni umierają
I już nie ma na to rady,
Gdy w gorączce drży słowiczej
Serce ciepłe – ognik blady.

Osip Mandelsztam
przełożył Włodzimierz Słobodnik

Wieczny temat - Włodzimierz Stebelski


Wieczny temat

Będziesz szukał w zachwyceniu
Nowej myśli, nowej pieśni…
Płonna praca. Wciąż się tobie
Stary temat wyśni, prześni.

Gdy ci serce ogniem spłonie
I zatętni krwi opiłość,
Wstanie z kwiatów, zejdzie z blasków
Arcytemat ludzki – miłość.

Jeśli ducha ci osnuje
Zbawicielka, rojeń przędza,
Spojrzy w oczy klątwą ziemi
Wszystkich wieków temat – nędza.

Jednoś tylko wyssać winien
Z teraźniejszej ery mlekiem:
Nie rób Bogiem ni szatanem
Tego, który jest człowiekiem.

Włodzimierz Stebelski

Prymityw - Krzysztof Kamil Baczyński

Prymityw

Już nie umiem mówić, a wasze słowa - śrut,
szeleszczą jak środek różowej muszli - obojętne.
Przecież upływa zielona krew ziemi, strach i głód,
a zwierzęta chodzą po ziemi jak niebo piękne.
Bóg jest najprostszy - przybliżone morze wschodu.
Nie ma tajemnic. Żółty piasek, woda i ogień,
gdzie schodzą wilki szare jak sen śniony na ławce ogrodu,
a kwiaty płyną przeze mnie jak przez szybę, gdzie kwitnące głogi.
Gdzie kwitnące głogi - polana, a cienie szerokie jak deski.
Wiatr zrywa czapkę włosów pełną, ptaków i trawy.
Przez ten krajobraz rysowany drzewami jak kreski
podchodzę do ciebie jak do pięknej zabawy.
Nigdy nie widziałem ludzi, znam kilkoro dzieci,
i zwierzęta mocne, sierść ich pachnie nocą i zielenią ostrą.
Myśli to ptaki schwytane na drzewie mądrości. Naprzeciw
wylegają nam stada zwierząt drogą z najprostszych prostą.
Oto jesteś. Księżyc rozcina nas na ludzi i cienie,
a za nami krucjaty skrzywdzonych zwierząt.
Na tym pagórku staniemy nadzy i zdziwieni:
nad rzeką, ujrzani przez sen pierwotny, przez myśl skrzypiącą jak piach,
geometrzy zmęczeni, słońce zalewa oczy, krają ziemię i mierzą.

Krzysztof Kamil Baczyński

Z pamiętnika - Józef Czechowicz

Z pamiętnika
motto: mała kochanka lubiła pływać w nocy
Już ty nie zejdziesz nocą, Haneczko, na wybrzeże,
a lato znów tak piękne. I śmiech mój dobrze znasz.
Dym szary polatuje nad barką, nad więcierzem,
oplata — wtedy także oplatał bujny maszt.

I lampy tu. I echo krokami pustkę zszywa.
Wyznaję; było, trwało. Braliśmy pełną garść.
A ludzie nie wiedzieli. Deszcze biegły po szybach.
Zdarzenia umykały, głupi spłoszony chart.

Już ty nie zejdziesz... Prawda? Któż snu twojego strzeże?
Lato jest płowe, śmiech mój z dymem oplata maszt.
O, fali przemijanie, ta barka, to wybrzeże...
A liczko miałaś mokre i chłodne — to od gwiazd.

Spod bystro tnącej wodę, kiedyś płynęła, ręki
pluskało, kliny czarne niszczyły wiotką gładź,
wybijał odblask lampy srebrne i srebrne sęki...
Dziecko, po co mnie było brać?

