Król olch - Johann Wolfgang von Goethe



Król olch

Zapada już noc i wicher dmie.
Kto o tej porze na koniu mknie?
Z dzieckiem w ramionach, w mroku bez dna;
To ojciec z synkiem do domu gna.

- Dlaczego, synku, odwracasz wzrok?
- Nie widzisz, tato? Popatrz tam, w bok.
Król olch mnie wabi, korona mu lśni.
- To tylko mgła. Coś ci się śni.

- Mój miły chłopcze, chodź-że tu!
Będziemy się bawić, aż zbraknie tchu.
Wspaniałe miejsca nad brzegiem znam
I pozłacany mój szal ci dam?

- Ach, tato, tato! Słyszysz ten śpiew?
To znów król olch, to znów jego zew.
- Spokojnie, synku, to wiatru świst.
To szelest liści lub ptaków gwizd.

- Nie zwlekaj, chłopcze! Mam córek moc!
I z nimi się będziesz bawił co noc.
Śpiewając, tańcząc, powiodą cię hen
I tam ukołyszą, aż zmorzy cię sen...

- Patrz, tato, tato! Nie widzisz? Tam!
To córki króla. Znak dają nam.
- Nie, synku, nie! To żaden znak.
To próchno się sypie i świeci tak.

- Kochany mój! Urzekłeś mnie.
Więc chodź po dobroci! Bo porwę cię...
- Ach, tato, tato! Porywa mnie król!
Ciemnieje mi w oczach, przeszywa ból.

Rumak przyspiesza, co sił, co tchu;
Biegnie na przełaj, po trawie, mchu.
I oto światło: dom tuż-tuż.
Niestety! Dziecko nie żyje już.

Johann Wolfgang von Goethe
przełożył Antoni Libera

Ameryko, ty masz lepiej... - Johann Wolfgang Goethe

Wojtek Siudmak - Zawsze wyżej NY
Ameryko, ty masz lepiej...

Ameryko, ty masz lepiej
Niż nasz kontynent stary,
Nie masz zamków zrujnowanych
Ani bazaltów.
W czasie tworzenia
Nie dręczą cię ciągle
Daremne wspomnienia
Ni spory płonne.

Korzystajcie z czasu dzielnie!
A gdy wasze dzieci poezje będą pisać,
Niech dobry los je ustrzeże
Przed historiami o zbójcach, rycerzach i widmach.

Johann Wolfgang Goethe
przełożył Andrzej Lam

Śniłem ja miłość jak pożar okrutną - Heinrich Heine

***

Śniłem ja miłość jak pożar okrutną,
mirty — rezedy — piękną w lokach głowę.
I wargi słodkie śniłem — z gorzkim słowem,
i pieśni smutne pod melodię smutną.

Zbladły i znikły sny moje jak dymy;
znikła najdroższa moja mara senna.
Zostało tylko, co dusza płomienna
w te miękkie niegdyś przetopiła rymy.

Tyś mi została, sieroca ma pieśni!
Dziś i ty uleć w ślad za zgasłym śnieniem.
A gdy je spotkasz — pozdrów je mym tchnieniem:
Wiatr ślę cieniowi, co jak wiatr się prześnił.

Heinrich Heine
przełożył Stanisław Łempicki

Kochali się... - Heinrich Heine

Andrejus Kovelinas
Kochali się...

Kochali się i nie chcieli
Nic sobie wyznać najprościej,
I spoglądając wrogo
Oboje ginęli z miłości.
Rozstali się i już tylko
W snach się widzieli czasami.
Byli od dawna umarli
I nie spostrzegli się sami.

Heinrich Heine
przełożył Robert Stiller

Na jeziorze - Johann Wolfgang Goethe

Na jeziorze

Ożywczy pokarm, nową krew
Z wolnego chłonę świata;
Jak dobra ta natura jest,
Co z piersi pić pozwala!
Fala kołysze naszą łódź
Wciąż dalej z rytmem wioseł,
I góry wierzchołkami stu
Witają naszą drogę.

Oczy, czemu w dół patrzycie?
Złote sny, skąd przychodzicie?
Odejdź, śnie! choć złoty jesteś;
Tu też miłość jest i szczęście.

