Znów wędrujemy - Krzysztof Kamil Baczyński



Znów wędrujemy

Znów wędrujemy ciepłym krajem
Malachitową łąką morza
Ptaki powrotne umierają
Wśród pomarańczy na rozdrożach

Na fioletowo-szarych łąkach
Niebo rozpina płynność arkad
Pejzaż w powieki miękko wsiąka
Zakrzepła sól na nagich wargach...

A wieczorami w prądach zatok
Noc liże morze słodką grzywą
Jak miękkie gruszki brzemieje lato
Wiatrem sparzone jak pokrzywą

Przed fontannami perłowymi noc
Winogrona gwiazd rozdaje
Znów wędrujemy ciepłą ziemią
Znów wędrujemy ciepłym krajem

Krzysztof Kamil Baczyński

Idę - Kazimierz Ratoń

Edward Munch - Rozpacz - 1893/94
Idę

Idę
pod rozpalonym żeliwnym niebem
na którym już nikt widzieć
nie może słońca
i nikt nie zna jego wielkości
ani oddalenia

Idę
wstrząsany przedśmiertnym
dygotem ziemi
szlochem wszystkich rzeczy
odartych ze skóry
opuszczonych przez myśli i uczucia

Idę
wpatrzony z lękiem w żeliwne głuche niebo
ściekające parzącym bolesnym deszczem
pomiędzy niepewnymi okresami znieruchomień

Idę do was
nie wiedząc gdzie jesteście
idę nie wiedząc czy jeszcze tam jesteście
idę nie wiedząc czy ja jeszcze jestem

Kazimierz Ratoń

Słowo - Nikołaj Gumilow

Słowo

Zdzisław Beksiński
W one dni, gdy nad ziemią nową
Bóg pochylał twarz zadumaną,
Wstrzymywało słońca bieg słowo,
Słowem całe miasta zwalano.

Orzeł bał się drgnąć czubkiem pióra,
Rój gwiazd w księżyc wtulał się z trwogą,
Kiedy niby ognia purpura
Słowo górną płynęło drogą

Życiu w dole zaś liczb starczało,
Były niby w jarzmie bydlęta
Mądra liczba powie niemało,
Każdy odcień sensu pamięta.

Siwy starzec potężną ręką
Zło i dobro trzymał wciąż w szachu,
Lecz się nie chciał zwrócić ku dźwiękom,
Liczbę trzciną kreślił na piachu.

Nie pomnimy, że światłość dana
Tylko słowom za ziemskim progiem,
Ewangelia świętego Jana
Mówi „Słowo” i „było Bogiem”.

My w przyrodę ciasną do bólu
Chcemy wtłoczyć je wciąż od nowa
I jak pszczoły w wymarłym ulu
Strasznie cuchną nieżywe słowa.

Nikołaj Gumilow
przeł. Leszek Engelking

Moje smutne serce - Jaromir Nohavica

Leonid Afremov
Moje smutne serce

Nad mą głową chmury pełne mroku
co z miłością pytam ludzi wokół
moje serce
smutne serce

Nagi bosy w mieście pełnym huku
ja miłości szukam absolutu
moje serce
smutne serce

Nie ma nie ma wszystko złuda marna
zaśniedziałe szyldy na lombardach
moje serce
smutne serce

Jaromir Nohavica
przełożył Jerzy Marek

Jeździec - Jerzy Liebert

Wojtek Siudmak
Jeździec

Uciekałem przed Tobą w popłochu,
chciałem zmylić, oszukać Ciebie...
Lecz co dnia kolana uparte
zostawiały ślady na niebie.

Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski,
stratowałeś, stanąłeś na mnie.
Ległem zbity, łaską podcięty,
jak dym, gdy wicher go nagnie.

Nie mam słów by spod Ciebie się podnieść,
coraz cięższa staje się mowa.
Czyżby słowa utracić trzeba,
by jak duszę odzyskać słowa?

Czyli trzeba aż przejść przez siebie,
Twoim słowem siebie zawierzyć...
Jeśli trzeba, to tratuj do dna...
Jestem tylko Twoim żołnierzem.

Jedno wiem i innych objawień
nie potrzeba oczom i uszom...
Uczyniwszy na wieki wybór
w każdej chwili wybierać muszę.