Józef Czechowicz

Elegia - Paweł Hertz

Elegia

Wojaże nazbyt długie wśród nocnego cienia
nie zatrą sennych wspomnień minionego lata,
z dni męczących i nocy ten wieniec się splata.
Zwiędnie, zanim odejdziesz. I nic się nie zmienia.
Dlatego, piękny chłopcze, w tobie znak widomy
czasu, który odchodzi, tak nagle ujrzałem:
posąg antyczny w żywe przemieniony ciało,
pięknością swoją jak bardzo znikomy!
Z potężnych zamków zostaje ruina,
kwiaty w ogrodach zima ścina ostra,
śmierć, łagodnego snu niedobra siostra
piękności wszelkiej koniec przypomina.

Paweł Hertz

I znowu Szopen bez korzyści... - Borys Pasternak

***

I znowu Szopen bez korzyści,
Lecz w locie uskrzydlając męstwo,
Toruje niezawodne wyjście
Do prawdy z prawdopodobieństwa.

Podwórza, płoty z przełazami,
Chaty w pakułach i dranicach,
Dwa klony, trzeci, nagle za nim
Rajtarska wznosi się dzielnica.

Dzień cały klonów cień nad dziećmi,
Gdy my palimy lampy nocą,
I kiedy liście jak serwetki,
Kuszące się dżdżem ognistym złocą,

Wtedy, na wskroś białych piramid
Ostrzami przewierciwszy mroki,
Chwiejąc kasztanów namiotami,
Muzyka grzmi z otwartych okien.

Grzmi Szopen, z okien runął nagły,
A z dołu pod melodii gromy
Wznosząc kasztanów kandelabry
Na gwiazdy patrzy wiek miniony

Wahadłem gromad kołyszące,
Jak biją w rytm jego sonaty
Godziny prac, rozjezdnych nocy
I snów bez śmierci i fermaty!

Więc znowu spod akacji śniegu
Pod karet pęd i w gwar Paryża?
Znów biec, potykać się jak w biegu
Życia trzęsący się dyliżans?

I znowu dźwięczeć, dzwonić, gonić,
Krwią tuczyć ciało, co pożera,
Znów rodzić płacz, lecz łez nie ronić,
I nie umierać, nie umierać?

Więc znów wilgotną noc przy gwiazdach
Miał potem jadąc z gości w goście,
Posłuchać śpiewu na zajazdach
Kół, liści i rzucanych kości.

I w końcu z motka nić wyprządłszy
I cudem zatrzymując w pędzie
Krzykaczy w mgle towarzyszących,
Zmrozić fortepian rąk rozpięciem?

Wiek potem w walce niepobity
O białe zaczepiwszy kwiaty,
Rozbić o gromad ludzkich płyty
Sprawiedliwości biel skrzydlatej.

Znów? I, uczciwszy kwiatostany
Grzmiącym obrzędem fortepianu,
Runąć stuleciem dziewiętnastym
Na stary kamień trotuaru.

Borys Pasternak
przełożył Mieczysław Jastrun

Dopiero - Afanasij Fet

Dopiero

Mój proch już zapomniany uśnie w grobu cieniu,
a życie twe rozkwitnie, maj roztoczy woń, —
o, wtedy choć na chwilę w lubym zamyśleniu
nad wierszem, co mi dźwięczał, głowę swoją skłoń!
I serce twe, dziewczyno, czujne i wnikliwe
zrozumie me wzruszenia i szaleńcze sny
i pojmie, czemu-m drżący w te melodie tkliwe
uciekał stąd — i za mną wtedy pójdziesz ty.
Pozdrowię cię zza grobu brzmieniem dawnych ech
i sprawdzisz mej miłości nieśmiertelnej szczerość:
i życia poza czasem nas owionie dech,
i ty i ja spotkamy wtedy się....
— Dopiero!

Afanasij Fet
przełożył K.A. Jaworski

Traktat poetycki (fragment) - Czesław Miłosz

Traktat poetycki (fragment)

Mowa rodzinna niechaj będzie prosta.
Ażeby każdy kto usłyszy słowo,
Widział jabłonie, rzekę, zakręt drogi,
Tak jak się widzi w letniej błyskawicy.

