Niemożliwości - Konstantinos Kawafis

Jacek Yerka
Niemożliwości

a jednak w samym smutku
jest to błogosławione pokrzepienie,
którego nic nie wysłowi:
ileż dni wulgarnych było mi oszczędzone,
ileż obrzydzenia - dzięki temu smutkowi.
Rzekł pewien poeta: "Z muzyki bezdźwięcznej
słodycz do duszy spływa".
A ja tak myślę, że najprawdziwiej jest piękne
życie, którego nie da się przeżywać.

Konstantinos Kawafis
przełożył Zygmunt Kubiak

Niepokonani - Bogdan Olewicz



Niepokonani

Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz
Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów
Czy w milczeniu białych haniebnych flag
Zejść z barykady
Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać

Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
Gaśnie nagle w biały dzień
Gdy na drodze za zakrętem
Przeznaczenie spotka mnie
Czy w bezsilnej złości łykając żal
Dać się powalić
Czy się każdą chwilą bawić
Aż do końca wierząc że
Los inny mi pisany jest

Płyniemy przez wielki Babilon
Dopóki miłość nie złowi nas
W korowodzie zmysłów możemy trwać
niepokonani
Nim się ogień w nas wypali
Nim ocean naszych snów
Łyżeczką się odmierzyć da

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
Niepokonanym
Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką, której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas

Bogdan Olewicz

Na pograniczu - Philip Levine

Na pograniczu

Nazywam się Edgar Poe.
Urodziłem się w 1928 w Michigan.
Nikogo to nie wzruszyło. Jadłem kaszkę,
Która trzymała mnie przy życiu, nic mnie nie grzało,
Ale wyrosłem na pięć stóp i dziesięć cali
I nic nie może zmienić mojej wagi.

Śledziłem cię przez wiele lat,
Tam w biurze, z ołówkiem wzniesionym do akcji,
Albo na szosie, gdy prułeś do przodu.
Nie pisałem; patrzyłem, jak patrzysz w gwiazdy
Wierząc, że niezmienne jest koło fortuny;
Widziałem, jak powstajesz z miłości i jak kładziesz się do łóżka.

Słuchałem, jak kłamiesz nawet własnej córce.
Nie pisałem, bo jestem Edgarem Poe,
Szalonym i stukniętym Edgarem, nierozważnym pijakiem
I Edgarem wyczekującym na pograniczu śmiechu.
Nie ma rzeczy, o której by nie wiedział
Ten, którego kartka pustsza jest od deszczowego nieba.

Philip Levine
przełożył Adam Szyper

Obłąkani - Jan Bolesław Ożóg

Vincent van Gogh
Obłąkani

Oni poznali wszystko, co jest wszystkim.
Oni wiedzą to, czego nie wiecie.
Oni przetrzymali ogień ogni.
Oni przez morskie przeszli dna.

Stoją i chodzą w łunie złotej
jak podpalony nóż i Matka Boga.
To oni idą - jak nóż w ogniu -
z ciemności żaru do jasności.

Odcięte wszystkie rany niosą
w milczącym spowite sekrecie,
cierpliwie nad wodami mroku
spłukują ropę z płócien dnia.

W wieczność na rzekę niepamięci
niepokalana pcha ich droga
i ziemia im powoli w bęben
bije pałkami własnych kości.

Jan Bolesław Ożóg

Przesłanie do nadwrażliwych - Kazimierz Dąbrowski



Przesłanie do nadwrażliwych

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
bądźcie pozdrowieni.

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest a
przystosowanie do tego co być powinno
za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane
ukryte w was.

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.

Bądźcie pozdrowieni
za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli
poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować
że jesteście leczeni zamiast leczyć świat
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
za niezwykłość i samotność waszych dróg
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.

Kazimierz Dąbrowski
PS. Prof. dr Kazimierz Dąbrowski - psycholog kliniczny, psychiatra, filozof, pedagog, twórca teorii dezintegracji pozytywnej

Przybyszewski (I) - Dorota Chróścielewska

Frances MacDonald - Śpiąca księżna - 1895
Przybyszewski (I)
My późno urodzeni
przestaliśmy wierzyć w prawdę

- napisał młody szaleniec
(Berlin 1892)
Jak ból oddzielić od bólu
Winy nie ma jest tylko kara
Jest alkohol i jest morfina
I totalna samotność nad ranem

Ślepota i jasnowidzenie
protest i aklamacja
odraza i apoteoza
Tak i Nie
Nie i Tak

Oszalały pijany szarlatan
i modny literat z laseczką
Tragiczna doprawdy młodość
i dramatyczna starość

Wielka cygańska wędrówka
Błyszcząca mieszczańska stabilność
Brak pieniędzy grosz do grosza i miarka
Brak miłości większy niż miłość