Na wodzie błyskają
Gwiazdy rozmigotane,
Lekkie mgły spijają
Spiętrzone wokół dale;
Zatokę cienistą
Wiatr poranny owiewa,
Odbija się w jeziorze
Owoc, co dojrzewa.

Johann Wolfgang Goethe
przełożył Andrzej Lam

Z olbrzymem jako towarzyszem - Maksymilian Dauthendey

Z olbrzymem jako towarzyszem

Gdy wieczorne słońce wpada w szkarłatny głóg i zmierzcha dzień,
Gdy brzoza nadstawia pod ostatnie światło swój biały pień,
A wszyscy ludzie mają za towarzysza wielki cień, olbrzyma,
Tęsknota próbuje swej łopaty w ciszy
I wolno grzebać zaczyna.
Wszystkie późne sasanki się zamykają,
A tęsknoty z wszystkich pól i lasów
Ciemniejsze niż dębu żółć przypływają.

Maksymilian Dauthendey
przełożył Leopold Lewin

Jak nazwać to co pośród liści śpiewa - August Platen

Arthur Rackham
***

Jak nazwać to, co pośród liści śpiewa
cicho, jak dryjad senny chór?
Czyś w wiatr wplątany, co mi włos rozwiewa,
w potoku srebrny sznur?

Zamieszkaj ze mną w kwitnącym ogrodzie,
kamień ożywisz i kwiat?
Czyż kochankowi wciąż na myśl przychodzi
kochanka drogi ślad?

Tak—wiem: ty mieszkasz w kniejach, w wiatrach, w sadzie,
ty uspakajasz wodną toń,
to wszystko bowiem ze mną trwa, gdy kładziesz
na piersi mej swą dłoń.

August Platen
tłumaczył Paweł Hertz

Zapatrzenie - Max Meil

Jacek Malczewski - Krajobraz z Tobiaszem - 1904
Zapatrzenie

Tedy spoczywam na wzgórzu liściastem
I czuję życie moje, jako słońce,
które przesuwa się zwolna, jak cień ów,
ledwo spłoszony. Tu się nic nie stanie.
O, jak bezmiernie mnie to uspokaja!
Góry, jak śpiące psy, a przecie czujne,
rzeka wieczysta, most i kryty ganek:
temu-m oddany bez dna. I jest tak mi,
jakbym na skręcie dojrzał drogi smukłej,
jak z dali kroczy drobny Tobjasz wespół
z Aniołem, niknąc w pięknym krajobrazie.

Max Meil
przełożył Stefan Napierski

Ben i śmierć - Stefan George

Reinhold Lepsius - Portret Stefana George'a
Ben i śmierć

Blask i sława! Świat zbudził się już
jak poganie modlim się do wzgórz
silny młody patrzy duch bez trwóg
ponad łąki na zawiłość dróg

Tam na drodze płynie cień blask jak stal
szum potrąca o mękę i żal
płacz w modlitwie pochylił się zgasł —
tyś ma gwiazda mój święty mój blask —

Wtedy powstał dumny sen i zmógł
śmiało boga choć korzył się bóg
głos nieznany nas w przestrzeń gdzieś pchnął
i przed śmiercią aż do ziemi giął

Płonął świat płomień palił się gasł
aż na niebie złączył wreszcie nas
chociaż ogień migotał i drżał
blask i sława sen rozpacz i żal

Stefan George
tłumaczył Paweł Hertz

Wszystko co się dzieje - Alfred Henschke - Klabund

Wszystko co się dzieje

Wszystko, co się dzieje,
To szczęścia i bólu koleje.
Na harfie pocieszenia Bóg gra sobie złotej,
Kala się wiecznie kołysze.
Ach, jakże rychło skłonisz w śmierci ciszę
Swą głowę, i śmiej się potem.

Alfred Henschke - Klabund
przełożył Zenon Waśniewski

Przed żniwami - Martin Greif

Włodzimierz Tetmajer - Żniwa - 1902
Przed żniwami

Kłosami złota już chwieje
Wiatr — płochy los,
Gdy jeden się chyli z trwogi,
Drży drugi kłos.
Tak jakby przeczucia miały,
Że bliski sierp —
Kwiatów i zbóż złocisty łan
Zadrżał i ścierpł.