Nie może jednak mowa być obrazem
I niczym więcej. Wabi ją od wieków
Rozkołysanie rymu, sen, melodia.
Bezbronną mija suchy, ostry świat.

Niejeden pyta dzisiaj, co to znaczy
Ten wstyd, jeżeli czyta księgę wierszy,
Jakby do gorszej natury w nim samym
Zwracał się autor w niejasnym zamiarze
Myśl odsuwając i myśl oszukując.

Z przyprawą żartu, błazeństwa, satyry,
Jeszcze się umie podobać poezja.
Jej znakomitość wtedy się docenia.
Ale te walki gdzie stawką jest życie,
Toczą się w prozie. Nie zawsze tak było.

I niewyznany, dotychczas jest żal.
Służą, nie trwają, romanse, traktaty.
Bo więcej waży jedna dobra strofa
Niż ciężar wielu pracowitych stronic.

Czesław Miłosz

Pusty wiersz - Kazimiera Iłłakowiczówna

Helen Beland
Pusty wiersz

Słońce, które śniegu się lęka,
winnice drżące przed zimą,
brak myśli i słów do rymu
- to ta piosenka.

Po winnicach do rydlów i grabi
pozostał nierówny ścieg...
Mnie zziębłą, zimo, zabij,
nim spadnie śnieg.

Oczy, które zbyt wiele wiedzą,
życie, które mrozu się lęka...
...Panie, panowie, koledzy!...
To ta piosenka.

Kazimiera Iłłakowiczówna

Stara gitara z wstążką różową - Artur Oppman

Stara gitara z wstążką różową
(fragment)

Stara gitara z wstążką różową,
Dawno wyblakłą jak uschły kwiat,
Sennie podzwania piosnkę echową,
Cudną piosenkę trzydziestych lat;
Drzwi od przeszłości sercu odmyka,
A głupie serce, jak dziecko śni –
Stara gitara akademika,
Co na paryskim cmentarzu śpi…

Ze strun porwanych tęsknotą wionie
I smutnym wdziękiem umarłych muz,
Brzęczy tak słodko pieśń o Filonie,
Żal za Justyną i gajem brzóz…
Bieg srebrnej wody, dworek schylony,
Miesiąc, co z ciemnych wyziera chmur –
I takie lube gitary tony
Jak cichy szelest anielskich piór…

Artur Oppman

Ptaku mojego serca - Halina Poświatowska



ptaku mojego serca

ptaku mojego serca
nie smuć się
nakarmię cię ziarnem radości
rozbłyśniesz

ptaku mojego serca
nie płacz
nakarmię cię ziarnem tkliwości
fruniesz

ptaku mojego serca
z opuszczonymi skrzydłami
nie szarp się
nakarmię cię ziarnem śmierci
zaśniesz

Halina Poświatowska

Naprzeciw czerwca - Stanisław Piętak

Hanna Bakuła - 2004
Naprzeciw czerwca

Ukośnie czesząc słońcem wodę na zdziwionych stawach,
podaję mknącym lustrom drzew skargę żałosną czajek:
echo wiosennego zachwytu i znoju.
O dłonie uderza melodia lepka jak zapach i płynna
od wspomnień.
Schodzę niżej - zatopić pamięć o dniu chcę w przedwieczornym wodopoju.
Mija czas, a zapomnieć kształtu, woni i żaru jej ciała
nie mogę.
Jak świt ścieżkami miodu napojona trawa
kołysze moją głowę - piekący tęsknoty stóg.
Wyciągnąć tylko dłonie, a zmierzch kapie już mokry od snu,
bocian z żabami kłóci się cicho o wieczór.
Rękami znów narzucę złom mroku na barki jak olbrzymi
kamień -
do wsi nie wrócę.
Psy wyć będą tej nocy pod księżycem długo i żałośnie.
Nie usłyszycie tedy bolesnej pieśni mojej -
pieśni człowieka brnącego przez pola z ciężarem słów
na grzbiecie.