Chociaż nigdy nie żył prawdziwie
lecz jak umarł to umarł do cna
Śmierć zaś była błaha jak łza
i jak prawda mało efektowna

Dorota Chróścielewska

Przybyszewski (II) - Dorota Chróścielewska

Beata Jakimiak
Przybyszewski (II)

Wielki dramat artysty (ech nasze tragedie)
Jakiś śnieg niegdysiejszy tak biały jak śnieg
I tylko lata na chybcika biegły
(I nam też życie biegnie byle gdzie)

A może go nie było Może nic nie było
Żadnych pięknych momentów à la belle epoque
Wszystko się wypełniło a nic nie spełniło
I może o nic nie szło jeśli o coś szło

Świecące próchno książek Zbawca Odnowiciel
Odkupiciel i Filar Leader i Ostoja
Więc zawsze się prowadzi walkę na śmierć z życiem
Evviva l’arte modna suknia moja

Dorota Chróścielewska

Moment - Stanisław Srokowski

Moment

pochylony nad szklanką wódki
czekam o godzinie drugiej w nocy
na Dostojewskiego
dzwonił że przyjdzie
maszyna do pisania milczy
trzy butelki alkoholu
ustawiły się w kolejce
za oknem wychodzą robotnicy z fabryk
jest później
Andy Warhol

Dostojewski nie pojawia się
ich ciężki tupot nóg
wypełnia przestrzeń

jakby układ słoneczny
przenosili na swoich barkach
idąc w ciemność

pociąg zatrzymuje się na dworcu
i rozdziera ciszę

rury kanalizacyjne cieniutko śpiewają
swoją nieskończona melodię

zaczynam czule myśleć o życiu

telefon nie daje znaku

z mroku wyłania się książę Myszkin
a za nim Stawrogin
oraz dwa szczury
które zamieniają się w moich przyjaciół

blady uśmiech świata
błąka się po ścianach

po drzwiach pełznie mucha
zatrzymuje się na moment
i ciężko wzbija w powietrze

z wymiętymi policzkami
zarośnięty
na przeciw mnie siada
Dostojewski
patrzy w niebo

a w głowie muchy widzę
jego ogromne płonące oczy

czarna broda Dostojewskiego
zamienia się w ognisty krzak
i powietrze płonie

osypuję się w górkę popiołu
świecąc jeszcze z dna
spaloną myślą

Stanisław Srokowski

Antyfona do jabłka robaczywego - Adam Ziemianin

Vladimir Kush
Antyfona do jabłka robaczywego

kto cię skazał na robaka
w środku lata
kto wymyślił te tortury
już na drzewie
chorobliwie rumiane
dojrzewasz w okresie
międzywojennym
połączone pępowiną gałęzi
ale już za chwilę
drzewo natchnione wiatrem
wyrzeknie się ciebie
upadniesz jak inne
niedaleko od jabłoni
a robak twój gość nieproszony
w chwili sytości i samouwielbienia
będzie szeptał:
jesteś ze mną chore
lecz jakże dzięki mnie
wzbogaciło się twe
życie wewnętrzne
uwierzysz mu chcąc nie chcąc

Adam Ziemianin

Noc - Roman Śliwonik

Józef Gielniak
Noc

Tamten człowiek
oszalał tuż na krawędzi ciemnego lasu

Był śpiew wysokich gałęzi
widzianych od dołu

coś zakończyło się ścianą słowików

i słychać było dopalającą się noc
w milczącym ogniu pokrzyw

ode mnie do tamtego krajobrazu
stanął słup telegraficzny
z włosami zerwanych drutów
ode mnie do tamtego słońca
dwadzieścia razy padałem
i znów rowami

a mgła jak obłąkana woda
podnosiła nieprzytomne drzewa

w zasadzie mógłbym już wrócić
na czarnych talerzach
ustawiać idiotycznie białe gołębie

tamten krajobraz
ze słupem
zostawić nagim biegającym w przerażeniu
ale najgorsze są te białe drogi
którymi się wciąż biegnie
do miejsc nie istniejących

Roman Śliwonik

Co ja poradzę? - Charles Bukowski

Co ja poradzę?

to prawda:
ból i cierpienie
sprzyja
tak zwanej
twórczości artystycznej.

gdybym mógł decydować
nigdy bym sobie
nie wybrał
tego cholernego
bólu
i cierpienia
ale one jakoś same
mnie znajdują.

a honoraria
wciąż
wpływają.