Jerzy Liebert

Czasem spotykam siebie - Ernest Bryll

Vlastimil Hofman - Los człowieka - 1930
Czasem spotykam siebie

Czasem spotykam siebie na pustej ulicy
Pod ciężkim grzybem starej kamienicy
I patrzę - jak to stoję plecami zwrócony
Całą twarzą do ściany żółtej przytulony
Jakbym jadł te liszaje i wilgoć zlizywał
Bo trzęsę się...
W wytarte paletko się skrywam
Tupię nogami w przykrótkich spodenkach
I sznurowadło niby zawiązać przyklękam

A naprawdę to modlę się światła szukając
Brudne krople zacieków jak źródła spijając...

Ernest Bryll

Na przykład - Paul Éluard

Fabian Perez

Na przykład

Prawda że od wieczności
Dni ciążą bez miłości
Nie wybaczony każdy świt
W każdej pieszczocie ziarno grzechu
I obelga w każdym uśmiechu

Słyszę cię i ty mnie słyszysz
Wyjącego jak bezpański pies
Do naszej samotności
Więcej niż trawa dżdżu
Miłość potrzebuje miłości

Odbicia w posrebrzanym szkle

Paul Éluard
przełożyła Halina Poświatowska

Przedwiośnie - Julian Tuwim

Marek Langowski - Przedwiośnie
Przedwiośnie

Pora szara, niewesoła,
mży prążkami przedmrok siny,
ty po skwerku dookoła
krążysz smutny od godziny.

Chodzisz cieniem i niesobą,
urzeczony przykrą ciszą.
O nadziejo! o, żałobo!
na gałęziach wróble wiszą.

Kwilą szybko, gorączkowo,
recytują jak najęte
swoje ptasie to i owo,
jakieś wieści niepojęte.

Julian Tuwim

Tren V - Jan Kochanowski

Jan Kochanowski po śmierci Urszulki. Ze zbiorów muzeum w Surażu. Repr. Piotr Mecik
Tren V

Jako oliwka mała pod wysokim sadem
Idzie z ziemie ku górze macierzyńskim śladem,
Jeszcze ani gałązek, ani listków rodząc,
Sama tylko dopiro szczupłym prątkiem wschodząc:
Tę jesli, ostre ciernie lub rodne pokrzywy
Uprzątając, sadownik podciął ukwapliwy,
Mdleje zaraz, a zbywszy siły przyrodzonej,
Upada przed nogami matki ulubionej -
Takci się mej namilszej Orszuli dostało.
Przed oczyma rodziców swoich rostąc, mało
Od ziemie się co wznióswszy, duchem zaraźliwym
Srogiej Śmierci otchniona, rodzicom troskliwym
U nóg martwa upadła. O zła Persefono,
Mogłażeś tak wielu łzam dać upłynąć płono?

Jan Kochanowski

Pal - Zbigniew Herbert

Cornelius - Jeźdźcy apokalipsy - 1845
Pal  (Epilog burzy, 1998)

nie wiem przeciwko komu (do czorta)
jest ten huraganowy atak
artylerii ciężkiej bólu gdy każdy centymetr powietrza
każda piędź ziemi zostały ukryte obrócone na nitce
przez poprzedni atak wręcz zniwelowane więc po co
ta furia bólu jeżeli jest to sygnał
a ból jest sygnałem wysyłanym do sztabu
gdy wszyscy dali nogę roniąc po drodze ostatnie rozkazy
zniszczenia po co więc te paroksyzmy zimne dreszcze mdłości
wycie pod niskim ciemnym niebem
wbitego na pal

Zbigniew Herbert

Ogrody szpitalne - Julian Tuwim

Olga Boznańska - Zabudowania miejskie - 1885
Ogrody szpitalne

Uchwyć tę dziwną chwilę, tę niewysłowioną,
Co zwykle po południu schodzi na ulicę
W dni świąteczne - i żale cię drżące owioną,
I poczujesz niezmierną w swym sercu tęsknicę.

Zobaczysz nudę ludzi i ulic zwątpienie,
Niepokój zbytniej ciszy, żal słów pożegnalnych,
I zbudzi się w twej duszy łagodne znużenie:
Ewangeliczny smętek ogrodów szpitalnych.

Dzwoni gdzieś monotonny, jednostajny dzwonek,
Na drzewach nagich - gniazda samotnych jaskółek,
Wdowie smutki, apatia, sieroty z ochronek,
Ktoś nieładny w żałobie i starców przytułek.