Stanisław Piętak

W wiosennym strumieniu - Anna Świrszczyńska

W wiosennym strumieniu
Michał Anioł - Bachus - 1497

W wiosennym strumieniu
niesłychanych syren pochody.
Wiatr łamie mokre spódnice,
pełne nóg i powietrza.
Jaskrawe dęte niebo porywa się.
Jasnowidzenia wielkich rozmiarów
suną do góry.

Z głośnego gaju wynika Dionizos.
Idzie ostrożnie
poprzez umieranie i nieustawność,
menady płowieją od śpiewu
trochę dalej.

Syreny:
Boże dojrzały
o kosztownych ruchach
postaw nogę
w gwałt wód ciekących

Dionizos:
Na niebie wyleniałym
drogocennieją gwiazdy.
Olbrzymie przebudzenia
szumią na wysokościach.
Lekkość z bark mi ociekła.
O, módlcie się wszyscy.

W strumień osurowiały
wstępuje Dionizos.
Wstępuje pochylając się
w wodę zimną i jędrną
jak w ostateczne uniesienie,
jak w śmierć.

Anna Świrszczyńska

Domus aurea IV (Wieczny mnie rodzi Ogień...) - Wincenty Korab-Brzozowski

Domus aurea IV

Wieczny mnie rodzi Ogień i wyznaję Słońce:
W świątyniach jego Wschodu odprawiam obrzędy
Piękne, jak ziemia moja, gdzie kwieciste grzędy
I drzewa są sezamem owoców płonące.

Mieszkam w szałasie z mirtów i pachnącej kory
Aloesu, wiotki, radosny dom! na błękity
Otwarty, by doń weszły jasnych duchów świty
I moc życia, śmiertelnie rażąca upiory.

Niewiasta ma Praw nie zna, lecz ręką swą wieńczy
Czoło śpiewaka laurem; ma urok młodzieńczy,
Jest ową Obiecaną, co czerpie z krynicy,

Amforą smukłą, słodki napój Tajemnicy -
Więc gdy miłośnie moje ramię ją otoczy
Drży z rozkoszy, jak fala, i zamyka oczy...

Wincenty Korab-Brzozowski

Polecenie - Ezra Pound

Polecenie

Idźcie, moje pieśni, do samotnych i niezaspokojnych,
Idźcie też do rozdygotanych, idźcie do niewolników konwencji,
Nieście im moją pogardę dla ich ciemiężców.
Idźcie jak wielka fala chłodnej wody,
nieście moją pogardę dla ciemiężców.

Przemówcie przeciw bezwiednemu uciemiężeniu,
Przeciw tyranii pozbawionych wyobraźni,
Przeciw pętom.
Idźcie do mieszczanki umierającej z nudów,
Do kobiet na przedmieściach
Do poślubionych ohydnie,
Do tych, których klęskę ukryto,
Do szczęśliwie skojarzonych,
Do kupionych żon,
Do kobiety ubezwłasnowolnionej.

Idźcie do czule pożądliwych,
Do tych, których czułym pożądaniom nie dano się spełnić,
Nadżerajcie ospałość świata;
Bądźcie godzącym w to ostrzem,
Wzmacniajcie delikatne węzły,
Dodawajcie śmiałości wodoroślą i czułkom duszy.

Idźcie przyjazne, Idźcie szczere w słowach.
Szukajcie gorliwie nowego zła i nowego dobra,
Przeciwnie wszelkiemu uciemiężeniu.
Idźcie do zgrubiałych z wiekiem,
Do tych, co przestali się czymkolwiek interesować.

Idźcie do młodych, których stłamsiła rodzina -
Och, jakie to ohydne:
Trzy pokolenia jednego rodu na kupie!
Jak stare drzewo z odroślami,
Któremu trochę gałęzi zgniło odpada.