Charles Bukowski
przełożył Michał Kłobukowski

Witajcie w domu (Wariatów) - Metallica



Witajcie w domu (Wariatów)

Witajcie tutaj gdzie czas stoi w miejscu
Nikt nie odchodzi i nie przychodzi
A księżyc w pełni jest ciągle ten sam
Nazywają nas obłąkanymi
Śnimy o tych samych rzeczach co noc
W swych wyobrażeniach widzę wolność
Bez zamkniętych drzwi i zakratowanych okien
Bez tego co przeraża moje myśli

Śpij mój przyjacielu, a zobaczysz
Że ten sen się urzeczywistni
Trzymają mnie zamkniętego w tej klatce
Czyż nie widzą, że właśnie dlatego oszalałem

Wariatkowo - pozwólcie mi żyć
Wariatkowo - po prostu zostawcie mnie samego

Zbudowali we mnie strach przed tym
Co jest tam na zewnątrz
I nie mogę oddychać świeżym powietrzem wolności
Ciągłe szepty w moim mózgu
Zapewniają mnie, że jestem obłąkany
Myślą, że nasze głowy są w ich rękach
Lecz gwałt rodzi gwałt
Trzymajcie go związanego, tak mu dobrze
Tak czuje się lepiej, czyż nie?

Nie mogą dłużej trzymać nas tutaj
Słuchajcie, przeklnijmy ich, zwyciężymy
Myślą, że wszystko jest w porządku
Myślą, że chronią nas przed naszym piekłem

Wariatkowo - pozwólcie mi żyć
Wariatkowo - po prostu zostawcie mnie samego
Wariatkowo - po prostu zostawcie mnie samego

Strach przed życiem
Wzbudza niepokój
Bunt wisi w powietrzu
Śmierć będzie miała co robić
Lustra wytrzeszczą oczy
Zabić to jedyne przyjazne słowo
To jedyna niestety droga
Na odzyskanie wolności

przekład ze strony Metallica Art.
brak informacji o autorze

Wróżby niewinności - William Blake

Wróżby niewinności

Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.

W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
W godzinie — nieskończoność czasu.

Czerwonogardły gil, zamknięty
W klatce, wściekłością niebios sięga.

Pod gołębnikiem, gdzie się tłoczą
Gołębie, piekieł drży potęga.

Pies u wrót pana zagłodzony
To dla monarchii pewna klęska.

Krwi ludzkiej głośno się domaga
Niema bitego konia męka.

Wydziera jedno włókno z mózgu
Każdy szczutego pisk szaraka.

Jeden cherubin milknie w niebie,
Gdy ktoś przestrzelił skrzydło ptaka.

Zza gór się słońce wznosi blade,
Gdy wściekły kogut walki czeka.

Każdy ryk lwa i skowyt wilka
Wywleka jakąś duszę z piekła.

Ludzkiej przed smutkiem strzegą duszy
Jelenie, błądząc w lasach, piękne.

Krzywda baranka niszczy zgodę;
Lecz on przebacza swą udrękę.

Gacek o zmierzchu — on wyfrunął
Z umysłu, co nie wierzy w Boga.

Krzyk sowy o północy głosi,
Jaka jest niedowiarka trwoga.

Nie będą ludzie kochać tego,
Przez kogo cierpi mała wrona.

Ten, kto rozgniewał wołu, nigdy
Nie dotknie niewieściego łona.

Psotnik, co zabił muchę, pozna,
Jak groźny bywa gniew pająka.

Ten, kto się znęca nad chrabąszczem,
W bezmiernej nocy się zabłąka.

Liszka na liściu przypomina
Twej matki bóle i uciski.

Ćmy ni motyla nie zabijaj,
Dzień Sądu bowiem jest już bliski.

Kto szkoli konia w walce, będzie
Przez śniegów pustkę szedł bezpłodną.

Przytul psa dziada, kota wdowy,
Gdy chcesz, by dobrze ci się wiodło.

Komar, brzęczący śpiewką lata,
Z obmowy czerpie jad szkaradny,

Z brudnego potu stóp zawiści —
Wężowe się mieszają jady.

Trucizna w żądle pszczoły skryta —
Artysty gniew, zawistny, blady.

Książęce szaty, płachty dziada —
Grzyby na worach złych bogaczy.

Prawda głoszona w złym zamiarze
Najbardziej wszelką prawdę paczy.

Dla radowania się i bólu
Człowiek urodził się na ziemi.

Jeśli to rozumiemy dobrze,
Bezpiecznie przez ten świat idziemy.

Radość i ból dla boskiej duszy
Z nich dwóch splecione jest odzienie.

Jedwabną nicią radość biegnie
Pod każdym jękiem i cierpieniem.

Dziecko to więcej niż pieluchy;
Wszędzie tam, gdzie są ludzkie kraje,

Ręce się rodzą — i narzędzia;
To każdy oracz rozpoznaje.

I każda łza z każdego oka
Dziecięciem staje się w wieczności,

By, ukojona przez świetliste
Panny, powrócić znowu do radości.