Uchwyć tę dziwną chwilę - ludzie siedzą w domu,
Ulice suche, czyste... Gdzieś śpiew niewesoły...
I taki smęt poczujesz, nieznany nikomu,
Jak uczeń, co ostatni wychodzi ze szkoły.

Julian Tuwim

Czarnolas - Jan Wołek

Bosch - Piekło - 148/90
Czarnolas

Odchodzą w drodze, jakby w tańcu
W półkroku stygną w ruchach
Jakby ogniwo zgubił łańcuch
(Zresztą bez szkody dla łańcucha)
Ale karnawał wciąż się toczy
I drepcząc ramię w ramię
Nie chcemy spojrzeć prawdzie w oczy
Bo nas zamieni w kamień

Stawiamy żłobki, szkoły groby
Roimy się aż miło
Tak pełno nas a jakoby
Nikogo nie było

I lecą poza kres nawiasów
Latawce naszych marzeń
O życiu, co nie kwestią czasu
Ani też splotów zdarzeń
Żremy, pragniemy, wydalamy
Chłoniemy dal za dalą
Świeczki na grobach zapalamy
Wierząc, że nam zapalą

Stawiamy żłobki, szkoły, groby
Roimy się aż miło
Tak pełno nas a jakoby
Nikogo nie było

A kiedy z życia już ogryzki
Wyraźnie widać teraz
We wciąż nam bliskich ciałach bliskich
Szkielety, jak z Dürera
Biją monet, biją dzwony
Wiatr hula nam po stole
Siedzisz, wykreślasz telefony
Czekasz na swoją kolej

Stawiamy żłobki, szkoły, groby
Roimy się aż miło
Tak pełno nas a jakoby
Nikogo nie było

Jan Wołek

Z szuflady - Konstandinos Kawafis

Z szuflady
fot.Paula Grenside


Zamierzałem powiesić ją na ścianie mego pokoju.
Ale ją skaziła wilgoć w szufladzie.
Nie będę oprawiał tej fotografii.
Powinienem był pilnować jej troskliwiej.

Te wargi, ta twarz —
o, gdyby choć na jeden dzień, na jedną tylko godzinę
mogła wrócić ich przeszłość.

Nie będę oprawiał tej fotografii.

Nie byłbym zdolny patrzeć na nią, tak skażoną.

A zresztą nawet gdyby nie była uszkodzona,
męczyłoby mnie ciągłe uważanie na to,
by jakieś przypadkowe słowo, coś w brzmieniu mego głosu
nie zdradziło mnie — gdyby ktoś o nią zapytał.

Konstandinos Kawafis
przełożył Zygmunt Kubiak

Uspokojenie - Fiodor Tiutczew

Max Ernst -Las - 1927
Uspokojenie
Burza minęła. Lecz gromem zwalony
Ogromny dąb płonął, dym smugą siną
Pełzał po ziemi z gałęzi zwęglonych —
Lśniącą po deszczu, zieloną gęstwiną.
A już od pól — melodie, i zadźwięczał
Ptaszęcy zgiełk, biegł po zroszonych łąkach,
I końcami swego łuku tęcza
Na zielonych wsparła się wierzchołkach.

Fiodor Tiutczew
przekład Mieczysława Buczkówna

Jako cząstka mnie - Lőrinc Szabó

Jako cząstka mnie

Leon Wyczółkowski - Welon - 1885
Człowiekiem byłaś, wszystko i nic prawie,
jak te kobiety, co grzechów nie ze mną
i cnót dzieliły swoich blask i ciemność,
nie ołtarz tobie ni modlitwa, ale
dziś, gdy cię nie ma, ciebie błogosławię,
jak nigdy oto nad grobem twym stoję,
dziesiątej części towarzyszki twoje
naszych radości nie dałyby nawet.
Z większą przylgnęło do mnie życie siłą
(tobie cierpieniem, mnie rozkoszą było):
kto tak cię płacze, sławiąc z bólem w głosie,
nie sama w sobie, cząstka mnie, kochanie,
mym wielkim zmarłym jesteś i zostaniesz
Jednorazowy, Bezpowrotny Losie.