Idźcie, na przekór opinii,
Idźcie przeciw roślinnym więzom krwi.
Przeciw wszelkiemu dobru martwej ręki.

Ezra Pound
przełożył (?)

Siostry - ciężkość i tkliwość jedno macie znaczenie - Osip Mandelsztam

Joanna Zjawińska
* * *

Siostry — ciężkość i tkliwość jedno macie znaczenie,
Bowiem pszczoły i osy z ciężkiej róży sok wysysają,
Człowiek w końcu umiera, stygną piasku płomienie,
Gaśnie słońce wczorajsze i promienie siły nie mają.

Ciężkie soki i tkliwe, kołyszące się sieci!
Lżej głaz podnieść, niż słowo „kocham" powiedzieć na ziemi
Tylko jedna jedyna została mi troska na świecie.
Złota troska, by zrzucić czasu najcięższe brzemię.

Piję mętne powietrze, ciemne, jak czarne kałuże,
Czas zorany jest pługiem i róża Ziemią wprzód była —
Leniwa wieczność powolna ciężkie i tkliwe róże,
Róże — ciężkość i tkliwość w podwójne wieńce uwiła.

Osip Mandelsztam
przełożył Władzimierz Słobodnik

Lato - Borys Pasternak

Lato

To sierpień – wspomnienie o ludziach w lecie.
Swobodzie, ucieczce z niewoli złych dni,
O sośnie śród znoju, o szarym powoju,
Odmianie pogody, ulewy i mgły.

O białej werbenie, o cierpkim cierpieniu
Żywicy; o druhach, dla których nic znów
Nie znaczą pochwały, ni moje chełpienia,
Ni moje słopiewnie, ni próżna cześć słów.

Wilg nagłe zjawienie – ich krzyk przeraźliwy –
Żółciło drzew korę, kitajkę i czerń.
Lecz sosny nie chciały poruszyć igliwiem,
Wiewiórkom i żołnom najęły swój cień.

Zawilgły komody, o zmianie pogody
Z gałązki drzewianka przyniosła nam wieść,
I dudek zamieszkał na belce przy schodach,
By dzieciom dogodzić – za piecem grał świerszcz -

W dniu zjazdu sześć kobiet szło tany swe wieść.
Leniwie się pasły w oddali obłoki.
Zmierzchało; wymyślnym manewrem zmrok parł,
Płonące łopiany powiązał półmrokiem,
A z ziemią – sążnisty cień ostów wysokich,
A z niebem – pasiastych zapasek pożary.

Zmierzchało; na klęczki stawiając przestworze
Horyzont wzdłuż bruzdy zamykał się w krąg.
Jak rogi jelenie wzdymały się zorze
I z siana wstawały i brały je z rąk
Od dziewcząt, co bojąc łobuzów się może,
Na hak, po powrocie, drzwi zamkną od łąk.

I tuż przed wyjazdem, stąpając po sypkim
Listowiu opadłym w malignę i żar,
Jam z nieba, jak z warg zaciągniętych wysypką,
Przemilczeń powłokę rękawem swym zdarł.

A jesień, dotychczas krzycząca czaplami
Przetarła już gardło; pojęliśmy tu –
Jesteśmy w odwiecznym prawzorze ci sami
Na uczcie platońskiej w czas dżumy i snu.

Skąd znowu ta rozpacz i żal, Diotimo?
Po serca ulicach ciemnicy oczyma
Drzwi szerzej! Za przyjaźń! Zbawienie mi śle!

Czyż to są też Mary-harfistki zaśpiewy,
Że losu igraszką pod dłonie jej legł
I harfą huragan pustynny rozbrzmiewa,
Wieczności, być może, rękojmia i brzeg.

Borys Pasternak
przełożył Seweryn Pollak

Woskowa świeca - Jarosław Seifert

Woskowa świeca
H.M. Piszovi
Z szumiących ulów przyszła,
z woni stokrotnych kwiatów
siostrzyczka miodu,
w którym kąpała się latem,
nim z wonnej tej kąpieli
anielskie ręce ją wyrwały.