Szczekanie, skowyt, wycie — fala,
Która w niebiosów brzeg łomocze.

Dziecko, pod rózgą płacząc, żłobi
Znak zemsty w śmierci i pomroce.

Łachmany dziada, gdy się wzniosą
W przestworze, niebo drą na strzępy.

Złocistą słońca twarz wykrzywia
Zbrojnej przemocy upór tępy.

Grosz dziada więcej wart niż złoto,
Co w afrykańskich skarbcach drzemie.

Miedziak z węzełka wyrobnika
Kupi i sprzeda skąpca ziemie.

A jeśli ma z wysoka pomoc,
Kupi i sprzeda całe plemię.

Ten, kto wyśmiewa wiarę dziecka,
Będzie wyśmiany w dniach starości.

Temu, kto uczy dziecko wątpić,
Zgnilizna grobu strawi kości.

Kto wiarę dziecka czci, pokona
Śmierci i piekieł moc w wieczności.

Owoce czasów dwóch: sędziwych
Sąd starców i zabawki dzieci.

Sędzia, gdy wierzy w swą przebiegłość,
Nie znajdzie trafnej odpowiedzi.

Blask wiedzy gasi, kto wątpieniu
Jakąś odpowiedź dać się stara.

Najgorsza, jaką świat pamięta,
Trucizna — z laurów szła Cezara.

Nic rodu ludzi nie spotwarza
Tak, jak żelaznej połysk broni.

Kiedy klejnoty pług ozdobią,
Złość głowę przed sztukami skłoni.

Piosenką świerszcza jest głos tego,
Kto się przed trafnym sądem cofa.

Z orłowej mili, z cala mrówki
Chroma się śmieje filozofia.

Temu, kto wątpi w to, co widzi,
Nikt żadnej wiary nie uprosi.

Gdyby zwątpiło słońce, księżyc?
Przecież zagasłyby w ciemności.

Namiętność dobra — gdy nią władasz,
A nie, gdy ona włada tobą.

Ladacznic wrzask, swawola graczy
W monarchii kończy się żałobą.

Całun dla Anglii ladacznice
Tkają swą wrzawą obłąkańczą.

Zgranego jęk, szulera „wiwat!”
Przed katafalkiem Anglii tańczą.

Każdego ranka, każdej nocy
Dla męki ktoś na świat przychodzi.

Każdego ranka, każdej nocy
Dla szczęśliwości ktoś się rodzi.

Jedni się rodzą dla radości,
Inni dla nocy i ciemności.

W kłamstwo wikłamy się, gdy okiem,
A nie przez oko spoglądamy.

Bo noc zrodziła je, gdy dusza
Spała wieńczona promieniami.

Biedne, żyjące w nocy dusze
Boga w światłości rozpoznają.

Lecz Postać Ludzką On objawia
Tym, co w królestwach dnia mieszkają.

William Blake
tłum. Zygmunt Kubiak

Piosenka (1-szy przekład) - William Blake

fot. Benoit-Courti
Piosenka

Pamięci! Roziskrzony
Przywołaj blask, te pieśni
Dawne! Niech wiatr łagodny
Do boru je zaniesie,

Nad potok — w jego wodę
Zanurzę obie ręce:
Miłosnych snów urodę
Wyłowię, zjawy piękne.

Tam, gdzie śpiewają wilgi,
Śnić będę, śnić srebrzyście.
Potem wszystko umilknie,
Ściemnieją drzewa, liście.

Samotna dla mnie ścieżka
W mroku przez puste pola;
Tam tylko ona mieszka:
Milcząca Melancholia.

William Blake
tłum. ...

Sen - William Blake

James Paterson - Wiosna w Moniaive
Sen

Kiedyś usnuło się widzenie
W mym śnie dziecięcym — przez Anioły
Strzeżonym — że zbłąkana mrówka
Nie mogła w borze znaleźć drogi.

Znękana, osaczona nocą,
Którędy ma wędrować, nie wie.
Przez gąszcz gałązek, igieł, trawy
Idąc, mówiła tak do siebie:

„Pewnie się moje dzieci smucą,
Pewnie się trapią ojca troską;
Wciąż wypatrują, czy nie idę,
A potem znowu płaczą gorzko”.

Żal mi jej było. Ale nagle
Widzę, że świetlik się wynurza
I rzecze: „Jakaż to istota,
Płacząc, nocnego woła stróża?

Przyszedłem, żeby ci poświecić.
Tam żuk odbywa wachtę swoją.
Słyszysz, jak brzęczy? Za tym głosem
Pójdziesz, niczego się nie bojąc”

William Blake
tłum. Zygmunt Kubiak

Z opowieści „Wyspa na księżycu” albo „Pieśń panny Gittipin” - William Blake

Z opowieści „Wyspa na księżycu”
albo „Pieśń panny Gittipin”

Już mnie smutkowi pozostawcie!
W tej samotności cicho zginę
I wtedy tylko duchem będę,
Gdy zzuję tę znikomą glinę.