Martin Greif
przełożył Zenon Waśniewski

Żniwa - Alfons Petzold

Apoloniusz Kędzierski - W polu - 1889
Żniwa

Niebo się żarzy w bezmiernej spiekocie
Wysoko - nad ziemią rozkochaną w złocie.
Błysnęły w słońcu wyostrzone kosy,
Wdarły się z chrzęstem i tną jak złe osy.
Nisko się chłopi schylają zmęczeni:
Chlebie, o jakżeś cenny jest w jesieni!

Alfons Petzold
przełożył Zenon Waśniewski

Dzieciństwo - Georg Trakl

Dzieciństwo 
Donald Zolan

Krzewy bzowe w jagodach; ciche dzieciństwo mieszkało
W grocie niebieskiej. Ponad ścieżką minioną,
Gdzie oto brunatnie szemrzą trawy zdziczałe,
Gałęzie dumaj-! spokojnie; i kruchych liści poszum.

Jednaki, gdy woda modra o skały uderza.
Łagodna skarga jest wilgi. Pasterz
Bez słowa stąpa ku słońcu, co z wzgórz jesiennych się stacza.
Jeno chwilą ulotną jesteś, dziwna duszo.
Z lasu wyjrzała łania płocha, sennie
Pradawne dzwony u dna spoczywają
I tafle jezior mrocznych.

Ciemnych lat mijanie pojąłeś pokorniej,
Chłody i jesień w osamotnionych pokojach,
I przez dale niebiańskie przeźrocze dzwonią stąpania.
Szyba rozchylona ledwo zabrzęczy; do szlochu
Wzrusza widok mogiłki zapadłej na wzgórzu,
Wspomnienie baśni gwarzonych; niekiedy rozwidnia się dusza,
Ludzi wspominając radosnych, wiosny zielono-złoto.

Georg Trakl
przełożył Stefan Napierski

Lecz mowa... - Friedrich Hölderlin

Anne Lan - Ariadna i Dionizos
Lecz mowa...

Lecz mowa -
Bóg mówi burzą.
Mnie mowa dana jest czasem
Powiedziano: dość gniewu
Apollinowi przystoi -
Jeśli masz dość miłości,
gniewaj się tylko miłością
Nie raz próbowałem śpiewem
Ale cię nie słuchali
Tak chciała święta Natura.
Śpiewałeś jej, tak, ty,
w młodości
nie śpiewając
Mówiłeś do tego, co boskie
lecz któż z was o tym pamięta,
początki nie dla śmiertelnych,
bogom się zawsze należą.
Powszedniejszym, zwyklejszym
musi się owoc stać,
nim przejdzie na własność śmiertelnych.

Friedrich Hölderlin
przełożył Antoni Libera

Dęby - Friedrich Hölderlin

Dęby

Synowie gór! idę do was - z ogrodów, gdzie natura,
Oswojona, zadbana i wzajemnie dbająca,
Żyje cierpliwie i zgodnie z pracowitymi ludźmi.
Natomiast wy, królewskie, stojąc, jak lud Tytanów,
W obłaskawionym świecie, słuchacie tylko siebie,
Nieba, które was karmi, i Ziemi, co was zrodziła.
Żaden z was nie pobierał nauki w ludzkiej szkole;
Radosne i swobodne, o potężnych korzeniach,
Pniecie się wspólnie wzwyż, chwytając ramionami,
Jak orzeł zdobycz, przestrzeń, zwrócone ku obłokom
Pogodną, rozłożystą, osłonecznioną koroną.
Każdy z was jest odrębnym, jak gwiazdy na niebie, światem,
I takoż jak bogowie, w wolnych żyjecie związkach.
Gdybym tylko mógł znieść niewolę, to bym nigdy
Nie pozazdrościł tym lasom i żył jak trzeba wśród ludzi.
Gdyby do życia wśród ludzi nie ciągnęło mnie serce
Owładnięte miłością, najchętniej wśród was bym zamieszkał!

Friedrich Hölderlin
przełożył Antoni Libera

Ufność - Paul Celan

Tomasz Alen Kopera
Ufność

Będzie jeszcze jedno oko,
czyjeś, obok
naszego: nieme
pod kamienną powieką.