W miesiącu miłości
Jej szatę pszczoły tkały.
Gdy martwy człowiek do nóg
Jej padnie jakby śpiący,
Na smugę czarnych cieni
Rozpuści włosy lśniące,
A po woskowanym ciele
Płomienna łza jej spływa:
Pójdź ze mną, mój umarły,
Śmiertelne łoże wzywa.

Jarosław Seifert
tłumaczył Antoni Madej

Późne lato - Anna Kamieńska

Późne lato

Teraz zamknę się w celi
z kłującego siana
aby przemyśleć wszystko od początku.

Liść korzeń mrówkę zająca
morze obłok skałę

Będę rozmyślać o nich tak
jak grzesznik rozmyśla
o swoich grzechach

Będę pytać siebie
czy bardzo żałuję
swojej obcości w krainie zieleni

Będę pytać ile razy
nie zapytałam korzeni o drogę

Będę się kajać przed chmurą wodą
brzozą

Będę im stopy myć
i przewiązywać rany

Dlaczego nie umiem godzić się
z zielonym szeleszczącym życiem
i spać wśród snów śmiertelnych

Liściu naucz mnie spadać
na obojętną ziemię

Anna Kamieńska

Odmowa - Wielemir Chlebnikow

Odmowa

Jest mi znacznie przyjemniej

Patrzeć na gwiazdy,
Niż podpisywać wyrok śmierci.

Jest mi znacznie przyjemniej,

Gdy słyszę głosy kwiatów
Jak „oto on! on oto!" szepcą.

Wolę przez ogród przechodzić,

Niż patrzeć na karabiny,
Co zabijają tych, którzy pragną
Mnie zabić zdradą.

I oto właśnie dlaczego
P r z e n i g d y ,
Nigdy nie będę władcą!

Wielemir Chlebnikow
przełożył Seweryn Pollak

Les Cydalies - Gérard de Nerval

Les Cydalies

Gdzie są nasze kochanki?
Śpią w głębokim już grobie:
są szczęśliwe wybranki,
mają niebo przy sobie.

Są w pobliżu aniołów,
kwitną w górze jak kwiatki
i śpiewają wesoło
dla świętej Bogomatki.

O, biała narzeczono!
O, młode dziewczę w kwieciu!
Kochanko opuszczona,
zwarzona na tym świecie.

Wieczność chłodnym już ogniem
w jasnych oczach wam gości...
Zgasłe ziemi pochodnie,
płońcie na wysokości!

Gérard de Nerval
przełożył Kazimierz Andrzej Jaworski

Złote myśli kobiety - Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Złote myśli kobiety

Zalotność jest pachnąca i różowa,
a mądrość żółta i sucha.

Wolałabym, by mnie Mickiewicz chciał całować,
niż gdyby mnie chciał słuchać.

Jeśli Serafinowie, Potęgi i Trony
nie patrzą na kobietę męskimi oczyma,
nie warto iść do nieba po gościńcu stromym:
- nic tam nie ma.

Niechaj śmierć mi nie będzie niewiastą w całunach,
lecz mężczyzną o bujnych ramionach;
a pęknę w jego ręku jak dzwoniąca struna
- roześmiana i rozmarzona.

Życie zaś niech mnie niesie ku złotej Cyterze
na tęsknym, rozkołysanym okręcie:
chcę na pokładzie bezsilnie leżeć
w nie kończącym się święcie...