Jeśli się potem ktoś zabłąka
W bezdrożną moich borów ciszę,
W mroku zobaczy cień mój, w szumie
Wiatru me słowa będzie słyszeć.

William Blake
tłum. Zygmunt Kubiak

Oda na melancholię - John Keats

Oda na melancholię

I a.
Choćbyś zbudował korab z trupich gnatów
I maszt z upiornej czyniąc szubienicy
Z kirów ześciubił żagiel, i zaświatów
Jękiem go wydął, krwawy, bladolicy;
Isaiah Stephens
Choćby widlasty miał być sterem wraku
Męczarnią śmierci sztywny ogon smoczy,
A takielunkiem - jakiś wywłok wstrętny
Ze łba Meduzy łysej, i tak szlaku
Do Melancholii nie odnajdą oczy,
Śniącej na wyspie w nurtach Lety mętnej.

I b.
Nie, nie, do Lety nie chodź i z korzeni
Tojadu nie pij trującego wina:
Bladego czoła niechaj nie sczerwieni
Wilczej jagody sokiem Prozerpina;
Nie czyń różańcem nasion cisu krwawych,
Żałobną Psyche niechaj ci nie będzie
Ćma brudna ani gnojny żuk, puchacza
Nie czyń wspólnikiem w smutków swych obrzędzie;
Ospałość bowiem cieni nieruchawych
Duszę w bezsennej udręce przytłacza.

II
Gdy jednak nagle Melancholia lunie
Łez deszczem z nieba jak ze łzawej chmury,
Co wzgórze kryjąc w kwietniowym całunie
Mdłe kwiatów główki podźwiga do góry,
Paś wtedy smutek rumieńcami ranka,
Albo i tęczą słonej w piasku fali,
Lub obfitością kulistej piwonii;
Kiedy zaś gniewem błyśnie twa kochanka,
Srogość, co w oczach się bezrównych pali,
Pij, pij, dłoń wiotką więżąc w swojej dłoni.

III
Piękność ją gości - a to rzecz doczesna;
Radość, co ręką zawsze znak rozłąki
Od ust posyła; Żądza, co bolesna,
Karmi trucizną miododajnej łąki.
Ba, nawet Rozkosz ma w świątyni swojej
Ołtarzyk dla niej; kto na podniebieniu
Wrażliwym grono radosne wyciśnie
Twardym językiem, ten ją dojrzy w cieniu;
Mocą jej gorzką dusza się w nim poi,
Aż wśród jej mglistych trofeów zawiśnie.

John Keats
przełożył Adam Pomorski

Prolog-epilog (fragment Sweeney Agonistes) - Thomas Stearns Eliot

Sweeney Agonistes

Kiedy leżysz samotny w środku nocy i
budzisz się przerażony i wołasz pomocy
Kiedy leżysz samotny drżąc w pościeli i
budzisz się jakby w głowę ktoś cię pięścią zdzielił
To znaczy że się budzisz z koszmarnego snu
a we śnie szedł ku tobie twój STRACH uhuhu
Uhuhu uhuhu uhuhu
Miałeś sen że się budzisz i jest siódma i
jest mgliście i jest zimno jest mrok i jest świt
I czekasz na zgrzyt klucza i na stuk do drzwi
ponieważ wiesz że kat już na ciebie czeka.
I może jesteś żywy
Albo może zmarły
Uhuhu
Uhuhu
STRACH
STRACH
STRACH
STUK STUK STUK
STUK STUK STUK
STUK
STUK
STUK

Thomas Stearns Eliot
przekład Jarosław Marek Rymkiewicz

Little Gidding (fragment Czterech kwartetów) - Thomas Stearns Eliot

Little Gidding (fragment Czterech kwartetów)