Lőrinc Szabó
przełożył Bohdan Zadura

Czarny blues o czwartej nad ranem - Adam Ziemianin



Czarny blues o czwartej nad ranem

Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz

Czemu cię nie ma na odległość ręki?
Czemu mówimy do siebie listami?
Gdy ci to śpiewam - u mnie pełnia lata
Gdy to usłyszysz - będzie środek zimy

Czemu się budzę o czwartej nad ranem
I włosy twoje próbuję ugłaskać
Lecz nigdzie nie ma twoich włosów
Jest tylko blada nocna lampka
Łysa śpiewaczka

Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem
Tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie
Myślałby kto, że rodem z Manhattanu

Czwarta nad ranem...

Herbata czarna myśli rozjaśnia
A list twój sam się czyta
Że można go śpiewać
Za oknem mruczą bluesa
Topole z Krupniczej

I jeszcze strażak wszedł na solo
Ten z Mariackiej Wieży
Jego trąbka jak księżyc
Biegnie nad topolą
Nigdzie się jej nie spieszy

Już piąta

Adam Ziemianin

Ja - Włodzimierz Majakowski

Marchesa Luisa Casati
Ja

Kilka słów o mojej żonie
Niewiadomych mórz daleką plażą
wędruje ona —
luna —
moja żona.
Moja kochanka rudowłosa.
Za jej ekwipażem
krzykliwy tłum pstrokatych gwiazdozbiorów
ciągnie za nią.
Koronuje się samochodowym garażem,
całuje się gazetowymi kioskami,
a mrugający paź mleczną drogę trenu swej pani
ozdobił jarmarcznym sztychem, błyskotkami.
A ja?
Toć niosły mi, spragnionemu, brwi nosidła
z oczu studzien ochłody pełne wiadra.
W jedwabiach jezior gdyś zawisła,
bursztynowymi skrzypcami śpiewały twe biodra.
W kraj o rozwścieczonych dachach
nie zarzucisz linką błystki swojej.
W bulwarach tonę, owiany nostalgią piasków skwarną:
przecież to córka twa —
ta pieśń moja
W pończosze ażurowej
przed kawiarnią!

Włodzimierz Majakowski
przełożył Anatol Stern

Zaparzanie herbaty - Jerzy Harasymowicz

Vicent van Gogh - Japonería, Oiran - 1887
Zaparzanie herbaty

Kto zawsze jest spakowany
gotów do drogi
kto jest czarnym turystą

Kto nie wie
ile mu zostało księżyców
płynących nad śniegiem

Kto jest przez Hades
specjalnie umiłowany

Tego cieszą
rzeczy najprostsze

Słoneczniki ścięte
z których światło uchodzi

Jesień
igrająca z ogniem

Zaparzanie
skośnookiej herbaty
miłe z nią
niefrasobliwe rozmowy

Jerzy Harasymowicz

Natężenie świadomości - Michał Zabłocki



Natężenie świadomości

natężenie świadomości
w zmianie swej osobowości
od młodości do starości
coraz łatwiej coraz prościej
naprężenie chceń wzmożonych
i nieumień poronionych
rozrywanie własnej jaźni
realizmem wyobraźni
z kogoś całkiem przeinnego
w kogoś całkiem przeinnego
z wychowania w zachowanie
z wyuczenia w wydumanie

Michał Zabłocki

Wioska - R. S. Thomas

Wioska
Szewielow - Bajka o zimowej rzeczce

Za mało domów, by zasłużyć
Na miano ulicy; ledwie droga
Łącząca szynk z jedynym
Sklepem, prowadząca donikąd
I kończąca się na szczycie
Pagórka, zżerana przez zielony
Przypływ trawy dopełzający do tej
Ostatniej forpoczty minionego czasu.

Tak niewiele się dzieje; żar słońca
I czarny pies szukający pcheł
To już historia. Lecz dziewczyna sunąca
Od drzwi do drzwi jak czółenko to coś więcej
Niż dobroduszna dwuwymiarowość doby.

Przeto trwaj wiosko, bo wokół ciebie
Na niespiesznej osi krąży świat tak ogromny
I znaczący jak te rozważane
W samotnym umyśle wielkiego Platona.