Dalej, drążcie waszą sztolnię!

Będzie rzęsa,
zwrócona do wewnątrz kamienia,
powleczona stalą Niewypłakanego,
najsubtelniejsze z wrzecion.

Przed wami dokona dzieła,
jakby jeszcze, skoro jest kamień, istnieli bracia.

Paul Celan
przełożył Jan Koprowski

Będzie - Paul Celan

Będzie

coś, później,
napełni się tobą
i podniesie
do czyichś ust

Z roztrzaskanego
obłędu
podnoszę się
i przyglądam swojej dłoni,
jak zatacza jedno
jedyne koło

Paul Celan
przełożył Jacek Buras

Obojga - Paul Celan

Obojga

odbliźnione ciała,
obojga klepsydry na nagości,
obojga odrzeczywistnione oblicza.

Wyciągnięte na ląd przez
najbielszy korzeń
najbielszego
drzewa

Paul Celan
przełożył Jacek Buras

Pod skórę - Paul Celan

Pod skórę

wszyte moich dłoni:
twoje dłońmi
pocieszone imię.

Gdy ugniatam bryłę powietrza, tę naszą strawę,
zakwasza ją
poświata liter z
niedorzecznie otwartych
porów.

Paul Celan
przełożył Jacek Buras

Narzeczona - Rainer Maria Rilke

Narzeczona

Wołaj mnie, miły, wołaj mnie głośniej!
Nie daj twej miłej dłużej stać w oknie!
W starych platanów alei
już się wieczór nie gnieździ:
tylko pustka się ściele.

A jeśli do mnie nocą nie przyjdziesz,
by mnie ogarnąć swym głosem,
wtedy z rąk mych własnych się wymknę,
aby się rozlać, by się zapodziać
w ciemnego błękitu ogrodzie...

Rainer Maria Rilke
przełożył Andrzej Lam

W pamiętniku - Cyprian Kamil Norwid



W pamiętniku

Nie tylko, pierw się najadłszy mandragor,
Błądziły w Limbach szalone kobiety;
Nie tylko Dante i trzeźwy Pitagor —
Byłem i ja tam... pamiętam, niestety!

Że byłem? tomów dwunastu na dowód
Pisać?... sił nie mam, bo myśl mię udławia;
Jestem zmęczony! wolę jechać do wód —
Nie na wyjezdnym się o Piekle mawia!

Wolę — gdzieś jechać, w pilnym interesie,
Patrząc przed siebie z obłędu wyrazem,
Wieki potrącać — jako grzyby w lesie,
Ludzi, Epoki!... mieszać wszystko razem

Być tam i owdzie — w on czas, dziś i potem,
Jako się wyżej albo niżej rzekło;
A nie równiejszym wracać koło-wrotem,

Lecz pytasz: „Owdzie, co tak wielce trudzi?
I które z bliskich spotkałem postaci?" —
— Tam braci nie ma, ni bliźnich, ni ludzi,
Tam tylko studia nad sercami braci!...

Tam uczuć nie ma, tylko ich sprężyny,
Zdające z siebie wzajemny rachunek,
Do nieużytej podobne machiny,
Puszczonej w obieg przez pęd lub trafunek.

Tam celów nie ma, lecz same rutyny
Pozardzewiałe — i nie ma tam wieków —
Dni — nocy — epok — tam tylko godziny
Biją, jak tępych utwierdzanie ćwieków.

Nie określone pierwej cyfrą stałą,
Lecz fatalności pchnięte raz ostrogą,
Nie znaczą wcale, co? kiedy? się działo —
W godzinę wybić liczby jej nie mogą!

Rzekłbyś — w tytańskim z wiecznością zapasie,
Mniejsza! czy biją minuty? czy lata? —
Iż każda wątpi o sobie i czasie,
Każda dogania się, lecz nie ulata...

Jakby wcielonej ciągle puls Ironii:
Słysząc, wiesz naprzód i wiesz ostatecznie,
Że z godzin żadna siebie nie dogoni!
Że nie wydzwoni siebie, dzwoniąc wiecznie!