V
To, co zwiemy początkiem, to często jest kresem,
A dojście do kresu oznacza początek.
Kres jest tam, skąd wyruszamy. A każdy zwrot
I zdanie trafne (gdzie każde słowo jest u siebie w domu,
Zajmując swoje miejsce, aby wspierać inne,
Słowo ani nieśmiałe, ani zbyt dostojne,
Swobodne współdziałanie nowego ze starym,
Słowo potoczne, jasne, ale nie prostackie,
Słowo dokładne, ścisłe, lecz nie pedantyczne,
Cały korowód tańczący zgodnie)
Wers każdy i każda fraza są początkiem i końcem,
Wiersz każdy epitafium. A wszelkie działanie
Krokiem pod topór, w ogień, w gardziel morza
Lub pod nieczytelny kamień: oto skąd wyruszamy.
Umieramy z umierającymi:
Spójrz, już odchodzą, my idziemy z nimi.
Przychodzimy na świat ze zmarłymi:
Spójrz, powracają, niosą nas w ramionach.
Chwila róży i chwila cisu
Trwają tak samo długo. Ludy bez historii
Od czasu nie są wyzwolone, gdyż historia jest deseniem
Chwil wiekuistych. A więc, gdy wygasa światło
W zimowy przedwieczerz, w ustronnej kaplicy
Historia jest teraz i Anglia.
Z porywem tej Miłości i głosem tego Wezwania
Nie ustalimy w dociekaniach,
A kresem wszelkich naszych poszukiwań
Będzie dojście tam, skąd wyruszyliśmy
I poznanie tego miejsca po raz pierwszy.
Przez nieznaną, pamiętaną bramę
Gdy na ziemi pozostanie do odkrycia
Tylko to, co było początkiem;
U źródła najdłuższej rzeki
Głos ukrytego wodospadu
A wśród liści jabłoni dzieci
Nieznane nam, gdyż nikt ich nie szukał
Lecz słyszane, jako półgłos, w ciszy
Między dwiema falami morza.
Żwawo teraz, tutaj, teraz, zawsze -
Stan całkowitej prostoty
(Kosztujący nie mniej niż wszystko)
I wszystko będzie dobrze i
Wszelkie sprawy ułożą się dobrze
Gdy płatki płomienia splotą się
W koronowany węzeł ognia
I ogień i róża staną się jednym.

Thomas Stearns Eliot
przekład Krzysztof Boczkowski

Kwartet Nr 3: Dry salvages (fragment Czterech kwartetów) - Thomas Stearns Eliot

Kwartet Nr 3: Dry salvages (fragment Czterech kwartetów)

"Żeglujcie naprzód.
O podróżnicy, o żeglarze,
Którzy wkraczacie do portu i których ciała
Zniosą próbę i wyrok morza.
Albo inne wypadki, oto wasze prawdziwe przeznaczenie"
Tyle Kriszna, gdy napominał Ardżunę
Na polu bitwy.
Nie żeglujcie szczęśliwie
Lecz podróżujcie naprzód, podróżni.

IV
Pani, której kapliczka stoi na przylądku
Módl się za tych, którzy na okrętach,
Którzy żyją z ryb i za tych,
Którzy zajmują się każdym godziwym handlem
I tych, którzy nimi kierują.

Powtarzaj modlitwy także za
Kobiety co widziały swych synów i mężów
Wyruszających i nie wracających:
Figlia del tuo figlio,
Królowo Niebios.

Módl się i za tych co na statkach byli i
Skończyli wojaż w piachu, w morza wargach
Czy w ciemnej gardzieli, która ich nie wyrzuci
Lub gdziekolwiek, gdzie nie dojdzie ich głos morskiego dzwonu
Wieczysty Anioł Pański.

Thomas Stearns Eliot
przekład Michał Sprusiński

V. Co powiedział grom /oznajmił/ - Thomas Stearns Eliot

V. Co powiedział grom /oznajmił/ 

Po krwawym blasku pochodni na spoconych twarzach
Po mroźnej ciszy w ogrodach
Po agonii wśród kamiennych okolic
Po wrzasku i płakaniu
Po więzieniu pałacu i echu
Grzmotu wiosennego na dalekich górach
Ten kto był żywy teraz jest umarły
Którzyśmy żywi byli teraz umieramy
Cierpliwości tylko odrobinę

Tu nie ma wody tutaj tylko skała
Skała i nie ma wody i droga piaszczysta
Wije się wyżej między ścianą gór
Góry są skalne góry są bez wody
Gdyby tu była woda stanąć by i pić
Wśród skał stanąć pomyśleć nie potrafi nikt
Suchy jest pot nogi grzęzną w piasku
Gdyby tu woda płynęła ze skał
Martwa jest paszcza gór i nigdy nie pluje
Stanąć usiąść ni leżeć nikt tu nie próbuje
Tutaj w tych górach ciszy nawet nie ma
Tylko suchy jałowy grzmot bez deszczu
Tu samotności w górach nawet nie ma
Czerwone mroczne twarze kpią i warczą
Zza drzwi spękanych glinianych lepianek
Gdybyż to woda
A nie skała
Gdybyż to skała
Ale i woda
I woda
Źródło
Krynica u skał
Gdyby tu był chociażby dźwięk płynącej wody
Nie głos cykady
I śpiew suchych traw
Ale dźwięk wody bijącej o skałę
Gdzie drozd-pustelnik z między sosen śpiewa
Kap kap kap kap
Ale nie ma wody.