R. S. Thomas
przełożył Andrzej Szuba

Jakże dziś ładnie matko opowiadasz - Wincenty Różański

Justyna Kopania
* * *

jakże dziś ładnie matko opowiadasz
jak szopen lub jaki artysta
rozumiem wszystko jest oczywiste
lecz wytłumacz mi proszę
kiedy spotkam człowieka gadać nie umiem

może to wszystko literacka bzdura
dała mi do ręki list
i chodzę z nim w kieszeni aż po ptaków świt

wytłumacz mi jeszcze proszę
co to za gwiazda świeci nad nami
ziemia spod nóg ucieka a gwiazda rani
albo gdy jako chłopiec chodziłem w parowy
jaki to bies zawrócił mi w głowie

niekiedy widzę że miłość jest
ale gdy przyjdzie cisza
i pójdę w ciszę
któż to opisze któż to uciszy

Wincenty Różański

Smutek śnieżyczek - Maria Wine

Ivan Slavinsky
Smutek śnieżyczek

Nie
nie czuję wcale upojnej radości
na widok pierwszej wiosennej śnieżyczki
gdy stoi przede mną cała drżąca
na pograniczu zimy i wiosny

Śnieżyczka
pierwszy i najsamotniejszy kwiat wiosny
zbyt wcześnie wygrzebany
chciwymi dłońmi słońca -
słania się na bladozielonej łodyżce
ze zwieszoną śnieżyczkową główką
jak gdyby już tęskniła z powrotem
do snu w zimowym leżu cebulki

Nie
nie czuję wcale upojnej radości
tylko smutek
na widok pierwszej wiosennej śnieżyczki.

Maria Wine
tłum. Zygmunt Łanowski
PS. Dziękuję:)

Brodski - Julia Hartwig

Urszula Nieborak - Cisza z cyklu Wenecja nocą
Brodski

Laguna była świadkiem jego zimowych dni
szorstkiego odosobnienia które wybrał

Udręki przywiązania nie nikną
a przecież to wenecka wieczorna mgła
i ten ból piękna silniejszy niż ból noszony w sobie

Jakże kojące bywa oddalenie od wszystkiego
co ukochaliśmy
smutna duma że tu też istnieć potrafimy

czekało na niego miejsce na wyspie San Michele
zawsze był panem swego miejsca
nawet na zesłaniu

Ten cmentarz wskazał palcem
Wystarczyłaby sama miłość do laguny
by zasłużył sobie na nie

Kiedy milkli pochlebcy i oszczercy
słyszał plusk rozbijanej wiosłem fali w zatoce

Julia Hartwig

Bagnica - Beata Obertyńska

Witold Pruszkowski - Nimfy wodne - 1877
Bagnica

Wychynęła u brzegu do młodego księżyca
skośnooka, obmokła, obła panna – bagnica.

Topiel szła już w oparach, oddal mgłami mętniała,
kiedy grzbietu połyskiem rozgarnęła tatarak,

kiedy w chrapy muliste, do ust bladych roztworu
naciągnęła oddali i nabrała wieczoru...

Muł u brzegu był ciepły, muł u brzegu był grząski,
wierzba stała pochyło z nowiem wpiętym w gałązki,

zaś od łąk, co je wieczór mgłami poprzeinaczał,
krzyk się głosił – krzyk w rosy zapadłego derkacza...

Zagapiła się w sierpik, pół wodniście, pół szklanie,
zimna panna, co cierpi na niczyje kochanie,

smutna panna, co wiosną, kiedy trzciny ją przyprą,
w ciepłej wodzie na chłodno srebrną kurzy się ikrą...

Ni to swoja, ni czyja... Ni to taka, ni żadna,
półwieczą nijakość pławi ślisko wśród bagna,

głucha jak ten skrzek żabi, nie ma jak te szczeżuje,
ani myśli, że myśli – ani czuje, że czuje,

tylko kiedy ją swędy od wsi najdą nagrzane,
zimnokrwistą w niej pustką cierpnie serce wodniane

bagnicy...

Beata Obertyńska

Norwid - Jan Lechoń

Roman Kramsztyk - Poeta. Portret Jana Lechonia - 1919
Norwid

Imię twoje jak czarne i strzeliste cyprysy,
A wkoło - greckie kolumny.
Słowa twe - odskrobane starożytne napisy.
Ty - dumny!

Gdzie idziesz - głęboki aksamit traw
Malachitowy,

W ręku twoim - księga praw,
Sowa u głowy.

Historia układa fałdy swych szat
Nad wodami potoku.
Kraj nasz - ziemia,
Tysiąc lat
- Jednego roku.

Skąd masz róże? Ziemia leży
Śniegiem pokryta.

Idziesz, gdzie Kopernik w szubie w mróz na wieży
Z gwiazd czyta.

Jan Lechoń