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Ludzie sierpniowi - Tadeusz Nowak

Ludzie sierpniowi

Ludzie sierpniowi: dudy, basy
na stóg jęczmienny odłożone,
siedzą na progu z kolanami
podciągniętymi pod podbródki.
W zmierzchu - podobnym przy dotyku
ręką, nozdrzami, podniebieniem
do przekrojonej nożem dyni -
chrystusikowy świat przed nimi
przepływa źróbkiem jabłkowitym
przez zakręt rzeki. Na tym źróbku,
trzymając jabłko w zębach, jedzie,
nagości pełna i na oklep,
córka rejenta, generała.
A przez ich skórę nie draśniętą
nawet przez jeden kłos jęczmienny
lipcowe miody prześwitują.

Sierpniowi ludzie: senne stogi
wchodzą w nich, świecą. Mak i proso
kruszą z makówek w ich rozsądek
podobny do bukowej studni
stojącej nad tętnicą wodą.
I ludzie z progów odjeżdżają
na wiśniach, na skrzydlatych młynach,
raniąc sękami do tarniny
niebiosa dla nich chrystusowe.
I już nie widzą i nie słyszą
sadów i jabłek spadających
w basetle, w dudy odłożone
na stóg jęczmienny, na wesele.
A słyszą w sobie, widzą w sobie
uciekające w plusku, w rżeniu
jabłkowitego źróbka, rzeki
też narowistej jabłkowicie,
córki rejenta, generała
nagości pełne, rzucające
jabłko za siebie, jabłko, jabłko.

Ludzie sierpniowi: w nich niebiosa
w liściach tytoniu, kukurydzy,
w sianie skoszonym pod nów mleczny,
w jęczmiennych stogach śpią, tuż przy nich
basetla, duda pochrapują.
Jabłka w nich dudnią na wesele
z córką rejenta, generała.

Sierpniowi ludzie: surdut, mirt,
kołacz toczony przez pasiekę.
Przez ich powieki uchylone
widać wiklinę. Z niej Boruta
czerwoną witką dyryguje
dwoma chórami kościelnymi:
żabim i psim.

Tadeusz Nowak

Lato - Józef Czechowicz

Zofia Stryjeńska - Lipiec i Sierpień
Lato

Siano zwiezione w stogi - jechało lasem i polem,
minęło kierunek rzeki, nad którą rosną topole.

Minęło i zachód słońca, a teraz, okryte zmrokiem,
pachnie spotniałym wiatrem, ciepłym wieczornym obłokiem.

Sieci kąpały się w rzece, po dnie się włóczyły od świtu,
nasiąkały różowym mułem rzecznego sennego koryta –

wyrzuciły na brzeg srebrne płetwy ryby w powietrzu drgające,
a same, jak piersi wyssane, zawisły spoczywać na łące.

fale stają się nieruchome, podobne do strun śpiącej cytry -
spadają zagrzane zapaski, zanurzając dziewczęta w rzece,

rozwiązują chłopcy rzemienie, uwalniając pasy i plecy.
Niebo w wodzie odbija płynącą zapowiedź deszczu,

dlatego się trawy czają i kwiaty ustami cieszą.
Bydło przed burzą nerwowe elektrycznej napasło się trawy –

niepokój napełnia ci oczy, jak wiatr sąsiednie dwa stawy.
Czas teraz przyszedł kąpieli i czas wieczornej modlitwy,

Józef Czechowicz

Ziemia Obiecana - Stefan Grass

Ziemia Obiecana

Tułam się w bezdźwięcznych korytarzach
Samotnych labiryntów dawnych lat
Natężam słuch, bo mówiłaś mi kiedyś
Że twoje słowa będą ciche jak szept
Skrzydeł ćmy zakochanej w blasku świecy.

W klepsydrze ziarnka piasku odliczają
Sekundy kolorowych snów o tobie.
Otula mnie jedwabna ciemność nocy,
W palcach różaniec chwil niezapomnianych
Tych, zapisanych w złotej księdze życia.

Przede mną tylko ziemia obiecana
Nieprzewidzialnych cudów i wydarzeń.
Kostur pielgrzyma, tobół sennych marzeń,
Twoje serduszko schowam do plecaka
I jak w piosence, ruszę w drogę dalej.

Stefan Grass