Kto jest ten trzeci, który zawsze wędruje przy tobie?
Kiedy liczę, jesteśmy tylko ja i ty,
Ale kiedy popatrzę tam, na białą drogę,
Jest jeszcze zawsze ktoś, kto idzie przy tobie,
Owinięty w brązowy płaszcz, w kapturze,
Nie wiem, mężczyzna, czy może kobieta
- Kim jest ten, który idzie tam, gdzie ja i ty?

Co to za dźwięk wysoko w powietrzu
Głuchy pomruk matczynych lamentów
Kto są te hordy w ostrych kapturach gnające
Po bezdrożnych równinach, po spękanej ziemi
Aż hen tam za płaski horyzont
Co to za miasto ponad pasmem gór
Trzaska zrasta się pęka w powietrzu fioletowym
Walące się wieże
Jerozolima Ateny Aleksandria
Wiedeń Londyn
Nierzeczywiste

Kobieta naciągnęła czarne długie włosy,
Muzykę palce jej z tych strun wywodziły,
Nietoperze o twarzach niemowląt w powietrzu się niosły
Fioletowym, gwizdały i skrzydłami biły,
I pełzały w dół głową z poczerniałej ściany,
I odwrócone w dół w powietrzu trwały wieże
Dzwoniąc wspomnieniem dzwonów znaczących godziny
I śpiewy z pustych cystern, studni wyczerpanych.

W tej zgniłej jamie pomiędzy górami
W bladym świetle księżyca trawa śpiewa
Na rozwalonych grobach, przy kaplicy.
Jest tu pusta kaplica, wiatrom tylko dom.
Nie ma w niej okien, wiatr w jej drzwi zawiewa,
Suche kości krzywdy nie zrobią nikomu.
Tylko kogut stał na szczycie dachu
Ko-ko-riko, ko-ko-riko
W błysku błyskawicy. Wtedy wilgotny powiew
Niosący deszcz.

Woda w Gangesie opadła bezwładne liście
Czekał deszczu, kiedy czarne chmury
Zbierały się daleko, ponad Himavant.
Dżungla przypadła, skuliła się w ciszy.
Wtedy przemówił grom
DA
Datta: cóżeśmy dali?
Przyjacielu, potęga krwi w sercu
Przerażająca śmiałość sekundy porywu
Jej nie wykreśli sto lat przezorności
Przez to i tylko przez tośmy istnieli
Czego nie znaleźć w naszych nekrologach
Ni w śladach które zasnuł dobroczynny pająk
Ani pod pieczęciami które przełamuje
Chudy notariusz w wystygłych pokojach
DA
Dayadhwam: słyszałem, jak klucz
Obracał się raz w zamku, tylko raz jedyny,
O kluczu, każdy w swoim więzieniu, myślimy
Myśląc o kluczu każdy utwierdza więzienie
Tylko wieczorem, w eterycznej wieści
Ożywa na niedługo złamany Koriolan
DA
Damyata: łódź słuchała
Radośnie, dłoni sprawnej do żagla i wiosła,
Morze było spokojne, serce by słuchało
Radośnie bijąc, gdybyś chciał, posłuszne
Władać gotowym dłoniom.
Siedziałem na brzegu
Łowiąc ryby, z jałową równiną poza mną,
Kiedyż na ziemiach moich zaprowadzę ład?
Most Londyński wali się wali się wali
Poi s'ascose nel foco che gli affina
Quando fiam uti chelidon - O jaskółko jaskółko
Le prince d'Aquitaine ? la tour abolie
Te fragmenty wsparłem o moje ruiny
Dobrze, niech będzie tak. Hieronim znów szalony.
Datta. Dayadhwam. Damyata.
Śanti śanti śanti
(Pokój ponad wszelkie pojęcie)