A ten systemat sprężyn, bez ich celu,
Jakby tragedia bez słów i aktorów,
Jak wielu nudów i rozpaczy wielu
Muzyka, gwałtem szukająca chorów:

Raz wraz porywa spazmem za wnętrzności,
Jak nie zwykłego do morza człowieka —
Tylko nie spazmem nudy, lecz wściekłości,
Który, sam nie wiesz, skąd? i po co wścieka?

Wtedy to próba jest, wtedy jest waga,
Ile nad sobą wziąłeś panowania?
Wartość się twoja ci odsłania naga —
I oto widzisz, kto-ś ty?... bez pytania.

I ileś zwał się tym lub owym w Czasie
Lub byłeś zwany imieniem twych dziadów —
Widzisz — i ile nabrałeś sam na się
Z tradycji? tonu? stylu? lub przykładów?

Co raz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,
Wokoło lecą szmaty zapalone;
Gorejąc, nie wiesz, czy stawasz się wolny,
Czy to, co twoje, ma być zatracone?

Czy popiół tylko zostanie i zamęt,
Co idzie w przepaść z burzą? — czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,
Wiekuistego zwycięstwa zaranie!..

Lecz — prawić o tym i prawić na dowód,
Że byłem ówdzie? — myśl sama udławia!
Jestem zmęczony... wolę jechać do wód,
Nie na wyjezdnym o Piekle się mawia.

Wolę wsięść na koń z jakimś drabem, który,
Prócz ze swoimi, nierad bywać z nikiem,
Historii nie zna ni architektury,
Milczy jak pomnik, będąc sam pomnikiem!

Na dwukrańcowe wolę ruszyć szlaki
Krajów i wieków, gdzie przestrzeń granicą,
Granica? — czasem... i gdzie, znad kulbaki
Patrząc, firmament cały... okolicą!

Cyprian Kamil Norwid

Nic - Czesław Miłosz

Nic

Nie być, nie cierpieć
Nie zadawać bólu.
Odwołać całe
Jedno istnienie,

Żeby nie zostało
Nawet wieści po mnie,
Ani pamiątki.

Czesław Miłosz

Uroda rzeczy nadziemska - Aleksander Wat

***

Uroda rzeczy nadziemska
Gdy pada na nie ostanie spojrzenie: talerz
srebrny na mahoniowym blacie,
skrawek chmur i nieba różowy, świrk
naszego ptaszka Maciusia
i twarz mojej żony. Jej oczy
Na wieki wieczne amen.

Aleksander Wat

Mapa - Wisława Szymborska

Mapa

Płaska jak stół,
na którym położona.
Nic się pod nią nie rusza
i miejsca nie zmienia.
Nad nią – mój ludzki oddech
nie tworzy wirów powietrza
i nic nie mąci jej czystych kolorów.

Nawet morza są zawsze przyjaźnie błękitne
przy rozdzieranych brzegach.

Wszystko tu małe, dostępne i bliskie.
Mogę końcem paznokcia przyciskać wulkany,
bieguny głaskać bez grubych rękawic,
mogę jednym spojrzeniem
ogarnąć każdą pustynię
razem z obecną tuż tuż obok rzeką.

Puszcze są oznaczone kilkoma drzewkami,
między którymi trudno by zabłądzić.

Na wschodzie i zachodzie,
nad i pod równikiem –
cisza jak makiem zasiał,
a w każdym czarnym ziarnku
żyją sobie ludzie.
Groby masowe i nagłe ruiny
to nie na tym obrazku.

Granice krajów są ledwie widoczne,
jakby wahały się – czy być czy nie być.

Lubię mapy, bo kłamią.
Bo nie dają dostępu napastliwej prawdzie.
Bo wielkodusznie, z poczciwym humorem
rozpościerają mi na stole świat
nie z tego świata.

Wisława Szymborska

Świat podwojony - Aleksandra Olędzka-Frybesowa

świat podwojony

świat zagląda mi przez ramię
kiedy czytając wodzę palcem po kartach
ciężkiej księgi pisanej krwią i urodą
świata

czuję na karku jego oddech
gorący i zdyszany
i źrenice rozszerzają mi się
kiedy patrzę w jego oczy
zadziwiona

przezroczyste ciemne jak woda
której nie znamy
dna

Aleksandra Olędzka-Frybesowa