Thomas Stearns Eliot
przekład Michała Sprusińskiego

Credo - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Credo

Jutro?... Nie wierzę, aby lepiej było
i nie zazdroszczę już tej wiary - dzieciom...
Matthieu Delahaie
Po co się łudzić? Wydarte stuleciom
posępne, smutne, zimne doświadczenie
złudzeniom wszelkim na czole wyryło:
"Śmierć i nicestwo!"... zabiło złudzenie...
I tylko dziwna, mistyczna, szalona
chęć tą ohydną wstrząsnąć ziemi bryłą,
świat cały, jak jest, pochwycić w ramiona,
z posad go dźwignąć i na nowe koła
jakie bądź rzucić, gdy te, co go toczą,
we łzach się pławią i we krwi się broczą;
i tylko głos ten, co nas w noce woła
z złem walczyć nie przez ufność odrodzenia,
lecz przez nienawiść ku złemu dla złego
i żądzę, ssaną z powietrzem, niszczenia:
jest naszą wiarą. A choć czasem ona
omdlewa w piersiach, to wnet zmartwychwstawa,
jako z popiołów Feniks, odrodzona,
i jak kometa błyska ludziom krwawa,
której płomienie może świat zażegą.
My nienawidzim zła dzisiejszej doby - -
jutro?... To jutro?... Jutro, marzyciele,
przeklinać własne swe będziecie próby,
nowe zło w nowym odkrywając dziele;
jutro, trawieni nowymi choroby,
szukać będziecie nowego systemu
leków i zbawień, a nie mogąc męce
ulżyć, bezsilni załamiecie ręce,
bo póki ludziom trwać, poty trwać złemu.
Lecz naprzód, naprzód! Niechaj zbrodnie stare
ustąpią nowym - nim się te przeżyją - -
ścigajcie marzeń cudną, a czczą marę,
jak ci ścigali, co dziś w grobach gniją.
Lecz naprzód, naprzód! Łudźcie się, Ikary,
że potraficie dolecieć do słońca,
w zdobyte niebo wstąpić z człowieczeństwem,
a potem - widźcie, że próżne ofiary,
że pomoc złego jest wiecznotrwająca,
zwątpcie, zrozpaczcie i gińcie z przekleństwem!
Bo niczym innym nie jest chód ludzkości,
tylko przemianą zła wieczyście trwałą;
o Chrystusowej marząc wszechmiłości
deptajcie wroga, co was przedtem deptał,
drżąc, że już rośnie mściciel z jego kości,
co was obali, jak kłodę zbutwiałą,
i znów was zdepce, gdy już krew wychłeptał.
Brutalna siła, która rządzi światem,
wybawicielem nie jest ani katem:
ślepa i głucha, zimna, obojętna,
idzie bez celu i nie władnąc, włada,
nie dba, gdzie jakie pozostawi piętna,
kto pod jej nogą powstaje, kto pada?
Nienawiść dźwignią jest świata - - niech działa
ta najsilniejsza potęga ludzkości:
jeśli potrafi i dusze, i ciała
na wskroś przekształcić, zabić w ludziach zwierzę:
wówczas dopiero w królestwo miłości
ewangelicznej na ziemi - uwierzę.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Chwila - Tadeusz Różewicz

Jan Stanisławski - Topole nad wodą - 1900
Chwila

Topole jak winogrona
na starym srebrze
pochmurnego nieba

może tu zostanę
naprawdę
co mi potrzeba

tutaj jest dziewczyna
która przeszła
i ruchem najpiękniejszym
w tej chwili
na ziemi i niebie
włosy odgarnęła
spłynęły ze światłem
na strome ramiona

górą dymią
w popiele nieba

zostanę tutaj
naprawdę
nic mi nie trzeba

Cienie na ścianach
głuchych kamieniczek
i jasny cień
na balkonie

znów bije serce
co umarło w obcej
jak gwiazda Weronie

Tadeusz Różewicz

Tylko kołysanka - Tato - Justyna Holm



Tylko kołysanka - Tato

Tylko śpij i aż śpij
A mnie prowadź tam
Tam gdzie jesteś
Chcę być tam gdzie ty
W niebie, czemu nie
W piekle aż na dnie
Będę wszędzie, wszędzie będę
Czy to ważne gdzie to będzie
Więc przytul się i śpij
Tylko czas nie chodzi spać
Bo ma czas, jest twardy
O tak jak głaz
Jutro zbudzisz dzień
Jutro ja twój cień
Będę wszędzie, wszędzie będę
Nawet, gdy mnie już nie będzie
Tylko śpij i aż śpij
Wniebowzięty chór
Wszystkich świętych
Patrzy na nas w dół
A to tylko ty
A to tylko ja
Ty maleństwo niepojęte
Boże życie bywa piękne
Już przytul się i śpij
Czekolady pełna noc
Gwiazdy jak cukierki
Ech czas je zdjąć
Jutro obudź dzień
Jutro ja twój cień
Będę wszędzie, wszędzie będę
Nawet, gdy mnie już...
Wszystko się powoli toczy.
Boże życie bywa piękne

Justyna Holm

We śnie - Ana Blandiana

Joanna Sierko-Filipowska - Wiosna
We śnie

Świerszcze muzykują tylko we śnie,
Za dnia świerszcze są owadami.
Pozwólcie więc im spać. Nakryjcie je, trawy
Przed dniem. Który jasnością mami;

Chroń je przed daremną, bez czucia prawdą,
O, zbyt przejrzystej rosy panie,
Niech wszystko, czego za dnia nie doświadczą.
We śnie jawą im się stanie;

Niech śpią twardo, we wnętrzu koszmaru,
Grając na skrzydełkach jak na strunie.
Smukli książęta przenikliwych dźwięków,
W niewoli księżyca, co po niebie sunie.

Ana Blandiana
przełożyła Irena Harasimowicz-Zarzecka